sylwcia77
27.10.07, 14:11
Nie wiem, czy któraś z Was mnie pamięta, dawno tu nie zaglądałam.
Mam 4-letniego synka. W grudniu 2006 r. straciłam synka w 18 t.c.
Potem zaburzenia hormonalne, gronkowiec, paciorkowiec i e-coli w
szyjce macicy, brak owulacji, niedomoga ciałka żółtego. Przeszłam
leczenie, potem stymulacja clostelbegytem, luteina i ... udało się.
Zaszłam w upragnioną ciążę - test pozytywny. Lekarz potwierdził tą
nowinę, zalecił luteinę w gigantycznej dawce, nospę forte (mam bóle
podbrzusza i skurcze). Niestety bardzo krótko cieszyłam się tym
szczęściem. W dniu spodziewanej miesiączki zrobiłam betę hcg - wynik
22,1. Mało, ale w granicach normy. Po 1,5 doby powtórzyłam badanie -
wynik - 20. Lekarz mówi żeby się nie martwic, bo beta to
indywidualna sprawa i nie przyrasta tak szybko. Ale ja sobie
poczytałam na ten temat i wiem, że to nie jest dobry zwiastun. Nie
wiem, co mam o tym myślec. Z jednej strony bardzo chciałabym
wierzyc, że jeszcze nie wszystko stracone, ale z drugiej strony,
wolałabym poronic już teraz, niż za klika tygodni, ponieważ wiem,
jak to boli gdy traci się kilkunastotygodniowy płód. Tylko jaka jest
w takiej sytuacji rola luteiny, którą biorę? Łzy same mi płyną..
Smutno mi...