Dodaj do ulubionych

Polski interes narodowy

18.09.04, 09:31
Sława!
Wstecz
http://www.opcja.pop.pl/numer31/31par.html


Polski interes narodowy
Z Bartłomiejem Tomaszem Parolem z Centrum Obrony Interesów Narodu Polskiego
im. Ryszarda Kuklińskiego rozmawia Artur Adamski
(fragment)

Artur Adamski: Zdumiewająco głośno grzmią w polskich mediach, powtarzane
wielokrotnie, głównie przez Magdalenę Środę, słowa: "Polski interes narodowy
jest trudny do zdefiniowania". Skoro problem ze zrozumieniem tego pojęcia
mają nawet osoby kreowane przez TVP na głównych komentatorów życia
politycznego – nie od rzeczy będzie chyba prośba o lakoniczną werbalizację
tej niezrozumiałej dla niektórych filozofek kwestii...

Bartłomiej Tomasz Parol: Oczywiście, jest szereg pojęć leksykalnych, które
trudno zdefiniować jednym zdaniem, ale przecież każdy wie, o co chodzi. W tej
grupie mieszczą się zwłaszcza pojęcia fundamentalne, takie jak: miłość,
patriotyzm, prawda, ojczyzna, naród, życie, ale także i śmierć, ból, zdrada,
zło, strach. "Polski interes narodowy" jednak takim pojęciem nie jest.
Paniom: Środzie, Szczuce, Koffcie czy też Paradowskiej – wybitnym
przedstawicielkom salonów "Gazety Wyborczej" (czytaj: dogmatyczkom i
specjalistkom od sączenia nihilizmu, relatywizmu i nowomowy) wyjaśniam:
polski interes narodowy to inaczej Polska Racja Stanu – a więc zbiór działań
sprzyjających rozwojowi Polaków. Szczególne znaczenie ma to pojęcie teraz,
gdy bez wystarczającego przygotowania znaleźliśmy się w dziwnej, bo
nieprzewidywalnej wspólnocie państw. Kiedy słabną granice państwa, gdy lekką
ręką pozbywamy się suwerenności decyzji dotyczących jego rozwoju –
najważniejszą dla Polaków sprawą staje się właśnie interes narodowy. Chcę
przez to wyraźnie powiedzieć, że jeżeli chcemy przetrwać i zachować godność,
to nie możemy już więcej dać się manipulować lewakom, postkomunistom czy
innym "umoczeńcom" (jak ich trafnie nazwał Waldemar Łysiak), dla których
właśnie polski interes narodowy jest trudny do zdefiniowania – w
przeciwieństwie do interesu własnego. Osłabienie państwa polskiego nie było w
żadnym stopniu w interesie narodu, ale było na pewno w interesie grup i
grupek "trzymających władzę". Te same powody zresztą były źródłem gmatwania
prawa, zagrabiania mediów, kpin ze sprawiedliwości czy zbyt wysokiej
reglamentacji administracyjnej. W mętnej wodzie nie tylko łatwiej łapać
pstrągi, ale i dna nie widać. Centrum Interesu Narodu Polskiego im. Ryszarda
Kuklińskiego będzie się starało właśnie informować i uświadamiać nasze
zmanipulowane społeczeństwo, co naprawdę się dzieje, i chronić Polaków przed
zakusami z zewnątrz oraz ze strony naszych
rodzimych "Olków", "Adasiów", "Borówek" czy innych "Mulatów".

Jakie, według Centrum, są największe realne zagrożenia polskiego interesu
narodowego?

Niewątpliwie teraz, po dokonaniu się swoistego Anschlussu państwowego,
największym zagrożeniem staje się groźba Anschlussu kulturowego,
gospodarczego (własności i majątku Polaków) oraz mentalnego (wartości,
religii, etosów). Obawiamy się dwóch tendencji: agresywnej indoktrynacji
przez narody lepiej zorganizowane, których utrwaloną strategią jest
powiększanie swoich wpływów kosztem innych narodów (oczywiście, środkami
dostosowanymi do danych realiów) oraz tworzenia europejskiego odpowiednika
homo sovieticusa, czyli "homo euroticusa". Czyli człowieka, który nie będzie
się utożsamiał z żadną kulturą, będzie bez korzeni, a jego poglądy na
większość zagadnień będą "tak samo europejskie", i to bez względu na to, czy
będzie mieszkańcem Warszawy, Brukseli czy Madrytu. Piłsudski mówił: Różność
jest wartością. Gdy wszyscy się zgadzają i niczym nie różnią – to po co
demokracja, przecież zamiast wielu ludzi wystarczy głos jednego człowieka.
Indii przed Anglikami nie ochroniły zamki, twierdze, strażnice... Ich
twierdzą była ich kultura.
Polacy są narodem wyróżniającym się szacunkiem dla innych narodów. Po tysiącu
lat naszej państwowości wciąż jesteśmy tam, gdzie żył Mieszko. Proszę
natomiast spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów – zaczynali za Łabą, a są
za Odrą. Byli już nawet nad Wartą. Rosjanie też byli kiedyś bardzo daleko od
Kamczatki i Kaukazu. I nie mówię tu o zasięgu państwa, ale narodu. Polacy z
Litwinami tworzyli jedno państwo, ale wzajemnie szanowali swoje wartości
narodowe. Największa polska epopeja narodowa zaczyna się od słów: Litwo,
ojczyzno moja – czego wiele narodów europejskich nie potrafi zrozumieć. Za
czasów I Rzeczypospolitej na Ukrainie też rządzili swoi "Rusini" (np.:
przesławny Jarema Wiśniowiecki), kultywujący rodzimą religię i kulturę.
Proszę mnie źle nie zrozumieć – to, co mówię, to nie szowinizm, ale
świadomość zagrożeń i wielka chęć obrony tej naszej polskiej odrębności.
Kiedyś jeden z nas zapytał śp. księdza Bernarda Sychtę – dlaczego tak walczy
o dorobek kultury kaszubskiej i kociewskiej, zamiast, np. w imię polskiej
wspólnoty narodowej, polonizować ten trudny język. Ksiądz Sychta
odpowiedział:
W języku polskim są tylko dwa pojęcia opisujące pewnego nakrapianego
chrząszcza: "boża krówka" i "biedronka". Natomiast język kaszubski ma tych
określeń 17. To razem 19. Gdy zapomnimy, że język polski tworzy też język
kaszubski, to zostaną nam tylko te dwa pojęcia. A więc większość przepadnie.
Nie możemy sobie na to pozwolić. My, Polacy, też nie możemy sobie pozwolić,
by zapomnieć o naszej odrębności. Musimy ją chronić przed wpływowymi głupcami
i tymi, co uważają się za na tyle silnych, że są zdolni, by tego "Anschlussu"
kulturowego i mentalnego dokonać.

Przez pół wieku rządzący w Polsce reżim wszystkie aspekty naszego życia
przekształcał w myśl przykazań marksizmu. W jego cieniu wyrosły całe
pokolenia i nie ma co się łudzić, że nie pozostawiło to śladów poważnych i
trwałych. Może to jest przyczyną tego, że ogromna część Polaków nie rozumie
pojęcia interesu narodowego (przejawia się to choćby w przyzwoleniu na
wyprzedaż narodowego majątku)?

Na pewno tak. Marksizm był doktryną wygodną dla reżimu, bo odczłowieczał
społeczeństwo, a człowieka zamieniał w osławionego homo sovieticusa. Upadek
wartości i niszczenie tradycyjnego modelu społeczności miało doprowadzić i
doprowadziło do atomizacji jednostki (nie ufało się już nawet swojej
rodzinie), zatracania umiejętności wyrażania własnych przekonań, powszechnej
zgody na relatywizm moralny (donosicielstwo, służalczość, "wynoszenie"
różnych dóbr z zakładu pracy i "załatwianie" spraw) oraz braku poczucia więzi
narodowej. Słowo "naród" zbrzydło wszystkim, bo marksiści eksploatowali je,
mając na myśli zupełnie coś innego. Stąd "Front Jedności Narodu" czy słynne
Rodacy! w odezwie PKWN. Do tego doszła manipulacja gospodarką, gdzie
bogacenie się i dbanie o interesy przestało być wartością, a zaczęło być
naganną cechą każdego tzw. złego spekulanta. Taki szedł do paki, był
wskazywany palcem po imieniu i nazwisku oraz niszczony domiarami. W tej
chwili zbieramy owoce poletka, które marksiści obsiewali przez kilkadziesiąt
lat. Nie znamy własnej historii, nie tępimy szubrawców, nie znamy znaczenia
podstawowych słów i nie rozumiemy najprostszych mechanizmów, wreszcie – nie
potrafimy określić, co jest w naszym interesie. Polacy żyją wciąż z
przetrąconym kręgosłupem, przyzwyczajeni do tolerowania niegodziwości,
wybierają do parlamentu ludzi krańcowo skompromitowanych i nie reagują na
rozkradanie majątku narodowego. Proszę zobaczyć, jak za podszeptem
lewaków "myśli się tylko o przyszłości". Bo myślenie o przeszłości mogłoby
znowu doprowadzić do tzw. polowania na czarownice (czytaj: elementarnej
sprawiedliwości i napiętnowania tego, co podłe), a jednocześnie ci wszyscy
nie robią nic, by o tę naszą przyszłość naprawdę zadbać. To spory problem –
jak po "odnaradawianiu" kilku pokoleń przez marksizm doprowadzić do powstania
polskiego s
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka