Dodaj do ulubionych

Rura niezgody

14.10.07, 16:45
Sława!

wiadomosci.onet.pl/1416934,2678,kioskart.html
Rura niezgody
Rosja nigdy nie ukrywała, że gaz i ropa są doskonałymi środkami nacisku na
niepokorne państwa
4 miliardy dolarów – tyle mniej więcej warte jest dla Rosjan ominięcie Polski
przy budowie gazociągu zaopatrującego Niemcy w rosyjski gaz. Byłoby łatwiej,
taniej i bezpieczniej kłaść rurę na lądzie. Nie o ekonomię tutaj jednak
chodzi, tylko o politykę.
– Od 1991 roku aż 60 razy Rosja zakręcała kurek z ropą czy gazem – mówi Robert
L. Larsson, analityk bezpieczeństwa pracujący dla Szwedzkiej Agencji Badań
Obronnych. Najbardziej pokrzywdzonym państwem jest Litwa. Ponad jedna trzecia
wszystkich niezapowiedzianych przerw w dostawach surowców energetycznych
dotyczyła właśnie tego kraju. Inne państwa to Gruzja, Mołdawia, Ukraina i
Białoruś. Ostatnio zamknięto ropociąg na Zachód. W Niemczech i innych krajach
europejskich politycy przecierali oczy ze zdumienia, bo nie wierzyli, że można
odmówić dostarczenia ropy czy gazu zimą. W sprawę zaangażowała się Unia
Europejska, a Rosjanie "szybko naprawili uszkodzenia".

Władysław Putin (z lewej) i Gerhard Schroeder znakomicie się rozumieli, fot.
east news/KOMMERSANT/Dmitry Azarov


Bat na niepokornych

Ropa czy gaz są dosyć specyficznymi surowcami. Nie można ich zawsze, od
wszystkich i w dowolnych ilościach kupić. Potrzebna jest droga infrastruktura
do przesyłania, albo płynące tygodniami olbrzymie tankowce. Strategie tzw.
dywersyfikacji, to znaczy różnicowania źródeł, trzeba budować latami.
Tymczasem w Polsce wiele o problemie się mówi, ale niewiele robi. Na razie
swego rodzaju zabezpieczeniem dostaw jest bycie krajem tranzytowym. Jesteśmy
bezpieczni przy okazji. Rosja nie zakręci przecież kurka całej Europie
Zachodniej, bo ta ma dużo większe możliwości zmiany dostawcy. Gdyby Europa
zrezygnowała z kupowania surowców energetycznych od Rosji, ta zostałaby bez
pieniędzy. A to właśnie szybujące w górę ceny ropy są dzisiaj siłą napędową
rosyjskiej gospodarki.

Co innego kraje nadbałtyckie albo ogólnie te, które jeszcze kilka lat temu
były w radzieckiej strefie wpływów. Dla nich możliwości kupowania ropy czy
gazu w dużych ilościach poza Rosją są poważnie ograniczone. W efekcie
zakręcanie kurka może robić wrażenie. I robi.

Ostatnim pomysłem na podporządkowanie sobie krajów bałtyckich i Polski jest
budowa na dnie Bałtyku gazociągu z Rosji bezpośrednio do Niemiec. Jeżeli
inwestycja dojdzie do skutku, nasze względne bezpieczeństwo tranzytowe stanie
pod znakiem dużego znaku zapytania. Dla Polski byłaby to bardzo niebezpieczna
sytuacja, dlatego próżno dziś szukać partii, która popierałaby budowę
gazociągu. Realizacja tej inwestycji oznaczałaby dla nas także konkretne
straty finansowe. Od gazu czy ropy, które rurociągami przesyłane są na Zachód,
pobierana jest opłata tranzytowa. Rosja uważa, że to właśnie brak opłat
tranzytowych czyni drogą inwestycję na dnie Bałtyku opłacalną, ale fachowcy
nie zgadzają się z tym argumentem. Zaznaczają bowiem, że koszty konserwacji,
ochrony i eksploatacji są niewspółmiernie wyższe dla rury znajdującej się
głęboko pod wodą niż dla rurociągu naziemnego. W efekcie więcej trzeba będzie
wydać na eksploatację, niż zyska się z niepłacenia kwot tranzytowych.

Rosjanie mówiąc o konsorcjum budującym Gazociąg Północny, używają przymiotnika
"międzynarodowe". Angielska nazwa konsorcjum – Nord Stream, kraj oficjalnej
rejestracji – Szwajcaria czy osoba byłego kanclerza Niemiec Schroedera, na
stanowisku szefa rady nadzorczej – wszystko ma sprawiać wrażenie, że to
inicjatywa większej liczby państw. Tymczasem to tylko pozory. Ponad połowę
udziałów w Nord Stream posiada rosyjska firma naftowa Gazprom. Jej związek z
Kremlem jest tak ścisły, że nie będzie przesadą nazywanie jej kremlowską firmą
naftową. Resztę udziałów (po 24,5 proc) mają niemiecki BASF i E-ON.
O tym, że kiedyś powstanie rurociąg na dnie Bałtyku, mówiono od bardzo dawna,
ale projekt nabrał błyskawicznego rozpędu dopiero pod sam koniec kadencji
kanclerskiej Gerharda Schroedera. Rząd RFN musiał wydać zgodę na inwestycję, i
wydał… dwa tygodnie przed wyborami, które dotychczasowy kanclerz przegrał.
Kilka tygodni później został szefem rady nadzorczej. Niesmak po przyjęciu tej
funkcji był ogromny nawet w jego własnej partii. Nietrudno było zgadnąć, że
nowa kanclerz Niemiec, Angela Merkel, poprze projekt. Dla naszych zachodnich
sąsiadów budowa gazociągu to świetny interes.

Ekologia pomoże

Nad Bałtykiem leży 9 państw. Z tej grupy jednoznacznie za inwestycją
opowiadają się jedynie Niemcy i Rosja. Przeciwko są Litwa, Łotwa, Estonia i
Polska. Finlandia, Szwecja i Dania nie wypowiedziały się jeszcze
jednoznacznie, ale ich nastawienie do inwestycji na dnie Bałtyku nie jest
entuzjastyczne. Kraje skandynawskie na kwestię budowy gazociągu spoglądają z
zupełnie innej perspektywy. One nie są tak silnie uzależnione energetycznie od
Rosji, a poza tym realizacja inwestycji lub jej zawieszenie niczego dla nich
nie zmieni. To, co może się dla tych krajów okazać argumentem przesądzającym,
to ekologia.

Bałtyk jest morzem bardzo specyficznym. Małym, zamkniętym, stosunkowo płytkim
i bardzo zatłoczonym. W efekcie realizacja tak potężnej inwestycji jak budowa
dwóch nitek gazociągu może poważnie zaszkodzić jego ekosystemowi. Ten sam
ekosystem może zostać całkowicie zgładzony, gdyby w czasie eksploatacji
gazociągu doszło do poważnego wycieku. Na dnie Bałtyku zostało zatopionych
prawie 90 tysięcy ton niemieckiej broni chemicznej z czasów II wojny
światowej. To bomby chemiczne, pociski artyleryjskie naładowane bronią
chemiczną czy pojemniki z iperytem. W końcu beczki wypełnione kwasem pruskim
(cyklon B) i związkami arsenu czy chloru. Samych bomb lotniczych na dnie
Bałtyku jest ok. 6 tysięcy.

Wiadomo, że większość toksycznego ładunku znajduje się na wschód od duńskiej
wyspy Bornholm, w tzw. Głębi Bornholmskiej. Gazociąg ma przechodzić przez sam
środek tego obszaru.

Rosjanie sprawę bagatelizują. Uczony z Instytutu Oceanografii z Kaliningradu,
dr Wadim Paka, przekonuje, że prace na dnie Bałtyku są wręcz wskazane, bo
pozwolą oczyścić teren z pozostałości starej broni. Ten argument ma sens,
zakładając, że trujące chemikalia dalej znajdują się w beczkach czy obudowach
bomb. Niestety, tak nie jest. Przez ponad 60 lat metalowe elementy uzbrojenia
kompletnie przerdzewiały. Zdarza się, że pojemniki czy pociski, w których
zamknięto toksyczne chemikalia, są dziurawe jak sito. Wystarczy nieostrożny
ruch, nie mówiąc o próbie usunięcia, by doszło do wycieku niebezpiecznych
substancji.

Nie można zapominać też o tym, że rurociąg układany jest z operującego na
powierzchni wody, wyspecjalizowanego statku. Na dnie w wielu miejscach
nurkowie nie mogą pracować, bo nie pozwala na to duża głębokość. Skąd będzie
zatem wiadomo, czy dwie rury, mające 122 cm średnicy każda, nie opadną na
cmentarzysko toksycznych bomb?

Za, a nawet przeciw

Toksyczne bomby to niejedyny problem ekologiczny. Wpływające do wód Bałtyku
nawozy sztuczne (zlewnia Bałtyku jest 4 razy większa niż jego powierzchnia),
poprzemysłowe ścieki czy zanieczyszczenia związane z olbrzymim ruchem statków
(codziennie pływa ich ok. 2 tysięcy) osiadają blisko dna. Naukowcy zauważyli,
że strefa przy dnie jest praktycznie martwa. Jakiekolwiek ruchy tam mogą
spowodować, że trujące substancje wzbiją się wyżej i zatrują te obszary
akwenu, w których życie jeszcze istnieje. A obszar, o którym mowa, jest
naprawdę ogromny. Gazociąg ma mierzyć aż 1200 km. Na takiej długości trzeba
przeczesać, oczyścić i wyrównać pas o szerokości do 2 km.

– Bałtyk jest dla tego typu inwestycji bardzo nieprzyjazny – twierdzi Jochen
Lamp z WWF (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody) Baltic Ecoregion Programme. –
Wybrzeże Szwecji czy Finlandii j
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Rura niezgody(2) 14.10.07, 16:47
      – Bałtyk jest dla tego typu inwestycji bardzo nieprzyjazny – twierdzi Jochen
      Lamp z WWF (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody) Baltic Ecoregion Programme. –
      Wybrzeże Szwecji czy Finlandii jest silnie pofałdowane i będzie wymagało
      wyrównania – dodał.
      W skrócie mówiąc, pagórki trzeba przekopać, a podmorskie doliny zasypać. To na
      pewno zmieni środowisko. – My nie jesteśmy przeciwni budowie rurociągów
      podwodnych, ale temu konkretnemu będziemy się sprzeciwiali. Tym bardziej że
      Rosjanie nie przedstawili dotychczas żadnych ekspertyz ekologicznych – informuje
      Jochen Lamp. Ekspertyzy, o których mówi, mają zostać przedstawione pod koniec
      sierpnia tego roku. – To jest niepoważne. W tak krótkim czasie nie można niczego
      zbadać. Prawdę powiedziawszy, gdyby inwestor podchodził poważnie do problemu, w
      tym czasie nie zdążyłby zrobić nawet listy niezbędnych badań i analiz – ocenia Lamp.

      Inni ekolodzy uważają, że badania powinny objąć przynajmniej jeden pełny okres
      wegetacyjny, a więc pełny rok. Na to dzisiaj nie ma szans.

      Gazociąg Północny przechodzi przez wody terytorialne Rosji i Niemiec. Narusza
      także strefę ekonomiczną takich państw jak Finlandia, Szwecja i Dania. Te trzy
      państwa mogą zawetować bałtycką inwestycję. Pozostałe kraje leżące nad
      Bałtykiem, w tym Polska, mogą jedynie wyrazić swoje zdanie. Niestety, nie ma ono
      mocy prawnej. Nie do końca sprecyzowane stanowisko państw skandynawskich należy
      rozumieć jako oczekiwanie na ruch ze strony inwestora. Jeżeli tylko uchybi on
      obowiązującym procedurom ekologicznym, nie ma żadnej wątpliwości, że wstrzymają
      budowę Gazociągu Północnego.

      Sytuacja Polski nie jest w tym sporze jednoznaczna. Rosja uważa, że rurociąg nie
      narusza ani wód terytorialnych, ani strefy ekonomicznej Polski. Co do tego
      ostatniego są jednak wątpliwości. Wody terytorialne, na których obowiązuje
      prawodawstwo kraju, do którego należą, wchodzą około 20 km (12 mil morskich) w
      głąb akwenu. Dalej jest obszar zwany strefą ekonomiczną, a dopiero później tzw.
      wody otwarte. – Polska ma podpisane umowy o rozgraniczeniu obszaru morskiego z
      Rosją, Niemcami i Szwecją, ale nie ma podpisanej umowy z Danią. Pomiędzy wyspą
      Bornholm i polskim wybrzeżem jest zatem obszar o nieuregulowanym statusie
      prawnym – mówi prof. dr hab. Janina Ciechanowicz-McLean, prawnik z Wydziału
      Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. – To nie fair, że Rosjanie
      wysłali informacje o budowie gazociągu tylko do strony duńskiej, wiedząc
      doskonale, że aż 111 km gazociągu przechodzi przez obszar wspólny Danii i Polski
      – dodaje Ciechanowicz-McLean.

      Choć sfinalizowanie rozmów pomiędzy Danią i Polską nie będzie proste, szybkie
      uregulowanie tego problemu może się okazać kluczem do zablokowania inwestycji
      konsorcjum Nord Stream.

      Autor tekstu jest doktorem fizyki, dziennikarzem naukowym, stałym
      współpracownikiem Radia eM.

      Gigantyczna inwestycja:

      Długość rurociągu – 1200 km

      Średnica rurociągu – 122 cm każda z dwóch nitek

      Łączna przepustowość całego gazociągu – 55 mld m3 gazu ziemnego rocznie.

      Całkowita wartość inwestycji – około 5,5 mld dolarów

      Podpisanie porozumień końcowych w sprawie budowy Gazociągu – Moskwa, 29.08.2006

      Rozpoczęcie prac lądowych (od strony Rosji) – 9.12.2005

      Zakończenie budowy pierwszej nitki gazociągu – rok 2010

      Zakończenie budowy drugiej nitki gazociągu – około roku 2015

      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
      --
      Sława!
      Forum Słowiańskie
      gg 1728585

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka