eyemakk
01.03.02, 12:54
istnieje głęboko zakorzenione społecznie twierdzenie, ugruntowane przysłowiem
"przez żołądek do serca", które... a... chodzi mi o to, że większość facetów
podobno ceni sobie, żeby żona umiała dobrze gotować. podobno to cholernie ważne
dla nich jest.
ja tam nie wiem. jestem facetem, choć żony nie mam, i jeszcze parę lat mieć nie
będę. ale to co dla mnie u dziewczyn jest ważne, to praktycznie wszystko, poza
umiejętnością gotowania w ogóle, czy też "dobrego gotowania" w szczególności.
jedne cechy są bardziej ważne, inne mniej, to już nieistotne.
facet, jak jeszcze nie jest facetem, tylko małym chłopcem, je obiadki gotowane
przez mamę, albo, co gorsza, babcię. cokolwiek by nie mówić o tych paniach
(ważne w życiu dzieciaka i potem też) to jednak seksualne dla takiego osobnika
to one nie są (przynajmniej nie powinny być, jak ktoś ma kompleks Edypa, to już
jego problem); dzieciak rośnie i staje się mężczyzną. i czasem się żeni. i
mieszka z żonką, która mu gotuje. i co?
ano to, że panna, która była atrakcyjnym, seksualnie i sensualnie odbieranym
obiektem staje się następczynią aseksualnej mamuśki i babuni. zaznaczam, że nie
mam na myśli gotowania "a, zrobie mojemu facetowi przyjemnośc i cośtam mu
przygotuję, co lubi"; mam na myśli chamskie, mechaniczne i zrutynizowane
karmienie faceta swoimi daniami przez kobietę, która zaczyna zastępować jego
matkę, a w konsekwencji staje się równie aseksualną w jego oczach.
oczywiście gotowanie to tylko jeden z elementów. do tego dochodzi sprzątanie,
pranie, cały wachlarz czynności. jednak gotowanie ma jedną nad nimi przewagę -
facet nie myśli o przyszłej żonie "żeby umiała dobrze sprzątać", tylko
"gotować" właśnie. innymi słowy sam sobie kopie grób, a raczej swojemu
związkowi.
a więc moje pytania badawcze brzmią tak: czy rzeczywiście dla facetów
(wszystkich innych niż ja) dobra umiejętność gotowania przez kobietę ma tak
wielką wartość? i czy nie zauważają choć odrobiny racji w moim myśleniu? drugie
pytanie kieruję również do pań.
osobne pytanie kieruję do Smyka1 (który w moich oczach nie jest ani facetem,
ani kobietą, tylko eunuchem, strażnikiem-haremu-poprawnej-polszczyzny)
"PODOBAaaaaaa SIĘ MOJAaaaaaaa ORTOGRAFIAaaaaaaaa, PACANIEeeeeeeeeeeeeeeeeee?"