Dodaj do ulubionych

Nowy podział świata

12.02.05, 22:27
W ciągu najbliższych 25 lat dawni rywale Rosja i USA przestaną się liczyć na
scenie światowej. Do głosu dojdą trzy nowe siły: Europa, Chiny i islam –
przewiduje rosyjski politolog Michaił Chazin.


MICHAIŁ CHAZIN


Komsomolskaja Prawda, 13.01.2005


R E K L A M A czytaj dalej









Dwadzieścia lat temu na świecie istniały tylko dwa mocarstwa: Stany
Zjednoczone i Związek Radziecki. Co mamy dzisiaj?

Michaił Chazin: Stary system się skończył, ale nowy jeszcze nie powstał.
Stany Zjednoczone, które wcześniej istniały kosztem reszty świata, jako że
dolar był ogólnoświatową walutą, nie stały się mocarstwem-monopolistą. Udział
USA w gospodarce światowej w ciągu ostatniego półwiecza zmalał z 55–60 do 12–
15 proc., przy czym poziom konsumpcji w Stanach nie spadł.

Pojawiły się gospodarki, których potencjał jest porównywalny z amerykańską, a
które mają więcej szans rozwoju. To Europa i Chiny. Waszyngton w warunkach
nowej konkurencji nie potrafił stworzyć monopolu jednego mocarstwa.

A to oznacza, że nie żyjemy w epoce wszechmocy USA, lecz w okresie
przejściowym: epokę konkurencji dwóch mocarstw mamy już za sobą, ale nowa
epoka jeszcze się nie uformowała, jeszcze nie wiadomo, jak będziemy mogli ją
nazwać.

A jaka jest pozycja Rosji w tym przejściowym okresie? Czy jesteśmy Hondurasem
z głowicami atomowymi, czy nadal mamy pozycję jednego z najważniejszych
ośrodków światowych?

Rosja przegrała. Jest państwem, które nie ma nadzwyczajnych perspektyw
rozwoju. Rosja w zastraszającym tempie się wyludnia. Nie mamy przyjaciół,
dlatego że słabi przyjaciele nikomu nie są potrzebni. Właśnie straciliśmy
naszą najważniejszą forpocztę: Ukrainę. Pod względem gospodarczym Rosja się
nie liczy. Poza Indiami, Iranem i Chinami, które kupują od nas broń, nikt się
nami nie interesuje. Naszym ostatnim atutem mogą być dostawy do tych krajów
technologii jądrowych i rakiet, które są zdolne zatopić amerykańskie
lotniskowce.

Przyjaciół rzeczywiście nie mamy zbyt wielu, za to wrogów – pod dostatkiem.

Naszym głównym wrogiem jest globalny Zachodni Projekt. To konkretna formacja,
która walczyła z ZSRR i doprowadziła do jego rozpadu. Formacja ta kontroluje
nie tylko USA, ale także Europę, Japonię, prawie cały świat, z wyjątkiem
Chin, które wprawdzie przyjęły zachodni model gospodarczy, ale politycznie
pozostały niezależne.

A gdzie znajduje się kwatera główna formacji Zachód?

W Londynie. Właśnie dlatego nasi oligarchowie Borys Bieriezowski i Roman
Abramowicz tam się przeprowadzili. Moim zdaniem Zachodni Projekt w obecnym
kształcie ma przed sobą najwyżej pięć lat życia. Unia Europejska i USA stracą
dlań zainteresowanie. Bush skupi się na ratowaniu gospodarki kraju. Będzie
chciał się pozbyć balastu w postaci utrzymywania przez amerykański budżet
gospodarki światowej. O ile pozwolą mu to zrobić, a nie zabiją jak Lincolna
czy Kennedy’ego.

Ameryka schowa się do swojej nory. Co dalej?

Ameryka przegra tym samym rywalizację o prymat nad światem. Owszem, będzie
odgrywała nadal ważną rolę, podobną do tej, jaką ma obecnie Rosja:
amerykańskie lotniskowce pozostaną na światowych oceanach.


Waszyngton nie będzie natomiast miał odpowiednich narzędzi i środków, aby
wspierać swoje mocarstwowe ambicje. Afganistan i Irak już
zostały „skonsumowane”. A Iran jest poza zasięgiem jankesów. Zresztą Bush nie
jest wielką osobowością, wielkim politykiem, jakim był Stalin, który mógł w
ciągu jednej nocy przesiedlić cały naród. Jeśli Bush ruszy na Teheran, w
Nowym Jorku może wylecieć w powietrze jeszcze niejeden wieżowiec.

A co z Koreą Północną?

Należy zaprosić Kim Dzong Ila na obiad do Białego Domu, porozmawiać z nim o
życiu i Phenian przestanie być wrogiem Waszyngtonu. Kim nie jest liderem o
zasięgu ogólnoświatowym. Za to Waszyngton, kiedy już zdoła jakoś zaradzić
obecnym problemom z gospodarką i wysunie nos ze swojej nory, przekona się, że
Chiny są wrogami Ameryki, Europa – też, islam – samo przez się zrozumiałe. I
jedynym sojusznikiem będzie...

Czyżby Rosja?

Ależ naturalnie. Przecież nikt poza Rosją nie będzie w stanie jednocześnie
powstrzymywać Chin, które w ciągu 15 lat „łykną” Kazachstan z jego ropą
naftową, i Unii Europejskiej, która „łyknęła” Ukrainę, i islamu, który
terroryzuje coraz więcej państw świata. Właśnie dlatego Bush tak się
przyjaźni z Putinem. Oczywiście jastrzębie z jego ekipy będą się pukać w
czoło, ale Bush powinien robić swoje.

A Chiny? Czy to zagrożenie?

Chiny nie mają w tej chwili gotowego projektu na przyszłość. Najpewniej
będzie to koncepcja imperium narodowego. Nie będą zatem stanowić zagrożenia
globalnego, lecz regionalne. Do sfery chińskich interesów należą niestety
rosyjskie ziemie (Daleki Wschód), a także Kazachstan. Nie oznacza to
automatycznie, że wybuchnie konflikt: Chińczycy wybiorą zapewne metodę
stopniowego zasiedlania tych terenów.

Wokół Rosji zaciska się „zielony pas” islamu.

Islam jest rzeczywiście wielką siłą. Ale żeby rozwijać się dalej, musi
podporządkować sobie obszary rozwinięte pod względem technologicznym, w
przeciwnym razie nie będzie konkurencyjny. Takimi obszarami do
zagospodarowania są dla islamu Rosja i Europa. W Europie islam zdobył
przyczółki, w wielu europejskich krajach islamska diaspora staje się coraz
liczniejsza, z przyrostem naturalnym nie ma w tym środowisku najmniejszych
problemów.

Już dziś w niektórych francuskich szkołach połowa uczniów to muzułmanie. A
jeśli jeszcze Unia przyjmie Turcję, to Stary Świat podpisze na siebie wyrok
śmierci. Za 20 lat Europa będzie terytorium pod władaniem islamu. Możemy być
świadkami nowej nocy świętego Bartłomieja: tym razem chrześcijanie będą
ścinać głowy muzułmanów.


Obserwuj wątek
    • gebels2 Re: Nowy podział świata 12.02.05, 22:28
      jakie miejsce w tym przyszłym układzie ma szanse zająć Rosja?

      Rosja nie ma przed sobą świetlanej przyszłości. Nasza gospodarka jest słaba,
      oparta na surowcach. Nie wypracowano żadnego spójnego modelu politycznego.
      Zjednoczenie na siłę rozpadającej się federacji, to nie jest program
      polityczny, to za mało. Kreml zresztą do tej pory nie wymyślił konkretnego
      planu działania. Tymczasem tylko reanimacja pozostałości mechanizmów
      działających w czasach ZSRR pozwoli nam odegrać jeszcze jakąkolwiek rolę w
      świecie i utrzymać państwo w całości.

      Dolar niebawem przestanie być światową walutą, dlatego rubel ma szanse odzyskać
      utraconą pozycję na obszarze postradzieckim. Ukraina niedługo zrozumie, że pani
      Tymoszenko do spółki z panem Juszczenką nie są w niczym lepsi od rosyjskich
      oligarchów. Ale Rosja w tej sytuacji powinna zaproponować Ukrainie bardziej
      atrakcyjny projekt niż tylko hasełko „musimy trzymać się razem”.

      Moskwa powinna pracować nad objęciem swoim wpływem nie tylko obszaru Wspólnoty
      Niepodległych Państw, ale także Iranu i Indii. Na przeszkodzie stoi nasza
      niemrawa biurokracja, która krok po kroku ustępuje i traci to, co Rosja
      wywalczyła na przestrzeni ostatnich stuleci.

      A jeśli nie uda się stworzyć czegoś w rodzaju nowego ZSRR?

      To do 2025 r. Rosja przestanie istnieć jako jedno państwo. Zostaniemy
      rozdzieleni na trzy części. Za Uralem panować będą Chiny. Nawet jeśli nie
      przyłączą tych terytoriów, to „zaopiekują się” nimi, podporządkują gospodarczo,
      obowiązującą walutą będzie tam juan. Ziemie na zachód od Wołgi dostaną się pod
      wpływy Unii Europejskiej, tu walutą będzie euro. A na południu pojawi się
      trzecia siła: islam.

      Rozm. Maksim Cziżykow

      Michaił Chazin jest amerykanistą, dyrektorem ośrodka analitycznego NEOcon,
      ekspertem w dziedzinie ekonomii i geopolityki.

      Artykuł dostępny w sieci do 7.03.2005

      tygodnikforum.onet.pl/1214663,0,8381,,1,artykul.html
    • 1szylider Ja widze nieco inny scenariusz 13.02.05, 01:29
      Witam!

      Po pierwsze:

      1. W tej chwili nie widac wyraźniejszych zagrożeń przed USA. Wiecej nawet
      potęga usańska wyraxnie rosnie i ucieka całemu swiatu.
      europka miałaby dogonić USA? Ale przeciez europka zostaje w tyle pod każdym
      wzgledem: ekonomicznym, demograficznym, technologicznym, naukowym, nie mówiąc
      juz o militarnym.

      2. DEficyt handlowy USA wyraznie jest łagodzony słabnacym dolarem. Czytałem
      kiedys analizę mowiacą o tym , że posiadacze bilionów USD wcale nie chcą
      porzucać $ wymieniając go na np Eu. Przeciwnie pozbywaja sie ich inwetujac... w
      USA i robiąc zakupy tamże, wiec calkiem prawdopodobnie ta kasa przyczyni sie do
      jeszcze szybszej ucieczki USA o przodu. Podobnie katastroficzne scenariusze
      pisano po kryzysie naftowym, ale wtedy tez miliardy petrodolarów zasiliły USA,
      podobnie dzieje sie z narkodolarami i zapewne podobnie stanie z zjatyckimi $.

      3. Chiny wcale nie az tak poteżne jak to powszechnie sądzi, bo mają równie
      groznych rywali w Azji, jednak nadal Rosję, która ostanio calkowicie
      zlekceważyla Chiny ciagnąc rury do Japonii niz do Chin. Poza Rosja jest jeszcze
      nadal utranowoczesna i potęzna Japonia.
      Mamy tez rosnacego coraz bardziej w siłe konkurenta Chin czyli Indie, którym
      Chińczycy wcale nie sa w stanie zagrozic ani demograficznie, ani militarnie,
      ani też ekonomicznie. Indie tez maja znacznie lepsza infrastrukture wyższa
      technologie i sa znacznie lepiej niz Chiny przygotowane do rywalizacji na
      świtowych rynkach.

      4. Islam teraz nie ma juz takich sił i znaczenia jakie osiągnął pod koniec
      zimnej wojny. Głowne mocarstwo islamu czyli Pakistan jest zmajoryzowane przez
      indyskiego molocha, któremu co najwyżej może stawiac opór, ale nie w stanie
      przeprowadzic antyindyjskiej ofenzywy na żadnym polu. Inne "mocarstwa"
      islamskie to Iran, Egipt, Nigeria, Indonezja, Turcja. Egipt jednak pozostaje
      prozachodni oraz jest skutecznie szachowany przez Izrael. Zaś Iran w istocie
      jest krajem podobnym do ZSRR ze swoja mozaika etniczna i mysle że dość łatwo
      można doprowadzić do dekompozycji calego obszaru przyksapisjkiego np popierajac
      sprawe kurdyjska, choc teraz w dzisiejszych realiach taka przebudowa byłaby
      zbyt kosztowna, podobnie jak odrodzenie Polski i ESW było zbyt kosztowne w XIX,
      ale juz w XX było oczywiste i tylko expansja Sowietów zahibernowała rozwój tego
      regionu, wiec to samo moze stac sie z Kurdystanem, zreszta sami Kurdowie
      inspiruja sie polskim przykładem.

      5. Kaukaz. Nic nie wskauje aby Kaukaz iał sie stac łupem ŁE, raczej pierwsze
      skrzypce coraz siloniej graja tam USA, podobnie jak w ESW. Oczywiście nie
      znaczy, to ze rosysjki monopol na linie przesyłowe paliw utrzyma sie wiecznie,
      a przeciez tylko USA posiadaja kapitał, technologie i wole uwolnienia
      kaspisjkich surowców. NB podobnie dzieje sie w basenie MSródziemnego gdy Libia
      uwazana za strefe wpływów francuskich raczej zajmie sie eliminowanie Francji z
      Afryki, prawdopodobnie przy usilnym wsparciu USA.

      6. Wschód bardzo daleki, tzn az za Japonia. Tamtym rehionem chyba równiez
      interesuja sie USA, przypomnijmy, ze w czsie IIWS gro towarów dla Sowietów szło
      nie przez Atlantyk i Murmansk, ale przez Cięsnine Beringa. Ale co stanie sie
      gdy odkryja tam pokłady ropy i gazu, bo podobno w Jakucji sa one OLBRZYMIE.

      7. Sytuacja wewnetrzna. Ja sie raaczje spodziewam wewnętrznej emancypacji
      poszczególnych regionów FR, szczególnie gdyby znacząco wzbogaciły sie w wyniku
      zwiekszonego zapotrzebowania na surowce, to moga powstac lokalne ambicje
      secesjonistyczne.
      Ale tak may kilka krajów angielskich: Australię, Kanadę, NZelandie i same UK i
      one jeszcze wzmacniaja potege UK, to podobnie może rozwinąć sytuacja na
      rosyjskim kontynetalnym oceanie.

      Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
      Pozdrawiam i zapraszam!
      gg 172 85 85
      • kagan_sodanus Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 13.02.05, 10:59
        Chiny rezerwy walutowe (609,9 mld), Tajwan (241,7 mld) Hongkong (123,6 mld dol.) łącznie rezerwy zjednoczonych Chin to ponad 975 mld, są większe niż rezerwy Japonii (824,3 mld dolarów), zmiana lidera gospdarczego świata dokonuje się na naszych oczach... byc może już za 5 lat globalna gospodarka Chin będzie potęzniesza niż USA, bo Chińczycy rozwijają się w tepie 10% a prawdopodobnie wiecj na rok, nawet usiłują go powstrzymywać ale im się tego tempa wzrostu nie udaje ograniczyć.

        A islam jest niebezpieczny dla północy (europy i Słowian) demograficznie...
        ''Islam jest rzeczywiście wielką siłą. Ale żeby rozwijać się dalej, musi podporządkować sobie obszary rozwinięte pod względem technologicznym, w przeciwnym razie nie będzie konkurencyjny. Takimi obszarami do zagospodarowania są dla islamu Rosja i Europa. W Europie islam zdobył przyczółki, w wielu europejskich krajach islamska diaspora staje się coraz liczniejsza, z przyrostem naturalnym nie ma w tym środowisku najmniejszych problemów.

        Już dziś w niektórych francuskich szkołach połowa uczniów to muzułmanie. A jeśli jeszcze Unia przyjmie Turcję, to Stary Świat podpisze na siebie wyrok śmierci. Za 20 lat Europa będzie terytorium pod władaniem islamu. Możemy być świadkami nowej nocy świętego Bartłomieja: tym razem chrześcijanie będą ścinać głowy muzułmanów.''
        ... no nie wiem czy nie będzie odwrotnie bo to za 20 lat we Francji bedzie więcej islamistów niż chrześcijan.
        • 1szylider Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 13.02.05, 12:24
          kagan_sodanus napisał:

          > Chiny rezerwy walutowe (609,9 mld), Tajwan (241,7 mld) Hongkong (123,6 mld
          dol.

          +++Póki co, to Tajwan jest niepodlegly wobec Pekinu jeszcze...

          Pozatem co znaczy lider gospodarczy świata?

          Przecież cała Eurazja bedzie też większa niz gospodarka USA...

          I co z tego mialoby wynikać, gdy wzrost swiatowy jest dokonywany głownie przez
          USA.

          I z tego, że ktoś ma nadwyżki, ajk np Arabia Sudyjska?

          Z tymi rezerwami cos trzeba zrobić a co zrobią?


          Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
          Pozdrawiam i zapraszam!
          gg 172 85 85
          • kagan_sodanus Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 13.02.05, 14:10
            1szylider napisał:
            >
            > > Chiny rezerwy walutowe (609,9 mld), Tajwan (241,7 mld) Hongkong (123,6 ml
            > d
            > dol.
            >
            > +++Póki co, to Tajwan jest niepodlegly wobec Pekinu jeszcze...
            > Pozatem co znaczy lider gospodarczy świata?
            Na Tajwanie zwyciężli ostatno zwolennicy utrzymania formalnych związków z Chinami, jest jeszcze Chiński narodowo Singapur i liczna diaspora chińska np,. w Malezji 20% ludności to Chińczycy. Problemem jest też 200 milionów nadwyzki młodych mężczyzn w Chinach nad kobietami.
            To dzięki popytowi na stali z Chin ceny wyrobów hutniczych poszły o 50% w górę podobnie jeśli chodzi o miedź, nasz przemysł metalowo-surowcowy i podobnie światowy wyciagnęła z zapaści lokomotywa Chińska, a nie Amerykańska.

            Same zjenoczone Chiny(+Tajwan, Honkong) z Japonią, równoważyły już w 2003 gopodarczo USA a dziś Chiny maja 20-30% gospodarkę wiekszą niż praktycznie 2 lata temu, rok temu dawałem Chinom 10-20 lat na prześcigniecie USA teraz daję 5-10 lat.
            > I co z tego mialoby wynikać, gdy wzrost swiatowy jest dokonywany głownie
            > przez USA.
            >
            > I z tego, że ktoś ma nadwyżki, ajk np Arabia Sudyjska?
            >
            > Z tymi rezerwami cos trzeba zrobić a co zrobią?

            Chińczycy raczej bardzo dobrze sobie radzą z inwestowaniem swoich nadwyżek jedynie czego się boją to przegrzania gospodarki, a tak na prawde to porównywanie 20 milionowej A.Saudyjskiej z przeszło 1300 milionowymi Chinami nie ma sensu.
            • kugliczka Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 11:19
              Papierowy smok

              Chiny nie są i nigdy nie będą supermocarstwem. To kraj średniej wielkości,
              który na głowę mieszkańca wytwarza nie więcej niż Ukraina.

              MARTIN VANDER WEYER





              The Spectator, 8.01. 2005

              Yuchen Zhang, członek partii komunistycznej i były wysoki urzędnik miejskiego
              biura urbanistycznego w Pekinie, postawił sobie właśnie dom na przedmieściach
              chińskiej stolicy: to replika XVII-wiecznego Château Maisons-Laffitte nad
              Sekwaną, uzupełniona o skrzydła skopiowane z pałacu w Fontaineblau i ogrody
              imitujące Wersal. Budowa kosztowała 50 milionów dolarów i wymagała wysiedlenia
              z terenu inwestycji aż 800 rolników.

              A oto Chuanzhi Liu – absolwent akademii wojskowej w Xian, założyciel
              największej chińskiej firmy komputerowej Lenovo i zdaniem tygodnika „Time”
              jeden z 25 najbardziej wpływowych menedżerów na świecie. Za 1,25 miliarda
              dolarów kupił właśnie od IBM dział produkcji komputerów osobistych.

              Chińczycy, ich pieniądze i produkty są wszędzie, a sondaże pełne są prognoz, że
              Chiny staną się wkrótce mocarstwem globalnym. Chińska Republika Ludowa, jak się
              nam to nieustannie przypomina, osiąga od dłuższego czasu wzrost gospodarczy na
              poziomie dziewięciu procent rocznie. Gospodarka chińska zajmuje już drugą, po
              amerykańskiej, pozycję na światowej liście. Wkrótce będzie większa od
              gospodarki całej Unii Europejskiej.

              Skąd ten zachwyt?

              W Chinach istnieje dobrze prosperująca klasa średnia, licząca około 100
              milionów ludzi, w większości posiadających dostęp do internetu. Znajdujemy
              wśród nich takich geniuszy biznesu jak Zhang i Liu, których aktywa netto
              przekraczają 10 milionów dolarów. Każda fabryka powstająca w Państwie Środka,
              by pomnażać dobrobyt tego kraju, rujnuje miejsca pracy w Europie i Ameryce.
              Jednocześnie znaczna część zarabianych przez Chińczyków dolarów jest
              reinwestowana w amerykańskie obligacje skarbowe, którymi Waszyngton finansuje
              swój gigantyczny deficyt. Uzyskanie przez Pekin statusu supermocarstwa wydaje
              się kwestią bieżącej lub następnej dekady.

              Czy jednak na pewno? Z pewnością nadszedł właściwy moment, by przyjrzeć się
              kontrargumentom w tej sprawie. Warto pamiętać, że Chiny nie są wcale skazane na
              wielkość, a już na pewno nie zasługują na nasz bezkrytyczny zachwyt. Po
              pierwsze ich obecne tempo wzrostu gospodarczego trudno uznać za trwałe,
              ponieważ uzależnione jest od takich czynników, jak niewolniczy poziom płac,
              skorumpowana biurokracja, niemal absolutny brak standardów ochrony środowiska i
              system finansowy, który według zachodnich standardów jest po prostu
              niewypłacalny.

              Po drugie Chiny są dziś w najlepszym wypadku „krajem średniej kategorii”,
              którego produkt krajowy brutto na głowę mieszkańca, nawet liczony według
              parytetu siły nabywczej, stanowi jedynie ułamek tego, co wypracowuje sąsiednia
              Korea Południowa. Chiny w tej statystyce znajdują się mniej więcej na poziomie
              Ukrainy.

              Chiny mają oczywiście ogromną, 1,3-miliardową populację, ale i w tym względzie
              mogą w ciągu kilkudziesięciu lat pozostać w tyle za Indiami, które także
              aspirują do miana supermocarstwa z punktu widzenia technologicznego i
              militarnego, a dodatkowo mają to, czego Chinom w oczywisty sposób brakuje:
              demokratyczny, szanowany przez świat ustrój polityczny.


              Sprzedawcy tranzystorów

              Wielu obserwatorów jest zdania, że Chiny nie będą w stanie dalej rozwijać się
              gospodarczo bez reform politycznych. Nowa klasa średnia, skupiona przede
              wszystkim w prowincjach nadmorskich, zadowala się podwyższaniem swojego statusu
              materialnego i opłaca się partyjnej elicie. Młodsze pokolenie, bardziej
              świadome wolności, jaka panuje gdzie indziej, może już nie być tak spolegliwe.
              Brak demokracji stanie się w końcu hamulcem rozwoju gospodarczego, opóźniającym
              reformy i generującym zbyt wielkie koszty – że wspomnę tutaj o wszystkich tych
              łapówkach, które trzeba wręczać lokalnym urzędnikom, i o tych dobrze płatnych
              posadach, które trzeba zapewnić ich krewnym. Jednocześnie zagraniczni
              inwestorzy będą coraz bardziej rozczarowani brakiem niezawisłego sądownictwa,
              dzięki któremu mogliby egzekwować realizację postanowień kontraktów i odzyskać
              zainwestowane pieniądze.

              Partia nie odda jednak władzy bez walki, a trzeba jeszcze pamiętać, że miliard
              Chińczyków wciąż nie partycypuje w podziale owoców cudu gospodarczego – to
              chłopi, dla których jedyną nadzieją na lepsze jutro jest podglądanie bogatego
              świata przez ogrodzenie. Pewnego dnia mogą oni powstać i chwycić za gardło
              bogaczy w swoim kraju, sprowadzając Chiny na skraj wojny domowej.

              Powinniśmy też pamiętać, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów.
              Międzynarodowe reakcje na pojawienie się na szczytach chińskiej władzy dwóch
              stosunkowo mało znanych postaci, prezydenta Hu Jintao i premiera Wen Jiabao,
              przypominały mi uwagę, jaką wypowiedział w latach 60. generał de Gaulle, widząc
              pierwszy raz niepozornego premiera Japonii: Kim jest ten sprzedawca
              tranzystorów?

              Opera w Pekinie

              Mocarstwowość zależy oczywiście od siły gospodarki, ale również – od kultury,
              edukacji, nauki, potencjału wojskowego i formatu przywódców. Chodzi o to, by
              zmusić lub nakłonić inne części świata, by chciały być takie jak my. W pewnym
              momencie swoich dziejów i w swojej sferze wpływów udało się to Wielkiej
              Brytanii, Francji, Związkowi Radzieckiemu i Stanom Zjednoczonym. Ilu znacie
              francuskich milionerów, którzy chcieliby sobie postawić replikę chińskiego
              pawilonu na przedmieściach Paryża?

              Chiny wypuszczają tysiące utalentowanych muzyków, którzy przyswajają sobie
              zachodnią tradycję – Lang Lang, na przykład, był w ubiegłym roku najlepiej
              sprzedającym się pianistą klasycznym. Ilu jednak europejskich muzyków chciało
              sobie przyswoić tradycję chińską i ilu czytelników „Spectatora” z własnej woli
              obejrzało od początku do końca jakąś chińską operę?

              Zawsze lubiliśmy chińskie potrawy, a po „Bohaterze” i „Przyczajonym tygrysie,
              ukrytym smoku” z większym uznaniem zaczęliśmy mówić o tamtejszym kinie. Z
              opublikowanego ostatnio sondażu wynika jednak, że Chiny są jednym z pięciu
              krajów, w których Brytyjczycy najmniej chcieliby mieszkać. W sferze kultury – w
              szerokim znaczeniu tego słowa – to Chiny chcą naśladować Zachód, a nie
              odwrotnie.

              A co w dziedzinie postępu dla dobra ludzkości? Wprawdzie Chińczycy tłumnie
              zapisują się na kursy MBA prowadzone przez profesorów sprowadzonych z
              Uniwersytetu Harvarda, ale liczba nagród Nobla zdobytych przez Chińczyków w ich
              własnym kraju wynosi dokładnie zero. Dla porównania sam tylko Uniwersytet
              Kalifornijski od 1980 roku przysporzył Ameryce aż 15 laureatów. Jeśli chodzi o
              literaturę, to w 2000 roku Nobla przyznano urodzonemu w prowincji Jiangxu
              pisarzowi Gao Xingjian, który w czasach rewolucji kulturalnej musiał spalić
              walizkę pełną swych rękopisów. Swoją twórczość mógł swobodnie rozwijać dopiero
              we Francji. Starożytne Chiny były wielką i wspaniałą cywilizacją. Chiny
              zbudowane przez Mao i Denga już nią nie są.

              Kwestia przywództwa

              Z militarnego punktu widzenia Chiny zasługują na baczną uwagę przynajmniej pod
              jednym względem – wysuwają roszczenia terytorialne wobec Tajwanu i w regionie
              Morza Południowochińskiego, co pewnego dnia może doprowadzić do konfliktu.
              Według danych CIA Chiny mają 208 143 352 mężczyzn w wieku między 15 a 49 rokiem
              życia, którzy są zdolni do pełnienia obowiązkowej służby wojskowej. Na stałe w
              mundurze chodzi jednak tylko 2,5 miliona spośród nich.

              Wielu wyższych oficerów zajmuje się głównie zbijaniem majątku na handlu
              nieruchomościami, a budżet na obronę jest zaskakująco niski, ponieważ Pekin
              fatalnie radzi sobie ze ściąganiem podatków. Liczba rakiet dalekiego zasięgu,
              dzięki którym państwo może aspirować do miana ważnego gracza na arenie
              międzynarodowej, wynosi zaledw
              • kagan_sodanus Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 12:07
                kugliczka napisała:

                > Papierowy smok
                >
                > Chiny nie są i nigdy nie będą supermocarstwem. To kraj średniej wielkości,
                > który na głowę mieszkańca wytwarza nie więcej niż Ukraina.
                >
                > MARTIN VANDER WEYER
                No jak to ma być kraj o potencjale 26 Ukrain(4500 czołgów), to już jest supermocarstwem ponad 117 000 czołgówwink
                208 milionów rezerwistów fraszka, Tajwan jest częścią Chin i nawet USA nie uznaje jego niepodlegóściwink))
                Druga po stanach gospodarka świata, i nie ma szańs na bycie pierwszą facet po prostu bredziwink)))
                Problem będzie jak Chiny się dogadają z Indiami, i Chiny podbija Birmę, Thajladię Malezję i Wietnam, a Indie Pakistan i Bangladesz i np. Australięwink
                • kugliczka Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 12:40
                  a co z potencjałem intelektualnym ?
                  w Silicon Valley już od dawna obowiązują 2 języki: angielski i o dziwo hindi
                  zresztą na uniwersytetach i w placówkach naukowych w USA w wyższej kadrze
                  zaczynają dominować Hindusi.

                  do poczytania:

                  Indie potęgą programistyczną

                  07.02.2005, 00:42
                  Indie, outsourcing, programistyczny, oprogramowanie, Chiny
                  Indie to nie tylko kraj, gdzie kręci się najwięcej filmów na świecie. To także
                  państwo, w którym powstaje najwięcej oprogramowania. Jak wynika z najnowszego
                  raportu firmy konsultingowej McKinsey, Indie są niekwestionowanym liderem w
                  dziedzinie pisania software'u dla zagranicznych firm.

                  Indie to światowa stolica programistycznego outsourcingu. Raport McKinsey nie
                  pozostawia wątpliwości: o ile Chiny rządzą produkcją, to w dziedzinie usług
                  liderami są Hindusi. Indie zarabiają na produkcji oprogramowania 12,7 mld USD
                  rocznie, Chińczycy – połowę mniej. Z porównania firm z Chin i Indii wynika, że
                  sytuacja ta nieprędko ulegnie zmianie.

                  Głównym problemem dla rozwoju outsourcingu oprogramowania w Chinach jest
                  rozczłonkowanie tamtejszego rynku – spośród 8 tys. chińskich firm świadczących
                  usługi programistyczne, tylko 5 zatrudnia więcej niż 2 tys. pracowników. Dla
                  porównania: liczba firm piszących programy w Indiach wynosi niespełna 3 tys.,
                  ale aż 15 z nich zatrudnia ponad 2 tys. osób. Co więcej, niektóre z tych firm –
                  jak Infosys Technologies, Tata Consultancy Services czy Wipro Technologies –
                  mają doskonałą opinię wśród międzynarodowej klienteli. A duże korporacje
                  szukają pewnych partnerów i niechętnie wiążą się z mniejszymi firmami bez
                  wyrobionej renomy. Zwłaszcza, że badania wykazały iż chińskie firmy
                  programistyczne wciąż nie są zarządzane zgodnie ze standardami, do jakich
                  przywykli zachodni kontrahenci. W związku z tym potencjalni klienci często boją
                  się, że Chińczycy nie będą im w stanie zapewnić wystarczającej ochrony
                  własności intelektualnej.
                  • kagan_sodanus Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 13:15
                    kugliczka napisała:

                    > a co z potencjałem intelektualnym ?
                    > w Silicon Valley już od dawna obowiązują 2 języki: angielski i o dziwo hindi
                    > zresztą na uniwersytetach i w placówkach naukowych w USA w wyższej kadrze
                    > zaczynają dominować Hindusi.

                    To też ma minusy tzw. drenaż mózgów, angielski był- jest?, drugim językim urzedowym w Indiach obok hindii co ułatwia im przeprowadzki, raczej na razie pracują na anglosasów.
                    Chińczycy uważam, że mają zdrowszą gospodarkę niż Indie sama informatyka i usługi to za mało by stać się supermocarstwem.
                • kugliczka Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 12:47
                  poza tym już wkrótce Indie przegonią Chińczyków pod względem liczebności
                  populacji
                  patrz poniżej


                  serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34152,2238612.html
                  • kugliczka Re: Ja też widze nieco inny scenariusz :(((( 20.02.05, 13:03
                    prawdę mówiąc myślę też o Islamie, że swoista ksenofobia, surowe nakazy
                    religijne, ogromną dominacja kultu religijnego nad intelektualnym, upośledzenie
                    pozycji kobiety w społeczeństwie itd. /długo by wymieniać/
                    uniemożliwią Islamowi dalszą ekspansję
                    Myślę też, że to co do tej pory było siłą Europy -otwarcie- ale jednocześnie i
                    zagrożeniem, jak wspominają poprzednicy- mówiąc o przyczółkach muzułmańskich w
                    Europie-
                    nadal pozostanie jej siłą
                    a społeczeństwo samo się obroni przed próbami przeniesienia "moralności
                    muzułmańskiej" na grunt europejski
                    przykład sytuacja po morderstwie Theo van Gogha
                    chociaż nie zawsze w dobrym stylu
                  • kagan_sodanus Ja widzę głównie nasz problem :(((( 20.02.05, 13:24
                    Chinczyków bedzie i tak ok. 1500 milionów. Indyjski purchasing power parity - $2,900 (2003 est.) jest prawie dwa razy mniejszy niż Chin.

                    ''Szczególnie fatalnie wypadamy pod względem dzietności kobiet. Demografowie z PRB szacują, że statystyczna Polka urodzi zaledwie jedno dziecko - dokładnie wskaźnik ten wynosi u nas 1,2 i jest jednym z najniższych na świecie. (reprodukcja prosta, czyli dokładne zastępowanie jednego pokolenia następnym, ma miejsce wówczas, gdy na kobietę przypada 2,1 dziecka). Dla porównania mieszkanka Indii urodzi średnio troje dzieci, a Nigru - to rekord światowy - ośmioro.''
                    • kugliczka Re: Ja widzę głównie nasz problem :(((( 20.02.05, 13:47
                      nie "produkujemy" tak dużo dzieci bo nie jesteśmy w stanie im zapewnić wiktu,
                      opierunku, rozwoju, dostępu do edukacji....
                      co z tego że będziemy mieć armię ludzi w Chinach, Indiach, Afryce...
                      czyż Ares nie dał nam nowego oręża, chyba na coś nam się w końcu zda
                      ta "nowoczesna technologia"
                    • kugliczka Re: Ja widzę głównie nasz problem :(((( 20.02.05, 13:50
                      przypominam, że Chiny nie od wczoraj są na pierwszym miejscu pod względem
                      liczebności populacji, jednak czegoś im jeszcze brakuje żeby zapanować nad
                      światem
    • tomek9991 Recepta dla Polski 21.02.05, 13:29
      Trzeba trzymać z USA i W.Brytanią, przyjaźnić się z Czechami i Słowakami.
      Nawet jeśli USA wycofają się z Europy, to następnego dnia zaczyna się
      bezlitosna walka w trójkącie Francja, Rosja, Niemcy, każdy z każdym.
      • kugliczka Re: Recepta dla Polski 21.02.05, 19:14
        a co myślicie o powrocie do idei z hotelu Lambert
        stworzenie wielkiej unii słowiańskiej
        w skład której weszli by Słowianie Południowi
        z nami oczywiście....
        to chyba niewykonalne
        • tomek9991 Re: Recepta dla Polski 21.02.05, 23:12
          Za skomplikowane.
          • 1szylider Re: Recepta dla Polski 22.02.05, 01:04
            tomek9991 napisał:

            > Za skomplikowane.

            Witam!

            Nie wiem po co ogrzewac te stare koncepcje federalistyczne?

            Przeciez mamy całkiem dobre narzedzie jakim jest ŁE. federacja w ramach ŁE i
            scislejsza wspołpraca polityczna, gospodarcza i wojskowa w bloku jagiellonskim,
            czy inaczej bloku ABC...

            Przecież za niedługo prawie wszystkie kraje słowiańskie znajda sie w ŁE.

            A przecież wszystkie one maja wspolna historie i wspólne ineteresy oraz wspólna
            przestrzeń ekonomiczna.

            Operacje WP w Bulgarii wcale nie byly przypadkiem, nie były przypadkiem sukcesy
            Jagiellonów, a potem Habsburgów, o których można powiedzić iz byli niemieckimi
            królami Slowian...

            A teraz infrastrutura transportowa głowne kierunki wymiany krzyzuja się wąłsnie
            na Słowiańszczyźnie.

            Niewatpliwie można śmialo powiedzieć iz takiej integracji slowiańskiej będą
            sprzyjały i UK i USA, bo tylko w ten sposób można zbudowac przeciwwage dla
            bloku FRA-NIE.

            Zainteresowanie UK i USA jest bardzo widoczne w ich polityce wobec ESW i
            Ukrainy.
            Taki blok bedzie decydujący na obszarze ABC, a cóż więcej tzreba aby być
            głownyym mocarstwem kontynentu?

            Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
            Pozdrawiam i zapraszam!
            gg 172 85 85
        • kagan_sodanus stworzenie wielkiej unii słowiańskiej 22.02.05, 05:57
          kugliczka napisała:

          > a co myślicie o powrocie do idei z hotelu Lambert
          > stworzenie wielkiej unii słowiańskiej
          > w skład której weszli by Słowianie Południowi
          > z nami oczywiście....
          > to chyba niewykonalne
          Bez Rosji?, pewnie nie wykonalnewink
          Ja byłbym za ale olbrzymie sumy też z naszych kieszeni idą na trupiąwink)) organizację ŁE, za 15 lat umrze to dosłownie, a wtedy to może jw. chyba, że te dziady z ŁE pociągną nas za soba do grobucrying

          ''Według rządowego raportu na temat "Polska w 2020 roku a zachodnie rynki pracy", Unię Europejską czeka narodowa katastrofa. W
          wyniku gwałtownego starzenia się społeczeństwa kraje europejskie popadną w głęboki kryzys.

          Z powodu braku rąk do pracy konieczne będzie zamykanie wielu firm, fabryk, urzędów, a nawet szpitali. Aby ratować się przed
          zapaścią, wiele państw UE zniesie nie tylko wszelkie ograniczenia w zakresie zatrudniania cudzoziemców, ale wręcz będzie o nich
          usilnie zabiegać.''

          mojefinanse.interia.pl/news?inf=593085
          • kugliczka Ale dziś ponuro:( 01.04.05, 22:21
            Raźno wstecz POLITYKA NUMER 13/2005 (2497)

            Polska się cofa

            W światowym rankingu konkurencyjności Polska spadła w ciągu roku o piętnaście
            miejsc. Wyprzedziły nas Indie, a nawet afrykańska Namibia. Jakaż to niemoc
            ogarnęła nasz kraj?

            EDWIN BENDYK


            Nasz wzrost gospodarczy na poziomie 5 proc. PKB wygląda imponująco w
            zestawieniu ze stagnacją choćby Niemiec i Francji. Ale zdaniem ekonomistów ze
            Światowego Forum Gospodarczego (World Economic Forum – WEF), ten wskaźnik to
            nie wszystko. Co bowiem po rosnącym PKB, gdy pogarsza się konkurencyjność
            naszej gospodarki? W 2004 r. uplasowaliśmy się pod tym względem na 60 miejscu.
            W tym czasie większe niż Polska uznanie analityków zyskały m.in. Indie, Panama,
            Meksyk, Namibia.

            Światowe Forum Gospodarcze to założona przez szwajcarskiego ekonomistę Klausa
            Schwaba międzynarodowa organizacja, która stała się jednym z najważniejszych
            miejsc refleksji nad współczesnym kapitalizmem. Zasłynęła dorocznymi
            spotkaniami w Davos, na które zjeżdżają najpotężniejsi ludzie świata –
            prezydenci i prezesi globalnych koncernów. Ponadto WEF zajmuje się badaniem
            kondycji globalnej gospodarki i warunkami rozwoju w ponad 100 krajach świata.

            Na pytanie, dlaczego tak słabo oceniają konkurencyjność polskiej gospodarki,
            eksperci WEF odpowiadają: popatrzcie na inne zestawienie, pokazujące jak
            poszczególne społeczeństwa wykorzystują najnowsze technologie. Bo dziś nikt już
            nie kwestionuje, że motorem rozwoju są inwestycje w infrastrukturę
            teleinformatyczną (dostęp do Internetu, informatyzacja przedsiębiorstw i
            administracji publicznej, itp.) oraz umiejętności jej twórczego wykorzystania.
            W związku z tym od kilku lat WEF przygotowuje Global Information Technology
            Report (Globalny Raport Informatyczny), w którym publikuje zestawienie NRI
            (Network Readiness Index), czyli indeks gotowości sieciowej. W pierwszej edycji
            z 2003 r. zajmowaliśmy 39 miejsce, blisko sąsiadów z Europy Środkowej, rok
            później spadliśmy na 47, by w ostatnim raporcie, ogłoszonym 9 marca br.,
            wylądować na pozycji 72 (na 102 badane kraje). Na lepsze oceny zasłużyła m.in.
            Ghana, Wietnam, Filipiny, by wymienić kilka krajów tzw. Trzeciego Świata. Z
            państw nowej Unii, dawnych naszych braci w obozie socjalistycznym, najlepsze są
            Estonia z miejscem 25, Słowenia (32), Węgry (38), Czechy (40), Słowacja (48).

            Dr Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przestrzega co
            prawda przed bezkrytycznym porównywaniem tych zestawień, bo za każdym razem
            wykorzystywały one nieco inne dane. Poza tym miejsce w rankingu jest wynikiem
            średniej obliczonej z uwzględnieniem 51 wskaźników. Pełny obraz uzyskamy, jeśli
            przyjrzymy się poszczególnym wskaźnikom. Okaże się wówczas, jak wyjaśnia Irene
            Mia, analityczka przygotowująca raport WEF, że są obszary, gdzie Polska radzi
            sobie całkiem nieźle. Na przykład systematycznie poprawia się techniczna
            infrastruktura teleinformatyczna. Możemy się również pochwalić niezłą jakością
            instytucji naukowych (39 miejsce), kadr naukowych i inżynierskich (39),
            jakością edukacji matematycznej (39) czy nawet upowszechnieniem Internetu (35).

            Komputer... do kożucha

            Problemy jednak zaczynają się, gdy zasoby te próbujemy wykorzystywać. Okazuje
            się wówczas, że owszem, niemal cały polski biznes zaopatrzył się w komputery i
            ma dostęp do Internetu, ale nie wie, po co. Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku
            informatycznego, przygotowujący co kwartał od 2003 r. tzw. indeks MSI, badający
            małe i średnie firmy, komentuje: – Choć wszystkie badane firmy mają komputery –
            45 proc. z nich od 6 do 20 – a ponad 96 proc. dostęp do Internetu, z tego 75
            proc. przez stałe łącze, to jednak nadal przedsiębiorcy traktują IT dość
            pasywnie – raczej jako konieczność i pozycję w kosztach, a nie środek rozwoju
            firmy i zwiększenia jej konkurencyjności.

            To traktowanie technologii jako zła koniecznego dobrze pokazują najtwardsze z
            twardych danych: wydawane na technologię pieniądze. Dr Michał Goliński ze
            Szkoły Głównej Handlowej: – Wydajemy najmniej z całego środkowoeuropejskiego
            peletonu. Przeznaczamy na informatykę 106 euro rocznie na głowę, a więc 2,1
            proc. PKB, Czesi 252 euro, czyli 4 proc. PKB. Dla porównania Amerykanie wydają
            1522 euro, 5,5 proc. swojego PKB. Według indeksu WEF pod względem absorpcji
            nowych technologii przez firmy znajdujemy się na 82 miejscu.

            Mówiąc wprost, polski biznes jest coraz bardziej zacofany w porównaniu z
            zagraniczną konkurencją. I na domiar złego nie rozwija się w Polsce sektor
            nowych, zaawansowanych technologii, a przynajmniej nie sposób go dostrzec
            analizując podstawowe dane, jak struktura eksportu. Na sprzedaży oprogramowania
            zarabiamy tyle samo co czterokrotnie mniejsze Węgry lub Czechy, twierdzi
            Kulisiewicz. Ciągle, jak w XVII w., handlujemy głównie surowcami, żywnością i
            wyrobami niskich technologii.

            Świat turbo

            Jak w warunkach wolnego rynku i kapitalizmu zmienić tę anachroniczną strukturę
            gospodarki? – Odradzam doraźny interwencjonizm państwa, wszelkie wielkie
            programy planowej modernizacji nie przyniosą pozytywnego rezultatu – przekonuje
            Michał Goliński. – Państwo mogłoby jednak zacząć kreować popyt na nowoczesne
            usługi samo się szybciej modernizując. Gdyby firmy i obywatele mogli rozliczać
            się z podatków przez Internet, nie byłoby lepszej zachęty do zainwestowania w
            technologie. Gdyby... Niestety, to właśnie państwu i jego włodarzom
            zawdzięczamy spadek na 72 miejsce w indeksie WEF. Wyjaśnia Irene Mia: – Jeśli
            chodzi o mierzony odpowiednim wskaźnikiem stosunek polityków do technologii
            teleinformatycznych, Polska znajduje się na 99 miejscu. Również niewiele robią
            dla zmiany otoczenia biznesu. Pod względem utrudnień administracyjnych
            czyhających na przedsiębiorców lądujemy na miejscu 97, system przetargów
            publicznych daje nam pozycję 86.

            Z kolei z badań Komisji Europejskiej nad stanem e-government (e-administracja,
            czyli możliwość załatwiania spraw urzędowych przez Internet) wynika, że Polska
            tradycyjnie zajmuje miejsce na końcu rankingu. Polscy obywatele-internauci mogą
            załatwić tylko 10 proc. spraw, gdy średnia europejska przekracza 50 proc. W
            krajach takich jak Irlandia lub Szwecja, chcąc załatwić coś w urzędzie, w ogóle
            nie trzeba wychodzić z domu.

            Prof. Wojciech Cellary z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, który opracował dla
            UNDP (Organizacja Narodów Zjednoczonych na rzecz Rozwoju) raport „Polska w
            drodze do globalnego społeczeństwa informacyjnego”, jest przygnębiony wynikami
            WEF: – To wielkie oskarżenie wobec naszej klasy politycznej. Przecież właśnie
            politycy i kierujący państwem powinni być liderami promującymi rozwój.
            Tymczasem, głównie za ich sprawą stoimy w miejscu, marnotrawiąc czas i niezłe
            zasoby. Ze słów prof. Cellarego przebija gorycz, bo przygotowany przez niego
            trzy lata temu raport najwyraźniej trafił w próżnię. Modernizacja państwa nie
            stała się priorytetem, co widać dzisiaj w indeksie WEF, a czego skutki
            zbierzemy w ciągu najbliższych lat.

            Zdaniem Irene Mia, problem Polski nie polega na tym, że wystąpił u nas jakiś
            poważny kryzys, że nagle pogorszyły się warunki. Tyle tylko, że reszta świata
            włączyła turbodoładowanie. Inwestorzy zamiast patrzeć na Polskę, coraz chętniej
            zwracają uwagę na „zacofany” Trzeci Świat. Chiny są już nie tylko tanim
            producentem konfekcji i zabawek, ale stają się jednym z najważniejszych centrów
            zaawansowanych badań naukowych i najnowszych technologii. Do wyścigu z wielkim
            sąsiadem budzi się drugi kolos – Indie, z wielkimi ambicjami rozwoju na tym
            polu. Sukcesy indyjskich programistów z Bangalore na światowym rynku pokazują,
            że nie są to ambicje bez pokrycia. Ale na Indiach świat się nie kończy. Patrick
            McGovern, amerykański miliarder i szef koncernu wydawniczego IDG, wyłożył
            n

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka