Gość: Kropka_nad_i
IP: 87.207.237.*
30.04.11, 02:08
Zostalam sama z dzieckiem.
O mojego mezczyzne walczylam od samego poczatku. Byl z tzw. zlego towarzystwa. Pil, cpal... Wlaczyla mi sie lampa "kobiety do pomocy" postanowilam go z tego wyciagnac. Bardzo szybko razem zamieszkalismy. Klotni bylo sporo.
Jakis czas po tym zaszlam w ciaze. Wyprowadzilismy sie do mojego mieszkania. Wszystko ladnie, pieknie, ale przestalam mu ufac. Powoli znowu zaczynala sie zabawa. Bywalo tak, ze znikal na pare dni - pojawial sie tylko na chwile zeby mnie udobruchac.
Kiedy narodzilo sie nasze dziecko zaczely sie problemy. Bylo to 8 miesiecy temu. Nie bede sie dokladniej rozpisywac, ale zmeczylo go "siedzenie z nami". Tak, rozumiem, kazdy musi miec czas dla siebie, ale mi tez nie jest latwo, a kiedy nadchodzi weekend bardzo bym chciala posiedziec z nim, z naszym dzieckiem, pojsc na spacer. A w weekend on ucieka do kumpli. Alkohol itd.
Po pojawieniu sie dziecka zaczely sie tez wieksze klotnie. Klotnie, a nawet przepychanki. Zwlaszcza przepychanki pod drzwiami. Co konczylo sie jego wyjsciem i moim placzem, ze znowu mnie popchnal, znowu byl zly. Mialam dosc. Ale bardzo staralam sie o nas walczyc. Byly wieczne powroty, wieczne klotnie i moje "dogadajmy sie jakos".
W ostatnim czasie czulam ze on mnie coraz bardziej oklamuje. Dzwonil telefon, obcy numer "zadzwon jak bedziesz mial jak", zaraz on wychodzil - moj placz, dzwonienie, przez chwile zajety numer. Wraca, mowi - no popatrz nic nie ma w polaczeniach (usunal). I klamstwo, ze on nie wie kto to. Moze pomylka. No nie wie po prostu.
W poniedzialek mnie pobil. Bronilam sie, bardzo, staralam sie ale co moze kobieta zrobic mezczyznie? Zadrapanie? Polamal mi miske na brzuchu (mialam cesarke, straszny bol...), mam mnostwo siniakow - na nogach, rekach, plecach, brzuchu, a nawet na szyi i twarzy(tutaj najdelikatniejszy siniak). Wyszedl z domu w poniedzialek i sluch po nim zaginal. Dzwonilam do jego mamy, spotkalam sie z nia, non stop czekalam az napisze. Czekalam na przeprosiny.
Wczesniej poszlam tez na policje, liczylam na to, ze sad bedzie dla niego pewnego rodzaju pobudka. Zglosilam pobicie.
Z telefonem w rece - dzien i noc, czekalam az sie odezwie, przyjdzie, przeprowadzilam sie do mamy ale codziennie sprawdzalam czy przypadkiem gdzies sie nie pojawil (zmienilam zamki, sam i tak by nie wszedl). Wiem, ze to zalosne, ale liczylam na bukiet kwiatow, przeprosiny, poza policja - umowilam nas do psychologa, ktory zajmuje sie przemoca w rodzinie. On jest z bardzo ciezkiej rodziny, alkohol i bojki byly na porzadku dziennym, matka pijana pod stolem, a jej facet okladajacy dzieci...
Mowilam sobie, ulozymy to jakos. On juz nigdy wiecej nie podniesie na mnie reki - przeciez nigdy taki nie byl!!
A dzisiaj, w piatek, dostaje od niego smsa z pytaniem jak nasz syn i co u nas slychac. Szok. Nastepna wiadomosc - na jednym z portali spolecznosciowych - jak sobie sama radze, jak nasz syn i czy wszystko ok...
Mozecie mnie teraz zjechac z gory na dol, ale sprawdzilam go. Zalogowal sie na portalu randkowym, zaznaczyl sobie ze szuka tylko czegos przelotnego, a w polu "pierwsza randka" zaznaczyl - sex. Ogolnie rzecz biorac szuka znajomosci do seksu.
Byl moim pierwszym mezczyzna. Pierwszym powaznym, a takze pierwszym w lozku, wiec tym bardziej nie moge uwierzyc w to co widze. Spodziewalam sie nie wiadomo czego, a on po prostu wrocil do starego zycia. Zostalam sama z dzieckiem, bez pracy, z mieszkaniem na utrzymaniu i ze zlamanym sercem.
Dalam mu wszystko. Ciuchy - nie mial prawie zadnych jak mnie poznal. Dach nad glowa - nawet zameldowalam go w moim mieszkaniu. Wyciagnelam z alkoholu, cpania, zlego towarzystwa, myslalam ze "zrobilam z niego ludzi". Poswiecilam bardzo wiele. Nie lubil niektorych moich znajomych - juz nawet z nimi nie rozmawiam. Staralam sie zrobic wszystko co moglam. A zostalam sama z problemami.