Gość: biarritz
IP: *.bydgoski.pl
06.09.01, 17:58
Szanowny Panie Doktorze, właściwie nie wiem, czy to co teraz powiem jest dla
Pana czy może bardziej dla psychoanalityka. Proszę o radę, gdyz coraz częściej
myślę o tym żeby skonsultować się ze specjalistą.
Mam 24 lata, super pracę, dużo podróżuje z dziewczyną, kolegami ale raz na
jakiś czas musze od wszystkiego odpocząć i wyjechać gdzieś sam. (informacja
ważna później)
Od dwóch lat spotykałem się z dziewczyną, którą kocham. (ładna, zgrabna,
inteligentna - jednym słowem "ty to masz gościu szczęście" - takie były
najczęściej reakcje kolegów) Nie jest to jakaś pierwsza szczenięca miłość,
miałem wcześniej różne wzloty i upadki i (wydaje mi się) ze jestem już dojrzały
emocjonalnie. Nasze wspólne plany sięgały już bardzo daleko, mieszkanie w
przeciągu najbliższych 6 m-cy, zaręczyny slub itp. M. była najważniejszą osobą
w moim zyciu, ze względu na trudną sytuację w moim domu rodzinnym, nie raz
podtrzymywała mnie na duchu i wyciągała psychicznych dołów.
Jestem raczej introwertykiem i tak jak mówiłem muszę czasem pobyć sam, więc
najpierw pojechaliśmy z M. w góry a potem postanowiłem spędzić tak jak co roku
sam 2 tygodnie tym razem we Francji. Nie był to pierwszy mój samotny wyjazd
odkąd byłem z M. także nie przeczuwałem nic złego. Dzwoniliśmy do siebie prawie
codziennie, list, kilka kartek, tak jak zakochani mają w zwyczaju...
Już we Francji czasami z nowopoznanymi kolegami z hotelu siadaliśmy sobie w
kąciku dla palaczy przy recepcji i obserwowaliśmy wchodzące i wychodzące
dziewczyny i kobiety komentując i oceniając tak jak to faceci mają w zwyczaju,
nie po chamsku, nie wulgarnie, tylko raczej dyskretnie, dla żartu i zabicia
czasu. Któregoś dnia wprowadziły się 4 ciemnoskóre dziewczyny. Od razu jednej z
nich przyznaliśmy 10 w naszej 10-punktowej skali i mianowaliśmy ją miss hotelu.
Po załatwieniu formalności w recepcji dziewczyny uśmiechnęły się do nas (mi
wydawało sie oczywiście, że najładniejsza tylko do mnie i poszły sobie do
pokojów)
Następnego dnia siedziałem w palarni tylko z jednym kolegą. Nasza "miss" (od
tej pory E.) zeszła schodami i usiadła 0,5 cm ode mnie pomimo, ze cała kanapa
była wolna, prosząc o papierosa i promiennie się uśmiechając. Chociaż nie
jestem nowicjuszem jeśli chodzi o stosunki damsko męskie trochę sie speszyłem,
tym bardziej ze kolega niejednoznacznie się uśmiechnął pokazując dyskretnie
głową na E. Po poczęstowaniu i wymianie kilku zdawkowych uprzejmości zeszła
reszta kolegów i wyszliśmy do miasta (bez E. oczywiście) - cała sytuacja trwała
może 2 minuty.
Minęły 4 dni na byczeniu się na plaży i robieniu niczego. Przedostatniego dnia,
leżąc nad oceanem i nie wiedząc już co ze sobą zrobić podniosłem się żeby kupić
coś do picia. Wtedy ktoś mnie zawołał, odwróciłem się, to była E. ze swoimi
koleżankami. Dosiadły się do nas. Kiedy wróciłem, chciałem wysmarować się
kremem, bo żar lał się z nieba. Z miejsca zaoferowała się E. już na sam widok
olejka. Po wysmarowaniu mi pleców, co z zewnątrz musiało wyglądać raczej jak
masaż erotyczny sądząc po szerokich oczach i minach kolegów, E. stwierdziła, że
chce za to buzi... Znalezienie się w pokoju i "przypieczętowanie" półgodzinnej
znajomości zajęło nam około 20 minut. Muszę przyznać, że nigdy nie było mi tak
dobrze z kobietą, to było zupełnie coś nowego. Wstając rano popatrzyliśmy się
na siebie trochę zawstydzeni i skrępowani i w tym samym momencie
stwierdziliśmy, że taka sytuacja zdarzyła nam się pierwszy raz w życiu. (co w
moim przypadku było prawdą, jak się później okazało w jej też, mimo, że jej
umiejętności raczej mówiły coś innego) Po południu E. spytała się czy w Polsce
się z kimś spotykam. Kłamiąc jej w żywe oczy stwierdziłem, że oczywiście nie,
co bardzo ja ucieszyło przytulając się do mnie jeszcze mocniej. Powoli
zaczynałem mieć moralnego kaca i zdawać sobie sprawę z tego co zrobiłem. Z
jednej strony moja fascynacja E. tłumiła jeszcze wyrzuty, ale z drugiej strony
nie byłem juz w stanie myślec o niczym innym jak o tym jak bardzo skrzywdziłem
M. Następne 3 dni spędzone w pociągu były najgorszymi dniami w moim zyciu.
Paląc prawie 3 paczki papierosów dziennie i pijąc jedynie czasem wodę
odchodziłem od zmysłow na myśl o spotkaniu z M. i spojrzeniu jej w oczy. Myślę
że ważną informacją w tym momencie będzie ta, że z M. zawsze wszystko sobie
mówiliśmy i nawet kiedyś hipotetycznie założyliśmy że taka sytuacja nas spotka
(zdrada) i wtedy bezwzględnie sobie o tym powiemy. Razem z M. należymy do osób
o silnych charakterach i zdecydowanych osobowościach odrzucających wszelkie
półprawdy, także dla mnie w pociągu było oczywistym, że musze się przyznać,
jednak świadomość tego sprawiała, że chodziłem półprzytomny ze strachu,
zdenerwowania i rozpaczy.
M. po pierwszych moich słowach przez telefon po powrocie zapytała czy coś się
stało, na co ja odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem że musimy porozmawiać. W
sytuacjach zagrożenia można powiedzieć, że zakładam maskę obojętności i
absolutnie nie widać po mojej twarzy tego co się we mnie dzieje, co dodatkowo
zraniło M. kiedy beznamiętnym tonem wszystko jej opowiedziałem, mimo, że w
środku rozdzierała mnie rozpacz, bezsilność i wściekłość na samego siebie).
Od ponad 2 miesięcy nie spotykamy się, schudłem 6 kilo, palę ponad 2 paczki
papierosów dziennie (wcześniej 1 na miesiąc), po przyjściu z pracy leżę na
łóżku gapiąc się godzinami w okno i w sufit, coraz częściej sięgam po alkohol.
Całkowicie zdaje sobie sprawę tego, że bezpowrotnie skrzywdziłem najdroższą mi
osobę. Jednak najbardziej przeraża mnie myśl, czy jeśli będę w przyszłości
jeszcze w stanie z kimś związać, (podobno wszystkie rany się goją:() to czy
taka sytuacja moze sie powtórzyć?
Czy takie postępowanie może byc spowodowane oziembłością uczuciową wyniesiona z
domu, czy może przyczyna tkwi raczej we mnie. Jeśli tak, to gdzie?! Od momentu
w którym spotykałem się z pierwszą dziewczyną do tego feralnego wyjazdu zawsze
powtarzałem kolegom, którzy zdradzali swoje partnerki, że nigdy nie byłbym w
stanie zrobić czegoś takiego. Cała moja filozofia prysła jednak w przeciągu pół
godziny przy całkowicie nieznanej mi osobie. Chciałem też powiedzieć, że
(oczywiście nie chce wyjśc na bufona)zawsze miałem powodzenie u kobiet i
sytuacja w której kobieta niejednoznacznie i dosyć bezpośrednio daje mi do
zrozumienia że jest mną zainteresowana nie zdarzyła mi się po raz pierwszy.
jednak do tej pory bez problemu potrafiłem z czyms takim sobie poradzić.
Panie Doktorze, proszę mi powiedzieć czy mam iść z tym do specjalisty, czy może
wyolbrzymiam problem...
pozdrawiam
ps.
Z E. cały czas utrzymuję kontakt, spotykamy się raz na 3-4 tygodnie. E. nic nie
wie o M. Najprawdopodobniej wyprowadzę się do Francji, jednak tak jak mówiłem
przeraża mnie myśl, że będę w stanie powtórzyć taki "numer" lecz nie wiem czy
byłbym to w stanie drugi raz przetrzymać...