Dodaj do ulubionych

Po smierci właściciela horoskopu

02.11.06, 15:56
którego zycie dobrze się znało, czasem w szczególach ,bo to jest np. zmarła
Babcia, Ciocia itd fascynuje oglądanie kólka pod kątem już nieodwołalnie
zrealizowanych ,zawartych w nim potencjałów.Zdumiewa wtedy finezja, ba
nieprawdopodobna czasem realizacja określonych aspektów. Bardzo lubię
annalizowac sobie kólka zmarłych z rodziny, których dzieje znam lub
pamiętam.Ta "pomysłowosć" wyładowania się wszystkich aspektów zawartych w
kólku rzuca mnie przed astrologią na kolana.
Obserwuj wątek
    • rigel79 Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 16:23
      Myślę sobie, ileż siły można czerpać ze świata zmarłych. Śmierć a zarazem
      regeneracja pochodzą z tego samego świata. Jeżeli zaczynam umierać, to czerpię
      siłę z tego umierania, ponieważ mam świadomość swojej słabości i kruchości
      wobec czegoś potężniejszego. Jeżeli będę z tym na siłę walczyć, będę niczym
      Syzyf wznoszący głaz. Im bardziej będę chciał zaprzeczyć temu, że muszę się
      zmieniać, ale również umierać, tym większe rozczarowanie mnie spotka.

      Zauważcie przecież, że Syzyf uciekł z królestwa Tartatu... Jego kara wiąże się
      bardziej z tym, że chciał zaprzeczyć własnej naturze. Tym razem nie zaprzeczy
      już nigdy - głaz nigdy nie wzniesie się na szczyt, a on nigdy nie
      przestanie "bezsensownie" go toczyć pod górkę.
      Jednakże ... wciąż ma siłę... Podobnie jak wątroba Prometeusza, która co noc
      odrasta.

      Siła pochodząca ze świata umarłych jest nieoceniona...
      • mrgodot Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 16:58
        Jeżeli zaczynam umierać, to czerpię siłę z tego umierania, ponieważ mam
        świadomość swojej słabości i kruchości wobec czegoś potężniejszego. Jeżeli będę
        z tym na siłę walczyć, będę niczym Syzyf wznoszący głaz. Im bardziej będę
        chciał zaprzeczyć temu, że muszę się zmieniać, ale również umierać, tym większe
        rozczarowanie mnie spotka. Zauważcie przecież, że Syzyf uciekł z królestwa
        Tartatu... Jego kara wiąże się bardziej z tym, że chciał zaprzeczyć własnej
        naturze. Tym razem nie zaprzeczy już nigdy - głaz nigdy nie wzniesie się na
        szczyt, a on nigdy nie przestanie "bezsensownie" go toczyć pod górkę.

        Off topic: Bezsensownie? Bunt Syzyfa przeciwko śmierci wpisanej w nasze życie,
        to najpiękniejszy przejaw buntu jaki znam. To wyraz niezgody na tzw. świat
        natury i poszukiwanie człowieczeństwa wbrew wszystkiemu. I wtedy głaz, który
        toczy przestaje być karą - staje się już jego głazem, jego buntem, jego
        wyzwaniem rzuconym obojętności Świata. To taki moment świadomości, w którym
        każdy z nas może powiedzieć "I nic już nie jestem winien bogom". Buntuję się,
        więc jestem. Świat ludzki jest właśnie buntem przeciw naturze i jej prawom, z
        którymi nie potrafimy się pogodzić. I w tym sensie każdy (niemal każdy z nas)
        jest Syzyfem toczącym swój własny głaz. Ja osbiście nie czerpię siły z własnego
        umierania (bo przecież umieram rodząc się).
        A swoją drogą żałuję, że nie znam dokładnych danych urodzenia starszych lub
        nieżyjących członków rodziny. Rzeczywiście, to pewnie archiwum wiedzy.
        • rigel79 Offtopic: Po smierci... 02.11.06, 17:36
          Owszem, bunt Syzyfa to piękna sprawa - życie jest wielką wartością i czasem
          trzeba zapłacić za nie wielką cenę, nawet "Cenę Nieśmiertelności".

          Ale świadomość zbuntowania - pascalowskiej trzciny, którą może złamać niejeden
          wiatr - to dopiero metafizyczny smak smile

          Co nie zmienia faktu, że podziwiam wszystkich "Syzyfów". Oni coś robią, ja
          czasem w stosunku do siebie nie mam takiej pewności...
          "Buntuję się więc jestem" - bardzo ładne credo "Syzyfów".
    • marki32 Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 16:49
      Czy ktos ma może badał horoskopy porównawcze w momencie urodzin i śmierci
      danego człowieka i zaobserwował jakieś powtarzające się często informacje?
      Jesli tak to proszę o dane z takich obserwacji. (Ja porównałem u kilku osób i
      występowały np. kwadratury marsów (urodzeniowego i w momencie śmierci),
      kwadratury uranów - ale nie była to jakaś reguła.
      • neptus Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 20:22
        Nie ma takiej reguły. Każda smierć jest inna, jak i każde życie. Ludzie
        umieraja na ciężkich tranzytach, uciekając od zycia, kiedy życie staje sie dla
        nich nie do zniesienia, ale tez umieraja na bardzo "ładnych", łagodnych i
        miłych tranzytach, wtedy mówi sie czesto, ze "miał piekną śmierć". Śmierć bywa
        ucieczką, rezygnacją, uwolnieniem, a czasem kiedy sie patrzy w horoskop, chce
        sie powiedzieć, że człowiek to sobie zaplanował, ułożył, wypełnił swoją misję i
        odszedł do nowych zadań po swojemu, tak samo jak żył. Czym innym jest śmierć w
        wypadku, czym innym śmierć ze starości, a czym innym śmierć człowieka
        cierpiącego na jakąś bardzo bolesną chorobę. Człowiek dostaje zawału i
        umiera... wydaje się proste. Tak, ale przyczyna tego zawału jest rozmaita -
        czasem jest to cięzki dramat, "serce pęka" z rozpaczy, innym razem bezpośrednią
        przyczyną jest przerażenie, a jeszcze inny człowiek doznaje zawału np. w czasie
        wspaniałego stosunku albo dowiedziawszy sie, ze wygrał milion. Przy tych samych
        tranzytach jedni umieraja, drudzy mają problemy ale przez nie przechodzą
        zwycięsko, a inni przy identycznych układach odnoszą życiowy sukces. Decydują
        niuanse, kolejność ciągu tranzytow (było w innym wątku pytanie o znaczenie
        kolejności planet w radiksie), tranzyty towarzyszące, "trening" radzenia sobie
        z tranzytami.
        • neptus Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 20:28
          Na stronie Stanisława Stachniewicza jest przeprowadzana przez niego
          profesjonalna statystyka tranzytów w czasie zgonu. Polecam. Adres jest w
          linkach mojej stronie.
        • dori7 Re: Po smierci właściciela horoskopu 02.11.06, 22:22
          neptus napisała:

          > Przy tych samych
          > tranzytach jedni umieraja, drudzy mają problemy ale przez nie przechodzą
          > zwycięsko, a inni przy identycznych układach odnoszą życiowy sukces. Decydują
          > niuanse, kolejność ciągu tranzytow (było w innym wątku pytanie o znaczenie
          > kolejności planet w radiksie), tranzyty towarzyszące, "trening" radzenia sobie
          > z tranzytami.

          No wlasnie. Polecam przyjrzec sie w tym kontekscie horoskopowi Marylin Monroe -
          tranzytom i solariuszowi na rok jej smierci. Robilysmy go kiedys na
          solariuszowych warsztatach u Milki i Izy, i wszystkie uczestniczki co do jednej
          byly zgodne: bardzo wiele znakow - i w solariuszu, i w tranzytach, i - o ile
          dobrze pamietam - w progresjach wskazywalo na to, ze mogla wtedy wskutek
          napieciowych ukladow, wydarzen i przezyc albo ulozyc sobie wreszcie zycie i
          uwolnic sie (chocby czesciowo) od koszmarow przeszlosci, albo nie wytrzymac tak
          ogromnego napiecia i zalamac sie zupelnie.
    • anahella Re: Po smierci właściciela horoskopu 04.11.06, 13:51
      Fajnie jest popatrzec na horoskopy posmiertnych laurow dla czlowieka.
      Filmowa trylogia na podstawie "Wladcy Pierscieni" weszla na ekrany w czasie, gdy
      progresywne Slonce Tolkiena wchodzilo na jego MC. Podobnie wazne progresje mialy
      miejsce przy premierze filmu "Evita" - horoskop Ewy Peron tez byl wtedy aktywny.
      Nie pamietam szczegolow, dotyczacych Ewity, ale jesli ktos pamieta warsztaty
      Jarka Gronerta na temat Madonny - to postac Ewity byla tam przywolana.
    • koniunkcja2 Re: Po smierci właściciela horoskopu 05.11.06, 14:59
      A czy posmiertna sława jest widoczna w horoskopie?
      • anahella Re: Po smierci właściciela horoskopu 05.11.06, 17:27
        koniunkcja2 napisał:

        > A czy posmiertna sława jest widoczna w horoskopie?

        Zarzuc dane osoby, kotra po smierci zyskala wiecej slawy niz za zycia -
        przekonamy sie robiac wspolnie jego horoskop pod tym katem.

        Mnie uczono, ze slawa (niezaleznie od tego, czy za zycia czy po smierci) to dom X.
        • am98 Re: Po smierci właściciela horoskopu 05.11.06, 22:02
          anahella napisała:

          koniunkcja2 napisał:

          A czy posmiertna sława jest widoczna w horoskopie?

          Zarzuc dane osoby, kotra po smierci zyskala wiecej slawy niz za zycia -
          przekonamy sie robiac wspolnie jego horoskop pod tym katem.

          Cyprian Kamil Norwid, ur.24.09.1821 we wsi Laskowo-Głuchy pod Warszawą.
          Zmarł w Paryżu, w nocy 23 maja 1883.
          • anahella Re: Po smierci właściciela horoskopu 05.11.06, 23:19
            am98 napisała:

            > Cyprian Kamil Norwid, ur.24.09.1821 we wsi Laskowo-Głuchy pod Warszawą.
            > Zmarł w Paryżu, w nocy 23 maja 1883.

            Bardzo piekny przyklad: przydalaby sie jeszcze rektyfikacja, ale taka prawdziwa
            - nie na oko - przydaloby sie zobaczyc gore jego horoskopu.
    • bogdanka12 Re: Po smierci właściciela horoskopu 05.11.06, 15:05
      Na pewno widać ją, jak napisała Anahella ,w progresjach, gdy się o kims pisze,
      mówi, warto od tej strony studiowac np.horoskop Elvisa Presleya.Ponadto podobno
      dobre, czyli w koniunkcji z jakąs planetą posadowienie gwiazdy Fomalhaut.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka