Dodaj do ulubionych

Odrzucenie w zwiazku

IP: 217.67.195.* 09.10.01, 16:03
Jestesmy kilka lat malzenstwem. Bylismy stawiani jako przykladna para, nigdy
sie nie klucilismy, zawsze razem, mnostwo wspolnych zainteresowan. Bardzo udany
zwiazek. Ale od kilku miesiecy cos zaczelo sie psuc miedzy nami. Z dnia na
dzien stajemy sie sobie coraz bardziej obcy. Od kilku tygodni nie sypiamy ze
soba. Moj maz nagle przestal sie mna interesowac i zaczal mi zarzucac moja
nieatrakcyjnosc. Wcale nie jestem brzydka kobieta, tym bardziej nie zmienilam
sie wcale w przeciagu tych ostatnich tygodni. On zaczal zauwazac wokol siebie
inne atrakcyjne kobiety i wyobraza sobie z nimi szalony seks, ktorego nie chce
juz uprawiac ze mna, mowiac, ze nie pociagam go juz seksualnie. Poczatkowo
sadzilam, ze jest to maly kryzys malzenski, ale niestety ciagnie sie to juz
zbyt dlugo. Ja nadal mam ochote na seks, ale niestety nie mam mozliwosci
realizacji. Zdrada z innym partnerem nie wchodzi w rachube, gdyz czuje sie
bardzo mocno zwiazana emocjonalnie z moim mezem. On jednak nadal mnie odrzuca,
co powoduje u mnie coraz wieksza frustracje. Nie wiem, czy nadal mam czekac,
czy jednak powoli oswajac sie z mysla o calkowitym rozstaniu. Wiem, ze jesli
dradze meza, bedzie to oznaczalo koniec naszego malzenstwa. I wiem, ze nie moge
tak zyc, bo nie chce mieszkac z kolega zamiast kochankiem. Na niego nie mam
zadnego wplywu. Probowalam juz roznych sposobow, i zaden nie przyniosl skutku,
nawet odrobiny zmiany jego zachowania do mnie.
Obserwuj wątek
    • femme Re: Odrzucenie w zwiazku 10.10.01, 00:32
      moniko,

      a moze wyjedzcie gdzies razem?

      a moze on ma jakies problemy w pracy czy co?

      Albo moze Ty mu powiedz, ze sie zachowuje beznadziejnie i nie chce Tobie
      powiedziec dlaczego i wyjedz sama na pare dni. niestety ta metoda dziala tylko
      raz :-))). I to pierwszy raz :-))).

      za drugim razem lovely, moze sie nie wzruszyc, ale za pierwszym powinien :-))).

      powodzenia i trzymam kciuki

      femme
      • Gość: Monika Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 217.67.195.* 10.10.01, 09:36
        > a moze on ma jakies problemy w pracy czy co?
        >
        > Albo moze Ty mu powiedz, ze sie zachowuje beznadziejnie i nie chce Tobie
        > powiedziec dlaczego...

        Nie ma problemow w pracy. Mowilam, i wiem dlaczego - zakochal sie w kims innym.
        Ale nie chce odejsc ode mnie.
        ????
        • Gość: Bona Re: Odrzucenie w zwiazku IP: *.zgora.dialog.net.pl 10.10.01, 10:37
          Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam - wiesz na pewno, że chodzi o inną kobietę? Bo
          z pierwszej wypowiedzi to nie wynikało. Zresztą, mniej istotne wydaje mi się,
          czy postępowanie Twojego męża wynika z jakiegoś kryzysu, czy z innego uczucia -
          w każdym wypadku jest ono niedopuszczalne. Związek ten stał się dla Ciebie
          bardzo toksyczny. Rozumiem Twoje rozterki, ale sądzę, że nie powinnaś się
          godzić na traktowanie, którego efektem może być utrata wiary w siebie i swoją
          wartość. Mąż nie liczy się z Twoimi uczuciami i traktuje Cię przedmiotowo, bo
          jesteś mu do czegoś potrzebna. Nie wiem, do czego - czy to są motywy
          materialne, czy prestiżowe, czy jakieś inne. Dlaczego nie chce odejść, jak
          piszesz, chociaż daje do zrozumienia, że jako kobieta i żona nie jesteś dla
          niego atrakcyjna? Sądzę, że powinnaś bronić swojej godności i niezależności.
          Może się mylę - powiedz w którym miejscu. Pzdr!
          • Gość: Niebo Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 193.178.168.* 10.10.01, 10:46
            Sluchaj, przeciez on juz sypia z kims innym. Wywal mu walizki na korytarz, to
            moze sie opamieta. Radykalnie z nim. I tez go zdradz!

            • Gość: Monika Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 217.67.195.* 10.10.01, 10:57
              > Sluchaj, przeciez on juz sypia z kims innym. Wywal mu walizki na korytarz, to
              > moze sie opamieta. Radykalnie z nim. I tez go zdradz!

              Nie sypia.
              Nie moge go wyrzucic z domu, bo to nasz wspolny dom. Proponowalam, aby sie
              wyprowadzil, ale on stanowczo odmawia. A zdradzic go - teraz to byloby tylko
              robienie po zlosci. Nie jest takie proste zdradzic czlowieka, ktorego sie kocha,
              nawet jak Cie krzywdzi. Bardziej potrzebuje teraz czulosci niz fizycznego seksu,
              chociaz takze za tym tesknie. Ale nie za wszelka cena, i nie z kimkolwiek.
              • Gość: KR$ Bardzo madra odpowiedz IP: *.ipt.aol.com 31.10.01, 01:04
                Tak Moniko - tak trzymaj - nie sluchaj Bony itp. one czytaja Cosmo i inne
                szmatlawce - glowe maja pelna 'toksycznych' zwiazkow itp. szajsu, a to Twoje
                zycie i wydaje mi sie, ze chcesz byc z Twoim czlowiekiem - przeciez dalej go
                kochasz. Nie mozesz po miesiacu spakowac jego walizek i po prostu go wyrzcic!
                Moze to jakis kryzys, moze otrzasnie sie i wroci - daj mu troche czasu i walcz
                o niego.

                Powodzenia
                • Gość: Monika Re: Bardzo madra odpowiedz IP: *.unresolved.mcnet.pl 31.10.01, 10:51
                  > nie sluchaj Bony itp. one czytaja Cosmo i inne
                  > szmatlawce - glowe maja pelna 'toksycznych' zwiazkow itp. szajsu,

                  Wcale tak nie sadze. Wbrew pozorom jest bardzo duzo prawd zyciowych w tym co
                  napisaly.

                  > a to Twoje zycie i wydaje mi sie, ze chcesz byc z Twoim czlowiekiem - przeciez
                  dalej go kochasz.

                  Widzisz, ale on nie chce byc ze mna. On sie miota. On chce byc z kims, i
                  niekoniecznie ze mna. Ja juz mu sie nie podobam. Teraz spotkala go
                  nieodwzajemniona milosc, ale kto wie, czy za kilka tygodni zakocha sie z
                  wzajemnoscia i wowczas mnie zostawi. Kto wie?

                  > Nie mozesz po miesiacu spakowac jego walizek i po prostu go wyrzcic!
                  > Moze to jakis kryzys, moze otrzasnie sie i wroci - daj mu troche czasu i walcz
                  > o niego.

                  To trwa pol roku, nie miesiac.
                  Tak, teraz wrocil, bo ja chcialam juz odejsc. Widocznie boi sie zostac sam. Mniej
                  wiecej wiem, na czym polega nasz problem malzenski. Mniej wiecej wiem, co
                  powinnam dalej robic. Tylko widzisz, ja mam caly czas w glowie "te trzecia", ja
                  staram sie nie myslec o niej, o nim, o swojej krzywdzie, ale to wraca samo, nawet
                  w koszmarach sennych, w natretnych myslach. On mowi, zeby o tym zapomniec, bo to
                  przeszlosc, hehehehehe, zapomniec jak o przeziebieniu z zeszlej zimy. Jakie to
                  proste prawda? A ja mam zyc jak dawniej, byc radosna, piekna i kochac swojego
                  meza. A jak pozbyc sie tego strachu, ze on za kilka tygodni czy miesiecy ponownie
                  sie zakocha? Jak mu wierzyc, jak ufac, jak z nim zyc, kiedy pachnie nawet inaczej
                  niz przedtem? Jak pozbyc sie przekonania, ze nie jestem ta brzydka porzucona
                  zona, a uwiezyc, ze nadal jestem wartosciowa piekna kobieta?

                  > Powodzenia

                  Bedzie mi bardzo teraz potrzebna.
                • Gość: Monika Re: Bardzo madra odpowiedz IP: *.unresolved.mcnet.pl 31.10.01, 10:51
                  > nie sluchaj Bony itp. one czytaja Cosmo i inne
                  > szmatlawce - glowe maja pelna 'toksycznych' zwiazkow itp. szajsu,

                  Wcale tak nie sadze. Wbrew pozorom jest bardzo duzo prawd zyciowych w tym co
                  napisaly.

                  > a to Twoje zycie i wydaje mi sie, ze chcesz byc z Twoim czlowiekiem - przeciez
                  dalej go kochasz.

                  Widzisz, ale on nie chce byc ze mna. On sie miota. On chce byc z kims, i
                  niekoniecznie ze mna. Ja juz mu sie nie podobam. Teraz spotkala go
                  nieodwzajemniona milosc, ale kto wie, czy za kilka tygodni zakocha sie z
                  wzajemnoscia i wowczas mnie zostawi. Kto wie?

                  > Nie mozesz po miesiacu spakowac jego walizek i po prostu go wyrzcic!
                  > Moze to jakis kryzys, moze otrzasnie sie i wroci - daj mu troche czasu i walcz
                  > o niego.

                  To trwa pol roku, nie miesiac.
                  Tak, teraz wrocil, bo ja chcialam juz odejsc. Widocznie boi sie zostac sam. Mniej
                  wiecej wiem, na czym polega nasz problem malzenski. Mniej wiecej wiem, co
                  powinnam dalej robic. Tylko widzisz, ja mam caly czas w glowie "te trzecia", ja
                  staram sie nie myslec o niej, o nim, o swojej krzywdzie, ale to wraca samo, nawet
                  w koszmarach sennych, w natretnych myslach. On mowi, zeby o tym zapomniec, bo to
                  przeszlosc, hehehehehe, zapomniec jak o przeziebieniu z zeszlej zimy. Jakie to
                  proste prawda? A ja mam zyc jak dawniej, byc radosna, piekna i kochac swojego
                  meza. A jak pozbyc sie tego strachu, ze on za kilka tygodni czy miesiecy ponownie
                  sie zakocha? Jak mu wierzyc, jak ufac, jak z nim zyc, kiedy pachnie nawet inaczej
                  niz przedtem? Jak pozbyc sie przekonania, ze nie jestem ta brzydka porzucona
                  zona, a uwiezyc, ze nadal jestem wartosciowa piekna kobieta?

                  > Powodzenia

                  Bedzie mi bardzo teraz potrzebne.
                  • Gość: KR$ Re: Bardzo madra odpowiedz IP: *.ipt.aol.com 01.11.01, 00:27
                    Pewnie masz racje - co ja moge wiedziec na temat tego co przezywasz. Chcialbym
                    Ci jednak powiedziec, ze moja dziewczyna rowniez miewa koszmary w ktorych snie
                    sie jej ja z inna kobieta, czy to objety, czy to w lozku, czy tez w innej
                    sytuacji. Ma je nawet pomimo tego iz nigdy jej nie zdradzilem (no dobrze -
                    tylko pare razy - ale ona o tym nie wie i nigdy sie nie dowie ;-) ). Moze
                    swiadomosc tego w czyms Ci pomoze... Moze rzeczywistosc nie ma az takiego
                    znaczenia...
          • Gość: Monika Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 217.67.195.* 10.10.01, 10:52
            Nie wiem, czy to jest inna kobieta, czy mezczyzna. Wiem natomiast, ze jest to
            zakochanie bez wzajemnosci i bez perspektyw. Tym bardziej czuje sie odrzucona i
            zdradzona, zarowno mentalnie jak i psychicznie. Wiem, ze pare spraw trzyma go
            przy mnie, ale z pewnoscia nie jest to uczucie do mnie, chyba raczej jego
            wygoda. On twierdzi, ze to tylko kryzys, ktory musimy przeczekac. Sek w tym, ze
            ja nie mam juz sily, i powoli trace chec utrzymania tego zwiazku. Na moja
            propozycje rozstania, on oponuje i mowi, ze nie chce sie rozstac, bo potem
            oboje bedziemy tego zalowac. Ale ja, z czasem moze mu wybacze, ale nie bede
            umiala zapomniec. A dzisiaj to nawet nie mam checi o nim myslec, na niego
            patrzec. Uciekam z domu, bo cos we mnie sie wypalilo i drazni mnie jego
            obecnosc. To jest straszne, bo jeszcze kilka miesiecy temu bylo tak pieknie.
            • ktlm Do Moniki 10.10.01, 11:34
              Moniko bardzo Cie prosze napisz do mnie lub podaj numer skrzynki, znam dokladnie taki sam przypadek zakonczony Happy endem.Koniecznie napisz!
              • Gość: hexe Re: Do Moniki IP: *.statsbiblioteket.dk 10.10.01, 12:46
                Przestan jak ostatnia baba rozczulac sie nad soba i wmawiac sobie jakas tam milosc!! Co za bzdury,
                !!!
                Ale jak ci zalezy na jakims chlopie to kup bat zwiaz go , moga byc kajdanki na rece i zloj mu tylek
                bykowcem ( chociaz odradzam bykowca bo jak nie masz wprawy to mozna zabic)
                A jak sama nie potrafisz to przyslij go do MNIE:!!
                • Gość: niebo Re: Do Moniki IP: 193.178.168.* 10.10.01, 13:03
                  Gość portalu: hexe napisał(a):

                  > Przestan jak ostatnia baba rozczulac sie nad soba i wmawiac sobie jakas tam mil
                  > osc!! Co za bzdury,
                  > !!!
                  > Ale jak ci zalezy na jakims chlopie to kup bat zwiaz go , moga byc kajdanki na
                  > rece i zloj mu tylek
                  > bykowcem ( chociaz odradzam bykowca bo jak nie masz wprawy to mozna zabic)
                  > A jak sama nie potrafisz to przyslij go do MNIE:!!

                  A w jakiej to ksiazce z Dunskiej Biblioteki Panstwowej wyczytalas-les takie
                  porady? :-)

                • Gość: Monika Re: Do Moniki IP: 217.67.195.* 10.10.01, 16:23
                  Gość portalu: hexe napisał(a):
                  > Ale jak ci zalezy na jakims chlopie to kup bat zwiaz go , moga byc kajdanki na
                  > rece i zloj mu tylek

                  Cos takiego !!!
                  Widzisz, nawet nie sadzilam, ze tego brakuje mojemu mezowi.
                  Jaka dobra rada, jakie proste rozwiazanie. Moze jeszcze dodatkowo zwine kawalek
                  drutu kolczastego z pastwiska pod miastem. Myslisz, ze to dobry pomysl na
                  urozmaicenie?


                  • Gość: orzeszek Re: Do Moniki IP: 192.168.252.* 10.10.01, 17:02
                    Bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji. Po swoich doswiadczeniach (bardzo
                    roznych) doszlam do wniosku, ze zwiazek jest pewnym rodzajem wymiany "energii"
                    miedzy partnerami. Na poczatku jest tak, ze dawanie i branie zazwyczaj jest w
                    pelni satysfakcjonujace (samo dawanie jest moze przyjemniejsze niz branie). Po
                    jakims czasie mozna zauwazyc, ze dalsze trwanie dobrostanu wymaga wysilku, bo
                    dawanie nie daje juz takiej radochy, a zaczyna byc wazne ile sie dostaje (te
                    wszystkie klotnie o to: kiedy ostatnio to czy tamto robilas/les). Poki oboje
                    partnerzy jakos inwestuja, oboje czuja sie na plusie. Kiedy jedno z nich
                    przestaje-drugie zazwyczaj odczuwa dyskomfort, cos jak uciekanie powietrza z
                    balona. Wtedy najczesciej padaja pytania: co zrobic, aby on (ona) byli (dawali)
                    tyle co kiedys. Moze i istnieja jakies cudowne rady na takie wplyniecie na
                    partnera (zmanipulowanie np), zeby przestal robic to na co ma ochote i zaczal
                    robic to, na co ma ochote drugi z partnerow. Moze. Ja ich nie znam, chociaz
                    szukalam roznych rozwiazan. Moge powiedziec co pomoglo mi: zajelam sie soba. Z
                    wielkim trudem cala uwage, ktora dotad kierowalam "na niego" powoli zaczelam
                    kierowac na siebie, na swoja prace, na to, zeby dobrze zjesc, poruszac sie
                    troche, wypoczac, dobrze wygladac. Zatkalam "dziurke" w balonie i energie
                    skierowana na partnera (ktory wtedy wcale jej nie potrzebowal, bo mial gdzie
                    indziej) skierowalam na siebie. Po jakims czasie poczulam sie lepiej, zaczelam
                    znowu normalnie zyc. Czy by mu przeszlo-czy nie-ja i tak bylam (i jestem) na
                    prostej. Mojemu przeszlo. Moze przejdzie i Twojemu. Jakkolwiek bedzie, Ty
                    jestes najwazniejsza. Nie rzucaj perel przed wieprze, ladniej bedzie z nimi
                    Tobie:)))))))))))
                    • Gość: Monika Do Orzeszka(i) IP: 217.67.195.* 11.10.01, 10:00
                      > Jakkolwiek bedzie, Ty
                      > jestes najwazniejsza. Nie rzucaj perel przed wieprze, ladniej bedzie z nimi
                      > Tobie:)))))))))))

                      Slicznie powiedziane Orzeszek, dzieki.
                      Ale zastanawia mnie jedna sprawa, dlaczego tak duzo kobiet zdradzonych tu pisze i
                      wiele rad jest za tym, aby zyly wlasnym zyciem, i przebaczyly facetom.
                      Dlaczego zawsze kobiety maja przebaczac zdrade i odrzucenie???
                      Zaluje, ze przez tyle lat bylam taka naiwna, ze wierzylam w milosc, oddanie i
                      wiernosc. Szkoda, ze to tylko bajki i opowiesci rodem z "Harlekinow".
                      • tassman ? 11.10.01, 10:11
                        Nic nie piszesz na temat dzieci. macie dzieci? Moze to one 'trzymaja' cie
                        podswiadomie przy męzu.....
                        Juz po pierwszym twoim poscie czuc było te druga na kilometr. Niełatwa sprawa.
                        Rozmawiałas o tym ze swoim męzem? I co on ci powiedział na te
                        wasza 'zawieszoną' sytuację....?
                        Napisz cos o tym.....

                        PZDR
                        tassman
                        • Gość: Monika Re: ? IP: 217.67.195.* 11.10.01, 10:45
                          Nie mamy dzieci.
                          Rozmawialismy wiele razy o tej sytuacji. On twierdzi, ze to moze tylko chwilowe
                          zauroczenie i najprawdopodobniej mu przejdzie. Nie chce ode mnie odejsc, ale
                          nie jest pewien, czy chce ze mna byc, czy nie chce. Mowi, ze jesli sie
                          rozstaniemy teraz, mozemy tego potem zalowac.
                          • Gość: iwona Re: ? IP: *.elblag.dialog.net.pl 11.10.01, 14:13
                            Z zainteresowaniem czytam wszystkie wypowiedzi,padło sporo dobrych rad.Z
                            doświadczenia wiem,że,pobobnie jak wyżej,że najważniejsza jesteś T Y.Ja wiem
                            jak to brzmi,ale jeżeli nie będziesz szanowała sama siebie,to czego oczekiwać
                            od innych?Musisz zająć się sobą,w domu wyglądać tak jakbyś miała za chwilę wyjść
                            na najważniejsze spotkanie swojego życia!!I koniecznie -podśpiewuj sobie pod
                            nosem!Głupie?Może ,ale działa!I polub siebie,taką jaką jesteś .Nie rób z siebie
                            ofiary!Do dyspozycji masz kino,teatr,kawiarnie.Rozejrzyj się dokoła!Świat
                            naprawdę wart jest grzechu!Nos do góry,zobaczysz więcej!
                      • Gość: orzeszek Re: Do Orzeszka(i) IP: 192.168.252.* 11.10.01, 16:24
                        Ja wcale nie twierdze, ze facetowi, ktory zdradzil trzeba wybaczyc. Trzeba
                        przestac sie zadreczac, myslec jak mu uswiadomic krzywde, ktora spowodowal,
                        albo jak zrobic, zeby byl taki jak kiedys. Proponuje skupic sie na sobie po to,
                        aby nie byc okradana z (lub w bloto nie wyrzucac) tego wszystkiego najlepszego
                        co sie ma w sobie. Wybaczenie lub nie-to sprawa dalszej przyszlosci. Dobrze
                        jest wybaczyc (chociaz to wcale nie znaczy, ze trzeba byc dalej z takim
                        delikwentem). Bo wybaczenie po 1. ma wiele wspolnego ze stawieniem czola
                        rzeczywistosci (bez zycia zludzeniam na + czy -) i 2. ma jeszcze wiecej
                        wspolnego z ochrona samego siebie. Nienawisc, zal, zgorzknienie bardzo zle robi
                        nie tylko na psychike, ale na zdrowie i urode tez. Facet nie jest tego
                        wart!!!!!!! Zaden, a co dopiero taki, co ma czelnosc sprawiac Ci bol w imie
                        innej milosci (!). Cos ja w takie uczucia to nie wierze. Milosc to glebokie i
                        pelne wspolczucia (tak-empatii!!!!!!) uczucie, a nie zadurzenie w jakiejs
                        babce. Robi Ci koles kolo piora, tak czy inaczej, ale to Ty masz moc, zeby to
                        przerwac, a przynajmniej zeby zmniejszyc straty. Ale kazda mysl zaczynajaca sie
                        od "on" zamien na "ja". On Cie nie kocha-kij mu w ucho. Pokochaj siebie sama-
                        umiesz to przeciez:)))))))))Powodzenia!!!
    • Gość: Maja Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 194.92.194.* 11.10.01, 14:31
      Nie zazdroszczę Ci takiej sytuacji, obym nigdy nie doswiadczyła jej na własnej
      skórze! Ale jak wyobrażę sobie, że mnie to spotyka to wiem jedno, nie
      poddałabym sie tak łatwo. Z Twojego postu wynika, że Tobie na pewno na nim
      zależy, ciągle go kochasz. On z kolei chociaż zafascynowany erotycznie inną
      kobietą równiez nie chce Cię opuscić. W tym upatruję szansę na to, że kiedyś
      jednak mozecie znowu być razem. Odpowiedź sobie na jedno pytanie: czy jeśli go
      odzyskasz po jakims czasie (np. jednak dojdzie do wniosku, że to Ty jesteś
      najważniejszą osobą w jego życiu)jestes w stanie mu przebaczyć? Jak to czujesz?
      Pomysl sobie, jesli do tamtej kobiety pcha go tylko i wyłacznie seks to jest
      szansa na to, że otrzeźwieje. Być może w waszym pożyciu seksualnym, mimo, że
      oceniasz je pozytywnie właśnie zabrakło tej szczypty szaleństwa. Ale w tej
      chwili uważam za bezcelowe narzucanie się meżowi w tej sferze. Jesli mimo
      zdrady, chcesz ciagle byc z nim to spróbuj choć trochę (domyslam się, że jest
      to bardzo trudno) "uniezależnić" sie od niego. Począwszy od najprostszych
      babskich zabiegów, typu zmiana fryzury, makijażu itd. po zorganizowanie sobie
      zycia poza domem. Może bedziesz chodzic na jakieś wystawy, do klubu sportowego,
      umów sie z kolezanka na pogaduchy a moze wybierzesz sie z przyjaciółka na
      wczasy etc. I oczywiscie nie mów mężowi gdzie idziesz, tylko zachowanie w
      stylu: "wiesz kochanie dziś po południu ide na kawe z kolezanką, wrócę późno,
      nie czekaj na mnie itd. Nie domagaj sie żadnego seksu, zero pzrytulania,
      prowokacji z Twojej strony. Dobra ksążka do łóżka, film, najwyżej :"dobranoc"
      czy "miłej nocy" i odwróć się do niego na drugi bok. Nie mówię, że to podziała,
      ale może dac sporo do myslenia Twojemu mężowi. Być może zacznie dostrzegac w
      Tobie kobietę. Nie rób z siebie udreczonej małżonki, wyczekujacej na "ochłapy"
      z małżeńkiego łoza. Ból i rozpacz pozostaw sobie, on i tak nie jest tego w
      stanie zrozumieć a z pewnościa będzie wtedy od Ciebie uciekał, jesli bedziesz
      zadreczać go wyrzutami. Pamietaj nic na siłe, nie zmusisz nikogo do kochania,
      jesli jego zdrada to cos wiecej niż seks, to ...juz zupełnie inna historia.
      Trzymam kciuki
      Maja
      • Gość: Monika Re: Odrzucenie w zwiazku/ Do Maji IP: 217.67.195.* 11.10.01, 15:53
        Droga Maju,

        Alez oczywiscie, ze nadal gokocham. Nie da rady, ot tak pstryknac palcami i juz
        nie kochac, to nie jest mozliwe.
        Ale poczucie krzywdy jest straszne. Jestem w stanie mu wybaczyc (moze nie teraz)
        ale na pewno bedzie mi trudno zapomniec.
        I po raz kolejny sie pytam: dlaczego zawsze kobiety maja wybaczac zdrade?

        Owszem, okres plakania mam juz za soba. Teraz zajelam sie soba i odrabiam
        zaleglosci w zabawie i spotkaniach towarzyskich. Nawet ciesze sie z tej odrobiny
        niezaleznosci.

        > On z kolei chociaż zafascynowany erotycznie inną
        > kobietą równiez nie chce Cię opuscić.

        Moj maz twierdzi, ze mnie kocha i nie chce sie rozstawac.

        Moze niektorych to dziwi, ze pisze tak na forum. Ale moji przyjaciele i znajomi
        nie sa obiektywni. Wszyscy mowia mi, abym go, za przeproszeniem "kopnela w dupe".
        A ja caly czas sie lamie.
        • Gość: Bona Re: Odrzucenie w zwiazku/ Do Maji IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.10.01, 17:11
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          >
          > Moj maz twierdzi, ze mnie kocha i nie chce sie rozstawac.
          >
          > Moze niektorych to dziwi, ze pisze tak na forum. Ale moji przyjaciele i znajomi
          >
          > nie sa obiektywni. Wszyscy mowia mi, abym go, za przeproszeniem "kopnela w dupe
          > ".
          > A ja caly czas sie lamie.

          Może przyjaciele i znajomi są jednak obiektywni? Widzą z bliska, chociaż problem
          nie dotyczy ich bezpośrednio. Duża szansa na obiektywizm.
          Jeśli Twój mąż twierdzi, że Cię kocha, niechce się rozstawać i jednocześnie daje
          Ci odczuć, że nie jesteś dla niego wystarczajaco atrakcyjna? I mało tego - jest
          kims zafascynowany, a może zakochany. Mam wrażenie, że uczucie do tamtej osoby
          rokuje małe szanse na spełnienie, więc mąż sobie po prostu zabezpiecza tyły na
          wypadek, gdyby tamto jednak nie wyszło. Jesteś tylko w odwodzie? Gdy straci
          nadzieję, wróci i będzie na kolanach i z kwiatami deklarował odnowioną miłość.
          Powie, że tamto, to była pomyłka itd. itp... Gdy nie straci nadziei będzie tak,
          jak teraz, a Ty będziesz się ciągle wahać i cierpieć. Albo w końcu coś osiągnie i
          wtedy bez mrugnięcia okiem odejdzie. I wspólny dom nie bedzie problemem i inne
          sprawy, które Was łączą. Wszak "dla chcącego nic trudnego". Jego postępowanie
          jest ohydne - uwzglednij to w swojej ocenie. Pzdr!


          • Gość: Monika Do Bony IP: 217.67.195.* 11.10.01, 17:30
            >Mam wrażenie, że uczucie do tamtej osoby
            > rokuje małe szanse na spełnienie, więc mąż sobie po prostu zabezpiecza tyły na
            > wypadek, gdyby tamto jednak nie wyszło. Jesteś tylko w odwodzie? Gdy straci
            > nadzieję, wróci i będzie na kolanach i z kwiatami deklarował odnowioną miłość.
            > Powie, że tamto, to była pomyłka itd. itp... Gdy nie straci nadziei będzie tak,
            >
            > jak teraz, a Ty będziesz się ciągle wahać i cierpieć. Albo w końcu coś osiągnie
            > i
            > wtedy bez mrugnięcia okiem odejdzie. I wspólny dom nie bedzie problemem i inne
            > sprawy, które Was łączą. Wszak "dla chcącego nic trudnego". Jego postępowanie
            > jest ohydne - uwzglednij to w swojej ocenie. Pzdr!

            Wiesz Bona, zabilas mnie takimi ostrymi slowami.
            • Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.10.01, 20:33
              Gość portalu: Monika napisał(a):

              > Wiesz Bona, zabilas mnie takimi ostrymi slowami.

              Moniko, nie miałam zamiaru zabijać Cię słowami! W moim zamiarze nie były one
              ostre, tylko szczere. Czasem wychodzi na jedno. Wiem coś o tym z autpsji.
              Czy to znaczy, że poczułaś się zraniona przeze mnie? Bardzo proszę o odpowiedż!
              Pozdrawiam!
              • Gość: barabasz Re: do Moniki o Maji, Orzeszku i Bonie IP: *.pppool.de 11.10.01, 21:55
                droga Moniko,

                racje maja Maja i Orzeszek (jest wspanialy; zaloze niedlugo klub wielbicieli
                Orzeszka) - mysl teraz przede wszystkim o sobie !!! racje ma tez Bona - byc
                moze Twoj maz okazuje sie gnojkiem i tchorzem, ktory mysli tylko o
                swoich "odwodach" na wypadek gdyby...
                jesli ciekawi Cie zdanie barabasza: prawdziwa wiernosc umiejscowiona jest
                jednak p o w y z e j pepka. wiekszosc mezczyzn potrafi bez trudu rozgraniczac
                miedzy uczuciem a seksem. zraniona duma (nie watpie, ze Cie rani) bywa czesto
                zlym doradca. jesli wiec masz promyk nadziei, wyprobuj najpierw polecanych
                przez przedmowczynie "babskich" sposobow. moze facet sie obudzi...

                z najlepszymi zyczeniami
                -b.
                • Gość: Monika Do Barabasza IP: 217.67.195.* 12.10.01, 10:13
                  > jesli ciekawi Cie zdanie barabasza: prawdziwa wiernosc umiejscowiona jest
                  > jednak p o w y z e j pepka. wiekszosc mezczyzn potrafi bez trudu rozgraniczac
                  > miedzy uczuciem a seksem.

                  Widzisz Barabasz, wlasnie !!! On nie sypia z kims innym, nie sypia tez ze mna.
                  On sie zaangazowal uczuciowo w kogos innego. To zdrada psychyczna, ktora jest
                  zdecydowanie umiejscowiona w glowie, powyzej pempka.

              • Gość: Monika Re: Do Bony IP: 217.67.195.* 12.10.01, 13:31
                > Moniko, nie miałam zamiaru zabijać Cię słowami! W moim zamiarze nie były one
                > ostre, tylko szczere. Czasem wychodzi na jedno. Wiem coś o tym z autpsji.
                > Czy to znaczy, że poczułaś się zraniona przeze mnie? Bardzo proszę o odpowiedż!

                Bona, nie nie urazilas mnie. Wierze, ze Twoja slowa byly szczere.
                Tylko widzisz, JA SAMA musze podjac decyzje, a chce aby ona byla wlasciwa.
                Dlatego nadsluchuje pilnie z kazdej strony, cedze kazda opinie i staram sie
                zrozumiec, i wybrac to, co dla mnie jest najlepsze. Kazde rozwiazanie bedzie
                bolesne. Nie umiem byc sama. Nie umiem tez byc z kim, komu nie ufam. A pewnosci
                nie bede miala juz nigdy. Powiem Wam, jaka decyzje podjelam, jak juz do niej
                dojrzeje. Ale potrzebuje jeszcze czasu.

        • Gość: Maja Re: Odrzucenie w zwiazku/ Do Maji IP: 194.92.194.* 12.10.01, 08:30
          Przepraszam za tak długi brak odpowiedzi, ale internet mam tylko w pracy
          (niestety)i dlatego moge być tylko chwilami dostepna.
          Maju, własnie dlatego, że go kochasz radze Ci abys o niego powalczyła. Nie
          zawsze kobiety mają wybaczać zdradę, nigdy tego nie powiedziałam! Ale na pewno
          wtedy (nie dotyczy to zreszta tylko kobiet), kiedy mimo wszystko kochają,
          ciągle wierzą, że było to chwilowe "zapomnienie". Rozumiem Twój straszny ból i
          rozpacz, ale ciagle go kochasz, wobec tego masz nadzieję i chcesz tego, by do
          Ciebie wrócił (choć nigdy nie zapomnisz, jak sama piszesz)! Może są takie
          zwiazki, w których była zdrada i mimo to ludzie sa razem, nie dlatego , że
          muszą ale, że chcą być razem. Może taki "skok" w bok jest swoistym katharsis,
          który moze być mimo wszystko budujący? Może odezwa sie osoby, które przeżyły
          podobne sytuacje (chodzi mi o ponowną odbudowe zwiazku po zdradzie). A moze
          niestety jest tak, jak pisze Bona. Ale nawet jesli tak jest uważam, że nie ma
          sensu tego roztrząsać w ten sposób. Należy przede wszystkim, jeszcze raz to
          podkreślę, pracować nad sobą (dobrze, że zaczęłaś to robić!). Słusznie
          stwierdzil Barabasz, że prawdziwa wierność leży powyżej pępka, ale ... jesteśmy
          tylko ludźmi, zdarza nam sie popełniać błędy, dlatego póki tli się w Tobie
          uczucie próbuj ratować Wasz związek, Przytulam Cię Maja
          • Gość: Monika Re: Odrzucenie w zwiazku/ Do Maji IP: 217.67.195.* 12.10.01, 11:28
            > Rozumiem Twój straszny ból i
            > rozpacz, ale ciagle go kochasz, wobec tego masz nadzieję i chcesz tego, by do
            > Ciebie wrócił (choć nigdy nie zapomnisz, jak sama piszesz)!

            Maju, wiesz ja juz nie wiem, czy chce aby on wrocil. Caly czas cos gotuje sie we
            mnie.
            Teraz nastapila zmiana bieguna. On zaczal sie starac. A ja caly czas mam w sobie
            to upokorzenie i nie moge teraz wybaczyc. Wiem, ze jesli wybacze, to zrobie to
            dla siebie, bo wierze, ze zle wraca do nas podwojnie.
            I chyba do mnie wrocilo, po moim poprzednim zlym zwiazku. Ale wtedy nie bylam
            jeszcze zona i nie obiecywalismy sobie przed Bogiem milosci az do smierci. Rany,
            ale to wszystko trywialne i takie glupie dzisiaj mi sie wydaje.

            > Należy przede wszystkim, jeszcze raz to
            > podkreślę, pracować nad sobą (dobrze, że zaczęłaś to robić!).

            Naprawde, teraz zyje na calego. Odrabiam kontakty towarzyskie, odwiedzam nowe
            puby, chodze do kina, dbam o siebie i czuje sie calkiem dobrze.
            Ale wracam wieczorem do domu, w ktorym jest moj maz i klade sie z nim do jednego
            lozka. To jest makabra.
          • Gość: orzeszek Re: Odrzucenie w zwiazku IP: 192.168.252.* 12.10.01, 11:41
            Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze zaangazowanie emocjonalne jest nieporownanie
            bardziej "gorzkie" niz zdrada fizyczna (masz podobnie?). Wlasciwie nawet (ale
            mowie to za siebie) sex z kims innym nie oznacza zaraz zdrady. Kryteria tej
            ostatniej zawsze (gdzies juz to pisalam) ustala ta druga strona, bo to ona wie
            co ja rani, a co jest jeszcze w "normie".
            Do rzeczy jednak: powiem to jak ksiegowa-wszystko co teraz wlozysz na w siebie
            to dobrze ulokowany kapital. Nie tylko wesprze Cie teraz, ale tez nauczysz sie
            na przyszlosc zdrowo (wiem, to slowo czasem wkurza) reagowac na podobne
            kryzysy. Wszystko, co ulokujesz na "waszym" koncie mozesz stracic wraz z jego
            odejsciem. Wszystko co dajesz jemu, dajesz jakby obcemu, w dodatku nieznanemu.
            Bo znasz swojego mezczyzne z podobnych sytuacji? Wiesz co bedzie dalej? Nie.
            Dlatego traktuj go z kurtuazja, ale zauwaz-on jest osobna wyspa teraz. Niestety
            Bona ze swoim dosyc ostrym komentarzem moze miec wiele racji. Moze jest tak, ze
            Twoj mezczyzna zakochal sie, ale stara sie przeczekac zauroczenie, stara sie
            byc wiernym i dlatego nie odchodzi. Stara sie wypelnic te wszystkie obietnice
            skladane Ci na uszko, chociaz wszystko wyrywa mu sie do kogos innego. Jesli tak
            jest i jesli teraz walczy o Was - czapki z glow. Niemniej nie radze Ci mu sie
            naprzykrzac, Twoja neutralnosc da mu wytchnienie. To najlepsza bron w walce o
            Was. Jesli jednak jest tak, jak przewiduje Bona i on stara sie nie palic mostow-
            bo a nuz nie uda mu sie poderwac tamtej, albo chce ja tylko "zaliczyc", a potem
            wrocic do domu (wiesz, jak taki pies, co to na noc ucieknie, a potem brudny,
            zmeczony i skruszony wraca do koszyka i pelnej miski) to mnie sie krew w zylach
            ze zlosci scina i konczy sie rozsadek-wtakiej sytuacji albo poradze Ci
            wiatrowke naladowana sola, albo raczej sie zamkne, bo moze Ty masz w sobie
            lepsze pomysly na wyjscie z takiej sytuacji. Jakkolwiek jest-jestes teraz w
            stresie. Potrzebujesz dobrej diety, ruchu, przyjaciol, snu, rodziny, zwierzat,
            lasu-jak chore dziecko. Masz to dziecko w sobie-zaopiekuj sie nim-nie daj mu
            marznac, glodowac. Nie rob sobie tego. To najwazniejsze. Czas wszystko wyjasni-
            niech przyniesie Ci i najwazniejsza swiadomosc-swiadomosc tego, ze w strasznych
            tarapatach mozesz liczyc na kogos madrego i dobrego, ktory Cie nigdy nie
            zawiedzie- SAMA SIEBIE:)))))))))))))))))
            • Gość: orzeszek Re: do barabasza IP: 192.168.252.* 12.10.01, 11:46
              orzeszek zachwycony:))))))))))))))
            • Gość: Maja Re: Odrzucenie w zwiazku/do Orzeszka IP: 194.92.194.* 12.10.01, 13:11
              Pięknie to ujęłaś! Chyba przyłączę sie do Twojego fana barabasza :)))
              A swoja drogą, czy nie ma nikogo komu udało sie przetrwać taki kryzys w
              małżeństwie? Czy jest możliwe szczęsliwe pożycie, jeśli partner nas tak
              strasznie zawiódł?
              Moniko, z tego co pisałaś ostatnio o zachowaniu Twojego męża może wynikać, że
              jednak cos do niego dotarło, może zaczyna dostrzegac swój błąd. Jesli możesz to
              wyjedź, choćby na tydzień. Spróbuj sobie wyobrazić, że juz nigdy z nim nie
              będziesz. Chcesz tego? Nie podejmuj decyzji "na gorąco", przemyśl ją, troche
              się wycisz i dopiero wtedy działaj. A może bedziecie gotowi, Ty i Twój mąż do
              bardzo szczerej rozmowy. Wysłuchaj go, byc może sa rzeczy , których nie
              dostrzegałaś w Waszym związku, może będzie szansa na ich naprawienie. Jestem w
              tej sprawie rzeczniczką bardzo wyważonych kroków, w końcu jesteście ze sobą
              kilka lat, wiele wspaniałych wspomnien Was łączy, wydajesz sie bardziej
              dojrzała od Twojego partnera, nie działaj na oślep, w koncu tak naprawde to
              chodzi o Twoje życie, a nie żeby działać zgodnie z oczekiwaniami otoczenia.
              Pozdrawiam Cie serdecznie Maja
              • Gość: orzeszek Re: do Maji IP: 192.168.252.* 12.10.01, 15:00
                Ja przez 1,5 roku bylam w podobnej sytuacji. Moj facet zakochal sie (to bardzo
                bolalo) i sypial (to nie bolalo wcale) z moja przyjaciolka. Od tamtej pory
                minelo tez 1,5 roku. Jestesmy razem. W tym roku stuknelo nam 13 lat. Wszystko,
                co radze biore z wlasnego doswiadczenia. Dzis jestem bardzo szczesliwa, nie ma
                problemu wybaczenia ani zrozumienia. Wspomnienia mnie nie drecza. Moze taka juz
                jestem, a moze w pewnym momencie nie popelnilam jakiegos bledu, ktory
                zrujnowalby moja umiejetnosc kochania. Nie wiem. Jakkolwiek jest-jest
                ok:)))))))))))
                • Gość: Monika Do Orzeszka IP: 217.67.195.* 12.10.01, 15:15
                  > Ja przez 1,5 roku bylam w podobnej sytuacji. Moj facet zakochal sie (to bardzo
                  > bolalo) i sypial (to nie bolalo wcale) z moja przyjaciolka.

                  Zartujesz?????
                  Poltora roku???
                  Z Twoja przyjaciolka??????

                  To naprawde byla Twoja przyjaciolka? Ja nie rozumiem. Moze jestem zbyt naiwna.

                  > Dzis jestem bardzo szczesliwa, nie ma
                  > problemu wybaczenia ani zrozumienia.

                  Zazdroszcze naprawde.

                  > a moze w pewnym momencie nie popelnilam jakiegos bledu, ktory
                  > zrujnowalby moja umiejetnosc kochania. Nie wiem.

                  Sugerujesz mi, ze popelniam blad?
                  Orzeszku, mnie sie w glowie takie rzeczy nie mieszcza. Moze jestem rzeczywiscie
                  naiwna i infantylna i nie doroslam jeszcze do zycia.
                  • Gość: orzeszek Re: Do Orzeszka IP: 192.168.252.* 12.10.01, 15:40
                    Byla i jest moja przyjaciolka-wytlumaczenie tego jest chyba zbyt trudne. Albo
                    nie jest-poprostu nadal jest mi najblizsza kobieta na swiecie. W zyciu zdarzaja
                    sie rozne rzeczy, zadko maja cos wspolnego z bajka, a ja na swojej drodze
                    spotkalam wielu wspanialych ludzi. Jednym z nich jest moj maz, drugim-moja
                    przyjaciolka. Popelnili blad, a ile ja popelnilam??? Mase!!!!! Ty pewnie tez
                    swieta nie jestes (chociaz na tym forum tylu jest swietych).
                    ABSOLUTNIE NIE SUGERUJE, ZE ROBISZ COS NIE TAK. Przeczytaj prosze co napisalam-
                    zadbaj o siebie. Potem bedziesz myslec, czy mu wybaczac, czy nie. Potem.
                    Niekochany czlowiek jest jak glodne serce. Czy pomozesz mu tym, ze kazesz ta
                    odrobinka jedzenia, ktore ma wyrzucac do smietnika, albo oddawac innemu, ktory
                    nie gloduje, w nadziei, ze ten syty sie odwdzieczy? Jest takie pozekadlo-syty
                    glodnego nie zrozumie. I odwrotnie. TY SAMA mozesz dac sobie wiele z tego, co
                    on Tobie dawal. A kiedy sie soba zajmiesz bedziesz mogla lepiej myslec. Moze
                    teraz (taka glodna) zgodzilabys sie na wszystko, byle on... A potem bys
                    gorzkniala i zalowala. Po co? Zajmij sie soba, tego jestes warta. A on niech
                    sie uzera ze swoja miloscia. Nie radze Ci odchodzic, to Twoj dom. Czemu w
                    sytuacji deficytu masz sobie cos jeszcze odbierac? Odbierz jemu wladze nad
                    soba. Umiesz to zrobic. Na wszystko inne przyjdzie czas jak sie pozbierasz. Kto
                    wie na jakie wtedy rzeczy bedzie Cie stac:)))))))))))))))))
                    • Gość: Monika Re: Do Orzeszka IP: 217.67.195.* 12.10.01, 15:52
                      Napisz do mnie prosze na:
                      Krisstopher@poczta.onet.pl
                      Mam pare intymnych pytan, ktorych nie chce zadawac na forum.
                      Monika
    • andrzej.depko Re: Odrzucenie w zwiazku 15.10.01, 00:31
      ” Od kilku tygodni nie sypiamy ze sobą. Mój mąż nagle przestał się mną
      interesować i zaczął mi zarzucać moja nieatrakcyjność. Wcale nie jestem brzydka
      kobieta, tym bardziej nie zmieniłam się wcale w przeciągu tych ostatnich
      tygodni. On zaczął zauważać wokół siebie inne atrakcyjne kobiety i wyobraża
      sobie z nimi szalony seks, którego nie chce już uprawiać ze mną, mówiąc, że nie
      pociągam go już seksualnie. ” - Nawiązanie romansu i podjęcie kontaktów
      seksualnych z nowym partnerem może niekiedy istotnie zaważyć na dotychczasowej
      ocenie małżeńskich kontaktów seksualnych. Porównanie ich z bardziej
      ekspresyjnymi kontaktami pozamałżeńskimi obniża wartość tych pierwszych i pod
      różnymi pretekstami skłania do wycofywania się z nich.


      Częstą przyczyną takiego stanu rzeczy jest mniejsze lub większe rozczarowanie
      dotychczasowym związkiem, poznanie nowego partnera, fascynacja nim z
      towarzyszącym temu pewnym obniżeniem krytycyzmu. Przyczyn takiego stanu rzeczy
      może być wiele. Nie wdając się w bardziej szczegółowe rozważania możemy
      przyjąć, iż fakt zdrady może być pierwszym sygnałem, że w danym związku dzieje
      się coś złego, chociaż czasem bywa inaczej i nie ma ona żadnego sprzęgnięcia z
      relacjami między partnerami ( lekkomyślność, beztroska lub zwykła głupota).
      Stało się i co dalej.
      ” Nie mamy dzieci. Rozmawialiśmy wiele razy o tej sytuacji. On twierdzi, że to
      może tylko chwilowe zauroczenie i najprawdopodobniej mu przejdzie. Nie chce ode
      mnie odejść, ale nie jest pewien, czy chce ze mną być, czy nie chce. Mówi, że
      jeśli się rozstaniemy teraz, możemy tego potem żałować. ”
      Psychologiczne mechanizmy zdrady i skutki z niej wypływające są w każdym
      przypadku inne, bo inna jest osobowość i sytuacja każdego człowieka.
      Brak jest uniwersalnych recept na rozwiązywanie trójkątów małżeńskich. Wyboru
      muszą dokonać sami zainteresowani. Pomoc specjalistyczna może się jednak okazać
      w tym przypadku cenna. Pozwoli na bardziej racjonalną analizę wielu aspektów
      powstałej sytuacji i, być może ułatwi podjęcie decyzji w możliwie najmniejszym
      stopniu raniącej obydwie strony. W tych często trudnych wyborach wiele zależy
      od zachowania osoby zdradzanej. W sytuacji zdrady następuje kryzys zaufania do
      drugiej osoby. W tej chwili odczuwasz ból cierpienie i rozczarowanie. W głowie
      kłębi Ci się mnóstwo myśli i pytań.
      Przede wszystkim koniecznie musisz się zastanowić czy fakt zdrady męża jest
      wystarczającą podstawą do decydowania o losach związku. Po pierwsze,
      niezależnie od przeżywanych emocji musicie nawiązać dialog i wyjaśnić sobie
      motywy jej zaistnienia. Jeżeli nie zagrażają one więzi partnerskiej, to problem
      zdrady powinien być przez Was wzajemnie neutralizowany. Wiele osób reaguje
      ambicjonalnie na ujawniony fakt zdrady i decyduje się na rozstanie z niewiernym
      partnerem. Często jednak może się to okazać działaniem zbyt pochopnym będącym
      bardziej wynikiem emocji niż racjonalnych argumentów.
      Jakkolwiek byśmy nie oceniali tego, co się stało w waszym małżeństwie z
      moralnego punktu widzenia to dla was obydwojga ważna jest analiza przyczyny i
      motywów tego, co się stało oraz wpływ na Waszą więź małżeńską, a w tym i
      seksualną. Czasami warto udać się po poradę, aby uniknąć błędów na przyszłość i
      wybrać skuteczną strategię w celu utrzymania trwałości związku.
      • Gość: Monika Do Pana Doktora IP: 217.67.195.* 15.10.01, 15:56
        Po pierwsze, dziekuje bardzo za odpowiedz.

        > Częstą przyczyną takiego stanu rzeczy jest mniejsze lub większe rozczarowanie
        > dotychczasowym związkiem, poznanie nowego partnera, fascynacja nim z
        > towarzyszącym temu pewnym obniżeniem krytycyzmu.

        Niewatpliwie musialo cos takiego nastapic. Jednakze, nie widzialam wczesniej
        zadnych symptomow zapowiadajacych taka sytuacje. Bylismy z mezem zawsze bardzo
        szczerzy wzgledem siebie i rozmawialismy na wszystkie tematy. Mozliwe, ze jednak
        bylo inaczej, i tylko ja sadzilam.

        > Brak jest uniwersalnych recept na rozwiązywanie trójkątów małżeńskich. Wyboru
        > muszą dokonać sami zainteresowani. Pomoc specjalistyczna może się jednak okazać
        > w tym przypadku cenna. Pozwoli na bardziej racjonalną analizę wielu aspektów
        > powstałej sytuacji i, być może ułatwi podjęcie decyzji w możliwie najmniejszym
        > stopniu raniącej obydwie strony.

        Owszem, skorzystalismy z porady specjalisty. Za pierwszy razem bylismy razem, i
        nie bylo do mnie zadnych zastrzezen. Za drugim moj maz poszedl na spotkanie sam.
        Nie wiem, o czym rozmawiali, jednak wiecej juz nie chodzil. Gdy zaproponowalam
        ponowna wizyte, powiedzial, ze nikt nie jest mu w stanie pomoc i sam musi
        poradzic sobie ze swoim problemem.

        > Wiele osób reaguje
        > ambicjonalnie na ujawniony fakt zdrady i decyduje się na rozstanie z niewiernym
        > partnerem. Często jednak może się to okazać działaniem zbyt pochopnym będącym
        > bardziej wynikiem emocji niż racjonalnych argumentów.

        Gdyby moj maz nie dzialal emocjonalnie, nie bylo by zdrady.

        Niestety, chyba nie umiem wybaczyc.
        Moje EGO zostalo zbyt mocno zranione.
        Tym niemniej dziekuje za odpowiedz.
        Monika
        • Gość: Bona Re: Do Pana Doktora IP: *.zgora.dialog.net.pl 15.10.01, 18:28
          Twoja relacja z wizyt u specjalisty jest bardzo niekompletna i bardzo zgadkowa.
          W ogóle to jest nowość w Twoich relacjach. Czy te wizyty miały miejsce między
          jedną a drugą wypowiedzią w tym watku? Zastanawia mnie też, dlaczego po
          pierwszej wizycie i konkluzji, że nie ma w tym Twojej winy - chociaż następne
          wizyty nastąpiły i coś z nich wynikało, tylko mąż nie mówi, co - dlaczego nie
          interesuje Cię co z tego wynikało. Może interesuje, lecz z postu wynika, że nie
          ibteresuje!
          • Gość: Monika Re: Do Bony IP: 217.67.195.* 15.10.01, 19:07
            > Czy te wizyty miały miejsce między
            > jedną a drugą wypowiedzią w tym watku?

            Nie. Bylismy ponad miesiac temu, zanim jeszcze zaczelam pisac na tym Forum.

            > chociaż następne
            > wizyty nastąpiły i coś z nich wynikało, tylko mąż nie mówi, co - dlaczego nie
            > interesuje Cię co z tego wynikało.

            To znaczy co?
            Pytalam, powiedzial mi, ze nie seksuolog nie moze mu pomoc. Powiedzial, ze on sam
            musi sobie z tym poradzic. Ale nie wiem, czy to prawda. Podobno nie ma lekarstwa
            na milosc, i takie tam podobne. Przeciez ja nie pojde do tego lekarza i nie
            zapytam sie, o czym rozmawial z moim mezem. A jak moj maz nie chce na ten temat
            mowic, to przeciez nie bede tego z niego sila wyciagac.
            • Gość: Bona Re: Do Bony IP: *.zgora.dialog.net.pl 15.10.01, 19:48
              Gość portalu: Monika napisał(a):

              > > Czy te wizyty miały miejsce między
              > > jedną a drugą wypowiedzią w tym watku?
              >
              > Nie. Bylismy ponad miesiac temu, zanim jeszcze zaczelam pisac na tym Forum.
              >
              > > chociaż następne
              > > wizyty nastąpiły i coś z nich wynikało, tylko mąż nie mówi, co - dlaczego
              > nie
              > > interesuje Cię co z tego wynikało.
              >
              > To znaczy co?
              > Pytalam, powiedzial mi, ze nie seksuolog nie moze mu pomoc. Powiedzial, ze on s
              > am
              > musi sobie z tym poradzic. Ale nie wiem, czy to prawda. Podobno nie ma lekarstw
              > a
              > na milosc, i takie tam podobne. Przeciez ja nie pojde do tego lekarza i nie
              > zapytam sie, o czym rozmawial z moim mezem. A jak moj maz nie chce na ten temat
              >
              > mowic, to przeciez nie bede tego z niego sila wyciagac.

              Ja wiem, że takich "zeznań" się nie otrzymuje na wezwanie. Pytam, bo pewnych
              informacji (nawet dokładnie nie wiem, jakich) nie ma. To, co piszesz o miłości,
              na którą lekarstwa nie ma, też nie odnosi się na tyle wyrażnie do Was z osobna,
              żeby wiedzieć, czyją i do kogo. Twojego męża do Ciebie, Twoją do niego, czy jego
              miłość do kogoś innego?
        • Gość: Nina Re: Do Pana Doktora IP: 217.97.95.* 20.10.01, 00:48
          Przeczytałam wszystkie wątki. I opowiem Ci Moniko co ja zrobiłam. Byłam w
          podobnej sytuacji. 1o lat udanego małżeństwa, wszyscy patrzyli z zazdrością.
          piękne dziecko, domek z ogródkiem, samochód, pies. I mąż prawdobodobnie znużony
          tym ustabilizowanym życie zaczął poszukiwać mocniejszych wrażeń w ekstremalnych
          sportach do których ja się nie nadaję. Zawęził się krąg wspólnych znajomych,
          wspólne wyjścia, wyjazdy. Na początku myślałam, że jest inna kobieta, ale
          twierdził, że nie, że wciąz mnie kocha. czułam, że przestaję być dla niego
          atrakcyjna. Zaczęłam bardziej dbać o siebie, ale tego też nie zauważał. Ani
          nowej fryzury, bielizny, czy sukienki. Nie mogłam dalej tak żyć. Były rozmowy,
          prośby o spotkanie ze specjalistą, ale na nic. Coraz rzadziej się kochaliśmy,
          coraz częściej zasypiał na kanapie. Pomyślałam, że mam tylko jedno życie i ono
          przecieka mi między palcami. Postanowiłam zmienić je. Udało mi się znaleźć nową
          pracę, częsciej sama wychodziłam. To trwało dość długo. Myślałam, żeby odejść,
          ale zbyt dużo spraw nas łączy. I znalazłam mężczyznę, a właściwie to on znalazł
          mnie. Traktuje mnie jak królową, dba o mnie, jestem dla niego najważniejsza,
          najatrakcyjniejsza na świecie. Nikt wcześniej nie był dla mnie aż taki. I nikt
          wcześniej ze mną tak się nie kochał. To nie była próba zemsty, po prostu tak
          się stało. I tak jest od dwóch lat. Nie wiem, co dalej zrobię. Wiem, że nie
          będę umiała już do męża wrócić w sensie fizycznym. Mieszkamy pod jednym dachem,
          jemy, rozmawiamy. On chyba nie wie. Jeśli ten drugi związek przetrzyma próbę
          czasu zabiorę syna i odejdę. Jak narazie mam gdzie i do kogo. Jeśli się nie
          uda, przynajmniej będę mieć świadomość, że spotkało mnie w życiu coś
          niesamowitego i to dwa razy.
          • Gość: barabasz Re: Do Niny IP: *.access.de.clara.net 01.11.01, 09:46
            a niby to dlaczego "zabierzesz syna i odejdziesz" ?
            kto lub co daje Ci prawo do "zabierania" syna ?
            zastanow sie moze nad tym, czy nie "zabierzesz" go aby sobie samej na zawsze...
            -b.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka