Dodaj do ulubionych

po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozmawiać?

03.10.09, 16:55
straciłam ciąze w 11 tc. w ten wtorek zrobiono mi łyżeczkowanie. całośc tematu
czyli co mi robili i o czym rozmawiałam w szpitalu, jak sie czuje psychicznie
i fizycznie omówiłam z mężem. kilka koleżanek wysłało mi sms że jak chce to
moge z nimi pogadać i sie wypłakac.
ja jakoś póki o tym nie myśle to nawet jest w stanie funkcjonować normalnie.
męzowi powiedziałam że jak ktoś na odwiedza to on go pierwszy uprzedza że
"TEGO" tematu nie mozna poruszać.
nikt bezpośrednio nie pyta mnie jak sie czuje itd.
i teraz pytanie.
Kiedy bede gotowa żeby z kimś innym oprócz męża o tym porozmawiać i nie płakać
podczas?
miesiąc, dwa, rok?
teraz to tak troche głupio, bo ktokolwiek by nie przyszedł rozmawiam z kimś o
wszystkim, potrafię sie śmiac ale nie daj Boże ktoś by cos zapytał, to ryk na
3 godziny murowany.
Obserwuj wątek
    • joana.123 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 17:38
      Wiem dokładnie co czujesz ja straciłam moje maleństwo we wtorek to
      był prawie 16 tydzień. Nie potrafię z nikim o tym rozmawiać. Wiesz
      takie uczucia w nas będą długo siedzieć i nikt nie będzie w stanie
      racjinalnie pomóc kto tego nie przeżył najlepiej porozmawiać z osobą
      która przeżyła podobną sytuację- wtedy masz pewność że rozumie Twój
      ból, nie będzie się z Twoich łez śmiać. Nie ma czasu który byłby
      określony na pogodzenie się ze stratą a podejrzewam że mozemy się
      nigdy nie pogodzić z tym ale może nauczymy się z tym żyć. rzymam za
      Ciebie kciuki bo wiem jak boli strata. Mi pomaga płacz jak jestem
      sama potrafię siedzieć i ryczeć i jest mi lżej bo wiem że reaguje
      normalnie na taką sytuację i nie wstydze się tego bo to było moje
      dziecko zwłaszcza że to już trzecie utracone maleństwo.
      Aniołkowa mama
    • yotp Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 17:39
      jestem dwa dni po usunięciu ciązy z podejrzeniem zaśniadu, 12 tydz,
      nie miałam usg przed 11 tyg, bo czułam się normalnie, mam dwoje
      dzieci, nie plamiłam, nic nie wskazywało na to, że tydzień temu
      usłysze w trakcie badania - pusty pęcherz płodowy, rozrost kosmówki;
      rycze pewnie jak ty, ale z drugiej strony jak zaczynam o tym mówic
      to widzę, że jest mi zdecydowanie lepiej, więc to chyba bardzo
      indywidualna sprawa
      wciąż nie moge uwierzyć, że tak się stało, bo przecież mam zdrowe
      dzieci, za sobą zdrowe ciąże (no, toxo w drugiej, ale opanowane),
      ciąża planowana, wyczekana...
      i czuję się traktowana trochę jak trendowata, mąż, mama i siostra
      jest przy mnie, reszta rodziny,znajomi i przyjaciele umilkli... nie
      musze wszystkim opowiadać jak to się stało i co się stało,zresztą
      nie chcę, ale czemu nikt mnie po prostu nie zapyta jak się czuję ?
      jak ktoś ma grype to jest to pytanie w normie...mi wystarczy
      odpowiedź:"ok, próbuję się ogarnąć, miło, że pytasz"
      na dodatek nie wiadomo czy kiedykolwiek rozwinąl się we mnie płód,
      choć maleńki zarodeczek; czy to oznacza, że nie mam prawa do łez i
      żalu ? 11 tyg czułam w sobie dziecko, czułam jak rośnie mi brzuch,
      jak rosną piersi, miałam mdłości, byłam wrazliwa na zapachy - BYŁAM
      W CIĄZY
      nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie, wybacz, ale tak bardzo
      potrzebowałam odezwać się do kogoś kto przezywa tę stratę na tym
      samym poziomie czasowym co ja, od 2 dni krążę po forach i nie wiem
      co dalej
      i tez się pytam : jak długo jeszcze będe płakać ?
      • kasiu.l.inka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 18:53
        Ja moglam rozmawiac o Biance od poczatku. Duzo wtedy plakalam, ale rozmowa
        zawsze mi pomagala. Do tej pory jednak gdy ktos mnie nagle zapyta o to czy mam
        dzieci to chce mi sie ryczec. Zawsze wtedy mowie ze mialam coreczke crying a osobie,
        ktora sie o to pytala robi sie glupio.
        Moja corcia byla moim szczesciem i nigdy nie bedzie tematem tabu.
      • kasiu.l.inka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 18:54
        Ja moglam rozmawiac o Biance od poczatku. Duzo wtedy plakalam, ale rozmowa
        zawsze mi pomagala. Do tej pory jednak gdy ktos mnie nagle zapyta o to czy mam
        dzieci to chce mi sie ryczec. Zawsze wtedy mowie ze mialam coreczke crying a osobie
        ktora sie o to pytala robi sie glupio.
        Moja corcia byla moim szczesciem i nigdy nie bedzie tematem tabu.
        • arkaid27 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 22:00
          Ja poroniłam w środę czyli prawie w tym samym czasie co Ty. Byłam w ósmym
          tygodniu ciąży. Od tego czasu jestem w domu sama lub z mężem jeśli nie jest
          akurat w pracy. Z nim mogę rozmawiać choć to mężczyzna i nie rozumie do końca
          tego co czuję. Przyznam że boję się powrotu do pracy, bo niestety moja szefowa
          powiedziała o mojej ciąży wszystkim mimo że prosiłam żeby jeszcze nie mówiła bo
          to za wcześnie. Nie wiem jak zareaguję na pytania o tym co się stało czy jak się
          czuję. Póki jestem w domu daję jakoś radę ale wytrzymać cały dzień bez napadów
          płaczu oj nie wiem...
          • joana.123 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 22:56
            Dziewczyny każdej z nas jest ciężko ale musimy dać radę. Niestety w
            pracy też mam taką sytuację że wszyscy mimo mojej woli wiedzą z tym
            że jest to ok 200 osób ;-( niestety każda z nas ma sprawę bardzo
            świeżą ale wierzę w to że po jakimś czasie będziemy mogły o tym
            rozmawiać. Wiem że bardzo bolą pytania ze strony ludzi nie zdających
            sobie sprawy z tego co się nam przytrafiło ale zawsze będą one
            padać. Przy każdej nowej wizycie u ginekologa padnie pytanie czy ma
            Pani dzieci, czy była Pani w ciąży, ile porodów...- ja już
            poprzednio miałam oczy pełne łez na te pytania z tym że były to inne
            historie pierwsza ciąża poronienie samoistne w 4 tygodniu czyli
            bardzo wcześnie, druga ciąża pozamaciczna ale teraz było to co mnie
            zmieniło już na zawsze bo tym razem słyszałam serduszko widziałam
            jak aniołek macha rączkami, nózkami aż dowiedziałam się że ma wadę
            letalną Acranius i świat się zawalił- Musimy być dzielne
            • igalo Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 03.10.09, 23:33
              ja praktycznie tylko rodzinie powiedziałam o dziecku i trójce przyjaciół. Jakoś
              czułam potrzebę doczekania z tą nowiną do końca 3 miesiąca i niestety w połowie
              (10tc) dziecku przestało bić serce sad((
              W pon. wracam do pracy po l-4 i urlopie i też się boję, bo w moim plotkarskim
              zespole już na pewno wszyscy wiedzieli o ciąży (przecież na l-4 pisze to "B") i
              pojutrze będą się na mnie gapić jak na sensację. Nie chcę by ktokolwiek z pracy
              mnie próbował pocieszać, boję się by się nie rozpłakać publicznie. Z nikim tak
              naprawdę nie rozmawiam o poronieniu, mój mąż się tylko martwi, że po ponad mies.
              od zabiegu zrobiłam krok w tył pisząc na tym forum.
          • ajamamsynka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 15.10.09, 11:36
            Ja miałam zabieg w 11 tygodniu sad Ale chyba dzięki temu, że mam juz
            synka, mogłam o tym rozmawiać od razu z rodziną i po tygodniu z
            przyjaciółmi. Do pracy wracałam pełna obaw jak to będzie, ale na
            szczęście ludzie unikają trudnych tematów i nikt o nic nie pytał,
            tylko najblizsze koleżanki.
            Prezes położył tylko rękę na moim ramieniu i spojrzał ze
            zrozumieniem. To spojrzenie znaczyło więcej niż słowa, było pełne
            troski i żalu. Jestem mu za to wdzięczna.
      • eps do yotp 04.10.09, 10:07
        ja podobnie jak Ty mam dwoje zdrowych cudnych dzieci no i teraz ta historia.
        ciągle się zastanawiam jak to możliwe że tak się stało. mam zdrowe dzieci, nigdy
        nie miałam żadnych problemów zdrowotnych, w ciązy wyglądałam i czułam się dobrze
        (no może ogromne mdłości na początku, ale one były dla mnie dobrym objawem).
        Pocieszające jest to że mam juz 2 dzieci, chociaż jak na nie patrzę to mam
        mieszane uczucia. z jedne strony przypomina mi sie że niedługo mogłam mieć
        jeszcze jendo takie cudne, jak to możliwe że stała sie taka tragedia. z drugiej
        jak tak na nie patrze to widzę ze nowe zycie to faktycznie wielki cud który
        jednak moze czasem sie nie udać.
        Jak Twoje odczucia co do nastepnych starań?
        ja jakos nie mam uprzedzeń do pieszczot i seksu z meżem, nie kojarzy mi sie żle.
        Jesli chodzi o starania to zaczęłabym najchętniej juz teraz zeby zagłuszyć
        smutek i móc znów sie cieszyć. tak sie zastanawiam z kolei czy następna ciąza
        bedzie dla mnie takim szczęśliwym czasem?
        na tą chwile to jestem pewna ze bede zyć od USG do USG, od wizyty do wizyty u
        lekarza, z pytaniem "czy moje następne dziecko jeszcze żyje czy juz nie?".
        • yotp Re: do yotp 05.10.09, 21:38
          wiesz, nie wiem czy to były przeczucia, czy nie, ale od 4 tyg tej
          ciąży, jak zaczełam mieć mdłości i wymiotowałam, cały czas się
          zastanawiałam czy jeślibym poroniła to czy miałabym siłę na następną
          ciąże... nie mówiąc , że w tej ciąży miałam obsesję krwawienia i
          cały czas sprawdzałam bieliznę...potem , jak już wiedziałąm, że nic
          już we mnie nie ma, gdy czekałam te 5 dni na powtórne usg i
          konsultację drugiego lekarza a piersi nadal mnie bolały i spodnie
          nie dopinały się w talii to nienawidziłąm swojego ciała, swojego
          brzucha i nienawidziłam jak mnie mąż dotyka do brzucha...
          teraz, po paru dniach, gdy już wylałam morze łez wiem, że mam siłę,
          że jak tylko lekarz da zielone światło to zaczniemy się starać, ale
          wiem tez , że pierwsze usg zrobię tak szybko jak się da i jak
          piszesz - będę żyć od usg do usg. Wiem, ze to będzie trudna ciąża -
          w sensie psychicznym, bo już wiem,że dwoje zdrowych dzieci nic nie
          oznacza.
          Na razie jestem znowu w szpitalu, mam zapalenie przydadków po
          zabiegu,gorączkę i wszystko mnie boli, ale... lekarz powiedział, że
          wyniki krwi nie takie złe, może to nie był zaśniad ? Jest nadzieja a
          we mnie mniej rozpaczy. Aczkolwiek spędziłam dziś 5h na izbie
          przyjęć wśród brzuchów i dźwięków KTG... To było smutne.
          Pozdrawiam ciepło
    • meresanch Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 04.10.09, 09:41
      o pierwszej prawie nikt nie wiedział wiec nie musiałam rozmawiać
      o drugiej ciąży wiedzieli wszyscy wiec trzeba było wszystkich
      powiadomić że jej już nie ma i.... to mnie nauczyło o tym rozmawiać
      choć są jeszcze momenty i wspomnienia o których nie jestem w stanie
      mówić
    • monika3411 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 04.10.09, 16:46
      Chciałam o tym mówić i mówić, wyrzucić z siebie ból, rozpacz, niew,
      złość. Nie było nikoo, kto chciał słuchać, więc nie rozmawiałam z
      nikim....
    • szarsz Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 04.10.09, 23:38
      Ja mam tak samo. Nie umiem nikomu nic powiedzieć, a przecież byłam
      już po półmetku i cały świat o ciąży wiedział sad Trudno mi jak
      diabli, a na dodatek czuję taki idiotyczny, irracjonalny żal do
      całego świata...

      > teraz to tak troche głupio, bo ktokolwiek by nie przyszedł
      > rozmawiam z kimś o wszystkim, potrafię sie śmiac ale nie daj Boże
      > ktoś by cos zapytał, to ryk na 3 godziny murowany.

      To i ja tak samo... Ale nie tylko, wystarczy jakieś głupie
      skojarzenie, niekoniecznie z sensem i cały dzień mam z głowy sad

      Minął miesiąc... Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie dobrze.
    • monisia81 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 05.10.09, 02:30
      ja nie chcialam z nikim rozmawiac na ten temat.Byly osoby kotre zapytaly wprost
      co sie stalo.niekotrym opowiedzialam a niektrym odpowidalam ze nie chce o tym
      rozmawiac.pozniej zalowalam ze powiedzialam niektorym osoba co i jak,bo przeciez
      i tak mnie nikt nie zrozumial.nie wiedzieli co czuje.moje malenstwo stracilam w
      11tyg. w styczniu,od niedawna zauwazylam u siebie,ze jest ok,jest dobrze,nie
      rozpaczam.mam czasami doly poniewaz kazdy uwaza ze oj ja biedna nie moge miec
      dzieci.to mnie dobija.czuje sie jak uposledzona.jakis czasa musi uplynac zeby
      znowu zycie nabralo koloru....sciskam Monika
      • martabg Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 05.10.09, 21:37
        Nie rozmawiam, przymuję pozycję "ochraniającą" innych.
        Nie potrafię i nie chcę doprowadzać do sytuacji, w której komuś robi
        się niezręcznie, bo i po co.
        Dla obcych nie ma tematu, nie mamy dzieci i koniec.
        Dla innych... cóż, im też jest ciężko, są niepewni, więc po co mamy
        się nawzajem męczyć?...
        • lukina Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 06.10.09, 13:21
          Minęło 6 m-cy.Nie umiem z nikim o tym rozmawiać.Mam wrażenie ,że i tak mnie nikt
          nie zrozumie. Już na początku usłyszałam ,że mam dzieci i nie powinnam tak
          rozpaczać.A ja rozpaczam po moim ostatnim cudzie i nic tego nie zmieni.Mój syn
          już by się urodził,czasami myślę jak by to było i zaraz mam oczy pełne łez.
    • kwiecienka1 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 06.10.09, 18:49
      zalezy z kim
      z dziewczynami z forum po stracie - tak, zawsze & wszedzie

      z reszta swiata - nie bardzo sad

      pozdrawiam
      Kwiecienka w Temacie
      • ewalinka82 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 07.10.09, 10:40
        ja chciałam od razu rozmawiać, ryczałam jak bóbr, ale chciałam rozmawiać...
        • kasiu.l.inka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 07.10.09, 13:56
          Ja jestem z natury gadatliwa, nie dusze nic w sobie, bo gdyby sie to wszystko
          skumulowalo to "wygralabym" dziekanke sad
    • fiolek76 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 07.10.09, 15:22
      Każda z nas inaczej przechodzi stratę i kazda inaczej dochodzi do
      siebie.
      Ja też poroniłam w 11 tyg. Na forum mogłam o tym gadać godzinami bo
      wiedziałam, że mnie tu rozumieją.
      W realu o stracie zaczęłam mówic, gdy minał termin prawdopodobnych
      urodzin. Teraz mogę mówić o mojej istotce nawet z uśmiechem bo
      wierze, że napewno stamtąd gdzie jest, patrzy na mnie i się mną
      opiekuję.
      • kasiu.l.inka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 07.10.09, 17:57
        Fiolek ja jestem przekonana, ze nasze dzieci sie nami opiekuja i ze nas widza smile
        Dlatego tez czesto sie usmiecham na samo wspomnienie Malutkiej i choc bardzo mi
        Jej brakuje ide do przodu.
        • yafffa Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 15.10.09, 11:07
          Poroniłam 2 razy w 2006 i 2007 roku. Jestem raczej ekstrawertyczna,
          więc rozmawiałam dużo, przeryczałam też parę miesięcy u psychologa.
          Ale tak naprawdę bez płaczu byłam w stanie o tym rozmawiać gdzeiś
          dopiero ok. roku po stracie.
          Myslę że to indywidualna bardzo sprawa. Mimo że mam teraz zdrową
          córeczkę to nadal czasem zbiera mi się na łzy - np. kiedy jest Dzień
          Dziecka Utraconego.
          • lyka Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 20.10.09, 20:58
            U mnie po kilku latach
            • kubusia30 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 21.10.09, 14:05
              Ja jestem co dopiero po zabiegu który odbył się wczoraj. Ja płakałam w
              poniedziałek jak się dowiedziałam że moje dziecko umarło był to także 11
              tydzień. No i dzisiaj jak czytam wasze historie. Wszystko to co piszecie mnie
              dopiero czeka. Pozdrawiam Krysia.
    • anina-1 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 22.10.09, 09:19
      Ja po dwóch latach i 4 poronieniach potrafiłam o tym rozmawiać. Wcześniej dławił mnie płacz w gardle i nie umiałam słowa wykrztusić. Pomogły terapie.
      • joanna1984k Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 22.10.09, 09:56
        hej, ja jestem 2.5tyg,po zabiegu, jak wyszłam ze szpitala ,to bardzo
        chciałam z kims porozmawiac,bo było mi wtedy dużo lżej, jak
        wyrzuciłam z siebie ten ból,lecz każda z nas jest inna i może
        potrzebowac wiecej czasu by sie przełamac,Ja też nie rozmawiałam o
        tym z każdym ,tylko z przyjaciółmi, i tłumaczyłam sobie ciągle ze
        tak musiało byc niestetysad
        Czesto jeszcze wchodzę na forum kwietniówek i je podczytuje i jest
        mi smutno ,że ja juz nie jestem jedną z nich.
        moje samopoczucie fizyczne i psychiczne jest juz dużo,dużo lepsze, i
        czuje w sobie ogromną SIŁĘ,i sie poddam.Wam życze tego
        samego,dziewczyny nie załamujcie sie i próbujcie dalej,
        POWODZENIA!!!!!
    • kala812 Re: po jakim czasie mogłyście juz o stracie rozma 30.10.09, 22:57
      Poroniłam dokładnie rok temu. Drugie poronienie przeżyłam pół roku temu..
      do dziś nie mogę wykrztusić z siebie ani słowa na ten temat. Bardzo mi
      przykro, ż Ciebie to także spotkało
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka