13.01.05, 16:21
Witajcie . CO U was dziewczyny? jak sie czujecie? jak nowy rok? jak terapie?
jakieś sukcesy?porazki
.Piszę dopiero teraz bo uznałam ze zbyt częste przesiadywanie na forach itp,
uwikłanie w temacie -nigdy nie pozwoli mi zająć się zyciem i ruszyć do
przodu. i jak mowiłam jestem zwolennikiem leczenia typu "porządny kop do
działania " a nie wzajemne uzalanie sie i pocieszanie to dzis już ledwo
wytrzymuję tak. Po prostu boję się ze gdy zacznę robic cos ponad moje siły
znów wejde w objawy i chorobę.Boję się że tak naprawdę nic nie wymyslę
lepszego i satysfakcjonującego co znow doprowadzi do nałogu.
Poza terapią chodze tez na grupe w krakowie i z jednej strony to jest fajne
doswiadczenie,mozliwosc rozmow, znajomosci a z drugiej czuję ze nie powinnam
tym bardziej ze dziewczyny są w tym stadium ktore juz jest za mną.
Kurcze praca nad psychiką to jednak najcięższa rzecz z tego wszystkiego ,
bolesna.. ale mam nadzieje ze skuteczna.
Napiszcie co u was proszę.
Obserwuj wątek
    • grubba1 Re: re again 13.01.05, 18:11
      Cześć be81,
      jestem nowa na tym forum i jak każdy poszukuję pomocy. Piszesz, że chodzisz na
      terapie i na grupę w Krakowie. Czy mogłabyś mi dać jakiś kontakt. Też jestem z
      Krakowa, ale do tej pory jakoś nie miałam szczęścia. Zależy mi na kimś
      kompetentnym, i nie od bulimii, czy anoreksji, tylko właśnie od kompulsywnego
      jedzenia.
      Pozdrawiam
      grubba1
    • kasiolda Re: re again 13.01.05, 18:45
      witaj be!jak milo ze sie odezwalas,jak milo uslyszec ze u Ciebie dobrze.
      u mnie przez krotki czas bylo lepiej,euforia z powodu nowej pracy,fajnych ludzi
      tam,coraz lepszych kontaktow z ludzmi ze studiow i ogolnie wrazenie zmian jakie
      we mnie zaszly,teraz znowu jest gorzej,znowu jem,uzalam sie nad soba,wszystko
      sprawia mi klopot,kazde spojrzenie,gest,wszystko wydaje mi sie porazka,miotam
      sie,milion mysli w mojej glowie,nie wiem co robic,jestem cala roztrzesiona w
      srodku,chce mi sie plakac,tyje i nie umiem przestac jesc,nienawidze siebie,bo
      jestem slaba,bo nie pasuje nigdzie,bo inni sie ciesza,smieja,rozmawiaja milo,a
      ja siedze z boku,jestem zmeczona tym wszystkim,tym ze musze codziennie
      pracowac,tym ze mam jakies obowiazki,najchetniej bym to wszystko
      rzucila,zamknela sie w czterech scianach,nie nadaje sie do niczego,nie nadaje
      sie do zycia wsrod ludzi..meczy mnie ta sytuacja,nie wiem czy jestem
      lubiana,czy robie to dobrze,nikt mi nie powiedzial,zyje w niepewnosci,w
      swiadomoscize jestem oceniana,ze byc moze za plecami obgaduja mnie,wytykaja co
      robie zle itd,nie umiem z tym zyc,boli mnie to,nie lubie tego,boje sie tego i
      jestem sama,nie mam sie komu wyzalic,poradzic,na szczescie w niedziele sie
      spotkam z psycholozka,moze cos na to poradzi..
      pozdrawiam
      oby tak dalej be!
      • be81 Re: re again 13.01.05, 19:47
        Witaj grubba1. Podaj mi Twego maila, to Ci napiszę informację- bo na razie
        grupa jest w zawieszeniu i się na nowo organizuje.
        A tak poza tym nie ma kogoś takiego jak specjalista od kompulsywnego jedzenia
        a i grupa łączy ludzi z rożnymi zaburzeniami odżywiania. Nie jest istotne czy
        wymiotujesz czy się głodzisz czy nadmiernie jesz ale najważniejsze w leczeniu
        jest dojść do tego dlaczego przenosisz swoje emocje/ życie/uwagę na sprawy
        jedzenia. Generalnie - leczenie uzależnienia.
        Kasiolda , witam:) Nie łam mi się tam!Aa wiesz troche mnie niepokoi Twoje
        zdanie odnośnie psycholożki ”może ona coś na to poradzi” Tylko Ty jesteś w
        stanie coś poradzić. Wiem ,że to trudne, a moment w którym sobie człowiek zda
        sprawę z tego jest jeszcze bardziej trudny. U mnie wcale nie tak dobrze.
        Wlasnie dlatego, ze uświadamiam sobie co dnia, że tylko ode mnie zalezy jak
        będzie a nie mam odwagi aby było tak dokladnie jak chcę.
        A propo terapii, to jeśli można Cię spytać: Kasiolda jak wyglada Twoja
        wspolpraca z terapeutą i jakimi technikami się odbywa?
        Bo się zastanawiam nad moją czy oby jest dobrze prowadzona, wiesz w
        dzisiejszych czasach nie można być niczego pewnym.
        Proszę tez innych doświadczonych o wypowiedzi w tej kwestii

        • kasiolda Re: re again 13.01.05, 20:36
          zdaje sobie z tego sprawe ze to ja jestem odpowiedzialna za swoje zycie i tak
          jak Ty sie boje w koncu cos zmienic,skonczyc z ciaglymi watpliowsciami,zrobic
          cos dla siebie,skonczyc z przesadnym mysleniem o innych.tez nie wiem czy jest
          dobrze prowadzona,ale mysle ze liczy sie to czy Tobie pomaga,czy lepiej sie
          czujesz ze soba,czy zmienia sie cos w Tobie.
          u mnie to jest rozmowa,ogolnie o tym co sie dzialo przez czas kiedy sie nie
          widzialysmy,opowiadam,psycholoz ka zadaje pytania,stara sie zaglebic w to co
          czuje,co sprawia ze tak sie czuje,probujemy znalezc jakies
          rozwiazania,generalnie kazd spotkanie daje mi cos do myslenia i po pewnym
          czasie zmienia cos,kedy juz to przetrawie,jakos tak automatyczie jestem inna
          osoba,widze ze coraz bardziej godze sie z tym kim jestem,jaka jestem,chociaz
          moze do konca nie wiem tego,ze robie sie bardziej otwarta szczera,niestety
          czasem zdarzaja sie doly,dna,od ktorych sie odbijam,tak jak teraz i mam
          nadzieje ze wkrotce to sie stanie i jestem ciekawa jak to wyglada u Ciebie i u
          innych
          • be81 Re: re again 14.01.05, 20:14
            aha Kasiu gdzie pracujesz? napisz coś o tym! ja tylko biegam po roznych
            pracodawcach i skladam oferty i tak w kolko bo zawsze mowia ze sie skontaktują
            i tak to mija.
            U mnie terapia podobnie- rozmowy. Choć mam takie dni ,że nie mam o czym i nie
            chcę mi sie rozmawiac na trudne tematy. Czasem mi uswiadamiaja wizyty ze
            popelniam bledy- co mnie jeszcze bardziej wkurza. Bo jak to sobie uswiadomię to
            juz nie moge zwalac lenistwa na pogode/okres itd itp.
            No coż 23 lata blednego myslenia nie da rady naprawic w 3 tygodnie.
            Pozdrawiam papa
            • horlaa Re: re again 15.01.05, 15:52
              moja terapia też polegała na rozmowie. ale bardziej ja mowiłam - okazało się
              jak wielką mam potrzebę mówienia zaufanej osobie, zwierzania się, po prostu
              wygadania. i to jeszcze w poczuciu, że ten ktoś nie będzie mi udzielał rad (jak
              np. rodzice) tylko po prostu wysłucha, czasami coś dopowie, i już.
              moja terapeutka jest b. oszczędna, stara się niczego nie narzucac, i to mi się
              u niej podoba. od paru miesięcy nie chodzę w ogóle na terapię, głównie z powodu
              finansów, ale i też dlatego , ze próbuję się sprawdzić - jak to jest "bez".

              be, jeśli chodzi o Twoje wątpliwości co to terapeuty, to zastanów się co ci nie
              odpowiada, jeśli nie odpowiada, i powiedz o tym terapeucie. a jeśli to takie
              ogólne wątpliwości, na zasadzie "ciekawe jak mają inni" - to nie masz się czym
              przejmować. jeśli z wizyt wychodzisz w dobrym nastroju, jeśli chętnie się
              spotykasz, rozmawiasz, i CZUJESZ że ciągle dowiadujesz się nowych rzeczy, że
              się zmieniasz - to jest ok.
              ja też miałam taki moment jakby kryzysu - bo ciągle jadłam, mimo tego, że
              czułam się lepiej - ale to minęło, zresztą gadałam o tym z terapeutką. okazuje
              się, że trzeba dużo spokoju i cierpliwości, żeby to wszystko zaczęło działać :)

              życzę dalszych owocnych działań :)
              i ściskam


              ps. a co do częstotliwości odwiedzania forów to też wiem o czym mówisz :) był u
              mnie taki moment, że po prostu nie mogłam patrzeć i słuchać niczego związanego
              z ED bo strrasznie mnie to wkurzało wręcz :) to była organiczna niemal niechęć.
              ale potem się ustabilizowało i teraz mogę tu zaglądać i gdzie indziej też :) i
              nie czuć nic negatywnego, wprost przeciwnie. może trzeba nabrać siły żeby się z
              tym spotykać.
      • horlaa do kasioldy 15.01.05, 16:09
        kasiolda napisała:

        > nienawidze siebie,bo
        > jestem slaba,bo nie pasuje nigdzie,bo inni sie ciesza,smieja,rozmawiaja
        milo,a
        > ja siedze z boku,jestem zmeczona tym wszystkim,tym ze musze codziennie
        > pracowac,tym ze mam jakies obowiazki,najchetniej bym to wszystko
        > rzucila,zamknela sie w czterech scianach,nie nadaje sie do niczego,nie nadaje
        > sie do zycia wsrod ludzi..meczy mnie ta sytuacja,nie wiem czy jestem
        > lubiana,czy robie to dobrze,nikt mi nie powiedzial,zyje w niepewnosci,w
        > swiadomoscize jestem oceniana,ze byc moze za plecami obgaduja mnie,wytykaja
        co
        > robie zle itd,nie umiem z tym zyc,boli mnie to,nie lubie tego

        (...)

        cały ten kawałek postu bardzo mnie poruszył, napisałaś jakby esencje tego, co
        czuje osoba z gatunku "takich jak my"...
        po pierwsze, na pewno ten kryzys wynika z tego, że początkowa euforia opadła.
        pojawiły się codzienne nawyki, trochę monotonii, jakiegoś "ustabilizowania" -
        więc i stare przyzwyczajenia wróciły.

        boisz się też relacji z ludźmi z pracy - dobrze cię rozumiem, też tak mam i
        ciągle nie umiem sobie z tym poradzić - takie poczucie, że każdy za plecami "ma
        coś na mnie", że oni tak naprawdę mnie nie lubią, a jak ktoś mnie zauważy,
        doceni, to wyolbrzymiam to i rzucam się na zupełnie drugi biegun: "wow, jaka
        jestem wspaniała, po prostu najlepsza". to jest troszkę nieracjonalne myslenie,
        takie zbyt skrajne, szaleńcze.
        głupio pisać: rób swoje. ale może tak trzeba. drobne kroczki. może coś już się
        nauczyłaś dzięki terapii, zastosuj to. jeden maleńki drobiazg. chociaż coś. nie
        popadaj od razu w skrajny dół - nie daj się!!! wiesz, że to tylko Twoje myśli
        robią Ci takiego psikusa - to ty sama się pogrążasz, nikt inny... to nie Twoja
        wina, po prostu tak jest, a skoro o tym wiesz, to pora to zmienić :)

        maleńkimi krokami...

        ja od października mam pracę, taką bylejaką, byle przetrwać, ale panuje w niej
        sieć takich układów, że strasznie mi obrzydła, choć początkowo wszystko mi się
        podobało. też mam problem z zachowaniem tam, głupie "dzień dobry" sprawia mi
        problem. ale ale: uważam, że to DLA MNIE typowe. po prostu (pora się przyznać)
        jestem nieśmiała. MAM PRAWO do czucia się nieswojo w nowej sytuacji. cóż, tak
        jest i koniec.
        teraz pomału się rozkręcam. zaczynam po takim czasie czuć się swobodniej, choć
        też nie jest idealnie, ale lepiej. np. dzięki sile która jest we mnie coraz
        częściej nauczyłam się asertywności!! mam taką koleżankę, trochę toksyczną,
        która lubi rozkazywać. za każdym razem, kiedy tak się zachowuje, odmawiam,
        mówię "ty to zrób". i co? ROBI TO. :) to cudowne.

        piszesz też o sprawach czysto towarzyskich, byciu lubianym, itp. trudno w pracy
        wejść w takie układy jak na studiach, to już coś innego. są jednak takie
        sytuacje, które można zmienić, i można się przełamać. mi kiedyś, w innej pracy,
        sprawiały problem przerwy. jadłam śniadanie sama przy stoliku. pochłonięta w
        swoich myślach. było mi z tym źle.
        jednego dnia wyszłam po prostu na przerwę z inną dziewczyną, tzn zaraz za nią,
        czy jakoś tak - usiadłyśmy razem, inni się do nas dosiedli. a może było
        inaczej? nie pamiętam. chodzi o delikatne "uformowanie" sytuacji. jesli ludzie
        nie zwracają na mnie uwagi, to dlatego, że ja się chowam. świadomie chciałam
        być sama, ale JEDNOCZEŚNIE bolało mnie to.
        wystarczy jeden jedyny raz się uśmiechnąć, zagadać, razem gdzieś pójść -
        pójdzie łatwiej. nadal trudno, ale o wiele łatwiej. potem ludzie się będą
        trzymać z Tobą, wyciągać na przerwy i inne takie - zależnie od charakteru
        Twojej pracy - ja pamiętam jak w tamtej starej pracy nie mogłam się nadziwić,
        że kilka osób pytało mnie: to co, kiedy idziemy na przerwę? PYTALI MNIE! :)
        rozmawiali ze mną! to przeniosło się na cały czas w pracy, potem nawet
        podwożono mnie do domu samochodem - wow! sukces! :)
        a trzeba zacząć od jednej małej iskierki. uda ci się :)

        buziaki

        coś dłuuugaśny ten post wyszedł :)
        • kasiolda Re: do kasioldy 16.01.05, 15:37
          jak zwykle pieknie dziekuje za slowa wsparcia,narzekam czasem ze jestem sama,ze
          nie mam nikogo bliskiego,ale to nie do konca prawda,mam duzo takich osob,moze
          nie zawsze sa w stanie mnie pocieszyc,ale sa ze mna,wielkie dzieki
          Horlaa,Szczesliwawa,Mostena,Be. nie chcialabym nikogo pominac,ale ciezko mi
          wymienic wszystkie forumowiczki,od ktorych uslyszalam cieple slowa,w kazdym
          badz razie wiedzcie ze wszystkim wam jestem wdzieczna bardzo bardzo,wiem tez ze
          takie doly i czarne mysli to rzeczywiscie kwestia mojego myslenia,ktore nie
          jest tak latwo zmienic,ale pracuje nad tym,ze z jednej strony bardzo potrzebuje
          tego wsparcia,a z drugiej strony czasem nie potrafie o nie prosic i przyjac je.
          masz racje Horlaa,moze rzeczywiscie troche sie izoluje,moze nieswiadomie
          wlasnie powoduje ze nie jestem zauwazana,bo moze tak naprawde nie chce,boje
          sie,ale nad tym tez popracuje
          a co do twojego pytania Be to jestem na stazu w bibliotece,moze to jest jakies
          wyjscie?mnie ciezko bylo znalezc jakas prace,zaraz po ogolniaku na dodatek nie
          moglam byc dostepna caly czas,a na staz chetniej przyjmuja,bo za to nie placa.
          pozdrawiam i zycze powodzenia!!!
          • be81 LeNiwa nIEdziela 16.01.05, 17:45
            No własnie Kasiu , a ta praca nad samym sobą okazuje się nie być wcale
            lekka ,szybka, piękna i zmieniająca od razu całokształt. Przynajmniej u mnie
            tak jest i takie zderzenie oczekiwań z rzeczywistością może spowodować nieraz
            dołki:( ,co nie?
            Niezły pomysł z tym stażem. Widzę że się tam coś jednak zle czujesz???????????
            Wiesz , zawsze jest swiadomość ze to tylko chwilowe a jednoczesnie można się
            rozgladać za czyms co Cie bardziej interesuje. Choć, kto wie może obecna praca
            dostarczy Ci satysfakcji i energii. Trzeba próbować:) Też będę składać oferty
            na praktyki skoro pracy nie ma:D
            Horlu, pytam o terapię gdyż widzę ze są rożne metody leczenia terapeutycznego.
            Ogolnie jestem zadowolona. Zastanawiam się tylko dlatego ,że płacę dużo , wiec
            oczekuję też efektow przyszłościowych a nie tylko samego wygadania się.J Choc
            to też. :)))))))))
            Myślałam do tej pory, ze psycholog to psycholog. Rozmowa i tyle.
            Tymczasem są różne techniki prowadzenia terapii (zwłaszcza w leczeniu BED) np.
            systemowej, behawioralnej, poznawczej, analitycznej, Gestalt itd.. Może coś
            wiadomo Ci o tym:)? Albo innym?
            • horlaa Re: LeNiwa nIEdziela 16.01.05, 19:10
              szkoda, że nie pamiętam już ze studiów - miałam omówione wszystkie rozdzaje
              terapii :) jak coś sobie przypomnę, to napiszę.


              efekty przyszłościowe będą, nie musisz się obawiać. choć wszystko zależy od
              Ciebie. ale to wiadomo.

              zmykam, niestety mam zły dzień. trzymajcie się
            • kasiolda Re: LeNiwa nIEdziela 17.01.05, 11:53
              nie tylko u Ciebie kochana.sa dolki,ale pocieszajace jest to ze po takich
              dolkach przychodza lepsze chwile,zmiany i jest lepiej,widocznie tak ma byc..
              troche sie zle czuje,nie wiem czy to wynika z mojego zachowania czy Ci ludzie
              po prostu sa tacy.ale praca mi sie podoba,lubie pomagac innym.mam swiadomosc ze
              to chwilowe,to mnie czasem pociesza,pozwala zacisnac zeby,ale z drugiej strony
              otwieram sie,w koncu co mam do stracenia?raz jest lepiej,raz gorzej.zycze
              powodzenia w szukaniu stazu!!!!!
              niestety nie znam sie na technikach terapeutycznych,ale zgadzam sie z horlaa ze
              efekty przyszlosciowe zaleza tez od nas samych.trzeba duzo cierpliowsci
              3maj sie cieplo i Ty horlaa tez,zycze Ci zeby dzisiejszy dzien byl lepszy niz
              wczorajszy,pamietaj jestes dobrym czlowiekiem i nikt nie potrafi tak pocieszyc
              jak Ty
              pozdrawiam
              • be81 Poniedz. 18.01.05, 01:03
                no to widzę że każda się trochę miota. A może się mylę?
                Ja w kazdym razie na pewno. Z 1 strony chęć & energia na aktywne i zdrowe
                zycie, momenty przebłyskow i działania. Z drugiej strony,jak już wiem ,że
                wiąże sie to z wyzwaniami, przeszkodami, to jakaś częśc mnie pragnie się
                schować przed niebezpieczenstwami swiata w swoim własnym swiatku. Odłożyć znów
                na później. Taki miałam ostatni weekend własnie. Dołki po to by znów było
                lepiej? nie wiem doprawdy czasami którędy droga.
                a jak u was sie rozpoczął nowy tydzien?
                • horlaa Re: Poniedz. 18.01.05, 14:00
                  właśnie uświadomiłam sobie, że moje kryzysy są już inne. raz, że bardzo
                  rzadkie. dwa, że inaczej przebiegają. o ile wcześniej polegało to na wyrzucaniu
                  sobie beznadziejności/lenistwa/braku silnej woli/brzydoty/głupoty... to teraz
                  jest to PO PROSTU KRYZYS. chwilowy całkowity zanik siły. opadają mi wtedy ręce,
                  po prostu.
                  a potem, pomalutku, zaczynam myśleć skąd ten kryzys: i nigdy nie okazuje się,
                  że "ot tak, z powietrza". najczęstsze przyczyny to przepracowanie, przemęczenie
                  (tym bardziej że mam problemy ze zdrowiem a wkrótce zabieg), i poczucie
                  samotności. albo PMS. wszystko bardzo konkretne i obiektywne, prawda? to mi
                  pomaga jakoś to pokonać - po prostu wiem, że to minie. jestem tego pewna.

                  teraz jestem chora i siedzę w domu. niestety. wolałabym pracować, nie stać mnie
                  na chorowanie... ale moja druga część cieszy się strasznie - 2 dni
                  odpoczynku... dwa dni... wspaniale...

                  ostatnio zdarzają mi się częste napady. ale to chyba właśnie z braku siły. boję
                  się wciąż uznać siebie za momentami słabą. a przecież to nic złego. jestem w
                  takim momencie życia, że mam prawo NIE WIEDZIEĆ CO ROBIĆ. a jednak mam napady.
                  na szczęście bardziej polegają na kupowaniu, niż jedzeniu. zakupy z
                  niedzielnego napadu starczają mi na kilka dni, a nie jak wcześniej, na 1
                  wieczór. poza tym świadomość że jakieś smakołyki zalegają mi na półce
                  uspokaja "jakby co, to mam co podgryźć". i nie podgryzam :)

                  z tego wszystkiego wynika że nawet złe może wyjść na dobre :)

                  ok idę pić lekarstwo :)

                  trzymajcie się wszystkie
                  • kasiolda Re: Poniedz. 18.01.05, 18:33
                    u mnie dalej kiepsko,moze psychicznie nie tak bardzo,moze tego nie widac,bo
                    usmiecham sie,rozmawiam,dzialam,ale gdzies w glebi jest jakis
                    niedosyt,niezadowolenie,krytyka samej siebie,doszukiwanie sie
                    bledow,porazek,brak szacunku dla samej siebie,nie umiem walczyc o swoje
                    zdanie,moje rozmowy sa kalekie,daje sie przegadac,pozwalam by ktos za mnie
                    dokanczal zdanie,dopowiadal,nie umiem powiedziec ze przeciez to wlasnie
                    powiedzialam przed chwila gdy ktos nie sluchajac mnie powtarza to samo,nie
                    umiem sie wyslowic,czasem boje sie odezwac,ehh no i jem dalej,boje sie ze moze
                    to sie nie skonczy,przygladam sie sobie w lustrze dzisiaj i wygladam
                    tragicznie,na buzi pojawily mi sie wypryski i generalnie jestem spuchnieta cala
                    i chociaz nie narzekam juz jak kiedys i nie przejmuje sie tym tak bardzo,to
                    jednak martiwe sie ze nadejdzie wiosna,lato i w czym ja bede chodzic?
                    • horlaa Re: Poniedz. 18.01.05, 19:18
                      kasiolda, nie masz się z czego cieszyć? naprawdę jest aż tak źle? uśmiechasz
                      się, rozmawiasz, niby sama piszesz, że wychodzi ci to na razie kulawo, ale ty
                      się przecież dopiero rozkrecasz, prawda...? masz prawo mieć porażki, może ci
                      coś nie wychodzić, nic w tym złego...

                      naucz się dostrzegać pozytywne strony sytuacji, bo inaczej zawsze, zawsze
                      będzie coś nie tak. zawsze. uwierz mi, sprawdziłam po sobie.

                      ja wiem, że czasem jest cholernie ciężko, ma się ochotę tłuc głową w ścianę
                      albo schować pod kocem i nie wychodzić ale... to moment. to mija. chyba nie
                      chcemy zmarnować całego swojego życia na wpisywanie się na tym forum? co? :)

                      buziaki
                      dużo siły

                      uśmiechaj się dalej.
                      • kasiolda Re: Poniedz. 18.01.05, 20:22
                        dzieki horlaa,wiesz zadziwiasz mnie,skad w Tobie tyle optymizmu i ciepla i mimo
                        ze u Ciebie nie za dobrze,to potrafisz pocieszyc drugiego czlowieka,powiedziec
                        mu cos milego,nie skupiasz sie na sobie,nie narzekasz jaka ja to
                        biedna,nieszczesliwa,nikt nie ma tak zle jak ja,mnei to sie niestety czesto
                        zdarza
                        masz racje,staram sie dostrzegac pozytywne rzeczy,ale czasem tak jak dzisiaj
                        moj wrodzony pesymizm bierze gore,moje ciagle niezadowolenie i pragnienie
                        wiecej,pragnienie bycia i...
                        ale bede sie starac dalej
                        pozdrawiam
                        • horlaa Re: Poniedz. 18.01.05, 21:23
                          wiesz, troche robie to z egoistycznych pobudek :) po prostu męczy mnie, jak
                          ludzie narzekają. takie społeczeństwo, czy co. nic, tylko narzekać ;) od
                          pewnego moment, kiedy we mnie wiele się zmieniło, nie potrafię być wobec tego
                          obojętna.

                          to raz. a dwa - szkoda życia, mówię Ci!
                          owszem, nie idzie, jest do dupy, jest beznadziejnie, ale nie mozna się nad tym
                          roztkliwiać. nie można o tym pisać ciągle i ciągle. trzeba zrobić sobie
                          herbatę, puścić łezkę, a potem podnieść się i uśmiechnąć do samej siebie.
                          inaczej życie nie miałoby sensu.

                          tak wygląda to z mojej perspektywy.


                          piszesz, że u mnie nie za dobrze. niby tak, ale we mnie, w środku, jest OK. to
                          jest najważniejsze. mocno wierzę, że JAKOŚ BĘDZIE :) choć czasami nie mam już
                          siły. ale co tam :) to tylko taki czas trudny. choroba itp. będzie gut - tak
                          właśnie polepszam sobie nastrój + fantastyczna muzyka + dobry film. i tak
                          dalej... trzymaj się.
                        • be81 Re: Poniedz. 18.01.05, 21:30
                          Horlu, tez tam byłam w tym monecie gdy kryzysy sa inne, gdy kupowałam a nie
                          objadałam się. Byłam na granicy odejscia bed w niepamiec. Tylko zawsze się
                          cofam po jakims czasie.Nie do punktu wyjscia ale...Za szybko bym
                          chciała,zdrowienie powinno byc stopniowe, tak jak zdaje się u Ciebie.
                          Noo, tak w ogole, spojrzmy prawdzie w oczy: życie w nałogu zabiera nam całą
                          energię potrzebną do: budowania pewności siebie, relacji z ludzmi, mocy.:-0
                          aa..Kasiu jak jest ok to po co sie objadasz? /wiem nie powinnam pytac zwlaszcza
                          ja, ale to pyt ma ukryte tresci, sproboj sie zastanowić:))/
                          • kasiolda Re: Poniedz. 19.01.05, 16:29
                            tez bym chciala szybko wyzdrowiec,znormalniec od tak pstryknac palcami i
                            juz,ale powtarzam sobie to co powiedziala moja psycholozka ze gdybym miala to
                            za darmo,bez wysilku to nie docenilabym tego tak jak gdybym osiagnela to ciezka
                            praca nad sama soba i chyba cos w tym jest,bo gdy dostrzegam jakas zmiane w
                            sobie,chocby najmniejsza to jestem wtedy taka z siebie dumna i nie moge
                            uwierzyc ze cos sie zmienilo,ze udalo mi sie..
                            droga be caly czas sie zastanawiam dlaczego,nie wiem moze dla mnie dobrze to za
                            malo,chce czegos wiecej,chce tej szybkiej normalnosci?a Wy co o tym myslicie?
                            pozdrawiam
                            • horlaa Re: Poniedz. 19.01.05, 17:58
                              kochana Kasiolda, każda z nas chciałaby ot tak byc zdrowa, jak najszybciej, jak
                              to możliwe. ale nie ma tak łatwo. najlepszy chyba w tym wszystkim jest sam
                              PROCES. samo to odkrywanie wszystkiego, poszerzanie wiedzy o sobie... to
                              świadome zmienianie potem siebie.

                              inna rzecz, ze każda z nas na pewno ma w sobie jakiś utajony perfekcjonizm.
                              chcemy być najlepsze, po prostu. co ciekawe, dla nas wydaje się to oczywiste,
                              że ciągle jesteśmy "nie dość dobre". ciągle zamiast porównywać siebie z sobą,
                              porównujemy się z najlepszymi. ja np. nie uważam że dobrze śpiewam, bo
                              porównuję się z piosenkarkami albo ludźmi po Akademiach Muzycznych. i nie
                              wierzę jak ktoś mi mówi że ładnie śpiewam. bo co to znaczy ładnie? to taki
                              budyń - ani w tą, ani w tą.
                              musimy trochę przystopować, trochę dać sobie luzu, pozwolić sobie na bycie OK,
                              a nie zaraz jakaś tam super. perfekcjoniści są niewolnikami perfekcjonizmu.
                              ciągle za mało, ciągle źle...

                              cieszyć się tym, co jest. doceniać to, co się ma. doceniać kolejne etapy.
                              poszczególne dni. to jest dopiero Coś.


                              a tak na marginesie, to właśnie sobie uświadomiłam, że od momentu powiedzenia
                              sobie "jestem chora. chcę być zdrowa" do momentu "jest coraz lepiej, dobrze mi,
                              ale przede mną jeszcze sporo pracy" (czyli teraz) minęło... ok 3 lat. jak nie
                              więcej.
                              i to nadal trwa! nadal nie jestem całkowicie zdrowa!


                              cierpliwości.
                              spokoju.
                              luzu.
                              otwartości.
                              i optymizmu.

                              życzę. :)
                              • kasiolda Re: Poniedz. 19.01.05, 21:01
                                masz racje,jestem perfekcjonistka,do bolu,nie cierpie przegrywac,nie cierpie
                                byc ta najgorsza,nie cierpie byc krytykowana,nie cierpie gdy ktos mowi mi ze
                                popelnilam blad,czuje sie wtedy nic nie warta,jakbym popelnila wielka
                                zbrodnie,bo jak to tak,nie wypada
                                nie lubie gdy wokol mnie sa ludzie ktorzy swietnie sie ze soba dogaduja podczas
                                gdy mnie przychodzi to z trudem,gdy inni mowia sa sluchani,zaraz ktos ma cos do
                                dodania,gdy ja sie odezwe zapada cisza i wtedy jest mi glupio zaczynam gadac
                                gadac i gadac az w koncu sie w tym wszystkim platam,w ogole nie lubie
                                niedokonczonych opowiesci,zdan,zawsze to co mowie musi miec jakis logiczny
                                koniec,wniosek cos w tym stylu,moze wlasnie dlatego nikt nic nie mowi,bo
                                wszystko zostalo powiedziane?wogole wydaje mi sie ze za duzo mowie,ze
                                chcialabym wszystko komus zdradzic,ze ciagle tkwi we mnie ta chec wygadania sie
                                komus,wyzalenia a moze to proba znalezienia akceptacji?
                                przystopowac,tak trzeba,ale ciezko,to wszystko jest podswiadome,czasem ciezko
                                to zahamowac,dzieje sie automatycznie,ani sie nie obejrzysz a tu juz wewnetrzny
                                krytyk robi swoje..
                                podziwiam horlaa twoja wytrwalosc i zycze szybkiego powrotu do zdrowia
                                Tobie,sobie i reszcie forumowiczek i prosze Was o danie znaku zycia
                                pozdrawiam
                                • szczesliwawa Mówisz i masz ;-) 19.01.05, 21:22
                                  A no witam w nowym roku. Kasiolda, gratuluję nowej pracy i postępów z
                                  leczeniem.
                                  Nie odzywałam sie ostatnio za często, bo mam dziwne wrażenie, że pisanie
                                  postów, rozważanie, mielenie objawów tylko powodują, że czuję się gorzej. U
                                  mnie jest kiepsko, znaczy, z napadami sobie radzę, gorzej z życiem. mam
                                  depresję, problemy, zbliża się sesja. I próbuję załatwiać sprawy załatwiając
                                  je, a nie zajadając. Wychodzi mi bardzo średnio. Ale napadów nie mam prawie
                                  wcale. No i o czym tu pisać...
                                  Pozdrawiam, dziewczęta.
                                  • kasiolda Re: Mówisz i masz ;-) 19.01.05, 21:36
                                    witaj szczesliwawa!!!!!!!!!
                                    super ze sie odezwalas!
                                    ciesze sie ze jakos sie 3masz.
                                    oby tak dalej!oby jak najmniej naapdow!
                                    wiem co czujesz,ciezko tak na "trzezwo" zyc,ciezko nie moc uspokoic
                                    sie,poprawic sobie humor jedzeniem,ale trzeba probowac,bo to do niczego nie
                                    prowadzi,to dziala na krotko chwile,potem jest tylko gorzej
                                    a wiesz,u mnie to dziala odwrotnie,skoro nie moge jesc,to babram sie w tym,w
                                    swojej chorobie,swoich myslach,lekach,mysle,analizuje porownuje i jakos mi
                                    lepiej
                                    powodzenia w trakcie sesji!
                                    odezwij sie czasem
                                    pozdrawiam
                                    • be81 Re: Mówisz i masz ;-) 20.01.05, 17:33
                                      Nio,a czym jest dla Was wyzdrowienie? Bo dla mnie to nie tylko kwestia braku
                                      napadow (majac motywację. można je wstrzymywac na siłę dlugi czas, przekonałam
                                      się).
                                      Co do tego ,dlaczego tkwimy w tym jeśli nawet jest okej to: myślę, że musi
                                      tkwić choć mała cząstka w nas, która nie chce wyjść raz na zawsze z choroby.
                                      Ja, w większosci dni owszem bardzo chcę wyjść. Bo bed przeszkadza, zabiera
                                      czas i energię, bo źle wpływa na wygląd, bo nic się nie chce itd., oddala mnie
                                      od realizacji celówi rzeczywistości.
                                      Niestety, ciągle mam w głowie typowe mysli człowieka uzależnionego. Nie mogę
                                      wymazać z pamięci, że choroba dostarczała mi ukojenia, że była antidotum na
                                      problemy, ze mam coś w zyciu / typu: grupa, forum, terapia./ Oczywiście złudne
                                      ukojenie i złudne antidotum, złudne poczucia posiadania czegoś w zyciu, ale jak
                                      to przetłumaczyć samej sobie. 2ga rzecz to mam zakodowane, ze po upadkach
                                      nabierałam znów mocy.
                                      Pewno u każdego jest inaczej i każdy ma inny sposób . Ja nadal poszukuję
                                      swojego;))))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka