gebels2
12.02.05, 22:27
W ciągu najbliższych 25 lat dawni rywale Rosja i USA przestaną się liczyć na
scenie światowej. Do głosu dojdą trzy nowe siły: Europa, Chiny i islam –
przewiduje rosyjski politolog Michaił Chazin.
MICHAIŁ CHAZIN
Komsomolskaja Prawda, 13.01.2005
R E K L A M A czytaj dalej
Dwadzieścia lat temu na świecie istniały tylko dwa mocarstwa: Stany
Zjednoczone i Związek Radziecki. Co mamy dzisiaj?
Michaił Chazin: Stary system się skończył, ale nowy jeszcze nie powstał.
Stany Zjednoczone, które wcześniej istniały kosztem reszty świata, jako że
dolar był ogólnoświatową walutą, nie stały się mocarstwem-monopolistą. Udział
USA w gospodarce światowej w ciągu ostatniego półwiecza zmalał z 55–60 do 12–
15 proc., przy czym poziom konsumpcji w Stanach nie spadł.
Pojawiły się gospodarki, których potencjał jest porównywalny z amerykańską, a
które mają więcej szans rozwoju. To Europa i Chiny. Waszyngton w warunkach
nowej konkurencji nie potrafił stworzyć monopolu jednego mocarstwa.
A to oznacza, że nie żyjemy w epoce wszechmocy USA, lecz w okresie
przejściowym: epokę konkurencji dwóch mocarstw mamy już za sobą, ale nowa
epoka jeszcze się nie uformowała, jeszcze nie wiadomo, jak będziemy mogli ją
nazwać.
A jaka jest pozycja Rosji w tym przejściowym okresie? Czy jesteśmy Hondurasem
z głowicami atomowymi, czy nadal mamy pozycję jednego z najważniejszych
ośrodków światowych?
Rosja przegrała. Jest państwem, które nie ma nadzwyczajnych perspektyw
rozwoju. Rosja w zastraszającym tempie się wyludnia. Nie mamy przyjaciół,
dlatego że słabi przyjaciele nikomu nie są potrzebni. Właśnie straciliśmy
naszą najważniejszą forpocztę: Ukrainę. Pod względem gospodarczym Rosja się
nie liczy. Poza Indiami, Iranem i Chinami, które kupują od nas broń, nikt się
nami nie interesuje. Naszym ostatnim atutem mogą być dostawy do tych krajów
technologii jądrowych i rakiet, które są zdolne zatopić amerykańskie
lotniskowce.
Przyjaciół rzeczywiście nie mamy zbyt wielu, za to wrogów – pod dostatkiem.
Naszym głównym wrogiem jest globalny Zachodni Projekt. To konkretna formacja,
która walczyła z ZSRR i doprowadziła do jego rozpadu. Formacja ta kontroluje
nie tylko USA, ale także Europę, Japonię, prawie cały świat, z wyjątkiem
Chin, które wprawdzie przyjęły zachodni model gospodarczy, ale politycznie
pozostały niezależne.
A gdzie znajduje się kwatera główna formacji Zachód?
W Londynie. Właśnie dlatego nasi oligarchowie Borys Bieriezowski i Roman
Abramowicz tam się przeprowadzili. Moim zdaniem Zachodni Projekt w obecnym
kształcie ma przed sobą najwyżej pięć lat życia. Unia Europejska i USA stracą
dlań zainteresowanie. Bush skupi się na ratowaniu gospodarki kraju. Będzie
chciał się pozbyć balastu w postaci utrzymywania przez amerykański budżet
gospodarki światowej. O ile pozwolą mu to zrobić, a nie zabiją jak Lincolna
czy Kennedy’ego.
Ameryka schowa się do swojej nory. Co dalej?
Ameryka przegra tym samym rywalizację o prymat nad światem. Owszem, będzie
odgrywała nadal ważną rolę, podobną do tej, jaką ma obecnie Rosja:
amerykańskie lotniskowce pozostaną na światowych oceanach.
Waszyngton nie będzie natomiast miał odpowiednich narzędzi i środków, aby
wspierać swoje mocarstwowe ambicje. Afganistan i Irak już
zostały „skonsumowane”. A Iran jest poza zasięgiem jankesów. Zresztą Bush nie
jest wielką osobowością, wielkim politykiem, jakim był Stalin, który mógł w
ciągu jednej nocy przesiedlić cały naród. Jeśli Bush ruszy na Teheran, w
Nowym Jorku może wylecieć w powietrze jeszcze niejeden wieżowiec.
A co z Koreą Północną?
Należy zaprosić Kim Dzong Ila na obiad do Białego Domu, porozmawiać z nim o
życiu i Phenian przestanie być wrogiem Waszyngtonu. Kim nie jest liderem o
zasięgu ogólnoświatowym. Za to Waszyngton, kiedy już zdoła jakoś zaradzić
obecnym problemom z gospodarką i wysunie nos ze swojej nory, przekona się, że
Chiny są wrogami Ameryki, Europa – też, islam – samo przez się zrozumiałe. I
jedynym sojusznikiem będzie...
Czyżby Rosja?
Ależ naturalnie. Przecież nikt poza Rosją nie będzie w stanie jednocześnie
powstrzymywać Chin, które w ciągu 15 lat „łykną” Kazachstan z jego ropą
naftową, i Unii Europejskiej, która „łyknęła” Ukrainę, i islamu, który
terroryzuje coraz więcej państw świata. Właśnie dlatego Bush tak się
przyjaźni z Putinem. Oczywiście jastrzębie z jego ekipy będą się pukać w
czoło, ale Bush powinien robić swoje.
A Chiny? Czy to zagrożenie?
Chiny nie mają w tej chwili gotowego projektu na przyszłość. Najpewniej
będzie to koncepcja imperium narodowego. Nie będą zatem stanowić zagrożenia
globalnego, lecz regionalne. Do sfery chińskich interesów należą niestety
rosyjskie ziemie (Daleki Wschód), a także Kazachstan. Nie oznacza to
automatycznie, że wybuchnie konflikt: Chińczycy wybiorą zapewne metodę
stopniowego zasiedlania tych terenów.
Wokół Rosji zaciska się „zielony pas” islamu.
Islam jest rzeczywiście wielką siłą. Ale żeby rozwijać się dalej, musi
podporządkować sobie obszary rozwinięte pod względem technologicznym, w
przeciwnym razie nie będzie konkurencyjny. Takimi obszarami do
zagospodarowania są dla islamu Rosja i Europa. W Europie islam zdobył
przyczółki, w wielu europejskich krajach islamska diaspora staje się coraz
liczniejsza, z przyrostem naturalnym nie ma w tym środowisku najmniejszych
problemów.
Już dziś w niektórych francuskich szkołach połowa uczniów to muzułmanie. A
jeśli jeszcze Unia przyjmie Turcję, to Stary Świat podpisze na siebie wyrok
śmierci. Za 20 lat Europa będzie terytorium pod władaniem islamu. Możemy być
świadkami nowej nocy świętego Bartłomieja: tym razem chrześcijanie będą
ścinać głowy muzułmanów.