Dodaj do ulubionych

Krwawa historia mojego leczenia :)

12.08.08, 15:36
Ponieważ lada dzień aparat stanie się wspomnieniem, chciałam napisać moje
krótkie wspomnienie z okresu leczenia, którego niestety nie wspominam dobrze.
Od drzwi do drzwi dziwnych ortodontów, a potem z deszczu pod rynnę... ale sami
przeczytacie. Ku przestrodze.

1. Lata 10 - 14 aparat ruchomy, jakieś wyciągi i cuda wianki. Nie wiem czy
byłoby dużo gorzej jakbym nie nosiła wcale - tego nie dowiem się nigdy. Ale
wizyty przebiegały następująco - pani patrzała mi w buzie, mówiła - dobrze i
kasowała 35zł. I tak 4 lata więc potem nie nosiłam aparatu i zęby zrobiły się
okropne.

Moja wada - u góry zęby stłoczone, pozwijane jak harmonijka. Dolne siekacze
wychylone w prawo, zgryz krzyżowy i jeden ząb w poziomie do wewnątrz, drugi na
zewnątrz, jak kieł mamuta. Okropność...

2. Ortodonta 2 - poszłam w wieku 20 lat. Diagnoza - wszystkie czwórki out,
wszystkie ósemki też. Razem 8 zębów. Hyrax - na kilka miesięcy, oba łuki
metalowe, całość po leczeniu do operacji. Mało z krzesła nie spadłam i
postanowiłam, że jak tak to ma wyglądać, wole mieć krzywe zęby całe życie.

3. Nie poddawałam się. Poszłam po 3 miesiącach czekania na konsultacje do
innego lekarza. Leczenie takie jak powyżej - bez operacji i hyraxa ale z
pomysłem - hit sezonu - usunięcia dolnej dwójki. Miałam mieć symetrycznie
ułożone te 3 małe ząbki na dole. Dla mnie ten pomysł był poroniony, o czym nie
omieszkałam powiedzieć, na co uzyskałam odpowiedź, że albo będzie wg schematu
ortodonty - albo wcale.

No więc nie było wcale.

4. Ostatnie koło ratunkowe. Mała klinika. Przy fotelu miła pani, która
wyraziła opinię (bez moich sugestii i wiedzy o poprzednich próbach leczenia)
że człowiek ma tyle zębów ile mu Bozia dała i tak ma pozostać - bez wyrywania.
No i byłam szczęśliwa. Ceny były cudne - bo za porcelanowy aparat zapłaciłam
niecale 3600 za oba łuki.
Orto miał całą masę estetycznych gumeczek, drucików itd więc faktycznie dbał o
to, żeby żelastwa było jak najmniej. Zęby zamiast hyraxem miałam poszerzane
sprężynkami - efekt super. Zamiast wyrywania miałam piłowane - co nadało im
ładny kształt i pozwoliło zachować miejsce.

Wydawałoby sie - sielanka. Do czasu.

Leczenie - przeprowadzane było na oko. Brak planu, brak pomiarów, brak zapisów
wizyt. Moja karta pacjenta czysta jak łza. Co akurat orto widział - to sobie
robił. Zęby powoli wracały do ładnego układu.
Po roku - miałam dopieszczony górny łuk, piękny. Pani mówi - zdejmujemy.
Przyszłam na zdjęcie aparatu - po czym siadam bez słowa, a orto coś sobie
dłubie i rzecze:
- Hyrax na 8 miesięcy.

Oczy miałam jak 5 złotych, i pytam - jakim cudem, przecież miałam mieć
zdejmowany?! Słyszę, że nie, że nie ma szans, że trzeba hyraxa dać bo będzie
katastrofa.

Załamana pojechałam do domu. Emocje opadły, więc przyszłam na wizytę za 6
tygodni na zakładanie tego cholerstwa, które miało rozwalić cały górny łuk,
który był prosty i dopieszczany ROK czasu. Ku mojemu zdziwieniu, ortodontka
już 5 razy zdążyła zapomnieć o hyraxie. Dłubała, robiła co innego. Temat
hyraxa umarł tak szybko jak się narodził, a że dokumentacji nie było - pomysł
funkcjonował tylko chwilę.

Na następnych wizytach pani orto zaczęła pytać, co bym chciała zmienić. I
właściwie każda następna wizyta polegała na tym, że mówiłam co mi się jeszcze
nie podoba - a ona to robiła. Wyglądało to po pewnym czasie tak - jakby
wykonywała moje polecenia, jak krawcowa albo fryzjer. Kompletna paranoja.

Wielokrotnie pewne rzeczy widziałam ja - a ona mówiła - a fakt, jest krzywo.
To Pani Irenko, prosze podać łańcuszek... i robiła.

Przebieg leczenia cieżki. Kiedyś szczypcami orto ucięła mi nie tylko drut ale
też kawałek policzka od wewnętrznej strony. Krew się lała, ciekło mi po
twarzy, popłakałam się i wyszłam. Dwa razy wbiła mi dłutko do dziąsła. Trzecim
razem narzędzie wypadło z ręki, spadło mi koło oka.

Niektóre zęby źle się prostowały z bardzo prostej przyczyny - miałam krzywo
naklejone zamki. Górna cześć zamka powinna być naklejona równolegle do korony
zęba - u mnie zamki były naklejone po kolei - prosto do dziąseł. To też ja
zauważyłam...

Ogólnie rzecz biorąc - za tydzień zdejmuje aparat. Pomimo tego, że zęby mam
piękne, mam zgryz krzyżowy od piątki do ósemek po jednej stronie. Reszta super
- na pewno w opinii innych mam idealne zęby. Jednak przypłaciłam to stresem,
bólem i strachem. Radość z pięknych zębów jest przysłonięta tym co pamiętam -
i pomimo, że warto było - niesmak pozostał. Nie podam nazwiska - ale to sławny
w swoim kręgu orto. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu sławny. Ale widać
wyjątek potwierdza regułę, szkoda że mi przypadło być tym wyjątkiem.
Pozdrawiam zadrucikowanych! smile
Obserwuj wątek
    • ortodonta Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 16:24
      ładnie napisane, cho historia smutna. niech bedzie przestrogą dla tych, co leczą się wedle wlasnych wskazówek ,a jest tu jeden taki na forum.
      • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 17:00
        ortodonta napisał:

        > ładnie napisane, cho historia smutna. niech bedzie przestrogą dla
        tych, co lecz
        > ą się wedle wlasnych wskazówek ,a jest tu jeden taki na forum.

        dziewczyna leczyła sie u renomowanej ortodontki a nie sama .daje
        raczej śiadectwo jakie z was fachowce .
        • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 19:26
          Daj spokój jotde2!!!
          Ile jeszcze będziesz się czepiał? Ani to nie jest już śmieszne ani nikomu
          potrzebne.

          Natomiast jeśli chodzi o sprawę autorki wątku, to ja akurat miałam usuwaną dolną
          2 i nie był to pomysł poroniony. Teraz mam idealnie proste zęby i zgryz.
          Myślę, że czasem warto zaufać fachowcom niż szukać rzemieślnika który będzie
          wykonywał nasze polecenia. W końcu to ortodonci kształcili sie w tej dziedzinie
          i posiadają odpowiednią wiedzę i doświadczenie.
          Oczywiście ta Twoja orto to jakaś porażka i dziwię Ci sie, że skoro widziałaś
          takie dowody jej niekompetencji nie zmieniłaś orto i że teraz zadowolona jesteś
          z efektu skoro zgryzu nie masz prawidłowego w dalszym ciągu.
          • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 19:40
            > Ile jeszcze będziesz się czepiał? Ani to nie jest już śmieszne ani
            nikomu
            > potrzebne.

            forum jest publiczne to wytykam błedy np.tu
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23692&w=82404587&a=82750813
            okazało sie że ja miałem racje a ortek gadał trzy po trzy .
            • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 19:50
              Co innego wytykanie błędów i doradzanie a co innego czepiania się faceta po
              każdej wypowiedzi. Za niedługo wszystkich ortodontów każesz zagazować.
              Po to tu ludzie wchodzą aby uzyskać radę także naszego ortodonty i ma On takie
              samo prawo do wypowiadania się jak i Ty ( jak nie większe).

              Proszę Cię tylko jotde2, żebyś spuścił z tonu.
              • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 13.08.08, 06:28
                > Co innego wytykanie błędów i doradzanie a co innego czepiania się
                faceta po
                > każdej wypowiedzi

                tym razem to on do mnie pił a nie ja do niego,ten co sie sam leczy
                to ja smile

                > Proszę Cię tylko jotde2, żebyś spuścił z tonu.

                a ja Cie prosze o zapoznanie sie z sytuacją zanim ją zaczniesz
                oceniać
          • nana2222 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 12.08.08, 23:28
            Prawidłowego zgryzu nie mam, ale nie mam też zamiaru nosić kolejne
            kilka lat aparatu - mówi się trudno. A co do ząbków mam tak
            specyficzny kształt, ze siekacze mam malutkie, kły duże i szerokie i
            wiem, ze nie wyglądało by to dobrze, zresztą jak mówię - zęby są
            proste i ułożone w ładnym rządku - zgryz już taki na tyłach
            zostanie - trudno.
            Moja orto to specjalista z "najwyższej półki" a do tego naukowiec.
            Pozostali ortodonci u których byłam mieli ją za promotora na
            obronach... dlatego nie wiem ilu spod tych "skrzydeł" wyszło.

            Wiem też, że może i po swojemu - ale mam zachowane 9 zębów. Skoro
            teraz mam je proste i równe - znaczy, że dwie diagnozy były
            kompletnie błędne, ostatnia ok - ale za to wykonanie koszmarne. Ja
            nie ufam ortodontom - i mam ku temu powody. Przykre, że musiałam
            wybierać najgorsze zło.

            Doświadczenie i wiedza - okazują się często bzdurą. Jeśli wg kogoś
            konieczna jest operacja, wg innego orto wystarczy powyrywać ćwierć
            uzębienia - a ostatni w ogóle widzi inne wyjście - tylko zabiera się
            do roboty od tyłu - to jak mamy tu mówić o wiedzy i kompetencji?

            3 dobrych ortodontów postawiło by 3 te same diagnozy.
            Nie może być tak - że wadę w polu widzenia jeden okulista oceni jako
            męty, drugi jako jaskrę a trzeci jako wadę siatkówki - i każdy sobie
            będzie leczył co mu się spodoba swoimi metodami.

            Mam też znajomych na AM - na stomatologii - i wiem, ze połowa z nich
            chyba sama bała by się wiertłem dotknąć. Koleżanka znajomej -
            odmówiła jej pomocy - bo powiedziała, że nie potrafi tak na prawdę
            nic zrobić. Studenci - a potem lekarze - mają luki w wiedzy - bo
            uczyli się tak jak wszysycy inni studenci - z lepszymi lub gorszymi
            wynikami - i nie róby alfy i omegi z każdego lekarza... Na
            nieszczęscie pacjentów mało jest na tyle odważnych (cytuję
            kumpla: "nie chiałbym, żeby leczył mnie ktoś z taką wiedzą jak
            moja") za to większosć lubi zgarniać kaskę i to niezłą.

            A zęby? Z ortodoncją jest o tyle dobrze, że każde, nawet najgorzej
            leczone krzywe zęby będą zawsze o niebo lepiej wyglądać niż przed
            leczeniem. W trakcie można wszystko zmieniać, przestawiać i
            manewrować, więc prędzej czy później - jak u mnie - dojdzie się do
            celu. A to, ze mogło być to lepiej i szybciej? Nieistotne...
            Ostateczny efekt - jak u mnie - przysłania żal do ortodonty. Z
            kwiatami jednak do niej nie pójdę, a wam po prostu radzę - nie ufać
            do końca. Specjalistów jest dużo - to nie średniowiecze z jednym
            znachorem na 15 wsi. A pacjent ma prawo wymagać i nie wierzyć ślepo
            w to co mówi lekarz tylko myśleć. Oczywiście nie atakuję tu
            wszystkich - bo wierzę, że jest dużo wspaniałych lekarzy i mam
            nadzieje, że wy właśnie pod taką opieką będziecie zawsze.
            • wyscigi13 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 13.08.08, 09:39
              Współczuję i zarazem podziwiam za wytrwałość. Historia przerażająca.
              Ja jestem na półmetku leczenia. Na dzień dzisiejszy wydaje mi sie ze
              wszystko jest ok, ale prawda jest ze ja sie na tym nie znam - stad
              wielkie zaufanie do lekarza, bez tego nie wyobrazam sobie leczenia.
              Wierze, ze tacy lekarze o jakich Ty piszesz to wyjatki. Chociaz
              kiedy patrze na mojego kolege z pracy, ktory nosil 4 lata aparat i
              jego zeby po roku wygladaja tragicznie i tak naprawde po konsultacji
              dowiedzial sie ze nadaje sie do leczenia ponownie z koniecznoscia
              przeprowadzenia operacji, to zaczynam sie po prostu bac.
              Pozdrawiam serdecznie,
    • agus863 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 13.08.08, 01:12
      Nana ma całkowitą rację - jeśli to my nie będziemy świadomi i
      odważni, by mówić co myślimy, to nie będziemy też zadowoleni z
      leczenia. Nie ukrywajmy też, że nawet jeśli chodzimy do specjalisty
      z tytułami, studentami, gabientami i nie wiadomo czym jeszcze, to i
      tak warto się samemu dokształcać. Ja żałuję, że przedmiot ortodoncja
      mam na studiach (logopedia) dopiero od tego roku, wiele dało mi to
      forum, ale jednak nie wszystko da się opisać (jak ze sprawą
      poprawności zgryzu z innego wątku). Warto też wymagać od orto
      przedstawienia planu leczenia - niech choć stworzy pozory tego, że
      ma pomysł na nas, a nie że będzie coś robił w miarę rozwoju sytuacji.

      Dodam coś jeszcze, choć troszkę z innej bajki. Pół roku temu miałam
      wypadek i uszkodziłam poważnie kolano - trzech ortopedów i jeden
      chirurg mając przed oczami usg, zdjęcia rentgenowskie (6 sztuk) a na
      koniec rezonans postawiło 4 różne diagnozy (w tym 3 zupełnie się
      wykluczały, a jedna mniej więcej łączyła dwie). Jeden ze
      specjalistów był "państwowy" reszta prywatna za ciężkie pięniądze
      plus dojazdy do innych miast i uruchomienie znajomości żeby przyjęli
      mnie od razu a nie po trzech miesiącach. Sama zakopałam się w
      książki medyczne, ale podejmując decyzję o wyborze lekarza i
      leczenia kierowałam się jednak bardziej intuicją - dziś trochę
      żałuję, ale nie wszystko stracone - czekają mnie co najmniej 2
      operacje, o których niewiele można przeczytać, bo to nowatorska
      metoda - i znów trzeba będzie zaufać lekarzowi. Tylko tym razem każę
      sobie dokładnie wszystko wytłumaczyć, rozrysować i przedstawić plan.
      Podobno zawsze można też zmienić lekarza... tylko na kogo, skoro
      większość to uczniowie mojego, a inni mają może i dobrą opinię, ale
      diagnozy stawiali najróżniejsze...
    • sisigma Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 14.08.08, 12:42
      Ja też współczuję, bo co by nie powiedzieć - nie jesteśmy lekarzami i trudno
      oceniać kompetencje specjalistów, ale... uważam też że sama jesteś w dużej
      części sobie winna.
      Chodziłaś do lekarzy dotąd aż usłyszałaś to co chciałaś usłyszeć. Uznałaś za
      absurdalne te propozycje, które wcale absurdalne nie były. Opcja wyrwania
      dolnego siekacza nie jest wcale głupia a efekt może być bardzo dobry. Jeśli
      dwóch ortodontów zalecało bardzo radykalne leczenie (z operacją włącznie, a
      przynajmniej hyrax) to coś w tym musiało być z prawdy.

      Czasami jednak leczenie to kompromis pomiędzy sztuką medyczną a oczekiwaniami i
      potrzebami pacjenta. Ale kompromis można zawrzeć wtedy gdy obie strony dojdą do
      porozumienia. Z tej krwawej opowieści wynika, że jako pacjentka byłaś zupełnie
      bierna. Przechadzałaś się od gabinetu do gabinetu bez wyciągania wniosków,
      zadawania pytań...aż wreszcie wybrałaś osobę najbardziej nieudolną tylko dlatego
      że to co powiedziała nie przestraszyło cię tak jak wcześniejsze opcje.

      Najważniejsze że jesteś zadowolona z leczenia, a właściwie rzecz ujmując z
      efektu kosmetycznego, bo chyba trudno mówić o "leczeniu" jeśli wada pozostaje.
      Super będzie, jeśli efekty się utrzymają a Twój staw żuchwowy nie zbuntuje się
      na taki układ i nie zacznie boleć, co zmusi Cię do kolejnych konsultacji,
      ponownego założenia apratu a może nawet operacji. Będziesz bogatsza o
      doswiadczenie i uboższa o kilkanaście tysięcy złotych oraz parę straconych lat
      na nieefektywnym leczeniu. Rzadko kiedy jest tak, że "mały błąd na początku nie
      okazuje się wielkim na końcu".

      • nana2222 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 14.08.08, 15:48
        Gdybym była "bierna" - to dopiero byłaby tragedia. Pomysł usuwania 8 lub 9 zębów
        był idiotyczny i świadczy o poziomie lekarzy. Bo jeśli mam zęby w jednym łuku
        ułożone, zębole się mieszczą a gdzieniegdzie nawet jest luz - oznacza to tylko
        tyle, że diagnoza była błędna.

        Po konsultacji w sprawie samej operacji - okazało się oczywiście, że nie ma
        najmniejszych przesłanek aby jej dokonywać. Miałam się dać pochlastać przez
        czyjeś wizje? To nie jest wtedy bierność?

        Osoba nieudolna - jak określiłaś - jest wykładowcą, ludzie zwracają się do niej
        - profesor - ale przypuszczam, że z grzeczności bo na wizytówce ma dr hab.

        Moje wnioski - były słuszne. Trafiłam na trzech partaczy - ot co.

        Gdyby nie moje interwencje - miałabym pewnie to samo kosztem operacji albo braku
        zdrowych zębów. Poza tym - pisałam - że kształt moich zębów - duże kły i
        maleńkie siekacze wyklucza układ, który zaproponował orto.
        • sisigma Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 15.08.08, 17:55
          Co z tego że "profesor"??? Myślisz że nie ma niekompetentnych profesorów? To też
          ludzie a nie bogowie, mogą się mylić lub być niedouczeni. Sugerowanie się
          informacjami z wizytówki to nie jest recepta na dobre leczenie.

          W końcu nie rozumiem o co ci chodzi - jesteś zadowolona z tego leczenia czy nie?

          nie ekscytuj się tak usuwaniem zębów, połowa ludzi leczonych ortodontycznie ma
          to za sobą. Zwłaszcza nie rozumiem dlaczego tak bronisz 8ek dzięki którym
          pojawiają się problemy ze zgryzem nawet u tych osób które wcześniej ich nie
          miały. Są to też zęby najbardziej zaniedbywane bo doczyścić je trudno więc
          pierwsze w kolejce najpierw do leczenia kanałowego a potem wypadnięcia.
          • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 16.08.08, 11:33
            dziewczyna wybrała logicznie ,bo czym sie mamy w życiu kierować jak
            nie logiką i własnym przekonaniem .
            1) znalazła lekarza którego plan leczenia jej najbardziej odpowiadał
            2) był to nauczyciel tych lekarzy których niewybrała o bardzo dużej
            renomie (przeważyło to nad tym że niewybrana 2-ka podała ten sam
            plan )
            3) to że jak mówi ze wykonanie okazało sie częściowo nienajlepsze
            niemogła przewidzieć przy podejmowaniu decyzji w oparciu o punkt 1
            i 2

            pozatym niedowiemy sie nigdy co by zmalowała ta niewybrana 2-ka smile





            • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 16.08.08, 15:16
              Z logiką to ma mało wspólnego, najpierw dziewczyna chodziła do lekarza dotąd, aż
              znalazła takiego który zaproponował jej to co ona chciała, a potem leczyła się
              sama wydając polecenia ortodontce.
              • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 17.08.08, 15:09
                czy napewno przeczytaliśmy ten sam post ?????
                • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 17.08.08, 15:25
                  Nie wiem jaki Ty czytałeś smile)) bo ja Krwawą historię mojego leczenia
                  • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 17.08.08, 15:38
                    i wyczytałaś tam że dziewczyna nadmiernie długo wybierała ortodonte ?
                    rozumiem że Ty niedokonujesz żadnych wyborów i pozwalasz by
                    decydowano za Ciebie ?
                    pisała też że po tym jak wybrała lekarza leczyła sie praktycznie
                    sama wydając polecenia do wykonania ?możesz wskazać odpowiedni cytat?
                    • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 17.08.08, 18:08
                      To Ty nie czytasz ze zrozumieniem tego co ja piszę. Napisałam, że dziewczyna szukała dotąd ortodonty, dopóki nie znalazła takie który będzie ją leczył według jej uznania, operacja nie, wyrywanie nie...

                      Chcesz cytat jak wydawała polecenia ortodontce, proszę:
                      "Na następnych wizytach pani orto zaczęła pytać, co bym chciała zmienić. I
                      właściwie każda następna wizyta polegała na tym, że mówiłam co mi się jeszcze
                      nie podoba - a ona to robiła. Wyglądało to po pewnym czasie tak - jakby
                      wykonywała moje polecenia, jak krawcowa albo fryzjer. Kompletna paranoja.

                      Wielokrotnie pewne rzeczy widziałam ja - a ona mówiła - a fakt, jest krzywo.
                      To Pani Irenko, prosze podać łańcuszek... i robiła."


                      A co do mnie to decyduję o sobie, a jak widzę że ktoś partaczy robotę albo nie jest pewien tego co robi to uciekam stamtąd w mgnieniu oka.

                      I proponuję Ci jotde2 zejść ze mnie.
                      • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 07:46
                        nieprzecze że szukała ortodonty niegodząc sie na zaproponowane
                        wcześniej plany . i słusznie że to robiła .
                        potem jednak nieleczyła sie przez wydawanie polecen o czy zdaje sie
                        zapomniałaś bo leczyła ją w/g własnego pomysłu orto a DOPIERO potem
                        ( po tym jak zaproponowała to sama orto )zaczeła wyznaczać jej
                        kosmetyczne cele (korekty) a nie sposoby działania .

                        > I proponuję Ci jotde2 zejść ze mnie.
                        ale ja na ciebie niewlazłem wink niewiem nawet czy miałbym ochote wink
                        • sisigma Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 13:12
                          > nieprzecze że szukała ortodonty niegodząc sie na zaproponowane
                          > wcześniej plany . i słusznie że to robiła .

                          Skąd wiesz, że słusznie? Skoro nadal ma krzywy zgryz to leczenie bez operacji i
                          bez ekstrakcji nie wniosło nic poza wyprostowaniem i wprowadzeniem zębów do
                          łuku. Skąd to Twoje przekonanie o słuszności? To kosmetyka a nie leczenie, w
                          dodatku nie wiadomo na ile trwały będzie efekt - przy wadzie zgryzu zęby znów
                          się pokrzywią, zwłaszcza, że są jeszcze te ósemki, z któych więcej kłopotów niż
                          pożytku zazwyczaj...
                          Z wypowiedzi Nany wiemy tylko o tym, że ostatnie jej leczenie było źle
                          poprowadzone. O tym jaki byłby wynik leczenia gdyby skorzystala z
                          któregokolwiek innego lekarza - nie wiadomo, być może dużo lepszy.

                          Zastanawiam się skąd wiedza kto u kogo się uczył? To często, bardzo często
                          zawodne kryterium. Studiowaliście kiedyś? Studenci nie zawsze mają wybór
                          profesora, z którym są zajęcia. Z praktykami też różnie bywa. A uczeń często
                          przerasta mistrza, czasem już na starcie...
                          • d.o.s.i.a Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 13:33
                            Mysle, ze w tej historii wniosek moze byc tylko i wylacznie taki, ze
                            pacjent nie ma absolutnie zadnego wplywu na powodzenie leczenia. Nie
                            jest to w zaden sposob skorelowane z wysilkami wkladanymi w szukanie
                            dobrego specjalisty - nie oszukujmy sie. Bo i tak bedzie ryzyk
                            fizyk, a co wyjdzie sie zobaczy. Pacjent nie jest w stanie ocenic
                            kompetencji lekarza, bez wzgledu na to ile planow by nie uslyszal,
                            ilu specjalistow nie odwiedzil, jaki zrobil wywiad w srodowisku i
                            jak bardzo sam sie doksztalcil. Jezeli pojdzie cos zle to i tak
                            pojdzie. Dla mnie leczenie to loteria po prostu.

                            Autorka watku opisala swoja historie, z ktorej tak naprawde nic nie
                            wynika. Wada nie zostala wyleczona. To fakt. Moglo byc gorzej/moglo
                            byc lepiej. Dla mnie wyrywanie 8 zebow to hardcore i tez nigdy bym
                            sie na to nie zgodzila. Co do operacji nie wiem, byc moze byla
                            jednak wskazana, skoro wada nie zostala wyleczona bezoperacyjnie.
                            Tego pewnie nigdy sie nie dowiemy.

                            Prawda jest taka, ze cokolwiek autorka by nie zrobila zawsze
                            znajdzie sie ktos kto uwiesi na niej psy. A to powiecie, ze szukala
                            ortodonty az uslyszala to co chciala uslyszec i to zle (hmmm... do
                            tej pory wydawalo mi sie, ze wlasnie po to idzie sie na konsultacje
                            do kilku orto, aby wybrac najlepsza opcje dla siebie). Gdyby sobie
                            dala wyrwac 8 zebow i nie byla zadowolana, tez by bylo niedobrze -
                            bo przeciez trzeba bylo odwiedzic jeszcze stu ortodontow, a nie isc
                            jak baranek na rzez.

                            I tak zle i tak niedobrze.

                            Prawda jest taka, ze leczenie orto to jest LOTERIA. Samo
                            skonsultowanie leczenia przez kilku ortodontow i wybranie "podobno
                            najlepszego specjalisty w miescie" NICZEGO nie gwarantuje.
                            • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 15:12
                              > Prawda jest taka, ze leczenie orto to jest LOTERIA. Samo
                              > skonsultowanie leczenia przez kilku ortodontow i wybranie "podobno
                              > najlepszego specjalisty w miescie" NICZEGO nie gwarantuje.

                              takie konsultacje zawsze zwiekszają prawdopodobieństwo dokonania
                              bardziej wyważonej decyzji choć oczywiście pewności niema nigy .
                              trzeba by było podisywać umowy o których tu już kiedyś
                              dyskutowaliśmy ale niełudżmy sie ,póki ortki będą miały dużo
                              pacjentów to pożądnych umów niebędzie .
                          • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 15:05
                            > Skąd wiesz, że słusznie?

                            bo próba świadomego wyboru jest zawsze lepsza niż ślepy traf i
                            niewidze błędu w jej rozumowaniu .

                            > poprowadzone. O tym jaki byłby wynik leczenia gdyby skorzystala z
                            > któregokolwiek innego lekarza - nie wiadomo, być może dużo lepszy.

                            oczywiście jak by niewybierała tylko zdała sie na traf to mogło być
                            lepiej ale mogło być też dużo gorzej..nana jedynie dokonała wyboru
                            orto na podstawie oferowanego celu ( min. niewyrywanie zębów) i nie
                            jej ani nam(pacjentą) oceniać czy oferta była realna czy nie .
                            zabraniasz nam nawet wyboru lekarza ???a jeśli niezabraniasz to
                            jakie inne kryterium mamy stosować ? ładny uśmiech ? bycie miłym ?
                            czy też przed udaniem sie do gabinetu mamy studiować
                            stomatologie ,zrobić specjalizacje by ocenić która metoda będzie
                            dobra ?
                        • luka80 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 25.08.08, 11:35
                          > > I proponuję Ci jotde2 zejść ze mnie.
                          > ale ja na ciebie niewlazłem wink niewiem nawet czy miałbym ochote wink

                          Sam się podsumowałeś tym tekstem.
            • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 17.08.08, 15:07
              > renomie (przeważyło to nad tym że niewybrana 2-ka podała ten sam
              > plan )

              poprawka- niewybrana dwójka niepodała tego samego planu.
              • ortodonta Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 16:17
                IMO autorka szukała tak długo orto aż znalazła takiego, który powiedział to co chciała usłyszeć, czyli swój plan leczenia:
                "człowiek ma tyle zębów ile mu Bozia dała i tak ma pozostać - bez wyrywania.
                No i byłam szczęśliwa. Ceny były cudne".

                po teksie o Bozi powinna się zapalić czerwona lampka. Leczenie ekstrakcyjne, to w wielu przypadkach jedyne sensowne rozwiązanie
                (uczą tego na studiach stomatologicznych na 4tym i 5tym roku),
                wczesniej potwierdzone przez 2 och lekarzy.

                potem było już tylko gorzej. leczenie bez planu, bez prowadzonej dokumentacji (nie sposób pamiętać co u kogo, szczegolnie jak pacjentó jest kilkuset/mc.)

                co do ilości zębów, trudno się wypowiadać, często pacjenci nie pamiętają co orto konkretnie mówil. może była opcja 4x4 i ewentualnie 8ki, bo są zatrzymane i nie rokują na wyrznięcie się, może była tylko opcja z dolnym siekaczem???

                co do szukania dobrego orto, to faktycznie sprawa trudna, jak z kazdym fachowcem. zawsze to loteria. ale inwestycja w kilka konsultacji, szczególnie w trudnych przypadkach, ma sens. zawsze mozna skonfrontować co i JAK mówili lekarze.
                jesli dr ma czas na wyjasnienia, albo potrzebuje czasu na zastanowienie się, to dobrze rokuje. jesli ta opcja jest potwierdzona przez innego lekarza, to nic tylko wybrać tego , który potrafi dokładniej przykleić zamkiwink (dobra realizacja planu leczenia to 50% sukcesu)
                • jotde2 Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 16:35

                  > IMO autorka szukała tak długo orto aż znalazła takiego, który
                  powiedział to co
                  > chciała usłyszeć, czyli swój plan leczenia:

                  w zasadzie to zgoda z tym że
                  to "tak długo " wcale nietrwało długo bo już 3 ortek został wybrany
                  i nie "to co chciała usłyszeć " tylko plan który zaakceptowała.
                • d.o.s.i.a Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 17:47
                  > dobrze rokuje. jesli ta opcja jest potwierdzona przez innego
                  lekarza, to nic tylko wybrać tego , który potrafi dokładniej
                  przykleić zamkiwink

                  A jezeli po 3 konsultacjach zostajemy z trzema roznymi planami
                  leczenia (tak jak to mialo miejsce u zalozycielki watku)? Zdac sie
                  na statystyke, isc do czwartego zeby rozstrzygnal, czy wybrac sie do
                  kolejnych 3, a potem kolejnych, liczac na to, ze zbierzemy
                  odpowiednio dobra probe statystyczna? A jakie to da gwarancje, ze
                  najczesciej powtarzajacy sie plan jest dobry? Autorka zaufala
                  trzeciemu scenariuszowi gdyz wypowiedzial go SPECJALISTA - profesor.

                  No i skad ma pacjent wiedziec, ktory lekarz najladniej przykleja
                  zamki? Wiem, ze mial byc to zart, ale jednak troche prawdy w tym
                  jest. I mysle, ze skoro pacjent nie wie, ktory orto ladnie te zamki
                  przykleja, tym bardziej nie bedzie w stanie ocenic planu leczenia.

                  Nie dziwie sie ludziom, ze bronia sie przed leczeniem ekstrakcyjnym -
                  wyrwanego zeba niestety nie wstawi sie z powrotem. Mnie w mlodosci
                  pani doktor "jedynie" slicznie opilowala dwojke. Zapewne to tez bylo
                  jedyne sensowne rozwiazanie? Dobrze, ze Pani doktor poprzesala tylko
                  na jednej dwojeczce, bo mogla sobie przeciez bardziej zaszalec,
                  nie? wink Gdybym miala wyrwac zeby i potwierdziloby to 5ciu
                  ortodontow, a szosty powiedzial, ze wyleczy bez wyrywania, to,
                  niestety, ale poszlabym do szostego...
                  • sisigma Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 18.08.08, 21:25
                    Ja uważam, że z histori Nany wynika... ciekawa dyskusja na temat tego jak się
                    leczyć wink może pomoże komuś kto dopiero zaczyna...

                    Jest coś w loterii - w końcu każdy przypadek jest jednak trochę inny, gdybyśmy
                    byli tymi gipsowymi odlewami, które nam wykonują - leczyć nas byłoby łatwiej.
                    Nigdy nie można wykluczyć pomyłki lekarza lub nieprzewidzianych komplikacji,
                    zwłaszcza kiedy przypadki są zawikłane, ale... myślę, że jest wiele znaków na
                    niebie i ziemi, które powinny uruchomić naszą intuicję i zmysł samozachowawczy.

                    całe swoje życie byłam dumna ze swoich zębów - chociaż okropnie krzywych - że
                    zdrowe i kompletne. Po usunięciu górnej czwórki płakałam całą noc w poduszkę.
                    Ba, poszłam do gabinetu już zapłakana! Biedny chirurg, zresztą przesympatyczny,
                    był w niezłej kropce, co ze mną zrobić. Wiem co to znaczy NIE CHCIEĆ usuwać
                    zębów. ZDROWYCH!!! Do dziś jak wspominam tamten tydzień - cierpnie mi skóra i
                    gdybym wiedziała, że tak bardzo to przeżyję - nie zdecydowałabym się.

                    Koncepcję mojego leczenia uzgadniałam podczas trzech wizyt - u tej samej
                    ortodontki - zadawałam po pięć razy te same pytania, czytałam na necie,
                    rozmawiałam z moją dentystką, pytałam ludzi, którzy się leczyli jak to u nich
                    wyglądało.
                    nie zgadzam się, że wiedza nie pomaga wybrać. Nic nie zapewni 100% sukcesu
                    leczenia, ale niewiedza zawsze zaszkodzi.





                    • ortodonta Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 19.08.08, 10:24
                      trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte. o ile nie ma możliwości by laik poznał całą ortodoncję (choć są tacy co im się wydaje że poznali) to przy odrobinie uwagi ze strony lekarza i zainteresowania pacjenta, każdy jest w stanie zrozumieć o co chodzi w jego przypadku.
                      jeśli plan jest spójny to warto się na niego zgodzić.

                      strach przed ekstrakcjami wynikają wg mnie z braku zrozumienia idei leczenia. lekarz poświęcający należytą uwagę pacjentowi nie ma żadnych problemów z udowodnieniem dobroci i przekonaniem do leczenie aekstrakcyjnego.

                      łatwo uświadomić pacjentowi, że NIEWYKONANIE EKSTRAKCJI (gdy są bezwzględne wskazania)GROZI UTRATĄ WIĘKSZEJ ILOŚCI ZĘBÓW W PRZYSZŁOŚCI a przynajmniej problemami periodontologicznymi!!!! i najczęściej dotyczy to siekaczy dolnych!!!!!.
                      przeprowadzenie na siłę leczenia nieekstrakcyjnego może spowodować dużo większe straty, niz "utrata" tzw zdrowego zęba.

                      po założeniu aparatu warto tez mieć uszy i oczy szeroko otwarte.

                      gdyby autorka je miała to szybko powinna mieć wątpliwości skoro zauważyła:"Leczenie - przeprowadzane było na oko. Brak planu, brak pomiarów, brak zapisów
                      wizyt. Moja karta pacjenta czysta jak łza. Co akurat orto widział - to sobie
                      robił. "

                      to był już drugi sygnał (po Bozi), który dawał do myślenia. początek leczenia, można było jeszcze wrócić do koncepcji ekstrakcji lub Hyraksa (dlatego "lub" bo one najczęsciej się wykluczają). mozna było się skonsultować.

                      trzeci sygnał to:"Po roku - miałam dopieszczony górny łuk, piękny. Pani mówi - zdejmujemy.
                      Przyszłam na zdjęcie aparatu - po czym siadam bez słowa, a orto coś sobie
                      dłubie i rzecze:
                      - Hyrax na 8 miesięcy."

                      i w tym całym chaosie pacjetka kompletnie nierozumiejąca na czym polega jej wada była głównym prowadzącym leczenie:"Na następnych wizytach pani orto zaczęła pytać, co bym chciała zmienić. I
                      właściwie każda następna wizyta polegała na tym, że mówiłam co mi się jeszcze
                      nie podoba - a ona to robiła. Wyglądało to po pewnym czasie tak - jakby
                      wykonywała moje polecenia, jak krawcowa albo fryzjer. Kompletna paranoja."

                      więc nie do konca leczenie to loteria. przy udziale własnego zaangażowania można na podstawie pewnych zachowań, słów, czynów itd ocenić fachowosc lekarza.
                      • sisigma Re: Krwawa historia mojego leczenia :) 19.08.08, 20:48
                        > strach przed ekstrakcjami wynikają wg mnie z braku zrozumienia idei leczenia

                        Nie do końca - to jednak jest ingerencja w organizm, więc nawet jak idea słuszna
                        to nie zawsze obiera się słuszny kierunek wink

                        > łatwo uświadomić pacjentowi, że NIEWYKONANIE EKSTRAKCJI (gdy są bezwzględne wsk
                        > azania)GROZI UTRATĄ WIĘKSZEJ ILOŚCI ZĘBÓW W PRZYSZŁOŚCI a przynajmniej problema
                        > mi periodontologicznymi!

                        Nie zawsze jest to łatwe, u mnie nie było. Poza tym zawsze są te przypadki
                        graniczne, co do których nie ma jednoznaczności. Ja na chwile obecną jestem
                        zadowolona z tego jak wygląda leczenie i jego efekty, jednak gdybym mogła cofnąć
                        czas... chyba drugi raz bym się już nie zdecydowała na to wszystko i chciała za
                        wszelką cenę coś kombinować żeby jednak ocalić te zęby... chociaż nie bardzo
                        wiem co wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka