Dodaj do ulubionych

K. Tolwinski - wicemarszalek sejmiku podlaskiego

14.04.04, 11:45
Z cyklu "Chlopcy z mojego podworka" przedstawiam wywiad z Krzysztofem
Tolwinskim - wicemarszalkiem Sejmiku Podlaskiego, bylym wojtem gminy
Dziadkowice, moim mlodszym kolega z podworka szkolnego (SP Osmola),
wywodzacym sie z sasiedniej wioski Jesionowka.

- Czy srodki finansowe z Urzedu Marszalkowskiego trafia na inwestycje w
naszym powiecie?
KT: W tym roku wojewodztwo podlaskie skorzysta jeszcze z kontraktu
wojewodzkiego z rzadem. Do naszego wojewodztwa ma trafic okolo 30 milionow
zlotych. Jest bardzo duza szansa na to, ze duza suma pieniedzy trafi na
rozbudowe Zespolu Szkol w Siemiatyczach. Obecnie szacujemy, ze moze to byc
ponad milion zlotych. Pozwoliloby to zakonczyc budowe czesci B tego duzego
budynku. Czesc C toretycznie moglaby byc przekazana dla Nadbuzanskiej Szkoly
Wyzszej. Wowczas szkola ta ostatnia czesc wykonczylaby z wlasnych srodkow lub
ze srodkow unijnych. Ostateczna decyzja o przyznaniu pieniedzy na rozbudowe
szkoly zapadnie w kwietniu. Chcialbym, aby rozbudowa tej szkoly nareszcie sie
zakonczyla i zrobie wszystko, by tak sie stalo. Tak wiec poczekajmy do
kwietnia, mysle, ze bede mogl przekazac dobre wiadomosci z Urzedu
Marszalkowskiego.

- Jak Pan ocenia sytuacje w sluzbie zdrowia?
KT: Uwazam, ze problem ochrony zdrowia w zaden sposob nie zostal rozwiazany.
Rzad dramatyczne decyzje i rozwiazanie problemow odklada w czasie. Nie
czarujmy sie - nikt dlugu ze szpitali nie zdejmie, gdyz nie ma na to
pieniedzy w budzecie panstwa. Nie ma tez takiej woli politycznej. Szpital w
Siemiatyczach niestety tez czekaja zmiany. Trzeba obrac odpowiedni kierunek i
podjac decyzje, jakie oddzialy ma posiadac. Te decyzje sa potrzebne.
Zwalnianie ludzi nie jest jedynym rozwiazaniem na poprawe kondycji szpitala.
Odkladania zmian nie mozna odsuwac w czasie w zwiazku z interesami pewnej
grupy osob. Chyba wszyscy wiemy, jakiej grupy ze szpitala. Podobne zadania
czekaja na mnie w szpitalach w Bialymstoku i w szpitalach z calego
wojewodztwa. Z tego co widac, wiecej pieniedzy na sluzbe zdrowia nie bedzie.
Potrzeba wiec dostosowac ekonomie szpitala do tego, co jest. Tak wiec przed
dyrektorem szpitala, starosta, rada powiatu jeszcze wiele trudnych decyzji. W
miare swoich mozliwosci bede pomagal.

- Jaka bedzie sytuacja polskiego rolnika w Unii Europejskiej?
KT: Szkoda, ze rzad, poslowie, tworza niekorzystne i bardzo restrykcyjne
prawo wobec rolnikow. Jedyne ich tlumaczenie to Unia Europejska. To
nieprawda, ze Unia tworzy w Polsce prawo. Takie prawo tworzone jest w Sejmie.
Dla rolnikow tuz po wejsciu Polski do Unii Europejskiej bedzie bardzo trudno.
Chcialbym sie mylic, ale moim zdaniem beda problemy z wyplacaniem rolnikom
doplat do ziemi. Swoja czesc srodkow Unia zapewne przekaze w odpowiednim
czasie. Jednak, czy rzad dotrzyma terminow? To jest dla mnie ogromny znak
zapytania. Moim zdaniem Unia nie docenia naszego rolnictwa i uwaza naszych
rolnikow za taka ciemna mase ludzka. Ja wierze w naszych rolnikow. Bedzie
trudno, ale wiem, ze polski rolnik jakos sobie poradzi. Urzednicy, politycy,
poslowie z Warszawy uwazaja, ze rolnika na kazdym kroku mozna "bic po
kieszeni". Panowie ci nie zdaja sobie sprawy, ze jak rolnik nie bedzie mial
pieniedzy to miasto tez to bardzo oczuje. Musimy przyjac, ze bedziemy w Unii
Europejskiej. Rolnicy niestety musza sie do tego dostosowac i przygotowac na
pozyskanie mozliwych srodkow z funduszow.

- Czy planowana jest tez inwestycja z unijnych funduszy w Nurcu Stacji?
KT: Moim zdaniem jest duza szansa na pozyskanie pieniedzy na powstanie duzego
zakladu drzewnego w Nurcu Stacji. Zaklad taki moze powstac tylko w 2005 lub
2006 roku. Prowadzone sa powazne rozmowy w tym temacie. Zaklad moglby
przerabiac duze ilosci drzewa i zatrudnic sporo ludzi. Jesli zaklad nie
powstanie w Nurcu Stacji, to powstanie w innym miejscu na poludniu naszego
wojewodztwa. Dlatego trzeba tutaj duzego wysilku ze strony urzednikow z gminy
Nurzec Stacja oraz nadlesnictwa w tej miejscowosci. Wierze, ze Nurzec Stacja
wykorzysta ta mozliwosc. Jednak jak ostatecznie bedzie, zobaczymy za jakis
czas. Na moje wsparcie gmina zawsze moze liczyc.

(Glos Siemiatycz, wydanie internetowe z 24 marca 2004 r.)

box.zetobi.com.pl/glos_siemiatycz/aktual.html
Obserwuj wątek
    • h.olender marszałek na włosku czyli o "moralności" PSL 27.09.04, 14:59
      Krzysztof Tołwiński ma być nadal wicemarszałkiem województwa - orzekł zarząd
      wojewódzki PSL, który spotkał się w sobotę specjalnie po to, by wypowiedzieć
      się na ten temat. Mimo wątpliwości co do prywatnego układu, wiążącego
      Tołwińskiego z podległą mu dyrektorką departamentu, PSL zamierza utrzymać swoją
      rekomendację dla Tołwińskiego jako wicemarszałka województwa.

      Oznacza to, że z punktu widzenia PSL wicemarszałek nie powinien ponieść
      konsekwencji za to, że zatrudnił na podległym sobie stanowisku Halinę Dondziło,
      z którą mieszka, która wychowuje jego córkę i która zarządza finansami jego
      rodziny.
      - Oczywiście trzeba jeszcze sprawdzić, czy podległość ta nie koliduje z prawem -
      podkreślił Adam Dobroński, przewodniczący podlaskiego PSL.
      Czy takie "sprawdzenie" wystarczy innym radnym sejmiku wojewódzkiego, czy też
      będą oni domagali się zmiany na stanowisku wicemarszałka, okaże się już dziś.
      Radni spotkają się bowiem na sesji sejmiku.

      (Gazeta Współczesna, 27 września 2004 r., Partia za Tołwińskim)
    • h.olender Tołwiński: "kto rządzi w województwie?" 11.10.04, 08:35
      To dziennikarze weszli z butami w prywatne życie wicemarszałka Krzysztofa
      Tołwińskiego, tworząc "fakty medialne" - stwierdzili radni Ligi Polskich Rodzin
      na sesji sejmiku wojewódzkiego. Poparł ich sam zainteresowany, który apelował,
      by raz na zawsze ustalić, czy w województwie rządzą media czy radni i zarząd
      województwa.

      Dwa tygodnie temu dziennikarze przyłapali wicemarszałka Tołwińskiego na tym,
      jak wyjeżdżał służbowym samochodem z gospodarstwa Haliny Dondziło, dyrektorki
      Departamentu Geodezji, Rolnictwa, Mienia i Ochrony Środowiska Urzędu
      Marszałkowskiego. Kilka dni później wicemarszałek sam przyznał, że mieszka z
      Dondziło w jednym mieszkaniu. Dondziło zaś zarządza majątkiem jego rodziny,
      wychowuje też jego córkę, która może odziedziczyć majątek pani dyrektor.
      Na sesji sejmiku Tołwiński podkreślał, że wywiad, w którym pojawiły się jego
      wypowiedzi na ten temat, był nieautoryzowany.
      - Z panią Dondziło od siedmiu lat realizujemy wspólną misję. Zarządzam
      gospodarstwem, w którym spędzam wolny czas, relaks. A pani dyrektor doradza
      mojej żonie w kwestiach finansowych, bo są przyjaciółkami - tłumaczył
      wicemarszałek.
      Merytorycznej dyskusji na temat nietypowego układu nie było. Tylko Krzysztof
      Putra, radny PiS, wskazywał, że zasiadanie osób tak silnie związanych ze sobą
      prywatnie, razem w komisjach przetargowych, może budzić poważne wątpliwości.
      - Rzeczywiście, nad podległością Haliny Dondziło panu Tołwińskiemu musimy się
      zastanowić. Zapewniam, że prowadzimy intensywne rozmowy z panem marszałkiem
      Januszem Krzyżewskim - mówił Adam Dobroński, prezes podlaskiego PSL, do którego
      należy Tołwiński.
      - Jestem w trakcie konsultowania rozwiązania, o którym rychło poinformuję -
      zapewniał marszałek Krzyżewski.
      Nic jednak nie wskazuje na to, by wicemarszałek Tołwiński miał stracić
      stanowisko. Konsekwencje ujawnienia układu poniesie prawdopodobnie Halina
      Dondziło - albo zostanie przesunięta na niższe stanowisko, albo nadzór nad jej
      departamentem przejmie inny członek zarządu.

      (Gazeta Współczesna, 28 września 2004 r., Za daleko z tą misją)

      P.S. I znowu wszystkiemu są winni dziennikarze ;-)
    • h.olender jak Tolwinski sam na siebie bicz ukręcił 18.10.04, 11:12
      Sprawę Tołwińskiego wywołał ... sam Tołwiński. Zaczęło się, można powiedzieć,
      prozaicznie, od zarzutu wykorzystania samochodu służbowego, w kręgach władzy
      uchodzącego za coś oczywistego. Rzecz cała pewnie rozeszłaby się po kościach,
      gdby nie żenujące wyznania wicemarszałka, który ze szczegółami opisał swoje
      układy prywatno-zawodowe z podległą mu szefową geodezji w Urzędzie
      Marszałkowskim. Z tajemnicami alkowy włącznie.

      Coś takiego zdarza się mieczęsto. Dostaliśmy sygnał od mieszkańców Jasionówki,
      iż marszałkowski ford mondeo często kursuje między Białymstokiem a Jasionówką.
      Dwa kilometry za wsią gospodarstwo ma tutaj Halina Dondziło, szefowa
      Departamentu Geodezji w Urzędzie Marszałkowskim i często przebywa tu
      wicemarszałek. I to tutaj przyjeżdża rano po nich kierowca, a potem odwozi do
      pracy.

      Było 3 września. O 7.30 ciemny ford mondeo o numerach BI 13161 skręcił do
      posiadłości Haliny Dondziło, a po pięciu minutach stamtąd wyjechał. W środku
      siedzieli Halina Dondziło i Krzysztof Tołwiński. Z Białegostoku do Jasionówki
      jest prawie 40 kilometrów, kierowca zatem jednorazowo pokonywał w sumie blisko
      160 km. Jak wyliczyliśmy, jednorazowy dojazd wicemarszałka i szefowej geodezji
      do pracy i powrót do domu kosztuje nas podatników ponad 125 zł.

      Wicemarszałek tłumaczył się, że poprzedniego dnia był na spotkaniu geodetów w
      Augustowie, był zmęczony, odprawił kierowcę i postanowił zostać w Jasionówce.
      Dlaczego tam? Bo zarządza gospodarstwem dyrektor Haliny Dondziło. I to już od
      siedmiu lat. Przebywa tutaj, jak określił, dziesięć, dwanaście razy w miesiącu.
      Zameldowany nie jest.
      A tak w ogóle to mieszka w trzech miejscach, pochwalił się. Na stałe w
      Jasionówce, niewielkiej wsi w gminie Dziadkowice i dodatkowo w mieszkaniu
      Haliny Dondziło w Białymstoku.
      A nam pogroził za zrobienie zdjęcia. "Byliście na mojej ziemi, gdybym miał
      swoją szablę, to zapewniam, że uszy bym poprzecinał".

      W kolejnej rozmowie z "Porannym" Tołwiński poszedł dalej w wyznaniach o
      prywatnych powiązaniach ze swoją podwładną.
      Jest tak. Żona Maria prowadzi ich 150-hektarowe gospodarstwo w Jasionówce w
      gminie Dziadkowice, rodzinnej posiadłości wicemarszałka. Natomiast dyrektor
      Halina Dondziło zarządza finansami rodziny Tołwińskich.
      A na dodatek Halina Dondziło wychowuje córkę państwa Tołwińskich. Dlaczego? Bo
      ma określone walory, dlatego wzięła ją na swoją materialną odpowiedzialność. Na
      pytanie, skąd taki pomysł, wicemarszałek odpowiedział, że to ... taka XIX-
      wieczna, nigdzie nie pisana, tradycja wychowania. - Halina Dondziło nie ma
      swoich dzieci, my mamy sześcioro, więc jest to korzystny dla nas układ -
      określił. - Jeśli córka jako osoba dorosła spełni pokładane w niej nadzieje i
      oczekiwania, to będzie spadkobierczynią Haliny Dondziło.
      Oczywiście żona wie o tym, że zarządza gospodarstwem Haliny Dondziło. I jeśli
      chodzi o sferę prywatności, to wszystko, co jest możliwe między ludźmi, to nas
      łączy - powiedział Tołwiński o swoim związku z podległą mu dyrektorką. Taki
      szczery!

      To co Krzysztofowi Tołwińskiemu wydaje się normalne, nie wydało się wcale takim
      jego szefowi i radnym sejmiku. Marszałek Krzyżewski zażądał wyjaśnień. Sprawę
      samochodu załatwiono raz dwa, niemalże od ręki. Przy okazji porządkując ogólne
      zasady korzystania ze służbowych aut w całym urzędzie. Tołwiński nie dostał
      samochodu do własnej dyspozycji non stop, jak chciał. Tak jak pozostali
      członkowie zarządu może sam jeździć, ale samochód służbowy nie jest mu w żadnym
      razie przypisany na stałe, tylko pozostaje w dyspozycji. A do pracy z domu ma
      prawo przyjechać raz w tygodniu, po weekendzie i świętach. Za inne prywatne
      rozjazdy trzeba płacić.

      Natomiast sprawa kontrowersyjnej prywatności marszałka nabrała rangi
      politycznej. Tołwiński idzie bowiem w zaparte. Nie widzi nic niestosownego w
      swoich układach z szefową geodezji.
      - Moje stosunki prywatne z panią dyrektor Haliną Dondziło przyczyniają się do
      poprawienia jakości i efektywności pracy! - odpisał marszałkowi Krzyżewskiemu.
      Nie widzi problemu ani konfliktu interesów. - Podjąłem decyzję i przekazałem
      panu marszałkowi. Nie ma żadnych przesłanek, żebym cokolwiek zmieniał w obecnym
      układzie między mną a dyrektor Haliną Dondziło. Ani prywatnie, ani służbowo -
      odpowiada kategorycznie.
      - Nie istnieją żadne podstawy prawne, abym miał podejmować jakiekolwiek kroki.
      Moje stanowisko nie ulegnie zmianie i temat uważam za zamknięty. Nie łamię
      prawa, bo moje stosunki prywatne z Haliną Dondziło nie są uregulowane żadną
      umową.
      Pewnie, bo gdyby byli małżeństwem, taki układ byłby nie do przyjęcia.

      (Alicja Zielińska, Kurier Poranny, 24 września 2004 r.)
    • h.olender Tolwinski: możemy załatwić tę sprawę po szlachecku 25.10.04, 10:27
      Wicemarszałek Krzysztof Tołwiński nie stracił stanowiska. Przedstawicielom
      samorządu województwa zabrakło odwagi, aby zmienić układ polityczny. Uważają,
      że w Urzędzie Marszałkowskim wszystko gra.
      Przypomnijmy, że Tołwiński zarządza majątkiem swojej bliskiej przyjaciółki i
      zarazem podwładnej Haliny Dondziło. Z kolei Dondziło, która jest dyrektorem
      departamentu geodezji i nieruchomości w Urzędzie Marszałkowskim, wychowuje
      córkę małżeństwa Tołwińskich i zarządza ich finansami. Córka wicemarszałka może
      też odziedziczyć majątek po Halinie Dondziło, pod warunkiem, że będzie się
      dobrze sprawowała.

      Krzysztof Putra, radny i prezes PiS, zażądał na wczorajszej sesji Sejmiku
      wyjaśnień w sprawie związków prywatno-służbowych, które łączą Krzysztofa
      Tołwińskiego i Halinę Dondziło, przyjaciółkę i bezpośrednią podwładną
      wicemarszałka.
      - Wszyscy wiemy, bo szeroko o tym rozpisuje się prasa, że między panem
      Tołwińskim i panią Dondziło, występują oczywiste zależności. Ta sytuacja nas
      ośmiesza. Dlatego pytam, co pan z tym zrobi, panie marszałku - mówił Putra.
      Marszałek Janusz Krzyżewski przypomniał, że Tołwiński został rekomendowany na
      stanowisko przez PSL i że ludowcy podtrzymali w ostatnią sobotę zaufanie dla
      wicemarszałka. Zapewnił jednak, że wraz z liderem PSL prof. Adamem
      Dobrońskim "jest w trakcie konstruowania" takiego rozwiązania, które rozwieje
      wątpliwości.
      - Przyznaję, że ten układ może rodzić pytania - dodawał Krzyżewski.
      Przypomnijmy, że w rozmowie z "Porannym" Krzyżewski nie wykluczył, że być może
      wyśle Dondziło na urlop.

      Z gorącą obroną Tołwińskiego wystąpił za to inny członek zarządu Karol Tylenda,
      który wychwalał pracowitość i sukcesy wicemarszałka. Tylenda powoływał się
      nawet na biblijną przypowieść o jawnogrzesznicy. - Jezus broniąc tej kobiety,
      Marii Magdaleny, powiedział: Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem -
      dowodził Tylenda. - Ja swój kamień schowałem do kieszeni. Ale kto jest bez
      winy, niech pierwszy rzuca kamieniem.
      Wicemarszałek Krzysztof Tołwiński żartował z radnego PiS, że pytania
      zadaje "nieśmiało". - Już od siedmiu lat realizujemy wspólną misję z Haliną
      Dondziło - zaznaczył Tołwiński.
      Podkreślił, że nie ma żadnej sprzeczności prawnej w tym, że jego przyjaciółka
      Halina Dondziło jest równocześnie jego bezpośrednią podwładną. Przypomnijmy, że
      ustawa o pracownikach samorządowych zabrania tylko zatrudniania małżonków i
      krewnych na stanowiskach bezpośrednio podległych.
      - Halina i moja żona są przyjaciółkami. Marysia nawet kredytu nie weźmie bez
      rady Halinki - zaznaczał.
      I zapewniał: - Moja rodzina ma się bardzo dobrze.

      Wicemarszałka wsparli nieoczekiwanie radni Ligi Polskich Rodzin. Jako pierwszy
      wystąpił radny Zenon Dziedzic, który jak ujawnił niedawno "Poranny", od kilku
      lat nie płaci czynszu za zajmowane mieszkanie.
      - Nie reagujmy na prasowe doniesienia - apelował radny Dziedzic. - Dziennikarze
      robią przestępstwo z rzeczy, które nie istnieją.
      Jeszcze ostrzej zaatakował "Poranny" Zbigniew Puksza, szef klubu LPR: - Tutaj
      mamy do czynienia z pdoobną napaścią, jak w przypadku ks. Jankowskiego -
      dowodził Puksza. - Trzeba zwrócić się do posłów, żeby coś z tym zrobili. Trzeba
      to uporządkować. W naszym województwie mamy do czynienia tylko z jednym
      koncernem, norweską Orklą, który wydaje zarówno "Kurier Poranny", jak i "Gazetę
      Współczesną". Dlatego my jako radni jesteśmy bardziej wiarygodni, bo
      wypowiadamy się w imieniu wyborców. Natomiast dziennikarze wypowiadają się
      tylko we własnym imieniu lub w imieniu właścicieli.
      Z tego chóru wyłamał się inny radny LPR Piotr Zaręba: - Jeśli ktoś ma zachwiane
      życie osobiste, to nie wiem, czy nie powinien podać się do dymisji - mówił
      Zaręba. - Trzeba skończyć tę dyskusję. To, co u nas się dzieje, jest
      ewenementem w skali całego kraju.
      Na co po raz kolejny wystąpił wicemarszałek Krzysztof Tołwiński, który z powagą
      dziękował "Porannemu": - Chciałbym podziękować "Porannemu" za kampanię
      reklamową, którą objął moją rodzinę.
      Tołwiński odpowiedział też Zarębie: - Niech pan Zaręba zgłosi się do mojej
      żony. Na pewno pan usłyszy, że w naszej rodzinie wszystko jest w porządku. Pan
      ma do nas blisko. Bo w innym wypadku możemy po szlachecku załatwić tę sprawę.
      Putra chciał jeszcze, żeby radni zobowiązali marszałka, aby na piśmie wyjaśnił,
      jak rozwiąże sprawę Tołwińskiego. Jednak większość radnych głosowała przeciwko
      wnioskowi radnego PiS.

      (Kurier Poranny, 28 września 2004 r., Opozycja: Nie nasz cyrk, nie nasze małpy)

      www.bialystokonline.pl/artykul.php?ida=5376
    • h.olender spowiedź marszałka 20.11.04, 09:57
      Kurier Poranny: Czy uporządkował pan już sprawę swoich dojazdów do pracy?
      Krzysztof Tołwiński, wicemarszałek województwa podlaskiego: Niczego nie muszę
      porządkować. Marszałkiem jest się 24 godziny na dobę, dlatego mam możliwość
      używania służbowego samochodu również do celów prywatnych, w tym dojazdu do
      domu raz w tygodniu. Aby nie było wątpliwości, skierowałem pismo do marszałka o
      podpisanie stosownej umowy. Chcę się rozliczać za paliwo, żeby nikt mi nie
      określał, kiedy jadę swoim prywatnym samochodem, a kiedy służbowym.

      Kurier: Ale zrobił pan to dopiero po tym, jak tydzień temu ujawniliśmy, że zbyt
      często wykorzystuje pan służbowy samochód?
      - To nie jest kwestia wyrażenia zgody przez pana marszałka, bo każdy z nas jest
      niezależnym podmiotem. Umowę podpisujemy z biurem urzędu, tak jak na
      korzystanie z komórki. Dodam, że mój prywtany samochód też jest ciemnozielony,
      jak ten służbowy.

      Kurier: Ma pan też forda mondeo?
      - Nie, jest to daewoo nubira, bardzo podobny do forda mondeo.

      Kurier: To może dla wszystkiego powinien pan zmienić auto na inny kolor, na
      przykład na czerwony?
      - Pani żarty sobie robi. Żadnych zmian nie będę robił, ja wiem - zgodnie ze
      swoim sumieniem - jak się rozliczać, jakie są zasady i gdzie następuje
      naruszenie prawa.

      Kurier: A więc czy po pana i panią dyrektor będzie dalej przyjeżdżał samochód
      do Jasionówki, tak jak to miało miejsce 3 września?
      - Ależ oczywiście, jeśli tam będę i będzie to wynikało z moich obowiązków
      służbowych. A pani dyrektor, jeśli będzie ze mną, to też będzie jechać.

      Kurier: I dalej będzie pan zarządzał gospodarstwem pani dyrektor Haliny
      Dondziło?
      - Zarządzam tym, czym potrafię, jest to mój dorobek intelektualny i nie ma
      tutaj nawiązania stosunku pracy, który by w tym zakresie kolidował. Natomiast
      Halina Dondziło jest bardzo dobrą ekonomistką i zarządza finansami rodziny
      Tołwińskich. Nikt mi nie będzie określał, gdzie ja i czym prywatnie zarządzam,
      ani co robi pani dyrektor.

      Kurier: Po co te nerwy. To pytanie wynika z tego, że Halina Dondziło jako
      szefowa departamentu geodezji w Urzędzie Marszałkowskim jest pana podwładną i -
      jak pan sam mówi - łączą was prywatne sprawy. Jest to konflikt interesów i
      postępowanie niezgodne z etyką. Tak być nie powinno.
      - Pełnienie przez nas funkcji publicznych nie ma żadnego przełożenia na nasze
      życie i nie będzie miało. Halina Dondziło na dyrektora została rekomendowana
      przeze mnie, bo ją znam, ufam jej i w pełni mogę powierzyć wiele zadań
      publicznych. Nie to, że tak wypada, czy nie wypada. Nie uznaję tego argumentu.
      Zatwierdził ją zarząd. Przy powołaniu mnie, Tołwińskiego, na wicemarszałka,
      powiedziałem: "Tworzę własną drużynę samorządową" i ja dobieram sobie
      pracowników. Zawsze tak robiłem - jako wójt gminy Dziadkowice, jako prezes
      Podlaskiej Izby Rolniczej stawiam na swoich ludzi. A jeśli chodzi o sferę
      prywatności to tak: wszystko, co jest możliwe między ludźmi, to nas łączy.

      Kurier: Mieszka pan na stałe w Jasionówce w gminie Dziadkowice...
      - To miejsce mego zameldowania, stamtąd pochodzę, tam się urodziłem. To moja
      świętość. Natomiast w związku z pełnioną przeze mnie funkcją i prowadzonymi
      interesami prywatnymi, związanymi z tym, żebyśmy się mogli utrzymać, mieszkam
      tam, gdzie uważam za stosowne.

      Kurier: W tej drugiej Jasionówce i w Białymstoku, jak pan nam wcześniej
      powiedział?
      - Tak, z tym że w Białymstoku jest to mieszkanie Haliny Dondziło.

      Kurier: Ma pan 150-hektarowe gospodarstwo rolne. Jak często bywa pan w swoim
      domu?
      - Przynajmniej dwa razy w tygodniu, o ile to możliwe. Gospodarstwo prowadzi
      żona. Musiała wiele się nauczyć, ale przez tyle lat wypracowaliśmy model i
      podział ról, który się sprawdza.

      Kurier: To, że pan zarządza gospodarstwem Haliny Dondziło, to też jest wspólne
      ustalenie z żoną?
      - Oczywiście. Jeśli pani doszukuje się jakichś problemów w naszej rodzinie, to
      dodam, że naszą córkę wychowuje właśnie Halina Dondziło, według takiej nigdzie
      nie zapisanej XIX-wiecznej tradycji i instytucji wychowania.

      Kurier: Dlaczego?
      - Bo nie ma swoich dzieci i ma określone walory, dlatego wzięła ją na swoją
      materialną odpowiedzialność. Dla mnie jest to bardzo korzystne, mamy szóstkę
      dzieci. Cel jest jasny i prosty, jeśli córka jako osoba dorosła spełni
      pokładane w niej nadzieje i oczekiwania, to będzie spadkobierczynią Haliny
      Dondziło.

      Kurier: Gospodarstwa w Marylandzie, w Jasionówce?
      - Nie wiem, czy tylko tego, Halina ma duży majątek. Każdy z nas dysponuje
      majątkiem.

      Dziękuję za rozmowę.
      Rozmawiała Alicja Zielińska

      (Kurier Poranny, 13 września 2004 r.)
    • h.olender Kłopoty, dzieci i kochanka marszałka Tołwińskiego 03.12.04, 12:15
      Polecam dyskusję na ten temat na forum Szukamy Polski. Ciekawsze głosy:

      Szlachcic:
      Nigdzie nie doczytałem się o tak niezwykłym XIX-wiecznym sposobie wychowania
      dzieci, o którym mówi Tołwiński. Tak to jest z oderwanym od roli chłopkiem,
      który uwierzył, że należy do szlachty. Być może to prawda, ale tej
      szaraczkowej, bo mój kresowy dziad za wypowiedzi Tołwińskiego kazałby go
      oćwiczyć batem.

      Tatus:
      Marszałek Tołwiński zwariował. Gdyby przywrócono kodeks Boziewicza, to powinien
      się zatrzelić. Nie ma takiego szlachcica na świecie, który przechwala się, że
      ma 6 dzieci, żyje z kochanką i załatwił jej pracę w instytucji zarządzającej
      publicznymi środkami.

      Janek:
      Przyjdą inni Tołwińscy. Ten jednak spełnia wszystkie parametry dawnego
      szlachcica, bezczelnego chama, bez honoru, szczypty samokrytycyzmu. Prawdziwy
      szlachcic dałby mu po gębie, a zwykły rolnik splunął pod nogi.

      www.szukamypolski.com/forum/viewtopic.php?id=36&p=1
    • h.olender szlachcic na zagrodzie 10.12.04, 13:49
      Rozmowa z Krzysztofem Tołwińskim - wiceprezesem Oddziału Związku Szlachty
      Polskiej w Białymstoku. KT pełni funkcję Wicemarszałka Województwa Podlaskiego.
      A co ciekawe - urodził się 29 lutego.

      Czy jednym z urodzinowych prezentów można nazwać wybranie Pana Wiceprezesem
      Związku Szlachty Polskiej Oddziału w Białymstoku?
      KT: Tak właśnie to traktuję! To uhonorowanie przedsięwzięcia, którego w
      województwie podlaskim jestem inicjatorem. Jest mi bardzo miło z tego powodu i
      z radością będę piastować tę zaszczytną funkcję. W związku znajduje się wiele
      zacnych rodów, znacznie starszych niż mój ród Tołwińskich wywodzący się z
      drobnej szlachty, tak zwanej szlachty zaściankowej.

      Ród Tołwińskich ... herbu?
      KT: Herbu Ogończyk! Zaufanie kolegów spod znacznie znamienitszych herbów było
      dla mnie wyróżnieniem szczególnym i na pewno był to jeden z najpiękniejszych
      prezentów urodzinowych. Ponieważ często słyszałem słowa wypowiadane z
      uśmiechem, że ludzie urodzeni 29 lutego to szczęściarze losu, mam nadzieję, że
      dobrze wróży to świeżo zawiązanemu stowarzyszeniu, które być może też "urodziło
      się" pod szczęśliwą gwiazdą.

      Czy mógłby Pan opowiedzieć nam coś o tej inicjatywie?
      KT: Województwo podlaskie jest obszarem o wyjątkowo trwałej tradycji
      szlacheckiej i kulturze, które wywodzą się z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej,
      także później z okresu rozbiorów i Drugiej Rzeczypospolitej. Do 1935 r. była to
      ostoja kultury szlacheckiej, kultury zaściankowej. Pod względem liczebności
      szlachta podlaska była najliczniejsza w kraju, szczególnie na ziemiach
      bielskiej, mielnickiej, drohiczyńskiej.
      Nasza inicjatywa jest rodzajem hołdu składanego naszym przodkom i ich potomkom,
      którzy tworzyli tę tradycję i kulturę. Wykorzystujemy czas, aby odkłamać prawdę
      o polskiej szlachcie i zmienić jej obraz wypaczony od okresu Pierwszej
      Rzeczypospolitej.

      (Wrota Podlasia, 5 marca 2004 r.)

      www.wrotapodlasia.pl/pl/wiadomosci/wywiady/jubilat+o+ZSP.htm
    • h.olender z życia szlachty podlaskiej 11.02.05, 15:15
      Dnia 25 kwietnia 2004 r. w Dworku Pentowo koło Tykocina odbyło się kolejne
      spotkanie Białostockiego Oddziału Związku Szlachty Polskiej. O godzinie 14.00
      salon malowniczego dworku pp. Toczyłowskich herbu Samson wypełnił się po
      brzegi. Gościem spotkania była p. dr Marzena Liedke z Uniwersytetu w
      Białymstoku.
      Spotkanie otworzył prezes oddziału Łukasz Lubicz-Łapiński, informując zebranych
      o rosnącym zainteresowaniu związkiem oraz przyjęciu przez Zarząd Główny
      kolejnych członków z terenu Podlasia. Wręczenia nowych legitymacji
      członkowskich dokonał wiceprezes oddziału p. Krzysztof Tołwiński. Otrzymali je:
      p. Zbigniew Chmielewski h. Pomian (członek związku od 2002 r.), p. Jan Zalewski
      h. Junosza - starosta powiatu siemiatyckiego oraz prof. dr hab. Witold
      Czarnecki h. Prus III - prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej
      Oddział w Białymstoku.
      W kolejnym punkcie spotkania dr Marzena Liedke wyglosiła wykład na temat
      genealogii - dyscypliny nauki ściśle związanej ze szlachtą. Zebrani członkowie
      i sympatycy związku mieli możliwość zapoznania się z tą dziedziną oraz
      uzyskania wielu interesujących informacji ułatwiających sporządzenie drzewa
      genealogicznego. Wystąpienie urozmaicone było kopiami dokumentów akt
      metrykalnych, testamentów, spisów i innych źródeł, co w sposób praktyczny
      pozwoliło na przybliżenie omawianych problemów. Po wykładzie przystąpiono do
      dyskusji, podczas której uczestnicy spotkania mieli możliwość wymiany
      informacji oraz podzielenia się doświadczeniem z własnych badań
      genealogicznych. Uzyskano informacje o witrynach internetowych i bazach
      zawierających dane pomocne w zgłębianiu historii rodziny. Wymiana doświadczeń
      pozwoliła również wielu członkom na poprowadzenie własnych badań
      genealogicznych.
      Rozmowy przeniosły się do sąsiedniej sali, gdzie dzięki uprzejmości gospodarzy
      dworku oraz ofiarności i zaangażowaniu wiceprezesa oddziału zebrani mieli
      możliwość skosztowania prawdziwej uczty szlacheckiej (...)
      Podsumowując spotkanie głos zabrał Wiceprezes Oddziału, przedstawiając zebranym
      cele Białostockiego Oddziału ZSzP, jak również rolę, jaką pełniła i jaką
      powinna pełnić dziś szlachta w regionie podlaskim.

      Fotoreportaż z imprezy:
      www.szlachta.org/bialystok25-4-2004.htm
      P.S. Badania drzewa genealogicznego wykazały, że prawdopodobnie wszyscy
      uczestnicy spotkania pochodzą od małpy ;-)
    • high_level jubileusz Związku Szlachty Polskiej na Podlasiu 01.03.05, 10:34
      O tym, że jest szlachcicem, upewnił go dopiero zjazd rodu Łapińskich w Łapach.
      W sobotę, pan Edward Łapiński herbu Lubicz został nowym członkiem Związku
      Szlachty Polskiej na Podlasiu.
      Szeregi szlachty wzmocnili także państwo Edward i Krystyna Brzozowscy herbu
      Korab.
      Nowi członkowie dostali legitymacje szlacheckie. Wpisali się w obchody
      pierwszego jubileuszu organizacji, która z inicjatywy Łukasza Lubicz-
      Łapińskiego, obecnego prezesa, powstała w Białymstoku dokładnie rok temu. Jeśli
      chodzi o ten rok, to w marcu związek ma zamiar zainicjować w Białymstoku
      wieczorki kultury szlacheckiej, a latem zorganizować Festiwal Kultury
      Szlacheckiej. Wiceprezes związku, wicemarszałek Podlasia Krzysztof Tołwiński,
      zapowiedział stworzenie - przy współpracy Archiwum Państwowego - zbioru książek
      o podlaskiej szlachcie.

      (Gazeta Wyborcza, 27 lutego 2005 r.)
    • high_level Tołwiński zrywa koalicję z SLD? 01.03.05, 11:41
      Wicemarszałek Krzysztof Tołwiński (PSL) grozi zerwaniem koalicji z SLD.
      Dlaczego? Marszałek Janusz Krzyżewski (SLD) opiera się przed powołaniem
      protegowanego Tołwińskiego na stanowisko dyrektora wojewódzkiego Zarządu
      Melioracji i Urządzeń Wodnych.
      Tadeuszowi Wyszkowskiemu, bo o nim mowa, kończył się wczoraj termin mianowanie
      na p.o. dyrektora WZMiUW. Dlatego zarząd województwa miał podjąć decyzję, kto
      zostanie pierwszym meliorantem na Podlasiu.

      – Słowa na ch… i k… stadami fruwały wczoraj na zarządzie województwa – twierdzi
      nasz informator. – A Tołwiński dostał wręcz wścieklizny. Zagroził w imieniu
      PSL, że zerwie koalicję.
      Marszałek Janusz Krzyżewski oględnie potwierdza burzliwe posiedzenie zarządu: –
      Była wielka awantura.

      Krzyżewski, nie mieszaj
      Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu „Poranny" ujawnił, że przed rokiem w
      WZMiUW została przeprowadzona kontrola. Według prowadzącego kontrolę Tadeusza
      Kłoska, Wyszkowski, wtedy jeszcze wicedyrektor WZMiUW, w „jaskrawy" sposób
      naruszał „zakaz konkurencji" wobec własnej firmy. Projektował wodociągi,
      oczyszczalnie i kanalizacje, choć mogły to – według kontrolera – robić podległe
      mu gospodarstwa pomocnicze.
      Po napisaniu protokołu kontroler Kłosek został przesunięty na inne stanowisko,
      posadę dyrektora w WZMiUW stracił też Tadeusz Koc, który złożył w prokuraturze
      zawiadomienie, że podejrzewa swojego zastępcę o działania na szkodę firmy.
      Pełniącym obowiązki dyrektora do 28 lutego został... Wyszkowski.
      Krzysztof Tołwiński, który nadzoruje w zarządzie melioracje, domagał się, żeby
      zarząd województwa powołał Wyszkowskiego na pełnoprawnego dyrektora WZMiUW. –
      Pan Wyszkowski daje gwarancje sprawnego i kompetentnego kierowania Wojewódzkim
      Zarządem Melioracji – mówi Tołwiński. – Zarzuty jakie mu się stawia są
      nieprawdziwe. Niech Krzyżewski się nie miesza! Niech nie ingeruje w mój zakres
      obowiązków!
      – Jestem gotowy do rozmów o innych wariantach personalnych niż pan Wyszkowski –
      odpowiada Krzyżewski.
      Wczoraj na zarządzie nie zapadły decyzje. Wyszkowski będzie pełnił obowiązki
      dyrektora jeszcze przez 7 dni.

      Bo zerwę koalicję!
      Zarząd województwa wspiera w Sejmiku koalicja SLD, PSL i byłych radnych
      Samoobrony. Bez wsparcia trójki radnych PSL, koalicja straciłaby większość na
      rzecz prawicy. – Jeśli kandydatura Wyszkowskiego nie zostanie zaakceptowana, to
      PSL zerwie koalicję, a na pewno ja zerwę koalicję jako Tołwiński – grozi
      wicemarszałek.
      Wczoraj wieczorem nad zażegnaniem kryzysu rozmawiali liderzy klubów SLD i PSL. –
      Szukamy kompromisu – mówi prof. Adam Dobroński, szef PSL. – Na razie nie ma
      jednak tematu zerwania koalicji.
      – Przez najbliższy tydzień będziemy szukać rozwiązania – mówi Jan Netter, szef
      klubu radnych SLD. – Wyszkowski jest fachowcem, ale… Trzeba sprawdzić, czy
      zarzuty, które stawiała prasa i które bada prokuratura mają pokrycie w faktach.
      Wydaje mi się, że Zarząd Melioracji przydałoby się wzmocnić personalnie o nowe
      osoby.

      (Zbigniew Nikitorowicz, Kurier Poranny, 1.03.2005 r., Koalicja na włosku)
    • high_level Wystawa Koni w Jasionówce 09.03.05, 13:38
      Wystawa Koni Powiatu Siemiatyckiego - Jasionówka

      Dnia 11 lipca 2004 roku białostocki białostocki Oddział Związku Szlachty
      Polskiej uczestniczył w I Wystawie Koni Powiatu Siemiatyckiego, która odbyła
      się w Jasionówce koło Drohiczyna. Jednym z głównych organizatorów wystawy był
      p. Krzysztof Tołwiński h. Ogończyk Wiceprezes Oddziału.

      Związek Szlachty Polskiej na swym stoisku prócz promowania pisma
      związkowego "Verbum Nobile" zaprezentował wystawę heraldyczną ekslibrisów p.
      Waldemara Malinowskiego h. Pobóg, Członka Zarządu Głównego Związku oraz herbów
      haftowanych p. Adama Brzozowskiego h. Korab, Skarbnika Oddziału Związku w
      Białymstoku.

      Fotoreportaż z imprezy:
      www.szlachta.org/bialystok11-7-2004.htm
    • high_level nietykalni: Tołwiński i Wyszkowski 22.04.05, 08:20
      Prokuratura sprawdza dokumentację w Wojewódzkim Zarządzie Melioracji i Urządzeń
      Wodnych

      Nietykalni: Tołwiński i Wyszkowski

      Niegospodarność, przekroczenie uprawnień, poświadczenie nieprawdy – w takim
      kierunku bada sprawę prokuratura.
      Prace na rzece Leśnej, przechodzącej przez posiadłość wicemarszałka Krzysztofa
      Tołwińskiego, są tylko jednym z wątków śledztwa w sprawie nieprawidłowości w
      Wojewódzkim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych, które prowadzi Prokuratura
      Rejonowa Białystok – Południe.

      Zakaz konkurencji
      – Sprawa trwa, jest w toku – mówi Andrzej Ostapa, wiceszef prokuratury. –
      Nikomu jeszcze nie przedstawiliśmy zarzutów. Ciągle jest to jeszcze
      postępowanie w sprawie. Muszę przyznać, że ta sprawa ma szeroki i wielowątkowy
      charakter, zbieramy dużo dokumentacji. Postępowanie jeszcze trochę potrwa, bo
      jej materia nie należy do najprostszych.
      Prokurator Ostapa dodał, że prokuratura „rozważa różne kwalifikację"
      zabronionych czynów. Podejrzewa między innymi, że WZMiUW mogło dojść do
      niegospodarności (artykuł 296), przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza
      publicznego (art. 231), a także poświadczenia nieprawdy (art. 271).
      – Nic więcej nie mogę powiedzieć – zakończył prokurator Ostapa.
      Przypomnijmy, że w połowie lutego „Poranny" ujawnił, że marcu 2004 w WZMiUW
      została przeprowadzona wewnętrzna kontrola. Według kontrolera Tadeusza Kłoska,
      Tadeusz Wyszkowski, wicedyrektor WZMiUW, w „jaskrawy" sposób naruszał zakaz
      konkurencji wobec własnej firmy. Projektował dziesiątki wodociągów,
      oczyszczalni, kanalizacji, a nawet baseny, choć mogły to robić gospodarstwa
      pomocnicze, którymi zarządza WZMiUW i które podlegały Wyszkowskiemu.
      Kontroler powiedział o nieprawidłowościach wicemarszałkowi Krzysztofa
      Tołwińskiego, a w „nagrodę" został przesunięty na inne stanowisko. W styczniu
      tego roku były dyrektor WZMiUW Tadeusz Koc próbował odwołać Wyszkowskiego ze
      stanowiska. Jednak wtedy zarząd województwa – na wniosek Tołwińskiego – odwołał
      ze stanowiska... Koca.

      Jak niepodległości
      To właśnie były dyrektor WZMiUW Tadeusz Koc powiadomił prokuraturę o
      nieprawidłowościach swojego zastępcy do spraw technicznych. Na początku marca
      prokuratura wszczęła postępowanie.
      Nie pogorszyło to pozycji Wyszkowskiego, a wręcz przeciwnie – został on
      powołany na dyrektora WZMiUW. Co prawda na razie na trzy miesiące, ale jednak.
      Mało tego – wicemarszałek Krzysztof Tołwiński (PSL) zagroził SLD, że zerwie
      koalicję, jeśli Wyszkowski zostanie odwołany.
      – Nikt z nas nie rozumie dlaczego Tołwiński broni Wyszkowskiego jak
      niepodległości – mówi jeden z działaczy PSL. – Przecież on nie ma nic wspólnego
      z naszą partią! Za tym musi kryć się jakaś tajemnica, że Tołwiński gotowy jest
      poświęcić koalicję za stołek dyrektorski dla Wyszkowskiego.
      Z informacji „Porannego" wynika, że prokuratura sprawdza dokumentację szeregu
      inwestycji między innymi basenu w Siemiatyczach, stawu w Muzeum Rolnictwa w
      Ciechanowcu. Sprawdza też, czy Wyszkowski zgodnie z przepisami korzystał z
      samochodu służbowego, czy też może wykorzystywał do celów prywatnych. W latach
      2003 – 2004 Tadeusz Wyszkowski przejechał służbowo prawie 70 tys. km, z czego w
      40 tys. km w ubiegłym roku.
      – Ja uważam, że jeździłem nawet za mało, bo nie znam nawet wszystkich obiektów –
      mówi Wyszkowski. – Ale policja chciała przejrzeć karty drogowe, to wydałem.
      Niech sprawdzają. Ja się nie boję.

      Kurier Poranny, 22 kwietnia 2005 r.
    • high_level Budujemy mosty dla pana... marszałka 24.04.05, 18:07
      Czy podległa wicemarszałkowi Tołwińskiemu firma pracowała w jego
      gospodarstwie?

      Budujemy mosty dla pana... marszałka

      Prokuratura i policja sprawdzają, czy za publiczne pieniądze zostały wybudowane
      most, wiaty, ambona i ogrodzenie w posiadłości wicemarszałka Krzysztofa
      Tołwińskiego. - Wszystko robiłem za własne pieniądze - zapewnia Tołwiński.

      W ubiegłym roku, 11 lipca, wicemarszałek Krzysztof Tołwiński (PSL) we
      współpracy ze starostą siemiatyckim zorganizował I Wystawę Koni Hodowlanych.
      Impreza odbyła się w jego prywatnym gospodarstwie we wsi Jesienówka w gminie
      Dziadkowice w powiecie siemiatyckim. Wicemarszałek, który lubi podkreślać swoje
      drobnoszlacheckie korzenie, sprawę potraktował ambicjonalnie. Na wystawę
      ściągnął posłów, radnych, dyrektorów wojewódzkich jednostek administracyjnych.
      Nie zabrakło jadła i napitku.
      "Poranny" dotarł do informacji, że białostocka prokuratura i policjanci z
      wydziału przestępczości gospodarczej podejrzewają, że niektóre obiekty i teren
      pod wystawę mogły być przygotowywane za publiczne pieniądze.
      - Prace wykonano pod przykrywką rzekomych robót melioracyjnych na rzeczce
      Leśnej, która przepływa przez łąkę Tołwińskiego - twierdzi nasz informator.
      Otóż Krzysztof Tołwiński nadzoruje Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń
      Wodnych, którym kieruje Tadeusz Wyszkowski, zaufany wicemarszałka. WZMiUW
      wydaje każdego roku wiele milionów złotych na meliorację oraz utrzymanie takich
      urządzeń wodnych jak przepusty, mosty, rowy melioracyjne.
      Informator "Porannego" utrzymuje, że w lipcu ubiegłego roku gospodarstwo
      pomocnicze z Bielska Podlaskiego, które podlega WZMiUW w Białymstoku wykonało
      bliżej nieokreślone prace na rzece Leśnej na kwotę 29 tys. zł. - Policja i
      prokuratura mają sygnały, że to roboty to zwykła lipa - twierdzi nasz
      informator. - W rzeczywistości robotnicy z gospodarstwa w Bielsku przygotowali
      za te pieniądze teren pod wystawę koni. Wybudowali mostek na rzeczce, wiatę i
      ambonę. Robotnicy chwalili się nawet, że Tołwiński postawił dużo wódki na
      koniec robót.
      Z naszych informacji wynika, że na prywatnych terenach "wystawowych"
      Tołwińskiego przebywali już funkcjonariusze wydziału przestępczości
      gospodarczej, którzy sfilmowali podejrzane obiekty. Policjanci sprawdzają
      faktury. Przesłuchali też inspektora nadzoru budowlanego, którego podejrzewają,
      że podpisał fikcyjny protokół odbioru robót.
      Jednak Tadeusz Wyszkowski zaprzecza, aby jego podwładni budowali most czy wiatę
      w gospodarstwie wicemarszałka. - Nie były prowadzone żadne takich prace,
      absolutnie - zapewnia Wyszkowski.
      Przyznaje, że wydał policji wszystkie faktury na roboty prowadzone przez WZMiUW
      w powiecie siemiatyckim. Potwierdza też, że Zarząd Melioracji prowadził prace
      na rzece Leśnej. - Robiliśmy jakiś przepust, ale 700 metrów od miejsca, w
      którym była impreza marszałka Tołwińskiego - dodaje Wyszkowski.
      Wicemarszałek Krzysztof Tołwiński zachowuje w tej sprawie stoicki spokój. -
      Wszystko, co było wykonywane, jest zgodne z prawem. Żadnej prywaty tutaj nie
      było.

      Zbigniew Nikitorowicz, Kurier Poranny, 22.04.2005 r.
    • high_level Tołwiński - milionerem 11.05.05, 08:31
      Władza jest bogata

      Najbardziej majętnymi członkami Zarządu Województwa Podlaskiego są dwaj
      wicemarszałkowie: Jan Kamiński i Krzysztof Tołwiński – wynika z oświadczeń
      majątkowych za 2004 r. złożonych przez samorządowców. Jan Kamiński ma m.in.
      gospodarstwo warte 2 mln zł, natomiast wartość majątku wicemarszałka
      Tołwińskiego wzrosła w ciągu ostatniego roku dwukrotnie.

      Jeszcze w oświadczeniu majątkowym za rok 2003 wartość prowadzonego gospodarstwa
      (w sumie 150 ha) Krzysztof Tołwiński szacował na 1,1 mln zł. W oświadczeniu za
      ubiegły rok jest to już 2,2 mln zł.
      Zyskał na Unii
      – Rzeczywiście, wartość gruntów wzrosła. Jest to związane z wejściem do Unii
      Europejskiej. Ale także z tym, że są dobrze zarządzane. Na ich wycenę wpływa
      także to, że 25 ha stanowią lasy – tłumaczy Krzysztof Tołwiński.
      Łącznie wartość jego majątku wynosi około 3,4 mln zł. W ciągu roku
      wicemarszałek wzbogacił się m.in. o samochód Toyota Avensis. Tego, jaką ma
      wartość, nie wykazał w oświadczeniu majątkowym.
      – Ale mogę powiedzieć. Jest warty około 35 tys. zł – mówi wicemarszałek.
      Wicemarszałek Jan Kamiński nie ma oszczędności. Posiada jednak gospodarstwo
      rolno-budowlane o powierzchni 44 ha i wartości 2 mln zł. To tyle samo, ile
      wicemarszałek podał w oświadczeniu majątkowym za 2003 r. Znacznie wzrosły
      jednak dochody z tytułu gospodarstwa, których w 2003 roku wicemarszałek nie
      miał w ogóle. W 2004 r. było to już 135 tys. zł. Zmniejszyły się też
      zobowiązania wicemarszałka z tytułu kredytów. Na koniec 2003 r. wynosiły ok.
      440 tys. zł, na koniec ub.r. – ok 180 tys. zł.
      Łącznie majątek Jana Kamińskiego, po odjęciu zobowiązań z tytułu kredytów,
      wyniósł ponad 3,2 mln zł.
      Wzbogacił się również Jan Syczewski. W porównaniu z 2003 r. wzrosły przede
      wszystkim środki zgromadzone na koncie – o ponad 35 tys. zł i wynoszą 80 tys.
      zł. Jednak w porównaniu do dwóch wicemarszałków i tak majątek Syczewskiego jest
      skromy, bo wynosi „zaledwie” 610 tys. zł. Na koniec 2003 r. był wart 370 tys.

      Szef jest „biedny”
      Najgorzej w „rankingu” na najbardziej majętnego członka zarządy wypada
      marszałek województwa Janusz Krzyżewski. Po pierwsze: o 5 tys. zmniejszyły się
      jego oszczędności. Po drugie: zmalała wartość jego samochodu. Marszałek nie ma
      nawet najdroższego domu („tylko” 350 tys. zł). Przegrywa z Janem Kamińskim,
      którego rezydencja ma wartość 900 tys. zł.
      Z oświadczenia majątkowego Karola Tylendy, członka Zarządu Województwa
      Podlaskiego wynika, że jego majtek można oszacować na kwotę ok. 736 tys. zł.
      Jednak w oświadczeniu majątkowym za 2003 r. Tylenda wykazał, że dom o
      powierzchni 220 mkw. jest wart 150 tys. zł. W oświadczeniu za 2004 r. jego
      wartość zmniejszyła się o 80 tys. zł.
      – To prawda, że jest taka różnica. Wydawało mi się w tamtym roku, że dom jest
      tyle warty, ale ubezpieczyłem ten dom i okazało się, że nie jest tyle warty.
      Firma ubezpieczeniowa oszacowała go na 70 tys. zł – tłumaczy Karol Tylenda.
      W ub.r. wzrosły uposażenia członków zarządu, wynikające z racji zajmowanych
      stanowisk. Tylko wicemarszałek Janusz Kamiński zarobił w roku 2004 o 26 tys.
      więcej niż w 2003 r., a marszałek Janusz Krzyżewski – o ok. 21 tys. zł.

      Gazeta Współczesna, Anna Perkowska, 9 maja 2005 22:08

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka