abra111
17.10.04, 14:31
to była planowana ciąża. starannie monitorowana jeszcze przed poczęciem.
szalałam z radości, kiedy zobaczyłam 2 kreski. potem 1 wizyta u lekarza - nie
widział pęcherzyka, ale kazał się nie przejmować, bo to za wcześnie. potem 2
wizyta - znowu nic nie widział - 1000 badań - wszystko ok - ale nie ma
pęcherzyka. a potem zaczęłam plamić - pojechałam na klinikę i od razu
trafiłam na stół. wyrok brzmiał: ciąża pozamaciczna. zrobili bardzo elegancko
zabieg - nic wielkiego - 3 małe dziurki w brzuchu - i tylko ta bezradność i
niewyobrażalny smutek. Byłam w ciązy. boże - jak to brzmi - byłam!! to był
tylko miesiąc - ale dlaczego tak boli? czuję się taka pusta, tak przeraźliwie
nieciężarna. moje dziecko żyło tylko miesiąc. co z tego, że go nie widziałam,
nie przytulałam. to było moje dziecko!!! lekarz pocieszał - niech się pani
nie przejmuje, będą następne ciąże. tak - ale tej ciąży, w tej chwili - już
nie ma. koniec. zadaję sobie tylko pytanie - po co to wszystko? po co dana mi
była ta radość, ta szansa, jeśli tak szybko została mi zabrana? koleżanka
powiedziała - nie łam się, ciesz się, że straciłaś dziecko teraz, a nie kiedy
miało na przykład 2 latka. A co to zmienia? czy gdyby moje dziecko nie żyło 1
miesiąc, tylko 1 rok miałabym większe prawo do bólu? odkąd w ogóle zaczyna
się prawo do bólu - czy jeszcze w ciąży, czy dopiero po narodzinach? takie
słowa wzbudzają tylko mój gniew. zdaję sobie sprawę, że intencje są dobre -
ale działania takie niezręczne. czuję się oszukana przez los. ciężko się
pozbierać, kidy nic już nie zmieni wyroku wydanego na moje dziecko.
przepraszam, że tak się rozpisałam - ale muszę wyrzucić z siebie choć część
bólu, bo inaczej zwariuję. i tylko mąż w tym wszystkim jest najwspanialszy -
pozwala mi płakać.