Dodaj do ulubionych

Problem z mezem

14.06.12, 17:15
Witam, prosze o ocene sytuacji
Jestem mezatka od ponad 10 lat, jedno dziecko , mieszkam za granica, jestem tutaj sama , bez rodziny, mam dwie przyjaciolki i kilka kolerzanek, wspolnie z mezem nie mamy zadnych znajomych, maz ogranicza mi kontakty z innymi ludzmi, uwaza ze mamy siebie i nikt nam nie jest potrzebny do szczescia
Od lat w tym zwiazku jestem nieszczesliwa, wg mnie maz zneca sie nade mna psychicznie, ciagle podkresla ze jestem bez niego nikim, ze tylko jego madre myslenie powoduje ze jestem tym kim jestem bo np on mnie namowil na zrobienie prawa jazdy,
Mowi ze jestm nieodpowiedzialna, glupia, bez rozumu,chcialabym widziec swiat na kolorowo a na tym swiat nie polega, ciagle na mnie krzyczy bez zadnego powodu,podkreslajac jaka jestem bezrozumu
Jestem osoba w wiekszosci okresu malrzenstwa utrzymujaca rodzine, prowadze swoj maly biznes,znam bardzo dobrze jezyk, zajmuje sie dzieckiem
Maz , ciagly problem z praca, pijany 5 razy w tyg, bez znajomosci jezyka,
Mieszkamy za granica 10 lat

I ostatnia sytuacja ktora doprowadzila mnie do wariactwa
Wakacje
Oboje postanowilismy juz kilka miesiacy temu ze pojedziemy na wakacje,ja zapytalam znajomych zeby pojechali z nami, a oni sie zgodzili, bo jeszcze nie byli w tym miejscu, nasze dzieci sie bardzo lubia i wogole weselej jest jechac z kims,
Moje dziecko szczesliwe ze jedziemy z kims i ja tez zadowolona bo bedzie towarzystwo
I zaczal sie horror, maz nie jedzie z nimi,bo ich nie lubi, beda komplikacje, zrobilam samowolke i jak chce zeby on jechal musze mu zaplacic
Zarzadal sex analny! Wie ze gdyby nie to ze bardzo chce jechac nigdy w zyciu bym sie na to nie zgodzila, bo dla mnie jest to bol i obrzydzenie
Przez miesiac mnie torturowal ze jak nie zaplace on nie jedzie!
Wie jak dziecko sie cieszy i ja z wyjazdu
Nasze 3 ostatnie wakacje to wyjazdy na trzy dni na krotki odpoczynek,gdzie maz byl caly czas pijany,nigdzie nie chcial wyjsc zobaczyc cos, bo musial pic
On nikogo nie lubi, nie ma kolegow, znajomych , nikomu nie ufa, ogolnie ludzi traktuje nieufnie

Prosze o ocene sytuacji, bo ja wariuje, nie wiem co mam robic, podejrzewam ze on zneca sie nade mna psychicznie, ale moze sama jestem temu winna
Obserwuj wątek
    • Gość: ktosiowa Re: Problem z mezem IP: *.netfala.pl 14.06.12, 17:19
      Dziewczyno to brzmi strasznie... Ty go w ogóle kochasz i chcesz, żeby taka osoba byla wzorem dla Twojego dziecka ?
    • Gość: bbb Re: Problem z mezem IP: *.play-internet.pl 14.06.12, 23:28
      Masz problem.... bo jesteś z facetem (by nie użyć prostych, dosadnych słów o owym Panu), kto Cię nie szanuje, manipuluje, stosuje przemoc... Nie da się zmienić takiej osoby, można się oddzielić... zacząc żyć własnym życiem, a przedew wszystkim chronić dziecko przed przemocą w rodzinie. Nie jestes głupia, jesteś dzielną kobietą, skoro utrzymujesz rodzinę i znasz język.
    • Gość: bubamara Re: Problem z mezem IP: *.play-internet.pl 14.06.12, 23:56
      Właściwie po co Ci taki osobnik na urlopie? Nie chce jechać, niech nie jedzie. Z Twojego opisu wyłania mi sie obraz alkoholika-przemocowca. Przez wiele let czekałam na to, by mąż mnie kochał, szanował, doceniał, bo to ja dbałam o wszystko. Dzień, w którym potrafiłam się pogodzić z myślą, że nigdy się na to się doczekam, bo źle wybrałam, był najważniejszym dniem w moim życiu. Od tego czasu minęło pieć lat, a ja już mam na tyle siły, że nigdy nikomu nie pozwolę na złe traktowanie. Takiej siły wewnętrznej Ci życzę.... Uwierz sobie
    • king.james Re: Problem z mezem 15.06.12, 01:12
      Rzuć go w pizdu.
    • Gość: Joanna Re: Problem z mezem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.12, 08:05
      Jeśli prawdą jest to, co napisałaś, to trudno zrozumieć, co cię przy nim trzyma. Bo jego wiadomo - ma wikt, opierunek , seks i utrzymanie. oczywiście, że powinnaś od niego odejść, tylko on ci prawdopodobnie nie pozwoli - właśnie dlatego tak podle się zachowuje, zeby Cie kontrolować, zebyś się bała żyć samodzielnie. Jestem tez pewna, że nie pozwoli ci odejść, bo jak będzie żyć? Nie umiem Ci poradzić, jak możesz się od niego uwolnić, będziesz potrzebowała pomocy. Pytanie jest nie czy, ale jak , żeby było bezpiecznie dla ciebie i dziecka.
    • Gość: ambasadorowa Re: Problem z mezem IP: *.play-internet.pl 15.06.12, 10:20
      autorko wątku

      to ciekawe
      mąż twierdzi, że bez niego byłabyś nikim?
      -przecież to on bez ciebie byłby nikim-nie widzisz tego?
      utrzymujesz go, pracujesz, zajmujesz się domem i dziećmi,
      on nie pracuje, popija sobie kilka razy w tygodniu wyżywając się na tobie.

      Na Twoim miejscu pojechałabym na ten urlop z dziećmi i ze znajomymi-miałabyś okazję odpocząć od niego, przemyśleć swój związek, być może podjąć poważne życiowe decyzje, zrelaksować się nie oglądając czy on znów się napije. Tak bardzo chcesz na urlopie po raz kolejny zachlanego marudzącego męża? Niech siedzi w domu a Ty z dziećmi spędźcie w końcu wspaniałe wakacje.
      A ten numer z seksem analnym to już totalne przegięcie. Kup sporego ogórka i podchodząc do niego zaproponuj mu seks analny, ale najpierw w jego stronę i bez smarowania.

      Mam męża niepijącego już alkoholika. Gdy pił stosował takie same jazdy jak twój mąż. Codziennie słyszałam, że bez niego jestem nikim, zginę. A co się okazało? Jestem samodzielna, mam swoją firmę, zarabiam na siebie a on niepijący teraz podkulił ogon i zmienił front bo widzi, że beze mnie to nie miałby co do gęby włożyć.
      I powiem Ci jeszcze jedno.
      Sytuacja w Twoim domu ma katastrofalny wpływ na dzieci, mimo że wydaje Ci się, że jest wszystko ok. Nie prawda, one widzą, czują, przejmują wzorzec rodzinny.
      Masz po prostu w domu nieroba ALKOHOLIKA a Ty jesteś współuzależniona, zapewne za tę całą sytuację nosisz w sobie poczucie winy-to jest właśnie jeden z objawów współuzależnienia.
      To jest przemoc psychiczna, gnębienie, zabijanie Twojego poczucie wartości a przede wszystkim pasożytnictwo Twojego męża na Tobie. Przejrzyj na oczy, poczytaj w necie o współuzależnieniu.
      • Gość: Zwyczajna Re: Problem z mezem IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.06.12, 14:22
        Co tu dużo pisać, gościu jest pieprzniety. Nie szkoda Ci życia na takie poniewieranie, szantaże itd? Na świecie jest wielu porządnych facetów. Skoro wiesz, ze sama dasz radę finansowo to zostaw go w cholerę!
    • Gość: uuu Re: Problem z mezem IP: *.toya.net.pl 17.06.12, 16:12
      fuj obleśny dewiant, a tobie przydałby się słownik ortograficzny :/
    • lonely.stoner Re: Problem z mezem 18.06.12, 23:12
      a po cholere ci taki ktos na wakacjach?? pakuj dziecko, siebie i jedz ze znajomymi a facetowi powiedz ze do twojego powrotu ma sie wyprowadzic, albo od razu wyrzuc go i juz.

      A swoja droga- to chyba cos w tym jest, co on mowi- ze bez niego jestes nikim- skoro sama na te wakacje nie chcesz jechac, czy w ogole ze ci taki pomysl nie wpadl do glowy. Po co on ci na tych wakacjach?? zeby humor ci psul??
    • shiraz29 Re: Problem z mezem 20.06.12, 15:13
      Ja pierniczę!!!! Ręce razem z gaciami opadają...:/ Moim zdaniem chyba aż tak bardzo jeszcze nie zwariowałaś,skoro nadal funkcjonujesz....? W cholerę bym go zostawiła,tym bardziej,że z tego co piszesz,to nie jesteś od niego zależna-język znasz,rodzinę sama utrzymujesz-świetnie dałabyś sobie radę bez niego! Trafiłoby to na mój charakterek,to już wiem,co bym powiedziała...: "To ja pojadę z dzieckiem na wakacje,a Ty Kochanie śmigaj na ręcznym,jak masz jakieś braki!!!"
      Sex analny tylko za to,żeby pojechał???!!!Jakieś nieporozumienie...:/

      Dziwi mnie fakt,że w ogóle chcesz,żeby on z Wami tam jechał. Dla dziecka pojechałabym nawet sama ze znajomymi. Co z takich wakacji? Siedzieć i patrzeć jak ciągle łoi-żadna przyjemność...
      • nowagwinea Re: Problem z mezem 20.06.12, 21:11

        Jesli chodzi o wakacje to chcialam zeby jechal z nami bo
        - znajomi jada cala rodzina i nie chcialam im byc kula u nogi jako sama z dzieckiem
        -chcialam ,zeby synek mial tate na wakacjach, mimo ze maz jest beznadziejnym mezem, to ojcem dla dziecka jest dobrym, syn 7 lat uwielbia bawic sie z tata
        -wakacje to wyjazd samochodem 24 godz jazdy , w dzien i noc , przez gory,wiec bylo by bezpieczniej jechac z kims




        Powiedzialam mezowi ,ze bez laski jedziemy sami i ze nie chce zeby z nami jechal i ze juz za pozno i zaraz po wakacjach wnosze pozew o rozwod, juz rozmawialam z adwokatem i poradzilam sie co robic
        Pojechalam z autem do serisu sprawdzic wszystkie plyny i oleje, autko mam gotowe do drogi, zmienilam telefon na telefon z internetem, gps gotowy i zajade sama, bez laski i placenia
        Maz zdziwiony i teraz on mnie prosi czy moze jechac z nami!


        Jesli chodzi o sex to katastrofa, maz od zawsze traktowal sex jako karte przetargowa, albo ,ze mu sie nalezy i zawsze egoistycznie
        Ja czuje do niego odraze , narastalo to latami a od zeszlego lata ,obrzydzenie

        Musze dostac porzadnego kopa zeby odejsc, rok temu zadzwonilam do aa po pomoc i pomoglo, ale na pol roku
        Pod wzgledem materialnym jestem przygotowana na odejscie, mam swoj maly biznes ,ktory zalozylam zaraz po narodzinach dziecka ( jak sie okazalo ze nie moge liczyc na niego)
        Zalozylam tajne konto na ktore od lat skladam pieniadze, maz nie ma pojecia o nim.
        Mysle ze jestem samodzielna rowniez pod innymi wzgledami

        Pozostal ten problem w psychice, ten brak odwagi zeby powiedziec - DZIS ODCHODZE

        • shiraz29 Re: Problem z mezem 20.06.12, 23:24
          Kurcze... Współczuję takiej sytuacji...naprawdę... Wiem,że komuś,kogo ten problem nie dotyczy, łatwo można mówić,doradzać...etc. Jestem w stanie zrozumieć ten brak odwagi....z jednej strony jednak jakoś ciężko mi sobie to wyobrazić,skoro mówisz,że materialnie jesteś gotowa na odejście... Czyżby tak Cię "stłamsił" psychicznie,że boisz się po prostu samotności...?

          Takie życie pod jednym dachem z tyranem nazywam "wegetacją"... Wiem co mówię,tyle że w moim przypadku tym owym "tyranem" była... teściowa... Mieszkaliśmy z mężem u niej dosyć długo i osobiście siedziałam tam tylko dlatego,że nie miałam dokąd pójść... Mam dwójkę małych dzieci,których nie mogłam zostawić bez opieki więc musiałam zrezygnować z pracy,jak zrezygnowałam,to nie miałam wystarczająco dosyć środków do życia a co dopiero mówić o wyprowadzce. I tu mnie miała-pewna,że nie mam dokąd pójść-wykańczała mnie psychicznie... W życiu mnie nikt tak nie upokorzył i mi nie naubliżał,co ona...tylko dlatego,że nie pozwoliłam wtrącać się do naszego życia.... Wiele razy gryzłam się w język,ale ile w końcu człowiek jest w stanie wytrzymać... ?
          Należę do osób,które potrafią w oczy powiedzieć,co myślą na dany temat i tego samego oczekuję od innych.To się niestety matce mojego męża nie podobało... W rozmowie ze mną niby przytakiwała a od rodziny dowiadywałam się jaka to ja nie jestem zołza,że nie chce abym mieszkała w JEJ domu itd. Od niej tego nie usłyszałam.

          Kwestia wychowania dzieci-temat rzeka... Wszystko według tej kobiety robiłam źle-bo już nie tak jak ona mi kazała... Jakoś może dałabym radę ale jak już doszło z jej str. do wyzwisk pod moim adresem i rękoczynów w obecności moich dzieci- powiedziałam DOŚĆ!!! W takiej "patologii" moich synów wychowywać nie będę!

          Postawa męża...Cóż...Wiele zostawiała do życzenia,tyle,że z jednej str. go rozumiałam bo był między młotem a kowadłem,to Jego matka,ale nie docierało do niego też to,że już nie mieszka "Z" mamusią,tylko "U" mamusi.... Nie potrafiłam zrozumieć,że najzwyczajniej w świeci nie potrafi stanąć w obronie własnej żony... Nie kazałam mu się kłócić z matką,odzywać bez szacunku i w żaden sposób nie buntowałam go przeciwko niej (uważam,że nie mam prawa bo tego też nie życzyłabym sobie,gdyby sytuacja była odwrotna),ale do diabła ciężkiego-dzieci i ja,to teraz Jego rodzina-od 10-ciu lat-sam powinien wiedzieć,jak zareagować!!! Nie widział problemu...do czasu... Teściowa tak perfidnie wykorzystywała sytuację i z łapkami do mnie fikała kiedy mój mąż był w pracy a jak wrócił,to się wszystkiego wyparła i przekręcała kota ogonem... A on nie wiedział w końcu komu wierzyć aż sam się przekonał kto jest taki szybki do bicia,i że ja się tylko bronię bo nie jestem żadną gó...arą i sobie nie pozwolę... Otwarcie mu powiedziałam,że jestem tu,bo dzieci pod most nie zabiorę ale prędzej czy później się wyniosę...z nim,czy bez niego,ale w tym piekle siedzieć nie będę.
          Finał był taki,że przez znajomą dowiedziałam się o mieszkaniu do wynajęcia,bardzo szybko wynieśliśmy się od teściowej i bez żadnych awantur żyjemy swoim życiem... Tyle tylko,że ja i dzieci figurujemy jako bezdomni jak na razie,bo kochana teściówka wniosła do UM o wymeldowanie nas-męża oszczędziła... Nie mam z nią żadnego kontaktu,dzieci w ogóle nie chcą do niej jeździć-nie bronię,ale też zmuszać ich nie mam zamiaru... Swoje rozumy już mają i obrazek w pamięci z tamtego domu również... Po 7-miu miesiącach widzieli się pierwszy raz. Co prawda starszy syn kręcił nosem i nie chciał jechać ale tym razem siła wyższa-tłumaczyłam,że za pamiątkę komunijną wypada podziękować pomimo tego,że babcia nie zaszczyciła swoją obecnością na Komunii mojego dziecka...

          Tak się rozpisałam na swój temat (wybacz-gaduła,to ja jestem od urodzenia;)) a w zasadzie chciałam wprost zapytać czy...warto...? Jest jakiś sens w tym,żebyś przez lata męczyła się z tym człowiekiem,a syn patrzył wiecznie na pijanego ojca...? Nie wątpię,że ojcem może być dobrym...tyle,że jakiego ojca to dziecko zapamięta,skoro we wcześniejszym wątku wspomniałaś,że mąż pije 5 dni w tygodniu....?

          Naprawdę...ciężko jest cokolwiek doradzić,bo sama musisz wiedzieć co jest dla Was najlepsze....
          Ja,jeśli chodzi o moją sytuację,w końcu zrozumiałam-ŚWIĘTY SPOKÓJ...BEZCENNY!!!
          Mogę jeść suchy chleb,ale dzieci takich obrazków oglądać nie będą-chcę ich wychować na dobrych ludzi...choć wiem,że wiele pracy przede mną,bo są jeszcze dosyć mali....

          Wytrwałości i siły życzę... oraz mądrych decyzji-najkorzystniejszych dla Ciebie i synka:)
          Trzymam kciuki,żeby wszystko szło w dobrym kierunku;) Pozdrawiam!

          Tak się nagadałam,że mi w gardle zaschło...heh;)
    • bylemrogaczem Re: Problem z mezem 20.06.12, 22:18
      Skąd ja znam takie ograniczanie przestrzeni ..... stopniowe odcinanie się i ograniczanie spotkań ze znajomymi przez moją byłą żonę , potem teksty jedź sobie sam ale z odpowiedzni fochem ....swoich znajomych nigdy nie miała a moich sukcesywnie oseparowywała .... a ja głupi się na to zgadzałem a jak ostatnich bliskich nie dałem sobie odebrać to skończyło się to ostatecznie rozwodem...............................
      bylemrogaczem.blogspot.com/
      • nowagwinea Re: Problem z mezem 20.06.12, 22:39
        Dokladnie.... Najpierw moja rodzina, ktora byla jego najwiekszym wrogiem, wszyscy znajomi,zostalam z nim sama... Zupelnie sama, teraz tez nie chce odebrac sobie ostatnich znajomych to chce mnie odizolowac od nich, juz planuje przeprowadzke bardzo daleko od nich i zerwanie kontaktu
        • Gość: ana Re: Problem z mezem IP: *.adsl.inetia.pl 20.06.12, 23:20
          Uciekaj dziewczyno póki czas.
          Nie będzie lepiej.
          Już było.
          • king.james Re: Problem z mezem 21.06.12, 11:23
            Gość portalu: ana napisał(a):

            > Uciekaj dziewczyno póki czas.
            > Nie będzie lepiej.
            > Już było.

            Popieram.
    • Gość: Olek Re: Problem z mezem IP: 212.160.172.* 21.06.12, 11:51
      Jestem facetem i czytając coś takiego, zakładając, że to prawda, to wstyd mi za ten męski rodzaj. Życie z takim psychopatą musi być koszmarem. Jedyna rada to zmienić typa na inny model.Masakra !
    • nowagwinea Re: Problem z mezem 23.10.17, 00:16
      Z decydowalam sie napisac jak potoczyla sie moja historia dalej.... ku przestrosze...
      po 5 latach od napisania watku i torturach psychicznych przez mojejo meza moje zycie sie zmienilo. Kupilismy dom, do ktorego balam sie przeprowadzic, balam sie jego , krzykow, pustych butelek schowanych wszedzie., ale pomalu zaczelam wychodzic do ludzi, najpierw dzieci zaczely przychodzic do synka, potem ich mamy, coraz wiecej ludzi mialam wokol siebie, poczulam sie pewniejsza siebie , a maz zagrozony, zaczal wariowac w srodku, nie rozmawial ze mna wcale, ja go blalgalam zeby sie choc do mnie odezwal, caly czas krzyczal po mnie, oszukiwal, pil juz mniej, ponoc nie dal juz rady, alkoholizm przybral postac krytyczna. Ja mialam coraz wiecej znajoych, zadbalam o wyglad, o siebie i synka, skupilam sie na mnie i synku, z domu uciekalam , wracalam tam tylko spac, syn mial i ma mnostwo zajec dodatkowych, uczy sie teraz bardzo dobrze, jest najlepszym sportowcem w szkole ( gdy byl w mlodszych klasach mial powtarzac klasy , nie bylam w stanie sie nim zajac). Wytworzylam emocjonalna sciane do meza, w mojej psychice juz nie istnial.
      Rok temu poznalam wspanialego czlowieka, ktory pomogl i pomaga mi wyjsc z tego piekla.
      A maz poszedl sie leczyc do aa, poprawia sie, walczy o rodzine,przyznal sie do alkoholizmu, przeprasza, chce naprawic rodzine , czy dac mu szanse?
      Ja od 9 miesiecy chodze do psychologa i nadal nie moge wyjsc z psychocznego dolka , mam PTSD, BARDZO MI JEST CIEZKO.
      tak bardzo chcialabym ulozyc zycie sobie od nowa,,,
      • style4you Re: Problem z mezem 25.07.18, 19:03
        Fajnie że napisałaś co było dalej. Życzę Ci wszystkiego dobrego, dużo siły wewnętrznej, jesteś wspaniałą kobietą, masz dla kogo żyć, dasz radę! nie daj sobie nigdy wmówić że jest inaczej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka