witomir
11.11.03, 13:30
Poniżej przedstawiam do dyskusji świetny i na prawdę wart rozpropagowania
artkul autorstaw Rafała Jakubowskiego.
Zamieszczam ten artykuł na forum akurat dziś 11 listopada gdy elity rządzące
mówią o potrzebie uczestnictwa w wojnie w Iraku zapominając że ojczyzna jest
tu w środku zielonej i wilgotnej Europy i przede wszystkim tu jej trzeba
bronić a nie na piaskach pustyni gdzieś daleko.
Gdy chcemy poważnie rozmawiać o kwestiach militarnych, od razu narzucają się
dwa główne wnioski. Po pierwsze, polska armia w swojej dzisiejszej postaci
(liczebność, możliwości mobilizacyjne etc.) w razie poważnego zagrożenia
zewnętrznego byłaby w stanie podjąć się co najwyżej obrony... Warszawy. Po
drugie, wojna NATO przeciw Jugosławii dowiodła, że tzw. nowoczesne militarne
technologie mają niską efektywność w zetknięciu z dobrze przygotowaną armią,
nawet jeśli posługuje się ona sprzętem starszym.
Determinizm geopolityczny
W opinii wielu tzw. "specjalistów" o konieczności wstąpienia Polski do NATO
przesądziły warunki geopolityczne. Jest to jednak argument mocno dyskusyjny.
Układ sił politycznych nie jest stały, ulega ciągłej zmianie. Historia uczy,
że nierozważne jest postrzeganie rzeczywistości politycznej w oparciu o
niezmienne definicje "odwiecznych wrogów i przyjaciół". Ostatnie 70 lat
dwudziestego stulecia ukazało dobitnie Polakom, jak chwiejne są dozgonne
sojusze, pakty wojskowe i zapewnienia o pomocy.
To nie warunki geopolityczne decydują o organizacji społecznej i
politycznej, o ustroju państwa, a także o tym, czy ma być ono neutralne, czy
też nie. Dopiero po wyborze drogi, którą chce kroczyć naród powinno się
dostosować politykę i strategię obronną w oparciu o realia geopolityczne. Co
więcej, można wręcz zaryzykować postawienie tezy, że to właśnie warunki
geopolityczne skłaniają nas do postawienia na neutralność. Szanse na taką
neutralność mieliśmy po roku 1989. Ówczesne warunki geopolityczne oferowały
co najmniej kilka rozwiązań w kwestii tworzenia sojuszy wojskowych,
niekoniecznie w oparciu o Pakt Północnoatlantycki. Na przykład w oparciu o
własne siły mogliśmy stworzyć efektywną armię obronną.
W przypadku obrony kraju niebagatelne znaczenia mają warunki terenowe. Takie
neutralne kraje jak Finlandia, Szwecja, Austria czy Szwajcaria swoją
strategię obronną opierają umiejętnie o dogodne warunki terenowo-
klimatyczne. Podobnie walor ten uwypuklają prowadzone w XX wieku wojny o
charakterze partyzanckim (Wietnam, Afganistan, Czeczenia). Pod kątem
warunków terenowych Polsce trudno się równać z Afganistanem czy Szwajcarią,
jednak w oparciu o obecny stan sieci wodnej, gór, lasów i innych trudnych do
pokonania przeszkód, można stworzyć sprawny system obronny. Na południu
chronią nas masywy górskie, na zachodniej granicy mamy Odrę, której funkcje
obronne do niedawna uzupełniały systemy podwodnych zapór minowych itp.
rozwiązania, za linią Odry rozciągają się spore obszary leśne. Na północy
kraju posiadamy pojezierza, pas wyżyn i lasów, niestety brzeg w większości
wybrzeża nie stanowi znaczącej zapory przed desantem morskim. Na wschodniej
granicy posiadamy od północy trudne do sforsowania pojezierza z gęstą strefą
lasów, w południowej części tej granicy - wyżyny, lasy i gęstą sieć wodną,
najsłabiej pod tym względem przedstawia się środkowa część granicy
wschodniej.
Wymienione tu pokrótce strategiczne obszary obronne wymagałyby odpowiednich,
długofalowych działań mających na celu stworzenie dogodniejszych warunków
obronnych. Celowi temu służyłyby programy związane z zachowaniem i poprawą
stanu środowiska naturalnego, w tym:
zwiększenie lesistości kraju z 28% do przynajmniej 35-40%, przy czym pod
pojęciem zwiększenia lesistości należy rozumieć tworzenie naturalnych
kompleksów leśnych i renaturalizowanie lasów. Obecny program państwa w tym
względzie zakłada raczej zwiększenie zadrzewienia - opartego na uprawie
plantacyjnej lasów, które w takiej formie nie mają wiele wspólnego z ochroną
środowiska, a tym bardziej z walorami obronnymi. Przez obecne rachityczne
plantacje sosen, które stanowią większość polskich lasów, przejedzie każdy
czołg.
zmianom musiałaby ulec polityka leśna kraju z nastawienia eksploatacyjnego
na ochroniarskie - oparte na wyjęciu spod gospodarki leśnej ok. 40-50%
obszarów leśnych (obecnie Parki Narodowe, rezerwaty przyrody etc. stanowią
raptem 5% lasów).
przywrócenie polskim rzekom i terenom podmokłym walorów ekologicznych, czyli
naturalnych koryt rzek (obecnie czyni się odwrotnie ? regulując je) i
obszarów bagiennych, wyniszczanych przez ostanie pół wieku itp.
zmiana polityki transportowej, rezygnacja z budowy autostrad i dróg
szybkiego ruchu (ułatwiających przemarsz nieprzyjacielskich zagonów
pancernych), a przywrócenie roli kolei.
Chcesz pokoju ? szykuj się do wojny
Armia, którą otrzymaliśmy w spadku po Układzie Warszawskim miała - wbrew
pozorom - charakter bardziej obronny od obecnego. Z ponad 400 tys.
ówczesnych żołnierzy, połowa należała do formacji typowo obronnych
(lotnictwo przechwytujące, wojska obrony przeciwlotniczej, Obrona
Terytorialna, wojska wewnętrzne, WOP, Obrona Kolei itd.). Na przykład w
lotnictwie stosunek samolotów defensywnych do ofensywnych wynosił 4,3 : 1.
W razie konfliktu, w wyniku mobilizacji siły obronne mogły zostać zwiększone
kilkakrotnie. Obecnie posiadamy armię o liczebności ówczesnych wojsk
defensywnych, lecz wojska obronne stanowią już tylko 25% ogółu, w lotnictwie
samolotów uderzeniowych jest tyle samo, co obrony powietrznej. A w razie
mobilizacji Polska jest w stanie wystawić raptem 300-tysięczną armię, czyli
mniejszą od tej z roku 1989 (sic!). Jako kuriozum można potraktować
wyprzedaż w połowie lat 90. kilkuset tysięcy karabinów z magazynów
mobilizacyjnych. Zanikowi uległo wiele struktur wojsk wewnętrznych.
Obecny kierunek polityki "obronnej" zmierza w stronę budowania armii o
charakterze ofensywnym (wręcz interwencyjnym), z uwypukloną rolą sił
natychmiastowego i szybkiego reagowania, oraz stosunkowo nielicznych, lecz
bardzo mobilnych jednostek wojskowych. Wg planu realizacji takiego modelu,
już za 5-10 lat wojska typowo ofensywne będą stanowić 90% stanu armii (w
lotnictwie dominuje tendencja, aby 100% samolotów stanowiły maszyny
ofensywno-uderzeniowe). Doradcy NATO-wscy uważają, iż armia tak
wyspecjalizowana (nieliczna, ale mobilna) jest bardziej efektywna. Nie
wspominają, że jest ona w istocie efektywna, ale tylko w działaniach
ofensywnych, najlepiej na terenie wroga, natomiast do celów obronnych
zupełnie się nie nadaje. Tendencje takie są oczywiście skutkiem określonej
(ekspansywnej) polityki NATO. Tym też wymogom służy presja, której jest od
dziesięciu lat poddawany polski przemysł zbrojeniowy. Efektem jest jego
upadek, dzięki czemu można Polsce ofiarowywać przestarzałe uzbrojenie,
zupełnie nie nadające się do obrony kraju (fregaty O.H.Perry, samoloty F-
16), natomiast doskonale pasujące do globalnej strategii NATO oraz
uzależniające nas od zagranicznych korporacji zbrojeniowych.
Budowanie strategii obronnej państwa w oparciu o dążenie do neutralności
wymagałoby przemodelowania struktury sił wojskowych. Armia defensywna
wymagałaby zmian w zakresie posiadanego sprzętu i wyposażenia, a także
struktury związków taktycznych. Przede wszystkim mogłaby ulec zmniejszeniu
liczba wojsk taktycznych do 70-80 tysięcy. Główny ciężar obrony spocząłby
bowiem na wojskach wewnętrznych, lecz także i one (jak to ma miejsce w
Austrii czy Szwajcarii) w czasie pokoju byłyby tylko częściowo skoszarowane
w ilości kolejnych 70-80 tys. ludzi. Podstawą byłyby natomiast siły
mobilizacyjne, dające możliwość wystawienia w czasie konfliktu do 2-2,2 mln
ludzi.
Struktura wojsk lądowych zależałaby od rodzaju bronionego terenu. Południową
część państwa, tereny górskie, mogłyby bronić cztery korpusy górskie,
zbli