Dodaj do ulubionych

Łukaszenka lepszy od...Jezusa:)))

19.03.06, 01:03
Sława!
U nas w bloku wszyscy na Baćkę
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,3219267.html?as=1&ias=4



Zwolennicy Łukaszenki i Milinkiewicza. Na transparencie: "Ojczyzny nie
sprzedamy", Brzesć, 11 marca
Fot. SERGEI GRITS AP




Zdzisław Wolniarowicz 17-03-2006 , ostatnia aktualizacja 17-03-2006 21:54

Ja na Baćkę - mówią krótko. Albo cedzą z szacunkiem: - Będę głosował na
Aleksandra Grigorowicza Łukaszenkę. Młodzi opozycjoniści mówią o
nich "łukaszysty"


Na Białoruś pojechałem, by zobaczyć nadciągającą rewolucję. Kiedy znajomy
Białorusin odbierał mnie z dworca w Mińsku, na powitanie powiedział, że
chciałby żyć w takiej Białorusi, o jakiej pisze się w polskich gazetach -
niespokojnej, pełnej opozycji, o krok od demokracji.

- Zdzisław, mnie też śni się wolna Białoruś, działam w opozycji. Ale wielu
Białorusinów wciąż śpi radzieckim snem. Wierzą w białoruski telewizor i dają
się Łukaszence robić... jak to się u was mówi? W trąbę?

Poszliśmy na wódkę. Znajomy opowiedział mi białoruski dowcip. Francuz, Polak
i Białorusin siadają po kolei na ławce, z której wystaje spory gwóźdź.
Francuz podskakuje jak oparzony. Polak zrywa się i patrzy gniewnie, komu
przyłożyć. A Białorusin trochę się powiercił i cały czas grzecznie siedzi. -
Co ty, nic nie czułeś? - pytają go potem. - Troszkę niewygodnie, ale
myślałem, że tak trzeba.

Priszoł malczik w toaletu

Losza jest geografem, Stiopa ślusarzem. Obaj mają po 30 lat. Zaprosili mnie
do Nory. Ciasna knajpa w mińskiej piwnicy nazywa się inaczej, ale wszyscy
mówią "Nora".

- My na Łukaszenkę - mówią zgodnie.

- Dlaczego?

- Bo wyciągnął Białoruś z d... Kiedyś wszystko było na kartki - cukier,
papierosy, wódka. Puste sklepy. Polska też była w d... Ale jakoś sami
wyleźliście. A u nas jak Związek Radziecki upadł, to zaczęli rządzić różne
Kiebicze, Szuszkiewicze [Stanisław Szuszkiewicz - prezydent Białorusi do 1994
r., Wiaczesław Kiebicz - premier do 1994 r.]. Pogrążyli kraj.

- Białoruskie fabryki padały - wtrąca Stiopa.

- Pewnie były kiepskie, słabe rzeczy produkowały.

- Stiopa, daj mi w pysk, bo ja chyba nie rozumiem, co on mówi - irytuje się
Losza. - Nasze fabryki były najlepsze w całym ZSRR. Weźmy taki zakład linii
automatycznych. Wysoka technologia. Mogli ci zrobić linię do produkcji
samochodów albo coli w puszkach. Ale jak musieli konkurować z jakąś Toyotą,
to podupadli.

- Dlaczego?

- Bo Kiebiczom i Szuszkiewiczom zachciało się wolnego rynku.

- To źle?

- Nie byliśmy gotowi. "Priszoł malczik w toaletu, a ona płatna".

- Że co z tą toaletą?

- Tak się mówi. W Związku Radzieckim toalety były bezpłatne. Dla Białorusina
to był szok, że za siusianie musisz płacić. Wpadliśmy po uszy. Dopiero
Łukaszenko nas z tego g... wydźwignął. Trzyma cały kraj. Jakby teraz wybrali
innego prezydenta, to znowu wpadniemy.

- U nas właśnie zmienił się prezydent, ale jakoś nie straciłem pracy,
zarabiam tyle samo...

- U nas inna mentalność. Cara nam trzeba.

Kłócą się chwilę między sobą, bo Stiopa mówi, że trochę demokracji by się
przydało, a Losza, że za wcześnie.




Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Łukaszenka lepszy od...Jezusa:)))(2) 19.03.06, 01:04
      Stiopa ma "dwupokojówkę" w centrum. Żona w ciąży. Zarabia prawie 400 dol. w
      firmie meblowej. (Wypłatę dostaje w rublach białoruskich, ale na Białorusi
      wszyscy przeliczają te pieniądze na dolary).

      Losza po geografii uczył w szkole. Krótko, bo słabo płacili. Stiopa załatwił mu
      robotę montera w prywatnej firmie, która instaluje systemy wentylacji. Jej
      klienci są bogaci - Wołczokow, białoruska gwiazda tenisa, urzędnicy
      ministerialni, duże urzędy i wielkie firmy.

      Losza zarabia 250 dol. Mieszka z rodzicami w "dwupokojówce" - oni w jednym
      pokoju, on z dwoma braćmi w drugim. Śpi na rozkładanym łóżku.

      Od sąsiedniego stolika podrywa się lekko wstawione dziewczyna. - Chcę się z
      wami poznać.

      Losza zmienia stolik. Ma dosyć rozmowy z Polakiem.

      Bo czego nam brakuje?

      Od kiedy Wala została brygadzistką sprzątaczek, na osiedlu zrobiło się czysto.

      - Wysiadują tacy przed blokiem z piwkiem, a potem pełno petów.

      Walę to denerwowało. Postawiła przy każdym wejściu wiadro. Tak wynalazła
      osiedlowy kosz na śmieci. Z całego rejonu przychodzili podziwiać.

      Głosuje na Baćkę. - Bo czego nam brakuje? Wojny nie ma, Mińsk czysty, papierka
      na ulicy nie znajdziesz. Ceny stabilne jak w czasach ZSRR. Prezydent trzyma je
      mocno, żeby nie skakały jak za Kiebicza i Szuszkiewicza.

      Wala jest "starszą bloku". Najpierw była "starszą klatki schodowej". Potem
      zasiadała w radzie rejonu moskiewskiego (Mińsk podzielony jest na dziewięć
      rejonów). Przyjechała tu 35 lat temu spod Starych Dróg (najlepszy bimber na
      Białorusi). Ożeniła się z synem gospodyni. Mąż pijaczek zmarł parę lat temu.
      Wala wykupiła mieszkanie od państwa za symbolicznego rubla. Teraz
      jej "dwupokojówka" warta jest ze 45 tys. "zielonych". Zrobiła remont, położyła
      tapety nawet na suficie.

      Jako sprzątaczka zarabia 200 dol. i jeszcze 100 dol. emerytury. Baćka dba o
      emerytów.

      W bloku wszyscy znają swoje miejsce. Jak ślub, to Wala stawia przy wejściu
      stolik. Młodzi muszą na każdym rogu postawić butelkę. Jak śmierć kogoś skosi,
      to trumna stoi otwarta przed blokiem. Każdy żegna nieboszczyka. Jak
      chuligaństwo jakieś, to Wala dzwoni na milicję. Jak wagarują, to idzie do
      dyrektorki szkoły.

      - Jak się komuś nie podoba na Białorusi, proszę, granice otwarte, niech jedzie.
      Żydówka z sąsiedniego bloku wyjechała do Izraela. Tu miała szpital za darmo, a
      tam za wszystko płaci. Wróciłaby, ale mieszkanie sprzedała, nie ma dokąd.

      Wiosną ciocia Wala sadzi kwiaty przed blokiem. Najbardziej lubi czerwone.

      Pierwsza pójdzie głosować, jak zwykle. W lokalu wyborczym dają czerwone
      goździki. Zagra muzyka, będzie bufet. Można będzie napić się wódki,
      posiedzieć. - U nas lokal wyborczy na pierwszym piętrze. Ludzi starszych z
      bloku trzeba podprowadzić, powiedzieć, jak głosować.

      - I na kogo?

      - Co pan? U nas w bloku wszyscy na Baćkę. Tak jak baćka [ojciec] jest głową
      domu, tak Baćka jest głową państwa.

      - A w bloku nie ma wywrotowców?

      - Chuliganów?
    • ignorant11 Re: Łukaszenka lepszy od...Jezusa:)))(3) 19.03.06, 01:05
      Nie, takich, co przeciw.

      - A, beneefowcy? [BNF - opozycyjny Białoruski Front Narodowy]. U nas nie ma.
      Przeciw to mogą być tylko młodzi, którym się nie chce pracować, a pieniądze
      chcą mieć i tata im daje.

      - Widziała pani kiedyś Baćkę?

      - Jak pana teraz. Staliśmy z balonikami, cały nasz moskiewski rejon, zaraz po
      pochodzie. To był chyba dzień zwycięstwa, bo byli weterani wielkiej wojny. A
      nasz Baćka jechał na łyżworolkach po prospekcie. Tylko rękę wyciągnąć. Baćka
      bardzo wysportowany.

      Trzy krótkie rozkazy

      Galina powiedziała: "Ja tam na Łukaszenkę!" i zaraz jej się zrobiło głupio, bo
      nie wiedziała, że obie sąsiadki są przeciw i że ten na kanapie to dziennikarz z
      Polski.

      Wpadła na kawę i zeszło na politykę. Potem tłumaczyła się cały wieczór. Że dla
      niej najgorsza jest niższa, obwodowa władza. Mieszkań nie dają, ludzi cisną.

      Galina jest sprzątaczką. Jak tylko popyskuje, to dostaje robotę na dworze, a
      takim, co siedzą cicho, dają sprzątać w środku.

      A o Łukaszence ludzie różnie mówią. Jedna kobieta opowiadała, jak jej syn,
      ofiara katastrofy w Czarnobylu, umarł młodo na raka. Zostawił żonę i dzieci. 12
      lat czekał w kolejce na mieszkanie. Właśnie miał je dostać. Ale jak urzędnicy
      dowiedzieli się, że umiera, to zaczęli przeciągać sprawę - może wcześniej
      umrze. Żona pojechała ze skargą do Mińska do samego prezydenta. Czekała dzień,
      drugi. Trzeciego dnia drzwi się otworzyły. Baćka stał daleko, za jakąś szybą.
      Słuchał, kiwał głową. Potem trzy krótkie rozkazy - i od razu był przydział,
      leki przeciwbólowe i pieniądze na pochówek.

      Pamiętajcie, komu to zawdzięczamy

      W Soligorsku, mieście górników i szwaczek, byłem po "roboczej wizycie
      prezydenta Łukaszenki". Prezydent wystąpił przed kamerami w stroju górnika.
      Kask, kurtka.

      Co chwila pojawia się w nowym przebraniu, jak cyrkowiec. A to ze srogą miną na
      oczach telewidzów ruga swoich ministrów. A to jako dyplomata wita serdecznie
      mera Moskwy. A to w futrzanej czapie uruchamia wiejski gazociąg pod Homlem.

      Na początku lat 90. górnicy z Soligorska poszli z kilofami na Mińsk. Dziś nie
      pójdą, bo zarabiają nawet po 1,5 tys. dol.

      U Galiny w zakładzie dyrektor spotkał się z załogą. Dziewczęta - mówił -
      widzicie, jak pięknie odnowiona jest nasza stołówka, jak rozkwita nasz zakład i
      Białoruś. Pamiętajcie, komu to zawdzięczamy.

      Kazał wszystkim głosować przed terminem. W całej Białorusi już od środy gonią
      ludzie na przedterminowe wybory. Po pracy pod fabrykę podjeżdżają autobusy i
      wiozą do lokalu wyborczego. Opornym kierownik szepnie: - Nie chcesz, twoja
      wola, Białoruś to wolny kraj, ale jeszcze przyjdziesz po podwyżkę, po
      mieszkanie, żeby syna zatrudnić. Jeszcze przyjdziesz!

      Białoruska telewizja też zapędza ludzi do urn. Już od środy pokazuje urzędników
      i dyrektorów, gwiazdy estrady, znanych sportowców i zwykłych obywateli, którzy
      całymi rodzinami idą spełnić swój przedterminowy obowiązek.

      U nas demokracja

      Były agronom mieszka pod lasem.

      - Riebiata, u mnie w szufladzie legitymacja KPZR. Ja się nie wstydzę - uśmiecha
      się szeroko. - Zobaczcie białoruskie pola obsiane, a w Rosji chwasty po pas.
      Prezydent powiedział, że podźwignie gospodarkę wiejską. Trzy lata - i
      podźwignął. Teraz bierze się za przemysł. Fabryki traktorów, lodówek,
      ciężarówek idą pełną parą. Gdzie lepiej?

      - Może w Czechach, Niemczech, Szwajcarii?
    • ignorant11 Re: Łukaszenka lepszy od...Jezusa:)))(4) 19.03.06, 01:06
      Nam, riebiata, nie z wami się porównywać, ale z dawnymi republikami
      radzieckimi, naszymi siostrami i braćmi.

      Jest wdzięczny władzy, bo gdy serce agronoma, sterane wódką i bieganiem po
      polach, zaczęło nawalać, to nie odstawili na boczny tor, tylko dali pracę
      biurową.

      - Ludzie się nie buntują, nie zadają trudnych pytań?

      - Dlaczego nie? U nas demokracja. Pytają, dlaczego ulica Kosmonautów jeszcze
      nieoświetlona. Riebiata - mówię - pomalutku, po cichutku, a wszystko u nas
      będzie.

      Właśnie planuje spotkania z delegatami Białoruskiego Zgromadzenia Ludowego.
      Prezydent Łukaszenko przedstawił plan pięcioletni. Teraz trzeba go przekazać
      społeczeństwu. Z rana dojarkom, potem kierownikom, na końcu mechanizatorom.

      Lepszy od Jezusa

      Jadę autobusem do Iwieńca, 60 km od Mińska. Miasteczko pięciotysięczne, dwa
      kościoły katolickie, cerkiew, fabryka cukierków, porcelany i zakłady mięsne.

      Nad główną ulicą jak we wszystkich miastach i miasteczkach długi, czerwony
      transparent przypomina o "wyborach Prezydenta". Od dwóch lat słowo "prezydent"
      należy pisać dużą literą. Takie rozporządzenie. Przedtem byli prezydenci
      spółek, firm, organizacji. Zabroniono. Prezydent jest tylko jeden.

      W centrum hotel, mały i państwowy. Dla zagranicznych - 30 dol. za dobę, dla
      Białorusinów - 6. Recepcjonistka pokazuje pokój - dwa łóżka i umywalka. Kąpiel
      raz w tygodniu w łaźni miejskiej. Potem pokazuje tanie trumny owinięte w
      czerwone i żółte sukno. Hotelik dorabia na handlu trumnami.

      Recepcjonistka będzie głosować na Łukaszenkę. - No bo na kogo innego? Przy nim
      spokojnie. Jutra dożyjesz. Mamy ogródek. Pomalutku. Tylko nie piszczcie
      nazwiska. Przez te wybory spać nie mogę. Najstarszy syn w milicji w Mińsku. U
      nich teraz stan gotowości. Przyjeżdża nerwowy taki. On za Łukaszenką. Córka
      też. Sprzedaje u nas w sklepie z zagraniczną żywnością. Tylko temu młodszemu,
      co uczy się w Mińsku, coś strzeliło do głowy i jest przeciw.

      Recepcjonistka nie słyszała, że w aresztach siedzi kilkuset opozycjonistów - bo
      i skąd? W telewizji nie mówili.

      W Iwieńcu opowiadają, że miejscową emerytkę zapytali, na kogo by głosowała,
      gdyby musiała wybierać między panem Jezusem a Łukaszenką. - Na Łukaszenkę -
      powiedziała. - Bo Jezus tylko ludzi uczył, a Baćka jeszcze się nimi opiekuje.

      Kto Pietruszki będzie szukał?

      U Pietruszków (nazwisko zmienione) bieda i brud. On, były weterynarz, pracuje w
      fabryce farb akrylowych. Ona siedzi w domu. Ukończyła instytut technologii
      żywienia, 12 lat pracowała w fabryce cukierków. Zwolnili ją "za wczesnego
      Łukaszenki". Powiedzieli, że ukradła 100 kg cukierków. Mówi, że to bzdury, a
      jej stanowisko było potrzebne dla córki powiatowego dygnitarza. Później
      pracowała w "kiełbasach", ale robota od rana do wieczora, dzieci nie widziała.
      Płacili tylko 40 dol.

      Oboje zagłosują na Łukaszenkę. Bo może być gorzej.

      Pietruszka tłumaczy: - Jak nie pójdę na wybory, to będzie mała frekwencja.
      Wybory powtórzą. A to dużo kosztuje. Kto zapłaci? Ja - Pietruszka klepie się po
      kieszeni.

      Po chwili: - Łukaszenko już szczęśliwy, swoje wziął, więcej mu nie trzeba, a
      nowy najpierw będzie musiał się nakraść. Kto straci? My.

      U sąsiada Pietruszków w ogródku było spotkanie z Aleksandrem Milinkiewiczem,
      kandydatem opozycji. Pietruszka poszedł posłuchać. - Miły człowiek, ale nie ma
      szans. Łukaszenko wyniki już podyktował.

      A potem do Pietruszków przyjechała milicja. Wypytywali. Pietruszka zamyka
      okno. - U nas trzeba uważać. Podniesiesz głowę i człowiek znika. Słyszał pan
      o "szarych wilkach"? Taki nie ma imienia ani nazwiska, tylko numer. Dostaje
      rozkaz, nie pyta, tylko wskazanego człowieka wysyła na tamten świat.

      - Ale sąsiad nie bał się zaprosić Milinkiewicza.


      - Bo sąsiad to opozycjonista. Znany człowiek, jego trudniej załatwić - ot tak,
      i nie ma. A ja mały człowiek. Kto Pietruszki będzie szukał?


      Zdzisław Wolniarowicz
      • asta7 Re:Białorusini.....!!! 19.03.06, 23:14
        Zawsze uważałam że naród musi sam dojrzec do wolności,demokracji.Gdy to nastapi
        wowczas żadna siła nie bedzie w stanie zatrzymać przemian.Socjolodzy jakby nie
        zauważali tzw. "madrości narodu i jego instynktu samozachowawczego".Sądze ,ze
        Białorusini zdaja sobie sprawę,iż aby nimi rzadzić potrzebny jest "silny
        przywódca",ktory bedzie w stanie zdecydowanie i jednoczesnie łagodnie
        poprowadzic naród ku zach.strukturom.Dzis niestety na Białorusi takiej osoby
        nie ma,co nie oznacza ze sie nie pojawi.Uszczęsliwianie na siłę doprowadza do
        haosu,a ten zawsze jest ze swej natury destrukcyjny.Uważam ,że to bardzo madry
        naród ,osmiele sie nawet postawic tezę,ze przy odpowiednim oraz odpowiedzialnym
        prezydentem stanie sie w przyszłości jednym z czołowych państw
        europejskich.Zycze im tego serdecznie.smile
        • osse Re:Białorusini.....!!! 29.03.06, 12:56
          Dobry tekst. Ja mam tylko jedną uwagę: wydaje mi się, że na słowo baćko (bat'ko)
          bardziej odpowiedniejsze byłoby: tatko, ojczulek itp. To takie zdrobnienie. Poza
          tym, Białorusini mają tzw. stabilizację i (względny) dobrobyt za cenę totalnego
          zniewolenia - nie upija ich to (jak ten gwóźdź?). Chyba nie. Czy ktoś już
          wyzyskał podobieństwo tej sytuacji do Matrixa? Jeżeli nie, ja robię to pierwszy.
      • scand Re: Zaskakująco wysokie zarobki 29.03.06, 14:05
        300, 400 dolarów - wcale nie zarabiają tak mało sad
        Nic dziwnego że niespecjalnie się buntują.
        Ciekawe, jaka jest siła nabywcza tych pieniędzy ..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka