msciwoj24
07.10.03, 14:26
Strasznie tu u was dużo Szwedów - usłyszał od turystów Artur Jabłoński,
starosta pucki. Chodziło im o ludzi wyglądających co prawda jak miejscowi,
ale mówiących innym, "dziwnym" językiem. Rzekomi Szwedzi to Kaszubi.
Kilkanaście lat temu, gdy autobus z kaszubskiej wsi zbliżał się do miasta,
wszyscy pasażerowie przechodzili na język polski. Dzisiaj coraz śmielej
posługują się własnym językiem.
Kaszubszczyzna doczekała się w wolnej Polsce prawdziwej nobilitacji. Język
kaszubski trafił do radia, telewizji i na uniwersytety, "Dziennik Bałtycki",
największa gazeta regionalna, raz w tygodniu publikuje dodatek w tym języku.
Kaszubskiego uczą się dzieci w ponad pięćdziesięciu szkołach podstawowych i
trzech średnich. Dla nich przetłumaczono Biblię, "Małego Księcia", "Kubusia
Puchatka" i kilka innych dzieł. Kaszubski staje się powoli językiem
urzędowym; w kilku gminach przed wjazdem do miejscowości postawiono tablice z
napisami po polsku i kaszubsku. Takie napisy pojawiły się w Kartuzach na
budynkach magistratu i starostwa. Młodzi radykałowie z miesięcznika "Odroda"
(czytaj: łedroda - odrodzenie) doprowadzili do tego, że językowi kaszubskiemu
został nadany przez Bibliotekę Kongresu w Waszyngtonie międzynarodowy kod
językowy. Tym samym stał się on standardowym językiem, takim jak polski czy
angielski. Możliwa stała się powolna o`droda tatcze¨zne¨ (odrodzenie
ojczyzny).
Jesteśmy inni
Kaszubów można by uznać za taką samą grupę regionalną jak Ślązaków czy
górali, gdyby nie ów język, który czyni ich wyjątkowymi. Kaszubski wywodzi
się z lechickiej grupy językowej. Gdyby żyli w naszych czasach Wieleci czy
Obodrzyci, mogliby się swobodnie porozumiewać z Kaszubami. - Kaszubów jest na
Pomorzu 330 tys., a pół-Kaszubów - 180 tys. - twierdzi prof. Marek Latoszek z
Uniwersytetu Gdańskiego. Ze spisu powszechnego wynika jednak, że kaszubski za
swój język ojczysty uważa jedynie 52,6 tys. osób. Zdaniem działaczy
organizacji kaszubskich, liczba ta jest dwukrotnie niższa od faktycznej.
Jeszcze trudniej przychodzi Kaszubom pogodzić się z myślą, że nie są
Polakami. Na razie tylko 5,1 tys. mieszkańców Kaszub uznało się za obywateli
narodowości kaszubskiej.
- Ci, którzy zdobyli własną świadomość narodową, to na razie wąska elita. Z
czasem będzie nas przybywać, bo jesteśmy inni niż Polacy i widać to gołym
okiem - mówi 32-letni Artur Jabłoński, który jest także wiceprezesem
Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (ZKP). Jego poglądy na kaszubskość bliskie
są temu, co głoszą młodzi z "O`drody". To oni przed spisem powszechnym
rozrzucili 30 tys. ulotek nawołujących do wpisywania narodowości kaszubskiej.
Akcji sprzeciwił się ostro prof. Bruno Synak, socjolog z Uniwersytetu
Gdańskiego, prezes ZKP. - Kaszubskość i polskość nie są pojęciami
konkurencyjnymi. Gdyby w formularzu spisowym pojawiło się dodatkowe pytanie o
przynależność do grupy etnicznej, nie byłoby problemu. Kiedy kilkanaście lat
temu robiliśmy badania, wielu Kaszubów czuło się obrażonych pytaniem, czy aby
na pewno są Polakami - twierdzi prof. Synak.
- Mamy prawo domagać się autonomii, i to już - mówi Paweł Szczypta
z "O`drody".
Wierny lud i zniemczeni książęta
Spory o to, czy być osobnym narodem czy kaszubskim plemieniem narodu
polskiego, trwają od dawna. Patronem radykałów był m.in. jeden z
najwybitniejszych działaczy kaszubskich Florian Ceynowa, lekarz zmarły w 1881
r., który opowiadał się za stworzeniem osobnego narodu słowiańskiego.
Przestrzegał przed germanizacją Kaszubów, winą za wypieranie ich języka
obciążał polską szlachtę i duchowieństwo. Aby obudzić wiarę ludzi w siłę
swojej kultury, wydawał książki w języku kaszubskim. Urodzony pół wieku
później Aleksander Majkowski, z zawodu też lekarz, kontynuował dzieło
Ceynowy. Powieść Majkowskiego "Żecé i przigodé Remusa" ("Życie i przygody
Remusa") to jedyny kaszubski utwór przetłumaczony na kilka języków.
Przed wiekami przodkowie Kaszubów, czyli nadbałtyccy Słowianie, toczyli z
Polakami nieustanne wojny. Za czasów Bolesława Krzywoustego Pomorze odłączyło
się od Polski. Germanizacja Kaszub, które kiedyś rozpościerały się od Odry do
Wisły, rozpoczęła się w XIII wieku. Książęta pomorscy zniemczyli się w ciągu
dwóch następnych stuleci. Kaszub w polskim domu
Pod koniec XIX wieku Polacy i Niemcy rozpoczęli wyścig o dusze ludzi, którzy
nie myśleli o swojej narodowości. Polska inteligencja z satysfakcją
spoglądała na agresję hakaty na Pomorzu; nic tak nie zbliżało krnąbrnych
Kaszubów do Polski jak przymusowa germanizacja.
Friedrich Lorentz, niemiecki badacz kultury kaszubskiej, chciał przyciągnąć
nadmorski lud do niemieckiej kultury po dobroci. Stworzył muzeum wsi
kaszubskiej, napisał "Historię Kaszubów". Ci jednak w większości pragnęli
Polski. "Kaszub w Polsce będzie wreszcie w domu, już nie będzie dummer
Kaschube [głupim Kaszubem]" - pisano na plakatach w 1918 r. Powrót Polski nad
Bałtyk przyniósł jednak rozczarowanie. Zanim nastała cywilna administracja,
rządziło wojsko, które zachowywało się - jak napisano w jednym z raportów -
jak "w okupowanym kraju". Bezprawne rekwirunki były na porządku dziennym.
Miejscowi ludzie żyli w przekonaniu, że zostali najechani przez Polaków z
innych dzielnic. Sporo w tym przesady; przybysze na Kaszubach stanowili 1
proc. mieszkańców, a w administracji jedynie jedną piątą urzędników.
W drugiej połowie lat 40. znów w majestacie prawa rabowano Kaszubów, z
kaszubskości próbowano uczynić folklor, a język kaszubski nie miał prawa
wstępu do szkół i urzędów. Dialekt wyszydzano, nauczyciele bili dzieci za
mówienie po kaszubsku, zdarzały się wypadki wysyłania ich do szkół
specjalnych z powodu nieznajomości polskiego. - Represje nasiliły się w
latach 70. Na przykład w Sychowie w powiecie wejherowskim jedną trzecią klasy
przeniesiono do szkoły specjalnej - mówi Leszek Szmidtke, dziennikarz z Radia
Gdańsk.
Papież budzi Kaszubów
W rozbudzeniu kaszubskiej dumy wielki udział ma Jan Paweł II, który podczas
pielgrzymek do Polski dwukrotnie wzywał Kaszubów do pielęgnowania własnej
kultury i języka. W drugiej połowie lat 80. w jednej z kaszubskich wsi po raz
pierwszy odprawiono mszę w języku miejscowych. Dziś takie msze odprawiane są
w 38 kościołach.
W niedawnym zlocie Kaszubów w Słupsku uczestniczyło kilka tysięcy osób,
kilkaset bawiło się kilka tygodni temu na pierwszych mistrzostwach świata w
zażywaniu tabaki (urządzono je w Chmielnie). Zwyczaj ów odżył, kiedy cztery
lata temu posłowie chcieli wprowadzić ustawę zakazującą produkcji i
spożywania tabaki z powodu jej szkodliwości dla zdrowia. Kaszub bez tabaki to
jak Francuz bez wina, więc rozległa się wrzawa. Ustawę obalono.
Co jakiś czas pojawia się pomysł stworzenia partii kaszubskiej. Jego
zagorzałym przeci-wnikiem jest Donald Tusk, wicemarszałek Sejmu (w
mistrzostwach w zażywaniu tabaki w Chmielnie zdobył drugą nagrodę), który
odkrył swoje kaszubskie pochodzenie pod koniec lat 70. W każdej kadencji
Sejmu co najmniej kilku posłów to Kaszubi (stanowią więc większą siłę niż
uznane mniejszości narodowe). W rządzie Jerzego Buzka mieli nawet swojego
ministra i wiceministra edukacji narodowej (Edmund Wittbrot i Wojciech
Książek).
www.wprost.pl/ar/?O=48390&C=57