Dodaj do ulubionych

Czekiści w natarciu

14.07.06, 17:33
Jak tylko Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało „odzyskane” przez PiS, od
razu Polska odniosła sukces na arenie międzynarodowej. Oto polska policja,
zaniepokojona doniesieniami wspomaganych przez stosowne internacjonały
tubylczych „działaczy lewicy” o istnieniu w Polsce „faszystowskiego”, a może
nawet „nazistowskiego podziemia”, poprosiła amerykańskie FBI o zdjęcie z
amerykańskiego serwera strony „Krew i Honor”. Na tej stronie „naziści”
publikowali bowiem „dane osobowe” tubylczych działaczy lewicy, którzy
oczywiście byli tym coraz bardziej zaniepokojeni. I chociaż
amerykańskakonstytucja coś tam bredzi o „wolności słowa”, to jednak tamtejszym
czekistom z FBI udało się „przekonać” właściciela serwera do zdjęcia strony.
michalkiewicz
Jak go FBI „przekonywało” – tego oczywiście nie wiemy. Czy przystawiło mu do
głowy pistolet, czy zagroziło reedukacją w obozie w Guantanamo, czy może
podłączeniem do wykrywacza nazistów o mocy kilku tysięcy trupsów – dość, że go
„przekonało”. Oto jakich czasów doczekaliśmy: „policje jawne, tajne i
dwupłciowe” przy pomocy cenzury prewencyjnej chronią „dane osobowe” awangardy
wszechświatowej rewolucji socjalistycznej, a może nawet komunistycznej! Bo też
powiedzmy sobie szczerze – po co komu „krew”, a już zwłaszcza „honor”? To nie
te czasy; teraz lichwiarski internacjonał wyssie krew każdemu narodowi bez
odwoływania się do „honoru”. Co więcej – im mniej honoru w życiu publicznym,
tym lepsze warunki rozwoju interesów lichwiarskiego internacjonału.
michalkiewicz
Inna sprawa, że ci „naziści” to jednak jakieś głupki. Przecież już Caryca
Leonida w słynnym poemacie Janusza Szpotańskiego uczyła, jak nawijać: „Wot
Gitler, kakoj to durak. On się przechwalał zbrodnią swoją. A mudriec, to by
sdiełał tak: Nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto, że dymią krematoria?
Taż w nich przetapia się istoria! Niewoli topią się okowy! Powstaje
sprawiedliwszy świat! Rodzi się typ człowieka nowy!”. Toteż odnowiona lewizna
opanowała tę nową sztukę nawijania do perfekcji, dzięki czemu pan doktor
Edelman śmiało może dziś nawoływać do chwytania za noże, bo jużci – rżnąć w
słusznej sprawie wolno jak najbardziej i nikt nie ośmieliłby się postawić mu
zarzutu „podżegania” czy choćby „siania nienawiści”, nawet gdyby nie był
słynnym i zatwierdzonym bohaterem. Nawet rząd „silnego człowieka polskiej
prawicy”, czyli pana premiera Marcinkiewicza, przestraszył się naporu oskarżeń
zainspirowanych i obstalowanych u zagranicznych współpracowników przez
przypieraną do ściany tubylczą razwiedkę i na gwałt postarał się o alibi,
zamykając do lochu przedstawicieli „nazistowskiego podziemia”.
michalkiewicz
Osobiście powinienem się z tego małodusznie cieszyć, bo gdyby nie ci
„naziści”, to kto wie – może niezawisły sąd dostałby rozkaz wpakowania do
lochu mnie? Jednak się nie cieszę, bo tchórzostwo nigdy nie popłaca.
Preparując sobie alibi, rząd przyznał jednak, że w Polsce istnieje
„nazistowskie podziemie”, a skoro tak, to ormowcy politycznej poprawności będą
teraz urządzać prawdziwe safari na „nazistów”, których zauważą pod każdym
krzakiem. Za komuny robiono inaczej: jak już z tych czy innych powodów trzeba
było upuścić krwi, to partia cięła „po skrzydłach” i w rezultacie każdy
wiedział, że lepiej nie trąbić na polowanie, bo nie wiadomo, czy sam nie
zostanie zwierzyną. Tymczasem rząd boi się ruszyć lewiznę, wskutek czego staje
się narzędziem w jej ręku, narzędziem tym bardziej groteskowym, że
przybierającym mocarstwowe pozy.
michalkiewicz
Co więcej, dostrzegając ten point faible rządu, razwiedka wali w niego, jak w
bęben. Oto tuż przed 60 rocznicą kieleckiego linczu na Żydach, „światowej
sławy profesor”, czyli Jan Tomasz Gross opublikował w Ameryce obstalowane
dzieło „Strach”, w którym śmiało penetruje najczarniejsze zakątki czarnego
sumienia polskiego narodu. Na wszelki tedy wypadek prezydent Kaczyński
zachorował i w rezultacie ani on, ani marszałek Sejmu, ani premier, na
kieleckich obchodach się nie pojawili. Traf chciał, że akurat zbiegły się one
ze szczytem trójkąta weimarskiego, na który w tej sytuacji prezydent też nie
mógł przyjechać. Czy poprzez „kreta” w Kancelarii Prezydenta, czy też dzięki
przenikliwości, razwiedka to przewidziała i postanowiła rozegrać po swojemu.
michalkiewicz
Jak to robiono ongiś za komuny, w lewicowej gazecie „Der Tageszeitung”
obstalowano u jakiegoś gryzipióra „satyryczny” artykuł o prezydencie
Kaczyńskim. Następnie merdia związane z razwiedką zaczęły upowszechniać
pogłoskę, że prezydent Kaczyński obraził się na tę satyrę i dlatego nie
spotkał się z panią kanclerzyną Anielą i francuskim prezydentem Jakubem. Kiedy
już ta wersja zakorzeniła się w umysłach ludu, ośmiu byłych ministrów spraw
zagranicznych, wśród których jest co najmniej trzech konfidentów
komunistycznych służb specjalnych, poza tym „drogi Bronisław”, co to nigdy nie
wiadomo, czy schodzi, czy wchodzi (teraz raczej wchodzi, bo i PD wchodzi do
wyborczej spółki z komuną), opublikowało list otwarty, krytykując prezydenta
za „zlekceważenie” weimarskich partnerów, a tym samym – za lekceważenie
polskich interesów międzynarodowych.
michalkiewicz
List byłby oczywiście świadectwem „obłudy do nieba śmierdzącej”, bo nawet
gdyby sygnatariusze mieli rację, to forma, jaką się posłużyli, stanowi z
punktu widzenia dyplomacji grzech śmiertelny. Można powiedzieć, ze skoro
mieliśmy takich mądrali w MSZ, to już teraz wiadomo, dlaczego polska polityka
zagraniczna brnęła, jak to się mówi „od sukcesu do sukcesu”. Ale tak naprawdę,
to żadnej obłudy w tym nie ma, tylko wydaje się, że ośmiu sygnatariuszy listu
wykonało zadanie zlecone przez razwiedkę w ramach operacji wysadzania w
powietrze rządu wraz z prezydentem, czyli pełzającego zamachu stanu. Pewne
zamieszanie mogłaby ewentualnie wzbudzić obecność wśród sygnatariuszy listu
Władysława Bartoszewskiego. Warto jednak zwrócić uwagę, że w przeddzień
podpisania listu Władysław Bartoszewski zrezygnował nagle z funkcji
przewodniczącego Rady Nadzorczej PLL „Lot”, którym przed kilkoma miesiącami
został wynagrodzony przez rząd, jako wybitny specjalista od lotnictwa podziemnego.
michalkiewicz
Może to oczywiście być przypadek, ale równie dobrze ktoś mógł przedstawić
naszemu drugiemu zatwierdzonemu bohaterowi propozycję nie do odrzucenia.
Przysłowia powiadają, że nie czas żałować róż, gdy płoną lasy, a poza tym
gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Kiedy razwiedka walczy o życie, to nie jest
to moment do demonstrowania kurtuazji niechby i wobec zatwierdzonych
bohaterów. W takim momencie wszystkie ręce idą na pokład i oficerowie ciągną
liny razem z marynarzami, a marynarze – z oficerami. W przeciwnym razie –
jakże razwiedka ma ponownie odzyskać Ministerstwo Spraw Zagranicznych, razem z
całą resztą państwa?
Stanisław Michalkiewicz
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka