Dodaj do ulubionych

Biała Ruś oczyma zapadnika

14.08.03, 02:37
Biała Ruś zza kółka



Janusz Korwin-Mikke



Pierwszą rzeczą, która wpada w oko przybysza po wjeździe na Białoruś, to
całkiem przyzwoite drogi. Czasem, co prawda, jest to droga bita żwirem - ale
bardzo przyzwoita: przejechałem po nich ponad 200 km i była w nich jedna-
jedyna dziura, w dodatku niewielka! Tyle że strzelają z nich kamienie (lepiej
trzymać się z dala od poprzednika!) - a podczas deszczu samochód lekko się
ślizga. Asfalt również bardzo przyzwoity - a do Mińska prowadzi autostrada z
prawdziwego zdarzenia. Mała Białoruś ma więc więcej autostrad niż Polska,
mimo że im Hitler niczego nie zdołał wybudować...

Inna sprawa, że te autostrady są im całkowicie zbędne. Jak w Niemczech za
Hitlera: Długa Budowla Socjalizmu. Drogi są bardzo szerokie, dobrze
utrzymane - i autostrada miałaby sens wtedy, gdyby wolno było po niej jeździć
250 km/h. Taki liberalizm JE Aleksandrowi Łukaszence nie mieści się w głowie -
być może pod wpływem zachodnich doradców...

Trzeba jednak dodać, że (z wyjątkiem pasa przygranicznego - jakieś 50 km) na
całej Białorusi nie widziałem ani jednego policjanta drogowego! Nikt nie
macha lizakami, nie celuje do człowieka z pistoletu z radarem... I nie
widziałem też ani jednego wypadku drogowego. Widocznie mają silny instynkt
samozachowawczy. Albo po prostu bardzo szerokie i proste drogi zapewniają
dobrą widoczność. Albo naprawy samochodów są tak drogie, że wszyscy bardzo
uważają.

Oznakowanie dróg rzadkie, ale przyzwoite. Z tym, że odległości podawane są na
drodze przy skręcie na nią - kto raz wjedzie na drogę z napisem np.: "Grodno
437 km" powinien sobie nastawić licznik: od tej pory będzie widział
drogowskazy: np. w prawo: "Lida 57 km" - ale odległości do Grodna już nie
zobaczy. Bo i po co właściwie?

Tabor samochodowy jest w zasadzie sprzed 20 co najmniej lat - a bardzo często
widać pojazdy z lat 50.! Nieliczni jeżdżą luksusowymi autami, których się nie
kradnie, bo taki skradziony wóz mocno rzuca się w oczy. Czyli - sielanka. To
znaczy: samochodów się nie kradnie - ale koła i wszystko, co da się
odkręcić...

Niestety - czasem trzeba stanąć i to z kilku powodów. Jeśli chcemy coś zjeść -
to wybór mamy mały. Restauracje są na poziomie naszych lat 60. lub 70. - ale
jedzenie w nich jest bardzo smaczne. Niestety, człowiek nie tylko je - ale
także wydala. I tu, niestety, sytuacja jest koszmarna.

Typowy kibel rosyjski to wielka płaska micha, z dwoma wybrzuszeniami
porżniętymi ergonomicznie w kratkę (by but się nie ślizgał), na których się
staje i kuca - oraz dziura. Co kraj, to obyczaj - pozycja kuczna podczas
defekacji jest podobno korzystna - ale wszystko jest zazwyczaj potwornie
brudne i zapchane. Czasem tylko brudne i zapchane. Koniecznym sprzętem na
Białorusi jest więc zatyczka (do nosa) i własny papier toaletowy. Ale
najlepiej stawać po drodze w lasku...

Byłbym zapomniał: w dwóch miejscach były sedesy. Sedesy miały z tyłu dwie
dziurki, które wszędzie na świecie służą do przykręcenia deski sedesowej -
tam służą wyłącznie do zmniejszenia wagi muszli, bo desek... nie ma. Byłyby
zresztą całkowicie zbędne, gdyż ślady na obrzeżach wyraźnie pokazują, że
miejscowi, pozbawieni ukochanych dziur z wybrzuszeniami na nogi, wchodzą na
sedes i kucają. Musi to być bardzo zabawny widok...

Podobnie jest z karmieniem samochodu. Rozpuszczeni przybysze z Zachodu, w tym
Polacy, nie potrafią zrozumieć, że można jechać 120 km i wreszcie zobaczyć
drogowskaz: "Stacja benzynowa - 57 km"... Przy tym w miastach powiatowych
dystrybutory są z lat - tak na oko - 30. i zawierają benzynę A-72, A-76 oraz
olej do traktorów. Tylko przy granicy i w kilku większych miastach znajdują
się stacje z benzyną bezołowiową (AI-95) - z reguły "Łukoila" - całkiem jak
na Zachodzie. Na prowincji się nie opłaca, bo nikt tego cudactwa przecież nie
kupuje.

Hotele są za to przedmiotem troski władz. Przejawia się to tym, że w hotelu
(zazwyczaj jedynym) wyglądającym jak doprowadzony do porządku hotel w polskim
mieście powiatowym w roku 1973 za pokój pojedynczy żądają 100 $, a za
podwójny bodaj 140 $! Od frajerów-cudzoziemców, oczywiście. Przy takich
cenach "Mariott" może robić dużą konkurencję... Na szczęście miejscowi zawsze
są gotowi pomóc inostrannikowi - pani, u której mieszkałem, nie chciała ode
mnie 10 dolarów i z nabożeństwem przyjęła 5 $; za 10 $ można mieć pokój razem
z córką właścicieli. Smutna wiadomość dla naszych braci-homosiów: prośba o
pokój wraz z synem właścicieli nie spotkałaby się zapewne ze zrozumieniem.
Lud tam prosty i dobry, ale zacofany...

Gospodarka Białorusi zatrzymała się na poziomie wczesnych lat 70.
Zarządzający firmami w ogóle nie myślą o klientach. Co prawda gdy wszedłem do
drukarni (książkę można tam wydrukować w przyzwoitej kolorowej oprawie, na
doskonałym papierze, za 2 złote) za biurkiem siedział człowiek jak z filmów
Barei (i zachowujący się podobnie); nad nim wisiało godło Białorusi, po
prawej portret jej prezydenta itd. - ale w szafkach widać było, że firma robi
interesy, drukując: książeczki do modlitwy, wydawnictwa religijne (kolorowe),
wydawnictwa energoterapeutów, radiestetów i w ogóle znachorów (tak -
oficjalnie wychwala się znachorstwo jako uzupełnienie medycyny) oraz różnych
sekt, nawet New Age. Trochę to przypomina poziomem wydawnictwa dla Murzynów w
USA. Bo, jak napisał kiedyś p. Stanisław Mrożek: "My też Murzyni, tylko
biali" - (więc powinna się nami zająć ONZ).

Lud, jako się rzekło, jest dobry i cierpliwy - więc nie klnie, tylko po cichu
wzdycha. Ma nadzieję, że będzie lepiej - i modli się o to do Boga. JE
Aleksander Łukaszenka nie ma nic przeciwko temu - lud modlący się nie
szturmuje budynków Władzy - więc starannie odbudowuje cerkwie, a nawet
pozwala odbudowywać kościoły katolickie. Domy modlitwy wyglądają znacznie
lepiej niż siedziby władzy!!

A przed siedzibą władzy niemal zawsze stoi LENIN! Tu spiżowy, tam mosiężny,
czasem pozłacany - ale stoi. I trzyma się całkiem nieźle!
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka