Dodaj do ulubionych

Psychoterapia

03.02.10, 22:46
Pytanie? Dobra psychoterapia, czy wręcz przeciwnie - szkodząca?
Ann, Drugikońcu, Lolinko i te osoby, które mogą coś o psychoterapii powiedzieć
: czy jeśli czuję ból, lęk przed rozdrapywaniem przeszłości winnam nadal na
taką terapię chodzić? Terapia od połowy grudnia, regularnie co tydzień. Nie
wiązałam terapii z moim samopoczuciem do wczoraj : wpadłam w dół, lęk, silny
lęk przed śmiercią - zaczęłam prawie pisać testament (co będzie z córką,
kiedy umrę teraz), obawa przed guzem mózgu - prawie nieustanny ból głowy,
przejmowanie się bzdetami - szkoda forum na nie... Uświadomiłam sobie, że nie
chcę iść w piątek do pani psycholog, bo.. nie chcę już wracać do przeszłości -
trudnej przeszłości, widzę wciąż siebie krzywdzoną, samą siebie
krzywdzącą...Po cholerę tam wracać? To boli. Tak boli. Linia życia - tak
nazywa się zaglądanie w moją przyszłość. Czy tak ma boleć? Czy po tym bólu
nastąpi ulga? Chodzić mimo bólu niefizycznego? Rozum mówi - tak. Serce - nie
wytrzymuje, płacze.
Czy chodząc na psychoterapię mieliście takie dylematy?
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Psychoterapia 03.02.10, 22:52
      to właśnie dlatego TAAAAAAAK

      ostatnio jak wyszłam, mało nie zemdlałam a potem miałam wrażenie jak
      po masywnym wyrzygu (sorry za dosadność). A pan-ksiądz tylko zadał
      kilka pytań, których nikt wcześniej nie zadał.... i to dopiero
      spotkania konsultacyjne są, na kolejnym kontrakt i potem terapia z
      prawdziwego zdarzenia... już wietrzę co będzie dalej. Ale uważam tak:
      skoro mnie to rusza, to znaczy że efekt jest. Gdybym była
      kamiennoobojętna, to pewnie byłoby nie to smile No i fakt, że terapeuta
      się trudnych pytań nie boi (a poprzednia pani ich unikała i w ogóle
      celowała jak kulą w płot), świadczy in plus. A moje samopoczucie...
      cóż, wybaczcie porównanie, chemioterapia wdrożona w odpowiednim
      momencie też rozpieprza pacjenta po to, żeby dalej mógł lepiej zyć...
    • dr.zabba Re: Psychoterapia 03.02.10, 22:59
      Moim zdaniem, a wiem, że może być ono odosobnione, jeśli nie chcesz przeszłości
      rozdrapywać, nie pozwól na to. Terapia drążąca często nie jest najlepsza dla
      czadersów. Bywa też bolesna w depresji.
      Z moim doświadczeniem psychoterapeutycznym, nie kontynuowałabym.
      Jednakże myślę, że powinnaś z terapeutką porozmawiać o tym, jakie emocje i stany
      powodują u Ciebie sesje. Może można zmienić metodę?
      P.S. Czy na pewno nie masz depresji?
    • skaka_anka Re: Psychoterapia 04.02.10, 07:59
      Dla mnie terapia jest takim dopełnieniem leczenia. Ciągle przechodzę przez etap
      godzenia się z chorobą, nabycia umiejętności życia w tle ze zmianami nastroju.
      Nie pędzę daleko w przeszłość, bo jeszcze nie czas na to, moja terapeutka
      powiedziała, że nie zmusi mnie do retrospekcji, że ja sama poczuję taką
      potrzebę. Dlatego pracujemy nad poczuciem winy, asertywnością, apatią, trudnymi
      sytuacjami w związku. Nie boję się terapii, widzę, że mi pomaga, choć nie raz po
      wyjściu z gabinetu byłam niespokojna. Już ponad 1,5 roku mam za sobą i widzę
      efekty.
      Nie bój się nic smile
    • xsenia Re: Psychoterapia 04.02.10, 08:49
      Linia życia - tak
      > nazywa się zaglądanie w moją przyszłość. Czy tak ma boleć? Czy po tym
      bólu
      > nastąpi ulga? Chodzić mimo bólu niefizycznego? Rozum mówi - tak.
      Serce - nie

      NIE
      • majagor Re: Psychoterapia 04.02.10, 13:06
        Chociaż psychoterapia bolała, była czasem nieprzyjemna, paskudnie trudna.. nie żałuję tych wszystkich godzin tam spędzonych.. Zarówno na spotkaniach indywidualnych, jak i na grupowych.
        Zaglądanie w przeszłość bywa trudne, bywa niemiłe, napawa lękiem, przerażeniem.. ale nie robi się tego od tak. Robi się, by potem było lepiej.

        Ja teraz jestem na etapie oczekiwania na terapię. I chociaż wiem, iż będzie paskudnie, że będę płakać, krzyczeć i uciekać - to wiem, iż jest to ważne. Ważne, cenne i mi potrzebne.

        Więc na Twoim miejscu nie rezygnowałabym z tego.
    • dr.zabba Re: Psychoterapia 04.02.10, 13:37
      Myślę, że to może być tak: jeśli problemem jest sam chad, czyli aktualnie
      depresja (mania? - chyba niewielu odczuwa wówczas potrzebę terapiismile)to terapia
      analityczna nie jest wskazana i nie będzie nawet pomocna. Ale jeśli trzeba
      leczyć to, co siedzi jakby "pod" chadem, osobowość, na podłożu której rozwija
      się choroba, to rozdrapywanie przeszłości i ból z tym związany mogą być
      korzystne. Jeden warunek (moim zdaniem): pacjent musi być przynajmniej trochę
      wyrównany. Znaczy stabilny.
    • 36.a Re: Psychoterapia 04.02.10, 13:44
      psychoanaliza, tylko i wyłącznie.
      lacanowska. też wyłącznie.
      niech zyje Francja!
      powtórzę, ok?

      poczucie uczestniczenia w misterium, tworzenie siebie i na pewno nie jest dla każdego, nie jestem wolnomularzem (nie umiem się nie śmiać), ale jest elitarna. wymaga inteligencji. konieczne jest kojarzenie, ale krzyk eureka! daje wolność. ogromnie zmusza do myślenia. kilka lat żmudnej pracy. na granicy pracy literackiej - sic. a ja kocham słowa, ale nie puste, mając pełną świadomość bycia grafo-maniakiem. wywraca życie do góry nogami. daje oddech.
      zwykła psychoterapia jest miłą pogadanką o życiu, autopsja.
      • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 14:04
        to ja poproszę o wyjaśnienie dla ludzi spoza elit
        bo nie zrozumiałam
        zobaczyłam nieskoordynowany słowotok
        przykro mi, nie jestem grafomanem (i pewnie dlatego mam problemy ze
        zrozumieniem)
        • poetkam Re: Psychoterapia 04.02.10, 14:38
          lolinka2 napisała:

          > to ja poproszę o wyjaśnienie dla ludzi spoza elit
          > bo nie zrozumiałam
          > zobaczyłam nieskoordynowany słowotok
          > przykro mi, nie jestem grafomanem (i pewnie dlatego mam problemy
          ze
          > zrozumieniem)


          O raju... Może przejdźcie na priva z tym dogryzaniem? Urozmaicacie
          co prawda forum... ale : ranicie jedna drugą. Ja czuję niesmak
          czytając Wasze inteligentne dogryzanie wzajemne.
          • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 14:39
            ale ja NAPRAWDĘ nie zrozumiałam, o co chodzi ze psychoanalizą lancana i
            dlatego poproszę o wyjaśnienia z pierwszej ręki
            i naprawdę nie jestem grafomanem, być może dlatego nie rozumiem cudzego
            słowotoku.
            • awanturka Re: Psychoterapia 04.02.10, 18:53
              Ja też nie zrozumiałam. Nawet tego czy 36.a jest za czy przeciw psychoanalizie. I czy to co pisze pisze na poważnie czy ironicznie. Nic nie rozumiem. Ani trochę.

              Tępa jestem sad

              Nikomu nie dogryzam.
              proszę tylko o wyjasnienie.
      • 36.a once again 05.02.10, 15:56
        psychoanaliza, tylko i wyłącznie.
        lacanowska, nie lancanowska [pean]

        * poczucie uczestniczenia w misterium [tak, długo nie potrafiłam o tym mówić]

        * tworzenie siebie i na pewno nie jest dla każdego [ta psychoanaliza]
        * nie jestem wolnomularzem (nie umiem się nie śmiać), ale jest elitarna [bo jest i nie chodzi o to, że kosztowna; moja nie była]

        * wymaga inteligencji [przeczytane, albo usłyszane na seminarium, wiele osób psychoanalizy nie pojmie, bardzi wiele od razu rezygnuje, wymaga silnej determinacji i nie pisze o tu zgromadzonych] konieczne jest kojarzenie, ale krzyk eureka! daje wolność.

        * ogromnie zmusza do myślenia.

        * kilka lat żmudnej pracy [czasem ma się serdecznie dość; drugikońcu, to chyba Ty pisałaś, że się przychodzi i milczy - ano, było tak]

        * na granicy pracy literackiej - sic [lacanizm najbardziej bazuje na slowie, przejęzyczeniu, metonimiach etc., byłam zafascynowana metodą] a ja kocham słowa, ale nie puste, mając pełną świadomość bycia grafo-maniakiem [świadomość bycia amatorem jest piękna]

        * wywraca życie do góry nogami [hihi, ludzie sie rozwodza np.]

        * daje oddech.

        Zwykła psychoterapia jest miłą pogadanką o życiu, autopsja [analiza vs. terapia na korzysc tej pierwszej]
    • chin_chilla Re: Psychoterapia 04.02.10, 15:09
      Ja terapię mam z przerwami - czasem są takie okresy kiedy nie chodzę. teraz jest
      taki, kiedy uczęszczam 2 razy w miesiącu.
      Czasem spotkania są trudne, ale sama sobie to tak ustaliłam - z niektórymi
      rzeczami trzeba się rozprawić, a psycholog jest osoba, której mogę powiedzieć
      wszystko bez ogródek. Jeśli nie chce grzebać w przeszłości to nieraz rozmawiam o
      rzeczach które dzieją się teraz i czasem rozmowa sama skręca w kierunku
      przeszłości. Wtedy wiem, ze muszę się z nią rozprawić, że poczuję ulgę.
      Myślę, że wszystko zależy od tego czy ta przeszłość ci ciąży czy nie. Być może
      musisz sie z nią rozprawić, a być może możesz żyć dalej nie ruszajac jej. Nie
      wiem. Ale myśle, że warto kontynuować terapię - jesli nie nad własną
      przeszłością to nad terazniejszością czasem warto popracować.
      • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 15:17
        no to moje doświadczenia są dość podobne
        ja się najpierw wzięłam za bary z teraźniejszością, a potem zaczęłam
        dłubać w przeszłości.. czyli: najpierw "usprawnienie funkcjonowania" a
        potem sięgamy głębiej.
      • poetkam Re: Psychoterapia 04.02.10, 16:31
        Dobry pomysł mi podsunęłaś z tym "dawkowaniem" sobie przeszłości.
        Chętnie skorzystam. Nie dam rady - łzy, kula w gardle - przepraszam,
        nie mogę dalej. Najważniejsze - nie bać się powiedzieć : stop. To w
        końcu ma być terapia z pożytkiem dla mnie.
        Dziękuję Wam za cenne rady
        • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 16:43
          a to ty nie mówiłaś terapeucie STOP? A terapeuta nie zatrzymuje się,
          gdy widzi, że nie wyrabiasz? ojjjj, to my tu wszystkie "ze złej
          strony pukałyśmy" smile

          A swoją drogą, tak z innej beczki trochę: dlaczego łzy i kula w
          gardle nie miałyby znaleźć w gabinecie bezpiecznego ujścia? Myśle, że
          to najbezpieczniejsze miejsce na takie rzeczy... ale "myślę", bo sama
          przepraszałam (!) wielokrotnie terapeutów za to, że płaczę... choć
          wiem, ze to głupie przepraszanie, a płacz jest jak najbardziej na
          miejscu. Aczkolwiek każdy z terapeutów zatrzymywał się na łzach.
          Odczekiwał i ewentualnie szedł dalej - i ci skuteczni, i mniej
          skuteczni. Z wyjątkiem behawioralnych, którzy żadnych łez nie byli w
          stanie ze mnie upuścić.
          • poetkam Re: Psychoterapia 04.02.10, 16:48
            lolinka2 napisała:

            > a to ty nie mówiłaś terapeucie STOP? A terapeuta nie zatrzymuje
            się,
            > gdy widzi, że nie wyrabiasz? ojjjj, to my tu wszystkie "ze złej
            > strony pukałyśmy" smile

            Ja nie mam jeszcze zbyt długiego widać doświadczenia, temu to dla
            mnie taki trudne...


            > przepraszałam (!) wielokrotnie terapeutów za to, że płaczę...

            kurczę, ... mam nadzieję, że ja nie będę...
            • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 17:04
              czy ja wiem, czy to od doświadczenia zależy?

              ja mam "w zestawie" mechanizm taki, że jeśli coś przekracza moje
              granice, to komunikuję fakt - i to działa np u dentysty, ginekologa
              (jak boli, to mówię) i podobnie u terapeuty... więc po prostu nie
              przypuszczałam w całym swym niedouczeniu tongue_out że ktoś może mieć
              inaczej, bo u mnie jest to jakaś jednak podstawa instynktu
              samozachowawczego "nie dać się skrzywdzić".
    • xsenia Re: Psychoterapia 04.02.10, 15:15
      może jakiś przykład skutecznej interwencji?

      jeden, jedyny, malutki

      przykład na celne pytanie mistrza terapeuty, które doprowadziło do
      wglądu.
      wiem, że to jest top secret, ale chyba ktoś mógłby przedstawić jeden
      mały epizod zmieniając krytyczne dane.

      bardzo proszę smile

      w zamian mogę opowiedzieć dykteryjki o terapeutach, superwizorach i
      ich spotkaniach. niektóre mocne.

      • majagor Re: Psychoterapia 04.02.10, 16:58
        Moja psycholog tak naprowadziła mnie na rozmowę, że przyznałam jej się, że
        zostałam zgwałcona.
        Nie wiem do teraz jak tego dokonała, bo ja ten incydent skutecznie wybiłam sobie
        z głowy. Gdy to mi się zdarzyło [miałam 14 lat] także nikomu o tym nie
        powiedziałam. Żyłam z tym i robiłam wszystko, by nie pamiętać. Aż tu nagle
        wyleciało mi z ust.

        Straszne było odkryć to na nowo. Straszne było przeżyć to po raz kolejny. Ale,
        gdy emocje opadły, gdy jakoś zaczęłam z tym żyć.. okazało się, iż pełno zachowań
        z dotychczasowego życia było spowodowane tym, iż 5 kolegów krzywdę mi zrobiło.
        Tyle, że ja nie wiedziałam, iż to właśnie to jest podłoże pewnych zachowań.
        Oczywiście - psycholog poleciła mi zgłoszenie sprawy na policję, oczywiście
        zapewniała mi pomoc psychologiczną, chciała mi załatwić dobrego adwokata itd.

        Uzmysłowiła mi także, że to nie była moja wina. Że to oni powinni się tego
        uczynku wstydzić - nie ja. Że ja [poza tym co zrobiłam w obronie] nic zrobić
        więcej nie mogłam. Uzmysłowiła mi, że oni dokonali strasznego przestępstwa,
        którego ja jestem ofiarą.

        O taki przykład Ci chodziło? Bo może źle zrozumiałam - dziś z myśleniem,
        czytaniem u mnie ciężko - padam na ryj ze zmęczenia..
    • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 04.02.10, 21:39
      Decyzja o terapii to jedna z ważniejszych decyzji w życiu, nie do podejmowania
      na emocjach - tak samo jak nie decydujesz natychmiast po kłótni z facetem, czy
      się z nim rozwieść czy nie. (Chyba nie?) Na pewno terapia nie polega na tym, że
      jest zawsze dobrze, miło i słodko.

      To, że są ciężkie sesje, to normalne. I że przychodzi chęć ucieczki. To, że
      możesz nie czuć się na siłach, też. Tylko mów, mów, mów o tym terapeucie. W
      trakcie sesji. Na następnej. Natychmiast, jak sobie uświadomisz. Terapia to nie
      tylko rozgrzebanie przeszłości, to także - co najmniej w takim samym stopniu -
      analiza "tu i teraz" w relacji z terapeutą. Mów o wszystkim, co ci na myśl
      przychodzi, bez szczypania się, że głupio, że nie wypada, że gościowi przykrość
      zrobisz, itd itp. Dopiero taki stan stwarza przestrzeń do pracy.

      Gdybym miała doradzać - nie rezygnuj, ale uważaj na swoje granice, chroń ich.
      Myślę, że możesz mieć z tym kłopot, ale gdzieś się tego trzeba nauczyć. Warto w
      każdym razie. Terapia ma swój rytm, i po mocnych, głębokich przeżyciach
      potrzebny jest dystans, odpoczynek, zebranie sił na następną "wywrotową" sesję.
      Nie da się cały czas na maksymalnych obrotach. Nie oczekuj tego od siebie, o to
      też cię trochę podejrzewam... Po prostu przychodź, to w dłuższej perspektywie
      samo w sobie bardzo dużo daje.

      PS Mnie się zdarzało przychodzić i mówić "dzisiaj nic nie będę mówić". Moja pani
      na to zwykle "to nie". Miałam też takie sesje, na których po prostu siedziałam i
      płakałam. I mówiłam jej, że ma ze mną być, a nie drążyć, bo nie chcę i nie
      jestem w stanie drążyć. Była. Pomagało.

      I tak i mi jeszcze przyszło do głowy - daj sobie luz tego dnia. Jeśli się da,
      nie planuj już nic później na wieczór, niech to będzie czas dla ciebie. Sesja w
      tobie pracuje, nie zamyka się na tej jednej godzinie. Nie oczekuj od siebie, że
      zamkniesz drzwi gabinetu i wszystko zostawisz za nimi.
        • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 04.02.10, 22:32
          hihi, lolinka przynosi prawdę, a ktoś odmawia współpracy, bo ma własną wink
          sorry, ucieszyłam się.

          tak czy inaczej, terapeuta powinien być gotowy do rozmowy na temat tego, co się
          dzieje między nim i pacjentem, także do refleksji nad sobą. mi to dawało duże
          poczucie bezpieczeństwa.
          • lolinka2 Re: Psychoterapia 04.02.10, 22:45
            bardziej mi szło o nieprzepracowane przez terapeutę kwestie
            przeniesień/ przeciwprzeniesień i dzieją się rzeczy, które można w
            fajne spokojnie zamienić, a on się wkurza... no i błędne koło.
    • perfekcjonizm Re: Psychoterapia 05.02.10, 16:12
      A nie myślałaś, czy te lęki nie są ucieczkowe?. Im bardziej w głąb tym bardziej
      psychika oporuje. To się dzieje podświadomie. Psychika blokuje dostęp do
      prawdziwych emocji, bo są trudne do zniesienia. Może masz jakieś nieświadome
      wyobrażenie na temat swojej przeszłości czy na temat reakcji jaką mogą wywołać w
      Tobie wspomnienia.

      Piszę o tym z doświadczenia po swojej długoletniej terapii. Przyszłam pod czas
      niej chyba wszystkie możliwe stany, wszystko żeby tylko nie zmierzyć się z
      prawdą o sobie.
    • poetkam Re: Psychoterapia 05.02.10, 21:29
      Byłam dziś u mojej pani psycholog. Ok., będę brała leki, pani Agnieszko.
      Powiedziałam, że boli. Linia życia na razie idzie w odstawkę do momentu poprawy
      mojego nastroju. Ryczałam jak bóbr - no widzę nareszcie pani Magdo u pani
      reakcję, nie tłamsi pani uczuć, jak do tej pory. Widzę postępy. Nie wiedziałam,
      że podczas niepokoju, stresu przestaję oddychać... Kurczę... Też tak macie?
      Zostało mi to uświadomione...
      Dziękuję za otuchę. Jesteście kochani...
      • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 06.02.10, 00:45
        tak, to jak bardzo emocje siedzą w ciele jest niewiarygodne. To akurat
        odkrywałam sama, nie na terapii, trochę na marginesie zajęć z emisji głosu i
        wyjazdu okołokręgosłupowego. Ale to niewiarygodne. Robiliśmy tam m.in. takie
        ćwiczenie - umiejscowić emocje w ciele. co czuję i gdzie. potem im dalej w
        terapię, tym bardziej czułam i tym bardziej wiedziałam CO.

        Spróbuj też zwrócić uwagę na to, jak jesteś spięta. Dłonie zaciśnięte na siatce,
        na poręczy w autobusie, na telefonie... szyja przed kompem... nogi zaplecione...
        nie mówiąc już o żuchwie i szczękościsku. i za każdym razem rozluźniać,
        rozluźniać, rozluźniać... pomaga. jeśli piszę oczywistości, to przepraszam. dla
        mnie to było duże odkrycie.
        • xsenia Re: Psychoterapia 06.02.10, 08:17
          > tak, to jak bardzo emocje siedzą w ciele jest niewiarygodne

          cieszę się, ze to odkryłaś

          to jest nie tylko wiarygodne, ale i oczywiste
          przykładowo taki wariograf - wszyscy wiemy jak działa

          dochodzenie do tego poprzez odpamiętywanie/konstruowanie wspomnień to
          jak jechać ze Szczecina do Świnoujścia przez Przemyśl

          BTW wiesz, że często "przypominamy" sobie zdarzenia, które nigdy nie
          miały miejsca? nene, to nie sugestia złośliwego terapeuty. tak działa
          pamięć. kropka. jest to jeden z powodów dla którego uważam grzebanie
          w worku owsa, w którym oddzielnie ziarna od plew jest niemożliwe, za
          bezcelowe.


          • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 06.02.10, 17:17
            1) źle się wyraziłam - niewiarygodne jest to, jak znikomą mamy zwykle (w
            zachodnim kręgu cywilizacyjnym) tego, że emocje siedzą w ciele
            2) dla mnie nie było to oczywiste i znam x osób, dla których oczywiste to nie
            jest i które świadomość ciała mają zerową
            3) nie wiem jak działa wariograf
            4) nienawidzę retoryki "wszyscy wiemy". skąd wiesz, co ja wiem? a jeśli czegoś
            nie wiem, to co? przestępstwo? ciemnogród? wqrwia mnie taki ton. chętnie się
            dowiem.
          • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 06.02.10, 17:28
            > dochodzenie do tego poprzez odpamiętywanie/konstruowanie
            > wspomnień to jak jechać ze Szczecina do Świnoujścia
            > przez Przemyśl

            Jak nie ma innej drogi, to się jedzie przez Przemyśl, a czasem innej drogi nie
            ma. Jeśli chodzi o mnie, to jestem pewna, że bez backgroundu terapeutycznego nie
            byłabym w stanie tych emocji odnaleźć. Jak się ma coś zlokalizować, to najpierw
            trzeba umieć to rozpoznać.

            > BTW wiesz, że często "przypominamy" sobie zdarzenia,
            > które nigdy nie miały miejsca? nene, to nie sugestia
            > złośliwego terapeuty. tak działa pamięć. kropka.

            tak, czasami tak bywa, to akurat wiem. najczęściej jednak przypominamy sobie
            zdarzenia ze świadomości wyparte, takie, które trzeba było wyprzeć, żeby w danym
            momencie przeżyć. mechanizmy obronne bywają bardzo mocne i na pewnym etapie są
            potrzebne, wyparcie do nich należy.

            > jest to jeden z powodów dla którego uważam grzebanie
            > w worku owsa, w którym oddzielnie ziarna od plew
            > jest niemożliwe, za bezcelowe.

            parę postów wyżej miałaś przykład na to, że nie jest to sposób jedyny i że
            psychoterapia jest do tego drogą równie uprawnioną. przypomnę tylko, że
            napisałaś, że historia cię poraziła i nie będziesz zadawać głupich pytań.
            szkoda, że nie dodałaś jeszcze, że nie będziesz w tak protekcjonalny sposób
            wyrażać się o innych niż twoje doświadczeniach.

            Drogi są różne, a celem "grzebania w worku owsa" zwykle nie jest jedynie
            pozbycie się napięć w ciele. Co jednak jest dobrym skutkiem ubocznym. Tak,
            najlepiej by było, gdyby każda terapia była kompleksowa - współpraca psychiatry,
            psychoterapeuty i kogoś, kto pracuje z ciałem, a najlepiej wszystkie te
            kompetencje w jednej osobie. Ponieważ to mało realne, trzeba sklejać z kawałków.

            Jesteśmy różni, i to co dla jednego jest drogą do szczecina przez przemyśl, dla
            drugiego jest skokiem za miedzę. Twoje prawo nie lubić "grzebania w worku owsa",
            moje prawo uważać je za błogosławieństwo.
            • xsenia Re: Psychoterapia 06.02.10, 18:04
              nie zamierzam odwodzić nikogo od zatruwania sobie życia
              psychoterapią.
              ba! znam takich, którzy się terapeutyzują dla sportu.

              Ty masz prawo wyznawać mitologię wyparcia, ja mam prawo powtarzać
              swoje zdanie n/t biznesu terapeutycznego. Po tym pojęciem rozumiem
              zasadniczo sytuację jedna pani drugiej pani opowiada historie.

              Powiem więcej; nie neguję at all zasadności pracy nad softwearem
              (hardweare poprawiamy lekami), ale to co tutaj czytam podobne jest
              raczej do leczenia łupieżu przez przystawienia pijawek, niż do
              konstruktywnej reorganizacji niefunkcjonalnych struktur poznawczych.

              Ta Wasza psychoterapia tak ma się do wiedzy naukowej jak medycyna
              alternatywna do medycyny. Są tacy, którzy wierzą że na raka pomaga
              sok z Noni, a jak brzuch po nim boli to tym bardziej pomaga. Na to
              nie ma rady.

              Jako ciekawostkę powiem, że toczy się coś na kształt sporu między
              lobby starych wyjadaczy, którzy uważają że pacjentowi w czasie
              terapii powinno się pogorszyć, a ich konkurentami będącymi odmiennego
              zdania. Starzy wyjadacze wiedzą że z pacjenta, któremu nasilają się
              objawy wycisną więcej kasy, a nowi chcą im odebrać klientów bardziej
              atrakcyjną ofertą.

              To jest biznes, podobnie jak leczenie zębów, z tą różnicą że
              terapeuta nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje działania.


              • majagor Re: Psychoterapia 06.02.10, 19:53
                xsenia napisała:

                > Jako ciekawostkę powiem, że toczy się coś na kształt sporu między
                > lobby starych wyjadaczy, którzy uważają że pacjentowi w czasie
                > terapii powinno się pogorszyć, a ich konkurentami będącymi
                odmiennego
                > zdania. Starzy wyjadacze wiedzą że z pacjenta, któremu nasilają
                się
                > objawy wycisną więcej kasy, a nowi chcą im odebrać klientów
                bardziej
                > atrakcyjną ofertą.
                >
                > To jest biznes, podobnie jak leczenie zębów, z tą różnicą że
                > terapeuta nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje działania.
                >

                Jako ciekawostkę napiszę Tobie, iż moja psycholog przyjmowała mnie
                za darmo. Gratis. Zupełnie gratis. Potrafiła przyjść godzinę
                wcześniej do pracy, by mieć czas dla mnie, potrafiła zostać po
                godzinach, gdy mój stan tego wymagał. Za darmo. Tak po prostu.
                Odbierała zawsze telefon ode mnie. Zapraszała do siebie mego
                ówczesnego faceta, by z nim porozmawiać i nawet czekoladki za to
                przyjąć nie chciała.

                Pisałaś też wyżej, iż czasem przypomina się podczas psychoterapii
                coś, co nigdy nie miało miejsca. Owszem. Ja zostałam skonsultwana w
                kierunku mego "wyznania" z innymi psychologami i psychiatrą - oraz
                wygrzebałam stare swoje zapiski, które czyny mych "katów" opisywały -
                zapiski te mogłyby być dowodem w sprawie, miałam także chęć zeznań
                jednego świadka. Po moim wyznaniu u psycholog zaczęłam szukać
                dowodów, zaczęłam grzebać w przeszlości.. i akurat ten przykry
                incydent miał u mnie miejsce..

                Tak naprawdę u psychologa odkryłam straszną prawdę. Jedną z
                okrutniejszych. Ale to odkrycie, oswojenie się z tym, zrozumienie
                pewnych spraw pozowliło mi normalnie żyć, normalnie żyć w kontaktach
                męsko-damskich. Nie chcę tu pisać szczegółów - są dla mnie zbyt
                osobiste - ale naprawdę te odkrycie zwiększyło mi jakość życia.
                • xsenia Re: Psychoterapia 06.02.10, 20:23
                  niczego Tobie osobiście nie imputuję, nie czuję się więc także
                  adresatem powyższej riposty.
                  fajnie, że ktoś twierdzi ze mu terapeuta pomógł.
                  nieodpłatna sesja uchodzi w środowisku za brak profesjonalizmu.

                  wszyscy ludzie funkcjonują w pewnym stopniu "na automatycznego
                  pilota" według algorytmów, których kiedyś tam nabyli. czasem te
                  programy są wadliwe i wówczas zasadne jest dążenie do zmiany. tyle,
                  że wałkowanie przeszłości nie jest jedyniesłuszną drogą do tego celu.
                  tym bardziej, że odtworzenie warunków w których doszło do
                  ukształtowania się wadliwego schematu jest praktycznie niemożliwe.
                  czasem takie wzorce są przekazywane z pokolenia na pokolenie jak
                  klątwa. grzebanie w tym prowadzi tylko do mnożenia pytań
                  retorycznych.
                  • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 06.02.10, 21:44
                    A tak z ciekawości - jakie jest twoje w dziedzinie psychoterapii doświadczenie?
                    Skąd czerpiesz wiedzę?

                    Przeraża mnie ton, którym formułujesz swoje wypowiedzi. Odrzuca od jakiejkolwiek
                    rozmowy, ale może to i słusznie, bo jaki miałby być jej cel? Zaproszenia do
                    dialogu nie widzę, a na twoje jedynie słuszne poglądy mam skuteczne antidotum.
                    Swoje wink
                  • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 07.02.10, 00:35
                    > nieodpłatna sesja uchodzi w środowisku za brak profesjonalizmu.

                    ...albo za wynik kontraktu placówki zatrudniającej lekarza z NFZ?

                    > czasem te programy są wadliwe i wówczas zasadne jest
                    > dążenie do zmiany. tyle, że wałkowanie przeszłości
                    > nie jest jedynie słuszną drogą do tego celu.

                    Nikt tu nie twierdzi, że jest drogą jedynie słuszną
                    za to ty twierdzisz, że jest drogą niesłuszną [frajerską, zatruwającą życie,
                    nabijaniem ludzi w butelkę, itd itp].
                    I to mnie wkurza.

                    > tym bardziej, że odtworzenie warunków w których doszło do
                    > ukształtowania się wadliwego schematu jest praktycznie niemożliwe.

                    Wcale nie chodzi o odtworzenie warunków, jeśli masz na myśli dotarcie do
                    aptekarskiej prawdy na temat czegoś, co zdarzyło się x lat temu. Chyba nikt
                    normalny nie będzie twierdził, że jest to w czyjejkolwiek mocy, wymagałoby tego,
                    żeby subiektywny odbiór rzeczywistości dał się zobiektywizować - moim zdaniem
                    się nie da. Odbudowanie faktów to zadanie raczej dla detektywa, terapia zajmuje
                    się odszukiwaniem i porządkowaniem emocji. Fakty są wtórne, co nie znaczy, że
                    nie istnieją.

                    > czasem takie wzorce są przekazywane z pokolenia na pokolenie jak
                    > klątwa. grzebanie w tym prowadzi tylko do mnożenia pytań
                    > retorycznych.

                    Albo do przerwania zaklętego kręgu.
                    Ja nie znam na to przerwanie innej metody.
                      • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 07.02.10, 23:08
                        Jest. Gdyby nie było, nie chodziłabym. Być może w ostatecznym rezultacie moje
                        niefunkcjonalne struktury poznawcze zostaną na tyle konstruktywnie
                        zreorganizowane, bym zasłużyła sobie na twoją przychylną o nich opinię. Ale nie
                        przypuszczam - myślę, że azymut mamy zupełnie inny.

                        Za co tyle jadu, co?
              • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 06.02.10, 23:42
                > nie zamierzam odwodzić nikogo od zatruwania sobie życia
                > psychoterapią.

                nikotyna?
                alkohol?
                narkotyki?
                metale ciężkie?

                > ba! znam takich, którzy się terapeutyzują dla sportu.

                A ja takich, którzy perwersyjnie uczą się suahili, mimo tego, że nie znaleźli
                się akurat w środku afrykańskiego buszu ani nawet nie planują się tam znaleźć.
                Są też tacy, którzy z równą perwersją odmieniają czasowniki w językach, którymi
                nikt nie mówi, sama do nich należę. Zapewniam cię, że sprawia mi to dużo frajdy
                i gówno mnie obchodzi to, co o zasadności takich poczynań myślą sobie inni. mam
                też przyjaciół, którzy w czasie wakacji odkopują w rosyjskim stepie gliniane
                skorupy i uważają to zajęcie za fascynujące.

                > Ty masz prawo wyznawać mitologię wyparcia,

                Zjawisko mechanizmów obronnych jest akurat przebadane na wylot, jeśli potrzebna
                ci naukowa literatura, to zapewniam cię, że znajdziesz sterty. Jestem daleka od
                wyznawania jakiejkolwiek mitologii, ale trudno mi zaprzeczać czemuś, czego
                doświadczam na własnej skórze. To, że nie tylko ja, mówi, że jest to
                doświadczenie powtarzalne, literatura naukowa mówi, że przydarza się nie tylko w
                zasięgu mojego wzroku.

                > ja mam prawo powtarzać
                > swoje zdanie n/t biznesu terapeutycznego.

                ...i żydomasońskiej mafii rządzącej światem, a zwłaszcza IV RP....

                > Po tym pojęciem rozumiem
                > zasadniczo sytuację jedna pani drugiej pani opowiada historie.

                nie rozumiem tej definicji

                > Powiem więcej; nie neguję at all zasadności pracy nad softwearem
                > (hardweare poprawiamy lekami),

                a mogłabyś napisać, co jest dla ciebie hard,
                co soft, i czego NIE negujesz?

                > Ta Wasza psychoterapia

                jaka?
                czyja?

                [ciąg dalszy być może nastąpi, nie wiem, czuję się zniesmaczona retoryką twoich
                postów]
              • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 07.02.10, 00:21
                > to co tutaj czytam podobne jest
                > raczej do leczenia łupieżu przez przystawienia pijawek, niż do
                > konstruktywnej reorganizacji niefunkcjonalnych struktur
                > poznawczych.

                Ja nie chodzę na terapię po to, by mi ktokolwiek reorganizował moje struktury
                poznawcze, konstruktywnie lub nie. Chodzę po to, by bardziej rozumieć siebie i
                świat. Bardziej, a nie "właściwie" albo "funkcjonalnie". Jak dla mnie może to
                być zupełnie niefunkcjonalne, trudno, mogę być zombie, chcę być szczęśliwa, nie
                wyłącznie funkcjonalna.

                > Ta Wasza psychoterapia tak ma się do wiedzy naukowej jak medycyna
                > alternatywna do medycyny.

                Psychoterapia sama w sobie nie jest naukowa, choć czerpie garściami z wiedzy
                psychologicznej. Zapewniam cię jednak, że medycyna w naszym codziennym użyciu
                [czyli leczenie] równie 'nienaukową' jest. Człowiek jest zbyt skomplikowany,
                żeby go rozłożyć na części pierwsze, gdyby się dało, to by już dawno żadnych
                chorób i umierania nie było. Lekarz ma narzędzia, którymi się posługuje (wiedza,
                badania, leki, standardy), ale same te narzędzia wiele nie zrobią, musi jeszcze
                umieć z nich skorzystać, a tego nie uczy się z podręcznika, tylko z obserwacji,
                doświadczenia, prób i błędów. Z psychoterapią jest tak samo. Naukowa w medycynie
                to IMHO jest co najwyżej histopatologia, bo wszędzie tam, gdzie jest żywy
                człowiek, jest też niewiadoma.

                > Są tacy, którzy wierzą że na raka pomaga
                > sok z Noni, a jak brzuch po nim boli to tym bardziej pomaga. Na to
                > nie ma rady.

                Jeśli pod pojęciem "medycyny alternatywnej" rozumiesz jedynie picie soku z Noni,
                to smutne. Bo moje zdanie jest takie, że o ile zachodnia medycyna osiągnęła
                mistrzostwo w dziedzinie chirurgii, o tyle w całej reszcie brnie w ślepą
                uliczkę. Świetnie leczy pojedynczy objaw, gorzej z całym człowiekiem. O
                skuteczności np. akupunktury napisano wiele prac, co do soku z Noni, nie wiem.

                > Jako ciekawostkę powiem, że toczy się coś na kształt sporu między
                > lobby starych wyjadaczy, którzy uważają że pacjentowi w czasie
                > terapii powinno się pogorszyć, a ich konkurentami będącymi
                > odmiennego zdania. Starzy wyjadacze wiedzą że z pacjenta,
                > któremu nasilają się objawy wycisną więcej kasy,
                > a nowi chcą im odebrać klientów bardziej atrakcyjną ofertą.

                Ho ho, tak tak, a te dyskusje odbywają się u ciebie w domu przy kawie, tak?
                Jeśli masz na myśli to, że są różne szkoły terapeutyczne, i że różnią się one,
                oprócz narzędzi, także filozofią człowieka i rozumieniem procesu terapii - to
                żadna Ameryka to chyba nie jest.

                > To jest biznes, podobnie jak leczenie zębów, z tą różnicą że
                > terapeuta nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje działania.

                U nas nie ponosi. Być może kiedyś doczekamy się w PL dobrej ustawy o zawodzie
                psychoterapeuty, jest to zjawisko na Zachodzie raczej powszechne.

                A z tego porównania wnioskuję, że ponieważ leczenie zębów jest biznesem, to masz
                w zanadrzu lepsze sposoby na próchnicę i paradontozę. Nie bądź świnia, podziel
                się z nami, bo my tu frajerzy cały czas zasilamy kieszeń tych oszustów
                stomatologów.
    • kamyczek_0 Re: Psychoterapia 07.02.10, 13:45
      A ja nie mam szans na psychoterapię. W moim mieście nie ma nikogo, zresztą gdyby
      był to i tak bym nie skorzystała z wiadomych powodów. W najbliższym, w którym
      studiuję (pasowałoby) nie ma nikogo konkretnego (przekopałam neta, wywiad
      zrobiłam). W dalszej kolejności zostaje mi duże miasto, ale to wyprawa - spora
      odległość jak na takie wizyty. Poza tym czasowo półdniowa biorąc pod uwagę
      dojazd w tą i z powrotem plus korki, itp.
      Przydałaby się, ale co z tego...
      • 36.a Re: Psychoterapia 07.02.10, 15:08
        Nie chcesz - znajdziesz wymówkę. Chcesz - znajdziesz sposób.
        Wymowne.
        Jak bardzo Cię poplątanie w środku przyciśnie, to będziesz tracić i pół dnia.
      • majagor Re: Psychoterapia 07.02.10, 18:49
        kamyczek_0 napisała:

        > A ja nie mam szans na psychoterapię. W moim mieście nie ma nikogo,
        zresztą gdyb
        > y
        > był to i tak bym nie skorzystała z wiadomych powodów. W
        najbliższym, w którym
        > studiuję (pasowałoby) nie ma nikogo konkretnego (przekopałam neta,
        wywiad
        > zrobiłam). W dalszej kolejności zostaje mi duże miasto, ale to
        wyprawa - spora
        > odległość jak na takie wizyty. Poza tym czasowo półdniowa biorąc
        pod uwagę
        > dojazd w tą i z powrotem plus korki, itp.
        > Przydałaby się, ale co z tego...

        Wiesz Kamyczku, ja także mieszkam w małym mieście, gdzie także nie
        mam możliwości. Studiowałam w większym mieście - codziennie
        dojeżdżałam - i psychoterapię tam sobie znalazłam. Oczywiście
        kosztowało mnie to sporo zapału, czasu - czasem kończyłam zajęcia na
        uczelni o 12 a psychologa miałam na 16/17.. nie opłacało mi się
        oczywiście jechać do domu.. więc czekałam szwędając się po mieście,
        przesiadując w bibliotekach.. Wracałam czasem do domu o 21, by na
        drugi dzień wstać o 5 i jechać na zajęcia.
        Przez terapię straciłam kontakt z koleżankami ze studiów - gdy one
        lecialy na wspólną kawę, wspólne zakupy.. ja leciałam do psychologa
        czy na terapię grupową [w ośrodku, gdzie miałam psychoterapię
        spędzałam 4 popołudnia w tygodniu]. Do tego dochodziły moje dojazdy
        do domu, dojazdy PKS'em, przygotowanie się na zajęcia.., a i jeszcze
        pracę sobie znalazłam na weekendy.
        Więc jak się chce - to można. Naprawdę.

        Teraz także czekam na terapię w tym wiekszym mieście. Już tam nie
        studiuję - więc będą to wyjazdy specjalnie na terapię. Także do
        lekarza tam chadzam. Na dojazdy tracę 2 godz + jazda tramwajem po
        mieście + czas wizyty.. Więc można, trzeba tylko chcieć.
      • drugikoniecswiata Re: Psychoterapia 07.02.10, 23:19
        Zgadzam się z dziewczynami. Długo nie wyobrażałam sobie terapii z powodów
        finansowych. Zaczęłam chodzić, gdy odłożyłam kasę na 3 miesiące - i na taki czas
        się z terapeutką umówiłam. Potem okazało się, że wcale po 3 miesiącach kończyć
        nie chcę. Zaryzykowałam, stała się pozycją nr 1 w budżecie, i tyle. Z różnych
        rzeczy rezygnowałam, z tego nie. Moja terapeutka parę razy pokazywała mi
        odmienną perspektywę - gdy mówiłam, że mnie na coś nie stać, pytała, czy stać
        mnie na to, żeby tego NIE robić? Po jakimś czasie przyznałam jej rację. Nie było
        mnie stać na to, żeby NIE chodzić na terapię.

        I moje życie towarzyskie również co nieco ucierpiało - nie tylko z przyczyn
        czasowych. Także kwestia przestrzeni emocjonalnej, którą terapia zajmuje, siły.
        I plany osobiste (przeprowadzka) odsunęłam na bliżej nieokreślone później. Ja
        uznałam, że dopóki chodzę - to jest nr 1 i już. Nie, nie na starcie, ale po
        mniej więcej 1,5 roku miałam w tej sprawie jasność, poukładało mi się. Da się.
        Kwestia priorytetów.

        Jeśli chcesz, napisz na priv gdzie mieszkasz, mogę pomóc ci szukać.
        • xsenia Re: Psychoterapia 08.02.10, 07:54
          drugikoniecswiata napisała:

          > Zgadzam się z dziewczynami. Długo nie wyobrażałam sobie terapii z
          powodów
          > finansowych. Zaczęłam chodzić, gdy odłożyłam kasę na 3 miesiące - i
          na taki cza
          > s
          > się z terapeutką umówiłam. Potem okazało się, że wcale po 3
          miesiącach kończyć
          > nie chcę. Zaryzykowałam, stała się pozycją nr 1 w budżecie, i tyle.
          Z różnych
          > rzeczy rezygnowałam, z tego nie. Moja terapeutka parę razy
          pokazywała mi
          > odmienną perspektywę - gdy mówiłam, że mnie na coś nie stać,
          pytała, czy stać
          > mnie na to, żeby tego NIE robić? Po jakimś czasie przyznałam jej
          rację. Nie był
          > o
          > mnie stać na to, żeby NIE chodzić na terapię.

          bingo
    • kamyczek_0 Re: Psychoterapia 08.02.10, 08:51
      Przede wszystkim w grę wchodzi czynnik finansowy. Tak, można powiedzieć że nie
      stać mnie nie chodzić na nią. Ale kasa w pierwszej kolejności idzie na leki
      chadowe. W drugiej na to, żeby w ogóle samodzielnie CHODZIŁA. Mogę zrezygnować,
      ale wtedy nie będę w stanie dojść na tą psychoterapię (bo dojechać mogę,ale
      chyba nie pod sam gabinet. Przebierać nogami trzeba). Mogę sobie pozwolić tylko
      na finansowanie przez NFZ. Innego wyjścia nie ma. Nie mogę zrezygnować z leków i
      odmawiać sobie prawa do chodzenia. Na to i tak idzie majątek i choćbym stanęła
      na głowie to finansowo nie dam rady dziewczyny sad Pewnie, że mogę dojeżdżać te
      150km tylko znowu to kosztuje. Poza tym nie ma nikogo w mojej okolicy. Szukałam
      w necie, dzwoniłam po poradniach, kontaktowałam się z kilkoma poleconymi
      osobami, które mówią że ona zajmują się tylko uzależnieniami. Mojego przypadku
      się nie podejmą i tyle.

      Drugikoniec zaraz napiszę na priva - podesłałaś mi adres inny niż ten gazetowy
      więc zaraz ci wszystko napiszę.
        • poetkam Re: Psychoterapia 07.03.10, 11:34
          marudaczek napisała:

          > ...a ja tutaj tylko na chwilkę ...ja nie dałam
          > rady ...ucieklam....szkoda ale stało sie . Poprostu nie dałam rady .


          Hej! Nie dałaś rady z psychoterapią? Twój post trochę mnie zaniepokoił- odezwij
          się, co?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka