Dodaj do ulubionych

europka karzelkow kuli ogon

08.09.04, 05:10
Sława!
Europa kuli ogon - felieton Dawida Warszawskiego z cyklu "Prognoza Pogody"






Dawid Warszawski 07-09-2004, ostatnia aktualizacja 07-09-2004 15:53



No i rozeszło się po kościach. Szefowie unijnej dyplomacji postanowili w ten
weekend, że Unia weźmie jednak udział w planowanym na początek października w
Hanoi szczycie z państwami południowo-wschodniej Azji z ugrupowania ASEAN.
Wcześniej Bruksela nie chciała, by obecna tam była Birma, której wojskowy
reżim od dziesięcioleci krwawo gwałci najbardziej elementarne prawa człowieka
i więzi przywódczynię demokratycznej opozycji, laureatkę pokojowej Nagrody
Nobla Daw Aung San Suu Kyi. W odpowiedzi ASEAN groził, że nie zgodzi się na
obecność na szczycie nowych członków Unii, w tym Polski - jak wy możecie nam
dyktować, kto ma przyjechać, to my wam też. Bruksela w końcu się ugięła;
oświadczyła jednak, iż oczekuje, że Rangun nie będzie w Hanoi reprezentowany
na szczeblu głowy państwa - unijni dyplomaci mieli nadzieję, że unikną w ten
sposób ściskania rąk zbyt zbrukanych krwią. Chyba jednak będą musieli zabrać
ze sobą spory zapas mydła - Tajlandia oświadczyła już, że Birma sama winna
ustalić, kto będzie ją reprezentował. Słusznie - nie ma w końcu z punktu
widzenia odpowiedzialności za zbrodnie znaczącej różnicy między przywódcą
junty, Sekretarzem Numer Jeden, a którymś z jego podkomendnych.



Europejska rejterada to triumf oprawców z Rangunu - nikt w Brukseli nie mówi
już o sankcjach gospodarczych wobec Birmy. Mimo że nałożył je rok temu
Waszyngton, inwestycje zagraniczne wzrosły i tak w 2003 r. o niemal 100 proc.
Birma to raj dla inwestorów: ropa, rzadkie metale, drogie kamienie i siła
robocza potulna, że aż miło. Największym inwestorem jest tu Londyn, choć
zarazem spośród państw Unii Wielka Brytania prowadzi najbardziej krytyczną
wobec Rangunu politykę. Polska zaś w sprawie Birmy nie wykazała się żadną
aktywnością, choć mamy dość paskudną hipotekę - byliśmy ostatnim krajem
demokratycznym, który jeszcze w połowie lat 90. dostarczał juncie broń!
Choćby z tego powodu wypadało, żeby Polska, która w końcu ma własne
doświadczenie z cackaniem się Zachodu z juntą, wydała z siebie choćby pisk
protestu. Nic jednak z tych rzeczy; nadzieja na okruchy birmańskich rynków
okazała się jednak silniejsza.



Zabiegi o względy Birmy mają bowiem wyłącznie gospodarcze podłoże. Na scenie
międzynarodowej Rangun jest bez znaczenia, nawet jeżeli uwzględnić wynikające
z antyeuropejskiej solidarności poparcie, jakiego udziela mu ASEAN. Ale jeśli
nawet w sprawie Birmy Unia - a więc i my - nie jest w stanie zająć
zdecydowanego stanowiska, to czego się spodziewać po polityce Brukseli wobec
Rosji, Chin czy Iranu? To oczywiście dobrze, że jest wśród państw
demokratycznych alternatywa wobec coraz bardziej samowolnej, brutalnej, a
często także nieskutecznej linii politycznej Waszyngtonu. Jeśli jednak
alternatywa ta ma polegać jedynie na tym, że tam gdzie Amerykanie prężą
muskuły, UE chowa ogon pod siebie, to trudno upatrywać w tym jakiejś wartości
czy choćby korzyści. Gdy po polskim 13 grudnia Waszyngton zaproponował
zerwanie przez EWG w ramach sankcji kontraktu na gaz z Rosji, francuski
premier odparł: "Czyż do cierpień Polaków pozbawionych wolności należy dodać
cierpienia Europejczyków pozbawionych gazu?". Moglibyśmy się powołać na tę
wypowiedź, gdyby pani Suu Kyi była w stanie nas zapytać, dlaczego właściwie
jedziemy do Hanoi.


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka