ignorant11
13.12.04, 03:14
Sława!
Wolność rządzi na Ukrainie
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2442581.html?as=1&ias=2
Zbigniew Bujak wśród ludzi demonstrujących w Kijowie przeciwko sfałszowaniu
drugiej tury wyborów prezydenckich, 3 grudnia 2004 r.
Fot. Damian Kramski / AG
Zbigniew Bujak 12-12-2004, ostatnia aktualizacja 12-12-2004 20:58
Kiedy patrzę na polskie życie polityczne, kiedy widzę, jak nasze osiedla
grodzą się płotami, zastanawiam się, dlaczego tak szybko ulotnił się u nas
duch solidarności. Czy Ukrainę, Kijów, Majdan czeka to samo? Rewolucję w
Kijowie i polską rewolucję 1980 roku porównuje jeden z twórców NSZZ "S"
Zbigniew Bujak
Jest nas wielu i nas nie pokonacie" - to pierwsze hasło, które dotarło do
mnie, gdy zobaczyłem i usłyszałem w Kijowie manifestujących ludzi. Przywołało
w mojej pamięci odczucie siły, które rodziło się w Sierpniu '80. Wtedy
hasło "Solidarność" najlepiej oddawało istotę oczekiwań setek tysięcy ludzi.
Źródłem obu tych haseł z dwóch różnych krajów jest doświadczenie, że władza
dzieli nas, by nami rządzić.
Drugie hasło zobaczyłem nalepione na piersiach ludzi na Majdanie w centrum
Kijowa: "Wolności nie powstrzymacie". Zapytałem od razu, czy chodzi o wolność
państwa, narodu, o wolność od rosyjskiego uzależnienia. Moi rozmówcy, słysząc
moją mowę, zawołali: - Potrzebny ktoś ze Lwowa, żeby tłumaczyć Polaka! Jak
się okazało, jest w tym haśle po trosze wszystkiego, ale najważniejsze jest
to, że poczucie godności jednostki było deptane i poniewierane, więc
postanowili to przerwać.
Niebawem usłyszałem piosenkę Majdanu: "My nie raby! My nie bydło! My nie
kozły!". Od tej chwili nie miałem wątpliwości: w tej rewolucji chodzi o
godność i prawa człowieka. Tu po raz drugi odczułem to, co owładnęło mną w
pamiętnych czasach pierwszej "Solidarności".
Jest więc dla mnie oczywiste, że źródła, sens i cele Pomarańczowej Rewolucji
są takie same jak naszej Solidarnościowej. Nie chodzi o jakiś krok w
demokratyzacji życia politycznego, chodzi o przełom, o radykalną zmianę
systemu rządzenia i kultury życia politycznego.
W tej kulturze źródłem moralnej siły jest niestosowanie przemocy. Uosobieniem
tej rewolucji tutaj jest Wiktor Juszczenko, w Polsce był nim Lech Wałęsa.
Przyszli do niego ze wszystkich stron
Ale wszystko inne się zmieniło.
Inna jest sytuacja Polski jako sąsiada i architektura stosunków politycznych
w Europie. To wielki atut Juszczenki. Polacy pamiętają czas "Solidarności",
wagę każdego solidarnościowego gestu. To dlatego tak szybko i spontanicznie
pojawili się na Majdanie. Nasi eurodeputowani nie potrafią zachować
dyplomatycznego dystansu do Majdanu. Prezydenci, jak Kwaśniewski i Adamkus,
muszą reagować, bo liczą się z opinią publiczną.
I wtedy w Polsce, i dziś na Ukrainie chodzi o odzyskanie państwa dla
obywateli. U nas wolny związek zawodowy miał wyrwać państwo z rąk
komunistycznej nomenklatury. Juszczenko chce wyrwać państwo z rąk oligarchów
i zorganizowanych grup przestępczych.
Przed nami była bardzo niepewna perspektywa długiego marszu. Juszczenko może
zmiany planować w skali jednej kadencji.
My zaczynaliśmy solidarnościową rewolucję otoczeni żelaznym kordonem, bez
dostępu do wiedzy o rządzeniu obywatelskim społeczeństwem. Juszczenko zaczyna
z bardzo dobrą znajomością europejskich standardów i europejskiego modelu
sprawowania władzy. Udowodnił to w latach 1999-2001, gdy będąc premierem,
sprawnie rozwiązywał socjalne problemy i budował warunki do uczciwego
działania prywatnego biznesu. Teraz zawarł je w swoim programie wyborczym i
skupił wokół siebie większość ukraińskich wyborców. Codziennie w
wystąpieniach na Majdanie podkreślał rolę prawa, konstytucji, znaczenie
prawdy i wartości w życiu publicznym.
Ludzie przyszli do niego dosłownie, bo do urn wyborczych, a następnie na
Majdan. Przybyli ze wszystkich bez wyjątku miast, wsi i zakątków Ukrainy. Nie
jest to chwilowy odruch, nie jest to odurzenie propagandą wyborczą. Przyszli,
bo tylko przy nim i dzięki niemu czują się obywatelami.
24 lata temu dla tych samych powodów zapisywaliśmy się do "Solidarności". W
tamtym czasie było oczywiste, że każdy członek "S" wiele ryzykuje, że każdy
poświęca swoje środki dla wspólnej sprawy. Tutaj zobaczyłem to samo. Odwagą
było przyjechać na Majdan. Odwagą i poświęceniem było zostać w mrozie i
śniegu w namiotowym miasteczku. Tak jak w Sierpniu '80 za murami
strajkujących zakładów.
Jak wtedy w Polsce, tak i teraz tutaj radości i satysfakcji dostarczają
zwykli ludzie przynoszący pomoc i słowa poparcia. Spotkałem wielu, którzy
przyjechali na dzień lub dwa. Na dłużej nie mają pieniędzy. Każda jednak
chwila spędzona na Majdanie to dla nich, jak mówi Lech Wałęsa, ładowanie
akumulatorów.
Ładowali się energią czystą, bo wolną od populizmu i fanatyzmu. Widziałem,
jak odzyskiwali tu osobistą godność, poczucie indywidualnej wartości, jak
stali się obywatelami odpowiadającymi za los swojego państwa.
Sam przeżywałem te uczucia w pamiętnym 1980 r. Nie mam więc wątpliwości: tym,
czym dla nas w Polsce było zwycięstwo "Solidarności", tym dla dzisiejszej
Ukrainy jest zwycięstwo Juszczenki. To jest szansa na przełom, na jaki my w
Polsce liczyliśmy w czerwcu 1989 r. i na jaki pracowaliśmy od Sierpnia '80
przez cały stan wojenny.
Donieck, my was lubimy
Jeśli jednak ta rewolucja ma być przełomem, to trzeba postawić kilka pytań.
Czy w poparciu dla Juszczenki nie drzemie jakaś forma fanatyzmu? Dyskusja z
protestującymi rozwiewa moje obawy. Dominują dwa argumenty: "Tylko w
przypadku wybrania Juszczenki mamy pewność, że jak nam się nie spodoba, to w
następnych wyborach będziemy mogli go odstawić". Drugi, że "gdyby był inny
uczciwy kandydat, na przykład Moroz, tobym się zastanawiał. Teraz jednak
oddam głos na Juszczenkę". [Ołeksandr Moroz jest liderem ukraińskich
socjalistów - red.].
Juszczenko nie wzbudza w ludziach lęku. W nim widzą polityka, który nie
podepcze ich obywatelskich praw. Przychodzi do nich codziennie, by rozmawiać,
by dyskutować, by przedstawiać im swój pogląd na ukraińskie sprawy. A są to
sprawy zaiste wielkie.
Oto podnoszony jest problem jedności Ukrainy. Panowało przeświadczenie, że to
zachodnia Ukraina ze stolicą we Lwowie zagraża secesją. Lwów jednak melduje
się na Majdanie. Meldują się już nie tylko dzielnice Lwowa, ale ulice, firmy,
organizacje społeczne. Meldują się wszystkie miasta i sioła zachodniej
Ukrainy. Pokazują, że Kijów jest ich stolicą, że Ukraina jest ich państwem i
nikt już nie uwierzy w secesję zachodniej Ukrainy.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie