Dodaj do ulubionych

38 - Egon.Olsen

10.07.03, 19:08
Oto Twoja własna PRZEGRÓDKA LISTOWA Z CYFROWYM ZAMKIEM BŁYSKAWICZNYM
na TWOJE listy do świata, wszystkich, bezadresowe, a nawet - takie wyjątkowe -
do samego siebie wink

W tej PRZEGRÓDCE układaj - według własnego uznania - swoje zachwycenia,
zauroczenia ale i rozczarowania, których życie nie skąpi nikomu, a wiec
i Twoim bywają zapewne udziałem.
Obserwuj wątek
    • aniouek1 Listy banalne - z 10-07-2003 17:10 10.07.03, 19:21
      Listy banalne
      Autor: egon.olsen@NOSPAM.gazeta.pl
      Data: 10-07-2003 17:10 + dodaj do ulubionych wątków
      --------------------------------------------------------------------------------
      No jestem banalny... jak bohater Harleqiunów... Bo zaczynam pisać, pewnie
      jak połowa ludzkości po stracie kogoś bliskiego... W sumie pierwszy raz
      zostałem zostawiony... pierwszy raz... a jaki bolesny...

      Dziś będzie opowiadanie...
      Moja Droga M. Pamiętasz??
      Od tego wszystko się zaczęło...

      No więc jest piątek. Po raz kolejny słońce rumieni się gdzieś nad dachami
      robotniczej Woli ze wstydu, że zostawia nas jak co wieczór sam na sam z
      nocą, która czai się już gdzieś na podlaskich równinach Siemiatycz czy
      Drohiczyna. Światła miasta póki co doskonale fastrygują te dwie materie -
      umierający dzień i rodzącą się świetlistą noc miasta świetnie radzącą sobie
      z zapadającym mrokiem, bo przecież inaczej być nie może. Już Frank Sinatra
      śpiewał ze city never sleeps. A klasykom trzeba wierzyć. Życie przenosi się
      wtedy pod ziemie, bo te wszystkie grzeszne myśli nie mogą ujrzeć przecież
      światła dziennego. Tak, miasto umie walczyć z nocą. Umie się nie poddać
      ciemności.

      Po 21 z Dworca Centralnego jak różnokolorowe żmije rozpełzają w rożne strony
      pociągi. Wnętrza przedziałów walczyć będą z nocą. W jednym z tych
      przedziałów jestem ja. Z dala od Centrum walka z nocą jest coraz słabsza...
      Ursus, Pruszkow, Grodzisk. To forpoczta miejskich świateł. Forpoczta, która
      gdzieś około pierwszej w nocy polegnie i zamieni się w pustynie latarń o
      trupich oczodołach litościwie niepatrzących na tych wszystkich pijanych,
      zupełnie jakby chciały oszczędzić im wstydu..., w pustynie na których czas
      będzie igrał w blasku gwiazd z przestrzenią. I tylko przejeżdżające pociągi
      będą chciały urwać ten taniec w pół taktu, ale uciekną przestraszone gdzieś
      przed siebie z wybałuszonymi ze strachu oczami lokomotyw.

      Na wsiach ludzie nie wierzą miastowym i próbują odpędzić noc po swojemu.
      Blaskiem telewizorów i światłem na ganku chcą ogarnąć to, co przez cale
      swoje życie nagromadzili wokół siebie. Metaliczny pobłysk jest kwitem na
      fakt istnienia tych wszystkich rzeczy potrzebnych i nie. Ale noc oblepia ich
      chałupy i mój pociąg. Lubieżnie obmacuje zimne pudło wagonu chcąc wejść do
      środka. Co chwile w którymś przedziale gaśnie światło. Wtedy ona tam
      wchodzi. Nie, nie odpoczywa. Teraz pod koniec czerwca ma za mało czasu na
      odpoczynek. Wciska się bezczelnie w każdy zakamarek przedziału. Bezbronni
      ludzie nie mogąc walczyć odpływają w sen. W sen o dniu, bo przecież nie śni
      się o nocy. U mnie w przedziale bezczelnie pali się światło. Wychylony przez
      okno patrzę jak światła semaforów wesoło przeskakują po szynach w rytm
      mijanych zwrotnic. Wiedza, ze noc im nic nie może zrobić. Włoszczowa, Psary,
      Secemin. Tu ludzie poddali się już nocy. I tylko w blasku księżyca widać
      połyskujące w jego poświacie trupy maszyn przytulone do ścian stodół i
      czekające na zmartwychwstanie. Zaszedł już księżyc i ziemia niczym się nie
      rożni od nieba, wszystko zlewa się w jedna atramentowoczarną całość i nie
      można odróżnić już prawdy od fikcji.

      Lubię wagony sypialne. Jest cos w nich pociągającego. Lubię leżąc pod kocem
      z napisem Wars patrzeć na ruchome obrazy za oknem i wsłuchiwać się w stukot
      kół. Ale nocą jedynym stałym elementem są latarenki mijanych stacji pomiędzy
      którymi wkrada się sen. Sen będący kontynuacja naszych marzeń... Marzeń w
      które zapadamy się jak w ciepłą puchowa poduszkę u babci. I jest cicho...
      coraz ciszej... i ciszej...

      - Jacques? O czym myślisz?
      - O niczym
      - Nie można myśleć o niczym...
      - O Tobie... za wcześnie?
      - Nie Jacques... za późno.
      • egon.olsen Listy banalne - z 11-07-2003 11.07.03, 10:49
        Patrzę na swój paszport... dumnie lśnią pieczątki Heathrow, Roissy,
        Copenhagen, Roma, Milano, Larnaca, Rhodes... a tuż obok przycupnięte
        Hidasnemeti, Sturovo, Szob, Petrovice u Karvine... A chyba zupełnie
        niesłusznie. O ile bardzo lubię klimat śródziemnomorski, o tyle śmiem
        twierdzić, że dusza Polaka przywiązana jest do tego fragmentu Europy, w którym
        przyszło nam żyć. TAM nie ma martyrologii - jest vivere la vita i wszyscy
        uśmiechnięci smile Uwielbiam to, ale po pewnym czasie brakuje mi jednak tego
        naszego środkowoeuropejskiego stylu bycia... Dziś wyruszę do Egeru. Uwielbiam
        Węgry i Węgrów. No i Egri Bikaver prosto z beczki.
    • egon.olsen (...) 11.07.03, 08:59
      jakim prawem mieliśmy w sobie aż tyle
      nieprzezorności, aby w bezsennym przedziale
      spędzić noc, wysiąść, drżąc z zimna, i znaleźć
      między dnem szarych chmur a warstwą rudych szpilek
      śliski od mżawki, pusty po sezonie camping -
      garść słupów do siatkówki i sklejkowych ruder,
      zza których grzmiało morze; aby w przemokniętym
      domku z dykty nie zwlekać już ani przez chwilę
      dłużej i paść w ubraniach na nagi materac
      i, niezdarnie zdzierając je z siebie, docierać
      do nas, odnalezionych Bóg wie jakim cudem

      i jakim trafem; aby nic wtedy nie przeczuć,
      chichotać z układanych wspólnie - senną głową
      przy ciepłej piersi - głupstw: "Morze miarowo
      szumi, Bo niemiarowo nie umi", pod wieczór
      czuć nadal w ciele słony, dziki, jednostajny
      rytm fal, które zbijały z nóg spienionym światłem
      zmieszanym z piaskiem, żwirem i wodorostami,
      i ten rytm naśladować w śpieszniejszym narzeczu
      dwojga ciał; aby wargi, błądzące powoli
      plażą skóry, trafiły na kryształki soli
      z morza? z potu? nie wiedząc jeszcze, jakim wiatrem

      i jakim trwaniem będą zdmuchnięte, spłukane;
      aby języki dwa bez skutku ale czule
      chciały się spleść, przytrzymać nawzajem, nie ulec
      sygnałowi z latarni morskiej, gdy nad ranem
      buczał przez mgłę, na znak, że wszystko ma swój brzeg,
      i gdy do wnętrza domku przez koślawą ramę
      okna sączył się z anten, kominów i drzew

      świt ze swoim natrętnie milczącym pytaniem,
      jakim właściwie cudem, jakim trafem, jakim
      prawem wszystko ma odtąd pozostać tym samym
      morzem, tym samym snem, tym samym słonym smakiem.
    • egon.olsen Re: 38 - Egon.Olsen 11.07.03, 16:58
      Na Węgry nie pojadę... jaka szkoda.
      Ale chcę zrobić coś szalonego... Jeśli ktoś ma ochotę dołączyć do mnie to
      zapraszam i czekam na propozycje. Start jutro z WAW. Kierunek i plan działańń
      dowolny...

      smile
    • egon.olsen Podróż senstymentalna 12.07.03, 14:46
      No i zrobiłem sobie dzisiaj podróż sentymentalną. I wiecie co? Miał rację
      Jonasz Kofta w swojej piosence, że 'tylko raz czujemy wielkość nieba, wtedy
      trzeba zastygnąć i trwać'. I żałuję, że nie zastygłem... żałuję, że odpuściłem
      po to, by się błąkać po bezdrożach serc.
    • egon.olsen Re: 38 - Egon.Olsen 12.07.03, 16:27
      Pięknego maila dostałem... naprawdę pięknego...
      I niejako w odpowiedzi... rewanżu... wiersz..

      Tak właśnie mi się przypomniał... Jeden z moich ukochanych wierszy...

      jakim prawem mieliśmy w sobie aż tyle
      nieprzezorności, aby w bezsennym przedziale
      spędzić noc, wysiąść, drżąc z zimna, i znaleźć
      między dnem szarych chmur a warstwą rudych szpilek
      śliski od mżawki, pusty po sezonie camping -
      garść słupów do siatkówki i sklejkowych ruder,
      zza których grzmiało morze; aby w przemokniętym
      domku z dykty nie zwlekać już ani przez chwilę
      dłużej i paść w ubraniach na nagi materac
      i, niezdarnie zdzierając je z siebie, docierać
      do nas, odnalezionych Bóg wie jakim cudem

      i jakim trafem; aby nic wtedy nie przeczuć,
      chichotać z układanych wspólnie - senną głową
      przy ciepłej piersi - głupstw: "Morze miarowo
      szumi, Bo niemiarowo nie umi", pod wieczór
      czuć nadal w ciele słony, dziki, jednostajny
      rytm fal, które zbijały z nóg spienionym światłem
      zmieszanym z piaskiem, żwirem i wodorostami,
      i ten rytm naśladować w śpieszniejszym narzeczu
      dwojga ciał; aby wargi, błądzące powoli
      plażą skóry, trafiły na kryształki soli
      z morza? z potu? nie wiedząc jeszcze, jakim wiatrem

      i jakim trwaniem będą zdmuchnięte, spłukane;
      aby języki dwa bez skutku ale czule
      chciały się spleść, przytrzymać nawzajem, nie ulec
      sygnałowi z latarni morskiej, gdy nad ranem
      buczał przez mgłę, na znak, że wszystko ma swój brzeg,
      i gdy do wnętrza domku przez koślawą ramę
      okna sączył się z anten, kominów i drzew

      świt ze swoim natrętnie milczącym pytaniem,
      jakim właściwie cudem, jakim trafem, jakim
      prawem wszystko ma odtąd pozostać tym samym
      morzem, tym samym snem, tym samym słonym smakiem.
    • egon.olsen myśli... 12.07.03, 19:26
      "nogłupsy tyn, co się myślami męcy. (...) No bo przecie Pon Bóg nie doł nóm
      rozum po to, co by my się męceli, ino po to, co by my mieli jakóm takóm ulge w
      męce. Takie myślenie, co męcy, to naprowde nie jest myślenie. Ino tak udaje".

      J. Tischner
    • egon.olsen echhhh... 12.07.03, 23:55
      Zabawa była przednia... Jak nigdy się wytańczyłem smile)))
      Ale teraz w domu... znów smutno mi jakoś... I przypomniała mi się ta
      piosenka... I chyba jest ona najlepszą puentą tego, co ostatnio przeżywam...
      Uwielbiam zalewać się czerwonym Cabernetem słuchając tej piosenki.. idealnie
      komponuje się z tym ciężkim winem...

      Bez scen rozstańmy się
      Bez słów pożegnaj mnie
      Bez sensu to ratować, co
      Beztrosko zagubiliśmy
      Bez ciebie umiem już
      Bez strachu żyć, no cóż
      Beze mnie ty
      Bezbarwne sny
      Bez trudu zmienisz w piękne dni

      Nie mów nic, nic nie mów mi
      Niech kołysanka brzmi
      Co nam da wytknięcie win
      Nie są wieczni
      Kings and Queens

      to był
      Bezbłędny plan
      Bezwiednie idę tam, gdzie ból
      Bez dna zamienię na
      Bezpieczną
      Beznamiętność dat
      Bez scen rozstańmy się
      Bez słów pożegnaj mnie
      Bezwzględny czas rozdzielił nas
      Bezkresem
      Bezpowrotnych lat

      Nie mów nic, nic nie mów mi
      Niech kołysanka brzmi
      Co nam da wytknięcie win
      Nie są wieczni
      Kings and Queens
    • egon.olsen Niedziela rano 13.07.03, 11:10
      A w radio jedna z moich ulubionych piosenek..

      nie bój się
      chodzenia po morzu
      nieudanego życia
      wszystkiego najlepszego
      dokładnej sumy
      niedokładnych danych
      miłości nie dla ciebie
      czekania na nikogo
      przytul
      w ten czas nieludzki
      swe ucho do poduszki
      bo to co nas spotyka
      przychodzi
      spoza nas

      Chyba czas ruszyć zwłoki z łóżeczka i porobić coś na mieście... Może się
      przejdę do 'traffic'a' zakupić jakieś książki... albo płytkę jakąś... Ostatnio
      chodzi za mną Lisa Ekdahl - miła, bezpretensjonalna, niedzielna wokalistka...

      No i śmignę sobie na basenik...
    • egon.olsen nieporadne słowa... 13.07.03, 18:38
      Strasznie nie lubię pisać... Nie przepadam za listami, bo są strasznie
      prozaiczne... słowa nie są w stanie przekazać całej treści. Są tylko słowami
      szeregowcami wyjętmi ze słowników urozmaiconymi deklinacją, udekorowanymi
      przysłowkami, przymiotnikami.. Armią podrzędnie i nadrzędnie złożoną, ale
      tylko armią - w uniformie czcionej posłusznie ustawionej wedle naszej woli...

      Pokusiłem się o list... i nie wiem co z nim zrobić... Wysłać i liczyć na
      zrozumienie, czy definitywnie zamknąć ten rozdział swojego życia??

      Witaj,

      Dawno nic już nie pisaliśmy... Masz rację. Wkradła się proza życia...
      Przestałaś chcieć się ze mną widywać, nie cieszyłaś się tak jak dawniej. A ja,
      żeby nie narażać Ci się odsuwałem się... i choć byłem blisko byłem gdzieś
      obok, bo myślałem, że tego potrzebujesz.

      Dziś uważam, że postąpiłaś zbyt impulsywnie, nieodpowiedzialnie. Jestem
      przekonany, że możemy razem stworzyć coś naprawdę fantastcznego. Ale potrzebna
      jest do tego Twoja wola. Byłem przy Tobie przez tyle czasu. Kalendarzowo to
      pewnie niewiele, ale pod względem zawartości był to bardzo obfity rok. Zobacz
      ile wykazaliśmy determinacji, ile woli żeby w końcu być razem. A teraz chcesz
      przekreślić to i wrzucić w niepamięć, bo nie spełnia to Twoich oczekiwań... To
      dlaczego nie rozmawiałaś ze mną? Dlaczego się odsuwałaś? Pusto tu bez
      Ciebie... nie wiem jak to wygląda od drugiej strony, ale nie wierzę, że tak
      sobie po prostu o mnie zapomniałaś. Uważam, że w Twoim wieku powinnaś wykazać
      więcej dojrzałości i samozaparcia w dążeniu do większej dojrzałości.

      Wiem, po czwartku powinienem odejść. I się więcej nie odezwać. Ale bycie z
      kimś o również wzięcie odpowiedzialności za osobę, z którą sie związało...
      Dlatego uważam, że mimo tego, że coś stanęło między nami powinniśmy okazać się
      naprawdę dorosłymi ludźmi i spojrzeć wspólnie w przyszłość. Mam nadzieję, że
      tak się stanie... i że nie pozwolisz przekreślić tego co jest... (ufam, że
      jeszcze jest) między nami. Zresztą... oboje mamy coś do zrobienia - Ty pracę
      nad swoim podejściem do związku, ja pracę nad zbędnymi kilogramami... Mamy
      jakieś cele. I wspierajmy się w ich osiągnięciu. I kochajmy się.

      k
    • egon.olsen koniec dnia 16.07.03, 11:40
      Koniec dnia...

      czerwonym pachnie winem
      szkarłat ciemny przelewa się w czerń
      Czy owioniesz mnie znów białym dymem
      Niewidzialna, wtopiona we mgłę

      Tylko raz czujemy wielkość nieba
      wtedy trzeba zastygnąć i trwać
      Jestem sam
      Ciebie już przy mnie nie ma

      gdy wszystko chcę Ci dać

      Koniec dnia czerwonym pachnie dymem
      Ćma sfrunęła dotykiem Twych rzęs
      Ty minęłaś, ja też kiedyś minę
      I tak wszystko straciło już sens

      Tylko raz czujemy wielkość nieba
      wtedy trzeba zastygnąć i trwać
      jestem sam
      Ciebie już przy mnie nie ma

      Gdy wszystko chcę Ci dać...
    • egon.olsen Re: 38 - Egon.Olsen 17.07.03, 15:01
      To, że wszystko dzieje się inaczej
      to cierpienie tędy i owędy
      ten dzień bez kochanej ręki
      ten ból i tak dalej
      ten mróz, że tylko jeden piec mnie rozumiał
      gdy kładłem serce do zimnego łóżka
      ta jesień lekko chora po tej stronie świata
      ta małpa bez małpy

      powiedz, że to właśnie jest ważne
    • egon.olsen świt 18.07.03, 09:59
      Miliard piosenek o miłości
      Nudzi, dosładza, ziewa
      A ja wyśpiewać chcę najprościej
      Tych kilka lirycznych zniewag
      Każdy z nas miewał poranne mdłości
      Nie mamy po co się łudzić
      Nieważne z kim się kładziesz w pościel
      Ważne jest z kim się budzisz

      Kiedy kochanków oczy uśpione
      Otworzy tani budzik
      Czy się rozejdą w swoje strony,
      Czy razem będą się nudzić,
      Czy,
      Kiedy ruszą za czasem w pościg,
      Zechcą do siebie powrócić?
      Ufajmy tylko rannej miłości
      Miłości dorosłych ludzi
      Na całej ziemi
      Noc nas łączy
      A świt...

      A świt
      Oddala
    • egon.olsen Czarny piątek... 19.07.03, 00:10
      Wracając do domu utopiłem samochód... Tak po prostu. W kałuży... która
      wyglądała całkiem niewinnie... Stanął i nie ruszył... Po otworzeniu się drzwi
      nalała się woda... Po zepchnięciu na chodnik wypaliła poduszka powietrzna (na
      szczęście boczna).

      Wygląda na to, że naprawa będzie kosztowała kilkanaście tysięcy złotych...
      Wiem, ze to nie moja wina, ale czuję się i tak beznadziejnie...
    • egon.olsen weekend 20.07.03, 22:12
      i pecha ciąg dalszy. po utopieniu samochodu bankomat dziś połknął mi kartę...
      całe szczęście, że tuż przed powrotem. No i całe szczęście, że miałem za co
      zatankować auto.

      Ale weekend bardzo przyjemny. Morze już nie takie zimne... Zachód słońca jest
      piękny (jak zawsze)... A dzisiaj było pływanie motorówą smile Uwielbiam to.
      Popłynęliśmy do Gdyni popatrzeć na żaglowce. Pięęęęęęęękne!!

      A tymczasem spalony jestem jak rak smile Idę się smarować kremem.
    • egon.olsen Kings & Queens 21.07.03, 22:40
      What are you gonna do
      What are you gonna say
      You have to find somebody else
      This time I've gone away
      The road may be long
      But I've got to be strong
      Your time is up you had your fun
      I'm walking tall I'm on the run

      No more days for you and I
      Just one last lullaby
      No more fights or petty scenes
      Nothing lasts like
      Kings and Queens

      What are you gonna do
      What are you gonna say
      I'm so glad it's all over
      I couldn't stand another day
      I'm floating through the air
      Without a single care
      I can't believe it's really me
      I've never been this free

      No more days for you and I
      Just one last lullaby
      No more fights or petty scenes
      Nothing lasts like
      Kings and Queens

      chyba nawet ładniej niż po polsku...
    • egon.olsen List 24.07.03, 10:13
      Wczoraj na plażę przyszła pani z panem. Oboje byli starzy. Mieli parasol, dwa
      fotele, lodówkę, dwie torby plażowe, dwa ręczniki, gazety, książkę, długopis,
      kremy, itd. itd. Zdjęli najpierw buty. Pan rozłożył parasol i długo mocował go
      w piasku, z mizernym skutkiem, bo parasol stale się przechylał. Pod parasolem
      ustawił fotelik dla pani i postawił obok lodówkę. Na foteliku rozścielił
      ręcznik, kilka razy go wygładzając. Potem zaczął rozstawiać swój fotelik koło
      lodówki acz na słońcu, co go wyraźnie martwiło. Ustawił, chwilę się
      zastanowił, przestawił lodówkę z tyłu parasola a swój fotelik postawił w
      miejscu lodówki, tuż koło fotelika pani, prawie całkowicie w cieniu. Było
      południe. Pani w tym czasie powoli zdjęła kolejno bluzeczkę, spódnicę, korale,
      klipsy, pierścionki, miała na sobie już kostium kąpielowy. Z torby plażowej
      wyjęła chusteczkę i zawiązała ją sobie na głowie. Wyjęła następnie krem i
      lusterko, a ja już dalej oglądałam to zdarzenie jak "Radosne dni" Jonesco.
      Pan, ustawiwszy wszystko, zaczął wyjmować nieśpiesznie z kieszeni drobne
      pieniądze, chusteczkę, klucz od samochodu i jeszcze jakieś drobiazgi. Trzymał
      to chwilę w ręku, nie wiedząc, co z tym zrobić, po czym schylił się najpierw
      po pani torbę plażową, zrezygnował, odłożył, wziął swoją. Rozłożył na swoim
      foteliku chusteczkę, do chusteczki włożył drobne pieniądze, klucze i coś
      jeszcze, starannie zakręcił i związał, a taki pakuneczek włożył ostrożnie i
      powoli na dno swojej torby plażowej. Wtedy właśnie pani wyjęła krem. Pan
      zauważył to, podszedł do pani i zaczął smarować ją kremem. Smarował długo,
      starannie i z namaszczeniem, kiedy doszedł do nóg, pani usiadła na swoim
      foteliku i kontynuowała smarowanie sama, zajęła się nogami, po czym rękami i
      twarzą, patrząc w lusterko. Pan w tym czasie zdjął spodnie i długo wahał się
      gdzie je ułożyć. W rezultacie złożył w kostkę i położył pod fotelikiem. Na
      spodniach ułożył koszulę, obok porządnie ustawił sandały i zajął się
      składaniem garderoby pani, którą ta rzuciła na oparcie jego fotelika.
      Poukładał wszystko w kostkę, położył na swoich ubraniach i ciężko usiadł.
      Teraz pani poprosiła go, żeby dał jej pić. Wstał, podszedł do lodówki i podał
      jej z tej lodówki wodę mineralną. Pani się napiła, i pan się napił, a resztkę
      wody w butelce schował do lodówki. Teraz pani wstała i zaczęła pana smarować
      kremem. Kiedy wreszcie ciężko usiedli na fotelikach, okazało się że klapki
      pani są oddalone, więc pan wstał, pozbierał je i ustawił równo obok swoich
      sandałów. Teraz oboje wyjęli gazety a pan i gazetę, i książkę. Kiedy książkę
      ułożył równo na swojej torbie plażowej, zostawiając ją na później, pani
      poprosiła go o długopis. Pan wziął z powrotem książkę, ułożył ja na kolanach i
      zaczął szukać w swojej torbie plażowej długopisu. Książka mu spadła na piasek.
      Ułożył ją nie speszony na kolanach powtórnie, nic się nie denerwując. Wreszcie
      znalazł długopis, podał go pani. Odłożył torbę. Położył na niej książkę i
      otworzył gazetę. Pani zaczęła rozwiązywać krzyżówkę.
      I wtedy na plażę wpadła czwórka młodych ludzi. Biegnąc od schodów zrzucali
      ubrania, rzucili je na wysokości pana i pani, im pod nogi, pobiegli dalej a
      biegnąc obsypali piaskiem pana i panią. Pan i pani wstali, pan otrzepał torby
      plażowe pani i swoją z piasku, ręczniki, foteliki, ubrania, pani oczyściła z
      piasku stopy ręką, przeczyścili słoneczne okulary i usiedli. Chwilę czytali.
      Młodzi ludzie przybiegli, otrzepali się jak mokre psy z wody, rzucili się
      mokrzy koło pana i pani na piasek i śmejac się coś sobie opowiadali,
      popychając się i turlając, dając sobie kuksańce i obsypując się piaskiem. W
      pewnym momencie o coś się pokłócili, dwóch wstało, jeden popchnął drugiego, a
      ten upadając usiadł pani na kolanach. Pan wstał. Chłopak zerwał się
      natychmiast z kolan pani, przepraszając, i śmiejąc się dalej popchnął w
      rewanżu kolegę, a potem obaj odbiegli znów do wody. Pan pomógł pani wstać.
      Schylił się, podał jej ubranie. Kiedy pani osuszyła ręcznikiem uda, które
      zmoczył jej sobą chłopak, zaczęła się ubierać, bluzeczka, spódnica, chusteczka
      do torby, pierścionki, klipsy, puderniczka. Pan schował gazety i książkę.
      Włożył spodnie i koszulę. Poskładał powoli ręczniki, ułożył w torbach
      plażowych. Pani ruszyła w kierunku schodów wyjściowych z plaży, powolutku,
      trzymając buty i swoją torbę plażową w ręku, a pan złożył foteliki, parasol,
      ubrał się i najpierw pod jedną rękę włożył złożony parasol, torbę narzucił
      sobie na ramię i wziął jeden fotelik w tę rękę. Pod drugą włożył drugi fotelik
      a w rękę sandały, zrobił krok, parasol mu wypadł. Przełożył parasol do drugiej
      ręki, sandały włożył pod pachę a parasol wziął w rękę. Po dwóch krokach wypadł
      mu jeden sandał. Cierpliwie znów wszystko położył na piasku, poukładał jeszcze
      raz i powolutku poszedł. Doniósł wszystko do schodów, złożył równo na brzegu
      schodów i wrócił po lodówkę. Na trzy etapy wchodził schodami z całym bagażem.
      Wszystko to robił z rozpiętym rozporkiem, bo zapomniał go zamknąć. Kiedy był w
      połowie schodów z kolejnym nawrotem po lodówkę, młodzi ludzi minęli go biegnąc
      do góry. Stanął. Położył wszystko na stopniach schodów i stał patrząc jak
      biegną a potem mokrzy wskakują na motory i odjeżdżają. Stał jeszcze długo
      patrząc za nimi. Po czym powoli, z uśmiechem, siadł na stopniach schodów,
      założył sandały, zapiął koszulę, o rozporku znów zapomniał i zabrał się na
      powrót do noszenia bagaży. Pani w tym czasie czekała na niego na górze schodów
      na ławeczce, wachlując się chusteczką. Pan doszedł wreszcie do niej, usiadł,
      wyjęli wodę mineralną z lodówki i spokojnie się jej napili. Po czym oboje
      ruszyli z bagażami na parking samochodowy.
      Patrzyłam na całe to zdarzenie zahipnotyzowana. Bez refleksji. Nikt ani
      przez moment się nie zdenerwował. Ani pan, ani pani. Nikt. No, bo czym? Taka
      jest kolej rzeczy. Straciłam ich z oczu, ale obsesyjnie myślałam... klucz od
      samochodu jest zawinięty w chusteczkę do nosa pana, związany i włożony na dno
      jego torby plażowej... Czy oni o tym pamiętają? Po dłuższej chwili zobaczyłam
      z plaży odjeżdżającego oliwkowego jaguara. To byli oni.


      Jest to list Krystyny Jandy... ale tak mi się spodobał, że postanowiłem go
      tutaj zamieścić...
    • egon.olsen Re: 38 - Egon.Olsen 25.07.03, 23:07
      W kamiennym progu
      naga
      niewidoczna
      czekasz na mnie
      od lat
      wiem że jesteś
      brak twego ciała
      we framudze
      całuję w usta
      aż do pustki
      gdzie twa dusza

      żyję z samotnością
      jak z drugim człowiekiem
    • egon.olsen Weekendy 28.07.03, 17:39
      Słabe są te samotne weekendy. Nie cierpię ich prawdę mówiąc. No co ja na to
      poradzę, że nie umiem, nie potrafię, nienawidzę być SAM. Wiem, wiem... są
      przyjaciele, ale ja się chcę do kogoś przytulić, poopowiadać o dyrdymałach.
      Cały tydzień jestem zapracowanym panem dyrektorem, który musi podejmować
      szybkie decyzje i który musi być opanowany i najbardziej nawet 'pożarowe'
      sytuacje załatwiać na zimno. Tylko przychodzi taki moment, że nie mam już siły
      załatwiać nic na zimno... chcę okazać emocje, to, że jestem zwykłym
      człowiekiem. I nie ma do kogo...

      Coraz częściej myślę o prozacu... to chyba niezbyt dobrze...
    • egon.olsen (...) 08.08.03, 22:27
      Samotność w sieci... że się posiłkować będę tytułem tej książki... Zauważyłem,
      że poza pracą moje życie w zasadzie toczy się w sieci. Cholera... czas chyba
      porobić coś w realu... A na dobry wieczór dzisiaj...


      W kamiennym progu
      naga
      niewidoczna
      czekasz na mnie
      od lat
      wiem że jesteś
      brak twego ciała
      we framudze
      całuję w usta
      aż do pustki
      gdzie twa dusza

      żyję z samotnością
      jak z drugim człowiekiem
    • egon.olsen Więc można kochać... 09.08.03, 22:23
      Zimno wtedy było... Samolot wylądował na lotnisku w Rębiechowie z 45 minutowym
      opóźnieniem. Szybka odprawa i na miasto. Wieczorem spotkanie ze znajomymi... I
      wtedy właśnie zobaczyłem ją... W lekkim półmroku, z ciekawie zagryzionymi
      wargami... Tylko jeden wieczór... a już wiem dlaczego Staff napisał ten
      właśnie wiersz...

      Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?
      Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
      Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
      I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem...

      Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,
      W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
      I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,
      Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu!

      I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,
      Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
      By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

      Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem,
      Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."
      Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!
    • egon.olsen Re: 38 - Egon.Olsen 19.08.03, 08:31
      jak się nazywa - to nienazwane
      jak się nazywa to - co zabolało
      ten smutek co nie łączy a rozdziela
      ta przyjaźń lub inaczej miłość niemożliwa
      to co biegło naprzeciw a było rozstaniem
      to wciąż najważniejsze co przechodzi mimo
      ta przykrość była taka jak chłodny skurcz w piersi
      ta straszna pustka co graniczy z Bogiem

      to - że jeśli nie wiesz dokąd iść
      sama cię droga prowadzi.
    • egon.olsen Swit 20.08.03, 17:50
      Miliard piosenek o miłości
      Nudzi, dosładza, ziewa
      A ja wyśpiewać chcę najprościej
      Tych kilka lirycznych zniewag
      Każdy z nas miewał poranne mdłości
      Nie mamy po co się łudzić
      Nieważne z kim się kładziesz w pościel
      Ważne jest z kim się budzisz

      Kiedy kochanków oczy uśpione
      Otworzy tani budzik
      Czy się rozejdą w swoje strony,
      Czy razem będą się nudzić,
      Czy,
      Kiedy ruszą za czasem w pościg,
      Zechcą do siebie powrócić?
      Ufajmy tylko rannej miłości
      Miłości dorosłych ludzi
      Na całej ziemi
      Noc nas łączy
      A świt
      A świt
      Oddala
    • egon.olsen Zamiast 21.08.03, 08:39
      Ty Panie, tyle czasu masz
      Mieszkanie w chmurach i błękicie
      a ja na głowie mnóstwo spraw
      i na to wszystko jedno życie
      A skoro wszystko lepiej wiesz
      bo patrzysz na nas z lotu ptaka
      to powiedz czemu tak mi jest
      że czasem tylko siąść i płakać

      Ja się nie skarżę na swój los
      potulny jestem jak baranek
      i tylko mam nadzieję, że
      że chyba wiesz co robisz Panie

      Ile mam grzechów któż to wie
      a do liczenia nie mam głowy
      wszystkie darujesz mi i tak
      nie jesteś przecież drobiazgowy
      Lecz czemu mnie do raju bram
      prowadzisz drogą taką krętą
      i czemu wciąż doświadczasz tak
      jak gdybyś chciał uczynić świętym

      Nie chcę się skarżyć na swój los
      nie proszę więcej niż dać możesz
      i ciągle mam nadzieję, że
      że chyba wiesz co robisz Boże

      To życie minie jak zły sen
      jak tragifarsa komediodramat
      a gdy się zbudzę westchnę cóż...

      to wszystko było chyba... zamiast

      Lecz póki co w zamęcie trwam
      liczę na palcach lata szare
      i tylko czasem przemknie myśl
      przecież nie jestem tu za karę

      Dziś czuję się jak mrówka gdy
      czyjś but stratuje jej mrowisko
      czemu mi dałeś wiarę w cud
      a potem odebrałeś wszystko
      Nie chcę się skarżyć na swój los
      choć wiem jak będzie jutro rano

      tyle powiedzieć chciałem Ci zamiast
      pacierza na dobranoc.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka