dziewczyny, wariuje, nie wiem co o tym myslec....
poronilam 17 marca (koniec 7 tygodnia/poczatek 8), po 3 cyklach zaczelismy
starania o kolejna ciaze. w poprzednia zaszlam w drugim cyklu staran, wiec
napalilam sie, ze tym razem tez dlugo nie bedziemy dczekac na efekty...
po czerwcowej @ przestalismy sie zabezpieczac, a gdzies od polowy cyklu
zaczal mnie pobolewac brzuch... przez 2 tygdonie bole mialy rozna
intensywnosc - w 23 dc byly naprade mocne i potem w 26 dc tez... nakrecilam
sie, ze to ciaza, bole interpretowalam jako implantacje... (pamietam, ze w
tamtej ciazy dopadly mnie w 28dc i myslalam, ze to na @, a sie okazlo, ze nie
przyszla! ale nie byly az tak mocne) choc nie mialam takich "spuchnietych"
piersi jak w tamtym cyklu, kiedy zaciazylam (w lutym), zaczely pobolewac
dopiero od 24-25 dc, a wtedy juz od polowy cyklu...
w kazdym razie jakos interpretowalam te wszytskie objawy jako ciaze, choc te
bole brzuch mnie niepokoily... w 27dc zrobilam test i niestety, jedna kreska!
jednak to mnie tez nie zrazilo, bo wtedy zrobilam test w 32 dc dopiero i
kreska byla baaaardzo blada. jednak wczoraj (28dc) wieczorem zauwazylam krew.
pomyslalam: jednak @... no trudno!
ale dzis sie to tak rozkrecilo, ze przez caly dzien ze mnie lecialo! takie
okropne "gluty" (skrzepy)! przepraszam za dosadny opis... przypomnialy mi one
moje poronienie, bo gdy trafilam do szpitala z zagrozeniem, to potem jak
chodzialm do toaltey, to cos takiego ze mnie lecialo, a na drugi dzien bylo
po ciazy...

czy to mozliwe, ze znow poronilam???? jesli nie, to co moze byc przyczyna
tego rodzaju krwawien i bolu brzucha? nigdy czegos takiego nie mialam...
schizuje juz i nie wiem co o tym myslec....