mjot1
08.11.03, 11:25
Jak okiem sięgnąć wokół rozciągała się odwieczna knieja. Las bogaty bogactwem
roślin, ptactwa i zwierza wszelakiego. Wszędzie panowała wspaniała natura
niemalże nietknięta ręką ludzką.
Jedynie nad brzegami rzek i jezior tych naturalnych szlaków komunikacyjnych z
rzadka można było napotkać wydarte puszczy polany, jedynie tam w drewnianych
osadach i grodziszczach zamieszkiwali ludzie.
A lud to był szczególny. Lud sprzeczności pełen.
Lud nad wyraz nieufny, ale i ciekawy obcych.
Lud gościnny niebywale a jednocześnie zawistny i pazerny.
Lud kierujący się odwiecznymi tradycjami i wierzeniami, rządny jednocześnie
nowinek.
Lud kłótliwy niezwykle swary były tu na porządku dziennym, starszyzna z
trudem utrzymywała go w jako takich ryzach.
Krępi, mocni, niewiasty smukłe urodziwe. Wszyscy płowowłosi, niebieskoocy,
zahartowani trudami życia.
Utrzymywali się z dobrodziejstw kniei i wypraw łupieżczych na sąsiednie osady.
Nad taką to krainą, na górującym nad okolicą wzniesieniu stał rozłożysty dąb.
Widać, że potężne drzewo przez wieki dzielnie stawiało czoła nawałnicom, o
czym świadczyły liczne blizny po ciosach piorunów i kikuty konarów
roztrzaskanych wichrem. Lecz stał dumny i potężny. Niezwyciężony.
Pod tym to dębem rozłożył się na popas spory oddział zbrojnych. Pobieżny rzut
oka wystarczył by stwierdzić, że są tu obcy.
Ich wygląd, mowa, stroje, zbroje, broń, rumaki wszystko wyraźnie odbiegało od
stosowanych przez ludność tubylczą.
Szczególnie rzuca się w oczy ich młodość i zdyscyplinowanie. Nie widać
zbędnych gestów, nie ma zbędnych słów. Wszystko jakby z góry zamierzone,
wszystko ma swój konkretny cel. Sprawnie rozbite obozowisko w jakimś
niezwykłym porządku. Każdy zna swoje miejsce „w szeregu”, każdy zna swe
obowiązki.
Pod pniem zasiadł młodzieniec kilkunastoletni o władczym wejrzeniu. To wódz
przybyszów. Przez dziejopisów nazywany potem Mieszkiem.
Obcy po mistrzowsku posługiwali się nowoczesną bronią, doskonale znając swoje
możliwości potrafili je wykorzystać. Cechowała ich niezwykła karność i
umiejętność zbiorowego działania.
Kim byli?
Może byli rządnymi przygód awanturnikami? Odkrywcami, których ciągnęło to, co
nieznane, dla których problemy istniały jedynie po to by je pokonać? A może
byli banitami?
Każdy z nich był dzielny, inteligentny, wytrwały, ambitny...
Niechybnie krainy, które opuścili bez względu czy dobrowolnie czy też pod
przymusem opuścili bez żalu. Tam było im za ciasno. Tam krępowani i duszeni
byli przez pęta zależności lennej i obowiązujące tradycyjne więzy.
Tu w tej dzikiej krainie stali się zaczynem. Tu mogli się realizować. Tu
nigdy nie zbrakło im wrażeń i nowych wyzwań. Tu tworzyć poczęli historię.
W niezwykle krótkim czasie wykorzystując wszelkie możliwości a szczególnie
cechy tubylców jak chciwość, zawiść i wybujałe ambicje, obcy z rozrzuconych
po kniei, nawzajem się zwalczających osad zbudowali zręby nowego państwa.
W pionierskim podboju i cywilizowaniu ludności tubylczej pielęgnowali i
podsycali ich cechy negatywne, doskonale zdając sobie sprawę, że jedynie
rozgrywanie misternej gry zawiści i wybujałych ambicji będą w stanie trzymać
ten lud za pysk.
Stawiając na młodych i ambitnych, z otwartym umysłem, z natury swej
buntowniczo nastawionym do skostniałych reguł, krok po kroku obracali w
perzynę dawne tradycje i wierzenia. Młodych pociągała nowoczesna broń, jej
niezwykła skuteczność i mistrzostwo przybyszów w posługiwaniu się nią.
Garnęły się również do obcych białogłowy. Na nic zdały się napominania i
przestrogi starszych. Młodość jak zawsze łaknęła nowości. A jeśli raz
zakosztowali nowinek, posłuchali opowieści o bogactwach i potędze innych
krain to nic już nie było w stanie ich powstrzymać.
Odwieczne zależności i więzi będące opoką dotychczasowego porządku cięte były
zdecydowanie i bez skrupułów. Ewentualny opór tępiony był w zarodku. Kapłani
z przerażeniem spostrzegli, że skuteczne od zawsze zaklęcia i gusła poczęły
tracić swą moc. Docierać do nich poczęła prawda okrutna, że potęga klątw
działa jedynie na wierzących w klątwy owe.
Tak oto z mroków niebytu wynurzyło się państwo Polan.
Tylko ktoś nietuzinkowy, nie powiązany istniejącymi układami, tylko KTOŚ OBCY
jest w stanie dokonać zmian na miarę rewolucyjnego przewrotu.
Że tak właśnie było świadczy szybkość i zakres dokonanych przemian.
Że tak było świadczyć mogą odkrycia archeologiczne jakoś przemilczane a
mówiące, że obrońcy tych ziem przed zakusami germańskimi używali uzbrojenia
nieznanego Polanom, uzbrojenia normańskiego.
Więc czy Piastowie to Słowianie? Czy naprawdę jakiś syn rzemieślnika miałbyż
możliwości i determinacji na tyle by stworzyć państwo?
Potęga i rozwój Słowian a już szczególnie Polaków powstawała i istniała
jedynie pod panowaniem obcych!
W czymże ta bujda jest gorsza od jakichś tam bajań o myszach, o Lechach i
Czechach czy innych kołodziejach?
Najniższe ukłony!
Smędzący M.J.