Dodaj do ulubionych

kot z psem

08.10.10, 02:35
Witam. Jestem osobą temperamentną, pewną siebie, dominującą. Zawsze miałam duże powodzenie u płci przeciwnej. Uważałam jednak, że mężczyzna, który jest w stanie zapewnić mi poczucie bezpieczeństwa, musi być równie pewny siebie co ja. Spotkałam takiego i bardzo się zaangażowałam.
Związek od początku był burzliwy, zarówno pod względem namiętności jak i dyskusji o drobiazgi, które przeradzały się w awantury. Schemat był zawsze taki sam.Ja tłumaczyłam coś z pasją, a on za wszelka cenę próbował udowodnić że nie mam racji. Awantury z czasem narosły i rozstaliśmy się. Rozstanie głęboko przeżyłam. Tak głęboko, że popadłam w depresję,a po pewnym czasie stwierdziłam, że to wszystko przeze mnie i że muszę zmienić swój sposób postępowania. Zrozumiałam przede wszystkim, że bardziej zależy mi na tym żeby się ciągle spotykać, niż na weryfikacji jego abstrakcyjnych dla mnie poglądów i sposobów na życie. Wróciliśmy do siebie (z mojej inicjatywy, za sprawą konsekwentnego okazywania bezstresowego koleżeństwa połączonego z rzucaniem uroku ;P )
I teraz układa się nam nieco inaczej. Nie kłócimy się o bzdety. Świadomość jak bardzo mi na nim zależy, pomaga mi w panowaniu nad sobą.
Niestety, ciągle pojawia się jeden problem, z którym nie potrafię się ani pogodzić, ani sobie poradzić. Mężczyzna ten jest zupełnie niekomunikatywny, nie potrafi, nie lubi i nie czuje potrzeby rozmawiać . Ma do tego dość abstrakcyjny, nietypowy sposób rozumowania, przez co odbieram niektóre rzeczy inaczej, niż miał w intencji. W momencie kiedy sprawia mi jakąś przykrość, próbuję poinformować go o tym w możliwie spokojny sposób , używając raczej sformułowań "ja czuję się..." niż "ty to...". Niestety, zanim jeszcze skończę, on mi przerywa i odbija piłeczkę, wracając do starej formy prób udowodnienia mi za wszelką cenę, że nie mam racji, często jako argumentu podając "a Ty to...". Mam wrażenie że temat nie ma tu nawet znaczenia.
Nawet kiedy temat był dla mnie bardzo ważny (np. miałam poczucie że jego zaangażowanie spadło), zamiast spokojnej rozmowy, otrzymywałam odpowiedź, że on uważa że nie mam podstaw żeby się tak czuć i w związku z tym on nie ma zamiaru nic z tym zrobić.
Ani krzyki, ani płacz, ani spokojne rozmowy nie robią na nim wrażenia. Twierdzi przy tym, że zależy mu na mnie. Twierdzi też, że się ciągle czepiam, że ciągle wymyślam jakieś problemy których on nie rozumie, że męczy go to. I wydaje mu się niesprawiedliwe że chcę na niego wpływać, choć powtarzam ciągle, że nie chodzi mi o to żeby zmieniał zdanie, a jedynie żeby uszanował że odbieram rzeczy inaczej i z powodu tego jak się zachował mogłam poczuć się źle.
Czy jest w tym przypadku coś co mogę zrobić, żeby tę farsę ukrócić? Czy powinnam nie informować go jeżeli coś mi się nie podoba? I tak wszystkie problemy rozwiązuję sama, kwestia czy przyjmie rozwiązanie które mu podaję na tacy, czy nie.
Jestem bliska zakończenia tego związku, rozpatruję tylko jeszcze wszystkie ewentualne możliwości, bo wiem że szybko się po rozstaniu nie otrząsnę. A może problem tkwi we mnie?
Obserwuj wątek
    • d.moll.ka Re: kot z psem 08.10.10, 03:12
      nawet jeśli nie jesteście wierzący, może warto?
      www.spotkaniamalzenskie.pl/pl/wieczory_dla_zakochanych_i_rekolekcje_dla_narzeczo
      wiem, że dominikanie też prowadzą takie spotkania. wiele osbób chwali. nie zniechęcaj się, że to firmuje kościół. ich formuła jest oparta na psychologii - znam wiele par po studiach uniwersyteckich, które skorzystrały i polecają innym. zwłaszcza te dominikańskie. to nowoczesny zakon, dla inteligencji.
    • ewa.zeromska Re: kot z psem 08.10.10, 15:29
      Witaj,
      Mężczyzna milczek, zamkniety w sobie, to dość trudny partner, ale zapewne ciekawy. Tacy mężczyźni, jeśli już się z kimś wiążą, to tarktują związek poważnie. Sam fakt, że jest z tobą, jest dla niego deklaracją. Nie umie i nie chce rozmawiać o uczuciach. Rozmowy o tym, że tobie się wydaje, że on już cię nie kocha, że sprawił ci przykrość, że powiedział, czy zrobił coś niemiłego - to dla niego nieistotne drobiazgi, nie warte uwagi. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą - czyli normalka. Skoro jestśmy razem, to nie zawsze jest Boże Narodzenie, wiadomo, więc po co to roztrząsac.
      Dla kobiety, dla ciebie to irytujące i ja to rozumiem. Chyba go nie zmienisz, możesz jedynie zaakceptować i ratowac się poczuciem humoru, luźną, lekko złośliwą, ale inteligentną uwagą, bez roztrząsania.
      Przypuszczam, że dużo chetniej porozmawiałby, o czymś, co go interesuje. Tak, żeby była wymiana myśli, ocen, a nie pretensji.
      Jeszcze raz powtarzam, że to trudny partner. Być może , to typowy samotnik, z którym lepiej się spotykać, a nie być razem na stałe.
      Jeśli tak bardzo ci na nim zależy, to przemyśl, jaka formę powinien przyjąć wasz związek, żebyście się nawzajem nie zamęczyli.
      Nie wydaje mi się, żebyś ty była czemukolwiek winna. Po prostu jesteście skrajnie inni.
      Pozdrawiam
      • dze-jn Re: kot z psem 08.10.10, 16:26
        ewa.zeromska napisała:

        > Witaj,
        > Mężczyzna milczek, zamkniety w sobie, to dość trudny partner, ale zapewne cieka
        > wy. Tacy mężczyźni, jeśli już się z kimś wiążą, to tarktują związek poważnie. S
        > am fakt, że jest z tobą, jest dla niego deklaracją. Nie umie i nie chce rozmawi
        > ać o uczuciach. Rozmowy o tym, że tobie się wydaje, że on już cię nie kocha, że
        > sprawił ci przykrość, że powiedział, czy zrobił coś niemiłego - to dla niego n
        > ieistotne drobiazgi, nie warte uwagi. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą - czyli
        > normalka. Skoro jestśmy razem, to nie zawsze jest Boże Narodzenie, wiadomo, wię
        > c po co to roztrząsac.

        Tak, to prawda. On dokładnie tak uważa.

        > Dla kobiety, dla ciebie to irytujące i ja to rozumiem. Chyba go nie zmienisz, m
        > ożesz jedynie zaakceptować i ratowac się poczuciem humoru, luźną, lekko złośliw
        > ą, ale inteligentną uwagą, bez roztrząsania.

        Wydaje mi się że zaakceptowałam wiele rzeczy. Praca nad sobą, też mnie kosztuje.
        Od pewnego czasu jednak, mój partner przestał reagować kiedy widzi, że sytuacja grozi moim odejściem, czy wtedy kiedy widzi, że sprawia mi ogromny ból. Opiera się spełnianiu próśb bardzo błahych, nic go nie kosztujących. Nie chce współpracować, ani robić nic poza tym, co przychodzi mu z łatwością. Jednocześnie twierdzi, że mu na mnie zależy.
        Rozumiem, że jest to forma uodpornienia na nasze kłótnie. I próba zachowania własnego "ja", wobec moich wcześniejszych nacisków. Ale czy związek może istnieć bez nawet podstawowego porozumienia? Chociażby tylko PRÓB, osiągnięcia jakichś kompromisów?
        Czy jest sens rezygnować z własnych podstawowych wartości, w imię czegoś, co nie wiadomo na czym polega i jest trudne do wyartukułowania? Po prostu nie umiem tego ocenić.
        Jestem młoda(24), nie mam dzieci, nie braliśmy ślubu. Czasami sobie myślę że to za wcześnie, żebym musiała się tak z kimś użerać.

        > Być może , to typowy samotnik, z k
        > tórym lepiej się spotykać, a nie być razem na stałe.
        > Jeśli tak bardzo ci na nim zależy, to przemyśl, jaka formę powinien przyjąć was
        > z związek, żebyście się nawzajem nie zamęczyli.

        Do takich wniosków również doszłam.
        Jednak wymyślanie kolejnych form naszego związku, bez jego udziału, jest już chyba poza moje siły.
        Zobaczymy co czas przyniesie.

        Bardzo dziękuję za poradę!
        Pozdrawiam.
        • ewa.zeromska Re: kot z psem 08.10.10, 19:37
          Więc sama sobie odpowiadasz. Rzeczywiście jesteś młoda i przechodzisz ciężką próbę. Tak się zastanawiam, czy on jest tego wart? Może coś sobie wmawiasz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka