dvoicka
30.10.05, 09:08
mam nadzieje, ze tym pytaniem zadnej z Was nie zranie
ale tylko Wy mozecie mi pomoc to sobie poukładac
ostatnio dotarla do mnie fala glosów w sprawie aborcji, z których niewiele
jest tak pozytywnych jak ten:
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,66725,2984673.html
zauwazylam, ze nie jestem w stanie sluchac wypowiedzi o prawie matki do
decydowania o wlasnym ciele itp.
po artykule o simone veil w wo zabronilam mojemu mezowi kupowac weekendowa gw
nie wiem tylko, czy moj poglad, ze ludzie nie maja prawa decydowac o tym, czy
dziecko powinno sie narodzic, czy nie wynika z tego, ze moje poronienie
nauczylo mnie, ze niestety czasami czlowiek "nie ma nic do gadania", czy
raczej z tego, w jakim srodowisku sie obracam.
czy mozna przezyc poronienie i nadal byc za prawem do aborcji??
a tak przy okazji - polecam list, do ktorego linka podalam. pamietam jak
ogladalam serial "przyjaciele" i jak nierealne wydawalo mi sie to, jak tam
przedstawiono adopcje. tam byla dziewczyna, która "wpadla" bedac w szkole
sredniej i urodzenie i oddanie dziecka do adopcji byla po prostu jednym z
rozwiazan "trudnej sytuacji w ktorej sie znalazla". u nas w praktyce nikt tego
nie rozwaza.
pozdrawiam Was wszystkie goraco i baaardzo dziekuje gogo2 za jej watek o
mamach, którym sie udalo