j.k.k
07.06.12, 11:07
witam
mam ogromny problem
U mojego meza zdiagnozowano 2 miesiace temu AIDS
Jest nosicielem wirusa HIV nie wiadomo od jak dawna a objawy jakie zaczely sie u niego pojawiac byly sygnalem ze dzieje sie cos zlego
Stany trudne do wyleczenia, wiele przypadlosci na raz, i po kilku tygodniach szukania przyczyny diagnoza....
Dzieki Bogu moj test wypadl negatywnie, a nie musze pisac co przezylam przez tydzien kiedy czekalam na wyniki, majac przed oczamu ta straszna chorobe ktora dotknie i mnie i nasze kilkuletnie dziecko
To byl koszmar i czas wielkich przemyslen
Nasze drogi moje i meza "rozeszly " sie emocjonalnie jakies 3 latat temu
Jestesmy malzenstwem, mamay wspolne kredyty, dziecko , on kocha mnie wrecz obsesyjnie ale mieszka zagranica od kilku lat i stosunkowo rzadko sie widywalismy
Ja zylam pusta i samotna, oczywiscie utwierdzajac go w przekonaniu ze wszystko jest ok bo przeciez nie moglam go dolowac skoro byl daleko i ciezko pracowal na nasza " emeryture"
Kilka misiecy temu poznalam kogos. Kogos wyjatkowego.
Kocham go i nie wiem co zrobic w calej tej skomplikowanej sytuacji
1) Zostawic meza i zaczac uczciwie zyc z nowym partnerem, bez ukrywania sie oszukiwania bez strachu?A co z moim mezem?
On jest chory i pozucenie go w takim stanie spowooduje mega stres co jest nie wskazane w jego chorobie. Zreszta ciagle mi to powtarza ze moja obojetnosc go zabija, pogarsza jego stan zdrowia a ja jestem jego jedynym lekarstwem...
Ciagle mi przypomina ile dla mnie zrobil, jak mocno mnie kocha , ile poswiecil zyjac na obczyznie, i ze bezemnie jego zycie sie konczy , zrobi sobie cos , przestanie barc leki...
Ja zyje w stresie, mam nerwice, mam poczucie odpowiedzialnosci za jego zycie za jego spokoj, a z drugiej strony nie umiem dac mu tego czego potrzebuje czyli milosci
2) wyzec sie czlowieka ktorego kocham, poswiecic sie dla meza bo jest chory?
Bede wtedy nieszczesliwa, nadal pusta i samotna z poczuciem ze stracilam kogos kogo pokochalam i kto kocha mnie, ze skrzywdzilam ta decyzja fantastycznego czlowieka ktory bardzo mnie wspieral w tych ostatnich najtrudniejszych dla mnie miesiacach, opiekowal sie mna i moim dzieckiem, z ktorym planowalam przyszlosc
Ale za to zyskam spokoj moralny, rodzina sie mnie nie wyzeknie przestanie pietnowac i umoralniac, postapie jak na dobra zone przystalo...
3) opcja pomiedzy....bede z mezem do konca , zaopiekuje sie nim w chorobie, bede wsparciem na tyle na ile zdolam w tej sytuacji i na ile bede umiala sie w niej odnalesc, bede nadal kochac kogos drugiego, czyli bede zyc w oszustwie i klamstwie
Ryzyko....maz jest inteligentny, nie zniesie tego ze bede z nim ze wspolczucia albo z wyzutow sumienia, dowie sie prawdy wtedy znienawidzi mnie i znienawidzi mnie cala rodzina wiem tio
Jego wirusa zdiagnozowano dosc pozno kedy jego odpornosc byla na pograniczy 3 % a natezenie wirusa w organizmie bardzo duze, momo wielu przypadlosci ma silny organizm ktory po wlaczeniu odpowiednich lekow jakos sobie poradzil
Systematycznosci i wszystkie te lekarstwa sprawily ze jakos sie trzyma,
Zycze mu jak najlepiej ale nie wiem co mam zrobic
Ta choroba jest nieuleczalna i wiem ze kiedys zostane z tym wszystkim sama zo on odejdzie.
Wiem ze powinnam byc z nim do konca ale nikt nie wie ile to potrwa.
Jezeli rok to moglabym zrezygnowac ze wszystkiego co dla mnie wazne i poswiecic sie dla niego, starac sie go uszczesliwiac ...a jezeli bedzie zyl 10-20-30 lat czego mu zycze...??
Co wtedy ze mna z moim szczesciem z moim zyciem???