Wieczne dziecko, które za cholerę nie chce dorosnąć. Skupiony na sobie zarozumialec, egocentryk, egoista i narcyz, mający niemały problem z wyrażaniem uczuć. Często histeryk rozczulający się nad sobą. Jego świat to świat zabawy/przygody/przyjemności, nie ma w nim konsekwencji i zobowiązań. Zero poczucia odpowiedzialności /zrzuca ją na innych/, nieumiejętność podejmowania decyzji, za żadne skarby nie przyzna się do popełnionego błędu. W jego słowniku nie ma słowa "przepraszam", prędzej się udławi niż przejdzie mu ono przez gardło. Wszelkimi możliwymi środkami próbuje zaimponować innym, z reguły z opłakanym skutkiem, bo po prostu nie ma czym /w Nibylandii niczego nie uczą/. Buja się między realnym światem a tą swoją Nibylandią, bawi się ludźmi /chce ich wtedy mieć tylko i wyłącznie dla siebie/, a jak się znudzi po prostu odchodzi...wraca najczęściej do mamusi, która zawsze jest w domu i akceptuje go niezależnie od tego, co zrobi. Dlatego, jeżeli zdecyduje się związać, od partnerki oczekuje, by mu matkowała i broń Boże nie próbowała kontrolować. Jeśli jednak nasz Piotruś odkryje, że druga połówka nie akceptuje niedojrzałości, zaczyna konsekwentnie wymagać, stawiać warunki i daleko jej do Wendy, odpływa w siną dal , tłumacząc się w wygodny dla siebie sposób /winą oczywiście zawsze obarczy partnerkę/.
Mam przed sobą kółka pięciu mężczyzn, których doskonale znam i u których zaobserwowałam silne objawy kliniczne...U wszystkich Saturn rezyduje w domu IV lub na jego szczycie. W pierwszym przypadku ojciec zmarł tragicznie, gdy chłopiec miał 6 lat, w drugim ojciec ciężko chorował, często przebywał w szpitalu i zmarł, również tragicznie, gdy syn miał lat 15. Dwa kolejne przypadki to panowie, których tatusiowie sami byli niedojrzałymi, dużymi dziećmi /jeden z nich był alkoholikiem/, w przypadku piątym ojca wywiało zagranicę i w domu zaledwie...bywał, czasami. Jak widać mamy tu do czynienia z niejako "przetrąconym" ojcostwem, ojca albo nie ma, albo zupełnie nie potrafi wypełnić swojej roli, czyli pomóc dziecku oderwać się od matki /której zadaniem jest chronienie, opieka, nauka uczuć / , stać się samodzielnym i niezależnym. Chłopak/dziecko nie ma wzorca mężczyzny, na którym mógłby się oprzeć w dorosłym życiu..
Oprócz czwartodomowego Saturna wszyscy ci panowie mają silnie obsadzone żywioły ognia i powietrza, podkreślony znak Lwa i Bliźniąt oraz dom piąty, trygon Wenus Uran. Do tego w każdym z tych horoskopów Księżyc i Wenus są w domu kątowym lub/i mają mocne połączenie z Asc lub jego władcą.
Panowie ze Słońcem w jakości stałej całkowicie niereformowalni, Piotrusiami się urodzili i takowymi zejdą z tego świata. Jakość zmienną złamały połączone siły Saturna i Plutona, kardynalna ciągle w fazie prób, błędów i poszukiwań, tutaj szansa jest , ale potrzeba chyba bomby atomowej jako lekarza pierwszego kontaktu

Jakieś astro-spostrzeżenia, wnioski w temacie? Macie gdzieś w swoim otoczeniu takich Piotrusiów, którzy każdy poranek witają słowami "Nie chcę być mężczyzną, nie chcę budzić się i czuć, że mam brodę!" i powtarzają wam do znudzenia: "Na niczym się nie rozumiesz." ?

pozdr