Dodaj do ulubionych

Homoseksualizm od kołyski

15.02.10, 09:26
Nabyty czy wrodzony? To pytanie o naturę homoseksualizmu nurtuje
uczonych i prowadzi do zaciekłych kłótni. Pewien uczony z
belgijskiego uniwersytetu w Liege twierdzi, że ów problem raz na
zawsze rozstrzygnął. Wydaje się jednak, że jego książka tylko
podgrzeje debatę na ten kontrowersyjny temat.
portalwiedzy.onet.pl/4868,11125,1598587,1,czasopisma.html
Obserwuj wątek
    • matti.x Re: Homoseksualizm od kołyski 15.02.10, 11:42
      W dziedzinach genetyki i endokrynologii jestem, na szczęście, laikiem. Wobec czego mogę sobie pozwolić na posiadanie własnego, nienaukowego punktu widzenia.

      Po pierwsze, niezbyt mi się podoba mieszanie porządków. Mimo tych kolejnych, wielkich naukowych osiągnięć badawczych, wiedza nauki o homoseksualizmie jeszcze długo nie osiągnie takiego poziomu, który stwarzałby jednoznaczne możliwości wyjaśnienia zjawiska. Takie przynajmniej jest moje wrażenie.

      Nie sądzę aby przy użyciu badań w obszarze genetyki, hormonów czy immunologii miało się dać walczyć z uprzedzeniami, choćby dlatego, że rzeczone nie o niewiedzę są oparte. Gdyby nawet miało się okazać, że homoseksualizm byłby całkowicie uwarunkowany genetycznie, to czy to miałoby wpływać na jego społeczny odbiór, na kwestie prawne (jak związki czy adopcja), itd.? Oczywiście, jakieś sprzężenie tu jest, niemniej tego typu zagadnienia mają charakter przede wszystkim właśnie społeczny. Wiążą się z ewolucją w pojmowaniu praw człowieka, dóbr prawnie chronionych, i całą tą okolicą bardziej, niż z endokrynologią.

      Chwilami miewam wrażenie, że nasza społeczna mądrość (jak najbardziej włączając w to i uprzedzenia, homofobię, lęki) lepsza jest niż wszystko to, co w tej dziedzinie dotąd osiągnęła nauka. Może z wyjątkiem psychologii czy psychiatrii, które o tyle więcej zdziałały, że odnosiły się do żywego konkretnego człowieka, a co najmniej bardziej się do niego odnosiły, niż badania mechanizmów genetycznych czy hormonalnych.

      Właśnie – mechanizmów. Wydawałoby się, że wiek XIX minął już czas temu jakiś. Tymczasem my coraz bardziej schodzimy w badaniach w kierunku mechanizmów. Człowiek zaczyna być sprowadzany do genów i hormonów.

      Przypomina mi to trochę takie podejście badawcze, które zastosowałaby istota z obcej planety, gdyby jej wpadł w ręce komputer z jakimś programem. Badałaby mechanizmy: bity, bajty, procesor, pamięć… Ciekawe, czy w ten sposób można zrozumieć program przeznaczony dla księgowości? Nawet, jeśli za 100 czy 200 lat udałoby się go opisać na poziomie relacji między bitami, to takiej wiedzy nie dałoby się ogarnąć. Nie dałoby się tego zrobić bez przepisu na program, wiedzy o tym, do czego był przeznaczony, całego kontekstu – włącznie z ustawą o rachunkowości, która przecież w programie sama zapisana nie jest.

      Nie mam nic przeciw biologicznym teoriom homoseksualizmu. Wręcz przeciwnie, uważam, że są jedynie słuszne. Tyle, że biologia winna wykraczać daleko poza geny i hormony. Powinna łączyć się z antropologią, psychologią społeczną, socjologią. Póki się w ten sposób nie połączy będziemy nadal na poziomie mechanizmów a o szerszym kontekście nawet myśleć nie będzie się dało.

      Tymczasem w nauce następuje coraz większa specjalizacja. Coraz bardziej grzebiemy w głąb tym samym coraz mniej widząc wszerz. Przecież podmiotem ewolucji nie jest pojedynczy organizm z jego genami i hormonami. Jest nim gatunek, rząd, gromada, biosfera. Zjawisko takie jak homoseksualizm nigdy nie zostanie właściwie wyjaśnione, jeśli się je będzie chciało postrzegać w optyce pojedynczego organizmu i jego... mechanizmów.

      Nie tak dawno jeszcze ludzki egocentryzm powodował, że nie mogliśmy przyjąć do prac modelu astronomicznego, który był znacznie prostszy i wygodniejszy w stosunku do obecnie obowiązującego. A dlaczego? Bo ten dotychczasowy miał tę wygodną cechę, że wszystko w nim kręciło się wokół mnie.

      W obszarze takich hm, zjawisk, jak płeć, orientacja seksualna, rozmnażanie – pojedynczy człowiek nie tyle jest indywidualnym podmiotem, co znacznie bardziej – przedmiotem. Jest częścią czegoś znacznie większego niż on sam. I ta całość, czymkolwiek jest, na swój sposób się w nas przejawia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka