alex.4
19.06.04, 12:58
Koniec taniej ropy
Platformy wiertnicze niedaleko Baku (Azerbejdżan), wciąż wysysają ropę z dna
Morza Kaspijskiego. Jak długo jeszcze?
Fot. EFREM LUKATSKY / AP
ZOBACZ TAKŻE
• Benzyna już nie stanieje (16-06-04, 18:15)
Coraz trudniej o odkrycie nowych złóż ropy, 0,04MB
Andrzej Hołdys 16-06-2004, ostatnia aktualizacja 17-06-2004 13:41
Zapomnijcie o niskich cenach benzyny. Zasoby łatwo dostępnej ropy są bowiem
na wyczerpaniu. By wypompować ten surowiec z pozostałych złóż trzeba je...
podpalić bądź wpuścić tam "ropożerne" bakterie - twierdzi autor raportu w
najnowszym "Nature".
Tuż po drugiej wojnie światowej co roku odkrywano złoża o łącznej pojemności
ok. 40-50 mld baryłek. Tak było jeszcze w latach 60. Pod koniec XX wieku
znajdowano już tylko ok. 10 mld baryłek ropy rocznie. To prawie trzy razy
mniej, niż wynosi jej światowe zużycie (około 28 mld baryłek). A
zapotrzebowanie na ten surowiec wciąż rośnie. W najbliższych latach miliardy
mieszkańców Chin i Indii będą się przesiadać z rowerów i riksz do samochodów.
Skąd wziąć benzynę?
Co robić? Co robić?
Skoro nowych pokładów ropy przybywa coraz wolniej, a potrzeby wciąż rosną,
nie ma rady - trzeba będzie sięgnąć do starych złóż. Jest w nich bowiem
jeszcze mnóstwo surowca, tyle że ze względu na skomplikowane warunki
geologiczne znacznie trudniej dostępnego.
Badacze mają jednak pewne propozycje. Niektóre z nich przedstawia raport
opublikowany dziś w "Nature". Część tych pomysłów jest znana od dawna, inne
pojawiły się ostatnio, ale żadnym z nich nikt do tej pory poważnie się nie
zajmował. Po co zawracać sobie nimi głowę, skoro łatwo dostępnej ropy było w
bród?
Nowe metody pozyskania ropy dopiero teraz zaczynają być testowane na dużą
skalę. Cel jest jeden: wycisnąć ze złoża wszystko, co się da. Niestety, to
będzie kosztowało. Wywiercenie dziury i postawienie szybu już nie wystarczy.
Dlatego, jak podkreśla wielu ekspertów, czasy taniej benzyny raczej już nie
powrócą, nawet jeśli sytuacja polityczna na świecie się zmieni.
- W samych Stanach mamy około 350 mld baryłek ropy, której dotychczas nie
opłacało się wydobywać. To zasoby 15 razy większe od tych, które można
pozyskać w tradycyjny sposób - podkreśla Betty Felber z National Energy
Technology Laboratory w Pittsburghu.
Podpalać!
Pierwsza z niekonwencjonalnych metod jest ryzykowna. Polega na podpalaniu
złoża. Stosowali ją już pół wieku temu Rosjanie, choć okazjonalnie i
nierzadko wbrew własnej woli. Gdy pompowali powietrze do złóż, by zmusić w
ten sposób ropę do wypłynięcia, dochodziło czasem do przypadkowych
samozapłonów. Odkryto wtedy, że ogień trawi niewielką część ropy, a resztę
podgrzewa, zmniejszając jej lepkość. Mniej kleista breja łatwiej wypływa spod
ziemi w pobliskich szybach naftowych. W latach 80., kiedy ceny ropy również
były bardzo wysokie, testowano tę metodę w wielu miejscach na świecie. Gdy
jednak kryzys paliwowy minął, próby te zarzucono. Niektóre z nich kończyły
się zresztą dramatycznie - eksplozją szybu, którym pompowano powietrze.
Czasem jednak rezultaty testów były zdumiewająco dobre: stare, zdawałoby się
całkowicie "wypatroszone", złoże tryskało ropą jak za dawnych lat. -
Analizowaliśmy te przypadki i w ten sposób opracowaliśmy własną metodę
podpalania złóż. Jest skuteczna i zarazem bezpieczna - mówi brytyjski
geofizyk Malcolm Graeves z uniwersytetu w Bath.
Wkrótce się okaże, czy ma rację. Jego metoda zostanie bowiem przetestowana na
polu naftowym Christina Lake w kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska.
Jest tam, jak się szacuje, ok. 1 mld baryłek ropy. Uczony zapowiada, że
podpalając i podgrzewając złoże, wydobędzie aż 80 proc. surowca (tradycyjnymi
technikami pozyskuje się zwykle nie więcej niż 50-60 proc.). Eksperyment
rusza w grudniu. - Jeśli się powiedzie, będzie to oznaczało, że możemy
wkrótce zwiększyć wydajność wielu złóż nawet o jedną czwartą. W skali świata
są to setki miliardów baryłek ropy - podkreśla Graeves.
Wpompować ropożerców!
Tym, którzy nie lubią ognia, badacze proponują inną metodę. Pierwszoplanową
rolę odgrywają w niej bakterie, które żywią się węglowodorami (ropa naftowa
jest ich mieszaniną). Z usług mikrobów korzystają już inżynierowie
środowiska, np. przy oczyszczaniu plaż zanieczyszczonych ropą, która wyciekła
ze statków. Norweski biolog Egil Sunde uznał, że skoro mikroby tak dobrze
wykonują swoją pracę na powierzchni planety, warto sprawdzić, czy mogą nam
się one przydać pod ziemią. W swoim laboratorium prowadzi hodowlę bakterii,
które robią dwie rzeczy na raz - pożerają ropę i rozbijają ją na mniejsze
cząstki. Dzięki temu nie przywiera ona tak mocno do skalnych okruchów i
stawia mniejszy opór podczas wydobywania.
Sunde nie chce jednak zdradzić, jak się nazywają jego mali ropożercy.
Zasłania się tajemnicą służbową. Usta zamknęła mu umowa z koncernem Statoil,
który finansuje badania. Od 2001 r. firma sprawdza na Morzu Północnym, czy
mikroby rzeczywiście robią to, czego się od nich oczekuje. Są wpompowywane
wraz z tlenem i związkami odżywczymi do złoża Norne. Wyników tego
eksperymentu wciąż nie znamy, bo jak twierdzą przedstawiciele koncernu, jest
na to zbyt wcześnie. Należy się jednak spodziewać, że zostaną ujawnione
dopiero wtedy, gdy metoda będzie już chroniona patentem.
- Wszystkie duże koncerny naftowe i współpracujące z nimi placówki naukowe
prowadzą po cichu takie badania. Nie chwalą się tym, bo gra idzie o wielką
stawkę. W odpowiednim momencie, kiedy skończy się już tania ropa, wyciągną
asa z rękawa - mówi brytyjski ekspert David Hughes. Ta chwila jego zdaniem
zbliża się nieubłaganie. Czasy, gdy baryłka kosztowała parę dolarów i ropą
szastało się na prawo i lewo, już nie wrócą. - Teraz liczyć się będzie każda
kropla - przewiduje Hughes.