graeme
23.10.03, 23:42
moge powiedziec, cos z czym wiele z was z ochata sie ze mna
zgodzi, ze od pierwszego dnia kiedy moj uklad nerwowy wykonal
przelomowa hiperboliczna operacje mozgowa wykraczajaca poza
zasilanie podstawowych funkcji biologicznych mojego organizmu,
zastanawialem sie, przy calej oczywistej pospolitosci
fizycznej mojego ludzkiego jestestwa, nad unikalnoscia mojej
osoby. pierwsza rewelacja, do ktorej odkrycia dosc szybko
doszedlem, bylo uswiadomienie sobie, ze jest to staly proces a
nie jedna specyficzna caecha. na tym chyba polega urok
"zabawy", w ktorej przyszlo nam brac udzial. nie opuszcza mnie
wiec podniecenie na mysl co nowego przyjdzie mi odkryc na
drodze, ktora mam jeszcze przed soba.
wpadajac tutaj na chwile nie wiedzialem czego sie
sbodziewac i z sobie wlasciwym optymizmem postawilem kilka
pierwszych dziarskich krokow w tajemniczo i kuszaco wijace sie
krozganki jakze obiecujaco prezentujacych sie czelusci
boccacciowskich opowiesci......szybko odkrylem, niestety nie
pierwszy juz raz, jak fatalnie funkcjonuje moja percepcja.
rownie szybko spstrzeglem u siebie brak mozliwosci
postrzegania(!)... pikanterji i niewinnych (na nasza XXI
wiekczna skale) sprosnosci dekameronu nie moglem nigdzie
zoczyc.
w odnalezieniu ducha wielkiego mistrza renesansowych
opowiesci, nie pomogl mi nawet fakt, ktory tutaj wlasnie
swierzo odkrylem, swojej 'duchowej' niewidzialnosci.
pare tylko osob wykazalo metafizyczna zdolnosc dostrzegania
mojej, powiedzmy -dusznej niewidzialnosci
i wdalo sie z tym przmykajacym obloczkiem w mila
konwersacje:)))
postanowilem wiec jeszcze raz napisac do siebie i powiedziec
sobie, ze nikt sie tutaj nie poczuje dotkniety ani obrazony
tym co napisalem bo pisze to swoim niewidzialnym tuszem:)))
tak ze znikam w ogole sie niepojawiajac:)
fenomenalne!
gm