smut-nomi
30.09.10, 22:54
Mam dwa problemy, które coraz bardziej mi ciążą. Jeden to mój związek - coraz bardziej wybrakowany. Drugi problem, który pewnie jest pokłosiem pierwszego to problemy z seksem. Na tym drugim problemie chciałabym się skupić i poszukać pomocy.
Nie bardzo wiem od czego zacząć. Mam 35 lat. Dbam o siebie. Jestem niezależna finansowo, dobrze wykształcona, znam języki itd.itp. Osiągnęłam sporą satysfakcję w życiu zawodowym. Cała para poszła w różne projekty społeczne, które realizuję i dzieciaki.
Wychowałam się w dość pruderyjnym domu, gdzie o seksie się nie mówiło i z perspektywy czasu widzę, że seks postrzegam (łam) jako coś zakazanego, niezbyt ważnego. Dziewictwo straciłam w wieku chyba 22 lat. Z tym facetem jestem do dziś. Na początku było może nie najgorzej, ale z czasem następował zjazd emocjonalny. Ja mojego faceta lubię, on mnie podziwia i lubi, może nawet kocha. W życiu codziennym jest trudny i gdyby opisać jego niektóre zachowania zapewne wszyscy doradziliby mi, żeby pakować manatki. Na razie tego nie zrobię. Tak sobie koegzystujemy. Może nawet wegetujemy. Kiedyś pewnie to szlag trafi.
Mój facet nigdy nie był bogiem seksu - wiem, że trochę kręcą go jakieś historie typu sado maso - dla mnie to obleśne. Bardzo długo mieszkaliśmy oddzielnie - w innych krajach - i nauczyliśmy sobie radzić samodzielnie z napięciem seksualnym. Sądzę, że mam standardowe potrzeby i nauczyłam się je sama zaspokajać. Z czasem uzależniłam się od porno.
Bywało lepiej i gorzej z uczuciami między nami. Po urodzeniu pierwszego dziecka znacznie się pogorszyło. Wzrosła ilość napięć, wzajemne pretensje. Po urodzeniu drugiego dziecka jest tragedia - ostatni raz kochaliśmy się ponad rok temu, gdy poczęty został nasz synek. Partner wywiera teraz na mnie presję, zgłasza problem, a ja się nie mogę przełamać. Bardzo trudno się z nim rozmawia, w ogóle trudno się z nim komunikować. Nie pociąga mnie. Rzadko się przytulamy. Nie mam również skoków w bok (on na pewno również nie ma). W sumie może nawet chciałabym spróbować, ale nie potrafię się przełamać. Mam masę znajomych, przyjaźnię się również z facetami. Zdarza się jakiś, z którym miewam fantazje seksualne. Ale generalnie znajomych mam bardzo nobliwych i takie historie nie mają miejsca. Gdzieś ta sfera uczuciowo emocjonalna wygasła we mnie do cna. Całe uczucie wpakowałam w moje dzieciaki.
Martwię się, że nie przekażę im dobrej energii, nie pokażę, jak wygląda miłość. Jestem szczęśliwa na wszystkich frontach mojego życia - poza życiem intymnym, poza seksem, związkiem.
Najpierw chyba chciałabym się przestawić na normalny seks, ale nie mam pojęcia jak odzwyczaić się ode samozaspokajania się? Proszę o radę.