Dodaj do ulubionych

o szczesciu

19.05.06, 22:07
Wiekszosc ludzi a moze kazdy chcialby byc szczesliwy, niektorzy wkladaja wiele
wysilku aby to osiagnac. Jednakze pomimo postepu technicznego i sukcesow w
sferze materialnej niewiele ludzi jest szczesliwych we wspolczesnym swiecie.
Czy mozliwe jest osiagniecie trwalego szczescia? I jezeli tak co nalezy robic
aby to osiagniac ?
Czy egoistyczne dazenie do tego aby mi bylo dobrze , reszta mnie nie obchodzi
moze zaowocowac trwalym szczesciem ?
Jak realizujemy swoje prawo do szczescia? Czy wogole istnieje takie prawo?
Czy macie jakies przemyslenia na ten temat?
Obserwuj wątek
    • apoplaws Re: o szczesciu 20.05.06, 12:08
      Sadze, ze lepiej, miast mowic o "szczesciu" przejsc do "bycia szczesliwym". To
      latwiej uchwytne, budzi mniej kontrowersji.
      W ten sposob, Twoje pytanie o trwale szczescie powinno brzmiec raczej - czy moge
      wiecznie poki zyje, byc szesliwym/szczesliwa. Otoz w ten sposob patrzac nie.
      Przynajmniej ja w to nie wierze. Natomiast, mozna pedzic zycie w taki sposob, ze
      patrzac na nie wstecz czlowiek czuje, ze byl szczesliwy. Jest to pewne
      uogolnienie, ktore bierze sie stad, ze przewaga, badz inensywnosc, badz
      donioslosc chwil w ktorych czulismy sie szczesliwi przewaza nad chwilami, kiedy
      szczesliwi nie bylismy.
      Czynniki przygodne, jak czas w ktorym zyjemy, otaczajaca nas technika maja
      drugorzedny wplyw na nasze "szczescie". Porownujac sie z przeszlymi pokoleniami
      wydaje nam sie, ze eliminujemy wiele z przykrosci im doskwierajacych. To
      oczywiscie prawda. Z drugiej strony nasi przodkowie, nie majac srodkow by owym
      przykrosciom zaradzic, z latwoscia sie godzili ze stanem rzeczy i czuli sie
      zapewne nie mniej szczesliwi od nas, powozac np. wolami lub idac pieszo, niz my
      w swoich samochodach.
      O bycie szczesliwym, czlowiek walczy instynktownie. Czasem w niewlasciwy sposob
      dokonujac wyborow. Gdyby istniala jakas jedna "techniczna" regula (a sadze, ze
      istniec nie moze, bosmy rozni) wszyscy bylibysmy szczesliwi.
      Temu prawu podlega rowniez, ten, ktory dba tylko o swoje "bycie szczesliwym".
      Jesli wyznawany przez niego system wartosci sprawia, ze to co czyni nie napawa
      go watpliwosciami - bywa szczesliwy. Rowniez, jesli afrmuje wartosci w ktore
      wierzy, nawet jezeli innym sie nie podobaja.
      Nawet, jesli to (w skrajnych wypadkach) bledne kolo, "szczescie" polega chyba na
      zgodzie ze soba.
      • iza42 Re: o szczesciu 20.05.06, 21:45
        Masz racje twierdzac ,ze do szczescia potrzebna jest akceptacja sytuacji , w
        ktorej znajdujemy sie oraz zgoda ze soba. Prawdpodobnie dostatek materialny
        niewiele ma wspolnego ze szczesciem . Kiedys ogladalam sondaz w telewizji
        przeprowadzony wsrod mieszkancow rozmaitych krajow i kultur. Ludzie rejestrowali
        swoje zadowolenie z zycia z sytuacjach codziennych. Po analizie danych okazalo
        sie ,ze najszczesliwyszym narodem sa Hindusi a najbardziej niezadowolonym z
        zycia sa Niemcy. Wniosek stad ,ze po zaspokojeniu najbardziej podstawowych
        potrzeb jak jedzenie, odzienie i dach nad glowa kazdy czlowiek ma mozliwosc
        bycia szczesliwym.
        Natomiast nie zgadzam sie z Twoim twierdzeniem , ze szczesliwym mozna byc tylko
        patrzac wstecz. To pesymisci tak robia. Jest wiele ludzi , ktorzy wyobrazaja
        sobie ,ze byli kiedys szczesliwi i idealisuja przeszlosc. Takie uczucie to
        wytwor wyobrazni a nie prawdziwe szczescie.
        Podobnie nie bardzo rozumiem jak mozna byc szczesliwym przez porownanie chociaz
        ludzie czesto uzywaja takiego argumentu aby pocieszyc bliznich. Wiem ,ze jest
        duzo ludzi mniej szczesliwych niz ja , ludzi ktorym sie nie powiodlo . Ale czy
        ta wiedza czyni mnie szczesliwa ? chyba nie
        Co do istnienia trwalego stanu bycia szczesliwym naprawde nie wiem czy jest to
        osiagalne.
        • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 09:19
          Z kolei moim zdaniem szczęście to pewnego rodzaju równowaga i jej poczucie.
          Ponieważ nasz świat jest tak bardzo dynamiczny więc już z racji tego o
          szczęście dość trudno. Ponadto jest pokawałkowany, głównie na dwie rozłączne
          sfery pracę i dom. Stąd będąc w jednym obszarze szcześliwym można być
          nieszczęśliwym w drugim a więc o całkowite szczęście znowuż trudno. Ale
          najwięcej na drodze do szczęścia staje chyba współczesna brutalna zmienność
          świata wymuszona przez organizację społeczną opartą o obrót kapitałem która
          wymusza na wielu ludziach drapieżność jakiej nie wykazywaliby w warunkach
          społeczeństwa równowagi.
          • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 10:27
            scand napisał:

            > Ale najwięcej na drodze do szczęścia staje chyba współczesna brutalna zmienność
            > świata wymuszona przez organizację społeczną opartą o obrót kapitałem która
            > wymusza na wielu ludziach drapieżność jakiej nie wykazywaliby w warunkach
            > społeczeństwa równowagi.


            Na pewno kapitalizm jest przyczyną poczucia nieszczęścia , ale również daje
            innym możliwość realizowania własnego szczęścia , przynajmniej subiektywnie ,
            subiektywnie dlatego , że nawet będąc najbogatszym człowiekiem zdarzyć się mogą
            sytuacje umniejszające szczęście na które pieniądz nie ma wpływu .
            Możliwe , że równowaga mogłaby mieć pozytywny wpływ na odczuwanie własnego
            szczęścia , ale co miałoby to być owe społeczeństwo równowagi , w czym miałaby
            się ta realizować ?

            • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 10:33
              Odnalezienie równowagi w świecie w którym ludzie co dzień trenowani aby tę
              równowagę niszczyć a przynajmniej tworzyć nierównowagę poprzez frenetyczny
              dynamizm rynkowy jest oczywiście trudne.
              Nie wierzę oczywiście w możliwości odizolowanych "wysp szczęscia" bo za każdą
              taką wyspą stoi gdzieś wyspa nieszczęścia i jest to już wystarczający powód aby
              taką równowagę zniszczyć.
              A więc sytuacja prezentuje sie fatalistycznie..
                • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 10:46
                  malvvina napisała:

                  > ale czy poczucie (bo to o nie chodzi) szczescia zalezy od swiata zewnetrznego ?
                  >
                  > A moze to pretekst dla wlasnej nieudolnosci...?


                  Jeżeli mówisz o tym w kontekście pieniądza , to jego brak nie musi być
                  nieudolnością , raczej niegodzeniem się na czynienie wszystkiego by go zdobyć .

                  • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 10:58
                    Brak pieniądza z pewnością może byc traktowany jako nieudolność ale oczywiscie
                    wszystko jest oceniane z pewnego punktu widzenia i w tym przypadku jest to
                    ocenianiane z punktu widzenia wartosci systemu kapitalistycznego a konkretnie
                    czyni to jego rzecznik który zinternalizował te wartości. W tym systemie
                    najważniejsze jest właśnie pomanażanie pieniądza a sukces ekonomiczny jest
                    najwyższą cnotą. Oczywiscie kapitalizm jest realnoscią i nawet jego krytyk nie
                    może ignorowac zasad ktore w nim obowiazują. Co innego jest jednak bezwarunkowo
                    w nie wierzyć..
                    • malvvina Re: o szczesciu 22.05.06, 11:01
                      szczescie nie figuruje w slowniku kapitalizmu. A mozna je rozpatrzac poza
                      swiatem wlasnie dlatego ze jest to pojecie indywidualne i nie ma nic wspolnego
                      z absolutem. Jako stan staly i dlugotrwaly nie istnieje. Nie istenieje wcale.
                      Istnieje tylko poczucie szczescia (lub nie)
                      • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 11:03
                        malvvina napisała:

                        > szczescie nie figuruje w slowniku kapitalizmu. A mozna je rozpatrzac poza
                        > swiatem wlasnie dlatego ze jest to pojecie indywidualne i nie ma nic wspolnego
                        > z absolutem. Jako stan staly i dlugotrwaly nie istnieje. Nie istenieje wcale.
                        > Istnieje tylko poczucie szczescia (lub nie)
                        >
                        >
                        Z czego wniosek , że Absolut nie powinien odczuwać szczęścia ???

                      • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 12:06
                        Czy szczęście jest pojęciem indywidualnym ? Jeśli to stan równowagi to musi to
                        być równowagi między elementami a więc nie można zamknąć go go w obrębie tylko
                        jednego elementu.
                        Co do kapitalizmu być może nie istnieje poczucie szczęscia ale istnieje
                        poczucie satysfakcji - czujemy się usatysfakcjonowani jeśli uda nam się kupić
                        po nie wygórowanej cenie atrakcyjny towar albo .... zdobyc kogoś kto za niską
                        cenę wykonana dla nas dobrze istotną pracę wink
                        • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 13:23
                          scand napisał:

                          > Czy szczęście jest pojęciem indywidualnym ? Jeśli to stan równowagi to musi to
                          >
                          > być równowagi między elementami a więc nie można zamknąć go go w obrębie tylko
                          > jednego elementu.

                          Właśnie dlatego zainteresowało mnie badanie Absolutu poprzez odniesienie go do
                          kapitalizmu i zaobserwowanie czy możliwe jest poczucie szczęścia jeżeli
                          skrajnością kapitalizmu jest zgromadzenie wszystkich środków w jednych rękach ,
                          natomiast Absolut to jedność , więc z racji zamknięcia w jednym wszystkiego nie
                          powinno następować szczęście , chyba , że jest inaczej .smile
                          • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 14:36
                            Ja bym problemu szczęścia nie łączył jednak z Absolutem, ale bardziej z
                            poznaniem i samopoznaniem. A poznanie samo czy daje szczęście ? Nie zawsze.
                              • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 14:50
                                Określiłbym że komuś kto tak twierdzi udało się znaleźć stan równowagi między
                                różnymi elementami świata - może być to ktoś kto miał udane życie rodzinne ale
                                i osoba która większość życia spędziła w zakonie. Oczywiscie stan taki powinien
                                być raczej dłuższy niż krótszy, bo przecież ktoś kto powie: "w swoim zyciu
                                jednak przeżyłem te kilka szczęśliwych dni" nie zaliczymy do osób, które całe
                                życie miało szczęśliwe.
                            • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 14:52
                              scand napisał:

                              > Ja bym problemu szczęścia nie łączył jednak z Absolutem, ale bardziej z
                              > poznaniem i samopoznaniem. A poznanie samo czy daje szczęście ? Nie zawsze.


                              smile
                            • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 14:59
                              scand napisał:

                              > Ja bym problemu szczęścia nie łączył jednak z Absolutem, ale bardziej z
                              > poznaniem i samopoznaniem. A poznanie samo czy daje szczęście ? Nie zawsze.


                              A jeśli Absolut to absolutne poznanie ?
                                • zbigniew31 Re: o szczesciu 23.05.06, 09:39
                                  scand napisał:

                                  > > A jeśli Absolut to absolutne poznanie ?
                                  >
                                  > Jako bank wszystkich faktów i powiązań ?


                                  I rozwiązań ,
                                  a poznanie rozumiem jako auto-poznanie Absolutu .

                                  • scand Re: o szczesciu 23.05.06, 09:52
                                    > a poznanie rozumiem jako auto-poznanie Absolutu .

                                    Zapoznawszy się niedawno z poglądami Eriugeny lepiej rozumiem ( jak mi się
                                    wydaje) co masz na myśli.
                                    • zbigniew31 Re: o szczesciu 23.05.06, 10:04
                                      scand napisał:

                                      > > a poznanie rozumiem jako auto-poznanie Absolutu .
                                      >
                                      > Zapoznawszy się niedawno z poglądami Eriugeny lepiej rozumiem ( jak mi się
                                      > wydaje) co masz na myśli.


                                      Ciekawy jest jednak problem szczęścia w takim przypadku , takiego poznania ?

                                      • scand Re: o szczesciu 23.05.06, 11:04
                                        Szczęście raz jest, raz go nie ma. Żadnej gwarancji nie ma że będzie to stan
                                        trwały. Z poznaniem jest inaczej. Daje gwarancję. Jeśli coś poznałeś to
                                        najczęściej wiesz raz na zawsze chyba że ... zapomnisz.
                                        • zbigniew31 Re: o szczesciu 23.05.06, 11:37
                                          scand napisał:

                                          > Szczęście raz jest, raz go nie ma. Żadnej gwarancji nie ma że będzie to stan
                                          > trwały. Z poznaniem jest inaczej. Daje gwarancję. Jeśli coś poznałeś to
                                          > najczęściej wiesz raz na zawsze chyba że ... zapomnisz.


                                          Szczęście realizuje się w niestałości , można powiedzieć , że gdyby człowiek
                                          przebywał stale w stanie szczęścia to , po jakimś czasie stan ten przestałby być
                                          szczęściem .
                                          Wniosek z tego taki , że Absolut z racji swojej stałości , nie powinien odczuwać
                                          uczucia o jakim człowiek mówi szczęście .
                                          • scand Re: o szczesciu 23.05.06, 12:00
                                            > Absolut z racji swojej stałości , nie powinien odczuwać
                                            > uczucia o jakim człowiek mówi szczęście .

                                            Słuszne spostrzeżenie - można zresztą zauważyć, że wsród nakazów religijnych
                                            nie spotyka się zazwyczaj zalecenia "bądź szczęśliwy". To zbyt ulotne, żeby na
                                            tym fundamencie cokolwiek budować.
                                            • iza42 Re: o szczesciu 24.05.06, 19:09
                                              scand napisał:

                                              - można zresztą zauważyć, że wsród nakazów religijnych
                                              > nie spotyka się zazwyczaj zalecenia "bądź szczęśliwy". To zbyt ulotne, żeby na
                                              >
                                              > tym fundamencie cokolwiek budować.

                                              Spotyka sie .
                                              W ksiegach Wedy zapisany jest taki werset
                                              " May all be happy
                                              May all be without disease
                                              May all creatures have well -being
                                              None should be in misery of any sort "
                                              Moze jest tak ,ze w tradycji chrzescijanskiej wiecej pisze sie o cierpieniu niz
                                              o szczesciu...


                                              • scand Re: o szczesciu 25.05.06, 09:30
                                                >May all be happy
                                                > May all be without disease
                                                > May all creatures have well -being
                                                > None should be in misery of any sort "

                                                Zauważ że to raczej koncert życzeń a nie zalecenie.
                                                Oczywiscie myśląc o religii rozumiałem przede wszystkim 3 religie
                                                monoteistyczne, które do pewnego stopnia są religiami walki a więc nie mogą
                                                lokować szczęśliwości w życiu doczesnym.
                                                • iza42 Re: o szczesciu 25.05.06, 11:01
                                                  Jezeli myslisz o nakazach to rzeczywiscie nie znajadziesz ich tutaj .
                                                  Jak mozna komus nakazac byc szczesliwym?
                                                  Idea szczescia jest odlegla religiom walki bo w walce przeciez nie chodzi o to
                                                  aby byc szczesliwym - chodzi o wladze i o to kto ma racje. A kto ma racje ?
                                                  " nasz Bog " oczywiscie
                                                  • scand Re: o szczesciu 25.05.06, 11:08
                                                    W religii chrześcjańskiej walczy się raczej z siłą dość abstrakcyjną - grzechem
                                                    który uważany jest za destruktora życia , a przede wszystkim życia wiecznego.
                                                    Siła ta nie jest jedynie pasywna, ale raczej wysoce aktywna jak w personikacji
                                                    diabła, który wyróżnia się wcale niemałą inteligencją smile
                                                  • iza42 Re: o szczesciu 25.05.06, 11:14
                                                    walka z tzw grzechem jest wedlug mnie tylko pretekstem pod ktorym religia
                                                    rozprawia sie ze swoimi adwersarzami. A tak w zasadzie chodzi tylko o jedno -
                                                    o wplyw i wladze .
                                                  • scand Re: o szczesciu 25.05.06, 12:09
                                                    > Nie wiedzialam ,ze Sw Augustyn byl taki maniheistyczny.

                                                    Św. Augustyn przez pewien czas był manichejczykiem ..

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Augustyn_z_Hippony
                                                  • iza42 Re: o szczesciu 25.05.06, 21:57
                                                    a tutaj cos na temat grzechu
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Grzech
                                                    i tak na marginesie- jezeli grzechem nazywa sie swiadome i dobrowalone
                                                    dzialanie to dlaczego religia chrzescijanska zaklada ,ze czlowiek rodzi sie
                                                    grzeszny?
                                                    prawdopodobnie taka nauka przyczynia sie do niedostatku szczescia wsrod
                                                    chrzescijan.
                                                  • scand Re: o szczesciu 29.05.06, 11:42
                                                    > i tak na marginesie- jezeli grzechem nazywa sie swiadome i dobrowalone
                                                    > dzialanie to dlaczego religia chrzescijanska zaklada ,ze czlowiek rodzi sie
                                                    > grzeszny?

                                                    Grzechem nazywa się oddalenie od Boga. Z tego by wynikało że startujemy w tym
                                                    życiu będąc już w oddaleniu. A więc w sumie łatwiej jest się oddalić od Boga
                                                    niż do niego przybliżyć. Ponadto ktoś kto przez swoje zycie w żaden sposób nie
                                                    przybliżyłby się do Boga w momencie śmierci pozostałby w oddaleniu na wieki.
                                                  • iza42 Grzech 30.05.06, 10:10
                                                    Cytat z ksiazki Echart Tolle A New Earth ( tlumaczenie moje )
                                                    "
                                                    Wedlug nauki chrzescijanskiej grzech pierworodny jest normalnym zbiorowym stanem
                                                    ludzkosci. Grzech jednak jest slowem w duzej mierze zle zrozumialym i zle
                                                    wytlumaczonym.
                                                    Wziety doslownie z greki , w czasach gdy pisany byl Nowy Testament grzeszyc
                                                    znaczylo mijac sie z celem jak lucznik , ktory nie trafia do tarczy, tak wiec
                                                    grzeszyc znaczy mijac sie z celem ludzkiej egzystencji. Znaczy to zyc
                                                    nieumiejetnie , slepo i z tego powodu cierpiec i zadawac cierpienie.
                                                    Pomijajac kulturowe nalecialosic i misinterpretacje grzech jest zrodlem
                                                    dysfunckcji charakterystycznej dla rodzaju ludzkiego ."
                                                  • scand Re: Grzech 30.05.06, 10:54
                                                    > Wziety doslownie z greki , w czasach gdy pisany byl Nowy Testament grzeszyc
                                                    > znaczylo mijac sie z celem jak lucznik , ktory nie trafia do tarczy, tak wiec
                                                    > grzeszyc znaczy mijac sie z celem ludzkiej egzystencji.

                                                    Jeśli przyjąć jako cel bycie w bliskości z Bogiem to grzech byłby w takiej
                                                    interpretacji mijaniem się z nim. A nie można bardziej mijać celu niż
                                                    strzelajać w odwrotnym kierunku smile
                                                  • freezoner Re: Grzech 04.06.06, 08:18
                                                    Bardzo mi się podoba definicja z książki pana Tolle (mijać się z celem, żyć
                                                    nieumiejętnie). Ludzie, którzy określają siebie jako nieszczęśliwi, nie zostali
                                                    nauczeni lub sami nie nauczyli się, jak być szczęśliwymi. Więc cierpią w
                                                    grzechu, obwiniając za swój stan ukrytą jakąś przyczynę (diabła, komunistów,
                                                    Żydów, itd.). Wyłania nam się tutaj jeden z podstawoych celów szkoły: szkoła
                                                    powinna uczyć życia, czyli jak żyć, aby być szczęśliwym.
                                                  • iza42 Re: Grzech 04.06.06, 12:26
                                                    Mnie rowniez podoba sie ta definicja , problem w tym ,ze nie rozwiazuje ona dla
                                                    mnie dylematu grzechu pierworodnego . Idee aby uczyc umiejetnosci szczesliwego
                                                    zycia w szkolach uwazam za doskonala choc mysle, ze jest ona dosc obca na
                                                    poskim gruncie.
                                                    Jest taka szkola , ktora to robi
                                                    www.philosophy.school.nz/
                                                    i ma afiliacje z innymi szkolami na swiecie. Ucza sie w niej dzieci i dorosli.
                                                  • freezoner Re: Grzech 04.06.06, 18:18
                                                    W nawiązaniu do szkoły filozofii z Auckland. Bardzo dobry pomysł do
                                                    przeniesienie na forum Kawiarenka Filozoficzna. Może powinniśmy więcej tu pisać
                                                    o tym, jak nasze wglądy filozoficzne pomagają nam szczęśliwiej żyć. Idźmy
                                                    śladami wielkich filozofów. Oni wszak byli też wielkimi działaczami,
                                                    reformatorami, edukatorami, politykami. Oni żyli w praktyce.
                • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 10:52
                  > ale czy poczucie (bo to o nie chodzi) szczescia zalezy od swiata
                  zewnetrznego ?
                  >
                  > A moze to pretekst dla wlasnej nieudolnosci...?

                  Gdyby to poczucie nie zależało to należałoby uznać powiązania danej jednostki
                  ze swiatem zewnetrznym za mało znaczące. Czy z oddizolownia można czerpać
                  szczęście ? Chyba najwyżej odpoczynek. Człowiek z natury samotnie nie jest w
                  stanie żyć chociaż w kapitalizmie to dość powszechne bo system potrzebuje
                  wydajnych jednostek a nie ich całościowych powiązań ze światem.
                  • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 10:57
                    scand napisał:


                    > Człowiek z natury samotnie nie jest w
                    > stanie żyć chociaż w kapitalizmie to dość powszechne bo system potrzebuje
                    > wydajnych jednostek a nie ich całościowych powiązań ze światem.


                    Czy więc system nie jest elementem dążenia do rodzaju absolutu , bo przecież
                    taka samo-wystarczająca jednostka takim jest ???

                      • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 11:10
                        scand napisał:

                        > Tak, kazdy system pragnie byc Absolutem tyle że w przypadku kapitalizmu jest to
                        >
                        > strukturalnie niemożliwie - ale pragnienie pozostaje.


                        Ciekawe , czy Byt nie zawiera w sobie z natury elementów kapitalizmu ?
                        • malvvina Re: o szczesciu 22.05.06, 11:22
                          nic mi nie wiadomo o pragnieniu absolutu przez kapitalizm. Gdyby tak bylo to
                          potrafilby zapewnie dac sobie rade z kryzysami ktore nim wstrzasaja
                          periodycznie. No i stalby sie zapewne ideologia (czym nie jest i tu jego
                          nieszczescie - patrz : te wlasnie kryzysy tkwiace w jego istocie)
                          • zbigniew31 Re: o szczesciu 22.05.06, 13:14
                            scand napisał:

                            > Byt zawiera w sobie z natury pazerność - jedno dąży by wchłonąc inne smile

                            Czy nie istnieje analogia Byt-kapitalizm ?
                            Trzon Bytu akcja i reakcja , kapitalizm pieniądz i towar .

      • iza42 Re: o szczesciu 22.05.06, 11:43
        chyba scand ma racje. Sczescie ma szanse znalesc ten , ktory swiadomy jest
        swojego zwiazku z otaczajacym swiatem , z natura. Wyalienowany czlowiek , ktory
        zyje wylacznie dla siebie nie znajdzie szczescia niezaleznie od tego ile posiada
        pieniedzy.
          • iza42 Re: o szczesciu 22.05.06, 12:05
            Jezeli otaczajacy swiat alienuje to sa 3 wyjscia
            1 zmienic otoczenie
            2 zaakceptowac dana sytuacje
            3 tkwic w alienacji
            ta trzecia opcja jest chyba najgorsza
            • scand Re: o szczesciu 22.05.06, 12:12
              To tak jak ryba złapana podbierakiem - ma 3 wyjscia:

              - pogodzić się z losem i jeszcze przez chwilę łudzić się że oderwanie od wody
              jest ciekawą przygodą
              - szamotac się w sieci nieskutecznie i cierpieć widząc jałowość swoich starań
              - szamotać się skutecznie i powrócić do rzeki

              Oczywiście wybór jest iluzoryczny smile
    • kamfora Re: o szczesciu 23.05.06, 22:30
      iza42 napisała:

      > Czy mozliwe jest osiagniecie trwalego szczescia?

      Tak mi nagle przyszło do głowy, że nie ma właściwie "trwałej" definicji
      szczęścia, więc jak można mówić o trwałym szczęściu? wink

      Piszesz: "Czy egoistyczne dazenie do tego aby mi bylo dobrze , reszta mnie nie
      obchodzi moze zaowocowac trwalym szczesciem ? " Ale...kiedy człowiekowi "jest
      dobrze?" Przecież dążenie do tego "dobrze" to dążenie do własnego wyobrażenia
      szczęścia, do wyobrażenia opartego na obserwacji ludzi, których postrzegamy
      jako szczęśliwych.

      Tak sobie myślę, że definicja szczęścia zmienia się w czasie życia człowieka.
      To dlatego czasem człowiek, który kiedyś mówił/myślał o sobie, że jest
      nieszczęśliwy - z wiekiem zaczyna postrzegać swoje życie za całkiem szczęśliwe.

      No i jeszcze sobie myślę, że nie ma czegoś takiego jak "prawo do szczęścia" bo
      niby od kogo to prawo można by egzekwować? Za to od jakiegoś czasu próbuję
      znaleźć moją definicję szczęścia. I mniej więcej byłoby to tak: szczęście, to
      być blisko tych, których się kocha i przez których jest się kochanym, "mieć dla
      kogo żyć".
      Ludzie jednak "tak mają", że się rozstają : czasem wyjeżdżają a czasem...
      umierają. Więc szczęście to również spokojna pewność ponownego spotkania...
      • iza42 Re: o szczesciu 24.05.06, 09:44
        kamfora napisała:
        >
        > Tak mi nagle przyszło do głowy, że nie ma właściwie "trwałej" definicji
        > szczęścia, więc jak można mówić o trwałym szczęściu?,

        A gdybym napisala , ze szczescie mamy zapisane w genach zgodzilabys sie ze mna?
        >
        > Ale...kiedy człowiekowi "jest
        > dobrze?" Przecież dążenie do tego "dobrze" to dążenie do własnego wyobrażenia
        > szczęścia, do wyobrażenia opartego na obserwacji ludzi, których postrzegamy
        > jako szczęśliwych.

        Tak , wyobrazam sobie , ze wiekszosc dzialan ludzkich w zasadzie powodowanych
        dazeniem do zapewnienia szczescia sobie i swoim bliskim. Wyniki tych dzialan sa
        oczywiscie rozne , czasami nawet katastrofalne.
        >
        > Tak sobie myślę, że definicja szczęścia zmienia się w czasie życia człowieka.
        > To dlatego czasem człowiek, który kiedyś mówił/myślał o sobie, że jest
        > nieszczęśliwy - z wiekiem zaczyna postrzegać swoje życie za całkiem szczęśliwe

        Moze czasami jest tak ,ze w miare uplywu czasu uczymy sie cenic to , co nam daje
        zycie.
        >
        od jakiegoś czasu próbuję
        > znaleźć moją definicję szczęścia. I mniej więcej byłoby to tak: szczęście, to
        > być blisko tych, których się kocha i przez których jest się kochanym, "mieć dla
        >
        > kogo żyć".
        > Ludzie jednak "tak mają", że się rozstają : czasem wyjeżdżają a czasem...
        > umierają. Więc szczęście to również spokojna pewność ponownego spotkania...

        Ladnie to ujelas . Podoba mi sie zwlaszcza " spokojna pewnosc ponownego
        spotkania."
        Taka pewnosc niewatpliwie pomaga zyc .
        >
        • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 10:54
          iza42 napisała:

          > A gdybym napisala , ze szczescie mamy zapisane w genach zgodzilabys sie ze
          > mna?

          smile))
          Czytałaś "Naukową teorię szczęścia"? wink

          Geny to teraz takie słowo - wytrych. Kiedyś mówiło się: "Bóg tak chciał"
          a dzisiaj: "to jest zapisane w genach" wink
          • iza42 Re: o szczesciu 24.05.06, 19:41
            kamfora napisała:


            > Czytałaś "Naukową teorię szczęścia"? wink

            Nie czytalam .
            >
            > Geny to teraz takie słowo - wytrych. Kiedyś mówiło się: "Bóg tak chciał"
            > a dzisiaj: "to jest zapisane w genach" wink

            Moze i wytrych. Wytrych w zasadzie nie jest zly bo otwiera wiele drzwi , chyba
            ,ze niektorzy wierza w to ,ze pewne tajemnice na temat zycia i w tym wypadku
            szczescia dostepne sa jedynie wybrancom.
            Wola Boza tlumaczymy rzeczy , ktorych nie rozumiemy , z genami jest troche
            inaczej bo obecnie mamy pewien wglad w to jak funcjonuja.
            Mnie chodzilo o to ,ze genetyczny material w zasadzie nie zmienia sie podczas
            zycia czlowieka ,wiec moze sluzyc jako symbol trwalosci , czegos co pozostaje
            niezmienne w zmieniajacych sie okolicznosciach. W genach zapisane sa
            charakterystyczne cechy danego czlowieka , rownowaga organizmu , odpornosc na
            choroby , zdolnosc do adaptacji, jedym slowem co co okreslamy mianem natury
            czlowieka.
            Jezeli przyjmiemy ,ze naturalnym stanem czlowieka jest rownowaga (lub zdrowie -
            w szerokim tego slowa znaczemiu ), mozemy rowniez zalozyc ,ze zadatki na trwale
            szczescie mamy zapisane w genach .
            >
            >
            >
            • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 20:43
              iza42 napisała:

              > Jezeli przyjmiemy ,ze naturalnym stanem czlowieka jest rownowaga (lub
              > zdrowie - w szerokim tego slowa znaczemiu ), mozemy rowniez zalozyc ,ze
              > zadatki na trwale szczescie mamy zapisane w genach .

              Czy więc Twoim zdaniem są ludzie, których geny wykluczają "trwałe szczęście"?
              Wydaje mi się, że ta teoria jest nieco...niebezpieczna...
              • iza42 Re: o szczesciu 24.05.06, 20:57
                Tak zrozumialas moja wypowiedz???
                Nie, oczywiscie do glowy by mi nie przyszla taka interpretacja.
                Uwazam ,ze zadatki na szczescie ma kazdy , absolutnie kazdy czlowiek na ziemi.
                • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 22:17
                  No właśnie...To w czym mają zapisane te zadatki na szczęście ludzie, którzy nie
                  mają tego zapisu w genach?wink

                  Iza, nie obraź się tylko, proszę. "Gupie pytania" to moja specjalność
                  (mam to zapisane w genach zapewne wink
                    • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 22:57
                      smile))
                      No ale to Ty przecież w pierwszym poście napisałaś, że "niewiele jest ludzi
                      szczęśliwych we współczesnym świecie"...

                      A ja jeśli nie skończę mojej pracy do jutra, tylko będę ciągle zaglądać na
                      forum to może nie będę nieszczęśliwa, ale kłopoty to będę miała na pewno wink
                      • iza42 Re: o szczesciu 24.05.06, 23:17
                        Kazdy czlowiek , ktorego znam ma pojecie o szczesciu bo je kiedys doswiadczyl ,
                        chociazby ulotnie. Dlatego nie musimy sie umawiac co mamy na mysli mowiac
                        szczescie bo znamy to z doswiadczenia.
                        Dla wiekszosci ludzi jednakze szczescie to stan krotkotrwaly na dluzsza mete
                        odlegly i trudny do osiagniecia . Majaczy sie przed nami jak punkt na
                        horyzoncie i im blizej sie do tego zblizamy tym bardziej sie oddala.
                        A moze zblizymy sie do tego patrzac wglab siebie raczej niz na zewnatrz?
                        Czy samoswiadomosc pomaga w osiagnieciu trwalego szczescia ?
                        Bo zadatki na szczescie mamy wszyscy , niewazne czy zapisane sa w genach czy
                        gdzie indziej.
                        • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 23:33
                          Czy mogłabyś zerknąć, traktując to jako jeszcze jeden głos w dyskusji o
                          szczęściu (no, może trochę przewrotny, ale...smile

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10039&w=5016811&v=2&s=0&t=1148506253161
                          • zbigniew31 Re: o szczesciu 25.05.06, 08:25
                            Oczywiście można mówić , że ktoś ma szczęście bo znalazł stówkę na ulicy , czy
                            ma szczęście w kartach , ale nie o takie chyba tu chodzi , więc szczęście jako
                            szczęśliwość , a ono jest przecież uczuciem podobnie jak zakochanie , strach ,
                            wesołość i kiedy zdamy sobie z tego sprawę , okazuje się że wszyscy jesteśmy do
                            tego predysponowani i w tym możemy doszukiwać się owego zapisu , jednak nie
                            możemy się spodziewać , że uczucia te będą trwale obecne w naszym życiu , one
                            zdarzają się , trwają czas jakiś , a nawet doświadczenie ponowne tegoż za każdym
                            razem jest inne , ciągłe jednostajne trwanie w jakimś uczuciu byłoby
                            utrudnieniem dla przetrwania własnego , stąd nie można powiedzieć , że człowiek
                            jest z natury zdeterminowany trwale to jakiegokolwiek uczucia .
                            Prawdopodobnie kontrowersje budzić będzie miłość , ale wg mnie należy ją
                            oddzielić od zakochania .
      • scand Re: o szczesciu 24.05.06, 10:00
        > Tak sobie myślę, że definicja szczęścia zmienia się w czasie życia
        >człowieka.
        > To dlatego czasem człowiek, który kiedyś mówił/myślał o sobie, że jest
        > nieszczęśliwy - z wiekiem zaczyna postrzegać swoje życie za całkiem
        >szczęśliwe.

        A więc jednak ulotność, trudność definicji.
        I znów powrócę do metafory tęczy.
        Kiedy tęcza jest wiemy jak wygląda i potrafimy ją opisać.
        Kiedy zaniknie próżno byłoby jej szukac z nadzieją, że napewno się ją odnajdzie.
        A ktoś kto nigdy nie widział tęczy ?
        Może ją znać najwyżej z opisów smile
        • kamfora Re: o szczesciu 24.05.06, 10:49
          scand napisał:

          > Kiedy tęcza jest wiemy jak wygląda i potrafimy ją opisać.
          > Kiedy zaniknie próżno byłoby jej szukac z nadzieją, że napewno się ją
          > odnajdzie

          Trudno? Ależ skąd - wystarczy po burzy stojąc tyłem do słońca spojrzeć na
          niebowink

          > A ktoś kto nigdy nie widział tęczy ?
          > Może ją znać najwyżej z opisów smile

          No właśnie: czy fakt, że ktoś ma coś/doświadcza czegoś, a ja nie - czyni mnie
          nieszczęśliwym człowiekiem? Albo inaczej: czy szczęście tkwi w odkryciu, że mam
          tyle samo (a nawet trochę więcej) niż ci, z którymi się porównuję?
          • scand Re: o szczesciu 24.05.06, 11:04
            > No właśnie: czy fakt, że ktoś ma coś/doświadcza czegoś, a ja nie - czyni mnie
            > nieszczęśliwym człowiekiem? Albo inaczej: czy szczęście tkwi w odkryciu, że
            mam
            >
            > tyle samo (a nawet trochę więcej) niż ci, z którymi się porównuję?

            Składową szczęścia MOŻE BYĆ poczucie, że los był dla nas równie łaskawy jak dla
            innych...
            Z kolei składową nieszczęścia NAPEWNO jest poczucie, że los nas
            potraktował "niesprawiedliwie" gorzej.
    • freezoner Re: o szczesciu 04.06.06, 18:41
      Pozwolę sobie przedstawić pokrótce scjentologiczny pogląd na szczęście. Otóż,
      według tych praktycznych filozofów, szczęście jest to umiejętność istnienia w
      obrębie ośmiu tzw. dynamik (popędów), czyli mówiąc po naszemu, przejawów życia.
      Te 8 dynamik to: 1) popęd ku istnieniu jako jednostka; 2) popęd ku istnieniu
      jako aktywności seksualnej (sam akt seksualny i rodzina + wychowanie dzieci);
      3) popęd ku istnieniu w grupie; 4) popęd ku istnieniu jako ludzkość; 5) popęd
      ku istnieniu świata zwierzęcego; 6) popęd ku istnieniu jako wszechświat
      fizyczny; 7) popęd ku istnieniu jako duch; 8) popęd ku istnieniu jako
      nieskończoność (Absolut).

      Ciekawa informacja dla Zbigniewa, który pasjonuje się Absolutem. Scjentolodzy
      nie wchodzą w dynamikę Istoty Najwyższej, tematu nie poruszają.

      Rozumując dalej: im większa moja umiejętność istnienia w poszczególnych
      dynamikach, tym bardziej jestem szczęśliwy. Natomiast nie trzeba zaraz
      umiejętnie istnieć we wszystkich dynamikach na raz. Według scjentologii to
      istota określa, w ilu dynamikach będzie prowadzić Grę Życia. Decyzja należy do
      istoty.

      Jak wam się podoba ta koncepcja?
      • scand Re: o szczesciu 05.06.06, 09:44
        Ta typologia - odnoszę wrażenie - nie jest nowa ale powiązaniem innych znanych
        jak chociażby znanej hierarchii potrzeb u Maslowa. Tyle że u niego potrzeby
        były na dodatek zhierarchizowane i przejscie na wyższy poziom zależało od
        zaspokojenia na niższym ( np. głodny rzadko pragnie przede wszystkim być
        częścią ludzkosci) Czy tak jest u Scjentologów nie wiem.
        • freezoner Re: o szczesciu 05.06.06, 17:22
          Koncepcja ta nie jest nowa, jak najbardziej. Twórca scjentologii L. Ron
          Hubbard, doszedł do bardzo odkrywczego wniosku, podobnie jak 100 lat wcześniej
          Karol Darwin, że podstawowym celem życia jest przetrwać. I na tym początkowo
          oparł swoją tzw. dynamiczną zasadę istnienia. Dalej wywiódł z tego swój model
          dynamik. Na ile model ten jest spójny i praktyczny, nie wiem. Tak na chłopski
          rozum, zanim zatroszeczę się o rodzinę, muszę umieć zatroszczyć się o siebie; a
          jak już zatroszczę się o siebie i rodzinę, to mogę spróbować zatroszczyć się o
          sąsiadów. Oczywiście są i tacy, którzy robią w odwrotnej kolejności, podobnie
          jak można to robić odwrotnie z potrzebami u Maslowa, pójść do kina, a nie zjeść
          kolacji. No cóż, każda społeczność ma swoje sposoby na wprowadzanie porządku w
          doświadczeniu, marketingowcy trzymają się Maslowa, NLP-owcy Poziomów
          Neurologicznych Batesona, udoskonalonych przez Diltsa, a negocjatorzy praw
          negocjacji wg. Briana Tracy.
          • scand Re: o szczesciu 06.06.06, 09:20
            > Oczywiście są i tacy, którzy robią w odwrotnej kolejności, podobnie
            > jak można to robić odwrotnie z potrzebami u Maslowa, pójść do kina, a nie
            zjeść
            >
            > kolacji.

            Jedno uzupełnienie - oczywiscie potrzeby są tu rozumiane długofalowo a nie w
            horyzoncie jednego dnia.


Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka