Dodaj do ulubionych

Śmierć kochanków

30.11.02, 23:07

Zapachów lekkich pełne będą nasze łoza,
Łoża jak grób głębokie - a w środku komnaty
Będą dla nas w wazonach kwitły dziwne kwiaty,
Rozkwitłe pod jaśniejszym błękitem przestworza.


Wśród mdlejących upałów ich woni ostatnich
Dwa nasze serca będą jako dwie pochodnie,
Co odbiją swe blaski szeroko i zgodnie
W duchach naszych złączonych, tych zwierciadłach bratnich.

W mistyczny zmierzch, przez róże i błękity senne,
Niby łkanie przeciągłe, żegnaniem brzemienne,
Zamienimy jedynej błyskawicy lśnienie...

A potem drzwi otworzy lekka dłoń anioła,
Co radosny i wierny do życia powoła
Zamącone zwierciadła i martwe płomienie.

Charles Baudelaire - "Śmierć kochanków"

Obserwuj wątek
    • Gość: sisi Re: Śmierć kochanków IP: 62.233.163.* 30.11.02, 23:13
      Jakie to smutne ,a dziś podobno Andrzejki. Coż ja też sama w domu . Śmierć
      miłości ?
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków 01.12.02, 12:16
        LILIA
        Rozchyliłem stulone płatki i pokazałem jej wstydliwe wnętrze kwiatu.
        - Niech pan przestanie.
        Jeszcze nie wiedząc, lecz już przeczuwając widocznie, zaśmiałem się nagle i
        nagle urwałem...
        - Bo?...
        Podniecające i sekretne były jej oczy, zmrużone niezdecydowaną odpowiedzią...
        Wtedy rozwarłem szeroko na cztery strony świata białe ciało lilii i wilgotnymi
        wargami upieściłem wnętrze...
        A gdy podniosłem oczy - ona stała w pąsach, z rozfalowaną piersią i
        błyszczącymi źrenicami.
        I uśmiechnąwszy się nikle (pewno z warg moich, ufarbowanych żółtym pyłkiem) -
        jakimś specyficznie wzruszonym i drżącym głosem powiedziała:
        - Pan jest wy-ra-fi-no-wa-nie nieprzyzwoity!...

        Julian Tuwim
      • Gość: frene Re: Śmierć kochanków IP: ASK:* / 192.168.1.* 01.12.02, 12:32
        Smutne?

        A zakończenie?
      • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków Deszcz K.I. Galczynskiego IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 19:07
        Tak, bo to jest forum tomiku "Poezja Wybrana"
        Pozdrowienia E
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 15:23
      Toi et moi
      quand tu m'es le plus nécessaire!
      Je ne t'ai jamais aimée qu'en ce moment.
      Cet air tiède et doux m'exaspère
      qui pénètre l'appartement.

      Paul Géraldy
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków 01.12.02, 15:31
        Le tendre et dangereux
        visage de l'amour
        m'est apparu un soir
        aprčs un trop long jour
        C'était peut-ętre un archer
        avec son arc
        ou bien un musicien
        avec sa harpe
        Je ne sais plus
        Je ne sais rien
        Tout ce que je sais
        c'est qu'il m'a blessée
        peut-ętre avec une flčche
        peut-ętre avec une chanson
        Tout ce que je sais
        c'est qu'il m'a blessée
        blessée au coeur
        et pour toujours
        Brűlante trop brűlante
        blessure de l'amour.


        Jacques Prévert
        • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków for "kwasna" IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 15:59
          What is written
          What is written on the paper
          on the table by the bed? is there somrthing there
          or was that from another last night?

          Why is that bird ignoring us,
          pausing in mid-flight, to take another direction?
          ....
          John Ashbery
          • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków for you :-))) 01.12.02, 16:08
            I'm Nobody! Who are you?
            Are you---Nobody---Too?
            Then there's a pair of us?
            Don't tell! they'd advertise---you know!

            How dreary---to be---Somebody!
            How public---like a Frog---
            To tell one's name---the livelong June---
            To an admiring Bog!

            Emily Dickins
            • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków for you :-))) IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 16:17
              Le Phénix

              Je suis le dernier sur ta route
              Le dernier printemps la dernière neige
              Le dernier combat pour ne pas mourir

              Et nous voici plus bas et plus haut que jamais

              .....
              Paul Elouard
          • messja niezle (n/t) 01.12.02, 19:32
            Gość portalu: Ewa napisał(a):

            > What is written
            > What is written on the paper
            > on the table by the bed? is there somrthing there
            > or was that from another last night?
            >
            > Why is that bird ignoring us,
            > pausing in mid-flight, to take another direction?
            > ....
            > John Ashbery
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 16:29
      Toi et moi
      Ce qui m'appartient t'appartient!
      Pourquoi ces mots qui nous opposent:
      le tin, le mien, le tien?
      Si tu m'aimais tout à fait bien,
      tu dirais:"LES LIVRES, le chien"
      et :"nos roses".


      Slowa sa jak platki kwiatow
      • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 16:44
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > Toi et moi
        > Ce qui m'appartient t'appartient!
        > Pourquoi ces mots qui nous opposent:
        > le tin, le mien, le tien?
        > Si tu m'aimais tout à fait bien,
        > tu dirais:"LES LIVRES, le chien"
        > et :"nos roses".
        >
        >
        > Slowa sa jak platki kwiatow
        Non je ne me sens plus là
        moi-même
        Je suis quinze de la
        onzième

        le soleil filtre à travers
        les vitres
        ses rayons font sur mes vers
        les pitres

        Et dansent sur le papier
        j'écoute
        Quelq'un qui frappe du pied
        la voûte

        Guillaume Apollinaire
        • kwasna_cytryna Re: sans paroles 01.12.02, 20:37
          Il pleure dans mon coeur
          Comme il pleut sur la ville;
          Quelle est cette langueur
          Qui pénčtre mon coeur?

          O bruit doux de la pluie
          Par terre et sur les toits!
          Pour un coeur qui s'ennuie
          O le chant de la pluie!

          Il pleure sans raison
          Dans ce coeur qui s'écoeure.
          Quoi! Nulle trahison?...
          Ce deuil est sans raison.

          C'est bien la pire peine
          De ne savoir pourquoi
          Sans amour et sans haine
          Mon coeur a tant de peine!


          Paul Verlaine
          • kwasna_cytryna Re: est-ce que tu sais qu' 01.12.02, 20:41
            il y a un forum francais ici??:-)
    • rb13 Re: Śmierć kochanków 01.12.02, 21:53
      S'il vous plait.Je suis polonaise .Je ne comprends pas. francais.
      Przysięgam ,że nigdy juz nie napiszę Wam wiersza Bauddelaire. Mój francuzki
      jest pas bien, tres mauvais.
      • kwasna_cytryna Re: rozmowa intelektualna :-)))))))))))))))))))))) 01.12.02, 23:37
        Ty nie mów do mnie darling, honey,
        Ty nie porównuj mnie z ruczajem,
        Ty mnie fasolki zrób duszonej,
        Niechże się raz do syta najem!
        Drugiego dna ty mi na silę
        Nie wmawiaj, bo dostaję kolki.
        Już tyle razy cię prosiłem,
        Ty mnie duszonej zrób fasolki.
        Tak, kocham Kafkę i Rilkego,
        I owszem, Joyce'a też doceniam,
        Ale ty powiedz mi, dlaczego
        Się nie zabierasz do pichcenia?
        Owszem, Karpowicz się zazębia
        Z Goethem, Bizetem i Petrarką,
        Ale już przestań mnie pogłębiać,
        Ożeż ty jakaś pogłębiarko!
        Że co? Wyrażam się niejasno?
        Nie czytaj mi fragmentów Manna!
        Ty mi fasolki zrób na kwaśno,
        Czy mam cię błagać na kolanach???
        Przestań mi tu wyjeżdżać z Griegiem,
        Czniam wszystkie gamy i bemole.
        I owszem, jestem inteligent,
        Lecz mam apetyt na fasolę!!!
        Patrz, ja całuję ciebie w czółko,
        Ba, nawet ci całuję ręce,
        Mów ty o Griegu z przyjaciółką,
        A mnie fasolkę zrób naprędce.
        Ja wiem, że w tobie uczuć gamy
        Dźwięczą jak w każdej dobrej Polce,
        Więc się umówmy: Pogadamy,
        Ale dopiero po fasolce!!!

        Andrzej Waligórski
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 01.12.02, 23:53
      Paroles, paroles...

      Wrocil.Nic nie powiedzial.
      Bylo jednak jasne, ze spotkala go przyjemnosc/dop. wlasny/
      Polozyl sie w ubraniu.
      Schowal glowe pod kocem.
      Podkurczyl kolana.
      Ma okolo czterdziestki, ale nie w tej chwili.
      Jest-ale tylko tyle, ile w brzuchu matki
      za siedmioma skorami, w obronnej ciemnosci.
      jutro wyglosi odczyt o homeostazie
      w kosmonautyce metagalaktycznej.
      Na razie zwinal sie, zasnal.

      W. Szymborska

      Dobranoc, bon nuit, good night (Godz.23 ,57)
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków???? 02.12.02, 00:14
        Twe złote włosy...

        Włosy twe jak płomienna błyskawicy grzywa,
        Jak surm mosiężnych świetna, weselna muzyka,
        Jak uroczyste święto bogatego żniwa,
        Jak w południe lipcowe spieka słońca dzika.

        Włosy twe: bursztyn, jedwab, ogień i oliwa,
        Jesienny niebywały przepych października,
        W zasobnych miodnych ulach praca pszczół szczęśliwa,
        Złote szaleństwo wina dla ust biesiadnika.

        Włosy twe: rozżagwiona rozkoszy pochodnia,
        Kojące jako morze, kuszące jak zbrodnia...
        Jak w lesie o zachodzie zabłądzić w ich złocie!
        I po wirze upojeń, pieszczot zawierusze
        Zagrzebać w nich swe usta i upowić duszę,
        Dumną jak sen zwycięzcy w zdobytym namiocie!


        Leopold Staff
    • rb13 Re: Śmierć kochanków 02.12.02, 08:21
      Tres, Bien. Bardzo dziękuję za powrót do polskiego. Od dziś wracam do powtórki
      z francuskiego.Macie "Panie " ten dar przekonywania ...
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków........ 02.12.02, 09:05
        Je vous remercie, mon enfant. Dans la famille,
        voyez-vous, nous n'avons aucune prévention contre
        la vérité. Mais chaque fois que c'est possible, nous
        nous arrangeons pour qu'elle soit dite par un
        étranger.

        Jean-Paul Sartre
    • Gość: Ewa do r 13 Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 13:08
      Mutare consilium sapientis est/lac/
      dzieki za cytacje Baudelaire, wzbudzil interesujaca rozmowe
      liryczna.Kontynuujmy!
      Pozdrawiam
      • rb13 Re: Śmierć kochanków 02.12.02, 15:03

        A teraz znowu coś po polsku

        Kochałem Panią - i miłości mojej
        Może się jeszcze resztki w duszy tlą
        Lecz niech to Pani nie niepokoi
        Nie chce Cię smucić nawet myślą tą
        Kochałem bez nadziei i w pokorze
        W męce zazdrości, nieśmiałości trwóg
        Tak czule, tak prawdziwie- że daj Bóg
        Abyśmy Cię inny tak pokochać mógł

        To też śmieć kochanków niestety nie mój – ja jestem tylko biednym grafomanem-
        tylko A. Puszkina
        • kwasna_cytryna Re: Olejek wonno bursztynowy... 02.12.02, 15:34

          Wśród ludzkich rzesz
          w nieskromnym zgiełku dnia.
          Czasami nie śmiem,
          wzrokiem, słowem, gestem.
          Radować się,
          że znowu z Tobą jestem
          Lecz nie wiń mnie najmilsza ma
          Spórz jaka w dzień
          białawo-smętna mgła
          Ledwo prześwieca
          blady blask i mdleje

          Nadejdzie noc i do czystego szkła
          Olejek wonno burstynowy wleje.

          Fiodor Tiutczew
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 13:27
      Honored guest

      Accept these nice things we have no use for:
      polished twilight, mix of clouds end sun,
      minnows in a stream. There may come a time
      we'll need them. They're yours forever,
      or another dream leaves you thirsty,
      waking. You can't see the table
      or the bread. How about a clean, unopened letter
      and the smell of toast?

      ....

      John Ashbery
      • kwasna_cytryna Re: Śmierć kochanków 02.12.02, 14:04
        ....

        your slightest look easily will unclose me
        though i have closed myself as fingers,
        you open always petal by petal myself as Spring opens
        (touching skilfully,mysteriously)her first rose

        or if your wish be to close me,i and
        my life will shut very beautifully,suddenly,
        as when the heart of this flower imagines
        the snow carefully everywhere descending;

        nothing which we are to perceive in this world equals
        the power of your intense fragility: whose texture
        compels me with the colour of its countries,
        rendering death and forever with each breathing

        (i do not know what it is about you that closes
        and opens;only something in me understands
        the voice of your eyes is deeper than all roses)
        nobody,not even the rain, has such small hands

        e.e.cummings
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 14:44
      Jak sie rzeczy maja

      W ubieglym roku, 10 wrzesnia, poszedlem wzdluz Via Salaria i wkroczylem do
      Republiki Utopii, spokojnego kraju polozonego osiemdziesiat lat na wschod od
      Fara Sabina. Zauwazylem pogodny nastroj mieszkancow, zapytalem o przyczyne ich
      zadowolenia i dowiedzialem sie, ze wynika ono z ich praw i nauk, jakie
      otrzymuja od najmlodszych lat.

      Benjamin Hoff "Te prosiaczka"

      P.s. Sorry, I haven't polish kay- board.
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 15:03
      Démons et merveilles
      Vents et marées
      Au loin déjà la mer s'est retirée
      Et toi
      Comme une algue doucement caressée par le vent
      dans les sables du lit tu remues en rêvant
      Démons et merveilles
      vents et marées
      Au mon déjà la mer s'est retirée
      Mais dans tes yeux entr'ouverts
      Deux petits vagues sont restées
      Vents et marées
      Deux pettes vagues pour me noyer. Jacques Prévert
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 15:26
      Fais silence

      Et la voix parlera

      Peut-être
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 16:13
      ENIVREZ-VOUS
      Il faut être toujours ivre, tout est là ; c'est l'unique question. Pour ne pas
      sentir l'horrible fardeau du temps qui brise vos épaules et vous penche vers la
      terre, il faut vous enivrer sans trêve.
      Mais de quoi? De vin, de poésie, ou de vertu à votre guise, mais enivrez-vous!
      Et si quelquefois, sur les marches d'un palais, sur l'herbe verte d'un fossé,
      vous vous réveillez, l'ivresse déjà diminuée ou disparue, demandez au vent, à
      la vague, à l'étoile, à l'oiseau, à l'horloge; à tout ce qui fuit, à tout ce
      qui gémit, à tout ce qui roule, à tout ce qui chante, à tout ce qui parle,
      demandez quelle heure il est. Et le vent, la vague, l'étoile, l'oiseau,
      l'horloge, vous répondront, il est l'heure de s'enivrer ; pour ne pas être les
      esclaves martyrisés du temps, enivrez-vous, enivrez-vous sans cesse de vin, de
      poésie, de vertu, à votre guise.
      Powrot do Baudelaira
      • kwasna_cytryna Re: A toi fleur de mer 02.12.02, 16:44

        Dans tes yeux j'ai perdu l'onde du silence.
        Vois-tu cet enfant qui joue avec sa balle rouge et bleue.
        Rouge comme son coeur rempli d'espoir,
        bleu comme nos coeurs meurtris par la vie.
        Il y a des mots ou des maux que seules les étoiles entendent,
        des chants mystiques et anciens que nous avons oubliés,
        ils reviennent la nuit dans nos reves purs pour nous terroriser de leurs
        cauchemars infinis.
        Alors dans ses moments de profond malaise pense a moi,
        qui aimerais te serrer dans mes bras et te bercer de mes mots de mes rires,
        te bercer et t'aimer sur des coussins colorés comme les pagnes des habitants
        des îles de nos reves.
        Si demain toi et moi on se faisait une île ?
        Oui comme ça dans notre baignoire c'est possible tu sais quand on aime...
        On commencerait par mettre du sable un beau sable blond comme tes cheveux, doux
        et parfumé comme eux.
        Puis apres ?
        Un ciel de miel tendre caressant sans petit mouton blanc,
        sans éclair de colere divine, bleu, tendre, comme tes yeux quand tu ris.
        Puis nous mettrons un océan et un lagon,
        l'océan de tes pensées clair limpide avec mille poissons colorés,
        sautillant par-dessus les vagues pour nous saluer,
        un lagon peint aux couleurs de tes envies et teinté dans le fond
        de la douceur des algues de tes reves, qui se balanceraient doucement au grés
        des remous de ton coeur.
        Puis on mettrait une foret, dense épaisse, remplie de vie, comme tes levres
        fines quand tu me parle.
        Puis une riviere, naissant d'une cascade, la riviere du temps perdu naissant de
        la cascade de tes doutes !
        Non une cascade de tendresse s'écoulant dans la riviere de ton coeur,
        une cascade chantante, une cascade qui chante ton nom,
        doucement elle le murmure a la riviere qui fait naître en toi une fraîche
        pensée humide.
        Puis une hutte de palmiers verdoyants, une hutte pour cacher notre amour
        naissant aux étoiles.
        Une hutte pour doucement le soir te bercer de mes mots fleurs de mes pensées
        pour toi.
        Une hutte ou je pourrais t'aimer sans craindre les foudres punitives des hommes
        loups.
        Une hutte pour toi, pour moi...
        Sur le lit fait d'herbe douce, de pétales de fleurs,
        je te caresserais doucement du bout de mes doigts transformés pour toi en
        plumes d'oiseaux de paradis.
        Puis quand la lune nous montrera son sourire,
        quand la mer de tes désirs trempera la plage de nos envies
        enfin pouvoir t'aimer dans notre paradis comme Adam a aimé Eve,
        toi et moi seuls sur terre dans un moment de complicité infinie perdu sous les
        sourires des galaxies étincelantes.
        Prend soins de toi je t'embrasse tendrement des fleurs douces de nos reves
        câlins.

        Bien a toi !


        Philippe BRASSEUR
    • Gość: EwaElle est debout Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 17:19
      Elle est debout sur mes paupières
      Et ses cheveux sont dans les miens,
      Elle a la forme de mes mains,
      Elle a la couleur de mes yeux,
      Elle s'engloutit dans mon ombre
      Comme une pierre sur le ciel.

      Elle a toujours les yeux ouverts
      Et ne me laisse pas dormir.
      Ses rêves en pleine lumière
      Font s'évaporer les soleils
      Me font rire, pleurer et rire,
      Parler sans avoir rien à dire

      (Paul Eluard)
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 02.12.02, 22:52
      Albo mieszkamy tu razem co dzien
      Tak sercem jak i pamiecia,
      Albo na czas jakis mieszkasz gdzie indziej-
      A gdzie, droga moja, jest Gdzie indziej?

      Gdzie Indziej to moze zlamana twa obietnica-
      Bezkarnie, bo nie zwiazana przysiega-
      Lecz wciaz na czas jakis Gdzie Indziej.

      Zahartowany w bojach musze isc rownym krokiem,
      Jako poeta-nie moge nigdy zlamac slowa,
      Abym kiedys nagle nie przestal cie kochac
      I nie pozostal niekochany gdzie indziej.
      Przyjdz, odwiedz mnie tej nocy-
      Bez ceremonii, mila, tak po prostu przyjdz.

      Robert Graves
      • kwasna_cytryna Re: "Gdybyś ty była..." 02.12.02, 23:02
        Gdybyś ty była szklannym jeziorem
        patrzałbym w toń twą przez całe życie;
        gdybyś ty była zielonym borem
        słuchałbym szumu twego w zachwycie;
        gdybyś ty była pustką bezludną
        dla ciebie świata zrzekłbym się śmiele;
        gdybyś ty była śmiercią
    • rb13 Re: Śmierć kochanków 03.12.02, 08:31
      Śmierć Miłości

      To nie rozkosz nas czeka –ja to czuję
      To chłód zimna co śmierć zwiastuje
      Cóż z tego żeś piękna – nie jesteś moja
      Nie zawołasz nigdy jestem tylko Twoja
      Lodowate zimno przenika nasze ciała dwa
      Śmierć patrzy – to miłość ich jeszcze trwa
      Zamieni w lodowe posągi wciąż razem
      Każdy woła - gdzie jesteś ? Tu jestem
      Mówię ,ale Ty nie słyszysz .Kocham
      Co za sen okropny. Jeszcze szlocham

      Kraków Ryś B. 01.02.02 godz.1827


      • kwasna_cytryna Re: Odpływanie 03.12.02, 08:56
        Nie umarłem za młodu.
        Wznoszę sie harmonijnie ku śmierci
        jak dym z własnego płomienia.

        Dzień dobry, dzień dobry młodzieńcze,
        iskro wstępująca.

        Wszystkie moje myśli jak gałęzie drzewa
        skierowane są od pnia w koronę.
        Do szczytu wycieńczenia.

        Dzień dobry, dzień dobry dziewczyno,
        róża rozkwitła w kropli czerwonej.

        Znam oszalały świat, sam byłem rwącym potokiem.
        Rzeką nabrzmiałą ku bliskiemu morzu
        zbliżam się nabierając głęboki krok za krokiem.

        Dzień dobry wam, dzień dobry moi bliźni,
        strugi życia cieknące z bliska i z daleka.

        Człowiek jak ogień, jak drzewo, jak rzeka
        mija w lotnej, nieustannej przemianie
        nurkując z powrotem w głąb jak w łono matki.

        Do widzenia najmilsi.
        Do widzenia w oceanie.

        Jalu Kurek
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 10:07
      Léandre le sautPierrot qui d'un saut De puce Franchit le buisson, Cassandre
      sous son Capuce, Arlequin aussi, Cet aigrefin si Fantasque Aux costumes fous,
      Ses yeux luisant sous Son masque, - Do, mi, sol, mi, fa, Tout ce monde va, Rit,
      chante Et danse devant Une belle enfant Méchante Dont les yeux pervers Comme
      les yeux verts Des chattes Gardent ses appas Et disent : «A bas Les
      pattes! »Eux ils vont toujours ! - Fatidique cours Des astres, Oh! dis-moi vers
      quels Mornes ou cruels Désastres L'implacable enfant, Preste et relevant Ses
      jupes, La rose au chapeau, Conduit son troupeau De dupes?

      Paul Verlaine
      • kwasna_cytryna Re: j'ai embrasse l'aube d'ete 03.12.02, 14:26
        Rien ne bougeait encore au front des palais. L'eau était morte.
        Les camps d'ombres ne quittaient pas la route du bois.
        J'ai marché, réveillant les haleines vives et tiedes, et les pierreries
        regarderent,
        et les ailes se leverent sans bruit.
        La premiere entreprise fut, dans le sentier déja empli de frais et blemes
        éclats,
        une fleur qui me dit son nom.
        Je ris au wasserfall blond qui s'échevela a travers les sapins :
        a la cime argentée je reconnus la déesse.
        Alors je levai un a un les voiles. Dans l'allée, en agitant les bras.
        Par la plaine, ou je l'ai dénoncée au coq.
        A la grand'ville elle fuyait parmi les clochers et les dômes,
        et courant comme un mendiant sur les quais de marbre,
        je la chassais.
        En haut de la route, pres d'un bois de lauriers, je l'ai entourée avec ses
        voiles amassés,
        et j'ai senti un peu son immense corps. L'aube et l'enfant tomberent au bas du
        bois.
        Au réveil il était midi.

        Arthur Rimbaud
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 15:04
      A ty mnie na wyspy szczesliwe zawiez,
      wiatrem lagodnym wlosy jak kwiaty rozwiej, zacaluj,
      ty mnie ukolysz i uspij, snem muzykalnym zasyp, otuman,
      we snie na wyspach szczesliwych nie przebudz ze snu.

      Pokaz mi wody ogromne i wody ciche,
      rozmowy gwiazd na galeziach pozwol mi slyszec zielonych,
      duzo motyli mi pokaz, serca motyli przybliz i przytul,
      mysli spokojne ponad wodami pochyl miloscia

      Konstanty Ildefons Galczynski
      • kwasna_cytryna Re: wez z dloni moich.... 03.12.02, 15:29
        Weź z dłoni moich, niech ci radość niesie -
        Troszeczkę słońca i troszeczkę miodu,
        Jak nam kazały pszczoły Persefony.

        Na pełnej wodzie łódki nie odwiążesz
        Ani usłyszysz zjawy w miękkich ciżmach,
        Nie zmożesz lęku w nieobeszłym życiu.

        Zostały nam jedynie pocałunki,
        Puszyste niby małe pszczółki, które,
        Ul opuściwszy, umierają młodo.

        W nocy gęstwinach przezroczystych brzęczą,
        Dziewiczy las Tajgetu - ich ojczyzną,
        Pokarmem - czas, miodunki kwiat i mięty.

        Więc niech ci radość niesie dar mój dziki -
        Naszyjnik niepozorny, wysuszony
        Z pszczół martwych, które miód zmieniły w słońce.

        Osip Mandelsztam
        tł. Seweryn Pollak
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 15:45
      « époque (1784) » - Évariste Parny Sur la mort d'une jeune fille
      Son âge échappait à l'enfance ;Riante comme l'innocence,Elle avait les
      traits de l'Amour.Quelques mois, quelques jours encore,Dans ce coeur pur et
      sans détourLe sentiment allait éclore.Mais le ciel avait au trépasCondamné ses
      jeunes appas.Au ciel elle a rendu sa vie,Et doucement s'est endormieSans
      murmurer contre ses lois.Ainsi le sourire s'efface ;Ainsi meurt, sans laisser
      de trace,Le chant d'un oiseau dans le bois.
    • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 16:19
      ...Tu ne me racontes que des histoires cruelles et effrayantes, dit-elle, je na
      veux pas les écouter.
      Que veux-tu écouter alors?
      Raconte-moi de belles histoires avec de beaux personnages.
      Veux-tu que je parle des femmes au camélia?
      Je ne veux pas entendre parles de sorcières.
      Ce ne sont pas des sorcières. Les sorcières sont des vielles bonnes femmes
      répugnantes, les femmes au camélia sont toujours jeunes et belles.
      Comme la femme du bandit Deuxième Seigneur? Je ne veux pas écouter ce genre
      d'histoire cruelle.
      Les femmes au camélia sont aussi envoçutantes que bienveillantes.....


      Gao Xingjian "La montagne de l'âme"
    • rb13 Re: Śmierć kochanków 03.12.02, 17:33
      To dla wszystkich co kochaja prawdziwą miłość - prawdziwy romanyk z poczatku
      XIX wieku -Aleksander Puszkin

      Nie dbam o wyuzdane gwałtowne porywy,
      O rozkosze zmysłowe i szał niecierpliwy,
      O jęk i krzyk bachantki młodej, gdy jak żmija
      W objęciach mych namiętnie pręży się i zwija,
      I całuje żarliwie, i pieści mnie po to,
      Ażeby dreszcz ostatni przynaglić pieszczotą.

      O, ileż jesteś milsza ty, co trwasz tak skromnie!
      O, jak szczęśliwy tobą, dręczę się ogromnie,
      Gdy po błaganiach długich, wreszcie od niechcenia
      Podajesz mi się czuła, lecz bez upojenia,
      Chłodna i zawstydzona, memu zachwytowi
      Ledwie zdasz się ulegać, ucho słów nie łowi,
      Aż z wolna się ożywiasz w ogniu oszołomień
      I w końcu mimo woli podzielasz mój płomień!

      • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 14:11
        J'admire
    • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow -deszcz IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 18:16
      Mowilam tobie juz piecdziesiat kilka razy,
      zebys juz poszedl sobie, przeciez pada deszcz,
      to przeciez smieszne takie stac tak twarz przy twarzy,
      to jest naprawde nieslychanie smieszna rzecz;

      zeby tak w oczy patrzec: kto to widzial?
      zeby pod deszczem taki niemy film bez slow,
      zeby tak reke w reku trzymac: kto to slyszal?
      a przeciez jutro tutaj sie spotkamy znow -

      i tak sie trudno rozstac,
      i tak sie trudno rozstac,
      no, nawet jesli troche pada, to niech pada -

      i tak sie trudno rozstac,
      i tak sie trudno rozstac,
      nas chyba tutaj zaczarowac musial deszcz.

      ......

      Konstanty Ildefons galczynski
      • messja Re: Smierc kochankow -deszcz 03.12.02, 18:52
        zeby tak umiec pisac ...- tak prosto i tak pieknie zarazem.



        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > Mowilam tobie juz piecdziesiat kilka razy,
        > zebys juz poszedl sobie, przeciez pada deszcz,
        > to przeciez smieszne takie stac tak twarz przy twarzy,
        > to jest naprawde nieslychanie smieszna rzecz;
        >
        > zeby tak w oczy patrzec: kto to widzial?
        > zeby pod deszczem taki niemy film bez slow,
        > zeby tak reke w reku trzymac: kto to slyszal?
        > a przeciez jutro tutaj sie spotkamy znow -
        >
        > i tak sie trudno rozstac,
        > i tak sie trudno rozstac,
        > no, nawet jesli troche pada, to niech pada -
        >
        > i tak sie trudno rozstac,
        > i tak sie trudno rozstac,
        > nas chyba tutaj zaczarowac musial deszcz.
        >
        > ......
        >
        > Konstanty Ildefons galczynski
        • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow -deszcz K.I.. Galczynskiego IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.02, 19:09
          Tak, bo to jest forum tomiku "Poezja Wybrana"

          Pozdrowienia E
          • kwasna_cytryna Re: A la Mysterieuse 03.12.02, 21:48
            J'ai tant rêvé de toi que tu perds ta réalité. Est-il encore temps d'atteindre
            ce corps vivant et de baiser sur cette bouche la naissance de la voix qui m'est
            chère? J'ai tant rêvé de toi que mes bras habitués en étreignant ton ombre à se
            croiser sur ma poitrine ne se plieraient pas au contour de ton corps, peut-
            être. Et que, devant l'apparence réelle de ce qui me hante et me gouverne
            depuis des jours et des années, je deviendrais une ombre sans doute.O balances
            sentimentales.
            J'ai tant rêvé de toi qu'il n'est plus temps
            sans doute que je m'éveille.
            Je dors debout, le corps exposé à toutes
            les apparences de la vie et de l'amour
            et toi, la seule qui compte
            aujourd' hui pour moi,
            je pourrais moins
            toucher ton front et tes
            lèvres que les premières lèvres
            et le premier front venu. J'ai tant
            rêvé de toi, tant marché,
            parlé, couché avec
            ton fantôme qu'il ne me
            reste plus peut-être, et
            pourtant, qu'à être fantôme
            parmi les fantômes et plus
            ombre cent fois que
            l'ombre qui se
            promène et se
            promènera
            allégrement
            sur le cadran
            solaire de ta vie.

            Roberts Desnos
            • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 09:13
              Je voudrais pas crever
              Avant d'avoir connu
              Les chiens noirs du Mexique
              Qui dorment sans rêver
              Les singes à cul nu
              Dévoreurs de tropiques
              Les araignées d'argent
              Au nid truffé de bulles
              Je voudrais pas crever
              Sans savoir si la lune
              Sous son faux air de thune
              A un coté pointu
              Si le soleil est froid
              Si les quatre saisons
              Ne sont vraiment que quatre
              Sans avoir essayé
              De porter une robe
              Sur les grands boulevards
              Sans avoir regardé
              Dans un regard d'égout
              Sans avoir mis mon zobe
              Dans des coinstots bizarres
              Je voudrais pas finir
              Sans connaître la lèpre
              Ou les sept maladies
              Qu'on attrape là-bas
              Le bon ni le mauvais
              Ne me feraient de peine
              Si si si je savais
              Que j'en aurai l'étrenne
              Et il y a z aussi
              Tout ce que je connais
              Tout ce que j'apprécie
              Que je sais qui me plaît
              Le fond vert de la mer
              Où valsent les brins d'algues
              Sur le sable ondulé
              L'herbe grillée de juin
              La terre qui craquelle
              L'odeur des conifères
              Et les baisers de celle
              Que ceci que cela
              La belle que voilà
              Mon Ourson, l'Ursula
              Je voudrais pas crever
              Avant d'avoir usé
              Sa bouche avec ma bouche
              Son corps avec mes mains
              Le reste avec mes yeux
              J'en dis pas plus faut bien
              Rester révérencieux
              Je voudrais pas mourir
              Sans qu'on ait inventé
              Les roses éternelles


              Boris Vian
    • Gość: Marco Moje zwykłe marzenie IP: proxy / 193.0.117.* 04.12.02, 09:47
      Paul Verlaine
      Moje zwykłe marzenie


      Śnię często - przejmująco, dziwnie - o nieznanej
      Kobiecie. Ja ją kocham i kocha mnie ona.
      Nigdy całkiem ta sama, ni całkiem zmieniona,
      Kocha mnie, i pojmuje, i goi me rany.

      Bo ona mnie pojmuje! Serca mego ściany
      Dla niej jednej przezrocze, zagadki zasłona
      Dla niej jednej opada! Gdy skroń ma spocona,
      Ona jedna ją chłodzi rosą łzy wylanej.

      Krucze, lniane czy złote są jej włosy wiotkie?
      Nie wiem. Imię? Pamiętam, że dźwięczne i słodkie
      Jak imiona najdroższych wygnańców żywota.

      Spojrzenie jej podobne posągów spojrzeniu,
      A głosu dalekiego, cichego pieszczota
      Ma dźwięk głosów kochanych, zmilkłych w grobów cieniu.
      • Gość: Ewa Re: Moje zwykłe marzenie IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 11:58
        je fais souvent ce rêve étrange et pénétrant
        D'une femme inconnue, et que j'aime, et qui m'aime,
        Et qui n'est, chaque fois, ni tout à fait la même
        Ni tout à fait une autre, et m'aime et me comprend.

        Car elle me comprend, et mon soeur transparent
        Pour elle sule,hélas! cesse d'être un problème
        pour elle seule, et les moiteurs de mon front blême, elle sule le sait
        rafrachir, en pleurant.

        Est-elle brune, blonde ou rousse?-Je l'ignore.
        Son nom? je me souviens qu'il est doux et sonore
        Comme ceux des aimés la Vie exila
        Son regard est pareil au regard des statues,
        Et, pour sa voix, lointaine, et calme, et grave elle a
        L'inflexion des voix chères qui se sont tues.

        Mon rêve familier Paul Verlaine
        • Gość: Ewa Re:Marco IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 13:04
          ;.....
          Quand Marco chantait, ses mains, sur l'ivoire,
          Evoquaient souvent la profondeur noire
          Des aire primitifs que nul n'a redis,
          Et sa voix montait dans les paradis
          De la symphonie immense des rêves,
          Et l'enthousiasme alors transportait
          Vers cieux connus quiconque écoutait
          Ce timbre d'argent qui vibrait sans trêves
          Quand Marco chantait.

          .....

          P. Verlaine
          • Gość: Ewa Re:Tajemny kraj IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 16:18
            Kazda prawdziwie krolewska kobieta posiada
            tajemny kraj, dla niej bardziej rzeczywisty
            Niz ten blady zewnetrzny swiat:

            O polnocy, gdy cisza w domu zapada,
            Odklada igle lub ksiazke,
            I udaje sie tam, nie widziana.

            Zamknawszy oczy, improwizuje
            Brame o pieciu kratach wsrod wysokich brzoz,
            Buduje sklepienia, w posiadanie bierze.

            Potem biega lub fruwa, lub konia dosiada
            (Kon klusem przybiegnie, aby ja powitac)
            I podrozuje tam, dokad zapragnie.

            Potrafi trawie kazac rosnac, lilie
            Rozwinie z paka w kwiat pod swym spojrzeniem,
            Pozwala rybie jesc z reki;

            Pobudowala wioski, zalozyla gaje,
            Wydrazyla doliny, by potoki plynac mogly
            Chlodne do zatoki okolonej ladem.

            Nigdy nie smialem mojej milej
            Pytac o rzady jej krolestwa
            Lub jego geografie

            Ani nie wszedlem za nia miedzy brzozy,
            Nigdy nie przestapilem bramy,
            Aby wpatrywac sie we mgle.

            Jednak mi obiecala, kiedy umre,
            Domek przy swym palacu ukrytym
            Na rownej polance wsrod lasu,
            Gdzie rosna goryczki i lewkonie
            I gdzie czasem mozemy sie spotkac.


            Robert Graves
            • kwasna_cytryna Re: Echec 04.12.02, 16:27
              Tu étais ma reine, j'étais ton roi...
              Tu étais ma promise, ma dulcinée,
              Nous vivions un amour incomparable,
              Nous étions seuls au monde,
              Les murs de notre château fort étaient
              Notre nid d'amour,
              Et puis, un jour, notre havre de paix,
              C'était fini ...
              J'avais beau essayer de te retenir,
              Tu partais déjà vers d'autres conquêtes
              En refermant ton coeur sur tout espoir.
              Mais je sais que tu n'es pas celle
              Que tu veux donner comme image,
              Je sais que tu es ma reine,
              Une reine adorable, sensible et aimante,
              Tendre et si attachante à la folie.
              Alors, comme dans un jeu d'échec,
              Je pars en croisade te reconquérir,
              Car je suis la seule clef
              Qui puisse ouvrir ton coeur.
              Y entrer, et y rester pour toujours.
              Ma reine de coeur !
              • Gość: Ewa Re: Billet IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 17:30
                « époque (1778) » - Évariste Parny : Billet
                Apprenez, ma belle,Qu'à minuit sonnant,Une main fidèle,Une main
                d'amant,Ira doucement,Se glissant dans l'ombre,Tourner les verrousQui dès la
                nuit sombre,Sont tirés sur vous.Apprenez encoreQu'un amant abhorreTout voile
                jaloux.Pour être plus tendre,Soyez sans atours,Et songez à prendreL'habit des
                Amours.
                • kwasna_cytryna Re: Jalousie 04.12.02, 22:24
                  Je veux bien qu'elle soit plus jeune que moi, et qu'à ses yeux, ce fait la
                  rende plus séduisante.
                  Ses grands yeux bleus et son regard candide le laissent complètement béat.
                  Sa taille est fine et son corps mieux proportionné que le mien.
                  Son style est souple et sa démarche ne souffre d’aucune lourdeur.
                  Ses fines mèches bleutées agrémentent joliment sa mignonne petite tête.
                  De tout cela, j'en conviens !
                  Mais il ne faut pas qu'il oublie tous ces moments que je lui consacre, tous ces
                  instants de vie où ma présence lui est si utile, si ce n'est indispensable...
                  Qui le secoue le matin quand la sonnerie n'en peut plus de résonner dans le
                  vide ?
                  Qui se serre affectueusement contre lui quand il a le vague à l'âme en rentrant
                  du bureau ?
                  Qui le tire dehors, le soir venu, pour le distraire et lui sortir la tête de
                  ses livres de compte ?
                  Qui reste à la maison quand Monsieur part en virée avec ses copains ?
                  Qui passe son dimanche après midi à courir avec lui en forêt ?
                  Qui reste auprès de lui lorsqu'il a le Blues de fin de week-end, seul devant le
                  feu de cheminée ?
                  Qui le réchauffe quand il a froid ?
                  Qui veille sur lui quand il est malade ?
                  Et j'en oublie...
                  Alors ! Je veux bien qu'il la regarde, la "huskies", mais aurait-elle autant de
                  dévouement que moi ?
                  C'est vrai, je ne suis qu'une vieille Labrador ! Mais vous savez les jeunes
                  maintenant...


                  Eric Morin
                  • Gość: Ewa Re: A mon lapin IP: *.abo.wanadoo.fr 04.12.02, 23:29
                    Comme je suis très vieux, je sais des histoires,
                    Et j'en ai fait pour toi pas moins d'un petit cent.
                    Oh, ca n'est certes nitrès fin ni très puissant
                    Ca m'a pas demandé des efforts méritoires

                    Mais c'est un peu loufoque, un peu blasphématoire
                    Un peu gai quelquesfois, un peu triste en passant
                    Ca garde un peu de forme, et va s'avachissant
                    S'il le faut
                    • kwasna_cytryna Re: Ce qui est curieux 04.12.02, 23:57
                      Ce qui est curieux:

                      C'est qu'on devient gai quand on voit le soleil levant,

                      et il m'arrive d'avoir envie de me promener

                      dans le chateaux et dans les vieilles eglises.


                      Ce qui est curieux:

                      C'est qu'on rit avec les gens qui mangent du pain,

                      et qu'on s'echange des gentillesses

                      en langue etrangere


                      Ce qui est curieux:

                      C'est moi qui, n'etant qu'un corps, objet materiel,

                      obtiens l'esprit, et m'amuse a vivre comme cela.


                      Ce qui est curieux:

                      C'est que plusieurs souvenirs arrivent

                      quand on voit le soleil couchant,

                      et meme un souvenir heureux me rend souvent triste.


                      Ce qui est curieux:

                      C'est que reste toujours en moi une phrase

                      qu'une petite fille m'a enseigne

                      et ta guitare sonne toujours dans mon coeur.


                      Ce qui est curieux:

                      C'est que six semmaines ont passe comme un eclair,

                      et l'eclair magique disparu maitenant....

                      ????
                      • Gość: Ewa Re: Ce qui est curieux IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 09:22
                        不思議なこと


                        不思議なこと

                        朝陽を浴びるとうかれた気分になること

                        そして昔の人がつくったお城や教会を散歩したくなること


                        不思議なこと

                        パンを食べて生活する人たちとわらい合えること

                        そして外国語で思いやりを示し合えること


                        不思議なこと

                        単なる物質であるかもしれない私がいまこうして生きていること

                        そしてその私がいま生きることを楽しんでいること


                        不思議なこと

                        夕陽を見るといろいろなことが思い出されること

                        そして楽しいことを思い出してもなんだか淋しくなること


                        不思議なこと

                        幼い少女が教えてくれたフランス語が忘れられないこと

                        そして貴方がきかせてくれたギターの音がいまでもこころの中で響いていること


                        不思議なこと

                        この六週間が一瞬の光のように過ぎ去ったこと

                        そしていまその魔法の光が消えてゆくこと...




                                 奥田 浩士
                                     1996年 3月 21日

                        • kwasna_cytryna Re: vraiment curieux 05.12.02, 09:49
                          :-))))
                          • Gość: Ewa Re:Hiroshi Okuda IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 10:38
                            Ce qui est curieux:

                            C'est moi qui, n'etant qu'un corps, objet materiel,

                            obtiens l'esprit, et m'amuse a vivre comme cela.
                            • kwasna_cytryna Re: haiku :-) 05.12.02, 12:34

                              Nuage
                              Retiens tes larmes
                              Elle m'aime.

                              Du haut de son vol
                              Un pigeon pret a fienter
                              Quand arrive un chauve

                              Un gars une fille
                              Côte a côte dans le pré
                              Tombe drue la pluie

                              Un papillon blanc
                              Le noud dans ses cheveux noirs
                              Vole vers ma main

                              Un enfant
                              Les semences de pissenlit
                              Hésitent a tomber

                              Les yeux du bébé
                              dans les yeux de la maman
                              Plus rien d'important

                              Caillou au jardin
                              Immobile patience
                              Reste du sable

                              Instant éternel
                              Deux amoureux se séparent
                              d'un dernier regard

                              A l'ombre d'Orion
                              ils aimeraient s'embrasser
                              Deux épouvantails

                              A bien écouter
                              ne gémit pas que le chat
                              a la pleine lune
                              • Gość: Ewa Re: haiku :-) IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 12:55
                                Hier, j’ai vu du vent
                                Qui soufflait
                                Comme une tempête.
                                Corrige les cahiers
                                Stylo rouge à la main
                                Un maître
    • rb13 Re: Śmierć kochanków 05.12.02, 13:05
      Nie minie dwa - trzy miesiące i przez ten temat przypomnę sobie język francuski
      w pismie ..., a z mową jak zwykle trochę trudniej będzie.Tak trzymać !
      • Gość: Ewa Re: Śmierć kochanków IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 13:16
        Salut!
        • kwasna_cytryna Re: salut 05.12.02, 14:18
          Salut, c'est encore moi
          Salut, comment tu vas?
          Le temps m'a paru trčs long
          Loin de la maison j'ai pensé ŕ toi

          J'ai un peu trop navigué
          Et je me sens fatigué
          Fais-moi un bon café
          J'ai une histoire ŕ te raconter

          Il était une fois quelqu'un
          Quelqu'un que tu connais bien
          Il est parti trčs loin
          Il s'est perdu, il est revenu

          Salut, c'est encore moi
          Salut, comment tu vas?
          Le temps m'a paru trčs long
          Loin de la maison j'ai pensé ŕ toi

          Tu sais, j'ai beaucoup changé
          Je m'étais fait des idées
          Sur toi, sur moi, sur nous
          Des idées folles, mais j'étais fou

          Tu n'as plus rien ŕ me dire
          Je ne suis qu'un souvenir
          Peut-ętre pas trop mauvais
          Jamais plus je ne te dirai:

          Salut, c'est encore moi
          Salut, comment tu vas?
          Le temps m'a paru trčs long
          Loin de la maison j'ai pensé ŕ toi

          Joe Dassin :-)
          • Gość: Ewa Re: Two years later IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 14:50
            • Gość: Ewa Re: Two years later IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 16:26
              Has no one said those daring
              Kind eyes should be more learn'd?
              Or warned you how despairing
              The moths are when they are burned?
              I could have warned you; but you are young,
              So we speak a different tongue.

              O you will take whatever's offerd
              And dream that all the world's a friend,
              Suffer as your mother suffered,
              Be as broken in the end.
              But I am old and you are young,
              And i speak a barbarous tongue.

              W.B. Yeats
              • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 18:35
                Co wieczor widze twoje oczy

                Więc nie poszukasz mnie w oberżach kwiatów
                i nie wyślesz mi zamiast listu - szklarki.
                Co wieczór widzę twoje oczy dalekie
                jak skurczone od mrozu poczwarki.
                Za czym ty tęsknisz? za gromem,
                który krąży po stanie przeczuć?
                na co czekasz, pogrzebana domem
                zamkniętym na klucz wiolinowy, na wieczór?
                Co ty śpiewasz błądząc wśród domków
                jak pielgrzymów na własnym pogrzebie:
                "Mój kochanek utopil się w studni
                wykopanej w wiosennym niebie".

                K.K. Baczynski
                • kwasna_cytryna Re: missing you 05.12.02, 22:04
                  Your smile lights up a room
                  Like a candle in the dark
                  It warms me through and through
                  And I guess that I had dreamed
                  We would never be apart
                  But that dream did not come true

                  Missing you is just a part of living
                  Missing you feels like a way of life
                  I'm living out the life that I've been given
                  But baby I still wish that you were mine
                  And I cannot hear the telephone
                  Jangle on the wall
                  And not feel a hopeful thrill
                  And I cannot help but smile
                  At any news of you at all
                  And I guess I always will

                  Missing you is just a part of living
                  Missing you feels like a way of life
                  I'm living out the life that I've been given
                  But baby I still wish that you were mine
                  I'm living out the life I've been given
                  But baby, I still wish that you were mine

                  Amy Grant
                  • Gość: Ewa Re: missing you,Je ne suis pas seul IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 23:11
                    • Gość: Ewa Re: Je ne suis pas seul IP: *.abo.wanadoo.fr 05.12.02, 23:19
                      Chargée
                      De fruits légers aux lévres
                      Parée
                      De mille fleurs variées
                      Glorieuse
                      Dans les bras du soleil
                      Heureuse
                      D'un oiseau familier
                      Ravie
                      D'une goutte de pluie
                      Plus belle
                      Que le ciel du matin
                      Fidèle

                      Je parle d'un jardin
                      Je rêve

                      Mais j'aime justement

                      Paul Eluard
                      • kwasna_cytryna Re: LYuBLYu ODNO 05.12.02, 23:30
                        Lyublyu odno: brodit' bez celi
                        Po shumnym ulicam, odin;
                        Lyublyu chasy svyatyh bezdelii,
                        Chasy razdumii i kartin.

                        Ya s izumlen'em, vechno novym,
                        Vesnoi vstrechayu sinevu,
                        I v vecher p'yan ognem bagrovym,
                        I noch'yu sumrakom zhivu.

                        Smotryu v lico idushih mimo,
                        V ih tainy vlastno uvlechen,
                        To polon grust'yu nelyudimoi,
                        To bogomolen, to vlyublen.

                        Pod vol'nyi grohot ekipazhei
                        Mechtat' i dumat' ya privyk,
                        V tesnine sten ya ves' na strazhe:
                        Da ulovlyu gospoden' lik!


                        Valerii Bryusov
                        1900
                        • messja Re: LYuBLYu ODNO 06.12.02, 01:30
                          trzeba bylo przetlumaczyc - znacznie naturalniej by to wygladalo:)

                          kwasna_cytryna napisała:

                          > Lyublyu odno: brodit' bez celi
                          > Po shumnym ulicam, odin;
                          > Lyublyu chasy svyatyh bezdelii,
                          > Chasy razdumii i kartin.
                          >
                          > Ya s izumlen'em, vechno novym,
                          > Vesnoi vstrechayu sinevu,
                          > I v vecher p'yan ognem bagrovym,
                          > I noch'yu sumrakom zhivu.
                          >
                          > Smotryu v lico idushih mimo,
                          > V ih tainy vlastno uvlechen,
                          > To polon grust'yu nelyudimoi,
                          > To bogomolen, to vlyublen.
                          >
                          > Pod vol'nyi grohot ekipazhei
                          > Mechtat' i dumat' ya privyk,
                          > V tesnine sten ya ves' na strazhe:
                          > Da ulovlyu gospoden' lik!
                          >
                          >
                          > Valerii Bryusov
                          > 1900
                          >
                          >
                          • kwasna_cytryna Re: LYuBLYu ODNO 06.12.02, 07:08
                            messja napisała:

                            > trzeba bylo przetlumaczyc - znacznie naturalniej by to wygladalo:)

                            > hmm.... a równie naturalnie wyglądałoby tłumaczenie z angielskiego czy
                            francuskiego ???
                            > >
                            > >
                            • messja alfabet 06.12.02, 11:43
                              nie. w angielskim i francuskim przeciez nie dokonujesz zmiany alfabetu:)


                              > messja napisała:
                              >
                              > > trzeba bylo przetlumaczyc - znacznie naturalniej by to wygladalo:)
                              >
                              > > hmm.... a równie naturalnie wyglądałoby tłumaczenie z angielskiego czy
                              > francuskiego ???
                              > > >
                              > > >
                              • kwasna_cytryna Re: transkrypcja i transliteracja 06.12.02, 11:57
                                Do zapisywania wielu języków używa się alfabetów innych niż łaciński. Co
                                więcej, liczne kraje stosujące łacinkę używają specyficznych znaków
                                ortograficznych, nie stosowanych poza tymi krajami. Wynika stąd konieczność
                                dokonywania transkrypcji bądź transliteracji tekstów obcych zapisywanych np. za
                                pomocą grażdanki czy też innych sposobów notacji na alfabet łaciński.
                                Transkrypcja jest takim sposobem konwersji pisma, który polega na przybliżonym,
                                choć możliwie wiernym zastępowaniu dźwięków mowy oznaczanych za pomocą jednego
                                alfabetu znakami innego alfabetu. Natomiast stosując transliterację, nie dążymy
                                do naśladowania dźwięków obcego języka, lecz zastępujemy znaki określonego
                                alfabetu znakami alfabetu drugiego, częstokroć z zastosowaniem specyficznych
                                znaków diakrytycznych (tzw. akcentów).
                                Transliteracja polega więc na przekształceniu graficznej formy tekstu; jest
                                zrozumiałe, że ten zabieg może zostać odwrócony i na podstawie tekstu po
                                transliteracji możemy odtworzyć oryginalny. Ta zaleta transliteracji sprawia,
                                że jest ona stosowana w pracach naukowych, zwłaszcza w naukach filologicznych,
                                a także w bibliotekach naukowych przy sporządzaniu opisów bibliotecznych i
                                katalogowych.
                                Jeśli zaś naukowa ścisłość nie jest wymagana lub też gdy chodzi nam jedynie o
                                przybliżenie brzmień danego języka, stosujemy transkrypcję.
                                • messja Re: transkrypcja i transliteracja 07.12.02, 19:11
                                  bardzo sie ciesz, ze zabieg jakiego dokanalas na wierszu ma naukowa definicje,
                                  ale nadal to nie zmienia faktu, ze duzo przyjmniej byloby mi czytac wiersz, bez
                                  tej dziwnej operacji:)

                                  dla mnie poprostu to dziwne troche bylo i zniechecilo mnie to przeczytania
                                  tego wiersza, ktory obiektywnie mogl byc b. ladny:)

                                  kwasna_cytryna napisała:

                                  > Do zapisywania wielu języków używa się alfabetów innych niż łaciński. Co
                                  > więcej, liczne kraje stosujące łacinkę używają specyficznych znaków
                                  > ortograficznych, nie stosowanych poza tymi krajami. Wynika stąd konieczność
                                  > dokonywania transkrypcji bądź transliteracji tekstów obcych zapisywanych np.
                                  za
                                  >
                                  > pomocą grażdanki czy też innych sposobów notacji na alfabet łaciński.
                                  > Transkrypcja jest takim sposobem konwersji pisma, który polega na
                                  przybliżonym,
                                  >
                                  > choć możliwie wiernym zastępowaniu dźwięków mowy oznaczanych za pomocą
                                  jednego
                                  > alfabetu znakami innego alfabetu. Natomiast stosując transliterację, nie
                                  dążymy
                                  >
                                  > do naśladowania dźwięków obcego języka, lecz zastępujemy znaki określonego
                                  > alfabetu znakami alfabetu drugiego, częstokroć z zastosowaniem specyficznych
                                  > znaków diakrytycznych (tzw. akcentów).
                                  > Transliteracja polega więc na przekształceniu graficznej formy tekstu; jest
                                  > zrozumiałe, że ten zabieg może zostać odwrócony i na podstawie tekstu po
                                  > transliteracji możemy odtworzyć oryginalny. Ta zaleta transliteracji sprawia,
                                  > że jest ona stosowana w pracach naukowych, zwłaszcza w naukach
                                  filologicznych,
                                  > a także w bibliotekach naukowych przy sporządzaniu opisów bibliotecznych i
                                  > katalogowych.
                                  > Jeśli zaś naukowa ścisłość nie jest wymagana lub też gdy chodzi nam jedynie o
                                  > przybliżenie brzmień danego języka, stosujemy transkrypcję.
                                  >
                                  • kwasna_cytryna Re: transkrypcja i transliteracja 07.12.02, 21:50
                                    messja napisała:

                                    > bardzo sie ciesz, ze zabieg jakiego dokanalas na wierszu ma naukowa
                                    definicje,
                                    > ale nadal to nie zmienia faktu, ze duzo przyjmniej byloby mi czytac wiersz,
                                    bez
                                    >
                                    > tej dziwnej operacji:)
                                    >
                                    > dla mnie poprostu to dziwne troche bylo i zniechecilo mnie to przeczytania
                                    > tego wiersza, ktory obiektywnie mogl byc b. ladny:)
                                    >
                                    Celem dalszego zniechęcenia Cię do czytania, uprzejmie informuję, że
                                    tego "dziwnego" zabiegu dokonałam nie ja, lecz właściciel strony internetowej,
                                    który podobnie jak wielu innych, dokonał operacji na żywym ciele języka
                                    rosyjskiego :-)))
                                    Abyś mogła więcej nie czytać, nie podaję adresu strony ......
                                    www.litera.ru:8085/stixiya/authors/bryusov/menu-alpha.html :-)))))))))))
                                    • kwasna_cytryna Re: Le corbeau et le renard 07.12.02, 21:58
                                      Maître Corbeau, sur son arbre perché,
                                      Tenait en son bec un fromage.
                                      Maître Renard, par l'odeur alléché,
                                      Lui tint à peu près ce langage:
                                      «- Hé ! bonjour, Monsieur le Corbeau
                                      Que vous êtes joli ! que vous me semblez beau !
                                      Sans mentir, si votre ramage
                                      Se rapporte à votre plumage,
                                      Vous êtes le phénix des hôtes de ces bois.»
                                      À ces mots, le corbeau ne se sent pas de joie;
                                      Et pour montrer sa belle voix,
                                      Il ouvre un large bec, laisse tomber sa proie.
                                      Le renard s'en saisit, et dit: « Mon bon Monsieur,
                                      Apprenez que tout flatteur
                                      Vit aux dépens de celui qui l'écoute:
                                      Cette leçon vaut bien un fromage, sans doute.»
                                      Le corbeau, honteux et confus,
                                      Jura, mais un peu tard, qu'on ne l'y prendrait plus.


                                      Par Jean de Lafontaine

                                      :-)))))))))))))
                                    • messja Re: transkrypcja i transliteracja 07.12.02, 23:35
                                      nie moglam wiedziec, ze to nie ty dokonalas operacji, wrozka nie jestem:)
                                      podalas adres, czy nie: co za roznica? skoro nie zamierzam czytac:)
                                      • kwasna_cytryna Re: transkrypcja i transliteracja 07.12.02, 23:38
                                        messja napisała:

                                        > nie moglam wiedziec, ze to nie ty dokonalas operacji, wrozka nie jestem:)
                                        > podalas adres, czy nie: co za roznica? skoro nie zamierzam czytac:)
                                        >
                                        skoro nie zamierzasz czytać, to nie komentuj rzeczy, na których się nie
                                        znasz :-))
                                        • messja Re: transkrypcja i transliteracja 08.12.02, 19:01
                                          kwasna_cytryna napisała:

                                          > messja napisała:
                                          >
                                          > >
                                          > skoro nie zamierzasz czytać, to nie komentuj rzeczy, na których się nie
                                          > znasz :-)

                                          nie musze sie znac na transkrypcji i transliteracji, by sie wypowiadac na temat
                                          wierszy, tego jak je odbieram i co mi pomaga, a co przeszkadza w ich czytaniu.
                                          • kwasna_cytryna Re: transkrypcja i transliteracja 08.12.02, 20:11
                                            messja napisała:

                                            >
                                            > nie musze sie znac na transkrypcji i transliteracji, by sie wypowiadac na
                                            temat
                                            >
                                            > wierszy, tego jak je odbieram i co mi pomaga, a co przeszkadza w ich czytaniu.
                                            >
                                            >

                                            przeciez ich nie zamierzasz czytac :PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP
                                            • kwasna_cytryna Re: Love 08.12.02, 20:16
                                              Because of you, in gardens of blossoming flowers I ache from the
                                              perfumes of spring.
                                              I have forgotten your face, I no longer remember your hands;
                                              how did your lips feel on mine?
                                              Because of you, I love the white statues drowsing in the parks,
                                              the white statues that have neither voice nor sight.
                                              I have forgotten your voice, your happy voice; I have forgotten
                                              your eyes.
                                              Like a flower to its perfume, I am bound to my vague memory of
                                              you. I live with pain that is like a wound; if you touch me, you will
                                              do me irreparable harm.
                                              Your caresses enfold me, like climbing vines on melancholy walls.
                                              I have forgotten your love, yet I seem to glimpse you in every
                                              window.
                                              Because of you, the heady perfumes of summer pain me; because
                                              of you, I again seek out the signs that precipitate desires: shooting
                                              stars, falling objects.


                                              Pablo Neruda
                                              • messja Re: Love 08.12.02, 20:32
                                                z pewna niesmialoscia wyznam, ze ten wiersz bardzo mi sie podobal. mam
                                                nadzieje, ze nie stanie sie to obiektem zadnych zlosliwosci:)
                                              • kwasna_cytryna Re: Na Pany 08.12.02, 20:49
                                                NA PANY


                                                Ciężko mi na te teraźniejsze pany:

                                                Siebie nie baczą, a ganią dworzany.

                                                "W on czas - pry - czystych zapaśników było,

                                                Szermierzów, gońców, aż i wspomnieć miło.

                                                A dziś co młodzi pacholcy umieją?

                                                Jedno w się wino jako w beczkę leją."

                                                Prawda, że wielka w sługach dziś odmiana,

                                                Ale też trudno o takiego pana,

                                                O jakich nam więc starszy powiadali;

                                                Oni się w męstwie, w dzielności kochali,

                                                Dziś leda Żyda z workiem pieprzu wolą -

                                                Nie dziw, że rzadko za tarczami kolą.


                                                Jan Kochanowski
                                            • messja Re: transkrypcja i transliteracja 08.12.02, 20:28
                                              >
                                              > przeciez ich nie zamierzasz czytac :PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP

                                              a co to ma do rzeczy??? wypowiedzialam sie przeciez na temat tego wiersza,
                                              ktory tu jakis czas temu zamiescilas i na temat urzycia innego albatu przy
                                              ctowaniu tego wiersza. w zwiazku z tym faktem byla moja ostatnia wypowiedz. te
                                              dziesiatki:"P" oznaczja, ze jestes szalenie dowcipna i blyskotliwa, czy tez, ze
                                              nie chce ci sie czytac ze zrozumieniem tego co pisze?:)
                                              • kwasna_cytryna Re: transkrypcja i transliteracja 08.12.02, 20:52
                                                messja napisała:
                                                >
                                                > dziesiatki:"P" oznaczja, ze jestes szalenie dowcipna i blyskotliwa, czy tez,
                                                ze
                                                >
                                                > nie chce ci sie czytac ze zrozumieniem tego co pisze?:)


                                                nie chce mi sie czytac ze zrozumieniem tego co piszesz :PPPPPP
                                                • messja Re: transkrypcja i transliteracja 08.12.02, 22:04
                                                  >
                                                  > nie chce mi sie czytac ze zrozumieniem tego co piszesz :PPPPPP

                                                  madrzej byloby wogole ignorowac wypowiedzi, ktorych nie czyta sie ze
                                                  zrozumieniem niz na nie odpowiadac, ale coz takie czasy takie forum
                                                  takie "pany":)))

                                                  messja
                                                  • kwasna_cytryna Re: VOSTOChNY' MOTIV 08.12.02, 22:21

                                                    Ya skazhu: "Milaya..."
                                                    Ya skazhu: "Milaya!.."
                                                    Ya skazhu: "Milaya!!"

                                                    Raz skazhu "milaya" -
                                                    Guby raskroyutsya,
                                                    Dva skazhu "milaya" -
                                                    Serdce raskroetsya,
                                                    Tri skazhu "milaya" -
                                                    Dusha raspahnetsya.

                                                    Milaya - sil'noe slovo,
                                                    Milaya - ochen' sil'noe slovo,
                                                    No slovo "lyublyu" - sil'nei.

                                                    Shepnu ei: "Lyublyu..." -
                                                    Serdce zakolotitsya.
                                                    Skazhu ei: "Lyublyu!.." -
                                                    Golova zakruzhitsya.
                                                    Spoyu ei: "Lyublyu!!" -
                                                    Slezy vystupyat.

                                                    "Zemlya" - dobroe slovo,
                                                    No ono dlya lyubvi.
                                                    "Vesna" - teploe slovo,
                                                    No ono dlya lyubvi.
                                                    "Zvezda" - divnoe slovo...
                                                    I ono dlya lyubvi.

                                                    Vse dlya lyubvi:
                                                    I zemlya,
                                                    I vesna,
                                                    I zvezdy.

                                                    Ves' god
                                                    Trudilas' vselennaya,
                                                    Ves' god horovodila,
                                                    Chtoby prishlo
                                                    Velikoe protivostoyanie
                                                    Nashih serdec.

                                                    Fedorov, Vasilii
                                                  • messja Re: VOSTOChNY' MOTIV 08.12.02, 23:09
                                                    milo mi jednak, ze dbasz o to bym ja czytala zamieszczone przez ciebie wiersze:)


                                                    kwasna_cytryna napisała:

                                                    >
                                                    > Ya skazhu: "Milaya..."
                                                    > Ya skazhu: "Milaya!.."
                                                    > Ya skazhu: "Milaya!!"
                                                    >
                                                    > Raz skazhu "milaya" -
                                                    > Guby raskroyutsya,
                                                    > Dva skazhu "milaya" -
                                                    > Serdce raskroetsya,
                                                    > Tri skazhu "milaya" -
                                                    > Dusha raspahnetsya.
                                                    >
                                                    > Milaya - sil'noe slovo,
                                                    > Milaya - ochen' sil'noe slovo,
                                                    > No slovo "lyublyu" - sil'nei.
                                                    >
                                                    > Shepnu ei: "Lyublyu..." -
                                                    > Serdce zakolotitsya.
                                                    > Skazhu ei: "Lyublyu!.." -
                                                    > Golova zakruzhitsya.
                                                    > Spoyu ei: "Lyublyu!!" -
                                                    > Slezy vystupyat.
                                                    >
                                                    > "Zemlya" - dobroe slovo,
                                                    > No ono dlya lyubvi.
                                                    > "Vesna" - teploe slovo,
                                                    > No ono dlya lyubvi.
                                                    > "Zvezda" - divnoe slovo...
                                                    > I ono dlya lyubvi.
                                                    >
                                                    > Vse dlya lyubvi:
                                                    > I zemlya,
                                                    > I vesna,
                                                    > I zvezdy.
                                                    >
                                                    > Ves' god
                                                    > Trudilas' vselennaya,
                                                    > Ves' god horovodila,
                                                    > Chtoby prishlo
                                                    > Velikoe protivostoyanie
                                                    > Nashih serdec.
                                                    >
                                                    > Fedorov, Vasilii
                                                  • kwasna_cytryna Re: Criez, silence 08.12.02, 23:17
                                                    «Quelqu‘un entre. Qui es-tu? Si le soir tombe, reste avec moi. Et vous, qui
                                                    êtes-vous, gens d'ici ?... Hier la France a connu un défilé. C'est tout pour
                                                    aujourd'hui, le platane a assez souffertt ».

                                                    Quelqu'un entre. Où ça? Il y a là juste une pierre, grosse un peu comme un
                                                    taureau, grise, couchée par terre. Un peu plus loin derrière c'est le mur, les
                                                    maçons ont dû le mettre debout voici au moins deux ou trois siècles, il a des
                                                    trous, de petits cratères, comme ceux que font les canons des tanks, mais ce
                                                    mur n'est pas « voulu », pas exprès, il était là c'est tout, non il ne faut
                                                    voir que cette massive roche grise, qui reste couchée au nez des gens comme
                                                    dans les forêts, les montagnes, on la dirait enceinte, presque, ce qui frappe
                                                    c'est qu'elle se tait, cette pierre, quand bien même elle dit tant de choses,
                                                    mais quoi?

                                                    Est-elle fâchée? Nous fait-elle la tête? Ou au contraire rêve-t-elle à demi,
                                                    pas loin d'une béatitude? Il faudrait savoir depuis quand elle s'est tue,
                                                    pourquoi. A présent, là devant, ce n'est que cette pierre, ce mur là sans être
                                                    là, le silence. Ah oui, enfin le silence! Requiem tremblé de myriades de voix
                                                    en allées, ou à peine qui s'étaient éle­vées, ou tuées. Et quelqu'un entre.


                                                    Extrait de l'article écrit par Michel Cournot
                                                    "Le Monde"
                              • Gość: Ewa Re:Green IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:42
                                Voici des fruits, des fleurs, des feuilles et des branches
                                Et puis voici mon coeur qui ne bat que pour vous.
                                Ne le déchirez pas avec vos deux mains blanches
                                Et qu'à vos yeux si beaux l'humble présent soit doux.

                                J'arrive tout couvert encore de rosée
                                Que le vent du matin vient glacer à mon front.
                                Souffrez que ma fatigue à vos pieds reposée
                                Rêve des chers instants qui la délasseront.

                                Sur votre jeune sein laissez rouler ma tête
                                Toute sonore encore de vos derniers baisers;
                                Laissez-la s'apaiser de la bonne tempête,
                                Et que je dorme un peu puisque vous reposez
                          • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow, dla messja IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:15
                            Jan Lechoń
                            Pytasz, co w moim życiu...

                            Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzecz główną,Powiem ci: śmierć i miłość -
                            obydwie zarówno.Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.Te dwie są me
                            miłości i dwie śmierci moje.Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,To
                            one pędzą wicher międzyplanetarny,Ten wicher, co dął w ziemię, a ludzkość
                            wydała,Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.Na żarnach dni się miele,
                            dno życia się wierci,By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -I jedno wiemy
                            tylko. I nic się nie zmienia.Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci
                            • kwasna_cytryna Re: w ramionach aniola 06.12.02, 13:46
                              Noca, kiedy juz wszystko spi,
                              ide uliczka starego miasta
                              gdzie swiatlo latarni rozprasza ciemnosc.
                              Ksiezyc wysoko na niebie schowal sie za chmurkami
                              a gwiazdy razem z nim utulily glowy do puszystych oblokow.

                              Ide tak przy boku mojego aniola.
                              Nie mowiac nic idziemy gdzie nas poprowadza krete uliczki.
                              Przed nami pojawia sie zza zakretu snujaca sie cichutko wstazeczka wody,
                              a blask latarni odbija sie w jej gladkiej tafli.
                              Blisko jej brzegu biegnie alejka otoczona topolami.

                              Kiedy wchodzimy na alejke moj aniol przytula mnie swoimi skrzydlami
                              i lekko caluje moje policzki.
                              Obejmuje go i przytulam glowe do jego piersi.
                              Jest mi tak dobrze.
                              I znow ruszamy pomalutku dalej.

                              Dokad idziemy nie wiemy - ani ja, ani on.
                              Ale chcemy isc dalej nie przerywajac chwili.
                              Towarzyszy nam rzeka i topole ktore widzialy juz nie jednych
                              przechodzacych pod ich sklepieniem.
                              I cicho szepcza....

                              Ich slowa ukryte w szeleszczacych delikatnie lisciach mowia o nas.
                              Mowia, ze to co widza jest wyjatkowe bo nasze.
                              Powtarzaja te slowa przy kazdym leciutkim powiewie wiatru,
                              i powiedza to kazdemu kto przejdzie ta droga ze swym aniolem.
                              "Wyjatkowe bo nalezy tylko do tych dwoje".

                              Niedaleko po drodze prawie ukryta za parawanem bluszczu stoi laweczka.
                              Wymalowana na zielono niknie w objeciach zielonej rosliny.
                              Nie kazdy przy niej przystaje.
                              Zatrzymujemy sie, ale tylko na chwile.

                              Przytulam sie do mojego aniola chcac byc w jego ramionach.
                              I otwieram przed nim serce ktore nie chce zostac zamkniete.
                              Jego skrzydla, piekne i puszyste, zamykaja mnie w objeciu i tula do niego.
                              Jego miekkie usta dotykaja w pocalunku delikatnym jak obloki moich ust.

                              I moj aniol powoli wstaje i rozklada szeroko skrzydla.
                              Wiem ze juz czas...

                              Podchodzi do brzegu i wznosi sie w niebo.
                              Patrze za nim dopoki nie zniknie i czekam.
                              Czekam do chwili kiedy wroci do mnie zeby isc dalej alejka pod topolami.
                              Czekam, bo przeciez jeszcze tyle drogi przed nami.
                              A wiem, ze wroci aby znowu wziasc mnie w swoje ramiona - ramiona aniola.
                        • Gość: Ewa Re: LYuBLYu ODNO IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:00
                          L'Etranger
                          -Qui aimes-tu le mieux, homme énigmatique, dis?
                          ton pére, ta mére, ta soeur ou ton frére?
                          -Je n'ai ni pére, nie mére, nie soeur, ni frére.
                          -Tes amis?
                          -Vous vous serez là d'une parole dont le sens m'est resté jusqu'a ce jour
                          inconnu.
                          -Ta patrie?
                          -J'ignore sous quelle latitude elle est située.
                          -La beauté?
                          -Je l'aimerais volontiers, déesse et immortelle.
                          -L'or?
                          -Je le hais comme vous haïssez Dieu.
                          -Eh! qu'aimes-tu donc, extraordinaire étrager?
                          -J'aime les nuages..les nuages qui passent..là-bas..là-bas... lesmerveilleux
                          nuages!
                          • Gość: Ewa Re: Le spleen de Paris IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:06
                            Ch. Baudelaire
                          • kwasna_cytryna Re: a toutes celles qui vivent un amour 06.12.02, 13:14
                            qui ne va pas comme elles le voudraient ....



                            Aidez-moi! Je suis vide de tout espoir
                            Dites-moi! Comment peut-on aimer si fort?
                            Parlez-moi! Tentez de me rassurer
                            S'il-vous-plait, dites-moi comment l'oublier...

                            Délivrez-moi! Offrez-moi votre secours
                            Aidez-moi! Allez, je vous en supplie
                            Regardez ce qu,est devenu ma vie,
                            Qu'un amat de ferrailles, qu'une erruer de parcours

                            Rassurez-moi! Consolez-moi de votre voix
                            Bercez-moi et prenez-moi dans vos bras
                            Faites moi oublier le mal terrible qui m'habites
                            J'ai si froid, si peur, je panique...

                            Je ne sais plus comment aimer
                            Mais laissez-moi essayer...
                            J'ai le mal de vivre, le mal de vivre
                            Bercez--moi, aimez-moi...
                            • Gość: Ewa Re: Tu n'es pas seul IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 13:27
                              Chargée
                              De fruits légers aux lévres
                              Parée
                              De mille fleurs variées
                              Glorieuse
                              dans les bras du soleil
                              heureuse
                              D'un oiseau familier
                              Ravie
                              D'une goutte de pluie
                              Plus belle
                              Que le ciel du matin
                              Fidéle

                              Je parle d'un jardin
                              je rêve


                              Mais j'aime justement

                              Paul Eluard
                              • Gość: Ewa Re: Grammaires de la création IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 16:31
                                ..."C'est Virgile lui-mëme qui invoque la sagesse supérieure de Béatrice, sa
                                perception de vérités qui lui sont interdites....Virgile sait <faire la
                                lumière< par la vertu du génie poétique et la sagacité philosophique. Mais
                                Béatrice est lumière."

                                George Steiner
                                • Gość: sw. Mikolaj Re: wysylka IP: *.abo.wanadoo.fr 06.12.02, 21:14
                                  SANJSKI KLIC

                                  JOJ, KAKO SEM ŽE ZASPANA!
                                  PROSIM, SKRIJ ME V SVOJ ŠEPET.
                                  NAJ NASLONIM TRUDNE MISLI
                                  NA BLAZINO IZ BESED.

                                  JOJ, KAKO SEM ŽE ZASPANA!
                                  SLIŠIŠ TIHI SANJSKI KLIC?
                                  NAJ NASLONIM TEŽKO ČELO
                                  NA BLAZINO TVOJIH LIC.

                                  Translation into polish language is:

                                  Nymphe, noster amor, Libethrides, aut mihi carmen,
                                  quale meo Codro, concedite (proxima Phoebi
                                  uersibus ille facit) si non possumus omnes,
                                  hic arguta sacra pendebit fistula pinu.

                                  Loves Eve
                                  • kwasna_cytryna Re: Sur le pont Mirabeau .. in English :-) 06.12.02, 23:17
                                    Under Mirabeau Bridge the river slips away
                                    And lovers
                                    Must I be reminded
                                    Joy came always after pain

                                    The night is a clock chiming
                                    The days go by not I

                                    We're face to face and hand in hand
                                    While under the bridges
                                    Of embrace expire
                                    Eternal tired tidal eyes

                                    The night is a clock chiming
                                    The days go by not I

                                    Love elapses like the river
                                    Love goes by
                                    Poor life is indolent
                                    And expectation always violent

                                    The night is a clock chiming
                                    The days go by not I

                                    The days and equally the weeks elapse
                                    The past remains the past
                                    Love remains lost
                                    Under Mirabeau Bridge the river slips away

                                    The night is a clock chiming
                                    The days go by not I


                                    From Alcools by Guillaume Apollinaire, translated by Donald Revell
                                    • Gość: Ewa Re: I long to hold some Lady IP: *.abo.wanadoo.fr 07.12.02, 13:09
                                      J'ai hâte de tenir une femme aimée
                                      Car mon amour est au loin,
                                      Elle ne viendra pas demain
                                      Et n'était pas là aujourd'hui

                                      Il n'est pas de chair si parfaite
                                      Que sur les os de celle que j'aime.
                                      Pourtant cela semble si lointain
                                      Lorsque je suis tout seul:

                                      Comme si elle était un chef-d'oeuvre
                                      dans quelque ville fortifiée,
                                      Que les pèlerins viennent visiter
                                      Et les prêtres reproduire.

                                      Hélas, je ne peux voyager
                                      Vers amour tant adoré
                                      Ou m'endormir trop rapproché
                                      D'un amour que je veux garder.

                                      Mais j'ai hâte de tenir une femme aimée,
                                      Car la chair est chaude et douce.
                                      De froids squelettes viennent défiles
                                      Toutes les nuits à mes pieds.

                                      Leonard Cohen , adapté par J. Vassal et J-D. Brierre
                                      • Gość: Ewa Re: Le poésie IP: *.abo.wanadoo.fr 07.12.02, 13:29



                                        Parmi beaucoup de poèmes


                                        Parmi beaucoup de poèmes
                                        Il y en avait un
                                        Dont je ne parvenais pas à me souvenir
                                        Sinon que je l’avais composé
                                        Autrefois
                                        En descendant cette rue
                                        Du côté des numéros pairs de cette rue
                                        Baignée d’une matinée limpide
                                        Une rue de petites boutiques persistantes
                                        Entre la Seine sinistrée et l’hôpital
                                        Un poème écrit avec mes pieds
                                        Comme je compose toujours les poèmes
                                        En silence et dans ma tête et en marchant
                                        Mais je ne me souviens de rien
                                        Que de la rue de la lumière et du hasard
                                        Qui avait fait entrer dans ce poème
                                        Le mot ‘respect’
                                        Que je n’ai pas l’habitude de faire vibrer
                                        Dans les pages mentales de la poésie
                                        Au delà de lui il n’y a rien
                                        Et ce mot ce mot qui ne bouge pas
                                        Atteste la cessation de la rue
                                        Comme un arbre oublié de l’espace


                                        Jacques Roubaud
                                        • kwasna_cytryna Re: Fonction du poète 07.12.02, 14:23
                                          Peuples ! écoutez le poète !
                                          Ecoutez le rêveur sacré !
                                          Dans votre nuit, sans lui complète,
                                          Lui seul a le front éclairé.
                                          Des temps futurs perçant les ombres,
                                          Lui seul distingue en leurs flancs sombres
                                          Le germe qui n'est pas éclos.
                                          Homme, il est doux comme une femme.
                                          Dieu parle à voix basse à son âme
                                          Comme aux forêts et comme aux flots.

                                          C'est lui qui, malgré les épines,
                                          L'envie et la dérision,
                                          Marche, courbé dans vos ruines,
                                          Ramassant la tradition.
                                          De la tradition féconde
                                          Sort tout ce qui couvre le monde,
                                          Tout ce que le ciel peut bénir.
                                          Toute idée, humaine ou divine,
                                          Qui prend le passé pour racine
                                          A pour feuillage l'avenir.

                                          Il rayonne ! il jette sa flamme
                                          Sur l'éternelle vérité !
                                          Il la fait resplendir pour l'âme
                                          D'une merveilleuse clarté.
                                          Il inonde de sa lumière
                                          Ville et désert, Louvre et chaumière,
                                          Et les plaines et les hauteurs ;
                                          À tous d'en haut il la dévoile ;
                                          Car la poésie est l'étoile
                                          Qui mène à Dieu rois et pasteurs !


                                          Victor Hugo
                                          • Gość: Ewa Re: Message codé IP: *.abo.wanadoo.fr 07.12.02, 22:44
                                            Robota anioła stróża
                                            Gonił cię mój anioł stróż po świecie, o mój Drogi,
                                            biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
                                            potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
                                            ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
                                            o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
                                            pachniał jak wytężone białe nikotiany...
                                            Siedzący noc całą przy tobie na warcie
                                            krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
                                            to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,
                                            - zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
                                            Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
                                            zawiódł przemocą do mego pokoju,
                                            gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
                                            jak to się zdarza czasami. -
                                            Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
                                            zatańczył w trumfie jakiś taniec boski -
                                            potem twarz zakrył szatą srebrnobiałą,
                                            zamyślił się pełen troski - - -
                                            i jęknął z przerażenie nad tym, co się stało
                                            Mar ja Pawlikowska-Jasnorzewska
                                            • Gość: Ewa Re: Toi et moi IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 09:57
                                              Tu n'as écrit hier que deux petite pages.
                                              C'est donc bien gai là-bas que tu m'oublies? Tu dois
                                              te fatiquer, voir trop de monde. Sois donc sage!
                                              Il faut te reposer. Ecris-moi! Pense à moi!
                                              Et puis na mets pas tant cette robe nouvelle.
                                              Elle te va si bien! Je ne suis pas jaloux.
                                              Mais, là-bas tu n'as pas besoin d'e^tre si belle.
                                              L'air te la fanera. Garde-la donc pour nous.

                                              Post-scriptum P. Géraldy
                                              • kwasna_cytryna Re: le Rouge et le Noir 08.12.02, 10:33
                                                «Ces aimables jeunes gens auraient-ils entrepris de se moquer de moi ? Il faut
                                                avouer que cela est beaucoup plus probable, beaucoup plus naturel qu'une
                                                prétendue passion de Mlle de La Mole, pour un pauvre diable de secrétaire.
                                                D'abord, ces gens-là ont-ils des passions ? Mystifier est leur fort. Ils sont
                                                jaloux de ma pauvre petite supériorité de paroles. Etre jaloux est encore un de
                                                leurs faibles. Tout s'explique dans ce système. Mlle de La Mole veut me
                                                persuader qu'elle me distingue, tout simplement pour me donner en spectacle à
                                                son prétendu.»

                                                Stendhal
                                            • Gość: "Ewa" Re: Help IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 11:05
                                              Matka Boska sie dziwi. Takze Jozef nie wie
                                              Tereska uczy francuskiego w niebie
                                              -zeby "u" odbrze mowic-wszystkim pokazuje
                                              -scignij usta w dziobek tak jak sie caluje
                                              Florian juz sie spieszy bo Pan Bog ustalil
                                              -nie polewaj nie dmuchaj gdy sie milosc pali
                                              aniol przestaje fruwac bo nagle z wzruszenia
                                              pragnie uczcic roztropnosc minuta siedzenia
                                              Tomasz poznal ze z prawda jest tak i inaczej
                                              jak ze szpakiem co chodzi i wroblem co skacze
                                              Wszyscy kreca glowami
                                              Wszedl M.Kolbe-Gwarza-
                                              -jak mozna wejsc do raju z taka smutna twarza

                                              Jan Twardowski

                                              P.S.Il s'agissait de mon prenom
                                              • kwasna_cytryna Re: Balaam czyli Problem winy obiektywnej 08.12.02, 11:25
                                                Balaam, syn Boera, przedsięziął podróż służbową z polecenia Boga w ważnych
                                                sprawach państwowych, a jechał na oślicy, Jednakże Bogu nie podobała się droga
                                                przezeń obrana, wysłał tedy anioła, żeby Balaama powstrzymać. Aliści sprawił
                                                zarazem, że anioł z wielkim mieczem widzialny był tylko dla oślicy co zresztą
                                                nieraz się zdarza. Widząc przeszkodę oślica zachowała się racjonalnie i
                                                zboczyła z drogi; Balaam, który anioła nie widział, zachował się również
                                                racjonalnie i okładał ją kijem, chcąc zmusić do powrotu na trakt. Rzecz
                                                powtórzyła się trzy razy, aż wreszcie Bóg użyczył daru mowy oślicy, która
                                                wrzasnęła głośno:
                                                - Za co mnie bijesz? Balaam nie zdziwiony specjalnie jej mową - bo nie takie
                                                rzeczy się działy w tych czasach - odparł z gniewem:
                                                - Natrząsasz się ze mnie! Szkoda, że nie mam miecza, bobym cię zadźgał!
                                                Jednakże Bóg, przemawiając paszczęką nowytworną pokornego zwierza, nie mówił
                                                przez dłuższy czas jeźdźcowi, o co właściwie chodzi, i przekomarzał się z
                                                Balaamem, który aż siniał ze złości. Wreszcie ulitował się nad obojgiem i
                                                uczynił anioła widzialnym dla Balaama, a ten natychmiast zrozumiał sytuację.
                                                Anioł od razu skoczył na niego z wymyślaniem:
                                                - Dlaczego biłeś niewinne zwierzę? Ta oślica - krzyczał - uratowała ci życie,
                                                bo gdyby jechała dalej, rozpłatałbym cię bez litości tym żelazem, a ją bym
                                                zostawił w przy życiu.
                                                - Ależ, łaskawy panie - bronił się Balaam - przecież cię nie widziałem, bo mi
                                                się nie objawiłeś.
                                                - Nie pytam cię, czy mnie widziałeś, czy nie - krzyczał anioł tupiąc - pytam
                                                cię, dlaczego biłeś niewinne zwierzę?
                                                - Ależ, dobrodzieju - mówił Balaam zacinając się - biłem ją, bo mi się
                                                sprzeciwiała, każdy by tak zrobił na moim miejscu.
                                                - Nie zwalaj winy na "każdego" - huknął anioł - mowa o tobie, a nie o "każdym".
                                                Sprzeciwiła ci się, bo tak jej kazałem, a ty bijąc ją sprzeciwiłeś się mnie,
                                                który jestem twoim zwierzchnikiem, a przez to i Bogu, który mnie wysłał, a
                                                który jest jeszcze większym zwierzchnikiem.
                                                - Ależ, czcigodny, wielebny, szanowny Panie - jęczał Balaam - przecież cię nie
                                                widziałem, więc jak mogłem...
                                                - Znowu gadasz nie na temat - przerwał mu anioł prychajac ze złości.
                                                - Wszyscy jesteście tacy sami. Każdy grzeszy i mówi, że nie wiedział; trzeba by
                                                piekło zamknął na kłódkę, gdyby słuchać takich wykrętów. Zgrzeszyłeś
                                                obiektywnie, rozumiesz? Obiektywnie, sprzeciwiłeś się Bogu.
                                                - Rozumiem - powiedział Balaam ze smutkiem, już spokorniały. Stał na drodze,
                                                mały, tłusty, nieszczęśliwy, i ocierał pot z łysej głowy. - Rozumiem juz
                                                dobrze. Jestem obiektywnym grzesznikiem, a więc w ogóle jestem grzesznikiem.
                                                Zgrzeszyłem raz, bo cię nie widziałem. Zgrzeszyłem drugi raz, bo biłem niewinne
                                                zwierzę. Zgrzeszyłem trzeci raz, bo chciałem jechać dalej wbrew zakazowi Boga.
                                                Zgrzeszyłem czwarty raz, bo się z tobą kłóciłem. Jestem naczyniem grzechu,
                                                padalcem nieczystym, dla którego piekło byłoby dobrodziejstwem. Zgrzeszyłem
                                                bardzo, Panie. Miej litość, Panie. Wszystko się bierze z tej przeklętej
                                                poędliwości.
                                                - No, dość, przestań się znów usprawiedliwiać - fuknął anioł, ale już
                                                spokojnie, udobruchany. - Jedź teraz dalej.
                                                - W którą stronę, Panie? - spytał Balaam.
                                                - W tę samą, gdzie jechałeś - odparł anioł. Balaam jęknął i zaszlochał. -
                                                Przecież właśnie chciałeś mnie zatrzymać, Panie!
                                                - Już cię zatrzymałem, a teraz możesz jechać dalej - odpowiedział anioł.
                                                - Więc po co mnie zatrzymałeś, Panie?
                                                - Przestań mędrkować, grzeszniku! Bóg tak chciał. Balaam zrezygnowany wsiadł na
                                                oślicę, która ruszając mruknęła:
                                                - No tak, w rezultacie ja wyszłam na tym najgorzej; mój pan poniósł tylko
                                                przykrość moralną, ale mnie grzbiet boli do tej chwili. Potem oddaliła się
                                                powoli razem z jeźdźcem.

                                                Morałów z tej opowieście też jest wiele, ale nie wszystkie wymienimy. Warto
                                                zauważyć, że gdyby anioł ujawnił się tylko Balaamowi, ten zawróćiłby oślicę,
                                                która z pewnością posłusznie zjechałaby z drogi. Ale wtedy nie miałby okazji do
                                                z a s ł u g i - bo cóż to za zasługa wyminąć widzialną przeszkodę? Zasługa jest
                                                wyminąć niewidzialną, ale tego właśnie nie chciał uczynić.
                                                Morał pierwszy: nie lekceważmy głosu bydlęcia, bo ono czasem wie lepiej.
                                                Morał drugi: niewiedza jest grzechem, a tłumacząc się niewiedzą dodajemy tylko
                                                nowy grzech do starych.
                                                Morał trzeci: jest przeciwne zdrowemu rozumowi używać zdrowego rozumu do kłótni
                                                z rozumem absolutnym.
                                                Morał czwarty: od winy obiektywnej nawet Pan Bóg nas nie wyzwoli.
                                                Morał piąty: oto skutki, kiedy dwoje zachowuje się racjonalnie, ale każde ma
                                                inne przesłanki rzeczowe.
                                                Morał szósty: takie jest życie.

                                                Leszek Kołakowski
                                                • Gość: Ewa Re: La punition IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 11:34
                                                  Devinette célébre:
                                                  Qu'est ce qui marche à quatre pattes le matin, à deux pattes le midi et à trois
                                                  pattes le soir ?
                                                  • Gość: Ewa Re: A propos le message codé IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 11:51
                                                    Mon premier m'appartient
                                                    Mon deuxieme s'amuse bien
                                                    Mon troisieme est une interjection
                                                    Et mon tout est mon prénom
                                                  • kwasna_cytryna Re: Le mythe d'&# 338;dipe 08.12.02, 11:55
                                                    Extrait :

                                                    .....Œdipe arriva à Thèbes, qui était sous la coupe d'un monstre sanguinaire
                                                    appelé le Sphinx, lion à tête de femme. La créature bloquait les routes menant
                                                    à la ville, tuant et dévorant les voyageurs qui ne pouvaient résoudre l'énigme
                                                    fameuse qu'elle leur proposait : " Quel est l'animal qui le matin marche sur
                                                    quatre pieds, à midi sur deux et le soir sur trois ?". Œdipe répond sans
                                                    hésiter que c'est l'homme, qui au matin de sa vie marche à quatre pattes, va
                                                    sur ses deux jambes à l'âge adulte et s'aide d'une canne pour soutenir sa
                                                    vieillesse. Le Sphinx, vexé, se suicide. Œdipe s'attira les faveurs de la ville
                                                    pour avoir libéré Thèbes du Sphinx. En remerciement, les Thébains le firent roi
                                                    et lui donnèrent comme épouse la veuve de Laïos, Jocaste. Pendant de nombreuses
                                                    années, le couple vécut heureux, ne sachant pas qu'ils étaient en réalité mère
                                                    et fils. La seconde partie de l'oracle est accomplie.....
                                                  • Gość: Ewa Re Démons et merveilles IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 12:24
                                                    Démons et merveilles
                                                    Vents et marées
                                                    Au loin déjà la mer s'est retirée
                                                    Et toi
                                                    Comme une algue doucement caressée par le vent
                                                    Dans les sables du lit tu remues en rêvant
                                                    Démons et merveilles
                                                    Vents et marées
                                                    Au loin déjà la mer s'est retirée
                                                    Mais dans tes yeux entr'ouverts
                                                    Deux petites vagues sont restées
                                                    Démons et merveilles
                                                    Vents et marées
                                                    Deux petites vagues pour me noyer

                                                    Sables Mouvants Jacques Prévert
                                                  • kwasna_cytryna Re: 08.12.02, 12:59
                                                    J'ai ręvé tellement fort de toi,
                                                    J'ai tellement marché,
                                                    tellement parlé,
                                                    Tellement aimé ton ombre,
                                                    Qu'il ne me reste plus rien de toi
                                                    Il me reste d'ętre l'ombre parmi les ombres
                                                    D'ętre cent fois plus ombre
                                                    que l'ombre
                                                    D'ętre l'ombre qui viendra et reviendra
                                                    dans ta vie ensoleillée


                                                    Robert Desnos
                                                  • Gość: Ewa Re: Rocznica IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 15:20
                                                    Juz kocham cie tyle lat
                                                    na przemian w mroku i w spiewie,
                                                    moze to juz jest osiem lat,
                                                    a moze dziewiec-nie wiem

                                                    Splatalo sie, zmierzchlo-gdzie ty, a gdzie ja,
                                                    juz nie wiem-i mysle w pol drogi,
                                                    ze tys jest rewolta i kleska ,i mgla,
                                                    a ja to twe rzesy i loki

                                                    K.I. Galczynski
                                                    Sorry, I have't POLISH kay-board
                                                  • kwasna_cytryna Re: blowin' in the wind 08.12.02, 15:52
                                                    How many roads must a man walk down
                                                    Before you call him a man?
                                                    Yes, 'n' how many seas must a white dove sail
                                                    Before she sleeps in the sand?
                                                    Yes, 'n' how many times must the cannon balls fly
                                                    Before they're forever banned?
                                                    The answer, my friend, is blowin' in the wind,
                                                    The answer is blowin' in the wind.

                                                    How many times must a man look up
                                                    Before he can see the sky?
                                                    Yes, 'n' how many ears must one man have
                                                    Before he can hear people cry?
                                                    Yes, 'n' how many deaths will it take till he knows
                                                    That too many people have died?
                                                    The answer, my friend, is blowin' in the wind,
                                                    The answer is blowin' in the wind.

                                                    How many years can a mountain exist
                                                    Before it's washed to the sea?
                                                    Yes, 'n' how many years can some people exist
                                                    Before they're allowed to be free?
                                                    Yes, 'n' how many times can a man turn his head,
                                                    Pretending he just doesn't see?
                                                    The answer, my friend, is blowin' in the wind,
                                                    The answer is blowin' in the wind.


                                                    Bob Dylan
                                                  • Gość: Ewa Re: Night-time IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 23:03
                                                    .An Extract from the poem 'Night'
                                                    I love to hear the silence of the night,
                                                    that time, when distance draws so near,
                                                    and memories come, and far sounds,
                                                    undisturbed,
                                                    so close.
                                                    For night is dark and only self is true,
                                                    a self whose rest and past, are
                                                    only breaths away,
                                                    yet for some,
                                                    the night may haunt and fear,
                                                    it's conscience time.
                                                    ……..

                                                    It is a blessed thing, this night
                                                    When Christ came home.
                                                    ………….

                                                    In the darkness of the well
                                                    The magi saw the star in day,
                                                    And in the psyche dwells our heart.
                                                    .

                                                    Bernard Kennedy
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 09:30
                                                    Vincent Van Gogh

                                                    Love many things, for therein lies the true strength, and whosoever loves much
                                                    performs much, and can accomplish much, and what is done in love is done well.

                                                    It is better to be high-spirited even though one makes more mistakes, than to
                                                    be narrow-minded and all to prudent.

                                                    It is not the language of painters but the language of nature which one should
                                                    listen to. . . . The feeling for the things themselves, for reality, is more
                                                    important than the feeling for pictures.

                                                    The best way to know God is to love many things.

                                                    But I always think that the best way to know God is to love many things.

                                                    Great things are not done by impulse, but by a series of small things brought
                                                    together.

                                                    I feel that there is nothing more truly artistic than to love people

                                                    I put my heart and my soul into my work, and have lost my mind in the process.

                                                    I wish they would only take me as I am.

                                                    In spite of everything I shall rise again: I will take up my pencil, which I
                                                    have forsaken in my great discouragement, and I will go on with my drawing

                                                    W.B. Yeats
                                                  • kwasna_cytryna Re: Sztuka i życie ... fragment 09.12.02, 09:54
                                                    Nowoczesny artysta o zdolnościach krytyka ma zwykle ambicje metafizyczne. Nie o
                                                    predyspozycje osoby nam przecież idzie, rzecz w tym, że namiętne dążenie do
                                                    uwolnienia się spod jarzma kulturowych zobowiązań przyszło wraz z poczuciem
                                                    osamotnienia i opuszczenia. Artysta nie może być sam, chce znowu być z nami -
                                                    ale teraz na swoich warunkach. Przeto swoją estetykę ogłosi metafizyką, swoje
                                                    pragnienia zaprezentuje jako prawa... i zacznie wymagać posłuszeństwa.
                                                    Totalność artystycznych doktryn to objaw neurotyczny, bierze się, wedle
                                                    Baudelaire'a, z lęku przed nadmiarem zadań, przed zbyt wielkim ciężarem
                                                    odpowiedzialności. Kiedy terytorium sztuki się rozrasta, artysta karleje; gubi
                                                    się w przestrzeni zbyt obszernej dla jednostki. "Ta gloryfikacja jednostki -
                                                    pisze krytyk na marginesie kolejnej relacji z wystawy - stworzyła konieczność
                                                    nieskończonego podziału terytoriów sztuki. Absolutna i odmienna wolność
                                                    każdego, podział wysiłków i rozbicie woli ludzkiej zrodziły słabość, zwątpienie
                                                    i ubóstwo inwencji; kilku dziwaków, wzniosłych i cierpiących, kiepsko
                                                    wynagradza tę mrówczą krzątaninę miernot. Indywidualność, ta drobna własność,
                                                    pochłonęła kolektywną oryginalność"...

                                                    Artur Grabowski
                                                  • Gość: Ewa Re: Pozna noca IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 14:24
                                                    Późną nocą
                                                    Kiedy zamykam oczy,
                                                    A wszyscy śpią, Przychodzą do mnie sny-
                                                    Rzeczywistość drugiej strony.

                                                    Późną nocą,
                                                    Kiedy zmęczona
                                                    Zamykam książkę
                                                    Przychodzi powoli Codzienność tamtej strony-
                                                    Marzenia.

                                                    Grazyna Bednarski Canada
                                                  • kwasna_cytryna Re: bajka o człowieku który marzył 09.12.02, 16:03

                                                    pewnego razu
                                                    człowiek zmęczył się i zniecierpliwił
                                                    bieganiem wokół spraw codziennych
                                                    odwrócił się od siebie
                                                    poszedł drogą w nieznane
                                                    usiadł pod cieniodajnym drzewem
                                                    i zaczął marzyć
                                                    a marzenia jego były piękne
                                                    tak bardzo piękne
                                                    że Panu Bogu w niebie
                                                    łzy wzruszenia ciekły
                                                    po starych policzkach

                                                    zadumał się Pan Bóg chwilę
                                                    nad człowieczym marzeniem
                                                    wytarł nos i oczy
                                                    i wszechwładnym gestem nakazał

                                                    n i e c h s i ę s p e ł n i ą

                                                    TERESA MARIA FIECH
                                                  • brys13 Re: bajka o człowieku który marzył 09.12.02, 16:30
                                                    I człowiek sie obudził - mówiąc - ale piękny sen miałem!
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours c.d. IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 17:04
                                                    "En cherchant la représentation des oiseaux à travers la civilisation
                                                    occidentale, dans les arts premiers, le phénix prend une position importante.
                                                    Son image et son mythe sont probablement venus d'Ethiopie. Rattaché au culte du
                                                    soleil, il est apparu dans l'ancienne Egypte et dans l'antiquité
                                                    classique.Suivant la légende, le phénix aurait eu une taille considérable, un
                                                    plumage rouge, bleu et or brillant. Il aurait été une sorte d'aigle dont la
                                                    longévité eut pu atteindre cinq cents ans. A un moment donné, le phenix, lui-
                                                    même, décidait de sa mort. Il mettait le feu aux branches aromatiques de son
                                                    nid pour renaître plus tard de ses propres cendres.
                                                    L'image de cet oiseau légendaire fut reprise dans l'empire romain pour mettre
                                                    en évidence l'immortalité (illusoire) de la ville de Rome. Là, le phénix était
                                                    frappé sur les monnaies du bas-Empire comme symbole de la force et d'un éternel
                                                    renouvellement"

                                                    Fragment szkicu
                                                  • kwasna_cytryna Re: Slowa zludzenia 09.12.02, 21:19
                                                    Moj pokoj
                                                  • Gość: Ewa Re: R. Graves IP: *.abo.wanadoo.fr 09.12.02, 23:21
                                                    Akrobaci

                                                    Zawieszeni niewiarygodnie na wysoko rozpietej linie
                                                    Milosci, wbrew wszystkiemu,
                                                    Wciaz utrzymuja zawrotna rownowage,
                                                    Usmiechajac sie w ta i tamta,
                                                    Jakby niepewni, na ktora upasc strone.


                                                    B. Taborski przeklad(jak poprzednio)
                                                  • kwasna_cytryna Re: Cyrk 09.12.02, 23:46
                                                    To nie park. dokąd się chadza, by odetchnąć
                                                    i pogadać.
                                                    W cyrku się nie wysiaduje, tu wzlatuje się i spada.
                                                    Kiedy patrzysz pod kopułę, wtedy miarę rzeczy znasz
                                                    i o żadnych dyrdymałkach myśleć ani mi się waż.

                                                    Wdzięk odprasowanych wdzianek budzi żałość i pogardę
                                                    i uśmieszki lukrowane funta kłaków nie są warte
                                                    wobec pysznych pióropuszy na rasowych końskich
                                                    łbach,
                                                    wobec twarzy, w których tai się nadzieja a nie
                                                    strach.
                                                    Jak cudownie, o, nadziejo, rozpościerasz skrzydeł
                                                    dwoje,
                                                    jak urzeka magia święta i odwieczne czary twoje:
                                                    raz na zawsze pożegnana, utracona już na mur,
                                                    czarnoksięsko nas nawiedzasz w uskrzydlonym szumie
                                                    piór,
                                                    pogrzebana, opłakana - znów się jawisz na arenie,
                                                    gdzie bywalca zblazowanie, ignoranta przerażenie,
                                                    jesteś znów, lecz nie nad tymi orli swój zataczasz krąg
                                                    co od wzlotów i spadania wolą załamanie rąk.


                                                    Bułat Okudżawa
                                                  • Gość: Ewa Re: The Wanderings of Oisin IP: *.abo.wanadoo.fr 10.12.02, 09:16
                                                    ...On the falaming stones, without
                                                    refuge, the limbs of the Fenians are tost;
                                                    Non war on the masters of Hell, who could
                                                    break up the world in their rage;
                                                    But kneel and wear out the flags and pray for
                                                    your soul that is lost
                                                    Though the demon love of its youth and its
                                                    godless and passionate age...

                                                    W. B. Yeats from "Selected poems" page 13
                                                  • kwasna_cytryna Re: Road to Hell 10.12.02, 11:12
                                                    Stood still on a highway
                                                    I saw a womanBy the side of the road
                                                    With a face that I knew like my own
                                                    Reflected in my window
                                                    Well she walked up to my quarterlight
                                                    And she bent down real slow
                                                    A fearful pressure paralysed me
                                                    In my shadow
                                                    She said "Son, what are you doing here?
                                                    My fear for you has turned me in my grave"
                                                    I said "Mama, I come to the valley of the rich
                                                    Myself to sell"
                                                    She said "Son, this is the road to Hell"

                                                    On your journey 'cross the wilderness
                                                    >From the desert to the well
                                                    You have strayed upon the motorway to Hell

                                                    Chris Rea
                                                  • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow IP: *.abo.wanadoo.fr 10.12.02, 11:36
                                                    Patrz myhte d'Oedipe
                                                  • kwasna_cytryna Re: obraz 'Edyp i Sfinks' Gustave`a Moreau 10.12.02, 12:18
                                                    Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                                    > Patrz myhte d'Oedipe

                                                    "Symbolizm to prąd w literaturze i sztuce drugiej połowy XIX wieku posługujący
                                                    się symbolem. A symbol? Symbol to znak mający dwa znaczenia: dosłowne i
                                                    metaforyczne, jednakże związek pomiędzy tymi dwoma płaszczyznami nie jest
                                                    jednoznacznie ustalony. Symbol miał "wyrażać to co niewyrażalne". Ukazywać miał
                                                    on "stan ducha", czyli przede wszystkim uczucia......

                                                    ....ważnym dziełem (symbolizmu)jest obraz "Edyp i Sfinks" Gustave`a Moreau. Na
                                                    płótnie widać wczepionego w Edypa kocio podobnego stwora. Obaj w milczeniu
                                                    badają się wzrokiem. Sfinks jest symbolem kobiety, która usiłuje usidlić
                                                    mężczyznę. Zauważmy, że Sfinks- kobieta ma na głowie koronę. Miała być ona
                                                    symbolem odwiecznego panowania natury nad rozumem ludzkim. Edyp jednak wydaje
                                                    się zwyciężać nad potworem. Natura jest zatem pokonana przez mężczyznę, który
                                                    zgłębiając ją (przeszywający wzrok) wykracza poza nią.... "

                                                    ???
                                                  • Gość: Ewa Re: obraz 'Edyp i Sfinks' Gustave`a Moreau IP: *.abo.wanadoo.fr 10.12.02, 13:18
                                                    Tout à fait d'accord.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Il pleut 10.12.02, 21:31
                                                    Il pleut c'est merveilleux je t'aime
                                                    Nous resterons à la maison
                                                    Rien ne nous plaît plus que nous-mêmes
                                                    En ce temps d'arrière-saison

                                                    Il pleut les taxis vont et viennent
                                                    On voit rouler les autobus
                                                    Et les remorqueurs sur la Seine
                                                    Font un bruit qu'on ne s'entend plus

                                                    Il pleut c'est merveilleux j'écoute
                                                    La pluie dont le crépitement
                                                    Heurte la vitre goutte à goutte
                                                    Et tu me souris tendrement

                                                    Je t'aime oh ce bruit d'eau qui pleure
                                                    Qui sanglote comme un adieu
                                                    Tu vas me quitter tout à l'heure
                                                    On dirait qu'il pleut dans tes yeux.


                                                    FRANCIS CARCO (1886/1958)
                                                  • Gość: Ewa Re: Collage IP: *.abo.wanadoo.fr 10.12.02, 22:15
                                                    Tu me racontes qu'à ce bal
                                                    tu as ri, ri comme une folle.
                                                    Et tu te plains que tes paroles
                                                    aient l'air de me faire du mal.

                                                    On aime d'abord par hasard,
                                                    par jeu, par curiosité,
                                                    pour avoir dans un regard
                                                    lu des possibilités.

                                                    Paul Géraldy recueil Toi et moi
                                                  • kwasna_cytryna Re: On se retrouve par hasard 10.12.02, 23:00
                                                    Et toi
                                                    Dis-moi que fais-tu sans moi ?
                                                    Et toi
                                                    Ce soir parles-moi de toi

                                                    On se retrouve par hasard et tu n'as pas changé
                                                    Ca fait pourtant longtemps déjà qu'un soir tu m'as quitté
                                                    Tu veux savoir si malgré tout je repense à nous deux
                                                    Tu veux savoir si je vis seul et si je suis heureux

                                                    Et toi
                                                    Dis-moi que fais-tu sans moi ?
                                                    Et toi
                                                    Encore parles-moi de toi

                                                    On se retrouve par hasard et tout va bien pour toi
                                                    Tu habites au Mexique et tu repars demain déjà
                                                    Moi j'ai refais ma vie tu ne m'as pas laissé le choix
                                                    L'enfant qui t'accompagne, j'aurai voulu qu'il soit de moi

                                                    Et toi
                                                    Dis-moi où l'amour s'en va

                                                    On se retrouve par hasard et tu n'as pas changé
                                                    Ca fait pourtant longtemps déjà qu'un soir tu m'as quitté
                                                    Moi j'ai repris ma vie et tu ne m'as pas laissé le choix
                                                    L'enfant qui t'accompagne, j'aurai voulu qu'il soit de moi

                                                    On se retrouve par hasard et tu n'as pas changé
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.02, 08:30
                                                    Parmi des grands de l'impresssionisme, ceux qui ont été inspirés d'image
                                                    d'oiseau, il faut citer Edouar Manet, Vincent van Gogh, et Paul Gauguin.
                                                    Vincent van Gogh. Difficile de parler de son idole. Heureusement l'écriture se
                                                    réalise à travers le silence des pensées.Lui,mon idole, sa vie et son travail,
                                                    ont été et sont encore, les objets de multiples études. Sérieuses,approfondies
                                                    ou, au contraire, à la rechersz ds faits divers. Pour moi, sa vie, rempli
                                                    d'amour et d'une passion de la créativité a été comme un volcan. Si je regarde
                                                    avec étonnement son tableau Champ de blé avec cobeaux, je me demande comment il
                                                    a réussi à faire bouges les fragments des son oevre.Ce n'est pas un trompe-
                                                    l'oeil, je songe à un volcan en éruption. Il me fait frissonner.
                                                  • kwasna_cytryna Re: "Alfred Sisley: Poet of Impressionism" 11.12.02, 09:01
                                                    About Sisley, Matisse is said to have remarked, "A Cézanne is a moment in the
                                                    artist's life; a Sisley is a moment in nature." In fact, Sisley's lyricism has
                                                    its roots in the painting of the English artist John Constable, whom Sisley
                                                    deeply admired. Sisley remained faithful to both Impressionism and to nature
                                                    throughout his life, never abandoning his "luminous and light colours, applied
                                                    with short and definite brush strokes, intended to capture instants of moist
                                                    light or breezy air."

                                                    The art critic Camille Mauclair said of Sisley's landscapes from the 1870s and
                                                    '80s, "He's the painter of the wide blue rivers. of the blooming fruit
                                                    orchards... of the French skies...

                                                    In Sisley's water and sky "don't appear like a mere background," as Dumas
                                                    writes, but rather carry the same chromatic strength, they become symbiotic
                                                    protagonists of the painting, while the rest of nature floats in between,
                                                    likewise a story told while the universe watches. And in between skies twinned
                                                    to cobalt blue waters, Sisley's short brush stokes of mauve, aquamarine and
                                                    silver accents enliven landscapes where the human figure appears only
                                                    occasionally."

                                                    ORIETTA L'ABATE
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.02, 12:42
                                                    Fragmant szkicu na temat muzyki

                                                    L'environnement de l'homme n'a jamais été muet. En traversant les steppes,
                                                    grimpant sur les collines et plus hau, sur les montagnes ou en pénétrant la
                                                    forêt dense, l'homme a entendu divers voix. Mugissement du vent au crépuscule
                                                    dans la prairie, crépitement des branches d'arbres, grondement d'un orage et
                                                    parfois clapotement de la pluie.Dans ce monde de sons il y eut, et il y a
                                                    heuresement encore, les voix des animaux; le chant des oiseaux est la plus
                                                    agréable car n'annonçant aucun dange. Parfois même il aide à prevoir l'approche
                                                    d'un animal potentiellement dengereux: soit per l'arrêt soudain de son chant
                                                    soit par un cri aigu. Le temps des merveilles arrive avec le printemps. Les
                                                    jours vont an augmentant; parmi les anciens habitants ( connus auparavant), des
                                                    nouveux venus chantent le bonheur de retrouver un endroit connu..........

                                                    J'imagine le très sympathique Dieu Pan qui joue de la flute en se promenant
                                                    dans les champ.Peut-être Pan, lui-même, a-t-il été ce berger emerveillé par le
                                                    chant d'une alouette dans la matinée et les melodies sophistiques d'un
                                                    rossignol le soir? ....
                                                  • kwasna_cytryna Re: Alchimie sonore12 11.12.02, 14:29
                                                    Dépeuplement sonore
                                                    Vide envahissant
                                                    L'apaisement est ciblé
                                                    Mais l'angoisse s'éveille
                                                    Persiste
                                                    C'est l'effondrement
                                                    Je vous épargne mais m'égare
                                                    Si le silence décuple
                                                    Le poids des solitudes
                                                    Ces voix déchirées
                                                    Leur offre un relief
                                                    De précipice magnétique
                                                    Je vibre et capte
                                                    L'intensité de l'espace
                                                    Qui me laisse l'habiter
                                                    Je vibre et j'y tiens
                                                    Muet
                                                    Ouvert de tous mes pores
                                                    Et respectueusement muet
                                                    A l'affut
                                                    Des emportements mélodiques
                                                    Que captent les initiés.

                                                    Richard Neven
                                                  • Gość: Ewa Re: m.k. to dla ciebie IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.02, 20:00
                                                    Późną nocą
                                                    Kiedy zamykam oczy,
                                                    A wszyscy śpią, Przychodzą do mnie sny-
                                                    Rzeczywistość drugiej strony.

                                                    Późną nocą,
                                                    Kiedy zmęczona
                                                    Zamykam książkę
                                                    Przychodzi powoli Codzienność tamtej strony-
                                                    Marzenia.
                                                  • Gość: Ewa Re: m.k. to dla ciebie IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.02, 20:17
                                                    Slowa sa jak
                                                    platki kwiatow.
                                                    Moga byc piekne,
                                                    moga dusze cieszyc
                                                    jesli wyrazone sa
                                                    ustami poety

                                                    Moga one, slowa
                                                    odebrac mowe
                                                    gdy platki
                                                    utracily kolor,
                                                    zwiedly
                                                    by byc niczym
                                                    jezor jedzy

                                                    Slowa moga
                                                    koic, kolysac
                                                    i ranic,
                                                    nawet zabic
                                                    zamiast miloscia
                                                    ocalic
                                                  • kwasna_cytryna Re: deja vu 11.12.02, 21:40
                                                    Jeśli powiem ci : właśnie miałem deja vu,
                                                    czy uwierzysz, że kiedyś już spotkałem cię?
                                                    Jeśli powiem ci : właśnie miałem deja vu,
                                                    czy uwierzysz, że kiedyś już spotkałem cię?
                                                    Jeśli powiem ci : do stracenia nie mam nic, nic!
                                                    Jeśli przyjdziesz będę, będę sam
                                                    i zabiorę cię do raju bram.
                                                    Co mi powiesz, gdy się dowiesz?
                                                    Chcę czy nie, spalam się...

                                                    Zbliża się ciepła noc,
                                                    skrada się jak kot.
                                                    Bardzo działa na mój puls
                                                    ta gra ciał i słów...

                                                    W deja vu, czy lubisz grać?
                                                    Deja vu, skąd ja cię znam?
                                                    Deja vu, tak dziwnie mi!
                                                    Deja vu, czy ty to znasz?

                                                    Jeśli powiesz mi : właśnie miałaś deja vu,
                                                    czy uwierzę ci, że się znamy nie od dziś?
                                                    Jeśli powiesz mi : do stracenia nie masz nic, nic!
                                                    Mówisz dobrze będę, będę tam,
                                                    pójdę z tobą aż do raju bram.
                                                    Co ci powiem, gdy się dowiem?
                                                    Chcesz czy nie, spalasz się...

                                                    Pozwól mi zbliżyć się,
                                                    dotyk w magię zmieniać chcę.
                                                    Dla mnie tańcz i nie bój się,
                                                    uszanuję słowo : nie!

                                                    W deja vu, czy lubisz grać?
                                                    Deja vu, skąd ja cię znam?
                                                    Deja vu, tak dziwnie mi!
                                                    Deja vu, czy ty to znasz?

                                                    Jeśli powiem ci : właśnie miałem deja vu,
                                                    czy uwierzysz, że kiedyś już spotkałem cię?
                                                    Jeśli powiem ci : do stracenia nie mam nic, nic!
                                                    Jeśli przyjdziesz będę, będę sam
                                                    i zabiorę cię do raju bram.
                                                    Co mi powiesz, gdy się dowiesz?
                                                    Chcę czy nie, spalam się...

                                                    Jeśli przyjdziesz będę, będę sam
                                                    i zabiorę cię do raju bram.
                                                    Co mi powiesz, gdy się dowiesz?
                                                    Chcę czy nie, spalam się...

                                                    Zbliża się ciepła noc,
                                                    skrada się jak kot.
                                                    Bardzo działa na mój puls
                                                    ta gra ciał i słów...

                                                    W deja vu, czy lubisz grać?
                                                    Deja vu, skąd ja cię znam?
                                                    Deja vu, tak dziwnie mi!
                                                    Deja vu, czy ty to znasz?

                                                    Jeśli powiesz mi : właśnie miałaś deja vu,
                                                    czy uwierzę ci, że się znamy nie od dziś?
                                                    Jeśli powiesz mi : do stracenia nie masz nic, nic!
                                                    Mówisz dobrze będę, będę tam,
                                                    pójdę z tobą aż do raju bram.
                                                    Co ci powiem, gdy się dowiem?
                                                    Chcesz czy nie, spalasz się...

                                                    Pozwól mi zbliżyć się,
                                                    dotyk w magię zmieniać chcę.
                                                    Dla mnie tańcz i nie bój się,
                                                    uszanuję słowo : nie!

                                                    W deja vu, czy lubisz grać?
                                                    Deja vu, skąd ja cię znam?
                                                    Deja vu, tak dziwnie mi!
                                                    Deja vu, czy ty to znasz?

                                                    Jeśli powiem ci : właśnie miałem deja vu,
                                                    czy uwierzysz, że kiedyś już spotkałem cię?
                                                    Jeśli powiem ci : do stracenia nie mam nic, nic!
                                                    Jeśli przyjdziesz będę, będę sam
                                                    i zabiorę cię do raju bram.
                                                    Co mi powiesz, gdy się dowiesz?
                                                    Chcę czy nie, spalam się...


                                                    Zespół Kismet
                                                  • Gość: Ewa Re: Co na kartce bylo napisane IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.02, 22:05
                                                    Pierwsze slowo-stworca
                                                    Drugie slowo-blogoslawienstwo
                                                    Trzecie slowo-ciebie

                                                    a ja teraz mowie CHCE
                                                  • kwasna_cytryna Re: :PPPPPPP 11.12.02, 22:19
                                                    Pourquoi vouloir dès maintenant nous montrer si intelligents quand nous
                                                    pourrions tout juste être un petit peu moins bêtes ?

                                                    Bertolt Brecht

                                                    Extrait de Galileo Galilei
                                                  • Gość: Ewa Re: :Dwa slowa o poezji IP: *.abo.wanadoo.fr 12.12.02, 10:13
                                                    Ty mnie, o poezjo
                                                    z letargu obudzilas,
                                                    nadzieje, radosc i placz
                                                    przywrocilas,
                                                    O poezjo zostan znowu
                                                    Krolowa moja,
                                                    badz zielona pigulka
                                                    i przestroga.

                                                    Badz mi przewodnikiem
                                                    muzyka, malarzem,
                                                    bo ja bylbym
                                                    nie samodzielnym lgarzem
                                                    gdybym ci nie wyznal
                                                    w nocy
                                                    kocham cie i masz mnie
                                                    w swoich szponach mocy
                                                  • kwasna_cytryna Re: :Niektorzy lubia poezje 12.12.02, 10:56
                                                    Niektorzy -

                                                    czyli nie wszyscy.

                                                    Nawet nie wiekszosc wszystkich ale mniejszosc. Nie liczac szkol, gdzie sie musi,

                                                    i samych poetow,

                                                    bedzie tych osob chyba dwie na tysiac.

                                                    Lubia -

                                                    ale lubi sie takze rosol z makaronem,

                                                    lubi sie komplementy i kolor niebieski,

                                                    lubi sie stary szalik,

                                                    lubi sie stawiac na swoim,

                                                    lubi sie glaskach psa.

                                                    Poezje -

                                                    tylko co to takiego poezja.

                                                    Niejedna chwiejna odpowiedz

                                                    na to pytanie juz padla.

                                                    A ja nie wiem i nie wiem i trzymam sie tego jak zbawiennej poreczy.


                                                    Wisława Szymborska
                                                  • Gość: Ewa Re: :nocna, emocyjna wypocina IP: *.abo.wanadoo.fr 12.12.02, 14:29
                                                    Przyjezdzajcie, przeciez
                                                    wiecie
                                                    ze jestem gotowa
                                                    tylko uwaga
                                                    na ma postwegetarianska
                                                    ciaze
                                                    bowiem jest
                                                    zupalnie nowa
                                                  • kwasna_cytryna Re: Szczescie za rogiem 12.12.02, 15:00
                                                    Gdy mysli nie moge wyjac

                                                    Ze zgielku chwil minionych

                                                    W rytm krokow

                                                    Bo serce prawie juz nie bije

                                                    Milczenie ciazy

                                                    Slowa ciaza

                                                    Moje szczescie znika za rogiem
                                                  • Gość: Ewa Re: Zamiast "mow do mnie jeszcze" K; Przerwy-Tetm IP: *.abo.wanadoo.fr 12.12.02, 16:06
                                                    The Mother of God

                                                    The threefold terror of love; a fallen flare
                                                    Though the hollow of en ear;
                                                    Wings beating about the room;
                                                    The terror of all terrore that I bore
                                                    The heavens in my womb.

                                                    Had I not found content among the shows
                                                    Every common woman knows,
                                                    Chimney corner, garden walk,
                                                    Or rocky cistern where we tread the clothes
                                                    And gather all the talk?

                                                    What is this flesh I purchased with my pains
                                                    This fallen star my milk sustains,
                                                    This love that makes my heart's blood stop
                                                    Or strikes a sudden chill into my bones
                                                    And bids my hair stand up?


                                                    W.B. Yaets
                                                  • kwasna_cytryna Re: Methought I Saw 12.12.02, 18:49
                                                    Methought I saw my late espoused saint
                                                    Brought to me, like Alcestis, from the grave,
                                                    Whom Jove's great son to her glad husband gave,
                                                    Rescued from death by force, though pale and faint.
                                                    Mine, as whom washed from spot of child-bed taint
                                                    Purification in the old Law did save,
                                                    And such as yet once more I trust to have
                                                    Full sight of her in Heaven without restraint,
                                                    Came vested all in white, pure as her mind;
                                                    Her face was veiled, yet to my fancied sight
                                                    Love, sweetness, goodness, in her person shined
                                                    So clear as in no face with more delight.
                                                    But Oh! as to embrace me she inclined,
                                                    I waked, she fled, and day brought back my night.


                                                    John Milton
                                                  • Gość: Ewa Re: le teste de la mémoire IP: *.abo.wanadoo.fr 12.12.02, 19:00
                                                    God bless you
                                                    Balo napisane
                                                    Na malej karteczce
                                                    Nigdy nie zapomnianej

                                                    Slowa zostaly wydrwione,
                                                    Kartka w mala kulke
                                                    Zmieta
                                                    A ja mimo to
                                                    Pamietam,pamietam

                                                    Cale dlugie lata,
                                                    Nawet taraz
                                                    Mala, zmieta kulke
                                                    Nosze w kieszeni

                                                    Dowod :
                                                    Czas naprawde
                                                    Niczego
                                                    W malej , bialej
                                                    Kartce
                                                    Nie zmienil
                                                  • kwasna_cytryna Re: sluchanie 12.12.02, 19:41
                                                    Napisany piękny wiersz
                                                    Nie ma strof
                                                    Biała kartka niewypowiedzianych myśli
                                                    Pragnień, zażaleń, i nadziei
                                                    Zaprasza do marzeń
                                                    Przeżyte pięknie długie życie
                                                    nie ma dni i nocy
                                                    ma wiele barw, ma śmiech, ma grzech
                                                    i ma poprostu miłość
                                                    Ot tak
                                                    Najwspanialsza mowa nie ma słów
                                                    Najwspanialsze dźwięki to milczenie
                                                    A muzyka - cisza, cisza tak głośna
                                                    Jak bicie własnego serca na zamówienie

                                                    Ale ty wietrze chciej
                                                    Dalej wiać, dalej szeptać
                                                    Lubię twój w gałęziach szept

                                                  • Gość: Ewa Re: Modlitwa IP: *.abo.wanadoo.fr 13.12.02, 15:13
                                                    Moi, le réfuiger
                                                    sans la domicile fixe
                                                    ni sans papiers

                                                    moi Je te demande
                                                    przytul mnie

                                                    Moi sans domicile fixe
                                                    crie
                                                    ratuj mnie,

                                                    Moi sans papieres
                                                    et Toi, ou tes sont?
                                                    nous-nous avons besoin
                                                    pour notre communion
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 13.12.02, 17:38
                                                    ......"Il y a eu aussi des oiseaux dans les films. Ceux déjà cités d'Hitchcock
                                                    et Quand passent les cigognes de Mikhaïl Kalatozov qui reçut la palme de'or au
                                                    festival de Cannes en 1958. On peut incluire dans l'art le premier pour les
                                                    valeurs picturales et le deuxième pour l'humanisme.D'autres se penchent sur le
                                                    comportement des oiseaux. Dans le "peuple des migrateurs, la camlera subjective
                                                    prend la place de ceux-ci en nous permettant de voir notre monde avec le relief
                                                    que contemplent toujours ces princes des nuées.Ce film a été réalise en
                                                    collaboration avec nombreux pays au profit de la connaissance du monde des
                                                    oiseaux, le symbole de liberté"

                                                    Fragmant szkicu na temant "prawa do wolnosci czlowieka" poprzez reprezentacje
                                                    ptakow w sztuce, rowniez w filmach
                                                  • kwasna_cytryna Re: nocne marzenia 13.12.02, 21:06
                                                    ....Szczesliwa wsrod swiatel sceny i widzow oklasku
                                                    W sukni z kwiatow utkanej ... w oczach tyle blasku
                                                    Zda sie wrocilas, w czasy twej mlodosci
                                                    Pelne pracy mozolnej, sukcesow, radosci .....

                                                    Jezioro Labedzie - muzyka cie durzy
                                                    Ktos rzuca na scene pek czerwonych rozy
                                                    A ty tanczysz dalej, szczesliwa, radosna
                                                    I swiatla wokolo, wszedzie kwitnie wiosna.

                                                    Twa stopa, zda sie, ziemi nie dotyka
                                                    Ziemi juz nie ma - jest tylko muzyka
                                                    Jej tony cudne i widzow, zasluchanych - twarze
                                                    I przeszlosc.. minela, ja, o jutrze marze...

                                                    O szczesciu twym, kochana, i drugiej mlodosci
                                                    O twoim usmiechu, sukcesach, radosci...
                                                    By lzy w twym oku, rzadkim gosciem - byly
                                                    By sie nasze marzenia naprawde spelnily!......

                                                    Tad Rozycki
                                                  • Gość: Ewa Re: P.P..P.P.PPP donos IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.02, 12:57
                                                  • Gość: Ewa Re: nocne marzenia IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.02, 13:05
                                                    La musique ça fait
                                                    du bien
                                                    pour les sourdes et aveugles
                                                    Je suis certaine

                                                    Même les mechantes
                                                    tennent sourir
                                                    pour
                                                    une bonne orchiestre
                                                    aplaudir

                                                    Moi, je frisonne
                                                    je monte aux nuages,
                                                    je suise serieuse,
                                                    parfois je pleure
                                                    parceque je l'aime.

                                                  • kwasna_cytryna Re: niech zyje bal 14.12.02, 15:49
                                                    Życie, kochanie, trwa tyle co taniec,
                                                    fandango, bolero, bibop,
                                                    manna, hosanna, różaniec i taniec,
                                                    i jazda, i basta, i stop.

                                                    Bal to najdłuższy, na jaki nas proszą,
                                                    nie grają na bis, chociaż żal,
                                                    zanim więc serca upadłość ogłoszą -
                                                    na bal, marsz na bal!

                                                    Szalejcie aorty, gdy idę na korty,
                                                    roboto, ty w rękach się pal,
                                                    miasta nieczułe, mijajcie jak porty,
                                                    bo życie, bo życie to bal.

                                                    Bufet, jak bufet, jest zaopatrzony,
                                                    zależy, czy tu, czy gdzieś tam,
                                                    tańcz, póki żyjesz, i śmiej się do żony,
                                                    i pij zdrowie dam...

                                                    Niech żyje bal,
                                                    bo to życie to bal jest nad bale,
                                                    niech żyje bal,
                                                    drugi raz nie zaproszą nas wcale,
                                                    orkiestra gra,
                                                    jeszcze tańczą i drzwi są otwarte,
                                                    dzień wart jest dnia
                                                    i to życie zachodu jest warte

                                                    Chłopo-robotnik i boa-grzechotnik
                                                    z niebytu wynurza się fal,
                                                    widzi swą mamę i tatę, i żonkę
                                                    i rusza, wyrusza - na bal.

                                                    Sucha kostucha, ta Miss Wykidajło
                                                    wyłączy nam prąd w środku dnia,
                                                    pchajmy więc taczki obłędu jak Byron,
                                                    bo raz mamy bal!

                                                    Niech żyje bal,
                                                    bo to życie to bal jest nad bale,
                                                    niech żyje bal,
                                                    drugi raz nie zaproszą nas wcale,
                                                    orkiestra gra,
                                                    jeszcze tańczą i drzwi są otwarte,
                                                    dzień wart jest dnia
                                                    i to życie zachodu jest warte!


                                                    Agnieszka Osiecka
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours, kronika IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.02, 17:06
                                                    "Il existe une polémique en Europe sur la naissance de l'art populaire. Si on
                                                    compte la gravure, qui apparut en tant que moyen utilitaire, il faut considérer
                                                    qu'elle a eu lieu au moyen âge. Au début, la gravure sur bois (xylogravure) a
                                                    servi pour imprimer des images dans les livres. Les motifs représentaient
                                                    généralement des sujets différents, à partir des personnages des saints et
                                                    leurs accompagnateurs, les anges. Donc, des hybrides: femmes ou l'hommes aux
                                                    ailes d'oiseaux. Puis les techniques de la gravure ont évolué. Elles se sont
                                                    développes et diversifiées pour aujourd'hui être reconnues comme un art à part
                                                    entière. D'ailleurs, il serait utile de signaler que l'art de la gravure
                                                    pourrait bien remplacer les images imprimées et les posters"....


                                                    Szkic fragmentu tekstu à propos l'art populaire suivi par la réprésentation du
                                                    vent dans l'art
                                                  • kwasna_cytryna Re: LE VENT ET LA BELLE (Précieuse et le vent) 14.12.02, 17:23
                                                    De sa lune en parchemin,
                                                    par un hybride sentier
                                                    de lauriers et de cristal,
                                                    Précieuse s'en vient jouer.

                                                    De sa lune en parchemin
                                                    Précieuse s'en vient jouer.
                                                    A sa vue le vent se lève,
                                                    car jamais il ne sommeille.

                                                    Dis, laisse-moi relever
                                                    ta robe pour voir ton corps.
                                                    Ouvre entre mes doigts anciens
                                                    la rose bleue de ton ventre.

                                                    Lâchant son tambour, Précieuse
                                                    prend la fuite à toutes jambes.
                                                    Le vent mâle la poursuit.
                                                    Avec une épée brûlante.

                                                    Précieuse, cours vite, vite.
                                                    Le vent va t'attraper !
                                                    Précieuse, cours vite, vite,
                                                    Regarde-le arriver,
                                                    Satyre d'étoile basses
                                                    aux mille langues lustrées !

                                                    Précieuse, morte de peur,
                                                    est allée se réfugier,
                                                    au-dessus de la pinède,

                                                    Et tandis qu'elle raconte
                                                    son aventure en pleurant,
                                                    le vent sur le toit d'ardoises
                                                    plante, furieux, les dents.


                                                    Romancero Gitano
                                                    Federico Garcia Lorca
                                                  • Gość: Ewa Re: Transliteracja IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.02, 19:45
                                                    wg. Lechonia

                                                    Jest mi dzisiaj zle bardzo,
                                                    jest mi bardzo smutno,
                                                    mysli mam zwiedle, chore
                                                    jak kwiatry na grobie
                                                    Niebo wisi przede mne niby
                                                    szare plotno
                                                    Nie moge Ciebie nigdzie
                                                    spotkac
                                                    i nie moge przestac myslec
                                                    o Tobie
                                                  • Gość: Ewa Re: Podziekowanie IP: *.abo.wanadoo.fr 14.12.02, 22:46
                                                    Dziekuje
                                                    z usmiechem
                                                    bylo
                                                    lepiej
                                                  • kwasna_cytryna Re: smutek 14.12.02, 23:24
                                                    Jest smutek wielkiej miłości
                                                    i gorzki smutek rozstania
                                                    smutek psa węszącego
                                                    daleki trop pana
                                                    Ale najbardziej boję się
                                                    smutku spełnionych marzeń
                                                    Tamte - przejdą, zaginą
                                                    tyle czasu przede mną

                                                    Na cóż jednak życie
                                                    gdy smutek spełnionych marzeń
                                                    wciśnie się w serce


                                                    Jarosław Zielinski
                                                  • kwasna_cytryna Re: milosc 14.12.02, 23:31
                                                    Miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale wspólnym patrzeniu
                                                    w tym samym kierunku."

                                                    Antoine de Saint-Exupéry
                                                  • Gość: Ewa Re: milosc IP: *.abo.wanadoo.fr 15.12.02, 09:53
                                                    Bieg sagesse ktora bez watpienia nas dotyczy.
                                                    Poniewaz zdaje tobie sprawozdanie
                                                    z tego co robie moje kochenie

                                                    przy niedzieli
                                                    pragne sie z Toba podzielic
                                                    taka mysla:


                                                    Wierze W Boga jedynego
                                                    dla calego swiata
                                                    wszechmogacego

                                                    i w Jezusa Chrystusa
                                                    proroka
                                                    dla swiata
                                                    katolickiego
                                                  • kwasna_cytryna Re: jeszcze pachnie milosc 15.12.02, 10:02
                                                    Chcialabym zebys zostal kiedy slonce wzejdzie
                                                    Kiedy noc stanie sie dniem czy bedziesz chcial mnie wtedy miec?
                                                    Chce otworzyc siebie dla ciebie kiedy slonce wzejdzie
                                                    Kiedy ksiezyc jest w pelni czy bedziesz wtedy sluchac?

                                                    Jeszcze pachnie milosc a nadzieja staje sie wiara
                                                    Jeszcze wieja wiatry ktore sie uspokajaja

                                                    Chce zawsze dawac ci czas az zdobede odwrotnosc mej tesknoty
                                                    Mam nadzieje ze zostaniesz obok gdy moja wiara bedzie slaba
                                                    Ja wiem ze to jest trudne kiedy slonce wschodzi
                                                    Kiedy wszystko jest naga prawda czy mozesz wtedy na mnie patrzec?

                                                    Jeszcze pachnie milosc a nadzieja staje sie wiara
                                                    Jeszcze wieja wiatry ktore sie uspokajaja
                                                    Chcialabym zebys zostal kiedy slonce wzejdzie
                                                    Kiedy noc stanie sie dniem czy bedziesz chcial kochac wtedy?


                                                    Annu Doftar Karlek
                                                  • Gość: Ewa Re: jeszcze pachnie milosc IP: *.abo.wanadoo.fr 15.12.02, 15:16
                                                    Write to me pleace
                                                    what have You did
                                                    aujourd'hui
                                                    A quelle heure tu tes a
                                                    reveille
                                                    What have You eaten
                                                    pour le petite dejeneur?
                                                    Later, have You did
                                                    a walk, a work
                                                    au peut-être tu as lu
                                                    et plus tard a écrit
                                                    pour moi
                                                    la lettre?
                                                  • kwasna_cytryna Re: Mały Książę - list do Róży 15.12.02, 15:30
                                                    Sahara
                                                    20 lipca 1935 r.



                                                    Droga Różo!



                                                    Wybacz, że Cię tak nagle opuściłem. Czułem się samotny, spragniony przyjaźni.
                                                    Miałem wrażenie, że mnie odrzucasz. Wyruszyłem w daleką podróż, by zrozumieć
                                                    Ciebie, siebie i z perspektywy czasu spojrzeć na łączącą nas więź.
                                                    Błąkałem się po kosmosie. Przebyłem długą drogę i poznałem wielu ludzi. W
                                                    każdym z nich odnajdywałem cząstkę Ciebie. Światło lampy latarnika przypominało
                                                    niezwykły blask Twej urody, gdy Cię pierwszy raz zobaczyłem. Król swymi
                                                    rozkazami nadawał rytm życiu poddanych, tak jak Ty mojemu. Geograf studiował
                                                    opasłe, jak Ty moją duszę, wydobywając z niej najskrytsze uczucia. Handlarz
                                                    sprzedawał tabletki zaspokajające potrzeby ducha. Ty dałaś mi miłość
                                                    zaspokajając potrzeby ducha. Jakże byłem głupi! Nie potrafiłem tego docenić...
                                                    Podczas wędrówki trafiłem także do ogrodu pełnego róż. Wszystkie były podobne
                                                    do Ciebie. Myślałem wtedy, że mnie okłamałaś mówiąc, że nie znajdę drugiej
                                                    takiej, jak Ty. Oczy otworzył mi mój przyjaciel Lis. Nigdy go nie zapomnę.
                                                    Pomógł mi zrozumieć Twe słowa. Nie liczy się wygląd, ale charakter. Ja,
                                                    odchodząc, pokazałem się z najgorszej strony. Ale dzięki temu zyskałem czas na
                                                    przemyślenia. Wreszcie pojąłem, jak bardzo Cię kocham. Pragnę wrócić do Ciebie.
                                                    Wprawdzie popełniłem wiele błędów, lecz wyciągnąłem z nich wnioski. Jeśli
                                                    jesteś w stanie wybaczyć mi, to przysięgam, że już nigdy Cię nie opuszczę.



                                                    Twój oddany przyjaciel
                                                    Mały Książę
                                                  • Gość: Ewa Re: Mały Książę - list do Róży IP: *.abo.wanadoo.fr 15.12.02, 21:58
                                                    Et moi, moi
                                                    je me suis réveillé
                                                    pas trop tard,
                                                    puis
                                                    I've did a walk

                                                    J'ai vu un paysage
                                                    splendid,
                                                    plus tard
                                                    j'ai t'écris

                                                    Ensuite
                                                    j'ai été au théatre-
                                                    Merveille-
                                                    QUELQUN m'ai dit
                                                    deux mots
                                                    Na Boze narodzenie

                                                    Et maintenant
                                                    J'ai quitté
                                                    un film
                                                    sur la danse
                                                    et la violence

                                                    Tu sais comme moi
                                                    que c'est faut pas

                                                    Bon soir,
                                                    Tes mots
                                                    sont
                                                    les mêmes
                                                    que les miens

                                                  • kwasna_cytryna Re: Dame d'un soir 15.12.02, 22:05
                                                    Dame d'un soir
                                                    Je t'imagine sans effort
                                                    Dame d'un soir
                                                    Je te dessine
                                                    Quand je m'endors
                                                    Laisse faire la lumière
                                                    Laisse-toi soulever doucement
                                                    Ferme les yeux
                                                    Dehors il pleut, un peu
                                                    Tu dérives captive
                                                    Vers le soleil blanc d'un nouveau jour
                                                    Quelqu'un t'attend
                                                    Au bout de l'océan
                                                    Dame d'un soir
                                                    Je t'imagine sans effort
                                                    Dame d'un soir
                                                    Je te dessine
                                                    Quand je m'endors
                                                    Les sirènes te préviennent
                                                    Qu'un voilier s'approche de ton corps
                                                    Plein de rubans
                                                    Et de papillons blanc
                                                    Pour tes ailes d'enfant
                                                    Nos épaules se frôlent
                                                    Nos voiles se fondent au même feu
                                                    Nos corps se glissent
                                                    Jusqu'aux plages d'Atlantis
                                                    Les sirènes te préviennent
                                                    Qu'un voilier s'approche de ton corps
                                                    Plein de rubans
                                                    Et de papillons blancs
                                                    Pour ton ventre d'enfant
                                                    Le silence immense
                                                    Juste la musique de ton cśur
                                                    Personne autour
                                                    Que nos haleines d'amour
                                                    Aquarelle, nouvelle
                                                    Sur des fils de laine roses et blancs
                                                    Ferme les yeux
                                                    Dehors il pleut, dehors il pleut un peu, un peu


                                                    Francis Cabrel

                                                  • Gość: Ewa Re: Dame d'un soir IP: *.abo.wanadoo.fr 15.12.02, 22:50
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 15.12.02, 22:57
                                                    La choréogrephie de la danse et son exééééééééééééééééééééééééééécution
                                                    s'inspirent en grande partie du mouvement et du vol des oiseaux.
                                                    L'homme, prové d'ailes et ayant une structure osseuse ne lui permettant pas
                                                    d'aller plus haut qu'un saut, peut remplir l'espace-temps par la danse. Une
                                                    caracteristique majeure de la danse est l'harmonie entre le rythme et la
                                                    composition choréographoque......
                                                    Elle signale la situation et les émotions de l'homme ou d'un groupe.;;;


                                                    Extrait d'un scripte pour cine ev.
                                                  • kwasna_cytryna Re: REQUIEM 15.12.02, 23:10
                                                    Elle les danse
                                                    Dans un tel mouvement
                                                    De séduction
                                                    Elle vous enlace
                                                    Elle fait l'amour avec les mots
                                                    Vous ne pouvez pas dire que je ne vous ai pas mis en garde
                                                    Sa danse
                                                    Est dangereuse
                                                    Car vous ne sortirez pas de cette danse amoureuse ,sans avoir mal au ventre
                                                    Mais au moment
                                                    De votre solitude
                                                    Sa piqûre
                                                    Qui n'est que joie de vivre
                                                    Mais…
                                                    Vous fait perdre vos habitudes qui vous donnaient
                                                    L'impression de vivre
                                                    Elle est parole de vie.
                                                    C'est important les habitudes
                                                    Je vous aurais mis en garde
                                                    Ecoutez sa chanson :
                                                    Des mots inachevés
                                                    ( sur le ton d'une clarisse qui doit éviter toute émotion).
                                                    Car l'émotion déranges les habitudes
                                                    ( puis d'une voix grave sous les sons graves de la derbouka la peau tendue
                                                    jusqu'à la rupture l'immigré
                                                    sa peau tendue
                                                    jusqu'à la fêlure )
                                                    je t'écris des maux
                                                    inachevés
                                                    à l'odeur de jasmin
                                                    aussi fragiles
                                                    que les roses des sables
                                                    écorchées
                                                    aux vents
                                                    nocturnes.
                                                    Caresse
                                                    D'une fêlure
                                                    Du temps
                                                    D'une
                                                    Robe
                                                    En noire
                                                    Elle me couvre
                                                    De la pourpre des cieux
                                                    Dans l'ombre de
                                                    Ces yeux.
                                                    Je
                                                    Me perds
                                                    Il
                                                    M'arrache
                                                    Mes
                                                    Racines
                                                    Piétine
                                                    Mes fleurs
                                                    Des noces
                                                    De sang
                                                    Sur
                                                    Mon
                                                    Front
                                                    Ses mains
                                                    La
                                                    Nuit
                                                    Sacrée
                                                    Je refuse.
                                                    ( alors cesse le son grave des mains de l'immigré)
                                                    commence sur la danse du ventre
                                                    des maux pour hurler
                                                    des maux
                                                    qui ne peuvent plus dire
                                                    ces maux
                                                    qui disent
                                                    tous
                                                    les mots
                                                    d'une enfance
                                                    volée
                                                    violée
                                                    j'écris
                                                    la peur d'un matin
                                                  • Gość: Ewa Re:Odpowiedz IP: *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 13:49
                                                    Mon amour retrouvé
                                                    Ton nom est
                                                    A B C D
                                                    Obiecales mi slub
                                                    gdy zaginie wrog.
                                                    And what about?
                                                    Est elle morte?
                                                    Tu peut me joins
                                                    pour notre communion
                                                    contre l'avis des ...
                                                  • kwasna_cytryna Re:A l'enterrement d'une feuille morte 16.12.02, 14:09
                                                    A l'enterrement d'une feuille morte


                                                    Deux escargots s'en vont


                                                    Ils ont la coquille noire


                                                    Du crepe autour des cornes


                                                    Ils s'en vont dans le soir


                                                    Un tres beau soir d'automne


                                                    Hélas quand ils arrivent


                                                    C'est déja le printemps


                                                    Les feuilles qui étaient mortes


                                                    Sont toutes ressucitées


                                                    Et les deux escargots


                                                    Sont tres désappointés


                                                    Mais voila le soleil


                                                    Le soleil qui leur dit


                                                    Prenez prenez la peine


                                                    La peine de vous asseoir


                                                    Prenez un verre de biere


                                                    Si le coeur vous en dit


                                                    Prenez si ça vous plaît


                                                    L'autocar pour Paris


                                                    Il partira ce soir


                                                    Vous verrez du pays


                                                    Mais ne prenez pas le deuil


                                                    C'est moi qui vous le dit


                                                    Ça noircit le blanc de l'oeil


                                                    Et puis ça enlaidit


                                                    Les histoires de cercueils


                                                    C'est triste et pas joli


                                                    Reprenez vous couleurs


                                                    Les couleurs de la vie


                                                    Alors toutes les betes


                                                    Les arbres et les plantes


                                                    Se mettent a chanter


                                                    A chanter a tue-tete


                                                    La vrai chanson vivante


                                                    La chanson de l'été


                                                    Et tout le monde de boire


                                                    Tout le monde de trinquer


                                                    C'est un tres joli soir


                                                    Un joli soir d'été


                                                    Et les deux escargots


                                                    S'en retournent chez eux


                                                    Ils s'en vont tres émus


                                                    Ils s'en vont tres heureux


                                                    Comme ils ont beaucoup bu


                                                    Ils titubent un petit peu


                                                    Mais la haut dans le ciel


                                                    La lune veille sur eux.


                                                    ----------


                                                    Jacques Prévert
                                                  • Gość: Ewa Re:Avertissement IP: *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 16:52
                                                    Peut-être je suis folle,
                                                    mais au-contraire,
                                                    co osobiscie wole
                                                    je suis écreiviene
                                                    et poète

                                                    J'aime
                                                    comme toi
                                                    Jacques prevert
                                                    et je suis pressé
                                                    de te voir
                                                    au moins une fois
                                                    -à ce soir
                                                    ta . . . . .

                                                    P.S. transfiguracja selonJohn Ashbery:

                                                    I cannot recommend
                                                    them,
                                                    I cannot recommended
                                                    the,
                                                    I wish
                                                    I could
                                                    into the
                                                    living room
                                                  • kwasna_cytryna Re:Avertissement 16.12.02, 20:32
                                                    Przyleć do mnie na koniu skrzydlatym,
                                                    Pośród obłoków rozpędzonych mknij.
                                                    Pokonaj przestrzeń, odległe światy,
                                                    Nocą uśpiona tylko o mnie śnij.

                                                    Przypłyń do mnie na falach tęsknoty,
                                                    Na tratwie uczuć, rzuconej przez los.
                                                    Niech wiatr Cię popchnie burzą ochoty,
                                                    Niech we mnie zabrzmi Twoich wyznań głos.

                                                    Przyjedż do mnie zaprzęgiem miłosnym...
                                                    Niechaj pędzony szlakiem wonnych pól -
                                                    Tumanem myśli błogich, radosnych
                                                    Uniesie w nicość niespełnienia ból.

                                                    Przybądż teraz. Daj mi ukojenie...
                                                    Pozwól oczy nacieszyć widokiem,
                                                    Co dla wzroku miłym upojeniem,
                                                    Rozkoszuje wartkim się potokiem.
                                                  • Gość: Ewa Re:The Mother of God IP: *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 23:17
                                                  • Gość: Ewa Re:Przepiekny wiersz IP: *.abo.wanadoo.fr 16.12.02, 23:30
                                                    The Mother of God

                                                    The threefold terror of love; a fallen flare
                                                    Through the hollow of an ear;
                                                    Wings beating about the room;
                                                    The terror of all terrors that I bore
                                                    The Heavens in my womb.

                                                    Had I not found content among the shows
                                                    Every common woman knows,
                                                    Chimney corner, garden walk,
                                                    Or rocky cistern where we tread the cloths
                                                    And gather all the talk ?

                                                    What is this flesh I purchased with my pains,
                                                    This fallen star my milk sustains,
                                                    This love that makes my heart's blood Stop
                                                    Or strikes a sudden chill into my bones
                                                    And bids my hair stand up? byW.B. Yeats
                                                  • kwasna_cytryna Re:Przepiekny wiersz 16.12.02, 23:32
                                                    bylo juz :-)
                                                  • kwasna_cytryna Re: do oddalonej 16.12.02, 23:39
                                                    A więc naprawdę już odeszłaś?
                                                    Zniknęłaś, piękna, z moich dni?
                                                    Twe każde słowo we mnie mieszka,
                                                    Wciąż jeszcze w uszach moich brzmi.

                                                    I jak wędrowiec wzrok o świcie
                                                    Na próżno w przestwór nieba śle,
                                                    Skowronka ujrzeć chcąc w błękicie,
                                                    Co z dzwonną pieśnią nad nim mknie:

                                                    Tak ja lękliwe oczy wznoszę
                                                    Na pola, łąki, borów gąszcz
                                                    I każdą pieśnią moją proszę:
                                                    O, wróć, kochana, czekam wciąż!


                                                    J.W.Goethe
                                                  • Gość: Ewa R Pour Le Pianiste IP: *.abo.wanadoo.fr 17.12.02, 09:32
                                                    Quand tu entendez
                                                    de la Musique
                                                    Mon Frère au
                                                    ma Seoure
                                                    fermez
                                                    les yeux

                                                    Vous pourriez
                                                    voir les couleurs
                                                    rouge, un peu du jeune
                                                    et du noir
                                                    C'était mon cas

                                                    Ne ayez pas
                                                    onte
                                                    de pleurer
                                                    mes fréres
                                                    et mes seoures

                                                    Car la musique
                                                    et les couleurs
                                                    viennet de la lumière
                                                    envoyes
                                                    par
                                                    le Dieu
                                                  • kwasna_cytryna Re: ma musique 17.12.02, 09:48
                                                    Ma Musique
                                                    (Le Costume Blanc, 1975)

                                                    Ma musique, c'est un rire
                                                    Une presence, une voix
                                                    Un silence qui dit "je t'aime"
                                                    Ma musique vient de toi

                                                    Ma lumiere, c'est un geste
                                                    Une caresse dans le noir
                                                    Qui s'appelle la tendresse
                                                    Ma lumiere, c'est ton regard

                                                    Ma priere, c'est l'absence
                                                    D'la colere, et le froid
                                                    Dans ma chambre solitaire
                                                    Ma priere va vers toi


                                                    Joe Dassin

                                                  • Gość: Ewa Re Attente IP: *.abo.wanadoo.fr 17.12.02, 14:25
                                                    Thaw yaers later
                                                    it'so long
                                                    I must to see you
                                                    befor


                                                    C.d nastapi nieco pozniej
                                                  • Gość: Ewa ReOh, so much IP: *.abo.wanadoo.fr 17.12.02, 15:40
                                                    Two years later
                                                    it's so, so long
                                                    I must to see you
                                                    before
                                                    Our life since meny
                                                    years
                                                    nous wait
                                                    And now, is the time
                                                    is the time*
                                                    to be together
                                                    for ever

                                                    I,I must to be
                                                    so calme
                                                    belive me
                                                    c'est difficile

                                                    But my love
                                                    is assez fort.
                                                    You, me, nous
                                                    ours friends
                                                    help us
                                                    because God Is
                                                  • kwasna_cytryna Re: Will there really be a morning? 17.12.02, 17:31
                                                    Will there really be a morning?
                                                    Is there such a thing as day?
                                                    Could I see it from the mountains
                                                    If I were as tall as they?

                                                    Has it feet like water-lilies?
                                                    Has it feathers like a bird?
                                                    Is it brought from famous countries
                                                    Of which I have never heard?

                                                    Oh, some scholar! Oh, some sailor!
                                                    Oh, some wise man from the skies!
                                                    Please to tell a little pilgrim
                                                    Where the place called morning lies!


                                                    Emily Dickinson
                                                  • Gość: Ewa Re: Will there really be a morning? IP: *.abo.wanadoo.fr 17.12.02, 22:51
                                                    On peut s'aimer
                                                    sans se voir
                                                    C'est la question
                                                    de la notion
                                                    du temps

                                                    Dans la matinée
                                                    aprés avoir mangé,
                                                    le soir
                                                    et pendant plusieurs
                                                    ans.

                                                    Par les emotions,
                                                    par la parole,
                                                    par les yeux,
                                                    et sourtout dans
                                                    la profondeur
                                                    de
                                                    l'âme
                                                  • kwasna_cytryna Re: ON S&# 8217;AIME DANS LE SILENCE 17.12.02, 23:00
                                                    Chaviré par la vague
                                                    D’un trop plein de plaisir
                                                    La tête dans le vague
                                                    Au bord de m’assoupir
                                                    Effleuré par ta bouche
                                                    Un’ onde de frisson
                                                    Me parcourt et je couche
                                                    Un baiser sur ton front
                                                    Tes mains viennent me chercher
                                                    A nouveau je me prolonge
                                                    Le monde peut bien s’écrouler
                                                    C’est dans ton corps que je plonge

                                                    Sans prononcer un mot
                                                    Par le pouvoir des sens
                                                    On se parle avec la peau
                                                    On s’aime dans le silence
                                                  • Gość: Ewa Re: Spectacle IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 09:27
                                                  • Gość: Ewa Re: Spectacle IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 09:28
                                                  • Gość: Ewa Re: ON S&# 8217;AIME DANS LE SILENCE IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 09:37
                                                    Spectacle

                                                    Regiseurs and actors,
                                                    comedien et comedienne,
                                                    Panie i Panowie
                                                    spectacle jest prescque
                                                    gotowy

                                                    Kapelusze z glowy
                                                    zdejmijcie
                                                    bo przed wami
                                                    Wlasnie spektakl
                                                    rozpoczynamy

                                                    Une belle femme,
                                                    son mari et son amant,
                                                    elle ne sait pas whom,à qui
                                                    donner sa vie

                                                    Jest rozterka,
                                                    la jalousie, un regarde
                                                    dans le miroire

                                                    Et tout est bien fini
                                                    avec la chanson
                                                    et le souhait
                                                    de bonne fête
                                                  • kwasna_cytryna Re: Soirs de fete 18.12.02, 10:43

                                                    Je suis la Gondole enfant chérie
                                                    Qui arrive a la fin de la fete,
                                                    Pour je ne sais quoi, par bouderie,
                                                    (Un soir trop beau me monte a la tete !)

                                                    Me voici déja pres de la digue ;
                                                    Mais la foule sotte et pavoisée,
                                                    Ah ! n'accourt pas a l'Enfant Prodigue !
                                                    Et danse, sans perdre une fusée....

                                                    Ah ! c'est comme ça, femmes volages !
                                                    C'est bien. je m'exile en ma gondole
                                                    (Si frele !) aux mouettes, aux orages,
                                                    Vers les malheurs qu'on voit au Pôle !

                                                    - Et puis, j'attends sous une arche noire....
                                                    Mais nul ne vient; les lampions s'éteignent ;
                                                    Et je maudis la nuit et la gloire !
                                                    Et ce coeur qui veut qu'on me dédaigne !

                                                    Jules LAFORGUE (1860-1887)
                                                  • Gość: Ewa Re: Oh my God do IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 14:46
                                                    C.d. nastapi
                                                  • kwasna_cytryna Re: anytime anywhere 18.12.02, 15:10
                                                    Strade son' cambiate.
                                                    Faccie son' diverse.
                                                    Era la mia citt¨¤.
                                                    Non la conosco pi¨´.
                                                    La ora io sono solo un' estranea
                                                    Senza patria.

                                                    I remember you were there.
                                                    Any one emotion.
                                                    Any true devotion.
                                                    Anytime, anywhere.

                                                    Case son' cambiate.
                                                    Voci son' diverse.
                                                    Era la mia citt¨¤.
                                                    Non la conosco pi¨´.
                                                    La ora io sono solo un' estranea
                                                    Senza patria.

                                                    I remember you were there.
                                                    Any one emotion.
                                                    Any true devotion.
                                                    Anytime, anywhere.

                                                    Tanti, anni son' passati.
                                                    Vite son' cambiate.
                                                    Era la mia citt¨¤.
                                                    Non la conosco pi¨´.
                                                    E ora io sono solo un' estranea
                                                    Senza patria.

                                                    Sarah Brightman
                                                  • Gość: Ewa Re: La priére IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 15:06
                                                    Oh, my God do
                                                    qu'ils arretent
                                                    de tuer les animaux
                                                    Que la terre fleuris
                                                    Que le monde se tranquillise
                                                    Que l'amour régne,

                                                    Et que je serai liberé
                                                    d'un tueur
                                                  • Gość: Ewa Re: Rozmowa z diablem IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 18:56
                                                    Kocham ciebie
                                                    powiedzial diabel
                                                    a potem jej odebral
                                                    kawalek chleba

                                                    Wez mnie w objecia
                                                    swoje
                                                    ja na ciebie doniose.
                                                    Pulapke ci przygotuje,
                                                    bombe do samochodu
                                                    wladuje,trucizne ci podam,
                                                    bacillus charbonum
                                                    dodam

                                                    Z kumplami sie
                                                    dogadam
                                                    i nie tylko tobie
                                                    bol najgorszy
                                                    zadam

                                                    Dziecko ci odbiore,
                                                    milosci przeszkodze
                                                    i jak beda Swieta
                                                    powiedzial
                                                    ty mnie zapamietasz

                                                    No wiec
                                                    ma odpowiedzia jest
                                                    NIET
                                                  • Gość: Maria Re: Modlitwa IP: *.abo.wanadoo.fr 18.12.02, 19:00
                                                    Oh, my God do
                                                    qu'ils arretent
                                                    de tuer les animaux

                                                    Qu'il la terre fleuris
                                                    Que le monde se tranquillise
                                                    que l'amour régne

                                                    Et que je soit liberée

                                                    de mon tuer
                                                  • kwasna_cytryna Re: Choć raz będę szczery.... 18.12.02, 19:01

                                                    (Ja skażu tiebie...)

                                                    Choć raz jeden szczery będę -
                                                    To już wiele:
                                                    Wszystko brednie, sherry-brandy,
                                                    Mój aniele.

                                                    Gdzie złociła greckie dzieje
                                                    Chwalba światła,
                                                    Na mnie z czarnych dołów zieje
                                                    Hańba świata.

                                                    Gdzie Helena, greckim morzem
                                                    Usypiana -
                                                    Tam mnie w usta tylko może
                                                    Chlusnąć piana!

                                                    Nicość wargi mi namaści
                                                    Słonym smakiem,
                                                    Nędza mi pokaże - naści! -
                                                    Figę z makiem.

                                                    Tak czy siak - czy nic, czy wiele -
                                                    Wszystko jedno -
                                                    Pij coctaile, mój aniele,
                                                    Żłop, królewno!

                                                    Choć raz jeden szczery będę -
                                                    To już wiele:
                                                    Wszystko brednie, cherry-brandy,
                                                    Mój aniele!

                                                    Moskwa, marzec 1931 r.
                                                    Osip Mandelsztam
                                                    tł. Stanisław Barańczak
                                                  • Gość: Ewa Re: You do not have to love me IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 09:04
                                                    You do not to love me
                                                    just because
                                                    you are all the women
                                                    I have ever wanted
                                                    I was born to follow you
                                                    every night
                                                    while I am still
                                                    the many men who love you

                                                    I meet you at a table
                                                    I take you fist between my hands
                                                    in a solmn taxi
                                                    I wake ip alone
                                                    my hand on your absence
                                                    in Hotel Discipline

                                                    I wrote all these songs for you
                                                    I burned red and blac candles
                                                    shaped like a man and a woman
                                                    I married the smoke
                                                    of two pyramids of sandalwood
                                                    I prayed for you
                                                    I prayed that you would love me
                                                    and that you would not love me by
                                                  • kwasna_cytryna Re: Dejeuner du matin 19.12.02, 10:47

                                                    Il a mis le cafe
                                                    Dans la tasse
                                                    Il a mis le lait
                                                    Dans la tasse de cafe
                                                    Il a mis le sucre
                                                    Dans le cafe au lait
                                                    Avec la petite cuillere
                                                    Il a tourne
                                                    Il a bu le cafe au lait
                                                    Et il a repose la tasse
                                                    Sans me parler
                                                    Il a allume
                                                    Une cigarette
                                                    Il a fait des ronds
                                                    Avec la fumee
                                                    Il a mis les cendres
                                                    Dans le cendrier
                                                    Sans me parler
                                                    Sans me regarder
                                                    Il s'est leve
                                                    Il a mis
                                                    Son chapeau sur sa tete
                                                    Il a mis
                                                    Son manteau de pluie
                                                    Parce qu'il pleuvait
                                                    Et il est parti
                                                    Sous la pluie
                                                    Sans une parole
                                                    Sans me regarder
                                                    Et moi j'ai pris
                                                    Ma tete dans ma main
                                                    Et j'ai pleure.


                                                    J. Prevert
                                                  • Gość: Ewa Re: Chanson ( en peu transformée) IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 11:21
                                                    Quel jour sommes-nous
                                                    Nous sommes tous les jours
                                                    Mon amie
                                                    Nous sommes toute la vie
                                                    Mon amour
                                                    Nous nous aimons et nous vivons
                                                    Nous vivons et nous aimons
                                                    Et nous ne savons pas que c'est la vie
                                                    Et nous ne savons pas ce que c'est le jour
                                                    Et nous savons ce que c'est l'amour

                                                    Jacques Prévert
                                                  • kwasna_cytryna Re: l'amour 19.12.02, 13:44
                                                    L'amour est toujours nouveau, peu importe que l'on aime une fois,
                                                    deux fois, dix fois dans sa vie - on se trouve toujours
                                                    devant une situation inconnue.
                                                    L'amour peut nous mener en enfer ou au paradis, mais il nous mene
                                                    toujours quelque part.
                                                    Il faut l'accepter parce que c'est ce qui nourrit notre existence.
                                                    Si nous nous dérobons, nous mourrons de faim
                                                    en ayant sous les yeux les branches chargées
                                                    de fruits de l'arbre de la vie, sans oser tendre la main pour les cueillir.

                                                    Il faut aller chercher l'amour ou qu'il soit, quand bien meme
                                                    cela peut signifier des heures, des jours, des semaines de déception et de
                                                    tristesse.
                                                    Parce que des le moment ou nous partirons en quete de l'amour,
                                                    lui aussi partira a notre rencontre, et il nous sauvera.

                                                    "Sur le bord de la riviere Piédra" Paulo Coelho
                                                  • Gość: Ewa R What do you think about? IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 14:45
                                                    ....."Ici et maintenant, Wajda voudrait incarner un lien trop rare entre le
                                                    pays d'hier et celui de demain<J'aimerais implanter les jeunes cinéastres dans
                                                    le nouveau systéme .Ils ont à dire mais ne savent pas bouger, alors que pèsent
                                                    encore ces temps oû les créateurs n'avaient aucune decisionà prendre: le pari
                                                    décideait pour eux. Moi,je veux réconcilier l'art et l'industrie<..........
                                                    Il monque la France< cette grandeur qui se croit la mesure de tout chose mais
                                                    qui n'est plus que la mesure de ce qu'elle fut< toujours gorgée d'illusions
                                                    antiaméricaines....;
                                                    Extrait de Télérama Antoine Perraud
                                                  • Gość: Ewa Re: Oû vis tu? IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 16:32
                                                  • Gość: Ewa Re: lOû vis tu? IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 16:36
                                                    Oû vis tu,
                                                    oû tu est né?
                                                    Moi,moi
                                                    je viens
                                                    d'Andromende

                                                    Là-bas
                                                    tout est bien,
                                                    les gens sont
                                                    à l'écoute
                                                    de leur coeurs.

                                                    Toujours
                                                    il fait beau
                                                    même
                                                    quand
                                                    il plait,

                                                    La verdure ne
                                                    monque pas
                                                    je vous envite
                                                    là-bas
                                                  • kwasna_cytryna Re: zabierz mnie 19.12.02, 18:08

                                                    Zabierz mnie stąd
                                                    Tam gdzie nie ma krzyku
                                                    Tam gdzie nie będzie zła
                                                    Tam gdzie nie będzie modlitw o pokój
                                                    Bo nie będzie pojęcia: wojna.

                                                    Zabierz mnie stąd
                                                    Tu każdy po kimś płacze
                                                    Tu wspomnienie to ból i łzy
                                                    Tu każdy boi się samego siebie
                                                    I uczą dzieci: inny więc zły.

                                                    Zabierz mnie stąd
                                                    Wyjedźmy daleko
                                                    Gdzieś musi być lepszy świat!
                                                    Gdzieś gdzie zapytany zawsze odpowie:
                                                    �Nietolerancja? � nie wiem, nie znam�.



                                                    Maja
                                                    19.10.2002 Kraków
                                                  • Gość: Ewa Re: zabierz mnie IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 22:19
                                                    Krakow i Francja
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.02, 23:11
                                                    Pendant toute la durée de ma vie, les oiseaux me sont apparus en tant que
                                                    voisins, invités de passage ou symboles spécifiques du pays oû je me trouvais à
                                                    l'époque.
                                                    Ma première découverte de la nature et des oiseaux a eu lieu dans les montagnes
                                                    du sud de mon pays natal. Elle a été marquée par l'arrivée saisonnière des
                                                    hirondelles.
                                                    Durant cinq ans,à chauqe printemps, tout d'abord un couple d'adultes venaient
                                                    en même temps que les rayons solaires plus chauds et plus clairs.Les deux
                                                    arrivants allaient et venaient, au début pour la construction du nid, et plus
                                                    tard, pour la réparation. Puis ils s'installaient pour faire partie de notre
                                                    univers quotidien. ..........
                                                  • kwasna_cytryna Re: extrait l'ombre d'or 19.12.02, 23:28
                                                    Jadis
                                                    rempli d'oiseaux
                                                    je quittais parfois la terre
                                                    dans mes veines coulait du ciel bleu
                                                    je volais jusqu'au fond de l'azur
                                                    je fixais de si près la Lumière
                                                    qu'à mon retour
                                                    dans ma figure brillaient deux soleils
                                                    c'était le temps merveilleux
                                                    de mon enfance aux très grands yeux

                                                    Pierre Chatillon
                                                  • Gość: Ewa Re:Leda and the Swan IP: *.abo.wanadoo.fr 20.12.02, 15:02
                                                    A sudden blow: the great wings deating still
                                                    Above thz staggering girl, her thinhs caressed
                                                    By the dark webs, her nape caught in his bill,
                                                    He holds her helpess breast upon his breast.

                                                    How can those terrfied vague fingers push
                                                    The feathered glory from her loosening things,
                                                    And how can boby, laid in that hite rush,
                                                    But feel the strange heart beating where it lies?

                                                    A shudderin the loins engenders there
                                                    The broken wall, the burning roof and tower
                                                    And Agamemnon dead
                                                    Being so caught up,
                                                    So mastered by the brute blood of the air,
                                                    Did she put his knowledge with his power
                                                    before the indifferent beak could let her drop?

                                                    W.B. Yeats
                                                  • kwasna_cytryna Re:"Faust" 20.12.02, 16:06
                                                    The Sun himself is gold of purest ray ;
                                                    The herald, Mercury, serves for love and pay ;
                                                    Dame Venus has bewitched you all, for she,
                                                    Early and late, looks on you lovingly ;
                                                    Chaste Luna has her whims, no two alike ;
                                                    Mars threatens you, although he may not strike ;
                                                    And Jupiter is still the splendid star.
                                                    Saturn is great, though seemingly small and far ;
                                                    As metal, him we don't much venerate,
                                                    Of value slight, though heavy in his weight.
                                                    Now, when of Sol and Luna unions had --
                                                    Silver with gold--then is the world made glad;
                                                    All else, with them, is easy to attain --
                                                    Palaces, gardens, cheeks of rosy stain.

                                                    Johann Wolfgang von Goethe
                                                  • Gość: Ewa Re:'Counting the numbers IP: *.abo.wanadoo.fr 20.12.02, 22:52
                                                  • Gość: Ewa Re:Counting the numbers IP: *.abo.wanadoo.fr 20.12.02, 22:56
                                                    Whow much it is
                                                    one hundred forty forth
                                                    shield
                                                    sto.
                                                    I don't know.

                                                    Perhaps sixty eight
                                                    is wright?

                                                    Je ne sais pas
                                                    God le sait
                                                    perhaps
                                                  • Gość: Ewa Re:'fragment tekstu' IP: *.abo.wanadoo.fr 20.12.02, 23:11
                                                    La légende la plus répandue dans l'art est probablement celle des amours entre
                                                    Léda et Zeus qui, ce dernier voulant rester incognito, preneit la forme d'un
                                                    cygne. Ce mythe fut cité par Euripide, Lucien et Apollodre dans leurs écrits.
                                                    La première réalisation sculptée sur ce thème eut lieu au IV° siècle av.J.C par
                                                    Timothéos. Puis elle a été vue sur des vases attiques, reliefs, lampes, camées,
                                                    peitures murales et plus tard sur des sarcophages romains. L'arrivéé du
                                                    christianisme a jeté dans l'oubli pour quelques siècles le mythe des avantures
                                                    amoureuses entre la femme et son amant-oiseau.La légende a revécu à la
                                                    Renaissance. Plusieurs objets d'art furent utilisés pour exprimer la fable et
                                                    son symbolisme érotique. Ceux de grand talent ont laissé des oeuvres
                                                    remarquable. Parmi eux, il faut citer Michel-Ange et Léonard de Vinci.;;;;;;;;;
                                                  • kwasna_cytryna Re: fragment "Polska Mitologia Narodowa" 20.12.02, 23:20
                                                    Wszyscy potrzebujemy mitów. I jednostki, i narody. Mity to uproszczone
                                                    przekonania, które nie muszą być oparte na faktach, ale zapewniają nam poczucie
                                                    przynależności: dają nam świadomość początków, poczucie tożsamości i celu. Choć
                                                    są ewidentnie subiektywne, to często mają większą siłę sprawczą niż obiektywna
                                                    prawda - prawda bowiem bywa bolesna.

                                                    Niektóre narody mają większą potrzebę mitów. Narody imperialne wymyślają mity
                                                    po to, by uzasadnić panowanie nad innymi narodami. Narody podbite wymyślają
                                                    mity po to, aby usprawiedliwić swoje klęski i wykrzesać siłę potrzebną do
                                                    przetrwania. Polska należała zapewne do tej drugiej kategorii, gdyż polityczne
                                                    przeciwności, których konsekwencje dotknęły wiele pokoleń, wytworzyły nader
                                                    mitogenną atmosferę intelektualną. Polska kultura, a w szczególności
                                                    literatura, sztuki piękne i historiografia, zawiera mnóstwo przykładów prymatu
                                                    narodowej wyobraźni nad realizmem.

                                                    Żartobliwym potwierdzeniem takiego punktu widzenia może być fakt, iż polski
                                                    odpowiednik słowa myth - "mit" - jest wymawiany jak angielskie słowo meat,
                                                    czyli "mięso". W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy brakowało
                                                    żywności, Polacy stali godzinami w kolejkach, żeby kupić podstawowe produkty, i
                                                    zabijali czas, opowiadając dowcipy. Jeden z przytaczanych wówczas żartów
                                                    zawierał pytanie: "Jakie słowo ma taką samą wymowę i znaczenie po polsku i po
                                                    angielsku?" Odpowiedź brzmiała oczywiście: "mit".


                                                    Norman Davies
                                                  • Gość: Ewa Re: Piosenka IP: *.abo.wanadoo.fr 20.12.02, 14:50
                                                    Ma France,
                                                    Ma Atlantide,
                                                    l'Andromede
                                                    et lésperance

                                                    Sur le cortege
                                                    du monde
                                                    tu serais
                                                    toujours féconde

                                                    Avec mes
                                                    milimmes
                                                    souvenirs
                                                    les sombres
                                                    et les meilleurs

                                                    Je chante pour
                                                    toi,
                                                    pour toi
                                                  • Gość: Ewa Re: Nie moge IP: *.abo.wanadoo.fr 21.12.02, 16:32
                                                    Nie moge z Toba
                                                    oplatkiem sie podzielic.
                                                    Przyjaciolka wyslala,
                                                    poczta nie dotarla.

                                                    Nie moge Ci zyczen
                                                    zlozyc
                                                    bo jestes daleko
                                                    w przestworzach.

                                                    Nie moge z Toba
                                                    zasiasc do stolu,
                                                    dwanascie potraw
                                                    zjesc,
                                                    prazent pod choinke
                                                    Ci dac,

                                                    Moge, tylko moge
                                                    Ci o tym
                                                    napisac
                                                  • Gość: Ewa Re:Zwierzenie IP: *.abo.wanadoo.fr 21.12.02, 16:47
                                                    I was so happy,
                                                    I have the tears in
                                                    my eyes
                                                    because I had a child
                                                    into my arms

                                                    The true friend,
                                                    a secret love
                                                    given shis child
                                                    to my arms

                                                    The true friend
                                                    the secret love
                                                    the best prezent
                                                    for Merry Christmas
                                                  • Gość: Ewa Re: LARME) IP: *.abo.wanadoo.fr 21.12.02, 19:45
                                                    Loin des oiseaux, des troupeaux, des villageoies,
                                                    Je buvais , accroupi dans quelque bruyère
                                                    Entourée de tendres bois de noiseters,
                                                    Par un brouillard d'apres-midi tiède et vert.

                                                    Que pouvais-je boire cette jeune Oise,
                                                    Ormeaux sans voix, gazon sans fleurs, ciel couvert?
                                                    Que tirais-je à la gourde de colocase?
                                                    Quelque liqueur d'or, fade et qui fait suer.

                                                    .....
                                                    A. Rimbaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: Dimanches 21.12.02, 21:05

                                                    HAMLET : Have you a daughter ?
                                                    POLONIUS : I have, my lord.
                                                    HAMLET : Let her not walk i' the sun ;
                                                    conception is a blessing ; but not as your daughter may conceive.


                                                    Le ciel pleut sans but, sans que rien l'émeuve,
                                                    Il pleut, il pleut, bergère ! sur le fleuve...
                                                    Le fleuve a son repos dominical ;
                                                    Pas un chaland, en amont, en aval.

                                                    Les Vêpres carillonnent sur la ville,
                                                    Les berges sont désertes, sans idylles.

                                                    Passe un pensionnat (ô pauvres chairs ! )
                                                    Plusieurs ont déjà leurs manchons d'hiver

                                                    Une qui n'a ni manchon, ni fourrures
                                                    Fait, tout en gris, une pauvre figure.

                                                    Et la voilà qui s'échappe des rangs,
                                                    Et court ! Ô mon Dieu, qu'est-ce qu'il lui prend

                                                    Et elle va se jeter dans le fleuve.
                                                    Pas un batelier, pas un chien Terr' Neuve.

                                                    Le crépuscule vient; le petit port
                                                    Allume ses feux. (Ah ! connu, l'décor ! )

                                                    La pluie continue à mouiller le fleuve,
                                                    Le ciel pleut sans but, sans que rien l'émeuve.

                                                    Jules Laforgue
                                                  • kwasna_cytryna Re: Noel 21.12.02, 21:34
                                                    Un renne pour le Pčre Noël

                                                    Ce que Rennie le renne souhaitait le plus au monde, c'était d'etre choisi pour
                                                    tirer le traîneau du Pčre Noël. Rennie vivait chez des Lapons charmants qui le
                                                    soignaient bien. C'était lui qui emmenait les enfants a l'école. On avait
                                                    confiance en Rennie. Un jour, son ami Ricka lui dit que le Pčre Noël, chaque
                                                    année, choisissait deux rennes pour tirer son traîneau.
                                                    " Comment les choisit-il ? demanda Rennie
                                                    - Il prend les deux rennes qui ont été les plus gentils avec les enfants
                                                    pendant l'année.
                                                    - Je m'occupe beaucoup de Pelle et d'Ulla, dit Rennie. Je fais trčs attention
                                                    en tirant leur traîneau.
                                                    - Eh bien, tu as des chances, alors! Dit Ricka. Tâche de te faire remarquer
                                                    samedi prochain. Ce sera ce jour-lŕ que le Pčre Noël fera son choix. "
                                                    Le samedi matin, Rennie s'éveilla trčs tôt. Il lustra ses bois contre sa stalle
                                                    et frotta ses sabots. Il se lécha les pattes et s'apprętait ŕ partir ŕ la
                                                    recherche du Pčre Noël, quand son maître entra. " J'ai du travail pour toi.,
                                                    aujourd'hui, Rennie , lui dit-il. Les enfants sont invités ŕ un goűter. C'est
                                                    toi qui les emmčneras.
                                                    -Je vais manquer le Pčre Noël se dit Rennie avec tristesse.
                                                    Il eut envie de refuser, mais il ne voulait pas faire de peine aux enfants et,
                                                    finalement, il ne dit rien. Le pčre d'Ulla et de Pelle l'attela au traîneau et
                                                    les petites filles s'y installčrent, emmitouflées dans leurs manteaux de
                                                    fourrure et leurs capuchons.
                                                    Ils revinrent trčs tard. Ricka attendait son ami au clair de lune.
                                                    " Eh bien, soupira Rennie, je suppose que le Pčre Noël est venu et qu'il est
                                                    reparti.
                                                    - Oui, dit Ricka. Mais il a fait son choix et c'est nous qu'il a choisis, toi
                                                    et moi! Je lui ai expliqué pourquoi tu n'étais pas, lŕ et il a compris que tu
                                                    aimais beaucoup les enfants.
                                                    - Quel bonheur! s'écria joyeusement Rennie. Oh! Ricka, ce sera notre plus beau
                                                    Noël! "
                                                  • Gość: Ewa Re: Haiku IP: *.abo.wanadoo.fr 22.12.02, 14:46
                                                    Avec pour seul chapeau
                                                    la lune
                                                    Je voudrais tant partir
                                                    Ciel du voyage


                                                    Tagami Kikusha

                                                    Quatre jours et quatre nuits
                                                    Ce n'est pas infini

                                                    Joyeux Noêl
                                                    Wszystkiego dobrego na swieta
                                                    Bozego narodzenia
                                                    Merry Christmas

                                                    P.S. Keep Smierc Kochankow please, I can't loss You
                                                    ****e
                                                  • kwasna_cytryna Re: Haiku 22.12.02, 15:50
                                                    The snow is waiting,
                                                    I am waiting for new friends,
                                                    Dreaming of the Games!
                                                    Yoshiko Yamaura -
                                                    Komoro City
                                                    Le bouddha en pierre
                                                    Avec son chapeau de neige,
                                                    Que veut-il me dire ?
                                                    Mitsu Kanazawa - Ueda

                                                    Being together,
                                                    The coldness of the snow
                                                    Changes into warmth.
                                                    Miyo Hasegawa -
                                                    Toyoshina City
                                                    Le champion échange
                                                    Un sourire furtif avec
                                                    Le bonhomme de neige !
                                                    Kikuko Kaneko -
                                                    Nagano



                                                    Issa Kobayashi, the famous master of haiku, was born and lived in Nagano about
                                                    two centuries ago. He is still world-renowned for his haiku, poems of three
                                                    verses with five, seven, and then five syllables.
                                                    People around the world still compose haiku, which are used sometimes as
                                                    greetings on special occasions.
                                                    In honor of the Nagano Olympic Games residents of Nagano have written 1.600
                                                    haiku. The one hundred haiku were printed on 7,500 small flags to decorate
                                                    local shops, information centers, and other business's during the Olympic and
                                                    Paralympic Games.

                                                    On ne cesse pas notre plasir ...:-))))

                                                    Joyeux Noel :-)))
                                                  • Gość: Ewa Re: Carnet de voyage, jour 1° IP: *.abo.wanadoo.fr 27.12.02, 19:28
                                                    A propos la meatologie

                                                    Imagines tu
                                                    que j'ai un manteau
                                                    bouffé par les mits.
                                                    Pour y se debarasser
                                                    mon compagnon a dit:
                                                    lui:il faut étudier
                                                    la vie des mits
                                                    moi: cela veut dire
                                                    la mythologie

                                                    Psiakrew, j'ai dit
                                                    en polonais
                                                    parceque j'ai oublie
                                                    comment on dit les mits:
                                                    karaluchy, nietoperze
                                                    ou scolopendre
                                                    nie pamietam.

                                                    Ratunku!
                                                    mon manteau
                                                    est foutu
                                                    à cause des mythes.
                                                  • Gość: Ewa Re: Carnet de voyage, jour 5° IP: *.abo.wanadoo.fr 27.12.02, 20:56
                                                    Tristan und Isolde (Richard wagner)

                                                    Act Three

                                                    Scene one


                                                    Kurwenal Ha!
                                                    Tristian Where am I?
                                                    Kurwenal Ha, that voice! His voice!
                                                    Tristian, my lord! My hero§ Tristian!
                                                    Tristian Who is calling me?
                                                  • kwasna_cytryna Re: Bądź... 27.12.02, 22:04

                                                    Kiedy czasem sił nie starcza
                                                    na spokojne snu wołanie,
                                                    Kiedy trwoga serca
                                                    budzi mnie nad ranem,
                                                    Bądź jasnym światłem
                                                    w mym tunelu
                                                    wszystkich dni.

                                                    Gdy łagodnym brzmieniem
                                                    głosu swego
                                                    stajesz sie we mnie
                                                    dnia każdego,
                                                    Bądź wiarą i nadzieją
                                                    w mym tunelu
                                                    wszystkich zwątpień.

                                                    Gdy w ogrodzie dzikim
                                                    moich marzeń
                                                    zagubiona szukam
                                                    zapomnianych dawno
                                                    kwiatów doznań,
                                                    Bądz cierpliwym ogrodnikiem
                                                    w mym tunelu
                                                    wszystkich spelnień

                                                    Grażyna Bednarski
                                                  • kwasna_cytryna Re: Izolda 27.12.02, 22:06
                                                    Kiedy Izolda umierała - Tristan pochylał się nad
                                                    szpitalnym łóżkiem - ręką miękką i chłodną doty-
                                                    kał rozpalonego czoła. Podawał oddech - z włas-
                                                    nych ust - i piła Izolda życie z oddechu kochanka.
                                                    Podtrzymywał jej osuwającą się głowę, wąskie
                                                    szczupłe plecy. - Obojczyki wychudłe podnosiły
                                                    się spiesznie, aby nadążyć za oddechem. Serce biło
                                                    prędko, nierówno. Izolda zaciskała palce wokół ręki
                                                    Tristana.
                                                    Przemów do mnie - prosiła - chcę słyszeć twój
                                                    głos - jeszcze mogę słyszeć - mówiła.
                                                    Milczał Tristan - i umarła ślepa Izolda przyciskając
                                                    usta do rąk kochanka.
                                                    Które miękkie były i chłodne.


                                                    H. Poświatowska
                                                  • Gość: Ewa Re: Mal adressé IP: *.abo.wanadoo.fr 28.12.02, 08:18
                                                    Mon coeur meurt
                                                    Quand je trouve
                                                    chez roi un desert
                                                    quand tu ne vois pas
                                                    mes messages,
                                                    quand tu répousse
                                                    mes caresses,
                                                    Quand tu jette
                                                    un petit symbole
                                                    qui vient pour
                                                    toi
                                                    de ciel
                                                    et quand je te offre
                                                    moi
                                                    même

                                                    grudzien 2001
                                                  • Gość: Ewa Re:Carnet de voyage jour 2° IP: *.abo.wanadoo.fr 28.12.02, 08:28
                                                    Le merveilleux jour de Noël
                                                    je suis alle avec deux petits
                                                    copins
                                                    au thêatre
                                                    pamietam, pamietam

                                                    Les contes etaitent belles, moral:
                                                    cherchez vos interieures
                                                    pamietam, pamietam

                                                    Le jour après la mort
                                                    de mon la plus
                                                    proche
                                                    j'ai ramené deux petites
                                                    filles
                                                    au thêatre
                                                    pamietam, pamietam

                                                    Et le jour de ce merveilleux Noël
                                                    j'ai pleure au thêatre
                                                    parceque
                                                    pamietam, pamietam
                                                  • kwasna_cytryna Re: Je te donne ces vers... 28.12.02, 08:31
                                                    Je te donne ces vers...
                                                    Je te donne ces vers afin que si mon nom
                                                    Aborde heureusement aux époques lointaines,
                                                    Et fait rêver un soir les cervelles humaines,
                                                    Vaisseau favorisé par un grand aquilon,

                                                    Ta mémoire, pareille aux fables incertaines,
                                                    Fatigue le lecteur ainsi qu'un tympanon,
                                                    Et par un fraternel et mystique chaînon
                                                    Reste comme pendue à mes rimes hautaines ;

                                                    Etre maudit à qui, de l'abîme profond
                                                    Jusqu'au plus haut du ciel, rien, hors moi, ne répond !
                                                    - Ô toi qui, comme une ombre à la trace éphémère,

                                                    Foules d'un pied léger et d'un regard serein
                                                    Les stupides mortels qui t'ont jugée amère,
                                                    Statue aux yeux de jais, grand ange au front d'airain !

                                                    Charles Baudelaire
                                                  • Gość: Ewa Re: Carnet de voyage jour 3° IP: *.abo.wanadoo.fr 28.12.02, 17:24
                                                    Parmi les enfants

                                                    Parmi les enfants
                                                    je suis un enfant
                                                    je suis comme eux

                                                    les jouettes et les jeux
                                                    c'est bien
                                                    mais, l'imagination
                                                    la meilleure
                                                  • kwasna_cytryna Re: Dziecię Europy 28.12.02, 19:23
                                                    Szanuj nabyte umiejętności, o dziecię Europy.
                                                    Dziedzicu gotyckich katedr, barokowych kościołów
                                                    I synagog w których rozbrzmiewał płacz krzywdzonego ludu,

                                                    Dziedzicu Kartezjusza i Spinozy, spadkobierco słowa "honor",
                                                    Pogrobowcze Leonidasów,
                                                    Szanuj umiejętności nabyte w godzinie grozy.

                                                    Umysł masz wyćwiczony, umiejący rozpoznać natychmiast
                                                    Złe i dobre strony każdej rzeczy.
                                                    Umysł masz sceptyczny a wytworny, dający uciechy
                                                    O jakich nic nie wiedzą prymitywne ludy.

                                                    Tym umysłem wiedziony, rozpoznasz natychmiast

                                                    Słuszność rad których udzielamy.
                                                    Niech dnia słodycz przenika do płuc.
                                                    Po to mądre a ścisłe przepisy.


                                                    Czesław Miłosz
                                                  • Gość: Ewa Re: Mémoire IP: *.abo.wanadoo.fr 28.12.02, 22:36
                                                    1

                                                    L'eau claire; comme le sel des larmes d'enfance,
                                                    L'assaut au soleil des blancheurs des corps de femmes;
                                                    la soi, en foule et lys pur, des orillammes
                                                    sous les murs dont quelque pucelle eut la défense;

                                                    L'ébat des anges;-Non...le courant d'or en marche,
                                                    meut ses bras, noires, et lourds, et frais surtout, d'herbe.
                                                    Elle
                                                    sombre, ayant le Ciel bleu pour ciel de lit, appelle
                                                    pour rideaux l'ombre de la colline et de l'arche. A. Rimbaud
                                                  • Gość: Ewa Re: Carnet de vojage jour 4° IP: *.abo.wanadoo.fr 29.12.02, 09:26
                                                    Promenade dans les Alpilles

                                                    Le massif des Alpilles
                                                    protege contre le fort
                                                    soufflement du Mistral.

                                                    La promenade durant le Noël
                                                    a montré ces formes
                                                    simples et rectangulaires.

                                                    Un peu plevait,
                                                    le vent soufflait.
                                                    La promenade dans
                                                    le massif des Alpilles
                                                    en Provence
                                                    begnait dans la joie
                                                    de beaux paysage.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Carnet de vojage jour 4° 29.12.02, 09:56
                                                    Na polnocy scial mroz
                                                    z nieba spadl wielki woz
                                                    przykryl drogi pola i lasy
                                                    mysli zmarzly na lod
                                                    dobre sny zmorzyl glod
                                                    lecz przynajmniej sie mozna przestraszyc

                                                    na poludniu juz skwar
                                                    miekki puch z nieba zdarl
                                                    kruchy pejzaz na piasek przepalil
                                                    jak upalnie moj boze
                                                    lecz przynajmniej byc moze
                                                    wreczcie bysmy sie tam zakochali

                                                    a w Krakowie na Brackiej pada deszcz
                                                    gdy koniecznosc istnienia trudna jest do zniesienia
                                                    w korytarzy i kuchni pada tez
                                                    przyklejony do sciany zwijam mokre dywany
                                                    nie od deszczu morke lecz od lez

                                                    na zachodzie juz noc
                                                    wciagasz glowe pod koc
                                                    raz zasypiasz i sprawa jest czysta
                                                    dlonie zaplec i zloz
                                                    nie obudzisz sie juz
                                                    lecz przynajmniej raz mozesz sie wyspac

                                                    jesli wrazen cie glod
                                                    zagna kiedys na wschod
                                                    nie za dlugo tam chyba wytrzymasz
                                                    lecz na wschodzie przynajmniej
                                                    zycie plynie zwyczajnie
                                                    slonce wschodzi i dzien sie zaczyna

                                                    a w Krakowie na Brackiej pada deszcz
                                                    przemeczony i senny zlew przecieka kuchenny
                                                    kaloryfer jak mysz sie poci tez
                                                    z gory na dol kaluze przeplywaja po sznurze
                                                    nie od deszczu mokrym lecz od lez

                                                    bo w Krakowie na Brackiej pada deszcz
                                                    gdy zagadka istnienia zmusza mnie do myslenia
                                                    w korytarzu i w kuchni pada tez
                                                    przyklejony do sciany zwijam morke dywany
                                                    nie od deszczu morke lecz od lez

                                                    bo w Krakowie na Brackiej pada deszcz
                                                    bo w Krakowie na Brackiej pada
                                                    pada deszcz
                                                    pada deszcz


                                                    - Grzegorz Turnau
                                                  • Gość: Ewa Re: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 29.12.02, 12:51
                                                    Tryptique de Jerôme Bosch

                                                    The tree of good and wrong things
                                                    of Jerôme Bosch
                                                    Adam et Eve
                                                    comme il se doit sont nus.
                                                    Il y a l'enfer et le paradis,
                                                    les souplices enfernales sans
                                                    la pitié,
                                                    l'arbre de bien et du mal
                                                    fait l'objet central
                                                    de magnifique tryptique
                                                    sur le christianisme
                                                    de Jerôme Bosch
                                                    de Jerôme Bosch.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Musee des Beaux Arts 29.12.02, 20:39
                                                    About suffering they were never wrong,
                                                    The Old Masters: how well they understood
                                                    Its human position: how it takes place
                                                    While someone else is eating or opening a window or just walking dully along;
                                                    How, when the aged are reverently, passionately waiting
                                                    For the miraculous birth, there must always be
                                                    Children who did not specially want it to happen, skating
                                                    On a pond at the edge of the wood:
                                                    They never forgot
                                                    That even the dreadful martyrdom must run its course
                                                    Anyhow in a corner, some untidy spot
                                                    Where the dogs go on with their doggy life, and the torturer's horse
                                                    Scratches its innocent behind on a tree.
                                                    In Bruegel's Icarus, for instance: how everything turns away
                                                    Quite leisurely from the disaster; the ploughman may
                                                    Have heard the splash, the forsaken cry,
                                                    But for him it was not an important failure; the sun shone
                                                    As it had to on the white legs disappearing into the green
                                                    Water; and the expensive, delicate ship that must have seen
                                                    Something amazing, a boy falling out of the sky,
                                                    Had somewhere to get to and sailed calmly on.

                                                    By: W.H. Auden
                                                  • Gość: Ewa Re: Na czym ostatnio stanelismy IP: *.abo.wanadoo.fr 29.12.02, 22:41
                                                    Flamenco!
                                                    gitara gra
                                                    tram, tram tram,
                                                    flamenco, oole!

                                                    Obcasy stukaja
                                                    tancerz sie gnie
                                                    le corps et la tête
                                                    travaillent
                                                    oole!

                                                    the song vibrant,
                                                    la voix rauque
                                                    obcasy stukaja
                                                    oole, oole!
                                                  • kwasna_cytryna Re: cygański czardasz 29.12.02, 23:42
                                                    Magia czardasza,
                                                    cyganskiego konwoju,
                                                    i skrzypek kwilenia,
                                                    cyganskiego stroju,...

                                                    ....dwa cudne warkocze
                                                    w tancu falujace
                                                    i oczy czarne
                                                    radoscia sie mieniace.

                                                    Gibkosc w tancu jej ciala
                                                    i jej smiech perlisty,
                                                    i rytm czardasza,
                                                    ten taniec ognisty.

                                                    Biel zebow w usmiechu,
                                                    sniada skora jej twarzy,
                                                    finezja jej tanca,...

                                                    z czym wszystko sie kojarzy?

                                                    Z taborem cyganskim,
                                                    ze slonca zachodem,
                                                    z wrozba cyganska,
                                                    z cyganskim korowodem
                                                  • Gość: Ewa Re: Prisonnieur IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 14:22
                                                    Prisonnieur de mon corps
                                                    je voudrai devenir le vent.
                                                    Partir par le fênetre ouverte
                                                    ou au mieux
                                                    fermé.
                                                    S'installer sur une
                                                    branche d'arbre
                                                    et observer
                                                    comment mon amie
                                                    ouvre avec les clefs
                                                    des portes.
                                                    Puis aller contre
                                                    le vol des oiseaux
                                                    car parfois eux
                                                    donnent ces forces
                                                    contre le vent.

                                                    Plus libre que
                                                    oisaux
                                                    est que
                                                    le vent. decembre 2001
                                                  • kwasna_cytryna Re: Nazwij mnie 30.12.02, 17:56
                                                    Nazwij mnie rzeką, jeśli płynąć chcesz,
                                                    Nazwij mnie drogą, jeśli iść,
                                                    Nazwij mnie echem tęsknoty swej
                                                    By na włóczęgę z domu wyjść

                                                    Nazwij mnie deszczem jeśli schowasz się
                                                    Nazwij mnie ciszą jesiennych Tatr
                                                    Nazwij gitarą jeśli śpiewać chcesz
                                                    I Majstrem Biedą, gdy mnie kradnie wiatr

                                                    Nazwij mnie nocą, jeśli marzyć chcesz
                                                    Nazwij mnie wiatrem, jeśli biec
                                                    Nazwij mnie słońcem i plecak bierz
                                                    Nazwij wędrówką do ludzkich serc

                                                    Nazwij mnie Ewą, jeśli kochać chcesz
                                                    Nazwij mnie chlebem jeśli jeść
                                                    Nazwij mnie ogniem i rozpal mnie
                                                    I abym trwał dorzuć drew
                                                  • Gość: Ewa Re: Male marzenie IP: *.abo.wanadoo.fr 30.12.02, 22:51
                                                    Male marzenie
                                                    przewaznie przychodzi
                                                    do mnie noca.
                                                    Wstaje,
                                                    szukam piora
                                                    i pisze;

                                                    O tym ze
                                                    nadewszystko
                                                    miloscia trzeba
                                                    zyc

                                                    o blekicie
                                                    nieba
                                                    w upalne
                                                    dni,
                                                    o skrawku wody
                                                    dla ochlody,
                                                    o przemijaniu
                                                    i apel o niezabijanie.

                                                    Male marzenie
                                                    przewaznie przychodzi
                                                    do mnie noca
                                                    zamiast o wielkich
                                                    snic.
                                                  • kwasna_cytryna Re:moj smutek ... 30.12.02, 23:24
                                                    Моя печаль теперь спокойна…

                                                    Моя печаль теперь спокойна,
                                                    И с каждым годом всё ясней
                                                    Я вижу даль, где прежде знойнo
                                                    Синела дымка летних дней…

                                                    Так в тишине приморской вилли
                                                    Слышнее осенью прибой
                                                    Подобный голосу Сибилли
                                                    Бесстрастной мудрой и слепой.

                                                    Taк на заре в степи широкой
                                                    Слышнее колокол вдали,
                                                    Спокойный, вещнй и далекий
                                                    От мелких горестей земли.

                                                    Mój smutek już się uspokoił…

                                                    Mój smutek już się uspokoił,
                                                    Co roku lepiej poprzez łzy
                                                    Dal widzę, gdzie się snuł powoli
                                                    Obłoczek w skwarne, letnie dni…

                                                    I w ciszy ścian nadmorskiej willi
                                                    Wyraźniej słyszę bicie fal,
                                                    Co zda się brzmieć jak głos Sybilli,
                                                    Choć mądry – zimny niczym stal.

                                                    I w brzasku dnia w szerokim stepie
                                                    Wyraźniej słyszę w dali dzwon,
                                                    Spokojny, wieszczy i daleki,
                                                    Bo z nie znających zmartwień stron.


                                                    Iwan Bunin
                                                  • Gość: Ewa ReWyobraz sobie... IP: *.abo.wanadoo.fr 31.12.02, 17:30
                                                    Wyobraz sobie ze
                                                    pour reveilloner
                                                    je suis alle au Musée d'Orsay.
                                                    Expo.: Velasques, Goya, Manet
                                                    je suis époustouflée,
                                                    je ne sais pas quoi dire.
                                                    Puis j'ai visité
                                                    des galeries
                                                    des libreries
                                                    et j'ai acheté le soleil
                                                    pour l'accrocher audessus
                                                    ma gravure
                                                    la victoire
                                                    si j'arrive
                                                    d'en faire
                                                    bien

                                                    recenzja
                                                    Czerwone wino

                                                    Bardzo wczesnie jest jesien. Coraz czesciej slonce
                                                    Za jezioro z olowiu w drzace spada trzciny
                                                    Dzien jest po to, by sennie plynely godziny,
                                                    A wieczor, by ogledac gwiazdy spadajace.

                                                    Renoir chyba w sadzie pomalowal sliwy,
                                                    Tak ich skorka zielona, a brzegiem liliowa,
                                                    I wszystko tu cos znaczy, tylko brak nam slowa.
                                                    Ach! jak tu odpowiedziec czy jestem szczesliwy?

                                                    Jak nurek schodzi w mroki tajemniczych glebin,
                                                    Gdzie sie przepych koralu bogato rozpina,
                                                    Tak ja wypijam wzrokiem czerwonosc jarzebin,
                                                    Lub probuje wargami czerwonego wina.

                                                    Jan Lechon
                                                  • kwasna_cytryna Toile à histoire 31.12.02, 17:46
                                                    peindre mes sentiments
                                                    petit gris numéro deux

                                                    Primitive ou Impressioniste
                                                    ne rien perdre de ma mémoire
                                                    toile vierge qui attend les couleurs
                                                    lit blanc ouvert en grand
                                                    expression plaintive
                                                    devant les couleurs amants

                                                    je presse le tube à histoire
                                                    l'instant veut savoir
                                                    si notre aventure est commune
                                                    vouloir

                                                    l'alchimie n'est pas dans le pigment
                                                    formules à couleurs
                                                    impalpable
                                                    elle est là cernée je suis
                                                    entre le blanc et ma peur

                                                    longuement cherchée inventée
                                                    sur le support juste posée
                                                    touches esquissées
                                                    ma recherche est jetée
                                                    pour mon corps et ma mémoire blanchir

                                                    Marie Melisou



                                                    P.S.
                                                    Moi, j'aime beacoup Alfred Sisley :-)))
                                                  • kwasna_cytryna Re: Minuit 31.12.02, 17:54
                                                    Minuit, heure douteuse
                                                    heure du crime?, je ne pense pas
                                                    heure de folie et d'espoir,
                                                    plus de craintes
                                                    tout recommence, les aiguilles
                                                    se remettent ŕ zéro,
                                                    nos esprits se reposent,
                                                    la vie reprend de belle pour
                                                    tirer une nouvelle leçon, ou
                                                    appliquer celle de la veille.
                                                    Minuit, heure de tout espoir
                                                    Aucun ręve n'est foli, la vie est
                                                    follie, je suis folle, folle de la
                                                    vie et de ce qu'elle m'apportera.
                                                    Minuit, heure de dormir et de
                                                    reprendre a zéro

                                                    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, pogody ducha, uśmiechu na twarzy i
                                                    spełnienia najskrytszych nawet marzeń :-)

                                                    Do zobaczenia ... za rok :-)))))))
                                                  • Gość: Ewa Re: Minuit IP: *.abo.wanadoo.fr 31.12.02, 18:50
                                                    Pour Sislay ja tez

                                                    Czego zyczyc na Nowy Rok?
                                                    Szczescia, zdrowia i powodzenia?
                                                    Czesto to powtarzamy.
                                                    Moze lepiej byloby odpowiedziec
                                                    na pytanie
                                                    Que ferez-vous alors?

                                                    Tout le bien
                                                    que je pourrai

                                                    Condorcet


                                                    Rowniez Wszystkiego najlepszego
                                                    z calego serca mojego
                                                    M
                                                  • Gość: Ewa Re Na Nowy Rok IP: *.abo.wanadoo.fr 01.01.03, 12:16
                                                    Zaczarowana dorozka
                                                    ;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
                                                    Allegro furioso alla polacca

                                                    Ale w knajpie dorozkarskiej,
                                                    rog Kpiarskiej i Kominiarskiej,
                                                    idzie walc zalany slon,
                                                    ogorki w slojach sie kisza,
                                                    wasy nad kuflami wisza,
                                                    bo w tych kuflach mila won.
                                                    I przemawia mistrz Onoszko
                                                    -Poki dorozka dorozka,
                                                    a kon koniem, dyszel dyszlem,
                                                    poki woda plynie w Wisle,
                                                    jak tutaj wszyscy jestescie,
                                                    zawsze bedzie w kazdym miescie,
                                                    zawsze bedzie chocby jedna,
                                                    chocby nie wiem jaka biedna:
                                                    ZACZAROWANA DOROZKA,
                                                    ZACZAROWANY DOROZKARZ,
                                                    ZACZAROWANY KON.

                                                    bien sur K.I. Galczynski

                                                    l'Inspiration
                                                    Un poéme bien écrit,
                                                    soit un texte ou un livre,
                                                    le paysage,
                                                    la musique,
                                                    un tableau,
                                                    le vécu
                                                    et sourtout
                                                    l'amour,
                                                    l'amour de la vie.

                                                  • Gość: Ewa Re: I am IP: *.abo.wanadoo.fr 01.01.03, 15:16
                                                    I am
                                                    as a bird.
                                                    I can to flay
                                                    where I want.
                                                    I sing, I flay,
                                                    I see
                                                    the landscape
                                                    infini.
                                                    My wings keep
                                                    me free,
                                                    I can to see
                                                    the tops of the trees
                                                    of the mauntains
                                                    and the sea.
                                                    I am going
                                                    into the clouds
                                                    into the space,
                                                    not my traces,
                                                    only my voice.
                                                    My way is my choice.
                                                    O1.1.2003
                                                  • kwasna_cytryna Re: Je suis 01.01.03, 17:05
                                                    Je suis
                                                    sable léger et dune mouvante
                                                    pluie d’été et averse folle
                                                    enfant apeurée et tigresse rugissante
                                                    couteau qui blesse et baume qui apaise
                                                    fleur qui éclot et tornade qui déboise

                                                    Je suis
                                                    table accueillante et lit défait
                                                    flamme qui éclaire et voile qui tamise
                                                    sourire innocent et morsure cruelle

                                                    Je suis
                                                    larmes, éclat de rire, amour et crainte
                                                    foule endiablée et désert de solitude
                                                    je suis femme.


                                                    Pascale Gisselbrecht
                                                  • kwasna_cytryna Re: Re Na Nowy Rok 01.01.03, 17:03
                                                    okryci snem,uspieni przez noc
                                                    przytuleni do marzen
                                                    w oczekiwaniu na usmiech poranka
                                                    budzimy nasze nadzieje na milosc
                                                    moze nadejdzie dzisiejsza poczta?
                                                  • Gość: Ewa Re: Lullaby IP: *.abo.wanadoo.fr 01.01.03, 18:02
                                                    Do you remember
                                                    I have wrote
                                                    a little poeme for you
                                                    when you have been young,
                                                    I've never forgotten.
                                                    I've seen you on the skay,
                                                    you,
                                                    you have been as a bird
                                                    between the glider
                                                    and me.
                                                    Don't forget-
                                                    all the time
                                                    I am thinkig
                                                    about you
                                                    my sweet heart.
                                                  • kwasna_cytryna Re: THE MONOLOGUE OF RAIN 01.01.03, 18:16
                                                    I can sit for hours and listen
                                                    to the monologue of rain,
                                                    although it says nothing to me.
                                                    It only brings sleepiness to my lonely heart
                                                    and takes me back to the days of long long ago.
                                                    Hundred years will pass,
                                                    and I'll be gone,
                                                    and so my world of memories,
                                                    just the rain will keep repeating
                                                    the same sad monologue of the bygone days.
                                                    Somebody else will take my place
                                                    and somebody else will listen
                                                    to the same melancholic monologue of rain.


                                                    Vladas Šlaitas
                                                  • Gość: Ewa Re: Romans IP: *.abo.wanadoo.fr 01.01.03, 18:27
                                                    Ksiezyc w niebie jak balabajka,
                                                    ach! za wstazke by go tak scagnac
                                                    i na serduszko-

                                                    bylaby piosenka bardzo nieziemska
                                                    o zakochanych az do szalenstwa,
                                                    nieludzko.

                                                    Jeszcze by mozna rzeka w oddali
                                                    i cien od dloni i won konwalii
                                                    dzika;

                                                    lawke przy murze, a mur przy sadzie
                                                    i taka droge, ktora prowadzi
                                                    donikad.

                                                    K.I. Galczynski
                                                  • kwasna_cytryna Re: Quietness 01.01.03, 18:52
                                                    Wewnątrz tej nowej miłości wygaśnij
                                                    Twoja droga rozpoczyna się po drugiej stronie.
                                                    Stań się niebem.
                                                    Rozbij młotem więzienny mur.
                                                    Wymknij się.
                                                    Wyjdź jak ktoś, kto nagle się narodził wewnątrz koloru.
                                                    Zrób to teraz.
                                                    Jesteś zasłonięty gęstą chmurą.
                                                    Przesuń się na tamtą stronę.
                                                    Wygaśnij.
                                                    I bądź cichy.
                                                    Spokój jest najpewniejszą oznaką, że wygasłeś.
                                                    Twoje stare życie będące zagorzałym pędem przyszło z milczenia.

                                                    Księżyc w pełni.
                                                    Wschodzi teraz bezgłośnie.

                                                    Rumi, tł. Nuria Zacharewicz
                                                  • Gość: Ewa Re: La boucle IP: *.abo.wanadoo.fr 01.01.03, 22:41
                                                    (fragment).....,le poète Simonide de Céos inspiré par les deux jumeaux
                                                    célestes, Castor ou Pollux( par l'un, ou les deux? si l'un, je ne sais pas
                                                    lequel, et il m'importerait assez de le savoir, puisque l'un est divin à
                                                    l'orgine, l'autre terrestre, avant leur union éternelle et sidérale en une
                                                    unique constellation, et, selon qu'on choisit l'un ou l'autre ou les deux
                                                    comme<saint(s) patron(s)< de la mémoire,.....

                                                    Jacques Roubaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: Lelum Polelum w mitologii słowiańskiej 01.01.03, 23:12
                                                    Bliźnięta są jednym z dwunastu gwiazdozbiorów pasa zodiakalnego. Słońce
                                                    przechodzi przez tę konstelację w czerwcu i lipcu. Gwiazdozbiór ten jest
                                                    symbolem wielkiej miłości braterskiej i jedności. Dwie jego gwiazdy wyobrażają
                                                    braci przyrodnich Kastora, syna króla Sparty Tynderausza i jego małżonki Ledy,
                                                    oraz Polideukesa syna Zeusa i Ledy. Ci dwaj najsłynniejsi po Herkulesie
                                                    bohaterowie doryccy wyróżniali się siłą, odwagą i miłością braterską. W czasie
                                                    jednej ze swoich przygód, kradzieży bydła w Arkadii, czym trudzili się królowie
                                                    w owych czasach, Kastor (śmiertelnik) został zabity. Nie mogąc umrzeć razem z
                                                    bratem, Polideukes przeklął swój los, który skazywał go jako syna boga na
                                                    nieśmiertelność. Gdy Zeusowi nie udało się uspokoić bohatera, dał mu do wyboru,
                                                    albo żyć w wiecznej młodości na Olimpie, alba wraz z bratem jeden dzień
                                                    przebywać w ciemnym królestwie Hadesa, a jeden dzień na Olimpie. Poldeukes z
                                                    radością przyjął tę drugą propozycję i tak, według Homera, bracia są na
                                                    przemian dzień martwi i dzień żywi. Ich sława przetrwała tysiąclecia i do dziś
                                                    widzimy obydwóch braci jako gwiazdy o nazwach przyjętych z łaciny: Castor i
                                                    Pollux. W lecie są one nad horyzontem w ciągu dnia, toteż ich nie widzimy,
                                                    bracia są martwi w podziemiach Hadesa. W zimie nadchodzi dla nich czas życia:
                                                    gwiazdy świecą na niebie nocnym w całej swej okazałości.


                                                    Noc
                                                    Miliony świateł
                                                    Milionów gwiazd
                                                    Miliony ludzi
                                                    W milionach domów
                                                    Miliony myśli
                                                    W milionach głów
                                                    Miliony szeptów
                                                    Z milionów ust

                                                    Miliony dotknięć
                                                    Milionów rąk
                                                    Miliony westchnięć
                                                    Milionów serc
                                                    Miliony modlitw
                                                    Milionów dusz
                                                    Miliony pragnień
                                                    Toną w ciemności...


                                                  • Gość: Ewa Re: Omnia mea me cum porto IP: *.abo.wanadoo.fr 02.01.03, 10:06
                                                    La vie n'est pas fait
                                                    pour la haine,
                                                    la jalousie,
                                                    ni la demonstration
                                                    injuste.
                                                    Seule justice
                                                    est tout genre
                                                    de respet
                                                    même si
                                                    nous n'arriverons pas

                                                    de suivre
                                                    les traces
                                                    parfois rapides,
                                                    parfois cachés
                                                    parce que tout simplement
                                                    ils sont
                                                    bien
                                                  • kwasna_cytryna Re: It's my life ... 02.01.03, 11:50
                                                    This ain't a song for the broken-hearted
                                                    No silent prayer for the faith-departed
                                                    I ain't gonna be just a face in the crowd
                                                    You're gonna hear my voice
                                                    When I shout it out loud
                                                    It's my life
                                                    It's now or never
                                                    I ain't gonna live forever
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    (it's my life)
                                                    My heart is like an open highway
                                                    Like frankie said I did it my way
                                                    I just wanna live while i'm alive
                                                    It's my life

                                                    This is for the ones who stood their ground
                                                    For tommy and gina who never backed down
                                                    Tomorrow's getting harder make no mistake
                                                    Luck ain't even lucky
                                                    Got to make your own breaks

                                                    It's my life
                                                    And it's now or never
                                                    I ain't gonna live forever
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    (it's my life)
                                                    My heart is like an open highway
                                                    Like frankie said I did it my way
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    cause it's my life

                                                    Better stand tall when they're calling you out
                                                    Don't bend, don't break, baby, don't back down

                                                    It's my life
                                                    And it's now or never
                                                    cause I ain't gonna live forever
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    (it's my life)
                                                    My heart is like an open highway
                                                    Like frankie said I did it my way
                                                    I just want to live while i'm alive

                                                    It's my life
                                                    And it's now or never
                                                    cause I ain't gonna live forever
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    (it's my life)
                                                    My heart is like an open highway
                                                    Like frankie said I did it my way
                                                    I just want to live while i'm alive
                                                    cause it's my life!

                                                    Bon Jovi
                                                  • Gość: Ewa Re: list... IP: *.abo.wanadoo.fr 02.01.03, 13:03
                                                    Cher Ami,
                                                    enfin j'ai trouvé
                                                    quelqu'un à qui
                                                    je peux tout dire,
                                                    ce que je pense ,
                                                    je desire,
                                                    il n'y a pas de
                                                    moquerie.
                                                    Tu comprends,
                                                    tu écoutes,
                                                    tu sais plaisanter
                                                    et même peut-être
                                                    tu aimes
                                                    quand je t'écris.
                                                    Tsssss, il y a plus-
                                                    un secret
                                                    pour nous deux.

                                                  • kwasna_cytryna Re: Przyjacielu, choć nawet imienia twego nie znam 02.01.03, 13:33
                                                    Mój przyjacielu! Choć nawet imienia twego nie znam, choć prawicy twej nie dane
                                                    było mi uścisnąć, przyjacielu...

                                                    Oto moje gratulacje dla Ciebie i tej Jedynej co cię poznała i poszła być może
                                                    nie wiedząc dokąd ale bez strachu; bo wiedziała, że idzie nie sama a droga
                                                    którą obrałeś i jej w słodkiej obietnicy życia złożyłeś, bezpieczną być musi. I
                                                    dlatego, że nie prosiłeś nic w zamian, gdy mi moją własną drogę - co przez
                                                    duszę mą biegnie - wskazałeś ja będę stał krok przed Wami i straż przednią będę
                                                    trzymał a gdy na horyzoncie odległym, tam na skraju drogi ujrzę wroga, tchu nie
                                                    szczędząc pójdę aby choć i krwią własną przejscie dla Was od łotra wykupić...
                                                  • Gość: Ewa Re: Neuf années de guerre IP: *.abo.wanadoo.fr 02.01.03, 14:51
                                                    "Le moment exact ou les Grecs envoyèrent des messages à Priam pour demander le
                                                    retour d'Hélène et des biens de Ménélas est controversé. Certains disent que ce
                                                    fut de suite après leur débarquement à Troi; d'autres que ce fut avant que
                                                    navires se fussent rassemlés à Aulis; mais il est généralement admis que la
                                                    délégation, comprenant Ménélas, Odysseus et Palamède partit de Ténédos. Et les
                                                    Troyens, qui étaient décidés à garder Hélène, les auraient tous tués, si
                                                    Anténor, dont ils étaient les hôtes, ne s'était opposé à ce crime scandaleux."

                                                    Robert Graves
                                                    Les mythes Grecs
                                                  • kwasna_cytryna Re: . Chwila w Troi 02.01.03, 16:20

                                                    Małe dziewczynki
                                                    chude i bez wiary,
                                                    że piegi zniknął z policzków,

                                                    nie zwracające niczyjej uwagi,
                                                    chodzące po powiekach świata,

                                                    podobne do tatusia albo do mamusi,
                                                    szczerze tym przerażone,

                                                    znad talerza,
                                                    znad książki,
                                                    sprzed lustra
                                                    porywane bywają w Troi.

                                                    W wielkich szatniach okamgnienia
                                                    przeobrażają się w piękne Heleny.

                                                    Wstępują po królewskich schodach
                                                    w szumie podziwu i długiego trenu.

                                                    Czują się lekkie. Wiedzą, że
                                                    piękność to wypoczynek,
                                                    że mowa sensu ust nabiera,
                                                    a gesty rzeźbią się same
                                                    w odniechceniu natchnionym.

                                                    Twarzyczki ich
                                                    warte oprawy posłów
                                                    dumnie sterczą na szyjach
                                                    godnych oblężenia.

                                                    Bruneci z filmów,
                                                    bracia koleżanek,
                                                    nauczyciel rysunków,
                                                    ach, polegną wszyscy.

                                                    Małe dziewczynki
                                                    z wieży uśmiechów
                                                    patrzą na katastrofę.

                                                    Małe dziewczynki
                                                    ręce załamują
                                                    w upadającym obłędzie obłudy.

                                                    Małe dziewczynki
                                                    na tle spustoszenia
                                                    w diademie płonącego miasta
                                                    z kolczykami lamentu powszechnego
                                                    w uszach.

                                                    Blade i bez jednej łzy.
                                                    Syte widoku. Tryumfalne.
                                                    Zasmucone tym tyko,
                                                    że trzeba powrócić.

                                                    Małe dziewczynki
                                                    powracające.
                                                  • Gość: Ewa Re: . Mala dziewczynka z Troi zagubiona na Krecie IP: *.abo.wanadoo.fr 02.01.03, 17:28
                                                    Whow to explain
                                                    the beauty of Kriti?
                                                    By the colors,
                                                    hospitality
                                                    and friendship?
                                                    Perhaps
                                                    also
                                                    by the chenging
                                                    perpetual of the light
                                                    and the tears
                                                    in my eyes
                                                    when
                                                    I am going
                                                    out.

                                                    2 styczen 2002-2 styczen 2003
                                                  • kwasna_cytryna Re: . odyseja 02.01.03, 21:18
                                                    Przybywszy nad brzeg morza łódź tam zostawioną
                                                    Spychamy najpierw z brzegu w boską otchłań słoną.
                                                    Maszt dźwignion już białymi odął się żaglami,
                                                    Więc owce na łódź bierzem, a nareszcie sami
                                                    Wsiadamy; zasmuceni lejem łzy żałoby.
                                                    Wtem od lądu na okręt nasz błękitnodzioby
                                                    Kirka wiatr nam nasłała; żagle już nadyma
                                                    Ten przewodnik żeglugi, jak lepszego nie ma.
                                                    Rączo też sprzęt zniesiony w nawie porządkujem
                                                    I zdani na wiatr dobry i ster, morze prujem
                                                    Pełnym żaglem; przez cały dzień szparko się płynie
                                                    Do zachodu, gdy szlaki wodne noc obwinie.
                                                    Tak dotarłszy do samych oceanu krańcy,
                                                    Widzim kraj.

                                                    Homer
                                                  • Gość: Ewa Re: . Quel temps il fait chez toi? IP: *.abo.wanadoo.fr 02.01.03, 23:04
                                                    Chaque fois que je sors, dans l'hiver du souvenir, de la chambre du gel aux
                                                    fleurs inverses sur la vitre; chaque fois que je sors, au présent, au présent
                                                    du passé( puisque le présent est le monde essentiel de la poésie, le mien,
                                                    puisque de tout poéme il faut dire: il est de <maintenent<), je trouve et vois
                                                    la neige;dehors est blanc; dehors est un jardin recouvert de neige, découvert à
                                                    la neige, une neige fraichement tombée, dans le silence de la nuit, comme une
                                                    surprise de la nuit, que rien encore, aucun pas, n'a pu brouiller, défricher,
                                                    vieillir; dahors dort sous un blanc manteau, sous de grands édrodons;blanc;
                                                    blanc d'un blanc qui n'est que cela: à ce blanc ne s'associe aucune idée de
                                                    froid, aucune rigeur: tout le gel est dedans, dans la chambre, sur la vitre;
                                                    mais le blanc du dehors est un blanc d'une douceur substantielle, calme; blanc
                                                    pur.

                                                    Jacques Roubaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: . Tombe la Neige 03.01.03, 00:15
                                                    Tombe la Neige



                                                    Tombe la neige.
                                                    Tu ne viendras pas ce soir
                                                    Tombe la neige.
                                                    Et mon coeur s'habille de noir.

                                                    Ce soyeux cortège,
                                                    Tout en larmes blanches.
                                                    L'oiseau sur la branche
                                                    Pleure le sortilège.

                                                    "Tu ne viendras pas ce soir",
                                                    Me crie mon désespoir
                                                    Mais tombe la neige,
                                                    Impassible manège.

                                                    Tombe la neige.
                                                    Tu ne viendras pas ce soir.
                                                    Tombe la neige.
                                                    Tout est blanc de désespoir.

                                                    Triste certitude,
                                                    Le froid et l'absence,
                                                    Cet odieux silence,
                                                    Blanche solitude.

                                                    "Tu ne viendras pas ce soir",
                                                    Me crie mon désespoir
                                                    Mais tombe la neige,
                                                    Impassible manège.

                                                    Salvatore Adamo
                                                  • Gość: Ewa Re: Chanter comme un oiseau IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 10:34
                                                  • Gość: Ewa Re: Chanter comme un oiseau IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 10:45
                                                    Les paroles, les paroles... On en trouve aussi dans les chansons. L'une d'entre
                                                    elles, peut-être la plus connue en France est une ancienne chanson sur
                                                    l'alouette, qui, chantée même par des enfants, est cruelle. Pourqoi faut-il
                                                    plumer la jolie alouette si, suivant la chanson, elle est gentille? Cette
                                                    chanson a ses origines au Canada à la fin du XVII° s.Les gestes devrait
                                                    accompagner la chanson, car l'oiseau est plumée des ailes, du bec, de la tête
                                                    et du cou.Une ancienne chanson populaire, datée au XVI° siècle intitulée "
                                                    Auprès de ma blonde" fait penser au paradis avec le jardin et les oiseaux. En
                                                    voici un fragment:
                                                    dans le jardin de mon père
                                                    les lilas sont fleuris,
                                                    tous les oiseaux du monde
                                                    Y viennent faire leur nid.

                                                    Tous les oiseaux du monde
                                                    Y viennent faire leur nid
                                                    La caille, la tourtourelle,
                                                    Et la jolie pedrix.

                                                  • Gość: Ewa Re: Quelques réflexions sur la poésie IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 11:32
                                                    Pour définir la poésie, la majorité des hommes de lettres et des esthètes
                                                    utilisent une belle métaphore. Ils l'appellent"la musique de la parole". Pour
                                                    moi, la poésie explique la nature des choses. Pour se servir d'elle, il faut
                                                    dire ou écrire, donc utiliser un symbole qui peut être vocalisé. Ce symbole,
                                                    simple, ésoterique, mystérieux, analogique ou métaphorique, touche la
                                                    perception des sentiments. Il n'y a pas de poésie sans évocation des
                                                    sentiments. L'explication de la nature plus souvent est reçue par la raison.
                                                    C'est le cas de la poésie instructive. L'instruction ne peut pas être négligée
                                                    en tant que sentiment. Le sentiment de savoire.
                                                    La valeur la plus remerquée de la poésie est son pouvoir de cajoter, de bercer,
                                                    parfois même de boulverser. Pour ce qui concerne les émotions, la science
                                                    trépigne autour de la biochimie. La reste est un secret. Il y a un je ne sais
                                                    quoi.L'essentiel.
                                                    La poésie occidentale a commencé en Gréce. Dès le départ, sa forme a été liée à
                                                    la musique. Le terme grec arsis signifie temps faible, le terme thésis le temps
                                                    fort. Nous sommes donc déjà dans le rythme de la parole. Puis s'ajoute la rime,
                                                    partie esthétique, chantante de la poésie. Le contenu reste l'inspiration libre
                                                    de chacun.
                                                    Pour nous occidentaux,le plus ancien poème connu est l'Iliade et l'Odyssée......
                                                  • kwasna_cytryna Re: Eros i Psyche 03.01.03, 22:51
                                                    na morzach nocy odpływ szumi pianą
                                                    jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek
                                                    chce wydobyć z topieli dom mój miasto wzgórza
                                                    słaby i bardzo szary próżno skrzydła trudzi
                                                    mimo że świt z mórz nocy świat się nie wynurza

                                                    z zorzy bez horyzontu głosy dwojga ludzi

                                                    słowa toczcie się do niej
                                                    powiedzcie znowu

                                                    serce myśl
                                                    miłuję

                                                    wracajcie jego słowa wonne
                                                    szepnijcie mu ode mnie to samo
                                                    miłuję

                                                    jedno to jest od wieków
                                                    głód zagłada i ty
                                                    jedno to jest od wieków
                                                    głód zagłada i ty

                                                    wiatr wieje z siwej nicości
                                                    świt nieznany ma zimny oddech
                                                    aleś ty jak woda rzeźwiąca
                                                    a my razem jak miecz i dłoń

                                                    płaczę
                                                    miłość smutek wspólne to drzewo
                                                    jak chmura i grzmot
                                                    pod ręką czuję twe serce
                                                    smuci się równie

                                                    oczy ci łzami zaszły
                                                    wargi drżą tak skrzydła złamane trzepocą
                                                    to ból nie smutek

                                                    nie myśl
                                                    bo może dlatego płaczę
                                                    żeś nie widział nigdy moich łez

                                                    nie słuchaj serca
                                                    bo może goniłem ku tobie z prędkości miłowania
                                                    zmęczyło się

                                                    zapomnij o przeszłych i przyszłych
                                                    opuść błyskawice szalone
                                                    cóż że gwiazdę na której się unosimy
                                                    niebo uroni wkrótce

                                                    zapomnienie to ty
                                                    ty jesteś przy mnie
                                                    więc nie czeka mnie nic i nie żegna przede mną ni za mną
                                                    ty wieczność

                                                    głębiej szerzej
                                                    niż sądzisz

                                                    jesteś sprzed sił
                                                    które czas wydarły z łona bogów
                                                    mocna

                                                    miłuję
                                                    miłuję

                                                    na morzach nocy odpływ szumi pianą
                                                    jak w szkło w pustkę srebrnawą przenika poranek
                                                    szarość stoi na lądach beznadziejną ścianą
                                                    ziemia drży chce otrząsnąć się z tej tępej krzywdy
                                                    po coś słuchał człowieku
                                                    rozmowa dwojga zgasła w konstelacjach sekund
                                                    mogłoby nie być jej nigdy

                                                    Józef Czechowicz
                                                  • Gość: Ewa Re: Eros i Psyche IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 23:17
                                                    Co wieczór widzę twoje oczy...
                                                    Więc nie poszukasz mnie w oberżach kwiatów
                                                    i nie wyślesz mi zamiast listu - szklarki.
                                                    Co wieczór widzę twoje oczy dalekie
                                                    jak skurczone od mrozu poczwarki.
                                                    Za czym ty tęsknisz? za gromem,
                                                    który krąży po stanie przeczuć?
                                                    na co czekasz, pogrzebana domem
                                                    zamkniętym na klucz wiolinowy, na wieczór?
                                                    Co ty śpiewasz błądząc wśród domków
                                                    jak pielgrzymów na własnym pogrzebie:
                                                    "Mój kochanek utopii się w studni
                                                    wykopanej w wiosennym niebie".
                                                    24.VI.41 r.

                                                    K. Baczynski
                                                  • kwasna_cytryna Re: Są takie chwile 03.01.03, 23:39
                                                    Kazimierz Przerwa-Tetmajer

                                                    Są takie chwile, gdy się nie śmie badać
                                                    swej własnej duszy, bo się człowiek lęknie,
                                                    że ani jednej nie znajdzie w niej struny,
                                                    co potrącona, jeszcze czysto dźwięknie.

                                                    Lecz trzeba tylko jednego spojrzenia
                                                    pełnymi wielkiej miłości oczyma,
                                                    by w akord związać wszystkie struny duszy...
                                                    Potrzeba jednych oczu - - lecz ich nie ma!
                                                  • Gość: Ewa Re: I like to filled with wonder IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 09:49
                                                    I like to filled with wonder,
                                                    I like to filled with wonder
                                                    devant:
                                                    the flower,
                                                    the little stone,
                                                    the tree in the garden,
                                                    an amusing feuille,

                                                    Devant the clouds
                                                    under my tête,
                                                    sea side,
                                                    sunshine
                                                    and all which is nature.
                                                    I like to filled with wonder.

                                                    I like to filled with wonder
                                                    the music of your words,
                                                    I like to fill with wonder
                                                    when you to me écris.
                                                  • kwasna_cytryna Re: List zakochanej 04.01.03, 11:10
                                                    Jedno spojrzenie, miły, twoich oczu
                                                    I na mych ustach jeden pocałunek -
                                                    Czyż może znaleźć upojniejszy trunek,
                                                    Kto choć raz w życiu tę słodycz ich poczuł?

                                                    Z dala od Ciebie żyjąc na uboczu
                                                    Tobie poświęcam mą myśl i frasunek;
                                                    Serce potrąca wciąż tę samą strunę
                                                    Jedną, jedyną... i łzy płyną z oczy.

                                                    Po licu spływa łza i zaraz wysycha;
                                                    Kocha mnie - myślę - więc czemuż w tę miłość
                                                    Mam nie uwierzyć, choć taka daleka?

                                                    O, usłysz skargę mych miłosnych wzdychań!
                                                    Twa wola moim szczęściem - i mą siłą -
                                                    Daj znak, na który me serce tak czeka.


                                                    J.W.Goethe
                                                  • kwasna_cytryna Re: Quelques réflexions sur la poésie 04.01.03, 11:08
                                                    Zdradzę wam tajemnicę: nie czytamy poezji dlatego, że jest ładna. Czytamy ją,
                                                    bo należymy do gatunku ludzkiego a człowiek ma uczucia. Medycyna, prawo,
                                                    finanse czy technika to wspaniałe dziedziny, ale żyjemy dla poezji, piękna,
                                                    miłości."

                                                    John Keating w filmie "Stowarzyszenie umarłych poetów".
                                                  • Gość: Ewa Re: Quelques réflexions sur la poésie IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 12:19
                                                    J'arrive où je suis étranger

                                                    Rien n'est précaire comme vivre
                                                    Rien comme être n'est passager
                                                    C'est un peu fondre comme le givre
                                                    Et pour le vent être léger
                                                    J'arrive où je suis étranger
                                                    Un jour tu passes la frontière
                                                    D'où viens-tu mais où vas-tu donc
                                                    Demain qu'importe et qu'importe hier
                                                    Le coeur change avec le chardon
                                                    Tout est sans rime ni pardon
                                                    Passe ton doigt là sur ta tempe
                                                    Touche l'enfance de tes yeux
                                                    Mieux vaut laisser basses les lampes
                                                    La nuit plus longtemps nous va mieux
                                                    C'est le grand jour qui se fait vieux
                                                    Les arbres sont beaux en automne
                                                    Mais l'enfant qu'est-il devenu
                                                    Je me regarde et je m'étonne
                                                    De ce voyageur inconnu
                                                    De son visage et ses pieds nus
                                                    Peu a peu tu te fais silence
                                                    Mais pas assez vite pourtant
                                                    Pour ne sentir ta dissemblance
                                                    Et sur le toi-même d'antan
                                                    Tomber la poussière du temps
                                                    C'est long vieillir au bout du compte
                                                    Le sable en fuit entre nos doigts
                                                    C'est comme une eau froide qui monte
                                                    C'est comme une honte qui croît
                                                    Un cuir à crier qu'on corroie
                                                    C'est long d'être un homme une chose
                                                    C'est long de renoncer à tout
                                                    Et sens-tu les métamorphoses
                                                    Qui se font au-dedans de nous
                                                    Lentement plier nos genoux
                                                    O mer amère ô mer profonde
                                                    Quelle est l'heure de tes marées
                                                    Combien faut-il d'années-secondes
                                                    A l'homme pour l'homme abjurer
                                                    Pourquoi pourquoi ces simagrées
                                                    Rien n'est précaire comme vivre
                                                    Rien comme être n'est passager
                                                    C'est un peu fondre comme le givre
                                                    Et pour le vent être léger
                                                    J'arrive où je suis étranger
                                                    Louis Aragon

                                                  • kwasna_cytryna Re: Stranger in the night 04.01.03, 13:10
                                                    Strangers in the night, exchanging glances
                                                    Wond'ring in the night, what were the chances
                                                    We'd be sharing love before the night was through
                                                    Something in your eyes was so inviting
                                                    Something in your smile was so exciting
                                                    Something in my heart told me I must have you

                                                    Strangers in the night, two lonely people
                                                    We were strangers in the night
                                                    Up to the moment when we said our first hello, little did we know
                                                    Love was just a glance away, a warm embracing dance away
                                                    And ever since that night, we've been together
                                                    Lovers at first sight, in love forever
                                                    It turned out so right for strangers in the night

                                                  • Gość: Ewa Re: about Siu-You IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 16:44
                                                    W szostym roku panowania tyrana, po doszczetnym wygnaniu z pamieci cesarzy,
                                                    filozofow i spaleniu ksiag znaczacych i ksiag zwyczajnych, wszystkie mysli i
                                                    wspomnienia zapisane i mimo wszystko niezapomniane zamianily sie w malego
                                                    niebieskookiego chlopczyka. Ustami poety(1972) powiedzial:
                                                    Cueillette
                                                    J'ai cueilli les coquillages au bord de la mer,
                                                    des fleurs et des herbres dans la montagne,
                                                    des nuages au ciel,
                                                    des plums d'oiseau sous les arbres.

                                                    J'ai cueilli les feux des vers luisants,
                                                    Les soupires des grillons au pied du mur Est
                                                    dans les nuits d'automne,

                                                    Les chants des rosignoles,
                                                    Les larmes et le sang des coucous.

                                                    Dans le monde si divers
                                                    J'ai cueilli l'image des mots et des
                                                    riviéres
                                                    Les joies de la terre,
                                                    La tristesse du temps.

                                                    Aujourd'hui je cueille
                                                    Les épines du chemin de la vie
                                                    Oû chacun trouve
                                                    Paies, sang et larmes.
                                                    je ne veux pas
                                                  • Gość: Ewa Re: komunikat meteorologiczny IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 18:03
                                                    Aujourd'hui
                                                    la neige
                                                    a tombé sur
                                                    les environs
                                                    de Paris.
                                                    Je suis allé voir
                                                    la silence de neige.
                                                    J'ai marché
                                                    sur les
                                                    points des pieds
                                                    pour ne pas déranger
                                                    ni à la blancheur,
                                                    ni à la silence,
                                                    ni à la présence
                                                    éphémère
                                                    de la neige
                                                    sur les environs
                                                    de Paris,
                                                    et je t'en écris.
                                                  • Gość: Ewa Re: mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 18:41
                                                    Al National Museum of Women in the Arts of Washington DC, non sono ammessi
                                                    artisti che non portino la gonna. Questo e un posto solo per signore, per
                                                    vendicarsi di quanto le donne siano state de sempre in poca considerazione come
                                                    pittrici, scultrici e artiste in genere.;;;;;In occasione des quindicesimo
                                                    anniversario delle nascita, una Mostra ha festeggiato le tre piû famose artiste
                                                    dell'America des nord, la messicana Frida Kahlo, Georgia O'Kieffe nata negli
                                                    Stati Uniti, Emily Carr, una canadese, meno consciuta.;;;;;;;" Sono state messe
                                                    insieme, anche se i loro stili pittrici diversi, perché fondamantale diverse
                                                    sono le loro storie personali e culturali; ma ognuna di loro è riuscita,
                                                    quardando alla natura e alla parte piû intima dentro di sè, ad interprteare e a
                                                    dare un senso alla frammantazione delle società e delle sicurezze
                                                    indyviduali::::"

                                                    Inoltro(people, thought, passions)
                                                  • kwasna_cytryna Re: Frida Kahlo - an amazing woman 04.01.03, 22:27
                                                    "I am not sick. I am broken.
                                                    But I am happy as long as I can paint."

                                                    Frida Kahlo was an incredibly amazing woman. Her life was filled with physical
                                                    as well as emotional pain. She endured more in her short life than most people
                                                    will ever have to face. But she endured. She put her emotions into her
                                                    painting, and as it were, she wore her heart on her canvas. Her work is a rare
                                                    blend of true emotion, heartbreak, love, and life, as well as death. Most of
                                                    her paintings were self-portraits. She said, "I paint self-portraits because I
                                                    am the person I know best. I paint my own reality. The only thing I know is
                                                    that I paint because I need to, and I paint whatever passes through my head
                                                    without any other considerations." Her paintings, like Tori Amos's music, are
                                                    very open and honest. They reflect her emotions, the events in her life,
                                                    changes in her feelings - whether good or bad. She recorded her life in paint.
                                                    Her imagery and style were very original, dramatic, and courageous. Her
                                                    husband, the famous Mexican muralist Diego Rivera, said: "Frida is the only
                                                    example in the history of art of an artist who tore open her chest and heart to
                                                    reveal the biological truth of her feelings. The only woman who has expressed
                                                    in her work an art of the feelings, functions, and creative power of woman."
                                                  • kwasna_cytryna Re: komunikat meteorologiczny 04.01.03, 22:06
                                                    Neige

                                                    Elle est belle et pure cette blancheur matinale
                                                    Cette neige tombée recouvrant nos Ardennes
                                                    Embelli encore plus notre petite Ville régionale
                                                    Plaisir des yeux des touristes qui y viennent

                                                    Tout est lumineux et le château plus dominant
                                                    De ses pierres grises contraste dans la luminosité
                                                    Rendu plus majestueux encore sous ce voile blanc
                                                    Dont le peintre sur sa toile en crée son immortalité

                                                    Au dessus de ma tête passe un nuage de moineaux
                                                    Mon coeur prend soudain leur rythme et un regret me vient
                                                    De mon pain ce matin j'aurais du prendre quelques morceaux
                                                    Car pour eux aujourd'hui rien à trouver sur ce blanc chemin

                                                    Regardant au loin la beauté des champs de nappes Blanches
                                                    Dans un rêve me prenant je vois courir vers moi ma Princesse
                                                    Effrayée et m'appelant comme poursuivie par une avalanche
                                                    Pour vite la réchauffer dans mes bras de toute ma tendresse


                                                    Jean Suus
                                                  • kwasna_cytryna Re: Plus belle que les larmes 04.01.03, 22:00
                                                    Jeune fille plus belle que les larmes
                                                    qui ont coulé plus qu'averses d'avril
                                                    beaux yeux aux ondes de martin-pêcheur
                                                    où passaient les longs-courriers de mes désirs
                                                    mémoire, ô colombe dans l'espace du coeur
                                                    mes mains sont au fuseau des songes éteints
                                                    je me souviens de sa hanche de navire
                                                    je me souviens de ses épis de frissons
                                                    et sur mes fêtes et mes désastres
                                                    je te salue toi la plus belle
                                                    et je chante

                                                    Gaston Miron
                                                  • Gość: Ewa Re: Plus belle que les larmes IP: *.abo.wanadoo.fr 04.01.03, 22:47
                                                    La Loreley
                                                    à Jean sève
                                                    À Bacharach il y avait une sorcière blonde
                                                    Qui laissait mourir d'amour tous les hommes à la ronde

                                                    Devant son tribunal l'évêque la fit citer
                                                    D'avance il l'absolvit à cause de sa beauté

                                                    Ô belle Loreley aux yeux pleins de pierreries
                                                    De quel magicien tiens-tu ta sorcelerie

                                                    Je suis lasse de vivre et mes yeux sont maudits
                                                    Ceux qui m'ont regardée évêque en ont péri

                                                    Mes yeux ce sont des flammes et non des pierreries
                                                    Jetez jetez aux flammes cette sorcellerie

                                                    Je flambe dans ces flammes ô belle Loreley
                                                    Qu'un autre te condamne tu m'as ensorcelé

                                                    Evêque vous riez Priez plutôt pour moi la Vierge
                                                    Faites-moi donc mourir et que Dieu vous protège

                                                    Mon amant est parti pour un pays lointain
                                                    Faites-moi donc mourir puisque je n'aime rien

                                                    Mon coeur me fait si mal il faut bien que je meure
                                                    Si je me regardais il faudrait que j'en meure

                                                    Mon coeur me fait si mal depuis qu'il n'est plus là
                                                    Mon coeur me fit si mal du jour où il s'en alla

                                                    L'évêque fit venir trois chevaliers avec leurs lances
                                                    Menez jusqu'au couvent cette femme en démence

                                                    Vat-en Lore en folie va Lore aux yeux tremblant
                                                    Tu seras une nonne vétue de noir et blanc

                                                    Puis ils s'en allèrent sur la route tous les quatre
                                                    la Loreley les implorait et ses yeux brillaient comme des astres

                                                    Chevaliers laissez-moi monter sur ce rocher si haut
                                                    Pour voir une fois encore mon beau château

                                                    Pour me mirer une fois encore dans le feuve
                                                    Puis j'irai au couvent des vierges et des veuves

                                                    Là haut le vent tordait ses cheveux déroulés
                                                    Les chevaliers criaient Loreley Loreley

                                                    Tout là bas sur le Rhin s'en vient une nacelle
                                                    Et mon amant s'y tient il m'a vue il m'appelle

                                                    Mon coeur devient si doux c'est mon amant qui vient
                                                    Elle se penche alors et tombe dans le Rhin

                                                    Pour avoir vu dans l'eau la belle Loreley
                                                    Ses yeux couleur du Rhin ses cheveux de soleil
                                                    Guillaume Apollinaire (1880 - 1918)

                                                  • kwasna_cytryna Re: Guiilaume Apollinaire - "LORELEY" 04.01.03, 22:56

                                                    W Bacharach czarownica była jasnowłosa
                                                    Co wszystkim dookoła śmierć z miłości niosła

                                                    Kiedy biskup ją kazał przywlec przed swój sąd
                                                    Dla przyczyny piękności uniewinnił ją

                                                    O piękna Loreley w której oczach klejnoty jaśnieją
                                                    Jakim gusła zawdzięczasz swoje czarodziejom

                                                    Jestem zmęczona życiem i moje oczy są przeklęte
                                                    Tych którzy w nie spojrzeli biskupie śmierć chwyciła
                                                    w pęta
                                                    Moje oczy to są ognie nie drogie kamienie
                                                    Rzućcie rzućcie to czarnoksięstwo w prawdziwe płomienie

                                                    Sam płonę w twych płomieniach o piękna Loreley
                                                    Niechaj inny cię skaże Zaczarowałaś mnie

                                                    Biskupie ty się śmiejesz Poleć mię Dziewicy
                                                    Pozwól mi umrzeć i niech cię Bóg łaską zaszczyca

                                                    Mój kochanek do krajów dalekich wyruszył
                                                    Już nic nie kocham Pozwól mi umrzeć

                                                    Moje serce tak boli będzie lepiej gdy skonam
                                                    Jeśli na siebie spojrzę to na pewno skonam

                                                    Moje serce tak boli, od kiedy nie wrócił
                                                    Moje serce tak boli od dnia gdy mnie porzucił

                                                    Biskup wezwał rycerzy trzech w kopie uzbrojonych
                                                    Prowadzcie do klasztoru kobietę szaloną

                                                    Idz Loro wariatko idz z okiem biegającym Loro
                                                    Będziesz mniszką na czarno i biało cię ubiorą

                                                    Potem się oddalili we czworo po drodze
                                                    Lora ich błaga jak gwiazdy jej oczy migocą

                                                    Rycerze pozwólcie mi wspiąć się na tę skałę wysoką
                                                    Żeby mogło raz jeszcze piękny mój zamek ogarnąć mogło oko

                                                    Żeby raz jescze mogła rzekę swym okiem przemierzyć
                                                    Potem pójdę do klasztoru dla wdów i dla dziewic

                                                    Wysoko wiatr jej włosy poszarpane wieje
                                                    Rycerze krzyczeli Loreley Loreley

                                                    Tam na Renie łódeczka zbliża się nieduża
                                                    Mój kochanek jest na niej przywołuje ujrzał

                                                    Mój kochanek nadchodzi już sercem nie władam
                                                    Przechyliła się z brzegu i do Renu wpada

                                                    Bo w wodzie zobaczyła piękna Loreley
                                                    Włosy koloru słońca jej oczy jak Ren
                                                  • kwasna_cytryna Re: :: Jestes Bajkopisarzem 04.01.03, 22:57
                                                    Jestes Bajkopisarzem.
                                                    Podobno czynisz cuda.
                                                    Uwieczniasz blahe zdazenia,
                                                    piszesz o wielkich ludziach.

                                                    Zmieniasz zycie w bajke,
                                                    basn arabskich nocy.
                                                    najgorsze jest to, ze wierzysz
                                                    w to co w nich sie toczy.

                                                    Nie ma Alibaby,
                                                    skrytych skarow w morzu.
                                                    Nie ma alchemikow,
                                                    ktorzy cuda tworza.

                                                    Nie istnieje pioro,
                                                    co te swiaty laczy.
                                                    Wszystko co piszesz
                                                    wciaz w twej glowie bladzi.

                                                    Zrozum w koncu, ze zycie
                                                    to nie twoja bajka
                                                    Ze jak to sie mowi
                                                    przebierze sie miarka.

                                                    Ze ludzie sie znudza
                                                    Twoim mitem slowa.
                                                    Ze przed calym swiatem
                                                    sie twa dusza chowa.

                                                    Przejzyj raz na oczy
                                                    bo cudnie jest zy szczesciem
                                                    lecz wiedziec jednak trzeba
                                                    co pozniej bedzie.
                                                  • Gość: Ewa Re: :: Spotkanie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 10:10
                                                    Dzisiaj noca samotna, spedzona bezsennie,
                                                    Po promieniach ksiezyca, jakims dziwnym tchnieniem,
                                                    Sam nie wiem, jak sie nagle ocknalem w Rawennie
                                                    I z dawno utesknionym spotkalem zwidzeniem.

                                                    Przez otwarte ktos okno gral cicho na flecie
                                                    I wiatr lekki won przyniosl duszaca, upojna-
                                                    Jak w mistycznym a nia szedlem wplatany bukiecie,
                                                    Pod nieba wyiskrzona kopula dostojna.

                                                    "Badzcie wysluchani teskniacy, wic proscie!"
                                                    Jak przez Boga zaklety przymknalem powieki-
                                                    I tylkom jakis dziwny poslyszal szum rzeki,
                                                    A pozniej, pozniej Danta ujrzalem na moscie.

                                                    "Tyzes to, ty, moj mistrzu! Dlaczego tak blady
                                                    I czemu taki dziwny niepokoj cie zarzy?
                                                    Przychodze cie ublagac o sekret twej twarzy.
                                                    Nic nie wiem. Zabladzilem. I prosze twej rady."

                                                    On to rzekl, czy rzekl ksiezyc, czy woda to rzekla,
                                                    Padlem, glowe ukrywszy rekami obiema:
                                                    "Nie ma nieba ni ziemi, otchlani ni piekla,
                                                    Jest tylko Beatrycze. I wlasnie jej nie ma.".

                                                    Jan Lechon
                                                  • Gość: Ewa Re: :: Grzebiac IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 10:56
                                                    Grzebiac w moich dawnych zapiskach znalazlam kartke czesciowo podarta, pelna
                                                    plam. Pomimo wielu przekreslen i niepotrzebnych cyfr dorzuconych niemal
                                                    wszedzie ,tekst , przypominajacy bazgroly dziecka, posiadal jednak pewien
                                                    sens.To odkrycie pozwolilo mnie na opowiedzenie wam o poczatkach mojego pisania
                                                    we Francji.
                                                    Pewnego dnia o wyjatkowej szarosci podczas wiosny siedzialam w bistro w okolicy
                                                    teatru Moliera. Ty dla mnie byles tam ze mna. Mialam wrazenie widziec ciebie w
                                                    osobie kelnera podajacego zamowione danie. Nie powiedzialam nic, pomimo ze moje
                                                    serce cwalowalo z wrazenia. Wiedzialam dlaczego ono tak szybko bilo.Chcialam
                                                    abys to byl ty. Tak dlugo ciebie szukalam wszedzie.Czasami mam wrazenie ze
                                                    jestes tuz przede mna.Czesto to sie powtarza. Teraz nie wiem gdzie mam ciebie
                                                    szukac. Wiec postanowilam pisac . Ty juz dawno potajemnie odkryles moje poezje
                                                    i inne zapiski.Czasami zdarzalo sie ze odwracales glowe aby ukryc wzruszenie .
                                                    Tak, wiem ze to ty pierwszy odkrylas moja pasje pisania.I wiem ze ty ja
                                                    lubiales tak samo jak ja.....
                                                  • kwasna_cytryna Re: :: Toja 05.01.03, 11:23

                                                    Młodzi ludzie zawsze lubili bawić się na wiejskich zabawach. Tradycje te
                                                    przetrwały do dziś, choć nie są to już tak piękne zabawy jak kiedyś. Zabawy
                                                    odbywały się co niedzielę w innej wsi. Trzeba było więc wystroić się aby nie
                                                    tylko rodzinie, ale i swojej wsi wstydu nie przynieść. Młodzi szli grupami do
                                                    sąsiedniej wsi, gdyż drogi były niepewne.
                                                    Na jednej z takich zabaw była dziewczyna, której rodzice pozwolili przebywać
                                                    najwyżej do północy. Potem kazali bezwarunkowo wracać. Kiedy dochodziła północ,
                                                    towarzystwo było jednak tak rozbawione, że nikt nie chciał jeszcze wracać.
                                                    Dziewczyna, nie chcąc narażać się rodzicom, postanowiła wrócić sama. Znalazła
                                                    się w gęstym leśie, który leżał pomiędzy dwiema wsiami. Lękała się idąc.
                                                    Raptem, ni stąd, ni z owąd usłyszała za sobą kroki. Były one coraz szybsze,
                                                    jakby ktoś biegł. Przyspieszyła. Jej szybki krok po chwili zamienił się w bieg.
                                                    Księżyc wyszedł na niebo zza chmur i w jego świetle pokazała się postać
                                                    goniącego.
                                                    Miała potargane włosy, ogromne rogi, a z tyłu ciągnął się po ziemi krowi ogon.
                                                    Diabeł,szepnęła przerażona dziewczyna i jeszcze szybciej zaczęla gnać przed
                                                    siebie.
                                                    Gdy diabeł był tuż, tuż pojawiły się pierwsze zabudowania wsi.
                                                    Przed wsią biegła przez rozległe pole. Przebiegając przez ogrody, zręcznie
                                                    przemykała się wśród grządek.
                                                    W pewnym momencie usłyszała jakąś szamotaninę, a potem łomot. Obejrzała się w
                                                    biegu.
                                                    Diabeł leżał jak długi na ziemi, zaplątany w jakąś dziwną roślinę. Ludzie na
                                                    wsi mówili na nią toja.
                                                    Była długa szorstka i wiła się po ziemi. Nie mogąc się wydostać z jej objęć i
                                                    widząc, że zdobycz umyka, diabeł ryknł na cały głos: żeby nie toja to byś była
                                                    moja.
                                                    Nazajutrz niefortunna uczestniczka zabawy opowiedziała rodzinie i wszystkim
                                                    koleżankom o tym zdarzeniu.
                                                    Od tego czasu dziewczyny udając się na dłuższe wędrówki nocą zabierały do
                                                    koszyka kilka wijących się łodyg toji, która rzucona pod nogi czyhającego złego
                                                    miała je uchronić przed zgubą.

                                                  • Gość: Ewa Re: ::L'art populaire IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 13:07
                                                    Après cet espoir en la poèsie, il convient maintenant d'interroger l'art
                                                    populaire. Cet art existe depuis le développement des besoins d'expressions à
                                                    travers un décor. C'est un thème tellement large et passionnant qu'il est
                                                    difficile de l'aborder correctement. Aujourd'hui, dans le chaos mondial, une
                                                    definition, exacte et une différencietion entre les beaux-arts et l'art
                                                    populaire devient de plus en plus opaque. Ainsi, les graffitis, au début
                                                    étaient considérés comme abîment les bâtiments sont devenus des objets de l'art
                                                    populaire. Certeins garffiteurs, comme Keith Harring, ont su amené cette forme
                                                    d'expression au niveau de l'art tout court. On peut, naturelement,être plus au
                                                    mons d'accord avec le graffisme. Imaginos que, un jour le musée GUGENHEIM, ce
                                                    magnifique phénix du XX° siècle, soit tagué par des flots de couleurs venent de
                                                    bombes à pression!
                                                    Il na faut pas considerer l'art populaire comme un art mineur. il me semble
                                                    que, comme dans plusieurs domaines ,il faut savoir choisir ce qui est bon......
                                                  • kwasna_cytryna Re: ::L E M O U V E M E N T P O P A R T 05.01.03, 13:49
                                                    Le mot est d'abord apparu en Grande-Bretagne au milieu des années 50 pour
                                                    désigner, plus particulièrement dans les arts décoratifs, une tendance à
                                                    reprendre et imiter les images stéréotypées des mass média : le cinéma, la
                                                    publicité, les bandes dessinées et autres produits destinés à la consommation
                                                    populaire.
                                                    Les premières manifestations d'esprit pop sont apparues avant même le milieu
                                                    des années 50, par exemple en Californie avec les collages de Jess Collins, les
                                                    tableaux au kitsch naïf de Bill Copley, voire en Europe avec les assemblages
                                                    d'Enrico Bey. Donnons-lui plutôt des précurseurs immédiats en Eduardo Paolozzi
                                                    qui organisa, en 1953 à l'Institute of Contemporary Arts de Londres,
                                                    l'exposition "Parrallèle entre la vie et l'art"; Robert Rauschenberg dont, la
                                                    même année, une exposition fait scandale à New York; Jasper Johns qui présente
                                                    en 1955 ses cibles et drapeaux et l'anglais Richard Hamilton dont
                                                    l'exposition "l'Homme, la machine et le mouvement" date également de 1955.

                                                    Il est dès lors évident qu'un nouvel état d'esprit s'instaure en art; il va
                                                    prédominer dans les années qui voient un phénoméne de mondialisation de la
                                                    musique populaire, de "Rock around the clock" de Bill Haley en 1955 au triomphe
                                                    des Beatles en 1963.

                                                    Parmi les premiers artistes pop, citons Robert Rauschenberg, Jasper Johns,
                                                    Claes Oldenburg, Roy lichtenstein, Andy Warhol, James Rosenquist, Jim Dine,
                                                    Larry Rivers, Tom Wesselmann et parmi les seconds, Richard Hamilton, Peter
                                                    Blake, Allen Jones, Richard Smith, Patrick Caulfield. A l'école anglaise, on
                                                    peut rattacher aussi David Hockney et l'Américain R.B. Kitaj, fixé depuis 1958
                                                    à Londres où son influence a été considérable. Si les artistes ont volontiers
                                                    magnifié les aspects les plus terre à terre et transitoirement clinquants de la
                                                    culture d'une société de consommation (boîtes de Brillo et de soupe Campbell de
                                                    Warhol, chaussures à talons démesurés de Jones, bande dessinées de
                                                    Lichtenstein), s'ils l'ont parfois fait avec humour (téléphone mou, gâteaux en
                                                    plâtre d'Oldenburg), leur attitude est, dans l'ensemble, restée formaliste,
                                                    excluant tout engagement. Même la chaise électrique de Warhol n'est pas un
                                                    message plus explicite que les portraits de Marilyn Monroe qu'il exécute au
                                                    même moment (1963). Ce n'est qu'avec les années 60 qu'apparaitra une violente
                                                    dénonciation de l'ordre social, chez le californien Peter Saul, puis chez
                                                    quelques Européens de même inspiration.

                                                  • kwasna_cytryna Re: ::*** 05.01.03, 13:58
                                                    Dans une autre ombre il faut aller
                                                    dans une blancheur autre déversée par une autre lumière,
                                                    dans d'autres noms, d'autres objets,
                                                    retourner dans une autre enfance, avec une autre voiture
                                                    dans une autre cour: là-bas, là-bas.
                                                    Une autre ombre il faut découvrir,
                                                    la partager comme on partage une cigarette,
                                                    un blanc et une table,
                                                    comme on partage la traversée de la place
                                                    maintenant que nous marchons dans le brouillard
                                                    vers la Vieille Ville

                                                    guidés par un autre langage, une autre main,
                                                    d'autres yeux
                                                    nous trouvons un nom pour l'ombre sans partage
                                                    qui dans ses couches les plus profondes abrite
                                                    un autre lieu de rencontre
                                                    comme le vide, comme l'absence.

                                                    Plac Zamkovy, Warszawa

                                                    Helena Sinervo
                                                    (b. 1961) has published two collections of poetry. Her first, Lukemattomiin was
                                                    praised by the critics and her second, Sininen Anglia was nominated for the
                                                    Runeberg Prize. Helena Sinervo also works as a critics, essayist and
                                                    translator. Music, a search for identity, and a Proustian flow of memory are
                                                    the keys to her poetry.
                                                  • kwasna_cytryna Re: :: W Weronie 05.01.03, 10:58
                                                    W Weronie

                                                    Nad Kapuletich i Montekich domem,
                                                    Spłukane deszczem, poruszone gromem,
                                                    Łagodne oko błękitu - -

                                                    Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
                                                    Na rozwalone bramy do ogrodów,
                                                    I gwiazdę zrzuca ze szczytu - -

                                                    Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
                                                    Że dla Romea, ta łza znad planety
                                                    Spada - i groby przecieka;

                                                    A ludzie mówią, i mówią uczenie,
                                                    Że to nie łzy są, ale że kamienie,
                                                    I - nikt na nie nie czeka !

                                                    C.K. Norwid
                                                  • Gość: Ewa Re: :: Mes amours IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 13:20
                                                    FEDERICO GARCÍA LORCA
                                                    (1898-1936)
                                                    NOCTURNOS DE LA VENTANA
                                                    1
                                                    Alta va la luna.
                                                    Bajo corre el viento.
                                                    (Mis largas miradas,
                                                    exploran el cielo.)
                                                    Luna sobre el agua,
                                                    Luna bajo el viento.
                                                    (Mis cortas miradas,
                                                    exploran el suelo.)
                                                    Las voces de dos niñas
                                                    venían. Sin el esfuerzo,
                                                    de la luna del agua,
                                                    me fuí a la del cielo.
                                                    2
                                                    Un brazo de la noche
                                                    entra por mi ventana.
                                                    Un gran brazo moreno
                                                    con pulseras de agua.
                                                    Sobre un cristal azul
                                                    jugaba al río mi alma.
                                                    Los instantes heridos
                                                    por el reloj... pasaban.
                                                    3
                                                    Asomo la cabeza
                                                    por mi ventana, y veo
                                                    cómo quiere cortarla
                                                    la cuchilla del viento.
                                                    En esta guillotina
                                                    invisible, yo he puesto
                                                    las cabezas sin ojos
                                                    de todos mis deseos.
                                                    Y un olor de limón
                                                    llenó el instante inmenso,
                                                    mientras se convertía
                                                    en flor de gasa el viento.
                                                    4
                                                    Al estanque se le ha muerto
                                                    hoy una niña de agua.
                                                    Está fuera del estanque,
                                                    sobre el suelo amortajada.
                                                    De la cabeza a sus muslos
                                                    un pez la cruza, llamándola.
                                                    El viento le dice “niña”
                                                    mas no puede despertarla.
                                                    El estanque tiene suelta
                                                    su cabellera de algas
                                                    y al aire sus grises tetas
                                                    estremecidas de ranas.
                                                    Dios te salve. Rezaremos
                                                    a Nuestra Señora de Agua
                                                    por la niña del estanque
                                                    muerta bajo las manzanas.
                                                    Yo luego pondré a su lado
                                                    dos pequeñas calabazas
                                                    para que se tenga a flote,
                                                    ¡ay! sobre la mar salada

                                                  • Gość: Ewa Re: ::zwierzenie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 15:16
                                                    The first writing in my life:


                                                    Ja, M. K. majac lat szesc rozbilam lusterko wielkosci duzej. Po tym wydarzeniu
                                                    bylam bardzo , bardzo zmartwiona i zgryziona i napisalam to, co jest napisane.
                                                  • Gość: Ewa Re: What do you think about? IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 19:41
                                                  • Gość: Ewa Re: What do you think about? IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 19:46
                                                    Je m'enferme dans la nuit(Empédocle prudent:une légende, qui fait de lui,
                                                    plutôt que Simonide de Céos, l'inventeur des Arts de la Mémoire, prétend qu'il
                                                    s'était crevé les yeux, pour ne pas être aveuglé par les images de présent).Je
                                                    m'enferme dans la nuit:pour VOIR.
                                                    Jacques Roubaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: nienawiść 05.01.03, 20:12
                                                    Nie oklamujmy sie:
                                                    potrafi tworzyc piekno.
                                                    Wspaniale sa jej luny czarna noca.
                                                    Swietne kleby wybuchow o rozanym swicie.
                                                    Trudno odmowic patosu ruinom
                                                    i rubasznego humoru
                                                    krzepko sterczacej nad nimi kolumnie.

                                                    Jest mistrzynia kontrastu
                                                    miedzy loskotem a cisza,
                                                    miedzy czerwona krwia a bialym sniegiem.
                                                    A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
                                                    motyw schludnego oprawcy
                                                    nad splugawiona ofiara.

                                                    Do nowych zadan w kazdej chwili gotowa.
                                                    Jezeli musi poczekac, poczeka.
                                                    Mowia, ze slepa. Slepa?
                                                    Ma bystre oczy snajpera
                                                    i smialo patrzy w przyszlosc
                                                    - ona jedna.

                                                    Wislawa Szymborska

                                                    Let's face it:
                                                    it knows how to make beauty.
                                                    The splendid fire-glow in midnight skies.
                                                    Magnificent bursting bombs in rosy dawns.
                                                    You can't deny the inspiring pathos of ruins
                                                    and a certain bawdy humor to be found
                                                    in the sturdy column jutting from their midst.
                                                    Hatred is a master of contrast -
                                                    between explosion and dead quiet,
                                                    red blood and white snow.
                                                    Above all, it never tires
                                                    of its leitmotif - the impeccable executioner
                                                    towering over its soiled victim.
                                                    It's always ready for new challenges.
                                                    If it has to wait awhile, it will.
                                                    They say it's blind. Blind?
                                                    It has a sniper's keen sight
                                                    and gazes unflinchingly at the future
                                                    as only it can.

                                                    Translated by: Baranczak and Cavanagh
                                                  • Gość: Ewa Re: to lubie IP: *.abo.wanadoo.fr 05.01.03, 23:14
                                                    Pour faire le portrait d'un oiseau

                                                    Peindre d'abord une cage
                                                    avec une porte ouverte
                                                    peindre ensuite
                                                    quelque chose de joli
                                                    quelque chose de simple
                                                    quelque chose de beau
                                                    quelque chose d'utile
                                                    pour l'oiseau
                                                    placer ensuite la toile contre un arbre
                                                    dans un jardin
                                                    dans un bois
                                                    ou dans une forêt
                                                    se cacher derrière l'arbre
                                                    sans rien dire
                                                    sans bouger...
                                                    Parfois l'oiseau arrive vite
                                                    mais il peut aussi bien mettre de longues annéés
                                                    avant de se décider
                                                    Na pas se décourager
                                                    attendre
                                                    attendre s'il la faut pendant des années
                                                    la vitesse ou la lanteur de l'arrive de l'oiseau
                                                    n'ayant aucun rapport
                                                    avec la réussite du tableau
                                                    Quand l'oiseau arrive
                                                    s'il arrive
                                                    observer le plus profonde silence
                                                    attendre que l'oiseau entre dans la cage
                                                    et quand il est entré
                                                    fermer doucement la porte avec le pinceau
                                                    puis
                                                    effacer un à un les barraeux
                                                    en ayant soin de ne toucher aucune des plumes de l'oiseau
                                                    Faire ensuite le portrait de l'arbre
                                                    en choisissant la plus belle des branches
                                                    pour l'oiseau
                                                    peindre aussi le vert feuillage et la fraicheur du vent
                                                    la poussière du soleil
                                                    et le bruit des bêtes de l'herbre dans la chaleur de l'été
                                                    et puis attendre que l'oiseau se décide à chanter
                                                    Si l'oiseau na chante pas
                                                    c'est mauvais signe
                                                    signe que le tableau est mauvaise
                                                    mais s'il chante c'est bon signe
                                                    signe que vous pouvez signer
                                                    Alors vous arrachez tout doucement
                                                    une des plumes de l'oiseau
                                                    et vous écrivez votre nom dans un coin du tableau.
                                                    Jacques Prévert
                                                  • kwasna_cytryna Re: *** 06.01.03, 00:48
                                                    ***

                                                    lubię tęsknić
                                                    wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
                                                    w usta otwarte chwytać
                                                    zapach zmarznięty

                                                    lubię moją samotność
                                                    zawieszoną wyżej
                                                    niż most
                                                    rękoma obejmujący niebo

                                                    miłość moją
                                                    idącą boso
                                                    po śniegu

                                                    Halina Poświatowska (1935-1967)
                                                  • Gość: Ewa Re: Romantycznosc IP: *.abo.wanadoo.fr 06.01.03, 08:52
                                                    Juz pozar zlotych lisci nos jesienna gasi
                                                    I charty zasypiaja na starym arrasie,
                                                    Prababki na portretach i krolowie Sasi
                                                    Znikaja posrod zmierzchu. Smutno w takim czasie.

                                                    Nad woda wiatr przegania wierzb garbatych palki,
                                                    Za oknami zawieja i rozmokla droga.
                                                    Biedni ci, co nie moga uwierzyc w rusalki,
                                                    Ani w duchy, we wrozby, ani w Pana Boga!

                                                    Jan Lechon
                                                  • Gość: Ewa Re L A V I E D E T O U S L E S J O U R S IP: *.abo.wanadoo.fr 06.01.03, 16:02



                                                    Complainte du progrès



                                                    1
                                                    Autrefois pour faire sa cour
                                                    On parlait d'amour
                                                    Pour mieux prouver son ardeur
                                                    On offrait son coeur
                                                    Aujourd'hui, c'est plus pareil
                                                    Ça change, ça change
                                                    Pour séduire le cher ange
                                                    On lui glisse à l'oreille
                                                    (Ah? Gudule!)

                                                    Refrain
                                                    Viens m'embrasser
                                                    Et je te donnerai
                                                    Un frigidaire
                                                    Un joli scooter
                                                    Un atomixer
                                                    Et du Dunlopillo
                                                    Une cuisinière
                                                    Avec un four en verre
                                                    Des tas de couverts
                                                    Et des pell' à gâteaux

                                                    Une tourniquette
                                                    Pour fair' la vinaigrette
                                                    Un bel aérateur
                                                    Pour bouffer les odeurs

                                                    Des draps qui chauffent
                                                    Un pistolet à gaufres
                                                    Un avion pour deux
                                                    Et nous serons heureux

                                                    2
                                                    Autrefois s'il arrivait
                                                    Que l'on se querelle
                                                    L'air lugubre on s'en allait
                                                    En laissant la vaisselle
                                                    Aujourd'hui, que voulez-vous
                                                    La vie est si chère
                                                    On dit: rentre chez ta mère
                                                    Et l'on se garde tout
                                                    (Ah! Gudule )

                                                    refrain 2
                                                    Excuse-toi
                                                    Ou je reprends tout ça.
                                                    Mon frigidaire
                                                    Mon armoire à cuillères
                                                    Mon évier en fer
                                                    Et mon poêl' à mazout
                                                    Mon cire-godasses
                                                    Mon repasse-limaces
                                                    Mon tabouret à glace
                                                    Et mon chasse-filous

                                                    La tourniquette
                                                    A faire la vinaigrette
                                                    Le ratatine-ordures
                                                    Et le coupe-friture

                                                    Et si la belle
                                                    Se montre encore rebelles
                                                    On la fiche dehors
                                                    Pour confier son sort

                                                    Coda
                                                    Au frigidaire
                                                    À l'efface-poussière
                                                    À la cuisinière
                                                    Au lit qu'est toujours fait
                                                    Au chauffe-savates
                                                    Au canon à patates
                                                    À l'éventre-tomates
                                                    À l'écorche-poulet

                                                    Mais très très vite
                                                    On reçoit la visite
                                                    D'une tendre petite
                                                    Qui vous offre son coeur

                                                    Alors on cède
                                                    Car il faut bien qu'on s'entraide
                                                    Et l'on vit comme ça
                                                    Jusqu'à la prochaine fois

                                                    - 1955 -


                                                    Boris Vian


                                                  • kwasna_cytryna Re:Nie wiadomo co, czyli "Romantyczność" 06.01.03, 20:49
                                                    Epilog do ballad

                                                    Szło dwóch w nocy z wielką trwogą
                                                    Aż pies czarny bieży drogą.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Rzecze jeden do drugiego:
                                                    "Czy ty widzisz psa czarnego?
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?"

                                                    Żaden nic nie odpowiedział,
                                                    Żaden bowiem nic nie wiedział,
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Lecz obydwaj tak się zlękli,
                                                    Że zeszli w rów i przyklękli.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Drżą, potnieją, włos się jeży -
                                                    A pies bieży, a pies bieży.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Bieży, bieży - już ich mija,
                                                    Podniósł ogon i wywija.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Już ich minął, pobiegł dalej,
                                                    Oni wstali i patrzali,
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Wtem, o dziwy! w oddaleniu,
                                                    Na zakręcie zniknął w cieniu.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    Długo stali i myśleli,
                                                    Lecz się nic nie dowiedzieli.
                                                    Czy to pies?
                                                    Czy to bies?

                                                    J. Słowacki
                                                  • kwasna_cytryna Re:Couleurs d'Amour 06.01.03, 20:53

                                                    Un regard aussi bleu qu'un envol de mésanges
                                                    D'où s'évade le flot céleste de tes yeux ;
                                                    Sous l'azur moucheté de nuages étranges
                                                    L'amour a la couleur lacrymale des cieux.

                                                    Un sourire éclatant, rouge crépusculaire,
                                                    Souligne ton visage où s'imprègne mon coeur ;
                                                    Dans le jour décadent que le soleil éclaire,
                                                    L'amour est vermillon sous ton rire moqueur.

                                                    Des cheveux d'or tressés que le soleil jalouse
                                                    Auréolent ton corps d'un nimbe gracieux ;
                                                    Et sous le vent du nord que la froideur épouse
                                                    L'amour a la couleur du métal précieux.

                                                    Mais du flot transparent de ton souffle frigide,
                                                    Comme une voix perdue au désert étouffant,
                                                    Ton corps, ton pauvre corps, qui doucement se vide
                                                    Donne à l'amour déchu la couleur du néant.
                                                  • Gość: Ewa Re:Couleurs d'Amour IP: *.abo.wanadoo.fr 06.01.03, 23:05
                                                    Annie
                                                    Sur la côte du Texas
                                                    Entre Mobile et Galveston il y a
                                                    Un grand jardin tout plein de roses
                                                    Il contient aussi une villa
                                                    Qui est une grande rose

                                                    Une femme se promène souvent
                                                    Dans le jardin toute seule
                                                    Et quand je passe sur la route bordée de tilleuls
                                                    Nous nous regardons

                                                    Comme cette femme est mennonite
                                                    Ses rosiers et ses vêtements n'ont pas de boutons
                                                    Il en manque deux à mon veston
                                                    La dame et moi suivons presque le même rite
                                                    Guillaume Apollinaire

                                                  • kwasna_cytryna Re:Wild Roses 06.01.03, 23:14
                                                    Today I saw again my dear, wild roses by the sea
                                                    And down the vista of the years, old days came back to me
                                                    When you and I walked hand in hand, along a sunlit shore
                                                    To watch the soaring seagulls play, and hear the breakers roar
                                                    We climbed upon the windswept cliff, so close to the wide blue sky
                                                    Visioning scenes from fairyland, in clouds that went sailing by
                                                    Around us in the cool seabreeze, endless wild roses swayed
                                                    And warm sweet scents from the breath of June, as lovers there we played
                                                    Forgotten are the lengthening years, that we have been apart
                                                    The smell of fragrant roses bloom, now forever in my heart
                                                    Wild flowers glistened in the rain, as a happy child strayed
                                                    Blooming on the hill all these years, don't let these memories fade
                                                    Pondering the changes in my life, once more I sought the hill
                                                    And Lo!, I saw through tempered tears, wild roses blooming still...
                                                  • Gość: Ewa Re:Couleurs d'amour IP: *.abo.wanadoo.fr 07.01.03, 10:09
                                                    Je fais
                                                    les exercises
                                                    d'écriture
                                                    automatique
                                                    Je tape sans
                                                    des réflexions
                                                    ce que me vient
                                                    dans l'esprit.
                                                    Par exemple
                                                    le mouvement de
                                                    Pop Art-
                                                    je préfére
                                                    l'arbre à sabot
                                                    fait par François
                                                    Lucistourt-Touret
                                                    que Marilyn Monroe
                                                    d'Andy Warhol
                                                    parce que l'arbre
                                                    à sabot
                                                    me touche,
                                                    pas Andy Warhol.
                                                    Et toi
                                                    pourquoi tu
                                                    t'as caché
                                                    autant du temps?
                                                    Maintenant
                                                    quant je te
                                                    ai trouvé
                                                    je mets
                                                    une grande
                                                    partie de mon
                                                    âme
                                                    dans une
                                                    boite aux alumettes
                                                    et je t'en offre
                                                    comme
                                                    le cadeau
                                                    de notre
                                                    rencontre.

                                                  • kwasna_cytryna Re: wahanie.... 07.01.03, 16:26
                                                    małe pudełko
                                                    na sąsiednim stoliku
                                                    smutno leżącę na szklanym blacie
                                                    jak na skraju przepaści
                                                    człowiek przechodzący obok
                                                    zaraz strąci je
                                                    na ziemię
                                                    i rozsypią się zapałki z zielonymi łebkami
                                                    jak tafla lustra
                                                    po uderzeniu rozpryskuje się
                                                    drobne gorejące okruszki
                                                    czy zebrać je
                                                    by wznieciły ogień
                                                    czy w pustym pudełku
                                                    zamknąć
                                                    pulsujące niepokojem
                                                    serce
                                                    które nie zaznało ciepła
                                                  • Gość: Ewa Re: KOMUNIKAT METEOROLOGICZNY IP: *.abo.wanadoo.fr 07.01.03, 18:15
                                                    ЗИМНИЙ ВЕЧЕР

                                                    Буря мглою небо кроеть,
                                                    Вихри снежные крутя ;
                                                    То, как зверь она завоет,
                                                    То заплачет как дитя,
                                                    То по кровле обвешалой
                                                    Вдруг соломой зашумит,
                                                    То, как путник запоздалый,
                                                    К нам в окошко постучит.

                                                    Наша ветхая лачужка
                                                    И печальна и темна.
                                                    Что же ты, моя старушка,
                                                    Приумолкла у окна ?
                                                    Или бури завыванием
                                                    Ты мой друг утомлена,
                                                    Или дремлешь под жужанием
                                                    Своего веретена ?

                                                    Выпьем, добрая подружка
                                                    Бедной юности моей,
                                                    Выпьем с горя ; где же кружка ?
                                                    Сердцу будет веселей.
                                                    Спой мне песню, как синица
                                                    Тихо за морем жила ;
                                                    Спой мне песню, как девица
                                                    За водой поутру шла.

                                                    Буря мглою небо кроеть,
                                                    Вихри снежные крутя ;
                                                    То, как зверь она завоет,
                                                    То заплачет как дитя.
                                                    Выпьем, добрая подружка
                                                    Бедной юности моей,
                                                    Выпьем с горя ; где же кружка ?
                                                    Сердцу будет веселей.

                                                    Пушкин 1825
                                                  • kwasna_cytryna Re: gusła ... 07.01.03, 20:02
                                                    ***

                                                    Zamawiam cię od złota mocy,
                                                    Od skrzydlatej wdowy o północy,
                                                    Od błotnego zjadliwego dymu,
                                                    Od staruchy przechodzącej mimo.

                                                    Żmii pod progiem,
                                                    Wody pod mostem,
                                                    Krzyżowej drogi,
                                                    Od baby-postem.

                                                    Szalów bucharskich,
                                                    Ukazów carskich,
                                                    Od czarnej zbrodni,
                                                    Od białej dłoni!!


                                                    Marina Cwietajewa
                                                  • Gość: Ewa Re: gusła ... IP: *.abo.wanadoo.fr 07.01.03, 22:54
                                                    Bierstube Magie allemande

                                                    Bierstube Magie allemande
                                                    Et douces comme un lait d'amandes
                                                    Mina Linda lèvres gourmandes
                                                    qui tant souhaitent d'être crues
                                                    A fredonner tout bas s'obstinent
                                                    L'air Ach du lieber Augustin
                                                    Qu'un passant siffle dans la rue
                                                    Sofienstrasse Ma mémoire<
                                                    Retrouve la chambre et l'armoire
                                                    L'eau qui chante dans la bouilloire
                                                    Les phrases des coussins brodés
                                                    L'abat-jour de fausse opaline
                                                    Le Toteninsel de Boecklin
                                                    Et le peignoir de mousseline
                                                    qui s'ouvre en donnant des idées
                                                    Au plaisir prise et toujours prête
                                                    O Gaense-Liesel des défaites
                                                    Tout à coup tu tournais la tête
                                                    Et tu m'offrais comme cela
                                                    La tentation de ta nuque
                                                    Demoiselle de Sarrebrück
                                                    Qui descendais faire le truc
                                                    Pour un morceau de chocolat
                                                    Et moi pour la juger que suis-je
                                                    Pauvres bonheurs pauvres vertiges
                                                    Il s'est tant perdu de prodiges
                                                    Que je ne m'y reconnais plus
                                                    Rencontres Partances hâtives
                                                    Est-ce ainsi que les hommes vivent
                                                    Et leurs baisers au loin les suivent
                                                    Comme des soleils révolus
                                                    Tout est affaire de décors
                                                    Changer de lit changer de corps
                                                    A quoi bon puisque c'est encore
                                                    Moi qui moi-même me trahis
                                                    Moi qui me traîne et m'éparpille
                                                    Et mon ombre se déshabille
                                                    Dans les bras semblables des filles
                                                    Où j'ai cru trouver un pays
                                                    Coeur léger coeur changeant coeur lourd
                                                    Le temps de rêver est bien court
                                                    Que faut-il faire de mes jours
                                                    Que faut-il faire de mes nuits
                                                    Je n'avais amour ni demeure
                                                    Nulle part où je vive ou meure
                                                    Je passais comme la rumeur
                                                    je m'endormais comme le bruit
                                                    C'était un temps déraisonnable
                                                    On avait mis les morts à table
                                                    On faisait des châteaux de sable
                                                    On prenait les loups pour des chiens
                                                    Tout changeait de pôle et d'épaule
                                                    La pièce était-elle ou non drôle
                                                    Moi si j'y tenait mal mon rôle
                                                    C'était de n'y comprendre rien
                                                    Dans le quartier Hohenzollern
                                                    Entre la Sarre et les casernes
                                                    Comme les fleurs de la luzerne
                                                    Fleurissaient les seins de Lola
                                                    Elle avait un coeur d'hirondelle
                                                    Sur le canapé du bordel
                                                    Je venais m'allonger près d'elle
                                                    Dans les hoquets du pianola
                                                    Elle était brune et pourtant blanche
                                                    Ses cheveux tombaient sur ses hanches
                                                    Et la semaine et le dimanche
                                                    Elle ouvrait à tous ses bras nus
                                                    Elle avait des yeux de faïence
                                                    Et travaillait avec vaillance
                                                    Pour un artilleur de Mayence
                                                    Qui n'en est jamais revenu
                                                    Il est d'autres soldats en ville
                                                    Et la nuit montent les civils
                                                    Remets du rimmel à tes cils
                                                    Lola qui t'en iras bientôt
                                                    Encore un verre de liqueur
                                                    Ce fut en avril à cinq heures
                                                    Au petit jour que dans ton coeur
                                                    Un dragon plongea son couteau
                                                    Le ciel était gris de nuages
                                                    Il y volait des oies sauvages
                                                    Qui criaient la mort au passage
                                                    Au-dessus des maisons des quais
                                                    Je les voyais par la fenêtre
                                                    Leur chant triste entrait dans mon être
                                                    Et je croyais y reconnaître
                                                    Du Rainer Maria Rilke
                                                    Louis Aragon,

                                                    ( Après avoir vu le film
                                                    "Le peuple des migrateurs"-
                                                    magnifique!)


                                                  • kwasna_cytryna Re: HÉSITATIONS... 08.01.03, 07:08
                                                    HÉSITATIONS...
                                                    par Claudia Toussaint, Canada


                                                    Dans la vie on hésite,
                                                    On ne peut pas l'éviter
                                                    C'est le pire des parasites
                                                    On ne peut pas s'en débarrasser.

                                                    On hésite à foncer
                                                    À avouer un amour
                                                    On hésite à donner
                                                    Notre coeur pour toujours.

                                                    Certains jours,
                                                    Nous n'hésitons plus,
                                                    Nous osons nous offrir entièrement
                                                    Mais parfois nous aurions dû patienter.

                                                    La seule chose à faire
                                                    C'est d'user de notre bon jugement
                                                    Mais de ne jamais hésiter
                                                    À offrir notre amour à nos proches

                                                    La vie est fragile
                                                    Alors pourquoi perdre du temps qui s'avère précieux,
                                                    On ne peut jamais savoir ce que l'avenir nous réserve.

                                                    Alors qui que vous soyez...
                                                    Que je vous connaisse ou non

                                                    Je vous aime!! :)
                                                  • Gość: Ewa Re: Przestrzen IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 09:07
                                                    Jedna z najwiekszych zbrodni
                                                    ludzkosci
                                                    jest ograniczenie
                                                    wolnosci
                                                    patkom.
                                                    Te, ktore migruja
                                                    z ich obietnica powrotu
                                                    sa dowodem
                                                    wiecznego obrotu
                                                    rzeczy, zycia,
                                                    zawirowania
                                                    swiata.
                                                    Wolnosc, to piekne
                                                    slowo,
                                                    jest takze mowa,
                                                    ze nie znajac na
                                                    codzien
                                                    mozna kochac
                                                    przestrzen.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Przestrzen 08.01.03, 09:32
                                                    Drogi wykute w skale tworzą wspaniałe tarasy widokowe. Jezioro widziane z gór
                                                    daje poczucie wielkiej przestrzeni.
                                                    Stojąc nad skrajem przepaści, mając przed sobą ogrom przestrzeni a w dole
                                                    błękit jeziora można poczuć specyficzny zapach swobody dany tylko naturze. Przy
                                                    wielkości, niewzruszonym spokoju i pięknie tego krajobrazu, którego nie dotyczą
                                                    ludzkie problemy, można ukoić duszę. Cóż znaczą nasze zmagania z codziennymi
                                                    problemami dla tych gór. One istnieją od tysięcy lat bez względu na zmieniające
                                                    się ustroje polityczne, kryzysy gospodarcze, czy inne zdarzenia, które nas -
                                                    ludzi przerażają. Tutaj zawsze można znaleźć spokój i ciszę. Tutaj można choć
                                                    na chwilę oddalić to co nas niekiedy przytłacza.
                                                    Stare niekiedy zapomniane drogi. Wykute w skale opuszczone tunele, które
                                                    czasami zdają się wieść do samego serca gór, zaczynają porastać zielenią.
                                                    Natura odbiera to co wydarł jej człowiek. Jeszcze kilka lat i z asfaltu
                                                    niewiele pozostanie, a tunele będą przypominać dziwne, zarośnięte jaskinie.

                                                  • Gość: Ewa Re: Chanson IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 10:16
                                                    Quel jour sommes-nous
                                                    Nous sommes tous les jours
                                                    Mon amie
                                                    Nous sommes toute la vie
                                                    Mon amour
                                                    Nous vivions et nous aimons
                                                    Et nous na savons pas que c'est que la vie
                                                    Et nous na savons pas ce que c'est que le jour
                                                    Et nous na savons pas ce que c'est que l'amour.

                                                    Jacques Prévert
                                                  • Gość: Ewa Re: Archives de la poésie canadienne IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 13:20





                                                    FIRST LOVE
                                                    Cameron, George Frederick

                                                    AH, love is deathless! we do cheat
                                                    Ourselves who say that we forget
                                                    Old fancies: last love may be sweet,
                                                    First love is sweeter yet.

                                                    And day by day more sweet it grows
                                                    For evermore, like precious wine,
                                                    As Time's thick cobwebs o'er it close,
                                                    Until it is divine.

                                                    Grows dearer every day and year,
                                                    Let other loves come, go at will;
                                                    Although the last love may be dear,
                                                    First love is dearer still.










                                                    Droit d'auteur. La Bibliothèque nationale du Canada.
                                                  • kwasna_cytryna Re: DUE POESIE FRANCESI DI BECKETT 08.01.03, 22:34
                                                    1.
                                                    imagine si ceci
                                                    un jour ceci
                                                    un beau jour
                                                    imagine
                                                    si un jour
                                                    un beau jour ceci
                                                    cessait
                                                    imagine

                                                    2.
                                                    fin fond du néant
                                                    au bout de quelle guette
                                                    l'oeil crut entrevoir
                                                    remuer faiblement
                                                    la tête le calma disant
                                                    ce ne fut que dans ta tête
                                                  • Gość: Ewa Re: A mon lapin IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 22:51





                                                    Comme je suis très vieux, je sais des histoires,
                                                    Et j'en ai fait pour toi pas moins d'un petit cent.
                                                    Oh, ca n'est certes nitrès fin ni très puissant
                                                    Ca m'a pas demandé des efforts méritoires

                                                    Mais c'est un peu loufoque, un peu blasphématoire
                                                    Un peu gai quelquesfois, un peu triste en passant
                                                    Ca garde un peu de forme, et va s'avachissant
                                                    S'il le faut
                                                  • Gość: Ewa Re:Les oiseaux libres et beaux IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 19:59
                                                    L'homme est privé d'un physique qui pourrait lui permettre de voler sans
                                                    appareillage.
                                                    Le physique des oiseaux est généreusement construit pour cette faculté. Tout
                                                    d'abord le poids. Par rapport à la surface du corps, ailes étendues, le poids
                                                    d'un oiseau est minimal. Cela grâce au système pneumatique osseux qui est en
                                                    communication avec les poumons qui prolongent au travers des bronchioles munies
                                                    de neuf sacs aériens, situés dans la tête et dans le tronc. Donc, le poids d'un
                                                    oiseau s'approche de celui d'air. Le plus petit, le colibri pèse seulement 5
                                                    grammes, l'oiseau le plus lourd 12 kilogrammes. L'absence de dents, de vessie
                                                    et la peau dépourvue de glands allège le corps de l'oiseau............
                                                    L'oiseau possède aussi une aptitude qui le différencie des autres vertébrés.
                                                    Grâce à sa structure cérébrale contenant des micro-aimants, il peut définir le
                                                    champ magnétique terrestre. Cette faculté peut être dérangé dans les cas de
                                                    perturbation magnétique venant de la terre. A ce point que les oiseaux sont
                                                    troublés et perdent le sens de l'orientation. ..............
                                                  • kwasna_cytryna Re:Le Loup et la Cigogne 08.01.03, 22:44

                                                    Les Loups mangent gloutonnement.
                                                    Un Loup donc étant de frairie
                                                    Se pressa, dit-on, tellement
                                                    Qu'il en pensa perdre la vie:
                                                    Un os lui demeura bien avant au gosier.
                                                    De bonheur pour ce Loup, qui ne pouvait crier,
                                                    Près de là passe une Cigogne.
                                                    Il lui fait signe; elle accourt.
                                                    Voilà l'Opératrice aussitôt en besogne.
                                                    Elle retira l'os; puis, pour un si bon tour,
                                                    Elle demanda son salaire.
                                                    "Votre salaire ? dit le Loup:
                                                    Vous riez, ma bonne commère!
                                                    Quoi? ce n'est pas encor beaucoup
                                                    D'avoir de mon gosier retiré votre cou?
                                                    Allez, vous êtes une ingrate:
                                                    Ne tombez jamais sous ma patte."

                                                    Jean de LaFontaine
                                                  • Gość: Ewa Re:Les Françaises aiment raler IP: *.abo.wanadoo.fr 08.01.03, 23:01
                                                    Nous avons marre
                                                    d'avoir froid!
                                                    Ce pays
                                                    est fait
                                                    pour que
                                                    fasse beau

                                                    On peut discuter
                                                    amicalement
                                                    avec un gandarme,
                                                    on peut s'amuser
                                                    avec les mots
                                                    sans des remords,

                                                    Ici ont a trouvé
                                                    les droits des hommes
                                                    allors il faut
                                                    qu'il fasse beau!!!!!
                                                  • Gość: Ewa Re:Smierc kochankow et les droits civiques in op. IP: *.abo.wanadoo.fr 09.01.03, 11:09
                                                    Apogeum opery niewatpliwie mialo miejsce na przelomie XIX i XX wieku. Wielcy
                                                    kompozytorzy jak Puccini i Verdi poswiecili w swych operach wiele miejsca
                                                    milosci, milosci nieszcesliwej, ktorej uwienczeniem byla bezlitosna smierc
                                                    kochanki.U Pucciniego Tosca rzuca sie z wysokosci rzymskiej fortyfikacji, gdzie
                                                    na skutek zdrady wczesniej zbitego przez nia Scarpio, ginie jej ukochany
                                                    ¨Mario. Podobnie smierc siana jest w Turandocie, a Manon Leccaut umiera na
                                                    pustyni. W Bohemie gruzlica zabija niewinna, skromna i zakochana Mimi.Nieco
                                                    wczesniej Verdi okazal sie rownie bezlitosny dla kochanek. Otello dusi z
                                                    bezpodstawnej zazdrosci Desdemone, w Trawiacie Wioletta w imie milosci poswieca
                                                    caly swoj majatek.; i umiera. Aby byla jeszcze bardziej niesprawiedliwie i
                                                    dramatycznie...na gruzlice.Nieco pozniej Bizet nie oszczedzil w swej
                                                    najbardziej popularnej operze czarujacej Carmen. Gershwin podobnie bez
                                                    skrupulow pozwala Porgemu zabic Bess. Temat mlodych kochankow ginacych smiercia
                                                    samobojcza byl wielokrotnie rozwijany w operze. Najstraszliwszym samobojstwem
                                                    byla smierc madame Butterfly Pucciniego, ktory nie tylko ja usmiercil, ale
                                                    takze zmusil do oddania w rece obcej kobiety ukochanego synka. Nawet w operze
                                                    wspolczesnej kochanka nie ma pelnych praw cywilnych, czego dowodem jest
                                                    usmiercenie Lulu przez Berga.Dopiero po latach dwudziestych kompozytorzy
                                                    okazali sie bardziej litosciwi dla kochanek, nawet kierujac sie w strone praw
                                                    czlowieka jak Marius Constant w swym oratorio dramatycznym. Opera nie umarla,
                                                    jej tworcy sa wciaz obecni. Wydaje sie, ze prawo do zycia zostalo zwrocone
                                                    kochance, co jest niewatpliwym osiagnieciem instrumentalnym.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Oniegin 09.01.03, 21:51
                                                    Zagadka kryje się już w podtytule opery: "Oniegin - sceny liryczne".
                                                    Sceny liryczne to pewne obrazy, fragmenty większej całości. W książce tę całość
                                                    spaja postać autora, który jest bohaterem, pierwszym czytelnikiem i zarazem
                                                    interpretatorem swojej opowieści.
                                                    Zabieg ten dodaje pewnej pikanterii, wnosi poczucie ironii, dystansu,
                                                    wprowadza inny wymiar. Historia Oniegina pozbawiona tego kontekstu pozostaje
                                                    dość błahym romansem.
                                                    Zastanawiałem się jak ocalić tę optykę? Jak połączyć sceny liryczne? W
                                                    jaki sposób zbudować z nich ciąg, który miałby walor dramatyczny? Te zagadki
                                                    znalazły rozwiązanie w milczącej postaci, której byt świadomie nie jest do
                                                    końca definiowany. Jest ona kimś pomiędzy narratorem, poetą, a może po prostu
                                                    starym Onieginem, człowiekiem, który zna tę historię i opowiada ją raz jeszcze,
                                                    niczym Syzyf, powtarzając na nowo historię swojego upadku. Z perspektywy czasu
                                                    zauważamy wszystkie swoje błędy, wszystkie blaski i cienie młodości. Poezja
                                                    daje nam możliwość cofnięcia czasu, wejścia w ten świat raz jeszcze i
                                                    doświadczenia naszej drogi. Problem w tym, ze nic już nie możemy zmienić.
                                                    Tatiana raz jeszcze ulegnie zawodowi miłosnemu, Lenski raz jeszcze zginie w
                                                    pojedynku, a Oniegin stoczy się w pustkę i blichtr marnego świata, jak to
                                                    pięknie ujął Puszkin.
                                                  • Gość: Ewa Re:Oniegin IP: *.abo.wanadoo.fr 09.01.03, 22:52
                                                    Ja, bolnaja staruszka
                                                    w swietie byla,
                                                    mnogo widiala,
                                                    ludiej lieczyla
                                                    cziernych i bielych
                                                    od smierti sowala,
                                                    swajoj patridi
                                                    nie zabula.
                                                    Ja lublju knigi
                                                    i gazeta Wyborcza
                                                    czytac
                                                    muzyki sluchat,
                                                    zwiezki opowiadat
                                                    i tiebie lubiet
                                                    kak ty mienija piszesz
                                                    oczjen mondroje slowa
                                                    i Onegina toze
                                                    lubiem
                                                    niczego nie zabudjem
                                                    tjebje lubuju
                                                    mnogo i swobodno
                                                    amen.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Młoda Staruszka 09.01.03, 23:25

                                                    w słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu,
                                                    stojąc siedziała, młoda staruszka
                                                    i nic nie mówiąc rzekła do wysokiego pana
                                                    niskiego wzrostu bez zarostu:
                                                    "jestem bezdzietna, mam sześcioro dzieci",
                                                    i wtedy krowa zapiała po raz trzeci
                                                    "najstarszy syn którego nie mam
                                                    wlazł na gruszkę, rwał pietruszkę,
                                                    cebule leciały".
                                                    przyszedł właściciel tego banana
                                                    "proszę złaź pan z tego kasztana"
                                                    i wszystko to było zapisane w
                                                    księdze młodej staruszki,
                                                    która rok przed urodzeniem
                                                    zmarła i dotychczas żyła
                                                  • Gość: Ewa Re:Guitare IP: *.abo.wanadoo.fr 10.01.03, 13:15

                                                    Je sais rouler une amourette En cigarette,Je sais rouler
                                                    l'or et les plats !Et les filles dans de beaux draps ! Ne crains pas de
                                                    longueurs fidèles :Pour mules mes pieds ont des ailes ;Voleur de nuit, hibou
                                                    d'amour, M'envole au jour. Connais-tu Psyché ? - Non ? -
                                                    Mercure ?...Cendrillon et son aventure ?- Non ? - ... Eh bien ! tout cela,
                                                    c'est moi : Nul ne me voit. Et je te laisserais bien fraîcheComme un
                                                    petit Jésus en crèche,Avant le rayon indiscret... - Je suis si
                                                    laid ! - Je sais flamber en cigarette, Une amourette,Chiffonner et
                                                    flamber les draps,Mettre les filles dans les plats !

                                                    Tristan Corbière
                                                  • kwasna_cytryna Re:UNE DEPRESSION D&# 8217;HIVER 09.01.03, 22:01
                                                    Bien sûr, je trouve toujours leurs fruits un peu amers
                                                    Ca doit venir de l’eau ou de la couleur des terres
                                                    Pourtant y’a quelque chose depuis peu qui me semble inhabituel
                                                    Un goût qui vous monte en mémoire comme une voix qui vous appelle

                                                    Et tous les gens par ici prétendent qu’on ne peut rien faire
                                                    C’est seulement ce qu’ils appellent une dépression d’hiver

                                                    Des fois, je ne vois même pas si j’ai les pieds sur terre
                                                    Ca doit venir des vents noirs qui tournent autour des pierres
                                                    Y’a dessous les pas des endroits qui vous mènent au fond de la nuit
                                                    Comme dans les rêves qu’on n’aime pas, où l’on tombe à l’infini

                                                    Et tous les gens par ici prétendent qu’on ne peut rien faire
                                                    C’est seulement ce qu’ils appellent une dépression d’hiver

                                                    Bien sûr, tu comprendras que j’ai du mal à m’y faire
                                                    Bien sûr, tu me manques toujours comme à ton ordinaire
                                                    Pourtant y’a quelque chose depuis peu que je contrôle de plus en plus mal
                                                    Comme l’impression que tu vis dans un monde tellement banal

                                                    Et tous les gens par ici prétendent qu’on ne peut rien faire
                                                    C’est seulement ce qu’ils appellent une dépression d’hiver


                                                    William Sheller
                                                  • Gość: Ewa Re: Ma Bohème IP: *.abo.wanadoo.fr 09.01.03, 22:36
                                                    lJe m'en allais, les poings dans mes poches crevées;
                                                    Mon paletot soudain devenait idéal;
                                                    J'allais sous le ciel, Muse, et j'étais ton féal;
                                                    Oh! là là! que d'amours spendides j'ai rêvées!
                                                    Mon unique culotte avait un large trou.
                                                    Petit-Poucet rêveur, j'égrenais dans ma course
                                                    Des rimes. Mon auberge était à la Grande-Ourse.
                                                    Mes étoiles au ciel avaient un doux frou-frou
                                                    Et je les écoutais, assis au bord des routes,
                                                    Ces bons soirs de septembre où je sentais des gouttes
                                                    De rosée à mon front, comme un vin de vigueur;
                                                    Où, rimant au milieu des ombres fantastiques,
                                                    Comme des lyres, je tirais les élastiques
                                                    De mes souliers blessés, un pied près de mon coeur!
                                                    Arthur Rimbaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: Ma Bohème 09.01.03, 23:30
                                                    Act 1 - Rodolfo's aria - Che gelida manina.


                                                    Che gelida manina,
                                                    se la lasci riscaldar.
                                                    Cercar che giova?
                                                    Al buio non si trova.
                                                    Ma per fortuna
                                                    è una notte di luna,
                                                    e qui la luna
                                                    l'abbiamo vicina.

                                                    Aspetti, signorina,
                                                    le dirò con due parole
                                                    chi son, e che faccio,
                                                    come vivo. Vuole?

                                                    Chi son? Sono un poeta.
                                                    Che cosa faccio? Scrivo.
                                                    E come vivo? Vivo!
                                                    In povertà mia lieta
                                                    scialo da gran signore
                                                    rime ed inni d'amore.
                                                    Per sogni e per chimere
                                                    e per castelli in aria,
                                                    l’anima ho milionaria.
                                                    Talor dal mio forziere
                                                    ruban tutti i gioelli
                                                    due ladri, gli occhi belli.
                                                    V’entrar con voi pur ora,
                                                    ed i miei sogni usati
                                                    e i bei sogni miei,
                                                    tosto si dileguar!
                                                    Ma il furto non m’accora,
                                                    poiché, v’ha preso stanza
                                                    la dolce speranza!
                                                    Or che mi conoscete,
                                                    parlate voi, deh! Parlate.
                                                    Chi siete? Vi piaccia dir!


                                                    What a frozen little hand,
                                                    let me warm it for you.
                                                    What’s the use of looking?
                                                    We won't find it in the dark.
                                                    But luckily
                                                    it’s a moonlit night,
                                                    and the moon
                                                    is near us here.

                                                    Wait, mademoiselle,
                                                    I will tell you in two words
                                                    who I am, what I do,
                                                    and how I live. May I?

                                                    Who am I? I am a poet.
                                                    What do I do? I write.
                                                    And how do I live? I live.
                                                    In my carefree poverty
                                                    I squander rhymes
                                                    and love songs like a lord.
                                                    When it comes to dreams and
                                                    visions and castles in the air,
                                                    I've the soul of a millionaire.
                                                    From time to time two thieves
                                                    steal all the jewels
                                                    out of my safe, two pretty eyes.
                                                    They came in with you just now,
                                                    and my customary dreams
                                                    my lovely dreams,
                                                    melted at once into thin air!
                                                    But the theft doesn’t anger me,
                                                    for their place has been
                                                    taken by hope!
                                                    Now that you know all about me,
                                                    you tell me who you are.
                                                    Please do!
                                                  • Gość: Ewa Re: Nous sommes IP: *.abo.wanadoo.fr 10.01.03, 13:08
                                                    Nous sommes huit
                                                    dans l'atelier de gravure.
                                                    Comme les noms
                                                    un paut de tout
                                                    de me
                                                    même
                                                    pour la situation
                                                    professionnele.

                                                    Nous nous aimons,
                                                    pafois il est serio,
                                                    pafois un peu des conneris,
                                                    Bof,
                                                    nous sommes tous
                                                    les petits( ou grands)
                                                    je ne sais pas,
                                                    mais seulment
                                                    les créateurs.
                                                  • Gość: Ewa Re: Wspomnienia IP: *.abo.wanadoo.fr 10.01.03, 15:44
                                                    Szczesciarz
                                                    Petruchiani byl znany w N'djamenie. Powtarzano jego nazwisko mowiac o
                                                    posiadaniu szczescia . Dawano jego przyklad gdy mowiono o szczesciarzu, albo
                                                    odwrotnie nazywano go nieszczesnikiem .
                                                    Byl mezczyzna okolo piecdziesiatki, dobrze zbudowanym, o sylwetce raczej
                                                    atletycznej. Zeby go poznac najlepiej bylo udac sie wieczorem do nocnego klubu
                                                    w centrum N'djameny. Spedzal tam swoje wieczory. Wypijal dwa , trzy piwa,
                                                    przygladal sie tanczacym, pozwalal na umizgi ciemnoskorych dziewczyn, latwo
                                                    nawiazywal konwersacje .Okolo polnocy wychodzil lekko pociagajac prawa stope.
                                                    Dawal chojny napiwek chlopcom pilnujacym jego samochodu , po czym odjezdzal
                                                    zeby samotnie spedzic noc. Czasami mial atak malarii, ale nigdy jak inni nie
                                                    zostawal w domu. Codziennie punktualnie o osmej byl w biurze , sprawdzal
                                                    korespondencje, cierpliwie znosil brak kompetencji sekretarki. Duzo
                                                    telefonowal. Petruchiani kierowal przez telefon filia przedsiebiorstwa
                                                    budowlanego. Niezaleznie od telefonow dotyczacych firmy codziennie rano jego
                                                    pierwsza komunikacja byla kierowana do Francji , do Bretanii , gdzie mieszkala
                                                    jego zona i gdzie czekala na niego restauracja i maly hotel, zabespieczenie na
                                                    starosc. Pytal czy wszystko w porzadku i jaka jest pogoda w Bretanii. Dorzucal
                                                    kilka uwag o klopotach z miejscowa administracja, o nie posuwajacych sie jak
                                                    nalezy pracach, o trudnosciach finansowych i konczyl "ça va, c'est Afrique".
                                                    Petruchiani lubil Afryke. Moglby juz spokojnie osiasc we Francji, pilnowac
                                                    interesow hotelu i restauracji , zamiast tych samotnych nocy w N'Djamenie. Bez
                                                    watpienia w jakis szczegolny sposob szukal ryzyka.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Wspomnienia.... 10.01.03, 23:19

                                                    Kiedy Marco Polo powrócił do rodzinnej Wenecji, był już człowiekiem posuniętym
                                                    w latach; swoje piętno wycisnęły też na nim trudy wieloletnich podróży. A kiedy
                                                    go pytano, co się z nim działo, gdzie był i co widział, signor Marco opowiadał
                                                    rzeczy zupełnie niestworzone.

                                                    Snuł historie o niezmierzonych bogactwach Wschodu, jego wielkich armiach,
                                                    mądrych władcach i zamożnych miastach pełnych kolorowych mieszkańców. O
                                                    cudownych drzewach dających mleko, roślinach, leczących z każdej choroby, o
                                                    zwierzętach podobnych do ludzi, rzekach szerszych niż morza i morzach pełnych
                                                    pereł, jak kufer czarnoksiężnika. W każdym rozdziale swej relacji zapewniał, że
                                                    królestwo, o którym w danej chwili mówił, jest największe, najpotężniejsze i
                                                    najwspanialsze w całym świecie. W każdym żyli znający magię kapłani, którzy na
                                                    rozkaz swego władcy przywoływali burze lub zaklinali dobrą pogodę. Każde miasto
                                                    w tym państwie miało wieże sięgające chmur i do każdego z nich codziennie
                                                    przybywały tysiące karawan z kupcami, a każdy kupiec przywoził towary warte
                                                    całych królestw. "I wierzcie mi, że w całym świecie nie ma drugiego takiego
                                                    miejsca", kończył rozdział messer Marco, by już w następnym zacząć wszystko od
                                                    początku: "Kinsaj jest to królestwo leżące o sto mil na północ, a jedzie się
                                                    tam przez lasy tak gęste i pełne zwierzyny rozmaitej i przedziwnej, że w całym
                                                    świecie nie ma takich drugich jak te. I trzeba wiedzieć, że ludzie tam
                                                    mieszkający nie palą drewnem, choć mają go mnóstwo, lecz dobywają w górach
                                                    pewien rodzaj czarnego kamienia i ten palą, a daje on ciepła dużo więcej, choć
                                                    pali się niewiele i tylko na początku".
                                                  • Gość: Ewa Re: Wariacja IP: *.abo.wanadoo.fr 11.01.03, 16:26
                                                    Frosty morning
                                                    everythink is crisply
                                                    everybody need
                                                    a some
                                                    of sunshine

                                                    Frosty morning
                                                    I an runing so quickly
                                                    so quickly
                                                    to see my friends

                                                    Frosty morning
                                                    I sund the music
                                                    I think also
                                                    about
                                                    Ella Fitzgerald

                                                    She is always
                                                    alive
                                                    she's voice
                                                    is with
                                                    meeee

                                                    I would like
                                                    to be
                                                    as sheee
                                                    to have she's voice
                                                    and to sing
                                                    for you

                                                    I could sing
                                                    about the morning
                                                    about the morning
                                                    on the frosty
                                                    road

                                                    With all my heart
                                                    I will craying
                                                    about the beauty
                                                    about the beauty
                                                    of the frosty road

                                                    Can you to hear me
                                                    can you to hear me
                                                    when I am singing
                                                    with Ella voice?
                                                  • Gość: Ewa Re:Smiers kochankow et les droits civiques in op. IP: *.abo.wanadoo.fr 11.01.03, 18:49
                                                    Annexe

                                                    Violetta:
                                                    Les spasmes de mon mal
                                                    ont cessé.
                                                    Je sens renaître en moi
                                                    une vigeur insolite.
                                                    Ah! je me reprends à vivre...
                                                    (avec une sursaut)
                                                    Oh...joi!
                                                    (elle retombe sur le canapé)
                                                    Tous
                                                    o ciel! elle meurt!
                                                    Alfred
                                                    Violetta...
                                                    Tous
                                                    Oh! Dieu, secourons-la...
                                                    Le docteur(après lui avoir tâte le pouls)
                                                    Elle a passé...
                                                    Tous
                                                    Ah! quelle douleur!

                                                    Giuseppe Verdi
                                                    La Traviata
                                                    opéra en trois actes
                                                    sur un livret de Francesco Maria Piave
                                                    d'après"La dame aux camélias" d'Alexandre Dumas Fils
                                                  • kwasna_cytryna Re:Smiers kochankow et les droits civiques in op. 11.01.03, 21:58
                                                    Il Principe:

                                                    Nessun dorma!... Nessun dorma!...
                                                    Tu pure, o Principessa,
                                                    nella tua fredda stanza
                                                    guardi le stelle che tremano
                                                    d'amore e di speranza!
                                                    Ma il mio mistero
                                                    è chiuso in me,
                                                    il nome mio nessun saprà!
                                                    No, no, sulla tua bocca lo dirò,
                                                    quando la luce splenderà!
                                                    Ed il mio bacio scoglierà
                                                    il silenzio che ti fa mia!

                                                    Coro donne:
                                                    Il nome suo nessun saprà...
                                                    E noi dovrem ahimè, morir, morir!...

                                                    Il Principe:

                                                    Dilegua, o notte! tramontate, stelle!
                                                    Tramontate, stelle! All'alba vincerò!
                                                    Vincerò! Vincerò!


                                                    The Prince:

                                                    No one sleeps!... No one sleeps!...
                                                    Nor do you, o princess
                                                    in your cold room
                                                    Look the stars that tremble
                                                    with love and hope!
                                                    But my mystery
                                                    it is locked in me,
                                                    my name no one will know!
                                                    No, no, only on your mouth I will reveal it,
                                                    when dawn's light will shine!
                                                    My kiss will break the silence
                                                    and make you mine!

                                                    Female choir:

                                                    His name no one will know...
                                                    And we shall have, alas, to die, to die...!

                                                    The Prince:

                                                    Disperse, o night! Set, you stars!
                                                    Set, you stars! With the dawn I will win!
                                                    I'll win! I'll win!


                                                    Turandot - G. Puccini
                                                  • kwasna_cytryna Re: Wariacja 11.01.03, 21:55
                                                    SARAH BRIGHTMAN IN CONCERT AT THE ROYAL ALBERT HALL,
                                                    an evening of musical enchantment with one of Broadway and London's most
                                                    mesmerizing leading ladies.

                                                    Brightman's voice has won acclaim the world over. In Japan, she has long been
                                                    celebrated as an opera star. In Germany, she is known as a singer who
                                                    harmoniously fuses classical and pop music. In England and America, she is
                                                    famous for her work in musical theater. Now, Brightman brings her exceptional
                                                    talent to a concert performance with the English National Orchestra conducted
                                                    by Paul Bateman, and special guests Italian tenor Andrea Bocelli and composer
                                                    Lord Andrew Lloyd Webber.

                                                    Sarah Brightman rose to international fame when she created the role
                                                    of "Christine" in Lloyd Webber's Phantom of the Opera. When she later crossed
                                                    the Atlantic to perform in the musical's original Broadway company, she
                                                    captured the hearts of America's theater fans as well. She has also appeared in
                                                    Aspects of Love and toured extensively in The Music of Andrew Lloyd Webber, a
                                                    concert of his compositions.

                                                    The special features "Time to Say Goodbye," her duet with Italian tenor Andrea
                                                    Bocelli. Another memorable moment reunites her exceptional voice once again
                                                    with the piano accompaniment of Lloyd Webber for "Whistle Down the Wind." Other
                                                    featured songs include "O Mio Babbino Caro" (from Puccini's Gianni
                                                    Schicchi), "Summertime" (Porgy and Bess), and "Music of the Night" (Phantom of
                                                    the Opera).

                                                  • Gość: Ewa Re: Dans le simple appareil d'une beauté IP: *.abo.wanadoo.fr 11.01.03, 23:00
                                                    ... Excité d'un désir curieux,
                                                    Cette nuit je l'ai vue arriver en ces lieux,
                                                    Triste, levant au ciel ses yeux mouillés de larmes,
                                                    Qui brillaient au travers des flambeaux et des armes ;
                                                    Belle, sans ornements, dans le simple appareil
                                                    D'une beauté qu'on vient d'arracher au sommeil.
                                                    Que veux-tu ? Je ne sais si cette négligence,
                                                    Les ombres, les flambeaux, les cris et le silence,
                                                    Et le farouche aspect de ses fiers ravisseurs
                                                    Relevaient de ses yeux les timides douceurs.
                                                    Quoi qu'il en soit, ravi d'une si belle vue,
                                                    J'ai voulu lui parler, et ma voix s'est perdue :
                                                    Immobile, saisi d'un long étonnement,
                                                    Je l'ai laissé passer dans son appartement.
                                                    J'ai passé dans le mien. C'est là que, solitaire,
                                                    De son image en vain j'ai voulu me distraire :
                                                    Trop présente à mes yeux, je croyais lui parler ;
                                                    J'aimais jusqu'à ses pleurs que je faisais couler.
                                                    Quelquefois, mais trop tard, je lui demandais grâce ;
                                                    J'employais les soupirs, et même la menace.
                                                    Voilà comme, occupé de mon nouvel amour,
                                                    Mes yeux, sans se fermer, ont attendu le jour...
                                                    Racine
                                                  • kwasna_cytryna Re: A une femme 11.01.03, 23:30

                                                    Enfant ! si j'étais roi, je donnerais l'empire,
                                                    Et mon char, et mon sceptre, et mon peuple à genoux
                                                    Et ma couronne d'or, et mes bains de porphyre,
                                                    Et mes flottes, à qui la mer ne peut suffire,
                                                    Pour un regard de vous !

                                                    Si j'étais Dieu, la terre et l'air avec les ondes,
                                                    Les anges, les démons courbés devant ma loi,
                                                    Et le profond chaos aux entrailles fécondes,
                                                    L'éternité, l'espace, et les cieux, et les mondes,
                                                    Pour un baiser de toi !

                                                    V. Hugo
                                                  • Gość: Ewa Re:Kaczka dziennikarska IP: *.abo.wanadoo.fr 12.01.03, 10:11
                                                    Czy smierc w operze ma szanse przetrwania?

                                                    Jak donosi PAP, grupa polskich i zagranicznych intelektualistow powolala
                                                    stowarzyszenie do ocalenia skazanych na smiertc w operze. Grupa szczegolowo
                                                    bada okolicznosci zadania smierci zastanawiajac sie jakich srodkow nalezy uzyc
                                                    aby zwrocic zycie zwlaszcza kochankom. Dzialalnoscia stowarzyszenia
                                                    zainteresowal sie minister spraw wewnetrznych. Jednak dzieki interwencji
                                                    Boleslawa Gieremka i Roberta Badintera wyjasniono( opierajac sie na motywie
                                                    muzycznym"la vie en roses" spiewanym i granym przez Luisa Armstronga) ,iz
                                                    sprawa ma bardziej charkter abstrakcyjny niz polityczny. To z kolei wzbudzilo
                                                    polemike nad znaczeniem slowa abstrakcja. Z polemiki Boleslaw Gieremek i Robert
                                                    Badinter wyszli zwyciesko oglaszajac amnestie.
                                                  • kwasna_cytryna Re:smierc 12.01.03, 10:54
                                                    wystawa "Obrazy smierci w sztuce polskiej XIX i XX wieku"

                                                    Wybor tematu nie jest przypadkowy. Jak pisza autorzy w katalogu: "W powszechnym
                                                    odczuciu rok 2000 uwazany jest za rok symboliczny, jest to bowiem koniec
                                                    jednego tysiaclecia i zarazem wstep do nastepnego... czas ‘smierci’ starego
                                                    i ‘narodzin’ nowego rozdzialu dziejow"
                                                    ...w polskiej sztuce - w przeciwienstwie do europejskiej z konca XIX wieku -
                                                    nie bylo tematu samobojstwa. To rowniez zdumiewajace odkrycie. Moze polski
                                                    tworca tego okresu nie odczuwal takich rozterek egzystencjalnych. Smierc z
                                                    wyboru - tak, ale tylko jako samobojstwo na oltarzu ojczyzny. Jest Wanda, ktora
                                                    wybiera smierc w Wisle, bo "nie chciala Niemca", jest Konrad, sa powstancy,
                                                    mamy grafike Grottgera. Jest problem losu ojczyzny, narodu, nie ma
                                                    indywidualnych rozterek czlowieka, artysty, wyboru smierci z niemocy tworczej
                                                    czy tragicznego wlasnego zycia. Smierc jako problem egzystencjalny pojawia sie
                                                    bardzo rzadko w polskim malarstwie konca XIX wieku - na krotko zaistniala
                                                    dopiero okolo 1900 roku, na przyklad u Weissa.
                                                  • kwasna_cytryna Re:smierc 12.01.03, 10:58
                                                    wystawa "Obrazy smierci w sztuce polskiej XIX i XX wieku"

                                                    Wybor tematu nie jest przypadkowy. Jak pisza autorzy w katalogu: "W powszechnym
                                                    odczuciu rok 2000 uwazany jest za rok symboliczny, jest to bowiem koniec
                                                    jednego tysiaclecia i zarazem wstep do nastepnego... czas ‘smierci’ starego
                                                    i ‘narodzin’ nowego rozdzialu dziejow"
                                                    ...w polskiej sztuce - w przeciwienstwie do europejskiej z konca XIX wieku -
                                                    nie bylo tematu samobojstwa. To rowniez zdumiewajace odkrycie. Moze polski
                                                    tworca tego okresu nie odczuwal takich rozterek egzystencjalnych. Smierc z
                                                    wyboru - tak, ale tylko jako samobojstwo na oltarzu ojczyzny. Jest Wanda, ktora
                                                    wybiera smierc w Wisle, bo "nie chciala Niemca", jest Konrad, sa powstancy,
                                                    mamy grafike Grottgera. Jest problem losu ojczyzny, narodu, nie ma
                                                    indywidualnych rozterek czlowieka, artysty, wyboru smierci z niemocy tworczej
                                                    czy tragicznego wlasnego zycia. Smierc jako problem egzystencjalny pojawia sie
                                                    bardzo rzadko w polskim malarstwie konca XIX wieku - na krotko zaistniala
                                                    dopiero okolo 1900 roku, na przyklad u Weissa.
                                                  • Gość: Ewa Re:smierc IP: *.abo.wanadoo.fr 12.01.03, 14:58
                                                    Smierc Elenai jest zdumiewajacym obrazem. Czesto zdarzalo sie mnie zatrzymywac
                                                    sie przed tym dzielem i kontemplowac cisze wokol promieniujacej z obrazu
                                                    tragedii. Mloda ,piekna dziewczyna kona. Nie zmarla jeszcze bowiem jej twarz
                                                    nie jest pokryta sztywna maska smierci.Bezwladnie opadajace ramie swiadczy o
                                                    niemocy wobec zjwiska silniejszego niz wszelka wiedza czlowieka.Kochajacy ja
                                                    mezczyzna sidzac obok pochyla glowe. jeszcze ma nadzieje. Wciaz wierzy ze
                                                    ukochwna podniesie sie z loza, zarzuci mu na szyje opadajace ramie i wyszepnie
                                                    slowa milosci. Na to wlasnie czekalam kontemplujac obraz. Czekalam aby Elenai
                                                    podniosla sie powoli, popatrzyla na ukochanego, pokochala na nowo zycie i
                                                    sie.dzacego obok niej czlowieka. Bowiem najwiekszym zwyciestwem czlowieka jest
                                                    pokonanie bolu smierci i umiejetnosc zycia, pomimo przezytej tragedii. Smierc
                                                    pozostawic moze trwale blizny, ale milosc zycia i ludzi to problem
                                                    egzystencjalny.
                                                  • Gość: Ewa Re:En montant IP: *.abo.wanadoo.fr 12.01.03, 17:40
                                                    En montant la côte
                                                    à droit on voit
                                                    la boucle de Seine.
                                                    Devant les collines
                                                    parsemés
                                                    de petits bois
                                                    et de fôrets.
                                                    Tout plonge dans
                                                    la lumiére.
                                                    Ici les impressionnistes
                                                    ont immortalisé
                                                    ce que j'ai vu
                                                    aujourd'hui.
                                                    Condorcet a été
                                                    aussi
                                                    dans ce coin.
                                                    Heureuse-
                                                    chacun peut
                                                    d'être si bien
                                                    ici
                                                    les gens disent
                                                    bonjour
                                                    bien que l'hiver
                                                    se prolonge.
                                                    C'est exeptionnel.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Impression fausse 12.01.03, 21:20

                                                    Dame souris trotte,
                                                    Noire dans le gris du soir,
                                                    Dame souris trotte
                                                    Grise dans le noir.

                                                    On sonne la cloche,
                                                    Dormez, les bons prisonniers !
                                                    On sonne la cloche :
                                                    Faut que vous dormiez.

                                                    Pas de mauvais rêve,
                                                    Ne pensez qu'à vos amours
                                                    Pas de mauvais rêve :
                                                    Les belles toujours !

                                                    Le grand clair de lune !
                                                    On ronfle ferme à côté.
                                                    Le grand clair de lune
                                                    En réalité !

                                                    Un nuage passe,
                                                    Il fait noir comme en un four.
                                                    Un nuage passe.
                                                    Tiens, le petit jour !

                                                    Dame souris trotte,
                                                    Rose dans les rayons bleus.
                                                    Dame souris trotte :
                                                    Debout, paresseux !

                                                    P. Verlaine
                                                  • kwasna_cytryna Re:Que tous le monde se lève 12.01.03, 21:50
                                                    Que tous le monde se lève
                                                    Libérez les oiseaux de leur cage
                                                    Laissez rire les enfants
                                                    Que les chiens aboient en chantant

                                                    Io amo lui

                                                    Que les étoiles jouent avec la mer
                                                    Que le soleil réchauffe tous les cœurs
                                                    Que les vagues bondissent en couleur
                                                    Tendez la main au pauvre,
                                                    pour qu'il puisse sourire à la vie

                                                    Lui ama me

                                                    Que le temps soit éternel
                                                    Que l'homme soit immortel
                                                    Que la terre soit couverte de bonheur

                                                    Io amo lui
                                                  • Gość: Ewa Re:Les bijoux IP: *.abo.wanadoo.fr 12.01.03, 22:53
                                                    Donnait un charme neuf à ses métamorphoses
                                                    La très-chère était nue, et, connaissant mon coeur,
                                                    Elle n'avait gardé que ses bijoux sonores,
                                                    Dont le riche attirail lui donnait l'air vainqueur
                                                    Qu'ont dans leurs jours heureux les esclaves des Mores.
                                                    Quand il jette en dansant son bruit vif et moqueur,
                                                    Ce monde rayonnant de métal et de pierre
                                                    Me ravi en extase, et j'aime à la fureur
                                                    Les choses où le son se mêle à la lumière.
                                                    Elle était donc couchée et se laissait aimer,
                                                    Et du haut du divan elle souriait d'aise
                                                    A mon amour profond et doux comme la mer,
                                                    Qui vers elle montait comme vers sa falaise.
                                                    Les yeux fixés sur moi,comme un tigre dompté,
                                                    D'un air vague et rêveur elle essayait des poses.
                                                    Et la candeur unie à la lubricité
                                                    .
                                                    Et son bras et sa jambe, et sa cuisse et ses reins,
                                                    Polis comme de l'huile,onduleux comme un cygne,
                                                    Passaient devant mes yeux clairvoyants et sereins;
                                                    Et son ventre et ses seins,ces grappes de ma vignes.
                                                    s'avançaient, plus câlins que les Anges du mal,
                                                    Pour troubler le repos où mon âme était mise,
                                                    Et pour la déranger du rocher de cristal
                                                    Où calme et solitaire, elle s'était assise.
                                                    Je croyais voir unis pour un nouveau dessin
                                                    Les hanches de l'Antiope au buste d'un imberbe,
                                                    Tant sa taille faisait ressortir son bassin.
                                                    Sur ce teint fauve et brun le fard était superbe!
                                                    ...Et la lampe s'étant résignée à mourir,
                                                    Comme le foyer seul illuminait la chambre,
                                                    Chaque fois qu'il poussait un flamboyant soupir,
                                                    Il inondait de sang cette peau couleur d'ambre!
                                                    Charles Baudelaire
                                                  • kwasna_cytryna Re:Erotyk dla następcy 12.01.03, 23:30
                                                    I
                                                    Przeprowadź ja przez pokój
                                                    niby ścieżką wśród lasu
                                                    na stole
                                                    zapal różę
                                                    dobrą jak nocna lampka

                                                    Potem
                                                    rozbieraj ja delikatnie
                                                    z obronnych gorsetów
                                                    z zaciśnięcia rąk
                                                    drżenia ramion ...
                                                    Otul szeptem.

                                                    A jeśli kiedyś
                                                    wybiegnie nagle z pokoju
                                                    biegnij za nią
                                                    nie pozwól
                                                    ukryj jej twarz
                                                    w swych wielkich rękach
                                                    mów słowa
                                                    dużo słów
                                                    te wszystkie
                                                    których ja zapomniałem
                                                    których się wstydziłem

                                                    Proszę cię
                                                    ty
                                                    którego nienawidzę
                                                    który przyjdziesz po mnie
                                                    by z jej drobnych piersi
                                                    zdrapać ślady mych rąk
                                                    rozchylić jej kolana
                                                    proszę cię
                                                    bądź dla niej dobry


                                                    II
                                                    Nie wiesz
                                                    że będziesz kochał mnie
                                                    że powie ci słowa
                                                    wypróbowane ze mną
                                                    że w jej włosach
                                                    poczujesz mój oddech
                                                    na jej brzuchu
                                                    napotkasz nocą
                                                    moje ręce

                                                    I jeśli czasem
                                                    wciągając cię w siebie
                                                    aż do zachłyśnięcia
                                                    pomyli nasz imiona -
                                                    nie myśl o mnie z nienawiścią

                                                    to ja
                                                    uczyłem ją jak dziecko
                                                    nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
                                                    to ja
                                                    czasem jeszcze mówię do ciebie
                                                    wtedy
                                                    myślałem
                                                    że mówię tylko do niej


                                                    III
                                                    Twój cień w jej oczach
                                                    to mój cień

                                                    jej głos pełen niepokoju
                                                    to mój głos

                                                    gdy ona cofa się z lękiem
                                                    ja powracam
                                                    pamiętaj

                                                    na każde twoje słowo
                                                    zbyt ostre

                                                    na każdy gest
                                                    nie dość szczery
                                                    ja powracam
                                                    pamiętaj

                                                    I jeśli kiedyś sama
                                                    zapłacze nocą
                                                    nie wchodź do jej pokoju
                                                    już ja
                                                    będę przy niej

                                                    B. Urbankowski
                                                  • Gość: Ewa Re:Le vent IP: *.abo.wanadoo.fr 13.01.03, 10:25
                                                    Dans la mythologie grecque, il y a plusieurs versions de la création. Le mythe
                                                    Homérique, Olympien, les mythes philosophiques et le mythe Pélasge. Ce dernier
                                                    est le plus archaïque. Il provient de l'époque sans dieu ni prêtres.Dans ce
                                                    mythe Eurynomé a été la déesse de toutes choses qui soit sortie entièrement nue
                                                    du chaos. Car il n'y avait rien elle ne pouvait poser ses pieds nulle part. Par
                                                    la suite, elle sépara le ciel de la mer. Solitaire, elle dansa sur les vagues
                                                    abondantes. Elle a du être heureuse et bin s'amuser, mais sans aucune raison,
                                                    le vent venant du nord la poussa vers le sud. Cet événement fut créatif. Le
                                                    vent dérangea Eurynomé. Elle l'attrapa, le serra et le frotta ente ses mains. A
                                                    ce momentlà apparut le grand serpent Ophion(borée).La déesse n'a pas fait
                                                    attention à l'objet de sa création. Elle a continué à danser por se réchauffer
                                                    et pour son propre plaisir. Innocente et inconsciente, elle na savait pas à
                                                    quel point sa danse séduisait Ophion. Lui, affamé par le désir s'enroula autour
                                                    d'Eurynomé et s'unit à elle. La déessé et le serpent fertile sont devenus un.
                                                  • Gość: Ewa Re:Le vent IP: *.abo.wanadoo.fr 13.01.03, 16:59
                                                    De nos jours, le Borée est un vent soufflant de l'hémisphère nord. Par son nom,
                                                    il se diffeérencie de vent austral, venant de l'hémisphère sud. En France, le
                                                    vent froid, comme il se doit, s'appelle le Borée. On connaît aussi le Borée
                                                    d'Auvergne, qui, lui, se produit à la suite de hautes pressions sur la
                                                    Champagne et basses pressions sur les Pyrénées. Il traverse l'Allier, le
                                                    Cantal, la Haute Loire et la Lozère pour se perdre dans le ciel au-dessus du
                                                    massif de l'Epinasse dans l'Hérault. Il peut souffler à la vitesse de 50 km/h.
                                                    En Europe de l'est, en Pologne, le vent du nord durant l'hiver peut être très
                                                    violent, donnat des tourbillons de neige. Dans mes souvenirs d'enfance reste
                                                    l'image de notre famille qui, pendant le séjour à Zakopane, aux peds des Tatry
                                                    (massif montagneux des Carpates), avait des difficultés pour se rendre d'une
                                                    partie à l'autre de notre habitation à cause des violentes tempêtes de neige.
                                                    Pour traverser une distance d'environ 500 mètres, il nous a fallu deux heures,
                                                    marchant contre le vent, les yeux aveuglés, tremblant de froid, les pieds et
                                                    les mains gelés. A l'époque, j'avais 5 ans et mon corps était à peine plus haut
                                                    que la couche de la neige. Tenue par la main de mon père qui pietinait la neige
                                                    pour nous faire une petite piste, nous sommes arrivés. Impossible de retourner
                                                    à notre domicile dans la même journée.
                                                  • kwasna_cytryna Re: mgla i wiatr... 13.01.03, 22:47
                                                    Do częstych zjawisk należą mgły. Są one dwojakie: albo mokre, długotrwałe,
                                                    ciężkie i obfitujące w deszcze, albo suche, lekkie, występujące w Tatrach
                                                    zwykle około południa. Mgły, jakkolwiek dokuczliwe dla turystów, są jednak
                                                    źródłem wspaniałych widoków. Słynne są w Tatrach tzw. "morza mgieł" lub tzw.
                                                    Widmo Brockena, zjawisko odbijania się na chmurze wyolbrzymionej postaci
                                                    ludzkiej oprawionej w aureolę z tęczy. W górskim klimacie
                                                    najcharakterystyczniejsze są wiatry. Lokalny ciepły halny wieje z południa z
                                                    szybkością 20-60 m/sek. Wiatr ten potrafi z -6°C podnieść temperaturę w
                                                    dolinach do +7,5°C. Przybiera niekiedy siłę huraganu, powalając drzewa i niosąc
                                                    prawie zawsze zapowiedź deszczów. Halny trwa przeważnie trzy dni, z czego dwa
                                                    pierwsze są czasem dość pogodne. Wiatr halny występuje najwcześniej wiosną,
                                                    najpóźniej jesienią. W czasie trwania halnego chmury nad Tatrami przybierają
                                                    specjalny układ, charakterystyczny tylko dla tego wiatru. Prócz halnego wieje z
                                                    północnego zachodu zimny wiatr zwany orawskim. Z Doliny Nowotarskiej wieją
                                                    często chłodne wiatry w godzinach przedpołudniowych. Wiatry górskie wieją
                                                    raczej po południu.
                                                  • Gość: Ewa Re: Profiter du vent IP: *.abo.wanadoo.fr 14.01.03, 12:57
                                                    Si on regarde en arrière, durant les siècles passés les vents se sont déplacés.
                                                    Ils ont sifflé, réchauffé ou refroidi l'environnement. Parfois, l'imagination
                                                    humaine leur accorda des pouvoirs hors du commun. Surtout au Moyen âge,
                                                    l'epoque des paradoxes. D'un côte, la chanson courtoise qui compare l'arrivée
                                                    d'une femme au vent doux apportant la chaleur et l'intimité. De l'autre, la
                                                    sorciellerie avec la vision de harpies se déplaçant sur des perches ou manches
                                                    à balai avec du vent violent et froid. Pour venir au sabbat et se nouer avec le
                                                    diable un acte sexuel. A cette vision primaire et maléfique se sont opposées
                                                    les pensées de grands savants comme Giordano Bruno, Galilée et Nicolas
                                                    Copernic. Tous les trois fondateurs de l'astronomie, de la physique et de la
                                                    philosophie moderne. Au niveau d'une exploatation de l'énergie éolienne, le
                                                    Moyen âge fut très avancé. Les premiers moulins à vent sont apparus sur les
                                                    plateaux iraniens, qui plus tard ont été apporté par les Arabes sur le
                                                    territoire d'Europe. Ils sont devenus populaires au XII° siècle, surtout
                                                    longeant les côtes de la Normandie et du sud de l'Angleterre. Les habitants de
                                                    Paris et de la région de Champagne les ont construit au XIII° siècle. En même
                                                    temps, ils sont apparus en Hollande et au Danemark. Au XIV° siècle ils sont
                                                    venus dans les paysages de Suède et de Pologne. Cervantes dans son Don
                                                    Quichotte confirme leur présence dans la région de la Manche en Espagne. Les
                                                    moulins à vent, au début utilisés uniquement pour la mouture des grains, à
                                                    partir de XIV° siècle en Hollande sont utilisés comme moyen d'assèchement des
                                                    polders.
                                                    Il y a une magie des moulins à vent. Tout d'abord la forme.Les ailes posées sur
                                                    un rond, un structure conique en pierre ou en bois, l'ensamble est parfaitement
                                                    inscrit dans un paysage vallonné ou plat. Puis intérieur. Il m'est arrivé de
                                                    pouvoir visiter en Angleterre un ancien moulin toujours en actoin. L'odeur du
                                                    bois mélangé avec celle des grains et de la farine aux divers degrés de mouture
                                                    reste dans le mémoire comme une excellente expérience. De plus dans le moulin
                                                    tout bouge. Les roues et les turbines, les grains se déplacent et la farine se
                                                    verse dans les sacs.Le meunier a une gentillesse exeptionelle et sa femme fait
                                                    souvent l'objet de coquetteries. Il n'est pas étonnant que les moulins à vent
                                                    se soient trouvés sur les tableaux flamands de XVII° siècle et que le moulin,
                                                    le meunier et sa femme se trouvent dans les chansons, la poésie:

                                                    L'eau tourbillonne,
                                                    a côte du moulin.
                                                    Les roues
                                                    font du bruit,
                                                    l'eau frémit.
                                                    La farine tamisée
                                                    a poussé le diable
                                                    qui part avec le vent
                                                    pris par les ailes.
                                                    Oui, ce sera un mariage
                                                    des sorcières.
                                                    Et moi, moi
                                                    quand je suis venu
                                                    au moulin
                                                    j'ai vu madame la meunière
                                                    dans la farine.
                                                    Et j'ai ri dans le vieux moulin
                                                  • kwasna_cytryna Re: Dance macabre 13.01.03, 22:39
                                                    Ses yeux profonds sont faits de vide et de ténèbres,
                                                    Et son crâne, de fleurs artistement coiffé,
                                                    Oscille mollement sur ses frêles vertèbres.
                                                    O charme d'un néant follement attifé.

                                                    Aucuns t'appelleront une caricature,
                                                    Qui ne comprennent pas, amants ivres de chair,
                                                    L'élégance sans nom de l'humaine armature.
                                                    Tu réponds, grand squelette, à mon goût le plus cher !

                                                    Viens-tu troubler avec ta puissante grimace,
                                                    La fête de la Vie ? ou quelque vieux désir,
                                                    Eperonnant encore ta vivante carcasse,
                                                    Te pousse-t-il, crédule, au sabbat du Plaisir ?

                                                    Au chant des violons, aux flammes des bougies,
                                                    Espères-tu chasser ton cauchemar moqueur,
                                                    Et viens-tu demander au torrent des orgies
                                                    De rafraîchir l'enfer allumé dans ton coeur ?

                                                    Ch. Baudelaire
                                                  • Gość: Ewa Re: L'intérieur de soi IP: *.abo.wanadoo.fr 13.01.03, 22:51
                                                    La gloire éclairant toutes régions
                                                    de l'interieur de l'esprit
                                                    divin la vue
                                                    s'arrète à l'enveloppe
                                                    et se retourne
                                                    vainemnet
                                                    vers l'intérieur
                                                    de soi.
                                                    Jacques Roubaoud
                                                    cité par moi
                                                  • kwasna_cytryna Re: ZYWE SUMIENIE 13.01.03, 23:54

                                                    "Sumienie jest to ten cichy glosik, ktory szepce,
                                                    ze ktos patrzy."
                                                    - Julian Tuwim



                                                    Ze ktos patrzy, ze krytykuje, ocenia. Czym jest
                                                    sumienie? To wlasciwosc psychiczna, niejaka zdolnosc
                                                    pozwalajaca odpowiednio ocenic wlasne postepowanie jako
                                                    zgodne lub niezgodne z przyjetymi normami etycznymi. To
                                                    wyzsza instancja podswiadomosci z wprowadzonych droga
                                                    wychowania ogolem zasad moralnych pelniaca funkcje
                                                    autorytetu i cenzora.

                                                    Sumienie to wariant przymusu moralnego oddzialywujacego
                                                    nawet silniej niz osoby obdarzone autorytetem. Przekroczenie
                                                    zakazow powoduje przykre poczucie winy. Sa to wyrzuty
                                                    sumienia. Sumienie gryzie, dreczy, trapi, ciazy. Jest to
                                                    wewnetrzny niepokoj wynikajacy z poczucia popelnionej winy,
                                                    nagannego postepowania. Nic po zalu, gdy zlo sie dokonalo.
                                                    "Sumienie musi dzialac nie wstecz, lecz naprzod. Zawsze
                                                    naprzod. - powie Maria Dabrowska.

                                                    Sa osoby o czulym, wrazliwym sumieniu. Kieruja sie
                                                    sumieniem, respektuja obowiazek sumienia, postepuja wedlug
                                                    sumienia, zgodnie z sumieniem. I jako rekompensate maja
                                                    czyste, spokojne sumienie. Jest to nic innego jak wewnetrzny
                                                    spokoj plynacy z poczucia wlasciwego, etycznego
                                                    postepowania.

                                                    Sumienie zyje. Krzyczy, domaga sie uwagi, buntuje sie.
                                                    Mozna brac cos na swoje sumienie - przyjmowac za cos
                                                    odpowiedzialnosc moralna. Sumienie kogos ruszylo - ktos
                                                    uswiadamia sobie swoja wine, postanawia zmienic
                                                    postepowanie. Mozna obudzic sumienie - wstrzasnac czyims
                                                    sumieniem, wywolac w kims poczucie winy i skruchy za to, co
                                                    uczynil. Uspokoic sumienie - nabrac przekonania, ze zyje sie
                                                    etycznie, zgodnie z przyjetymi normami. "Sumienie rodzi sie
                                                    czasem z jego wyrzutow" (Stanislaw Jerzy Lec). Mozna wygrac
                                                    lub przegrac ze swoim sumieniem. Sumienie jest partnerem do
                                                    zmagan, do walki.

                                                    "Ilez jest bezdomnych sumien!" - zakrzyknie Jozef
                                                    Bulatowicz. A sa to ludzie bez sumienia, zli, bezwzgledni,
                                                    pozbawieni skrupulow. Uspic, zabic, zagluszyc sumienie,
                                                    stlumic w sobie poczucie winy. "Zalozmy skanseny ludzkich
                                                    sumien " zaniepokoi sie Janusz Wasylkowski. Czystych,
                                                    zdrowych sumien jest coraz mniej. Trzeba je wiec otaczac
                                                    szczegolnym staraniem i opieka.
                                                  • Gość: Ewa Re: Szczesciarz c.d. IP: *.abo.wanadoo.fr 14.01.03, 09:35
                                                    Moze pytanie o szczesciu zadawal sobie wielokrotnie i kusil los, aby uzyskac
                                                    odpowiedz?
                                                    Interesy przedsiebiorstwa budowlanego nie szly dobrze. Spolka hiszpansko-
                                                    camerunska byla okradana. Zwlaszcza filia w Czadzie ktorej byl szefem .
                                                    Ktoregos dnia sekretarka zniknela z cala zawartoscia kasy w banknotach
                                                    przygotowanych jako wyplata dla robotnikow. Pedrini interweniowal w centrali w
                                                    Yauonde i uzyskal pewna sume na ratowanie beznadziejnej sytuacji w Czadzie.W
                                                    owym czasie wiekszosc prac budowlanych byla usytuowana w Moundou, na poludniu.
                                                    Robotnicy, nie oplacani od dluzszego czasu odmawiali pracy . Do tego brakowalo
                                                    materialow. Kilku szefow ekip odjechalo do rodzinnych wiosek . Brakowalo zatem
                                                    fachowcow. Wowczas zdecydowal, ze musi jechac na miejsce i starac sie uzdrowic
                                                    popadajace w nicosc budowy.Udalo mu sie znalezc w N'Djamenie kilku
                                                    doswiadczonych szefow ekip. Na podstawie wstepnych rozmow doszedl do wniosku,
                                                    ze sa to ludzie na ktorych moze liczyc. Aby dowiezc fachowcow na poludnie
                                                    wynajal samochod w miejscowym przedsiebiorstwie . Dla siebie kupil bilet
                                                    lotniczy N'Djamena -Moundou i spowrotem. Nie widomo dokladnie jak potoczyl sie
                                                    jego pobyt w Moundou. Pozostal tam kilka dni i wrocil do N'Djameny
                                                    samolotem.Tymczasem postanowiono ze dwoch Afrykanow, zatrudninych u niego,wroci
                                                    do stolicy wynajetym samochodem. Szescset kilometrowa trasa okazala sie
                                                    ryzykowna. Gdzies po drodze Afrykanie zatrzymali sie, wypili za duzo alkoholu i
                                                    pijani kontynuowali podroz. Nieszczescie nastapilo szybko. Samochod kierowany
                                                    przez niewywietrzalego z alkoholu kierowce zboczyl z drogi i wpadl na jadno z
                                                    zadkich w okolicy drzew. Kierowca i jego towarzysz zgineli, samochod byl
                                                    roztrzaskany. Wedlug miejscowego , raczej ustnego prawa, odpowiedzialnosc za
                                                    samochod ponosil Pedrini, bowiem wynajal go na swoje nazwisko. Bez watpienia
                                                    rodziny zmarlych beda dochodzily o odszkodowanie, ktore mialoby rowniez spasc
                                                    na niego.
                                                  • kwasna_cytryna Re: zaleznosc 14.01.03, 14:02
                                                    Wszyscy w jakims stopniu wzajemnie od siebie zalezymy. Zalezymy od rzeznika,
                                                    piekarza, producenta swiec. Jest to zaleznosc wzajemna. To dobrze! W ten sposob
                                                    tworzymy spoleczenstwo. Powierzamy pewne funkcje roznym ludziom dla dobra nas
                                                    wszystkich - tak, bysmy funkcjonowali lepiej i zyli efektywniej. Taka
                                                    przynajmniej mamy nadzieje. Byc od kogos zaleznym psychicznie, byc od kogos
                                                    zaleznym emocjonalnie - co to ze soba niesie? Oznacza to, ze moje szczescie
                                                    zalezne jest od innej istoty ludzkiej.
                                                    Pomyslcie o tym. Jesli tak jest, to nastepnie, bez wzgledu na to czy sobie
                                                    uswiadamiacie to, czy nie, zadacie od innych, by jakos przyczynili sie do
                                                    waszego szczescia. A wowczas pojawia sie nastepny krok: strach. Strach przed
                                                    utrata, strach przed alienacja, strach przed odrzuceniem i wzajemna kontrola.
                                                    Milosc doskonala wyklucza lek. Tam, gdzie jest milosc, nie ma miejsca na
                                                    zadania, na oczekiwania, nie ma zaleznosci. Nie zadam, abys uczynil mnie
                                                    szczesliwym; moje szczescie nie jest zalezne od ciebie. Jesli mnie opuscisz,
                                                    nie bede rozczulal sie nad soba, twoje towarzystwo sprawia mi wielka radosc,
                                                    ale nie moge zatrzymywac cie kurczowo dla siebie. Ciesze sie bez potrzeby
                                                    zawlaszczania tego, co sprawia mi radosc. To, co naprawde mnie cieszy, to nie
                                                    ty; to cos wiekszego niz ty i ja. To cos - jak odkrylem - jest podobne do
                                                    symfonii, jest osobliwym rodzajem orkiestry grajacej jakas melodie w twojej
                                                    obecnosci, ale kiedy odejdziesz, orkiestra grac nie przestanie. Gdy spotkam
                                                    kogos innego, gra ona inna melodie, rownie zachwycajaca. A kiedy jestem sam,
                                                    orkiestra gra nadal. Jej repertuar jest olbrzymi, nigdy grac nie przestaje.
                                                    I tego wlasnie dotyczy przebudzenie. Z tego tez powodu jestesmy
                                                    zahipnotyzowani, odmozdzeni, spimy. To straszne pytanie, ale czy mozesz
                                                    twierdzic, ze mnie kochasz, jesli jestes do mnie przyklejony i nie pozwalasz mi
                                                    odejsc? Jesli nie pozwalasz mi byc soba? Czy mozesz twierdzic, ze mnie kochasz,
                                                    jesli to ty potrzebujesz mnie psychicznie i emocjonalnie, by byc szczesliwym?
                                                  • Gość: Ewa Re:Solomon to Sheba IP: *.abo.wanadoo.fr 14.01.03, 16:09
                                                  • Gość: Ewa Re: Solomon to Sheba IP: *.abo.wanadoo.fr 14.01.03, 16:21
                                                    Sang Solomon to Sheba,
                                                    And kissed her dusky face,
                                                    'All day long from mid-day
                                                    We have talked in the one place,
                                                    All day long from shadowless noon
                                                    We have gone round and round
                                                    In the narrow theme of love
                                                    Like an old horse in a pound.

                                                    To Solomon sang Sheba,
                                                    Planted on his kness,
                                                    'If you had broached a matter
                                                    The might the learned please,
                                                    You had before the sun had thrown
                                                    Our shadows on the ground
                                                    Discovered that my thoughts, not it,
                                                    Are but a narrow pound.

                                                    Said Solomon to Sheba,
                                                    And kissed har Arab eyes,
                                                    'There's not a man or woman
                                                    Born under the skies
                                                    Dare match in learning with us two,
                                                    And all day long we have found
                                                    There's not a thing but love can make
                                                    The world a narrow pound.
                                                  • Gość: Ewa Re: haiku IP: *.abo.wanadoo.fr 14.01.03, 23:16
                                                    Zycie jest dla kazdego
                                                    calkiem inne
                                                    czesto mozna wybrac
                                                    swoj los
                                                  • kwasna_cytryna Re: haiku 15.01.03, 10:12
                                                    * * *

                                                    Nie mówcie, że wyczerpany jej skarb,
                                                    że z braku tematu zaniemówiła lira
                                                    może nie być poetów; ale zawsze
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki fale światła
                                                    będą drżeć zapalone pocałunkiem;
                                                    dopóki słońce rozwiechrzone chmury
                                                    w ogień i złoto będzie ubierać;
                                                    dopóki wiatr w swoim łonie będzie nosił
                                                    zapachy przyjemne i harmonie;
                                                    dopóki na świecie będzie wiosna
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki nauka odkryć
                                                    zródeł życia nie potrafi,
                                                    i w morzu lub niebie będą przepaście
                                                    opierające się wyliczeniom;
                                                    dopóki ludzkość wciąż idąca naprzód
                                                    nie będzie wiedziała dokąd idzie;
                                                    dopóki będzie istnieć tajemnica dla człowieka,
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki czuć będziemy, że cieszy się dusza
                                                    chociaż nie śmieją się usta;
                                                    dopóki płakać się będzie, chociaż płacz
                                                    nie zachmurzy zrenicy;
                                                    dopóki rozum i serce
                                                    będą nadal walczyć,
                                                    dopóki będzie istniała nadzieja i wspomnienie,
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki będą oczy, które odbijać będą
                                                    oczy w nie patrzące,
                                                    dopóki odpowiadać będą wargi wzdychające
                                                    wargom, co wzdychają;
                                                    dopóki czuć się będą mogły w pocałunku
                                                    dwie dusze stopione,
                                                    dopóki istnieć będzie jedna piękna kobieta,
                                                    będzie poezja.



                                                    * * *

                                                    No digáis que agotado su tesoro,
                                                    de asuntos falta, enmudeció la lira;
                                                    podrá no haber poetas; pero siempre
                                                    habrá poesia;

                                                    Mientras las ondas de la luz al beso
                                                    palpiten encendidas;
                                                    mientras el sol las desgarrades nubes
                                                    de fuego y oro vista;
                                                    mientras al aire en su regozo lleve
                                                    perfumes y armonias;
                                                    mientras haya en el mundo primavera,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras la ciencia a descubrir no alcance
                                                    las fuentes de la vida,
                                                    y en el mar o en el cielo haya un abismo
                                                    que al cálculo resista;
                                                    mientras la humanidad, siempre avanzando,
                                                    no sepa a do camina;
                                                    mientras haya un misterio para el hombre,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras sintamos que se alegra el alma,
                                                    sin que los labios rian;
                                                    mientras se llore sin que el llanto acuda
                                                    a nublar la pupila;
                                                    mientras el corazón y la cabeza
                                                    batallando prosigan;
                                                    mientras haya esperanzas y recuerdos,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras haya unos ojos que reflejen
                                                    los ojos que los miran;
                                                    mientras respond

                                                    Gustavo Adolfo Becquer
                                                  • Gość: Ewa Re: Byc poetami IP: *.abo.wanadoo.fr 15.01.03, 11:39
                                                    Jestesmy kochankami nie byle jakiego rodu,
                                                    A nasza milosc to dziwolag jakis
                                                    (Jak z debu wyrastajace kapryfolum
                                                    Lub dziecko z dwiema lewymi rekami), lecz dumna
                                                    potrzeba

                                                    Krolewskiej mysli i nienagannego czynu;
                                                    Co inni pisza o nas, z prawda sie rozmija,
                                                    Ich domena jest zaniedbana ziemia niczyja.

                                                    Byc poetami to podlegac smierci;
                                                    Smierc, rajska ognista perspektywa
                                                    Dla tych, co sie zawsze nosza jak poeci,
                                                    Co nie sciagaja na siebie tej haniebnej klatwy
                                                    (Przez samolubstwo czy tez wzgarde prawdy);
                                                    Nigdy nie umrzec, nigdy sie nie rodzac.

                                                    Robert Graves
                                                  • Gość: Ewa Re: Je mourrai IP: *.abo.wanadoo.fr 15.01.03, 22:49
                                                    < p. 202 Liste des Poèmes p. 204 >


                                                    Je mourrrai d'un cancer de la colonne vertébrale

                                                    Je mourrai d'un cancer de la colonne vertébrale
                                                    Ca sera par un soir horrible
                                                    Clair, chaud, parfumé, sensuel
                                                    Je mourrai d'un pourrissement
                                                    De certaines cellules peu connues
                                                    Je mourrai d'une jambe arrachée
                                                    Par un rat géant jailli d'un trou géant
                                                    Je mourrai de cent coupures
                                                    Le ciel sera tombé sur moi
                                                    Ca se brise comme une vitre lourde
                                                    Je mourrai d'un éclat de voix
                                                    Crevant mes oreilles
                                                    Je mourrai de blessures sourdes
                                                    Infligées à deux heures du matin
                                                    Par des tueurs indécis et chauves
                                                    Je mourrai sans m'apercevoir
                                                    Que je meurs, je mourrai
                                                    Enseveli sous les ruines sèches
                                                    De mille mètres de coton écroulé
                                                    Je mourrai noyé dans l'huile de vidange
                                                    Foulé aux pieds par des bêtes indifférentes
                                                    Et, juste après, par des bêtes différentes
                                                    Je mourrai nu, ou vêtu de toile rouge
                                                    Ou cousu dans un sac avec des lames de rasoir
                                                    Je mourrai peut-être sans m'en faire
                                                    Du vernis à ongles aux doigts de pied
                                                    Et des larmes plein les mains
                                                    Et des larmes plein les mains
                                                    Je mourrai quand on décollera
                                                    Mes paupières sous un soleil enragé
                                                    Quand on me dira lentement
                                                    Des méchancetés à l`oreille
                                                    Je mourrai de voir torturer des enfants
                                                    Et des hommes étonnés et blêmes
                                                    Je mourrai rongé vivant
                                                    Par des vers, je mourrai les
                                                    Mains attachées sous une cascade
                                                    Je mourrai brulé dans un incendie triste
                                                    Je mourrai un peu, beaucoup,
                                                    Sans passion, mais avec interêt
                                                    Et puis quand tout sera fini
                                                    Je mourrai.

                                                    Boris Vian





                                                  • kwasna_cytryna Re: Je mourrai 16.01.03, 22:26
                                                    Tu es mon sacrifice
                                                    Je te maudit
                                                    Meurs diablesse
                                                    Retourne auprès des tiens
                                                    Cesse de te jouer de moi
                                                    D'user de tes charmes
                                                    Pour m'envoûter, me tuer
                                                    Maintenant, je te haïs
                                                    Je te veux cendres
                                                    M'as-tu jadis aimé?
                                                    Ton coeur noir
                                                    Ton maître: soumise
                                                    N'as-tu jamais lutté?
                                                    Aujourd'hui, il est trop tard
                                                    Je ne me battrai pas
                                                    Pour toi, jamais
                                                    Adieux: est tout ce que tu auras
                                                    Je pars, je te quitte
                                                  • kwasna_cytryna Re: Wieczor autorski 15.01.03, 22:49

                                                    Muzo, nie byc bokserem to jest nie byc wcale. Ryczacej publicznosci poskapilas
                                                    nam. Dwanascie osob jest na sali,

                                                    juz czas, zebysmy zaczynali.

                                                    Polowa pryszla, bo deszcz pada,

                                                    reszta to krewni. Muzo.

                                                    Kobiety rade zemdlec w ten jesienny wieczor, zrobia to, ale tylko na bokserskim
                                                    meczu. Dantejskie sceny tylko tam.

                                                    I wniebobranie. Muzo.

                                                    Nie byc bokserem, byc poeta,

                                                    miec wyrok skazujace na ciezkie norwidy,

                                                    z braku muskulatury demonstrowac swiat

                                                    przyszla lekture szkolna - w najszczesliwszym razie o Muzo. O pegazie,

                                                    aniele konski.

                                                    W pierwszym rzadku staruszek slodko sobie sni, ze mu zona nieboszczka z grobu
                                                    wstala i upiecze staruszkowi placek ze sliwkami.

                                                    Z ogniem, ale niewielkim, bo sie placek spali, zaczynamy czytanie. Muzo.

                                                    W. Szymborska
                                                  • Gość: Ewa Re: The lady's first song IP: *.abo.wanadoo.fr 15.01.03, 23:05
                                                    I turn round
                                                    Like a dumb beast in a show,
                                                    neither know what I am
                                                    Nor where I go,
                                                    My language beaten
                                                    Into one name;
                                                    I am in love
                                                    And thet is my shame.
                                                    What hurs the soul
                                                    My soul adores,
                                                    No better than a beast
                                                    Upon all fours.

                                                    W.B. Yeats
                                                  • kwasna_cytryna Re: "Która zmęczona śpi" 16.01.03, 22:24
                                                    Rafał Wojaczek - "Która zmęczona śpi"

                                                    która zmęczona śpi
                                                    a ciało jej jest noc
                                                    dzień uśpiony w jej ciele
                                                    co to jest
                                                    że się nie odróżniam
                                                    od jej ciała
                                                    świt stop szlachetny
                                                    księżyca i słońca
                                                    dojrzewa do nocy
                                                    w jej śnie gorącym
                                                    co to jest
                                                    że z jej snu
                                                    nie mogę wyjąć mojego snu
                                                    mój sen w jej zaciśniętych dłoniach
                                                    zarazem jej oddech
                                                    a także iskra
                                                    co spina
                                                    śpiące ciało z ptakiem
                                                    która zmęczona śpi
                                                    mój sen zakwita w jej śnie
                                                    ofiarowana niegdyś
                                                    młoda róża
                                                  • Gość: Ewa Re: Espoir IP: *.abo.wanadoo.fr 16.01.03, 22:46
                                                    Pukam do serca twego
                                                    w odpowiedzi jest echo.

                                                    Pod drzwiami twymi staje
                                                    w poklonie
                                                    wiem ze sie nie dodzwonie.

                                                    Przez okno ze swiatlem ksiezyca
                                                    zagladam nad ranem-
                                                    odwracasz sie do sciany.

                                                    Z daleka do ciebie wolam-
                                                    w wiatr przemienily sie
                                                    slowa.
                                                    Przez szpare wiatr wtargnal
                                                    do przestrzni twojej,
                                                    w kaciku przycupnal
                                                    i gdy sie obudziles
                                                    moje tchnienie poczules.
                                                    A wiatr ukryty w kaciku
                                                    przez zrenice rozszerzone
                                                    zagladnal do duszy twojej.
                                                  • kwasna_cytryna Re: dusza 16.01.03, 22:57
                                                    Ukojenie

                                                    Czy dusza ma zazna upragnionego ukojenia
                                                    tuląc się do duszy ukochanej ?
                                                    Czy ( kiedykolwiek ) będzie janieć w blasku szczęcia
                                                    płynącego z połączonych dusz ?

                                                    Czy światło szczęcia oświetli mroczne zakamarki ( mojej ) duszy
                                                    i na trwałe rozpali w niej ogień miłoci i dobroci ,
                                                    który ogrzeje mnie i mą ukochaną ,
                                                    stapiając nas w szczęściu na całe życie ?
                                                  • Gość: Ewa Re: Pakt IP: *.abo.wanadoo.fr 16.01.03, 23:27
                                                  • Gość: Ewa Re: Pakt IP: *.abo.wanadoo.fr 16.01.03, 23:34
                                                    Tozsamosc przeciwienstw polaczyla nas
                                                    Niemozliwym paktem jedynej milosci,
                                                    Ktorego, mezczyzna bedac, strzeglem ponad miare,
                                                    Lecz ktory ty, bedac kobieta, cicho zlekcewazylas-
                                                    Choc kochalas mnie rownie mocno-
                                                    A kiedy mialem cie opuscic, zazdroscilas mi
                                                    Mej niezachwianej stanowczosci.

                                                    Robert Graves
                                                  • kwasna_cytryna Re: jawa 17.01.03, 09:17
                                                    Jawa nie pierzcha
                                                    jak pierzchają sny.
                                                    żaden szmer, zaden dzwonek
                                                    nie rozprasza jej,
                                                    zaden krzyk ani łoskot
                                                    z niej nie zrywa.

                                                    Mętne i wieloznaczne
                                                    są obrazy w snach,
                                                    co daje się tłumaczyć
                                                    na duzo różnych sposobów.
                                                    Jawa oznacza jawę,
                                                    a to większa zagadka.

                                                    Do snów są klucze.
                                                    Jawa otwiera się sama
                                                    i nie daje się domknąć.
                                                    Sypią się z niej
                                                    świadectwa szkolne i gwiazdy,
                                                    wypadają motyle
                                                    i dusze starych żelazek,
                                                    bezgłowe czapki
                                                    i czerepy chmur.
                                                    Powstaje z tego rebus
                                                    nie do rozwiązania.

                                                    Bez nas snów by nie było.
                                                    Ten, bez którego nie byłoby jawy
                                                    jest nieznany,
                                                    a produkt jego bezsenności
                                                    udziela się każdemu,
                                                    kto się budzi.

                                                    To nie sny są szalone,
                                                    szalona jest jawa,
                                                    choćby przez upor,
                                                    z jakim trzyma się
                                                    biegu wydarzeń.

                                                    W snach żyje jeszcze
                                                    nasz niedawno zmarły,
                                                    cieszy się nawet zdrowiem
                                                    i odzyskaną młodością.
                                                    Jawa kładzie przed nami
                                                    jego martwe ciało.
                                                    Jawa nie cofa się ani o krok.

                                                    Zwiewność snów powoduje,
                                                    że pamięć łatwo otrząsa się z nich.
                                                    Jawa nie musi bać się zapomnienia.
                                                    Twarda z niej sztuka.
                                                    Siedzi nam na karku,
                                                    ciąży na sercu,
                                                    wali się pod nogi.

                                                    Nie ma od niej ucieczki,
                                                    bo w każdej nam towarzyszy.
                                                    I nie ma takiej stacji
                                                    na trasie naszej podróży,
                                                    gdzie by nas nie czekała.


                                                    Szymborska Wisława
                                                  • Gość: Ewa Re EN PATIENCE D'ETRE IP: *.abo.wanadoo.fr 17.01.03, 15:17
                                                    J'ATTENDS
                                                    En bordure d'orage
                                                    En lisière de nuage
                                                    Dans le haut ermitage
                                                    Des silences ardents

                                                    J'ATTENDS
                                                    Au delà des saisons
                                                    Au delà des moissons
                                                    Et de toute raison

                                                    Au delà de l'amour
                                                    peut-être?

                                                    J'ATTENDS
                                                    Sous L'Arbre du Malheur
                                                    Sous la saule pleureur
                                                    Que s'évanuisse le spectre

                                                    De la terreur

                                                    J'ATTENDS
                                                    L'ultime pas
                                                    De la denière peur
                                                    J'attends
                                                    Au delà des trépas

                                                    Georges Lauris
                                                  • kwasna_cytryna Re: Quelle main pourra se tendre ... 17.01.03, 20:23
                                                    Quelle main sera puissante pour arracher les armes
                                                    Brandies dans les sanglots, les cris haineux, le sang,
                                                    Et qui font de bébés, des enfants sans parents,
                                                    Qui font du rêve éclore des amas de serpents
                                                    Qui s'enroulent, horribles, et jettent les élans
                                                    De ceux qui espéraient au gouffre des chimères ?

                                                    Quelle main saura se tendre ?…
                                                    Je rêve, je prie, j'espère,
                                                    Mais la tombe glacée est seule à me répondre !
                                                    Où est le pain de vie ? Où est le Monde ?…
                                                    Répondre
                                                    Et répondre toujours à l'attente de l'autre…
                                                    Répondre !… donner !… aimer !… Oh ! cet autre
                                                    Destin que le bonheur apporte !…
                                                    Oh ! le chemin trouvé dans la force qui porte,
                                                    Le chemin qui s'éloigne du champ noir de l'horreur
                                                    Où les armes brandies ont fait couler des pleurs !…
                                                  • Gość: Ewa Re: Biala proza IP: *.abo.wanadoo.fr 18.01.03, 16:51
                                                    Chodz, ukolysz mnie do snu,
                                                    przytul mocnym barkiem swoim
                                                    i juz razem ze mna snij,

                                                    O wieczornych czystych rosach,
                                                    o porannych zwiewnych mglach,
                                                    blasku slonca w polnych klosach,
                                                    wszystkich barwach dnia,

                                                    Wysnij czyny bohaterskie
                                                    i dzieciecy, jasny smiech,
                                                    czyjes dobre, biale rece,
                                                    radosc, wino, spiew.

                                                    A gdy krotki sen przeminie
                                                    i powroci proza dnia
                                                    zwykle zycie i marzenia
                                                    trawc nam beda
                                                    tak jak w snach.
                                                  • kwasna_cytryna Re: proza... 18.01.03, 17:42
                                                    Moje dni były nieustanną próbą przetrwania lub oczekiwaniem na kojący sen, a
                                                    właściwie odmienny stan świadomości której chaotyczne insekty układały się w
                                                    niezauważalne nocne arkady, osnute grubą wstęgą jedynej wówczas ciszy.

                                                    Porażony tymi wydarzeniami nauczyłem się odnajdywać elementy światła w
                                                    pajęczynie mroku, wykształciłem w sobie jedyną radość którą spostrzegłem
                                                    wówczas w istocie kontrolowanego smutku - towarzysza moich dni, moich
                                                    oczekiwań...

                                                    Poznałem z bliska oblicze melancholii włączając się w jej ponure
                                                    przedstawienie, musiałem przetrwać w otoczeniu gdzie nie istniał prawdziwy
                                                    uśmiech i spokój. Przypadkowo odkryłem przekaz wpleciony w konstrukcje
                                                    milczenia, zostałem pozbawiony istotnych dla mnie instrumentów i z czasem
                                                    nauczyłem się zastępować je rekwizytami mroku i nieustannego zamyślenia - tła
                                                    moich schnących dni.

                                                    I w ten oto sposób narodziła się moja osobista poezja zmroku, której skromne
                                                    fragmenty zawierające opowieści o odnalezionym raju utraconym są tylko i
                                                    wyłącznie efektem podnoszących się z ruin ostatków pragnienia, pocieszającą
                                                    mnie wyimaginowaną wizją dotarcia do nieistniejących miejsc gdzie ponownie
                                                    mógłbym rozkwitać, smakując wszelkimi zmysłami każde drgnięcie następujących po
                                                    sobie wydarzeń.
                                                  • Gość: Ewa Re: Enivrez vous IP: *.abo.wanadoo.fr 18.01.03, 19:05







                                                    Il faut être toujours ivre. Tout est là: c'est l'unique question. Pour ne pas
                                                    sentir l'horrible fardeau du Temps qui brise vos épaules et vous penche vers la
                                                    terre, il faut vous enivrer sans trêve.
                                                    Mais de quoi? De vin, de poésie ou de vertu, à votre guise. Mais enivrez-vous.
                                                    Et si quelquefois, sur les marches d'un palais, sur l'herbe verte d'un fossé,
                                                    dans la solitude morne de votre chambre, vous vous réveillez, l'ivresse déjà
                                                    diminuée ou disparue, demandez au vent, à la vague, à l'étoile, à l'oiseau, à
                                                    l'horloge, à tout ce qui fuit, à tout ce qui gémit, à tout ce qui roule, à tout
                                                    ce qui chante, à tout ce qui parle, demandez quelle heure il est; et le vent,
                                                    la vague, l'étoile, l'oiseau, l'horloge, vous répondront: «Il est l'heure de
                                                    s'enivrer! Pour n'être pas les esclaves martyrisés du Temps, enivrez-vous;
                                                    enivrez-vous sans cesse! De vin, de poésie ou de vertu, à votre guise!»






                                                    Charles Baudelaire
                                                  • kwasna_cytryna Re:Trzezwy a pijanica 18.01.03, 22:13
                                                    Mikolaj Rej

                                                    Pijany z trzezwiem barzo rozno chodza: w jednej gospodzie nigdy sie nie zgodza.
                                                    Pijany smierdzi, jako pies, przez sciane, gdy skwarne miece a wieczorna piane.
                                                    Trzezwosc pomierna, ta zdobi kazdego; cnota go swieta prawie ma za swego.
                                                    Mierny nikomu nie uczyni zlosci, bo slawy strzeze w pieknej pocczwosci. Opilec
                                                    nigdy nic dobrze nie czyni, a w swych postepkach podobien ku swini. By byl
                                                    opilec w hatlasiach, we zlocie, wnet jako swinia pluska sie po blocie. Pijany,
                                                    gdy mu kes w glowy uniza, wnet go psi gola, gdy mu gebe liza. Pijany malo z
                                                    szalonymi jest rozny, bo w obydwu leb plochy, ba i prozny. Pijany z niemym
                                                    rowna sie bydleciem: mogac byc wolem, czyni sie cieleciem. Patrz za pijanym
                                                    gdzie z kata, z przelaje: wszytki zwirzace znajdziesz w nim zwyczaje: jako wilk
                                                    wyje, jako ciele ryczy, jako ges klekce, jako swinia kwiczy. I coz na swiecie
                                                    ma byc sprosniejszego, Kto z siebie darmo czyni szalonego? Szalony z mozgu nie
                                                    tak winien bywa, jako pijany, co chcac ten dank miewa. Nie wiem, w pijanym
                                                    czego nie dostaje, co wlasnie ma byc przy szalonym panie. Pijany wrzeszczy, a
                                                    co potka, drapie; tlucze sie, skaczac na szalonej szkapie. I coz ma szalony
                                                    przed pijanym panem? By sie oba wsciekli, rzeczmy wszyscy: ÒAmenÓ. Azaz kiedy
                                                    co w tej opilej zgrai bedzie wzdy k rzeczy, zaz sie co utai? Piwo, gdy kisnie,
                                                    wnet wyrzuci wszystko; takze pijany, az nan patrzec brzydko. Pijany traci
                                                    majetnosc i slawe, zdrowie, pocciwosc, kazda piekna sprawe. Pomierny czlowiek w
                                                    swym stanie ucciwym, ten jest obrazem prawej cnoty zywym. Trzezwosc pomierna i
                                                    zdrowia przedluza, mieszka ni cnoty marnie nie zadluza. Zaz to rzecz winna dla
                                                    brzucha marnego dac sie sprosnie zawiesc z stanu pocciwego? Slaby to rycerz, co
                                                    tego paducha nie moze zwalczyc, smierdzacego brzucha. Dla pana brzucha, pana
                                                    tak hojnego, sila nam ginie, co jest przystojnego. Sila z trzezwosci pozytkow
                                                    przychodzi, marna ozarlosc, ta nam na wszem szkodzi. Kazdemu kwitnie zawzdy
                                                    stan pomierny, kazdemu staly, z kazdym na wszem wierny. Patrzaj, w opilym co
                                                    znajdziesz takiego, co by zdobilo stan zacnosci jego?
                                                  • Gość: Ewa Re:Oleodruk dla oberzy pod sowa IP: *.abo.wanadoo.fr 18.01.03, 22:57
                                                    Oto jest noc natchniona,
                                                    a natchniona to znaczy dluga!
                                                    Srebrene koty tancza na balkonach
                                                    i gwiazdy zaczynaja fruwac;

                                                    *

                                                    chmury apolityczne
                                                    jak zlote beczki z piwem
                                                    tocza sie. Wszystko logiczne
                                                    i nic nie jest niemozliwe.

                                                    *

                                                    Ksiezyc stanal przy scianie,
                                                    o sprawach niebianskich gwarzy.
                                                    I tylko slychac chrapanie
                                                    wasatych doroszkarzy.

                                                    K.I. Galczynski

                                                  • kwasna_cytryna Re: o Lesmianie 18.01.03, 23:06
                                                    Boleslaw Lesmian "...wygladal zabawnie: "niski, z bujna ruda czupryna, w zawsze
                                                    rozpietym szynelu studenckim". I ze byl "towarzyski, lubiany", bo posiadal
                                                    swoisty wdziek, osobisty czar, ktory zjednywal mu ludzi. W innym miejscu
                                                    biografii czytamy, ze uwielbial kobiety. Jako urodzony uwodziciel od razu
                                                    przechodzil z nimi na "ty", gdy z ich mezami pozostawal na "pan".

                                                    Kiedys przechadzal sie po Zamosciu z przyjacielem. Jak wspominal Wlodzimierz
                                                    Slobodnik, minela ich urodziwa, bardzo wysoka i mocno zbudowana
                                                    niewiasta. "Niski i slaby skrzat polny (...) obejrzal sie na nia i z zarem
                                                    powiedzial do przyjaciela: 'Ja bym ja zgwalcil'". Mnie to wcale nie dziwi;
                                                    poezja Lesmiana przeciez az kipi od pierwotnej namietnosci, wiec jakze on sam
                                                    moglby w zyciu byc inny?

                                                    Lopuszanski pisze tez, ze gdy poeta sluchal w kawiarni facecji swojego
                                                    najlepszego przyjaciela, ogromnego Franca Fiszera - filozofa, zarloka i
                                                    najwiekszego wodzireja stolikowego, ktory przeszedl do legendy m.in.
                                                    powiedzeniem: "Zajechala pusta dorozka i wysiadl z niej Lesmian" - to
                                                    poeta "smial sie perliscie, przyslaniajac usta reka - jakby w zawstydzeniu.
                                                    Oczy mu sie smialy, ramiona podrygiwaly, czasem - przy smieszniejszych
                                                    historiach - wrecz plakal ze smiechu"."
                                                  • Gość: Ewa Re: à propos IP: *.abo.wanadoo.fr 18.01.03, 23:52
                                                    In vino veritas
                                                    mowi lacinskie przyslowie
                                                    polskie: wystarczy raz(kielicha)
                                                    madrej glowie
                                                    en France:
                                                    entre le fromage et la poire
                                                    chacun dit sa chanson à boire
                                                    en Russie dit on:
                                                    le vin est innocent,
                                                    l'ivrogne no
                                                    à USA( à propos la circulation)
                                                    l'alcool et l'essence
                                                    ne se mélangent pas
                                                    et aussi
                                                    ayez confiance
                                                    dans l'homme
                                                    qui chante dans
                                                    sa baignoire

                                                    Alors faut'il ou no boir?
                                                  • kwasna_cytryna Re: à propos 19.01.03, 00:09
                                                    "Wino, poezja w butelce" Robert Louis Stevenson (1856-1894)

                                                    "Wino, to Zycie" Horace (65-8 av. J.C.)

                                                    "Bóg stworzył wode, a człowiek stworzył wino"...Viktor Hugo (1802-1882)

                                                    Możemy bardzo długo zastanawiac sie, dlaczego co roku z tych samych winogron i
                                                    tego samego kawałka ziemi powstaje trunek o zupełnie innym niuansie smakowym.
                                                    Zachecam więc do podróży po krainie win i winnic, a także do degustacji.
                                                    Bowiem degustowanie wina - to sztuka, jak sztuką jest jego stworzenie. Niech
                                                    taka niekończąca się wedrówka po zaczarowanej krainie winnic pozwoli nam co
                                                    roku na odkrycie prawdziwej niespodzanki w postaci wina - "dzieła sztuki"
                                                    stworzonego przez naturę i człowieka.


                                                    A votre sante !!!!!!!
                                                  • Gość: Ewa Re: Ballada o zywym nieboszczyku IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 09:54
                                                    Sluchajcie panie i panowie
                                                    prawdziwa historie wam opowiem:
                                                    razu jednego w miescie Krakowie
                                                    ulicami w mrozie biegl nagi czlowiek.

                                                    Dnia owego w kostnicy
                                                    sie obudzil,
                                                    nagoscia i mala karteczka
                                                    na paluchu
                                                    zadziwil,

                                                    Wokol niego nieboszczycy
                                                    snem wieczystym spali
                                                    a koledzy od fachu
                                                    gdzies sie zapodziali.

                                                    Zywy nieboszcyk
                                                    sie przerazil
                                                    nawet nagosci
                                                    nie zuwazyl,
                                                    ulicami do zaparcia tchu
                                                    gnal
                                                    jakas tam taksowke
                                                    dorwal.

                                                    Gazety pisaly,
                                                    staruszki plakaly,
                                                    mlodzi sie smiali,
                                                    a moral z tej historii taki:
                                                    nie zagladaj zbytnio
                                                    z kolesiami do flachy.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Statek pijany 19.01.03, 10:06
                                                    I odtąd kąpałem sie w wielkiej pieśni Morza,
                                                    Przesyconej gwiazdami, śpiewanej jak muzyka,
                                                    Pożegnałem toń modrą, gdzie pośród bezdrorza
                                                    Zadumany topielec niekiedy przemyka.

                                                    Gdzie barwiąc nagle szafir - pijanymi wiry
                                                    Albo rytmem powolnym, pod słońc płomienienie -
                                                    Mocniejsze nad alkohol, olbrzymsze nad liry,
                                                    Fermentują miłości żółciowe czerwienie.

                                                    Znam nieba pękające w gromy i wichrzyce,
                                                    Nawroty wściekłe wałów, prądy, znam wieczory
                                                    Znam jutrzenki srebrzyste jak gołębice,
                                                    Widziałem to, co człowiek widzieć zawsze skory.

                                                    Widziałem słońce nisko w plamach gróz mistycznych,
                                                    Jak słało długie, zimne fioletów martwice,
                                                    Podobne do aktorów w dramach praantycznych,
                                                    Na fale w dal toczące swych drgań tajemnice,

                                                    Marzyłem noc zieloną śród śniegów olśnienia,
                                                    Całunki na mórz oczy kładnące się wolno,
                                                    Żółtomodre fosforów śpiewnych przebudzenia
                                                    I niesłychaną skoków pogoń dookolną.



                                                    A. Rimbaud
                                                  • Gość: Ewa Re: Ma bohème IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 11:05
                                                    Je m'allais, les pongs dans mes poches crevées;
                                                    Mon paltetot aussi devenait idéal;
                                                    J'allais sous le ciel, Muse! et j'étais ton féal;
                                                    Oh! là, là que d'amours splendides j'ai rêvées!

                                                    Mon unique culotte avait un large trou,
                                                    -Petit-Poucet rêveur, j'égrenais dans ma cours
                                                    Des rimes, mon auberge était à la Grande-Ourse,
                                                    -Mes étoiles au ciel avaient un doux frou-frou

                                                    Et je les ecoutais, assis au bord des routes,
                                                    Ces bons soirs de septembre oû je sentais des gouttes
                                                    De rosée à mon front, comme un vin de vigeur;
                                                    Oû, rimant au milieu des ombres fantastiques,
                                                    Comme des lyres , je tirais élastiques
                                                    De mes souliers blessés, un pied près de mon coeur!

                                                    A. Rimbaud
                                                  • kwasna_cytryna Re: WIEŻA EIFFEL 19.01.03, 11:20
                                                    Od ciał nam dusze odchodzą tak chętnie
                                                    Jak od wymownych ust skwapliwe słowa.
                                                    Prawa ludzkości w każdym pulsów tętnie,
                                                    Jedno nam Brama, Ałła czy Jehowa.
                                                    W dłoń broń i dalej z oczy łez pełnemi
                                                    Jest Bóg na niebie, a Francja na ziemi.

                                                    Schodzono skórznie, mundur, stare klaki,
                                                    Bitwy dzień po dniu, sztandar - drobne strzępy;
                                                    A zorze dnieją, gdzie te pieją ptaki,
                                                    Dzień stąpa, gdzie te stąpają zastępy;
                                                    "Etre Supreme - krzyczą - vive!" i nad obszary
                                                    W odległość niosą podarte sztandary.

                                                    Więc głosy lecą do ostatnich kresów,
                                                    Na nieprzerwaną horyzontu głuszę,
                                                    Na Ptolomeów tych i na Ramzesów,
                                                    Jak wracające do swych mumii dusze,
                                                    I w trumny królów, zawarte najszczelniej,
                                                    Grzmiące podają słowo: Nieśmiertelni...


                                                    (wyjątek z poematu Mefisto)

                                                    Teofil Lenartowicz
                                                  • Gość: Ewa Re: ALCHEMIK IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 12:09
                                                    Pierwszej nocy, wycienczeni trudami podrozy, wszyscy, nawet Anglik, zasneli w
                                                    okamgnieniu. Mlodzieniec trafil do namiotu polozonego na uboczu, gdzie
                                                    mieszkalo pieciu chlopcow w jego wieku. Jak wszyscy mieszkancy pustyni,
                                                    spragnieni byli oni wiesci z dalekich krajow. Opowiadal wiec im o zyciu
                                                    pasterza, i wlasnie zaczynal opowiec o sklepie z krysztalami, gdy do namiotu
                                                    wpadl rozgoraczkowany Anglik.
                                                    -Szukam cie od rana- powiedzial zdyszany, wyciagajac go z namiotu. -Musisz
                                                    koniecznie odnalezc siedzibe Alchemika.

                                                    Paula Coelho (fragment)
                                                  • kwasna_cytryna Re: Maly Ksiażę... 19.01.03, 12:26
                                                    ..... planeta, z której pochodził, niewiele była większa od zwykłego domu. Ta
                                                    wiadomość nie zdziwiła mnie. Wiedziałem dobrze, że oprócz dużych planet, takich
                                                    jak Ziemia, Jowisz, Mars, Wenus, którym nadano imiona, są setki innych, tak
                                                    małych, że z wielkim trudem można je zobaczyć przy pomocy teleskopu. Kiedy
                                                    astronom odkrywa którąś z nich, daje jej zamiast imienia numer. Nazywa ją na
                                                    przykład gwiazdą 3251.
                                                    Miałem pewne podstawy, aby sądzić, że planeta, z której przybył Mały Książę,
                                                    jest gwiazdą B-612. Ta gwiazda była widziana raz tylko, w 1909 roku, przez
                                                    tureckiego astronoma, który swoje odkrycie ogłosił na Międzynarodowym Kongresie
                                                    Astronomów. Nikt jednak nie chciał mu uwierzyć, ponieważ miał bardzo dziwne
                                                    ubranie. Tacy bowiem są dorośli ludzie.

                                                    Na szczęście dla planety B-612 turecki dyktator kazał pod karą śmierci zmienić
                                                    swojemu ludowi ubiór na europejski. Astronom ogłosił po raz wtóry swoje
                                                    odkrycie w roku 1920 - i tym razem był ubrany w elegancki frak. Cały świat mu
                                                    uwierzył.

                                                    Opowiedziałem wam te szczegóły o planecie B-612 i podałem numer ze względu na
                                                    dorosłych. Dorośli są zakochani w cyfrach. Jeżeli opowiadacie im o nowym
                                                    przyjacielu, nigdy nie spytają o rzeczy najważniejsze. Nigdy nie
                                                    usłyszycie: "Jaki jest dźwięk jego głosu? W co lubi się bawić? Czy zbiera
                                                    motyle?"

                                                    Oni spytają was: "Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec?"
                                                    Wówczas dopiero sądzą, że coś wiedzą o waszym przyjacielu.

                                                    Jeżeli mówicie dorosłym: "Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z geranium w
                                                    oknach i gołębiami na dachu" - nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba
                                                    im powiedzieć: "Widziałem dom za sto tysięcy złotych". Wtedy krzykną: "Jaki to
                                                    piękny dom!"

                                                    Jeżeli powiecie dorosłym: "Dowodem istnienia Małego Księcia jest to, że był
                                                    śliczny, że smiał się i że chciał mieć baranka, a jeżeli chce się mieć baranka,
                                                    to dowód, że się istnieje" - wówczas wzruszą ramionami i potraktują was jak
                                                    dzieci. Lecz jeżeli im powiecie, że przybył z planety B-612, uwierzą i nie będą
                                                    zadawać niemądrych pytań. Oni są właśnie tacy. Nie można od nich za dużo
                                                    wymagać. Dzieci muszą być bardzo pobłażliwe w stosunku do dorosłych.

                                                    A. de Saint-Exupery
                                                  • Gość: Ewa Re: Je suis en contacte IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 14:37
                                                    Je suis en contacte
                                                    avec un magicien
                                                    parce que la magie
                                                    que j'aime.
                                                    Quand il veut
                                                    il déplace la terre,
                                                    elle,
                                                    la terre
                                                    ce trouve maintenat
                                                    sur la septième
                                                    parallèle.
                                                    La magie
                                                    c'est bien,
                                                    la magie
                                                    que j'aime.
                                                  • kwasna_cytryna Re: TERRE &# 8230; (extraits) 19.01.03, 14:46
                                                    Terre
                                                    Ronde
                                                    Parmi les rondes.

                                                    Mélange de sons
                                                    Et de couleurs,
                                                    Effluves de parfums.

                                                    (...)

                                                    Des roches ici et là
                                                    Comme
                                                    Tombées du ciel

                                                    Qui parlent
                                                    Hors du tumulte,
                                                    Le langage de l'écoute.

                                                    (...)

                                                    Derrière chaque arbre
                                                    Des présences timides
                                                    Vont et viennent.

                                                    Un chemin de plus,
                                                    Tu changes
                                                    De coiffure.

                                                    (...)

                                                    Dans l'ordre naturel
                                                    Tous les êtres
                                                    S'unissent.

                                                    Où vont tes jours,
                                                    L'eau coule encore,
                                                    Ainsi je vais.
                                                  • Gość: Ewa Re: A postcard from Pontevedra IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 16:06
                                                    Just how I feel
                                                    I feel today.

                                                    The witch stirred the soup
                                                    with a magic spoon.

                                                    She said, " We can make happen.
                                                    We can never make this happen?"

                                                    Excuse me? I was waking up
                                                    at the Maison Duck you see.

                                                    People are walking past me,
                                                    faster and faster-it seems they running toward something.

                                                    Call me old-fashioned. No, do't,
                                                    on second thought. We'll call an ambulance

                                                    instead. I was waking up with this humming in my ears-
                                                    sound of the sea, of basket of nettles.

                                                    It's O.K. to ride, to not go along. I'm not sure
                                                    where Pontevedra is. If was I'd have to ask myself

                                                    so many other questions, ones you never
                                                    taste in the brigthtness of your day,

                                                    though they answer me
                                                    like the risen sea.

                                                    John Ashbery
                                                  • kwasna_cytryna Re: A postcard from seaside 19.01.03, 20:37
                                                    Stanąć tak nad morzem
                                                    Z chmur kłębami na dnie
                                                    Iw głąb niemą rzucać
                                                    Jarzące klejnoty...

                                                    I pod jej pałacem
                                                    Oprzeć skroń na murach
                                                    I wyrzec się - wyrzec
                                                    Duszy swej na wieki...

                                                    I żagiel rozwinąć,
                                                    Kiedy burza wyje
                                                    I mknąć ponad góry
                                                    I spadać - i płynąć...

                                                    T. Miciński
                                                  • Gość: Ewa Re: Altars of light IP: *.abo.wanadoo.fr 19.01.03, 23:10




                                                    poetry awards poetry month poetry exhibits about the academy


                                                    Search


                                                    Larger Type
                                                    Find a Poet
                                                    Find a Poem
                                                    Listening Booth
                                                    Discussion Forums
                                                    Events Calendars
                                                    My Notebooks
                                                    Literary Links
                                                    Search
                                                    Help
                                                    Find a Poem > Pierre Joris
                                                    Support this site | Send this link to a friend










                                                    If the light is the soul
                                                    then soul is what's
                                                    all around me.

                                                    It is you,
                                                    it is around you too,
                                                    it is you.

                                                    The darkness is inside me,
                                                    the opaqueness of organs folded
                                                    upon organs
                                                  • kwasna_cytryna Re: Dark side of my soul 19.01.03, 23:28
                                                    Ночь спустилась незаметно, как котенок медленно подходит к вашей ноге, так же и
                                                    ночь медленно подошла к Вам. Слизкой змеёй в Вашу душу пополз страх, страх
                                                    ночи. Вы не боитесь тьмы, Вы это точно знаете это!.. но страху наплевать, он
                                                    тихой струйкой поднимался все выше и выше, от ваших ног к голове, медленно, не
                                                    пропуская ни одного нерва, парализуя, связывая, проникает в Ваш мозг, заставляя
                                                    все Ваше тело бится в конвульсия... И вдруг это прошло, точно ничего и небыло.
                                                    БАМ...и нету...оглядевшись вы обнаружиля Себя около старого дома, на дворе была
                                                    ночь... Дом не был слишком страрым и пугающим, как в фильмах ужасов, но что-то
                                                    в нем было не так, он казался много темнее той непроглядной тьмы окружавшей
                                                    его, и это пугало...
                                                    Вы медленно поднимались по ступенька, когда какое-то непреодолимое чувство
                                                    заставило Вас оглянутся, как будто кто-то со всей силы пихнуд Вас в плечо и
                                                    повернул на месте... Вся площадь перед лестницей была покрыта кровавым светом,
                                                    и поэтому пол как будто светился изнутри. Подняв глаза Вы поняли... Луна она не
                                                    была более мертвенно бледным диском, прывычно освещавшим ночь, нет она стала
                                                    красной, кроваво-красной. Неожиданно облака стали складыватся в причудливую
                                                    прядь рун, и двери закрылись. Вас явно приглашали, только вот куда?
                                                  • Gość: Ewa Re: La jolie Russe IP: *.abo.wanadoo.fr 20.01.03, 09:41

                                                    Me voici devant tous un homme plein de sens
                                                    Connaissant la vie et de la mort ce qu'un vivant peut connaître
                                                    Ayant éprouvé les douleurs et les joies de l'amour
                                                    Ayant su quelquefois imposer ses idées
                                                    Connaissant plusieurs langages
                                                    Ayant pas mal voyagé
                                                    Ayant vu la guerre dans l'Artillerie et l'Infanterie
                                                    Blessé à la tête trépané sous le chloroforme
                                                    Ayant perdu ses meilleurs amis dans l'effroyable lutte
                                                    Je sais d'ancien et de nouveau autant qu'un homme seul
                                                    pourrait des deux savoir
                                                    Et sans m'inquiéter aujourd'hui de cette guerre
                                                    Entre nous et pour nous mes amis
                                                    Je juge cette longue querelle de la tradition et de l'invention
                                                    De l'Ordre de l'Aventure
                                                    Vous dont la bouche est faite à l'image de celle de Dieu
                                                    Bouche qui est l'ordre même
                                                    Soyez indulgents quand vous nous comparez
                                                    A ceux qui furent la perfection de l'ordre
                                                    Nous qui quêtons partout l'aventure
                                                    Nous ne sommes pas vos ennemis
                                                    Nous voulons nous donner de vastes et d'étranges domaines
                                                    Où le mystère en fleurs s'offre à qui veut le cueillir
                                                    Il y a là des feux nouveaux des couleurs jamais vues
                                                    Mille phantasmes impondérables
                                                    Auxquels il faut donner de la réalité

                                                    Nous voulons explorer la bonté contrée énorme où tout se tait
                                                    Il y a aussi le temps qu'on peut chasser ou faire revenir
                                                    Pitié pour nous qui combattons toujours aux frontières
                                                    De l'illimité et de l'avenir
                                                    Pitié pour nos erreurs pitié pour nos péchés
                                                    Voici que vient l'été la saison violente
                                                    Et ma jeunesse est morte ainsi que le printemps
                                                    O Soleil c'est le temps de la raison ardente
                                                    Et j'attends
                                                    Pour la suivre toujours la forme noble et douce
                                                    Qu'elle prend afin que je l'aime seulement
                                                    Elle vient et m'attire ainsi qu'un fer l'aimant
                                                    Elle a l'aspect charmant
                                                    D'une adorable rousse
                                                    Ses cheveux sont d'or on dirait
                                                    Un bel éclair qui durerait
                                                    Ou ces flammes qui se pavanent
                                                    Dans les roses-thé qui se fanent
                                                    Mais riez de moi
                                                    Hommes de partout surtout gens d'ici
                                                    Car il y a tant de choses que je n'ose vous dire
                                                    Tant de choses que vous ne me laisseriez pas dire
                                                    Ayez pitié de moi

                                                    Guillaume Apollinaire,




                                                  • kwasna_cytryna Re: La jolie Russe 20.01.03, 09:55
                                                    M.Bulhakow - "Mistrz i Małgorzata"

                                                    Jest to wielowątkowa powieść, w której nieustannie przeplatają się warstwy
                                                    realistyczna (opis codziennego życia Moskwy) z fantastyczną i metafizyczną,
                                                    współczesność i historia biblijna, humor i refleksja nad człowiekiem i sztuką.
                                                    Akcja rozgrywa się w latach 30. w Moskwie, po której ulicach przechadza się
                                                    diabeł Woland. Wraz ze swoją świtą, kotem Behemotem, Fagotem, Asasellem,
                                                    Korowiowem, wiedźmą Helą, wywołuje wiele zamieszania w mieście, obnaża absurdy
                                                    socjalistycznej rzeczywistości, demaskuje płytki ateizm, ujawnia ludzkie
                                                    podłostki i słabość do pieniędzy. Asysta Wolanda zamieszkuje w domu przy ul.
                                                    Sadowej 302-A, gdzie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Małgorzata przyjmuje
                                                    propozycję Wolanda i zostaje królową wydanego przez niego balu, na którym
                                                    pojawiają się szubrawcy, zabójcy i wszelkiej maści grzesznicy. Woland pomaga
                                                    Małgorzacie odzyskać ukochanego Mistrza, zamkniętego w zakładzie
                                                    psychiatrycznym. Mistrz jest pisarzem, jego powieść o Piłacie z Pontu i Jeszua
                                                    Ha-Nocri (czyli Jezusie Chrystusie) stanowi autonomiczny składnik powieści
                                                    ("powieść w powieści"). Gdy okazuje się, że Mistrz i Małgorzata nie mogą zaznać
                                                    szczęścia na ziemi, Woland przenosi ich do wieczności, gdzie Mistrz spotyka
                                                    bohatera swej powieści - Poncjusza Piłata i uwalnia go od odwiecznych cierpień.
                                                    Wszystkie poplątane wątki powieści w finale splatają się ze sobą. "Mistrz i
                                                    Małgorzata" to dzieło otwarte na różne interpretacje: filozoficzne, religijne,
                                                    etyczne (walka dobra ze złem; diabeł jako ten, który czyni dobro; Poncjusz
                                                    Piłat, prześladowca Jeszui Ha-Nocri, będący krzewicielem wyznawanych przez
                                                    niego idei), estetyczne (nieśmiertelność dzieła sztuki), polityczne (opisywana
                                                    historia stanowi parabolę stalinowskiego terroru, w którym rzeczą zwykłą były
                                                    ciągłe aresztowania, donosicielstwo, uniżoność twórców, zamykanie jednostek
                                                    myślących odmiennie w zakładach dla obłąkanych).
                                                  • Gość: Ewa Re: polska mowa IP: *.abo.wanadoo.fr 20.01.03, 14:36
                                                    To moze byc swietnie
                                                    napisana recenzja,
                                                    przelecialy trzy pstre
                                                    przepioreczki,
                                                    albo chrzaszcz co brzmi
                                                    w trzcinie,
                                                    lub Filon mily co pod
                                                    jaworem czeka
                                                    w koncercie fortepianowym
                                                    Chopina.

                                                    To grzybowa zupa, ktorej
                                                    nie zjem na sniadanie,
                                                    krotka rozmowa telefoniczna
                                                    i czasem w tlumie rzucone
                                                    wulgarne zdanie....
                                                    odwracam sie, udaje ze nie
                                                    rozumiem, ide dalej
                                                    i mysle" quel gaspillage",
                                                    bo przeciez piekna
                                                    ta polska mowa.
                                                  • kwasna_cytryna Re: o mowo polska 20.01.03, 15:48
                                                    Mowo z ziemi najdrozszej na swiecie,
                                                    gdzie rosna: maki, chabry i wrzosy,
                                                    gdzie gna sie do ziemi na wietrze
                                                    zboz polskich zlociste klosy.

                                                    Mowo znad Wisly i Odry,
                                                    gdzie polskiego Baltyku brzeg,
                                                    gdzie Tatr cudownych zbocza,
                                                    obsypal puchowy snieg.

                                                    Chyle czolo przed Toba nisko
                                                    i kazde polskie dziecie,
                                                    powinno wladac Toba,
                                                    Ty polski cudny kwiecie.
                                                  • Gość: Ewa Re:... cette situation IP: *.abo.wanadoo.fr 20.01.03, 19:03
                                                    est doublement ironique car il est loin d'être évident que les littérature
                                                    anglaise et américaine soient elles-mêmes, à l'heure actuelle, au nombre des
                                                    grandes sources de l'être, que leur centralité na soit pas avant tout chose un
                                                    bénéfice de leur poids politico-économique. Quel anglo-anglais de vitalité
                                                    décicive s'est écrit après D.H. Lawrence et J.C. Powys? Pour une bonne part, la
                                                    poésie et la fiction américaines sont surfaites et déconcentrent par leur
                                                    innocence des préoccupations morales , philosophiques et politiques
                                                    fondamentales de cet âge de ténèbres. Thomas Mann, Joyce, Proust, Kafka... Quel
                                                    nom américain leur ajouter? Mais c'est la réussite mondiale de la langue qui
                                                    compte. Les devises parlent anglo-amércain.......

                                                    George Steiner "Passions impunies"
                                                  • kwasna_cytryna Re:... cette situation 20.01.03, 22:16
                                                    "Kino amerykańskie pozwala śnić; tymczasem kino europejskie to pigułki
                                                    trzeźwiące". Andrzej Wajda

                                                    "Filmy europejskie pytają nas: jak żyć? Filmy amerykańskie pytają: kto wrobił
                                                    Królika Rogera?". John Boorman

                                                    "Nie chcemy walczyć z Amerykanami, chcemy tylko prawa do własnej kultury.
                                                    Niewątpliwie oni są niepokonani, jeśli chodzi o dystrybucję, ale my,
                                                    Europejczycy, jesteśmy w stanie robić lepsze filmy". Franco Zeffirelli

                                                    "Jeśli zalewające świat kino hollywoodzkie jest kinem gatunków, to kino
                                                    europejskie jest kinem autorów". Jerzy Płażewski

                                                    "Żaden film nie istnieje w próżni, samotnie. Każdy ma jakąś "rodzinę", jakąś
                                                    historię. Czy chcemy, czy nie, jesteśmy inni, my, Europejczycy. Dlatego dobrze
                                                    jest, że znamy naszą historię i tradycję". Volker Schlondorff

                                                    ....to właśnie europejscy reżyserzy - obok umiejętności zachwycania - oferują
                                                    coś więcej: nie boją się prowokować, stawiać wyzwań, eksperymentować i wymagać
                                                    od publiczności twórczej reakcji. Film jest traktowany przez nich jako sztuka,
                                                    środek prowadzenia dialogu o ważnych sprawach społecznych, narzędzie opisu
                                                    duchowego świata człowieka, i wreszcie - jako medium odpowiednie do poruszania
                                                    spraw metafizycznych, ostatecznych. Sama historia kina jest dowodem, że o kinie
                                                    europejskim można mówić jako o odmiennej formacji myślowej, kulturowej,
                                                    artystycznej. Kino narodziło się przecież w Europie. Tutaj narodził się filmowy
                                                    ekspresjonizm, impresjonizm, surrealizm, neorealizm, nowa fala... To Europa
                                                    zdobyła się na oryginalność i zademonstrowała własną odrębność czyniąc z filmu
                                                    dzieło sztuki. Tu także stworzono kino autorskie, reprezentowane przez takich
                                                    mistrzów jak Antonioni, Bergamn, Bunuel, Fellini, Godard, Herzog,
                                                    Bresson....Dlatego w Europie powstaje tyle filmów artystycznych i autorskich,
                                                    ważnych i mądrych, nierzadko kontrowersyjnych, budzących silne emocje,
                                                    zmuszających do myślenia...
                                                  • Gość: Ewa Re Grammaires de la création IP: *.abo.wanadoo.fr 20.01.03, 23:16
                                                    .....Dans l'Europe romantique, nombreux sont ceux qui ont voulu s'identifier au
                                                    Werther de Goethe,à Hamlet. En un sens littéral, nous sommes <pris<( quelques
                                                    analogies y a-t-il entre cette possession et celle qu'opère la musique?.
                                                    L'imaginaire ne quittera pas les lieux qu'il occupe. Balzac mourant appelle
                                                    l'un des médecins de La Comédie Humaine.....
                                                    G. Steiner

                                                    Water, is taught by thirst.
                                                    Land- by the Oceans passed.
                                                    Transport-by throe-
                                                    Peace-by its battles told-
                                                    Love, by Memorial Mold-
                                                    Birds, by the Snow.

                                                    Emily Dickinson
                                                  • Gość: Ewa Re:... Le cinéma de quartier IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 10:46
                                                    la lumièr revient déjà Et le film est terminé
                                                    Je réveille mon voisin Il dort comme un nouveau-né
                                                    Je relév'mon strampion
                                                    J'ai une envie de bailler
                                                    C'etait la dernièr séquence
                                                    C'était la dernière séance
                                                    Et le rideau sur l'écran est tombé

                                                    Bye, Bye les héros qui j'aimais
                                                    L'entracte est terminé
                                                    Bye, bye randez-vous à jamais
                                                    Mes chocolat glacés, glacés

                                                    Le photo sur le mot fin Peut fair sourire ou pleurer
                                                    Mais je connais le destin D'un cinéma de quartier
                                                    Il finira en garage En building supermarché
                                                    Il n'a aucune chance C'était la dernière séance
                                                    Et le rideau sur l'écran est tombé

                                                    Bye Bye les filles qui tremblent pour les jeunes premiers
                                                    Bye bye randez-vous à jamais Mes chocolat glacés, glacés

                                                    J'allais rue des solitaires A l'école de mon quartier
                                                    A cinq heures j'étais sorti mon père venait me chercher
                                                    On voyait Gary Cooper Qui défandait l'opprimé
                                                    C'était vraimant bien l'enfance. Mais c'est la dernière séquence
                                                    Et le rideau sur l'écran est tombé

                                                    La lumière s'éteint déjà La salle est vide à pleurer
                                                    Mon voisin détend ses bras Il s'en va boire un café
                                                    Un vieux pleure dans un coin Son cinéma est fermé
                                                    C'était la dernière séquence C'était la dernière séance
                                                    Et le rideau sur l'écran est tombé

                                                    Eddy Mitchel
                                                  • Gość: Ewa Re:... Kino europejskie IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 12:36
                                                    Kino europejskie na przelomie XX i XXI wieku ma sie dobrze. Moze nawet bardzo
                                                    dobrze. Swiadczy o tym dluga lista realizatorow dobrych, autorskich filmow,
                                                    ktore mozna zaliczyc do sztuki. We Francji Godard, Tavernier, Techiné, Miller,
                                                    Truffait, Renais, Chabrol, Kassovitz, Cavax, Pialat, Rohmer, Rivet, Assayas,
                                                    Ozon, Jacquot, Lelouch(?), Desplechin, wsrod kobiet - Masson, Jaui, Vernoux,
                                                    Denis, Breillat sa tworcami wybitnych filmow, ktore sie przezywa, o ktorych sie
                                                    nie zapomina. Nastepne filmy wsrod tych( zyjacych) realizatorow sa oczekiwane
                                                    przez publicznosc, ktora ma obecnie zwyczaj ogladania filmow dla realizatora, a
                                                    nie dla gwiazdy filmowej jak to bylo ongis. Kontynuujmy jednak liste: we
                                                    Wloszech oczywiscie Visconti, Pasolini, Taviani, Comencini, Scola, Begnini,
                                                    Moretti, w Angli: Loach, Greenaway, Winterbotom, w Niemczech Herzog, Wanders,
                                                    Bunuel, Saura, Almodowar w Hiszpani, w Belgii bracia Darden i Delvaix, Van
                                                    Trier w Danii, Haneke w Austrii, Koris Maki w Finlandii, Kusturica w bylej
                                                    Jugoslawii, Michalkow w Rosji, w Polsce Kieslowski i Wajda ( pomino wielkiego
                                                    niepowodzenia poza Polska jego Pana Tadeusza) i Polanski( ktorego trudno
                                                    zaklasyfikowac do jakiegos panstwa, jednak prezentuje on bardziej kino
                                                    europejskie niz amerykanskie). Mozna znalezc jeszcze innych realizatorow
                                                    zaslugujacych na uwage, ale prawdopodobnie najwazniejsi zostali wymienieni.
                                                    Szkoda ze wiele z tych nazwisk sa malo znane w krajach przyszlej wielkiej
                                                    Europy i ze kina n.p. w Polsce zalane sa mierna produkcja amerykanska, chociaz
                                                    i tam mozna znalezc ciekawe kino niezalezne. Przykladem jest Jarmush ,
                                                    Tarantino i bracia Cohen
                                                  • kwasna_cytryna Re:... mozlwości :-) 21.01.03, 15:19
                                                    Wolę kino.
                                                    Wolę koty.
                                                    Wolę dęby nad Wartą.
                                                    Wolę Dickensa od Dostojewskiego.
                                                    Wolę siebie lubiącą ludzi
                                                    niż siebie kochającą ludzkość.
                                                    Wolę mieć w pogotowiu igłę z nitką.
                                                    Wolę kolor zielony.
                                                    Wolę nie twierdzić,
                                                    że rozum jest wszystkiemu winien.
                                                    Wolę wyjątki.
                                                    Wolę wychodzić wcześniej.
                                                    Wolę rozmawiać z lekarzami o czymś innym.
                                                    Wolę stare ilustracje w prążki.
                                                    Wolę śmieszność pisania wierszy
                                                    od śmieszności ich niepisania.
                                                    Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
                                                    do obchodzenia na co dzień.
                                                    Wolę moralistów,
                                                    którzy nie obiecują mi nic.
                                                    Wolę dobroć przebiegłą od łatwowiernej za bardzo.
                                                    Wolę ziemię w cywilu.
                                                    Wolę kraje podbite niż podbijające.
                                                    Wolę mieć zastrzeżenia.
                                                    Wolę piekło chaosu od piekła porządku.
                                                    Wolę bajki Grimma od pierwszych stron gazet.
                                                    Wolę liście bez kwiatów niż kwiaty bez liści.
                                                    Wolę psy z ogonem nie przyciętym.
                                                    Wolę oczy jasne, ponieważ mam ciemne.
                                                    Wolę szuflady.
                                                    Wolę wiele rzeczy, których tu nie wymieniłam,
                                                    od wielu również tu nie wymienionych.
                                                    Wolę zera luzem
                                                    niż ustawione w kolejce do cyfry.
                                                    Wolę czas owadzi od gwiezdnego.
                                                    Wolę odpukać.
                                                    Wolę nie pytać jak długo jeszcze i kiedy.
                                                    Wolę brać pod uwagę nawet tę możliwość,
                                                    że byt ma swoją rację.


                                                    Possibilities

                                                    I prefer the cinema.
                                                    I prefer cats.
                                                    I prefer oak-trees by the Warta.
                                                    I prefer Dickens to Dostoyevsky.
                                                    I prefer myself liking humans
                                                    to myself loving humanity.
                                                    I prefer having a thread with a needle close at hand.
                                                    I prefer green.
                                                    I prefer not claiming that
                                                    the intellect should be blamed for everything.
                                                    I pefer exceptions.
                                                    I prefer leaving before.
                                                    I prefer talking to doctors about something else.
                                                    I prefer old marked illustrations.
                                                    I prefer being laughable because of writing poems
                                                    to being laughable because of not writing them.
                                                    I prefer odd anniversaries in love life,
                                                    to be celebrated every day.
                                                    I prefer moralists
                                                    who do not promise me anything.
                                                    I prefer calculated goodness to goodness that is too gullible.
                                                    I prefer the earth in civvy street.
                                                    I prefer conquered countries to the conquering ones.
                                                    I prefer having my objections.
                                                    I prefer the hell of chaos to the hell of order.
                                                    I prefer Grimm tales to the first pages of newspapers.
                                                    I prefer leaves without flowers to flowers without leaves.
                                                    I prefer dogs with their tails unclipped.
                                                    I prefer fair eyes since mine are dark.
                                                    I prefer drawers.
                                                    I prefer many things I have not listed above
                                                    to many others unlisted here.
                                                    I prefer noughts that are loose
                                                    to those queueing for a digit.
                                                    I prefer insect time to stellar time.
                                                    I prefer touching wood.
                                                    I prefer not asking how much longer and when.
                                                    I prefer considering even such a possibility
                                                    that existence has its reasons.



                                                    W. Szymborska
                                                    przełożył Mikołaj Sekrecki
                                                  • Gość: Ewa Re:... annexe IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 16:02














                                                    Thessalonique: un retour aux racines grecques

                                                    Le vrai monde, la vraie vie

                                                    Des yeux et des mains

                                                    La Presse a vu...

                                                    L'apprenti sorcier se surpasse

                                                    Un Dernier Repas dans la capitale de la mort

                                                    Bond, toujours Bond


                                                    Le samedi 16 novembre 2002

                                                    Theo Angelopoulos tourne



                                                    Luc Perreault
                                                    La Presse
                                                    Thessalonique


                                                    Bonheur des vacanciers et des touristes, le soleil fait présentement le malheur
                                                    de Theo Angelopoulos. Spécialiste des atmosphères brumeuses et des paysages
                                                    dans le brouillard, il a mis depuis quelques jours ses acteurs et son équipe
                                                    technique en attente faute d'une météo assez maussade à son goût. Paradoxe du
                                                    cinéma.

                                                    «Je suis désolé de vous accueillir dans ce décor de soleil», s'excusait mardi
                                                    le metteur en scène grec. La scène se passait dans un coin perdu du vaste
                                                    quartier portuaire de Thessalonique. Surgi de nulle part, un village y a
                                                    poussé. Tout en bois comme un décor de western, il s'en distingue cependant par
                                                    l'accumulation des maisonnettes accolées les unes aux autres. En route, dans
                                                    l'autobus qui nous emmenait visiter ce décor, le responsable de la presse au
                                                    Festival de Thessalonique, Alexis Grivas, implorait les cameramen de la
                                                    télévision de revenir en fin d'après-midi filmer ces lieux, histoire de les
                                                    présenter sous un ciel moins éclatant.

                                                    «J'ai l'impression que l'image de ce village est trahie par le soleil»,
                                                    renchérissait le cinéaste pendant qu'une vingtaine de journalistes venus
                                                    d'horizons les plus divers l'entouraient dans l'une de ces maisonnettes
                                                    destinées à servir de café dans le film.

                                                    Projet audacieux, sa trilogie sera centrée sur une femme dont on suivra la
                                                    trace entre l'âge de 3 et 90 ans. Premier volet de cette trilogie, La Prairie
                                                    aux larmes se veut une tragédie. L'action débute en 1919 à Odessa au moment de
                                                    l'arrivée de l'armée rouge. Une communauté grecque établie sur le bord d'un lac
                                                    sera forcée de s'exiler à la suite d'une inondation.

                                                    Pour mener à bien cette première partie du tournage, on avait choisi une petite
                                                    île de la Macédoine submergée durant certains mois de l'année. Angelopoulos se
                                                    propose plus tard de montrer ce village dévasté, devenu un village fantôme.
                                                    Forcée de se déplacer, la petite communauté du film (jusqu'à 300 figurants)
                                                    vient donc se réfugier dans le décor de village établi autour d'une manufacture
                                                    installé dans le port de Thessalonique.








                                                    «Ce ne sera pas un catalogue des événements qui ont jalonné le XXe siècle,
                                                    prévient le cinéaste, mais une histoire d'amour: comment l'amour est assez fort
                                                    pour faire traverser à mon personnage les obstacles sociaux et politiques qu'il
                                                    rencontre.»

                                                  • kwasna_cytryna Re:... impression.... 21.01.03, 16:10
                                                    Monet, "Impression: soleil levant (Impression: Sunrise)"
                                                    1873

                                                    "Monet later explained that he had selected for the exhibition a painting done
                                                    in Le Havre from his window: the sun appearing in damp vapors, in the
                                                    foreground a few shipmasts pointing. "I was asked to give a title for the
                                                    catalogue; I couldn't very well call it a view of Le Havre. So I said: 'Put
                                                    Impression.' Indeed, the painting was catalogued as Impression, Sunrise."

                                                    "The History of Impressionism"
                                                  • Gość: Ewa Re:... fragment IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 16:33
                                                    Antoine

                                                    Dom w ktorym urodzil sie ma do dzisiaj czar architektury z konca XIX wieku.
                                                    Dwupietrowy, z kamienia, na szczycie dachu ma dwie wierzyczki. Dach podtrzymany
                                                    jest skrzyzowanymi belkami, szczegol charakterystyczny dla budownictwa z epoki.
                                                    Waskie schody na zewnatrz wspinaja sie do wejscia na parter. Okna , ozdobione
                                                    wokol rzezbionymi kamieniami z jednej strony spogladaja w kierunku oceanu, z
                                                    drugiej strony wychodza na pochyly ogrod. Pomimo otoczenia wysokim plotem dom
                                                    jest dobrze widoczny z pnacej sie ku gorze uliczki.Uliczka nosi nazwe “Cztery
                                                    kwiaty”. Nie wiadomo dokladnie dlaczego nosi te nazwe, gdyz w ogrodach przy
                                                    uliczce Czterech kwiatow jest ich nieskonczenie wiecej. Dom otoczony jest
                                                    glicynia, przy chodniku ogromne glowy hortensji czasami nieco ociezale
                                                    pochylaja sie, a czerwien piwonii i geranium podkresla blekit nieba, oceanu i
                                                    rozsianych polnych kwiatow.Dom ma dzisiaj obcych mieszkancow bowiem nikt z
                                                    rodziny Antoina nie zdolal uratowac spadku.
                                                    Antoine urodzil sie podczs bombardowania Hawru , pod koniec wojny z Niemcami.
                                                    Szczegol bombardowania ma podwojne znaczenie. Po pierwsze Hawr byl przez
                                                    pomylke bombardowany przez Anglikow. Po drugie lekarz wezwany do porodu
                                                    zapomnial torby z niezbednymi przyrzadami i ojciec Antoina , narazajac zycie,
                                                    pod bombami(jak opowiadal pozniej) na rowerze udal sie w poszukiwaniu torby
                                                    ginekologa. Historia zakonczyla sie pozytywnie, bomba nie dosiegnela ojca,
                                                    torba ginekologa dotarla na czas i Antoine urodzil sie” zdrow i caly”.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Fleurs et Saisons. 21.01.03, 20:54
                                                    Dans l’histoire du Mah Jong nous avons fait référence aux tuiles de fleurs.

                                                    Au tout début du jeu de Mah Jong, lorsque le jeu fut introduit pour la première
                                                    fois au Japon, les fleurs étaient utilisées par tous les joueurs. Peu de temps
                                                    après cependant, elles perdirent de leur intérêt parmi les amateurs de Mah
                                                    Jong, sans doute parce que de tirer de telles tuiles de bonus qui multipliaient
                                                    la valeur d’une main faisant Mah Jong, était considéré comme trop chanceux, en
                                                    comparaison des autres façons plus adroites et requérant davantage d'habileté
                                                    dans la conduite d’une manche permettant pareillement de bonifier la valeur
                                                    d’un jeu en se fiant aux seules règles complexes des bonus. De ce fait les
                                                    fleurs et les saisons furent rapidement considérées comme un obstacle à la
                                                    progression technique qui permettaient de construire de beaux Mah Jong et
                                                    désormais les fleurs sont peu utilisées par les joueurs de cercles.

                                                    En fait le nom de fleurs pour ces tuiles n’est pas tout à fait exact puisqu’il
                                                    recouvre deux sortes de tuiles: les fleurs à proprement parler et les saisons.
                                                    Les quatre fleurs sont l’orchidée (orchid), le bambou (bamboo), le chrysanthème
                                                    (chrysanthenum ou chrys) et la prune (plum). Les quatre saisons sont le
                                                    printemps (spring), l’été (summer), l’automne (autumn) et l’hiver (winter).
                                                  • Gość: Ewa Re:... impression.... IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 19:16
                                                    Les impressionnistes sont sortis de leurs ateliers. La séparation, parfois
                                                    douloureuse, d'avec l'academisme a apporté à l'art des fruits abondants. Le
                                                    paysage et les hommes sont devenus plus proches de la réalité et plus simples.
                                                    Percés par la lumière , attrapés dans des gestes de déplacement. La maniére de
                                                    l'exécution a entièrement changé. Depuis, l'art est autonome. Plus encore dans
                                                    la modernité.
                                                    Parmi des grands de l'impressionnisme, ceux qui ont été inspirés d'images
                                                    d'oiseau, il faut citer Edouard Manet, Vincent van Gogh et Paul Gaugin.
                                                    Vincent van Gogh. Difficile de parler de son idole. Heureusement l'écriture se
                                                    réalise à travers le silence des pensées. Lui, mon idole, sa vie et son
                                                    travail, ont été et sont encore, les objets de multiples études. Sérieuses,
                                                    approfondis ou,au contraire, à la recherche des faits divers. Pour moi, sa vie,
                                                    rempli d'amour et d'une passion de la créativité a été comme un volcan. Si je
                                                    regerde avec étonnement son tableau Champ de blé avec corbeaux, je me demande
                                                    comment il a réussi à faire bouger les fragments de son oeuvre. Ce n'est pas un
                                                    trompe-l'oeil, je songe à un volcan en éruption. Il ma fait frissonner.
                                                    Par contre chez Edouard Manet tout est calme. La pie dans les environs
                                                    d'Etretat, fixe son regard vers l'observateur. Le paysage est blanc, lumineux,
                                                    couvert d'une couche de neige. Le repos et la tranquilité........
                                                  • kwasna_cytryna Re:... impression.... 21.01.03, 20:50
                                                    Je m'émerveille de rencontrer des milliers et milliers de phénomènes de rythmes
                                                    des mondes lumineux, colorés et tactiles et mon ton rajeunit par l'éternelle
                                                    jeunesse rythmique de la nature éternellement jeune.
                                                    Leos Janácek

                                                    Le penchant au traitement impressionniste de la phrase musicale s'est manifesté
                                                    chez Janáček relativement assez tôt, à l'époque où l'impressionnisme français
                                                    de Claude Debussy n'a pas été encore canonisé comme programme. Les premiers
                                                    indices de l'impressionnisme musical de Janáček apparaissent déjà dans son
                                                    opéra Šárka (1ère version de 1887, 2ème version de 1888, 3ème version de 1918).
                                                    C'est que dans cette oeuvre Janáček a mis en musique l'atmosphère
                                                    impressionniste caractéristique du livret de Zeyer avec une remarquable
                                                    innovation harmonique. Dans l'ouverture même du premier acte de l'opéra,
                                                    Janáček a su mettre en musique l'atmosphère émotive générale par une harmonie
                                                    de coloration impressionniste, très proche de la sphère harmonique de l'opéra
                                                    de Debussy Pelléas et Mélisande (des années 1892-1902), quatorze ans alors
                                                    avant l'achèvement de l'opéra de Debussy ! Dans cet opéra, Janáček arrive à
                                                    exprimer les impressions musicales suggestives par l'application des
                                                    polyvalences des accords et des harmonies, par le goût fréquent pour l'accord
                                                    de neuvième dominante et par son travail systématique sur la polyphonie.
                                                  • Gość: Ewa Re:... impression.... IP: *.abo.wanadoo.fr 21.01.03, 23:15
                                                    Igor Stravinski, enfant de la culture slave et très occidentale. Il faut savoir
                                                    ce que veut dire les nuits de Sviatoslav(une divinité païenne slave) pour
                                                    compreindre le sacré rythme du sacre du printemps. Le rythme vient du rite. Les
                                                    nuits du dieu Sviatoslav sont une sorte de bacchanale. Plus orgiatiques que
                                                    celles des Grecs. (Les scènes nocturnes dans le film Andreï Roublev de
                                                    Tarkowski montrent la coutume descendant du rite). La fête de saint Jean en
                                                    Pologne a ses sources dans le même rite païen. Elle se déroule à la fin de mois
                                                    de juin. On a coutume de jeter sur les eaux des couronnes en herbes symbolisant
                                                    la virginité perdue durant les nuits. Dans le rythme du "Sacre" il y a une
                                                    attente, une tension, la soif, le désir et la volupté qui augmentent.
                                                    Stravinski a composé L'Oiseau de feu en 1910. Ce conte dansé présage le Sacre
                                                    du printemps. L'Oiseau de feu possède un pouvoir magique, comme en ont souvent
                                                    les animaux dans les contes russes. Il endort le monstre, horrible géant aux
                                                    doigts verts, et libère le héros positif. La musique intensive et la
                                                    multiplication du chromatisme annoncent l'ouverture vers la musique moderne.
                                                  • Gość: Ewa Re:... + i -- czyli poezja wydobyta z wanny IP: *.abo.wanadoo.fr 22.01.03, 12:31
                                                    Jest coraz + gwiazd na niebie,
                                                    a ja mam + piegow na plecach
                                                    tzn. z tylu,
                                                    a - na dekolcie
                                                    tzn. z przodu.
                                                    + lubie chodzic na piechote
                                                    a - jezdzic samochodem.
                                                    Choc ten ostatni to moj wrog
                                                    jest czesto + przydatny od w. wsp. nog.
                                                    + lubie muzyke Beethovena
                                                    i Mozarta
                                                    a - Bacha, choc to sie zmienia;
                                                    + lubie piosenki francuskie
                                                    a - rock( bo go nie rozumiem)
                                                    z wyjatkiem Pink Floyds i Björk.
                                                    + wolalabym chodzic do teatru,
                                                    ale Teatr Stary w Krakowie
                                                    jest daleko>
                                                    niz kolo mnie
                                                    amatorski w Triel.
                                                    + lubie ksiazki trudne
                                                    a - latwe, bo wtedy mysle>
                                                    i nie napisze + w tym stylu,
                                                    nikt sie nie doczeka,
                                                    bo jest~~ + tajemnic
                                                    niz odkryc dotyczacych
                                                    natury i pochodzenia
                                                    czlowieka.
                                                  • kwasna_cytryna Re:... + i -- czyli poezja wydobyta z... netu ;-) 22.01.03, 21:21
                                                    Lubie,
                                                    kiedy sie usmiechasz
                                                    do mnie.
                                                    Lubie,
                                                    kiedy wiatr plecie mi
                                                    warkocze.
                                                    Lubie,
                                                    gdy pojawia sie po burzy
                                                    tecza,
                                                    gdy mniszka puch moj nos
                                                    laskocze.

                                                    Lubie,
                                                    spacery dzika
                                                    plaza.
                                                    Lubie marzyc, lubie
                                                    marzenia.
                                                    Lubie,
                                                    kiedy na niebie gwiazdy
                                                    swieca,
                                                    kocham teczowych snow swoich
                                                    spelnienia.
                                                  • Gość: Ewa Re:... Mahabharata z... netu ;-) IP: *.abo.wanadoo.fr 23.01.03, 10:23
                                                    The Mahabharata has existed in various forms for well over two thousand years:
                                                    First, starting in the middle of the first millennium BCE, it existed in the
                                                    form of popular stories of Gods, kings, and seers retained, retold, and
                                                    improved by priests living in shrines, ascetics living in retreats or wandering
                                                    about, and by traveling bards, minstrels, dance-troupes, etc.
                                                    Later, after about 350 CE, it came to be a unified, sacred text of 100,000
                                                    stanzas written in Sanskrit, distributed throughout India by kings and wealthy
                                                    patrons, and declaimed from temples.
                                                    Even after it became a famous Sanskrit writing it continued to exist in various
                                                    performance media in many different local genres of dance and theater
                                                    throughout India and then Southeast Asia.
                                                    Finally, it came to exist, in numerous literary and popular transformations in
                                                    many of the non-Sanskrit vernacular languages of India and Southeast Asia,
                                                    which (with the exception of Tamil, a language that had developed a classical
                                                    literature in the first millennium BCE) began developing recorded literatures
                                                    shortly after 1000 CE.
                                                    The Mahabharata was one of the two most important factors that created
                                                    the "Hindu" culture of India (the other was the other all-India epic, the
                                                    Ramayana, pronounced approximately as Raa-MEYE-a-na), and the Mahabharata and
                                                    Ramayana still exert tremendous cultural influence throughout India and
                                                    Southeast Asia.
                                                    But the historical importance of the Mahabharata is not the main reason to read
                                                    the Mahabharata. Quite simply, the Mahabharata is a powerful and amazing text
                                                    that inspires awe and wonder. It presents sweeping visions of the cosmos and
                                                    humanity and intriguing and frightening glimpses of divinity in an ancient
                                                    narrative that is accessible, interesting, and compelling for anyone willing to
                                                    learn the basic themes of India's culture. The Mahabharata definitely is one
                                                    of those creations of human language and spirit that has traveled far beyond
                                                    the place of its original creation and will eventually take its rightful place
                                                    on the highest shelf of world literature beside Homer's epics, the Greek
                                                    tragedies, the Bible, Shakespeare, and similarly transcendent works.

                                                  • Gość: Ewa Re:... Poezja hinduska IP: *.abo.wanadoo.fr 23.01.03, 11:49
                                                    Hymne à Bhûmi-Mâtar la Terre
                                                    Soutenue de toutes les Puissances divines,
                                                    Maîtresse de ce qui fut et de ce qui sera,
                                                    Veuille la Terre nous préparer un vaste et sûr domaine!

                                                    O Terre, avec tes hauteurs, tes montagnes neigeuses,
                                                    Ta forêt, sois-nous hospitalière!
                                                    Brune, rouge ou noire, et de toutes les formes
                                                    Stable et ferme est la vaste Terre que protège Indra!

                                                    Nés de toi les mortels retournent en toi,
                                                    C'est toi qui portes les bipèdes, toi les quadrupèdes;
                                                    Tiennes, ô Terre, sont les cinq races d'hommes,
                                                    Les mortels pour qui l'immortelle lumière
                                                    S'étend sous les rayons du soleil levant.

                                                    Universelle génitrice, mère des plantes,
                                                    Immuable et vaste Terre que maintient la Loi,
                                                    Pacifique, hospitalière:
                                                    Puissions-nous marcher le long d'elle toujours!

                                                    Sur elle sont les arbres, princes de la forêt,
                                                    Immobiles, ils sont debout toujours.
                                                    C'est la terre toute nourricière,
                                                    La Terre solide que nous invoquons.

                                                    Que nous voulions nous redresser ou nous asseoir
                                                    Ou bien, debout, nous mettre en marche,
                                                    Soit du pied droit soit du pied gauche:
                                                    Puissions-nous ne pas chanceler sur la Terre!

                                                    Ce que je fends et creuse de toi, ô Terre,
                                                    Puisse cela même recroître promptement!
                                                    Puissé-je n'entamer, ô Purifiante,
                                                    Ni ton coeur, ni quelque point mortel!

                                                    Elle porte l'insensé, et porte aussi l'homme de poids;
                                                    Elle souffre la retraite du méchant comme du bon;
                                                    Elle vit en concorde avec le sanglier,
                                                    Ce porc sauvage auquel elle ouvre son corps.

                                                    O Terre, notre Mère,
                                                    Confère-moi la grâce d'un bon établissement!
                                                    En harmonie avec le Ciel, ô Terre si sage,
                                                    Dispose-moi dans la gloire et dans la fortune!

                                                    Atharva-Veda XII
                                                    Tlum. Prof. Robert Koch
                                                  • kwasna_cytryna Re:... Kalevala - The Finnish National Epic 23.01.03, 20:32

                                                    The Kalevala in modern Finland

                                                    The Kalevala has left its mark on many areas of Finnish life. "Kalevalaness"
                                                    has established itself firmly in Finnish culture, a fact which can best be seen
                                                    in our nomenclature.

                                                    The names of city quarters, streets, businesses and products draw continually
                                                    on the distinctiveness of the Kalevala. The Kalevala is a unique trademark in
                                                    the marketing world.

                                                    The use of names from the Kalevala was particularly widespread at the end of
                                                    the last century, nowadays it is more sporadic. Nonetheless, the
                                                    distinctiveness of Finnish products and handicraft is still emphasized by
                                                    choosing a Kalevala-related name for the product.

                                                    The modern Finnish couple Aino and Ilmari Pohjola live in Oulu on Kalevalankuja
                                                    Lane, earlier they lived in Espoo's Tapiola. Mornings they read the newspaper
                                                    Kaleva.
                                                    The family is insured by the Pohjola insurance company. When guests come to
                                                    visit, the table is set with Sampo pewter dinnerware, and Aino Pohjola wears
                                                    her Väinämöissweater.

                                                    Ilmari Pohjola works for the Lemminkäinen asphalting company, Aino Pohjola at
                                                    the Kalevala-Koru jewelry boutique. Ilmari Pohjola's father worked as a young
                                                    man on the icebreaker Sampo.

                                                    Aino Pohjola, on the other hand, is from a farming family, and the crops on the
                                                    farm were harvested with a Sampo harvester. Her family belonged to the Pellervo
                                                    Society, and were insured by the Kaleva insurance firm.

                                                    The Pohjola family have a summer cottage in Hiidenvesi. Evenings they light the
                                                    fire in the fireplace with Sampo matches.


                                                    According to the Kalevala, he who possesses the Sampo receives prosperity and
                                                    all good things. The loss of the Sampo, on the other hand, portends ruin.

                                                    Over the last 150 years the question of what the Sampo actually is has occupied
                                                    not only Finnish researchers from nearly every field of study, but also non-
                                                    Finnish experts on the Kalevala. There are as many solutions to the riddle of
                                                    the Sampo as there are persons interested in it. The possibilities are endless.

                                                    Could the puzzling nature of the Sampo be one reason why it is possibly the
                                                    theme from the Kalevala which is used most often in the names of firms and
                                                    businesses?
                                                  • Gość: Ewa Re:... Hölkkä IP: *.abo.wanadoo.fr 23.01.03, 23:14
                                                    Incessant hapiness cannot be borne by anyone.
                                                    It's different for bears: when it rains, their pelt gets wet
                                                    and they leave deeper footprints in the marsh than when they're dry.
                                                    When it rains, the ticklish effect of the drops makes me laugh.
                                                    it's different for bears: laughter doesn't
                                                    make them laugh.
                                                    Juhani Ahvenjävri
                                                  • kwasna_cytryna Re:... impression.... 22.01.03, 21:17
                                                    Il successo allo Châtelet, per Djagilev, ma soprattutto per la storia della
                                                    cultura coreutica, fu determinante: pur legato alle emozioni di un recente
                                                    passato – l’indulgere nostalgico all’irreale fatato, l’amore trionfante, e poi
                                                    tenerezza, coraggio e bontà quali doti primarie del virile protagonista ...–
                                                    l’oiseau de feu rinnovò drasticamente la concezione del balletto. Era già una
                                                    grossa novità proporre un uomo come protagonista assoluto, ma la cosa
                                                    dirompente fu la forza della musica, barbarica talora, predominante spesso
                                                    sulle arti che Fokine voleva collaboratrici alla pari. L’impresario capì, sopra
                                                    tutti, e intuì, in quella formidabile stagione di primavera 1910, di poter
                                                    essere arbitro di un gigantesco fenomeno di costume: ai suoi fini si sarebbe
                                                    avvalso solo dei collaboratori migliori, tenendosi ben stretto questo
                                                    giovanotto figlio come lui della Grande Madre. Giovanotto che sicuramente non
                                                    perse tempo. Pochissimo dopo, infatti, abbozzate addirittura già le idee per Le
                                                    sacre du printemps, Stravinskij si diede a comporre un lungo pezzo per
                                                    pianoforte e orchestra; nelle Chroniques de ma vie racconta: "Componendo questa
                                                    musica avevo chiaramente la visione di un burattino improvvisamente scatenato
                                                    che con delle cascate di diabolici arpeggi esaspera la pazienza dell’orchestra,
                                                    che a sua volta lo rimbecca con minacciose fanfare. Ne segue una terribile
                                                    zuffa che, giunta al culmine, termina con la dolorosa e lamentosa prostrazione
                                                    del povero fantoccio". Continua raccontando di essersi a lungo arrovellato
                                                    nella ricerca di un titolo appropriato per la composizione, finché "...Un
                                                    giorno feci un balzo di gioia: Petrouschka! l’eterno ed infelice eroe di tutte
                                                    le fiere, di tutti i paesi. Era proprio questo, avevo trovato il mio titolo!"
                                                    Racconto suggestivo, ma non sicuramente veritiero (come tutte le autobiografie
                                                    anche quella di Stravinskij è inaffidabile): sia Lifar che Nabokov riportano
                                                    che fu Djagilev, cui il compositore aveva fatto ascoltare il pezzo per
                                                    pianoforte, ad esclamare: "...ma questo è un balletto! È Petrouschka!" Non ci è
                                                    dato dunque sapere con certezza la paternità del titolo, ma ciò poco importa.
                                                    La musica si dilatò fino a diventare balletto – ciò che già era composto
                                                    costituì il secondo quadro – e l’idea del Konzertstück venne accantonata.
                                                  • Gość: Ewa Re:... impression.... IP: *.abo.wanadoo.fr 23.01.03, 11:01
                                                    Internet è essentzialmente un sistema di comunicazione e come tale è
                                                    constituito de un'infrastructura, da contenui e soggetti che immettono o
                                                    ricevono i contenui stessi.
                                                    L'infrstruttura è constituia dai sistemi di telefonia fissa e di fibra-ottica o
                                                    dall'etere stesso. I contenu, pur avendo divers natur-audio, video, testo-
                                                    possono indistintamante circolare nel sistema perche "tradotti" nello
                                                    stesso "linguaggio" digitale. I soggett, infine, collegati al sistema per mezzo
                                                    di propri terminali informatici, assumono compotamenti di diverso genere. Essi
                                                    possono collabore contenuti sui propri terminali redendoli accessibili à terzi
                                                    (c.d. siti internet), possono limitarsi ad accedere ai contenuti altui(c.d.
                                                    navigazione), o, infine, interagire con altri utenti dialogando o condividendo
                                                    con essi i propri contenuti. La peculitarià delle rete rispetto ad ogni altro
                                                    sistema di telecomunicatzione sta essenzialm.ente nalla sua architettura( o
                                                    meglio, come direbbe Lawrence lessig, nal "codice").
                                                    Gli architectti ideatori-Jarome Saltzer, David Clark e David P.
                                                    realizzarono,infatti, un sistema di"network stupidi e di applicazioni
                                                    intelligenti"(David Isenberg) in cui i proprietari della tete non hanno alcun
                                                    potere di selezionare i contentui immensi dagli utenti o di interferire nalle
                                                    applicazioni de questi collegate al sistema.
                                                  • kwasna_cytryna Re:... impression.... 23.01.03, 20:44
                                                    Ces dernières années, j’ai connu plus de gens sur le net que de n’importe
                                                    quelle autre façon. Certaines de ces rencontres sont devenues de vraies
                                                    amitiés. Pas toutes directement. Au travers du net, j’ai connu des personnes;
                                                    par celle-ci, j’en ai ensuite rencontré d’autres... mais c’est le net qui est à
                                                    l’origine. Parfois ces personnes vivent très loin de moi (pour nous rencontrer,
                                                    il nous faudrait un voyage); parfois elles sont près de moi, mais sans le net
                                                    on ne se serait jamais aperçu l’un de l’autre. Il nous arrive, de temps en
                                                    temps, de parler ensemble de cette façon de se connaître et le sujet est
                                                    fascinant pour plusieurs aspects.

                                                    On rencontre une personne qu’on ne peut ni voir ni toucher. Avant de la voir,
                                                    on connaît ses pensées, son caractère et sa personnalité. Un rapport, un
                                                    intérêt réciproque, un échange d’opinion et d’émotions naissent; le désire de
                                                    se rencontrer se fait de plus en plus grand; et un jour, finalement, on se
                                                    voit. La question rituelle est: «Est-ce que je suis si différent de comment tu
                                                    m’avais imaginé?»

                                                    En bref, on se connaît de façon inverse à celle habituelle: d’abord l’âme et
                                                    puis le corps. Il n’est pas vrai que si on se voit avant, et puis qu’on se
                                                    parle, on se connaît mieux. Souvent la rencontre physique est déviante; elle
                                                    cache ou ralentit la connaissance avec l’âme et l’esprit. Il y a des gens qui
                                                    se fréquentent depuis vingt ans, peut-être dorment-ils dans le même lit, mais
                                                    ils ne se connaissent pas vraiment. «Ma femme (mon mari) ne me comprend pas»,
                                                    excuse classique des infidèles, ce n’est pas seulement un mensonge. Le
                                                    rapprochement physique n’est pas nécessairement dialogue et compréhension; mais
                                                    il peut même devenir un obstacle.

                                                    Des choses curieuses et intéressantes arrivent sur le net. Il y a des personnes
                                                    qui, dans leurs messages, m’ont parlé d'elles-mêmes avec grande sincérité,
                                                    partageant leurs émotions, confessant leurs doutes et leurs sentiments, doutes
                                                    et sentiments qu’elles hésiteraient probablement à me dire si nous
                                                    étions “physiquement” dans la même pièce. Souvent l’absence du corps n’éloigne
                                                    pas, mais elle rapproche; comme si se dépouiller des défenses dans un monde de
                                                    mots, apparemment abstrait, était moins embarrassant, moins risqué que quand on
                                                    se regarde dans les yeux. Il y a un certain type de magie dans cette rencontre
                                                    d’âmes libres qui seulement plus tard s’incarnent. Quand nous rencontrons la
                                                    personne physiquement, nous en avons déjà une image intérieure; notre façon de
                                                    la percevoir est différente, parce que quand nous regardons le “dehors”, nous
                                                    savons déjà ce qui est à l’“intérieur”.

                                                    Je ne veux pas dire que la rencontre, d’abord sur le net et puis physiquement,
                                                    soit toujours mieux que le contraire. Parfois c’est une expérience meilleure et
                                                    plus riche, parfois pas. Mais ce n’est pas une façon plus faible
                                                    ou “artificielle” de se rencontrer, comme les personnes qui n’ont jamais été
                                                    sur le net peuvent imaginer. Sans doute, c’est une expérience nouvelle et
                                                    intéressante. Il est extraordinaire de découvrir comment une personne peut se
                                                    révéler par sa façon de s’exprimer, de réagir, de dialoguer ou de rester en
                                                    silence. Il est fascinant de découvrir le caractère, le style, la personnalité
                                                    de quelqu’un que nous n’avons jamais vu; et, ensuite, de vérifier quand on se
                                                    rencontre, à quel point notre image correspondait à la réalité. D’habitude on
                                                    ne se trompe pas. Parfois, l’aspect physique peut nous surprendre, mais presque
                                                    toujours le caractère et la personnalité sont exactement comme nous l’avions
                                                    perçu.

                                                    Ceci pourrait être un bon remède à une certaine tendance qui donne trop
                                                    d’importance aux apparences. Aujourd’hui, on vit dans une culture des images:
                                                    d’un côté à cause de l’emphase qu’ on donne à l’aspect extérieur, de l’autre à
                                                    cause de la télévision; on risque souvent de penser qu’une personne soit “ce
                                                    qu’elle semble”; que l’apparence physique, même la façon de s’habiller, soient
                                                    l’identité.

                                                    Peut-être un jour le net perdra-t-il sa magie. Avec une largeur de bande
                                                    beaucoup plus grande que celle que l’on a aujourd’hui, peut-être se rencontrera-
                                                    t-on sur l’écran; de nouveau l’aspect régnera, et d’une forme encore plus
                                                    perverse, parce qu'une image projetée est souvent plus construite que le
                                                    contact physique direct. Mais jusqu’à ce qu’ on continue à “se rencontrer” par
                                                    des mots et pensées, nous aurons le privilège de connaître d’abord l’âme et
                                                    puis le corps. Et ensuite, quand on se sera rencontré, selon les cas on pourra
                                                    choisir que se dire directement ou par téléphone, et que s’écrire.

                                                    Ceci n’est pas une chose totalement nouvelle. L’histoire est pleine d’amis et
                                                    d’amants qui s’envoyaient des lettres et des messages, même s’ils se
                                                    fréquentaient souvent. Combien de fois deux amoureux sentent le besoin de
                                                    s’échanger de petits billets doux, bien qu’ils se voient chaque jour?

                                                    Mais l’art de l’écriture était en train de disparaître dans un monde de
                                                    téléphones. Avec le net nous l’avons redécouvert. Souvent, on écrit des choses
                                                    simples, même stupides; on plaisante ou on ne parle de rien en particulier.
                                                    Qu’est-ce qu’il y a de mal à cela? C’est une façon pour unir nos âmes, pour
                                                    partager nos pensées, ce qui a une valeur en soi, sans considération des
                                                    contenus.

                                                    Probablement la raison la plus importante, pour laquelle j’aime être sur le
                                                    net, est celle-la: il me permet d’être “plus humain”.

                                                    Giancarlo Livraghi
                                                  • Gość: Ewa Re:... Billet doux IP: *.abo.wanadoo.fr 23.01.03, 22:59
                                                    Apprenez, ma belle,Qu'à minuit sonnant,Une main fidèle,Une main d'amant,Ira
                                                    doucement,Se glissant dans l'ombre,Tourner les verrousQui dès la nuit
                                                    sombre,Sont tirés sur vous.Apprenez encoreQu'un amant abhorreTout voile
                                                    jaloux.Pour être plus tendre,Soyez sans atours,Et songez à prendreL'habit des
                                                    Amours.
                                                    Evariste Parny
                                                  • Gość: Ewa Re:... RENCONTRE IP: *.abo.wanadoo.fr 24.01.03, 17:37
                                                    Quand nous nous retrouverons
                                                    dans nos corporelles apparitions
                                                    tu seras habillé
                                                    avec un manteau
                                                    percemé des etoilles
                                                    moi- une sauvage
                                                    je me transformerai en roseau.
                                                    Le lieu de randez-vous
                                                    un avion
                                                    qui se dirigera vers
                                                    un pays de rêves
                                                    puis nous irons au bord
                                                    d'un lac des souvenires
                                                    et du savoir
                                                    je te dirai- tak, to ja,
                                                    un roseau au bord de lac
                                                    c'est moi.
                                                  • kwasna_cytryna Re:... RENCONTRE 24.01.03, 21:19
                                                    A la Mystérieuse

                                                    J'ai tant rêvé de toi que tu perds ta réalité. Est-il encore temps d'atteindre
                                                    ce corps vivant et de baiser sur cette bouche la naissance de la voix qui m'est
                                                    chère? J'ai tant rêvé de toi que mes bras habitués en étreignant ton ombre à se
                                                    croiser sur ma poitrine ne se plieraient pas au contour de ton corps, peut-
                                                    être. Et que, devant l'apparence réelle de ce qui me hante et me gouverne
                                                    depuis des jours et des années, je deviendrais une ombre sans doute.O balances
                                                    sentimentales.
                                                    J'ai tant rêvé de toi qu'il n'est plus temps
                                                    sans doute que je m'éveille.
                                                    Je dors debout, le corps exposé à toutes
                                                    les apparences de la vie et de l'amour
                                                    et toi, la seule qui compte
                                                    aujourd' hui pour moi,
                                                    je pourrais moins
                                                    toucher ton front et tes
                                                    lèvres que les premières lèvres
                                                    et le premier front venu. J'ai tant
                                                    rêvé de toi, tant marché,
                                                    parlé, couché avec
                                                    ton fantôme qu'il ne me
                                                    reste plus peut-être, et
                                                    pourtant, qu'à être fantôme
                                                    parmi les fantômes et plus
                                                    ombre cent fois que
                                                    l'ombre qui se
                                                    promène et se
                                                    promènera
                                                    allégrement
                                                    sur le cadran
                                                    solaire de ta vie.

                                                    Robert Desnos
                                                  • Gość: ewa Re:... RENCONTRE (la suite) IP: *.abo.wanadoo.fr 25.01.03, 17:42
                                                    Ensuite l'homme
                                                    en manteau jaillisant
                                                    des etoilles
                                                    s'assiéra au bord
                                                    de lac.
                                                    Le roseau s'penchera
                                                    pour écouter
                                                    le battement
                                                    de son coeur.
                                                    Ils boiront
                                                    (le roseau et l'homme
                                                    en manteau)
                                                    l'eau du savoir.
                                                    Ils s'aperceveront
                                                    que l'eau jamais
                                                    ne manquera pas.
                                                    Plus tard ils boiront
                                                    l'eau des souvenires-
                                                    le lac s'remplira
                                                    tous les jours
                                                    de nouvelles.
                                                    Ils diront(en rigolant)-
                                                    l'homme en manteau
                                                    et le roseau-
                                                    "nous sommes en train
                                                    de découvrir
                                                    l'infini".

                                                    A la fin l'homme
                                                    habillé avec le manteau
                                                    et le roseau
                                                    tout simplement
                                                    s'embrasseront.
                                                  • kwasna_cytryna Re:...Le lac gelé 25.01.03, 22:05
                                                    Je viendrais te voir mon amour
                                                    demain peut-être
                                                    quand j'aurai regardé la neige
                                                    et les sapins tout autour du lac
                                                    qui attendent
                                                    quand j'aurai tout vu tout appris
                                                    demain peut-être
                                                    du ciel marbré de nuages
                                                    et du lac gelé qui me porte
                                                    au soir qui tombe

                                                    Tout recevoir et tout donner
                                                    ne garder pour soi que l'image
                                                    d'une lumière sur un visage
                                                    tout recevoir et tout donner
                                                    dans le miraculeux silence
                                                    entendre enfin les oiseaux voler
                                                    et le chant du cosmos qui danse
                                                    qui danse

                                                    Je viendrai te voir mon amour
                                                    bientôt j'espère
                                                    quand j'aurai vu l'eau sous la neige
                                                    les chemins de pierre tout autour
                                                    du lac qui descendent
                                                    quand j'aurai tout vu tout appris
                                                    bientôt j'espère
                                                    de la beauté des nuages
                                                    et du lac qui me porte
                                                    au soir qui tombe

                                                    Tout recevoir et tout donner
                                                    ne garder pour soi qu'une image
                                                    une lumière sur un visage
                                                    tout recevoir et tout donner
                                                    dans le miraculeux silence
                                                    entendre enfin les oiseaux voler
                                                    le sourire du cosmos qui danse

                                                    Michel Jonaz
                                                  • Gość: Ewa Re:...Parlons de la danse IP: *.abo.wanadoo.fr 26.01.03, 10:41
                                                    Une des premières espressions artistiques de l'homme, la danse était la
                                                    projection de son environnement et de son intérieur. Elle signale la situation
                                                    et les emotions d'un idividu ou d'un groupe. La danse en tant qu'impulsion
                                                    obéit à la spontanéité et donne une expression artistique à travers une
                                                    exaltation nerveuse et musculaire.Le corps humain devient un instrument qui
                                                    crée sa propre rythmique dans le rapport avec lui-même et son entourage. Cette
                                                    situation engendre une réplique. Un danseur reste en communication avec les
                                                    spectateurs qui lisent ce que son corps dit. Et à l'inverse, les réactions des
                                                    participants provoquent des réponses adéquates de la part du danseur. Cette
                                                    forme de manifestation des sentiments est connue chez les animaux. Chez les
                                                    oiseaux surtout durant la séduction nuptiale ou pour repousser un ennemi.
                                                    Les gestes d'un danseur s'adressent souvent au ciel, d'ou les coparaisons
                                                    poétiques avec le vol, les nuages, les vagues ou les astres.
                                                  • kwasna_cytryna Re:... danse orientale 26.01.03, 11:09
                                                    Il existe différents styles de danses "Orientales". Elle est d'origine
                                                    religieuse et a pour signification la glorification de la maternité et la
                                                    préparation à l'accouchement facile, surnommée plus familièrement par les
                                                    Européens "danse du ventre", ( raqs ach-charqui, traduction en arabe) cette
                                                    danse est sensuelle mais pas érotique comme souvent imaginé dans l'esprit du
                                                    touriste.

                                                    Elle fût souvent déshonorée, elle s'effectuait le plus souvent dans des
                                                    cabarets et night-clubs.

                                                    La danse orientale n'a pas de date d'apparition exacte, il semble que ce
                                                    soit une danse aussi vieille que le monde on la retrouve chez les Tziganes, les
                                                    Phéniciens ou encore en Inde du nord. Il est certain qu'elle est un mélange de
                                                    toutes ces cultures. On retrouve beaucoup de mouvements dans des pays divers
                                                    qui forme la danse orientale :

                                                    - les mouvements de hanche et du bassin très nets dans les danses anciennes
                                                    d'Afrique, d'Espagne ou encore de la Grèce.
                                                    - forme de danse sauvage féminine, dans différents temples Grecs
                                                    - danse de Salomé dans la Bible.
                                                    - danse de femmes banjara de Delhi tatouées au ventre.
                                                    - danse de femmes en Nouvelle-Zélande, ainsi que dans les îles d'Hawaï.

                                                    La danse orientale est souvent en relation avec la terre, la fécondité et la
                                                    sensualité, c'est aussi une sorte de danse de "bienvenue" qui disparu peu à peu
                                                    à cause de l'église qui considérait le corps comme quelque chose de mauvais à
                                                    cacher, et couvrait les parties du corps dites "honteuses", leur retirant ainsi
                                                    le droit de s'exprimer de se montrer et de se bouger. De là sont nées de
                                                    nouvelles formes de danse notamment avec les pieds où le corps est rigide, la
                                                    danse se mélangea aux danses tziganes mais aussi le flamenco né de l'Andalousie
                                                    où viennent s'y ajouter des mouvements de bras ondulatoires, des
                                                    déhanchements , frémissements du corps, cette danse c'est donc répandu dans
                                                    tout le monde entier.

                                                  • Gość: Ewa Re:...Visitadines IP: *.abo.wanadoo.fr 26.01.03, 11:12
                                                    Wez: 125 dkg maki
                                                    250 " cukru
                                                    100 " migdalow
                                                    1/2 skorki cytryny
                                                    125 dkg masla
                                                    do zrobienia ciasta
                                                    zmieszaj z bialkiem ubitym
                                                    otrzymanym z 5 jajek poprzednio rozbitych
                                                    wlej do brytwanny
                                                    wsadz do pieca
                                                    i 30 minut czekaj,
                                                    mozna myslec w tym czasie na temat
                                                    la permanance provisoire
                                                    de certeins changements
                                                    ainsi votre gateau est fait.
                                                  • Gość: Ewa Re Wybor (fragment) IP: *.abo.wanadoo.fr 26.01.03, 13:15
                                                    Uczyniwszy na wieki wybór,
                                                    w każdej chwili wybierać muszę.
                                                    J.Liebert

                                                    Noc zielona była, po dniu skwarnym
                                                    głębokość jej szumiała jakby liście czarne,
                                                    w których mleczny rdzeń wyrósł, i kroplami gwiazd
                                                    odmierzał się powoli nieostrożny czas.

                                                    Maria czekała cicho. I zdało się, płynął
                                                    świat ogromny w oddechu nieba jak otchłanie,
                                                    co wiało wielkim oknem na stół, na posłanie
                                                    białe i nie dotknięte. Czekała. W milczeniu
                                                    na piersi ręce kładła i wtedy się pienił
                                                    krwi jej rogzrzany napój i owoce mleczne
                                                    pęczniały jej pod dłonią, i czuła, jak bije
                                                    bolesna piąstka serca. I czuła, że żyje
                                                    łodyżka w niej maleńka, listeczkami dwoma
                                                    obejmująca miłość całą, jaką ona
                                                    i on zamknęli w sobie. I gdy rękę niżej
                                                    obsunęła, poczuła, jak ją szorstko liże
                                                    płomienny język ciszy.

                                                    K.K. Baczynski
                                                  • kwasna_cytryna Re: Przepis na szczęście 26.01.03, 20:55

                                                    Cztery filiżanki miłości,
                                                    Dwie filiżanki lojalności,
                                                    Trzy filiżanki przebaczenia,
                                                    Filiżanka przyjaźni,
                                                    Dwie łyżeczki czułości,
                                                    Cztery kwarty wiary,
                                                    Beczka śmiechu.

                                                    Miłość połączyć z lojalnością i starannie zmieszać z wiarą.
                                                    Przyprawić dobrocią, czułością i wyrozumiałością.
                                                    Dodać przyjaźń i miłość. Obficie spryskać śmiechem.
                                                    Wypiekać w słońcu.
                                                    Serwować codziennie w obfitych porcjach!!!
                                                  • Gość: Ewa Re: Harmonie du soir IP: *.abo.wanadoo.fr 26.01.03, 23:22
                                                    Voici venir les temps ou vibrant sur sa tige
                                                    Chaque fleur s'évapore ainsi qu'un encensoir
                                                    Les sons et les parfums tournent dans l'air du soir
                                                    Valse mélancolique et langoureux vertige
                                                    Chaque fleur s'évapore ainsi qu'un encensoir
                                                    Le violon frémit comme un coeur qu'on afflige
                                                    Valse mélancolique et langoureux vertige
                                                    Le ciel est triste et beau comme un grand reposoir
                                                    Le violon frémit comme un coeur qu'on afflige
                                                    Un coeur tendre qui hait le néant vaste et noir
                                                    Le ciel est triste et beau comme un grand reposoir
                                                    Le soleil s'est noyé dans son sang qui se fige
                                                    Un coeur tendre qui hait le néant vaste et noir
                                                    Du passé lumineux recueille tout vestige
                                                    Le soleil s'est noyé dans son sang qui se fige
                                                    Ton souvenir en moi luit comme un ostensoir
                                                    Charles Baudelaire
                                                  • Gość: Ewa Re: Przepis na szczęście IP: *.abo.wanadoo.fr 27.01.03, 18:44
                                                    Cher auteur,
                                                    tout en respectant
                                                    vos droits
                                                    je me permets
                                                    d'ajouter
                                                    dans votre parfaite
                                                    recette
                                                    2 cuilliéres d'amitié-
                                                    cela fera rois-
                                                    en gros
                                                    ce ne changera pas
                                                    trop,
                                                    mais à mon avis
                                                    la recette sera
                                                    plus sure.

                                                    Votre lectrice fidéle
                                                    Eve
                                                  • kwasna_cytryna Re: Przepis na szczęście 28.01.03, 09:00
                                                    j'accepte
                                                    votre proposition et
                                                    en attendant le resultat
                                                    je vous offre
                                                    une tasse de cafe,
                                                    ainsi qu'un cognac ....
                                                  • Gość: Ewa Re: Les conséquences IP: *.abo.wanadoo.fr 28.01.03, 12:01
                                                    J'ai pris une
                                                    tasse de café
                                                    (le cognac sera
                                                    pour plus tard)
                                                    et je lis sur
                                                    les droits d'auteur
                                                    en réfléchisant
                                                    la gravité
                                                    d'un texte écrit:

                                                    DROIT D'AUTEUR ET DROITS MORAUX SUR LES OEUVRES

                                                    Droit d'auteur

                                                    Droit d'auteur sur l'oeuvre
                                                    3. (1) Le droit d'auteur sur l'oeuvre comporte le droit exclusif de produire
                                                    ou reproduire la totalité ou une partie importante de l'oeuvre, sous une forme
                                                    matérielle quelconque, d'en exécuter ou d'en représenter la totalité ou une
                                                    partie importante en public et, si l'oeuvre n'est pas publiée, d'en publier la
                                                    totalité ou une partie importante; ce droit comporte, en outre, le droit
                                                    exclusif :
                                                    a/produire
                                                    b/transformer
                                                    c/ de même
                                                    d/représenter
                                                    e/adapter
                                                    f/communiquer
                                                    g/présenter
                                                    h/ louer(pas d'accord)
                                                    enregistrement sonore
                                                    (1,1) Dans le cadre d'une communication effectue..., une oeuvre est fixée même
                                                    se sa fixation se fait au moment de sa communication.



                                                  • Gość: Ewa Re: Méditation IP: *.abo.wanadoo.fr 29.01.03, 17:16
                                                    Toujours, toute la vie.. Oui, ces mots, ces mots bêtes,
                                                    il faut me les redire et me les répéter!
                                                    Se quitter! Nous deux! Dis?.. On pourrait se quitter?
                                                    Cela me semble fou, monstrueux!.. Oh! répète!
                                                    J'ai besion d'être sûr de notre éternité.
                                                    ..Pourtant, quand mon ami m'affirme:" C'est bien elle
                                                    la compagne définitive. Que crains-tu?
                                                    Tu n'auras qu'un amour. Vous vous serez fidèles"...
                                                    je suis un peu déçu .

                                                    Paul Géraldy
                                                  • kwasna_cytryna Re: Méditation 30.01.03, 21:27
                                                    Sutra Serca
                                                    Bodhisattwa Awalokiteśwara, w czasie gdy praktykował głęboką doskonałość
                                                    mądrości, rozpatrywał pięć skandh i widział, że wszystkie one są puste.

                                                    I wykroczył poza wszelkie cierpienia i nieszczęścia.

                                                    Śariputro, forma nie jest różna od pustki, a pustka nie jest różna od formy.
                                                    Forma to właśnie pustka. Pustka to właśnie forma. I tak samo jest też z
                                                    uczuciami, postrzeżeniami, dyspozycjami i świadomością.

                                                    Śariputro, te wszystkie dharmy są nacechowane pustką. Nie rodzą się i nie giną.
                                                    Nie są nieczyste i nie są czyste. Nie wzrastają i nie maleją.

                                                    I dlatego w pustce nie ma formy i nie ma uczuć, postrzeżeń, dyspozycji i
                                                    świadomości.

                                                    Nie ma oka, ucha, nosa, języka, ciała ani umysłu.

                                                    Nie ma barwokształtu, głosu, zapachu, smaku, [tego co się odbiera przez] dotyk,
                                                    dharm.

                                                    Nie ma elementu oka, ucha, nosa, języka, ciała ani świadomości.

                                                    Nie ma niewiedzy. Nie ma też wyczerpania niewiedzy, nie ma starości i śmierci.

                                                    I nie ma też wyczerpania starości-śmierci.

                                                    Nie ma cierpienia, przyczyny, zniszczenia i drogi.

                                                    Nie ma mądrości i nie ma też osiągnięcia. Dlatego, że nie ma nic do osiągnięcia.

                                                    Bodhisattwa, ponieważ opiera się na doskonałości mądrości, nie ma przeszkód w
                                                    sercu. A ponieważ nie ma przeszkód, nie ma strachu. Daleko usuwa błędne pojęcia
                                                    i senne fantazje i osiąga ostateczną nirwanę (pustkę).

                                                    Ponieważ wszyscy buddowie trzech czasów opierają się na doskonałości mądrości,
                                                    osiągają anuttara-samjak-sambodhi. Dlatego powinno się znać doskonałość
                                                    mądrości, która jest wielkim zaklęciem mocy magicznej. Wielkim zaklęciem
                                                    wiedzy. Zaklęciem, nad które nie ma wyższego i które nie ma sobie równych.
                                                    Potrafi usunąć wszystkie cierpienia, jest prawdziwe, a nie jest fałszywe;
                                                    dlatego wypowiada się zaklęcie doskonałości mądrości.
                                                    Wypowiada się je, tak mówiąc:

                                                    Gate gate paragate parasangate bodhi swaha!

                                                  • Gość: Ewa Re: Cztery szlachetne prawdy IP: *.abo.wanadoo.fr 31.01.03, 16:45
                                                    Prawda pierwsza-dukkha
                                                    W tej prawdzie Budda wskazuje nam, ze cierpienie jest uniwersalne. Wszystkie
                                                    istnienia dotkniete sa cierpieniem. Cierpienie moze byc fizyczne jak i
                                                    psychiczne. Cierpienie moze byc spowodowane niedostatkiem, niedoskonaloscia
                                                    i skonczonoscia wszystkich rzeczy a takze ustawicznym niezadowoleniem czlowie-
                                                    ka.
                                                    Podczas swej wypowiedzi w Benares Budda wyznal ze:
                                                    Narodziny sa dukkha, choroba jest dukkha, smierc jest dukkha. Smutek, lamenta-
                                                    cje, brak nadziei sa dukkha.. Byc w kontakcie z tym , czego czlowiek nie lubi
                                                    jest dukkha, byc oddzielonym od tego, co czlowiek lubi jest dukkha. Nie otrzy-
                                                    mac tego, czego czlowiek pragnie jest dukkha. Po krotce piec kompozantow przy-
                                                    wiazania sa dukkha.
                                                    Prawda druga-samudaya
                                                    Jest to cierpienie uniwersalne, ktore jako przyczyne ma pragnienie.
                                                    Pragnienie posiadania rzeczy lub osob, pragnienie idealu a takze pragnienie
                                                    wladzy. Pragnienie nigdy nie umiera poniewaz rodzi sie na nowo w miare zaspo-
                                                    kajania. Przywiazanie do pragnienia jest podstawowym pochodzeniem cierpienia.
                                                    Przywiazanie jest takze przyczyna cierpienia,rowniez niewiedza lub odmowienie
                                                    poznania(lub pozbawienie takowego). W rezultacie cierpienie jest fatalnoscia,
                                                    ktora slepo spada na na czlowieka. Zalezy ona od checi osiagniecia zawsze
                                                    wiecej, moc wypelnic wszystkie pragnienia.
                                                    Prawda trzecia- nirodha
                                                    Ta prawda wyjawia, ze istnieje stan wstrzymania sie od cierpien-nirwana.
                                                    Jest to stan, ktory osiagnal Budda i jedyny cel buddyzmu.Osiagniecie nirwany
                                                    jest mozliwe. Nie znaczy to odizolowania sie od swiata, lecz pozbycie sie
                                                    cierpienia przez poznanie jego przyczyn. Jest to poznanie siebie i bodzcow
                                                    zaburzajacych nasza osobowosc.
                                                    W Benares Budda tak przedstawil nirwane:
                                                    "Oto mnichowie Szlachetna prawda wstrzymania cierpien: wstrzymanie calkowite,
                                                    bez przywiazan, pragnienia jako takiego, pozbycie sie jego, opuszczenie go,
                                                    wyzwolenie sie z niego"
                                                    Prawda czwarta-magga
                                                    W tej prawdzie Budda wskazuje droge do przebycia aby osiagnac nirwane, ktorej
                                                    istnienie udowodnil.W tym celu trzeba przebyc droge osmiu sciezek. Jest to
                                                    droga po srodku, gdyz nie radzi ani skrajnego zycia w przyjemnosci , ani
                                                    w skrajnym ascetyzmie.

                                                    Osiem sciezek do osiagniecia nirwany:

                                                    ° zrozumienie sluszne( zrozumienie czterech szlachetnych prawd i ich realiow
                                                    oraz zrozumienie ze przez swoje zachowanie czlowiek jest
                                                    odpowiedzialny za odczuwane cierpienie)
                                                    ° mysli sluszne ( nalezy studiowac glebokie znaczenie swiata i czterech
                                                    szlachetnych prawd)
                                                    ° mowa sluszna (nalezy powstrzymac sie od mowy raniacej, ponizaja-
                                                    cej, wyzywajacej i wulgarnej)
                                                    ° zachowanie sluszne (nasze dzialania winny byc w zgodzie i harmonii z na-
                                                    szymi zasadami)
                                                    ° srodki istnienia sluszne ( przekonac innych , ze nasze srodki istnienia
                                                    sa odpowiednie, nie skazone owocami egzysten-
                                                    cji pozbawionej etyki)
                                                    ° wysilek sluszny (dotyczy medytacji nad znczeniem realnosci aby byc
                                                    ochronionym przed czynnikami zaburzajacymi umysl.
                                                    Jest to praca nad soba aby praktycznie zastosowac osiem
                                                    sciezek)
                                                    ° pamiec sluszna ( dotyczy zachowania spokoju duchowego, zastosowa-
                                                    nia czterech szlachetnych prawd i niezapominania
                                                    o nich)
                                                    ° koncentracja ( ma na celu uwolnienie od rozwiazlosci i od ekscy-
                                                    tacji, ktore przeszkadzaja w medytacji)



                                                  • kwasna_cytryna Re: prawda - chrześcijaństwo 01.02.03, 10:33
                                                    Słowo “prawda” jest zwykle odnoszone do zdań, które są prawdziwe. Jednakże
                                                    słowniki definiują również prawdę jako ucieleśnienie prawdziwego twierdzenia.
                                                    Na przykład, “mam komputer” jest zdaniem prawdziwym, a mój komputer jest jego
                                                    ucieleśnieniem. W ten sposób zdanie to jest prawdziwe, a mój komputer jest
                                                    urzeczywistnieniem tej prawdy.

                                                    Świat jest pełen prawdziwych stwierdzeń i ich ucieleśnień, ale wiele z nich to
                                                    zdania tymczasowe. “Mam komputer” nie może być wieczną prawdą. Kiedyś mogę go
                                                    nie mieć, więc zdanie to nie jest wieczną prawdą.

                                                    Istnieje kolejny rodzaj prawdy – prawa naukowe i matematyczne. Są one
                                                    poszukiwane przez naukowców i matematyków. Ten rodzaj prawdy jest użyteczny i
                                                    pomocny w świecie fizycznym. Ale w dalszym ciągu dotyczy czegoś tymczasowego.

                                                    Wiele osób pracuje nad weryfikacją bądź obaleniem przypuszczalnie prawdziwych
                                                    stwierdzeń. Na każdym kroku napotykamy zdania nieprawdziwe i kłamstwa, w tym w
                                                    polityce, sądach, rodzinach itp. Ludzie więc starają się weryfikować
                                                    stwierdzenia w celu potwierdzenia prawdy lub wykrycia kłamstw i naprawienia
                                                    błędów. Jest to konieczne dla dobra społeczeństwa, ale prawdy, których szukają
                                                    są tymczasowe, nie wieczne.

                                                    Szukamy więc prawdy wiecznej, której doświadczenie będzie miało wpływ na nasze
                                                    życie teraz i zawsze. Nie powinniśmy szukać li tylko tymczasowych prawd, lecz
                                                    znajdować wieczne prawdy z odpowiadającą im rzeczywistością oraz usiłować
                                                    posiąść je teraz. Czym jest ta prawda i jaka jest jej rzeczywistość?

                                                    Biblia odkrywa prawdę.

                                                    Biblia, Słowo Boże, księga prawdy, światło dla ludzkości już od ponad 3500 lat,
                                                    tłumaczona w największej ilości języków księga (ponad 1900 języków), bestseller
                                                    wszechczasów (ponad 500 000 000 kopii drukowanych co roku) mówi nam, że Bóg
                                                    Ojciec jest prawdą, Jezus Chrystus jest prawdą, Duch Święty jest duchem prawdy
                                                    i Słowo Boże jest prawdą. Szukamy wiecznych prawd.

                                                    Bóg Ojciec jest źródłem prawdy

                                                    Po pierwsze, Biblia mówi, że Bóg Ojciec jest prawdą. Tylko Bóg jest
                                                    urzeczywistnieniem wszystkiego. Wszystkie rzeczy pochodzą od Niego, przez Niego
                                                    i dla Niego. Bóg jest żródłem wszelkiego stworzenia. Bóg jest miłością,
                                                    świętością i sprawiedliwością. Te boskie przymioty są rzeczywistością i źródłem
                                                    odpowiadających im ludzkich cnót, które są tylko ich cieniem. Człowiek bez Boga
                                                    jest pozbawiony rzeczywistości i znajduje się daleko od Jego życia. Żadna
                                                    prawda posiadana przez człowieka nie jest prawdą przed Bogiem. Cokolwiek
                                                    człowiek uważa za prawdę jest albo tymczasowe albo oszukiwaniem się - i nie
                                                    mówimy tutaj o kłamstwach, którymi człowiek żyje. Tylko Bóg jest wieczną
                                                    rzeczywistością. On jest prawdą i jej ucieleśnieniem.
                                                  • Gość: Ewa Re: prawda - chrześcijaństwo IP: *.abo.wanadoo.fr 01.02.03, 18:14
                                                    Nie rzucim Chryste swiatyn Twych
                                                    Nie damy pogrzes wiary
                                                    Prozne zaklusy duchow zlych
                                                    I prozne ich zamiary
                                                    Bronic bedziemy Twoich drog
                                                    Tak nam dopomoz Bog
                                                    Tak nam dopomoz Bog

                                                    Ze wszystkich swiatyn, chat i pol
                                                    Poplynie hymn wspanialy
                                                    Niech zyje Jezus Chrystus Krol
                                                    W koronie wiecznej chwaly
                                                    Niech zyje Maria zagrzmi rog
                                                    Tak nam dopomoz Bog
                                                    Tak nam dopomoz Bog

                                                    I taki tryumf, taki cud
                                                    Powieje z Jasnej Gory
                                                    I z taka wiara ruszy lud
                                                    Ze runa grzechu mury
                                                    I jak mglawica pierzchnie wrog
                                                    Tak nam dopomoz Bog
                                                    Tak nam dopomoz Bog.
                                                  • kwasna_cytryna Re: (...żadnych aniołów...) 01.02.03, 22:37

                                                    Patrzę
                                                    Są tylko ludzie
                                                    Ziemia
                                                    Spalona przed laty
                                                    Skrzydła
                                                    Nie rosną mi jeszcze
                                                    Skrzydła
                                                    Nie niosą w Niebiosa

                                                    Patrzę
                                                    Są tylko ludzie
                                                    ŻADNYCH ANIOŁÓW
                                                  • Gość: Ewa Re: la danse religieuse IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 10:10
                                                  • Gość: ewa Re: La danse religieuse IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 10:12
                                                  • Gość: Ewa Re: La danse religieuse IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 10:28
                                                    a été populaire durant l'époque byzantine et Moyen âge. lLs multiples
                                                    procession aveit le lieu au début de l'époque chrétienne.Les processions pour
                                                    guérir les épileptiques étaient des mascarades avec de vraies crises et de
                                                    l'hystérie plus que de la danse au sens strict du mot.
                                                    La Fête des Fous était une manifestation populaire eu moyen âges (environs XI°
                                                    au XIII° siècle). Sans aucun doute contestée aujourd'hui, avec ses danses, ses
                                                    folies, ses réjouissances elle ses déroulait de Noël et à l'Epiphanie. Cette
                                                    mascarade, dansée avec participation aussi bien des fous que des citoyens sains
                                                    et du clergé, se transformait en une parodie du pouvoir de l'église. On y
                                                    élisait un pape, un archevêque, un évêque, un abbé. Tout cela avec l'assistance
                                                    du public qui ne se privait pas de hurlements, de sifflements, des cris et de
                                                    gesticulations les plus burlesques possibles. Les historiens trouvent que la
                                                    Fête des Fous a été le seul moyen de l'époque pour critiquer et rendre ridicule
                                                    le pouvoir tyrannique.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Grzeszne figury 02.02.03, 10:50
                                                    Tango to coś więcej niż taniec czy rodzaj utworu muzycznego. To styl
                                                    życia, ideologia, tętniące źródło namiętności. Tango powraca i to wcale nie
                                                    jako muzealny eksponat...

                                                    Tango miało w Europie też wielu przeciwników, najwięcej pośród stróżów
                                                    publicznej moralności. W purytańskiej Wielkiej Brytanii, wciąż jeszcze
                                                    znajdującej się pod wpływami wiktoriańskiego stylu życia, taniec ten został
                                                    zakazany w 1907 r. We Francji rzecz miałaby się pewnie podobnie, gdyby nie
                                                    salonowa ewolucja tanga, które straciło nieco na swym wyzywającym charakterze.
                                                    Władze Nowego Jorku także niechętnie przyjmowały do wiadomości wzrost
                                                    popularności tanga, tyle że w Ameryce częściej tańczono inną nowinkę - wolny od
                                                    erotycznych skojarzeń ragtime.

                                                    Pomruk niezadowolenia z nowego tańca dotarł również z Watykanu - papież
                                                    Pius X uznał tango za źródło grzechu. Ale już Pius XI, po obejrzeniu tanga w
                                                    wykonaniu sławnego tancerza Casimira Ain, uznał, że jest to prawdziwa sztuka. I
                                                    ta opinia zamknęła usta wielu kontestatorom.

                                                    Na przełomie lat 40. i 50. tango zaczęło usuwać się w artystyczny cień,
                                                    ustępując miejsca nowym, przebojowym tańcom - swingowi, boogie, rock'n'rollowi.
                                                    Wydawało się, że będzie już tylko częścią tanecznego lamusa, jak kadryl,
                                                    poleczka czy walc wiedeński, przeznaczoną dla koneserów. Tak się jednak nie
                                                    stało - tango żyło dalej, nie tylko jako taniec, ale również... chwytliwa
                                                    nazwa. Tango - napój gazowany, tango - zespół heavymetalowy, tango - piłka
                                                    firmy Adidas, tango - program komputerowy, tango - oddział amerykańskich
                                                    komandosów - przykłady można mnożyć. Proszę zresztą kilkakrotnie powtórzyć
                                                    sobie owo magiczne słowo "tango" - brzmi zupełnie inaczej niż walczyk czy
                                                    sztajerek: ma w sobie jakąś moc i tajemnicę.

                                                    O wzroście zainteresowania tangiem nad Wisłą świadczyć może to, że
                                                    liczba uczniów w szkołach tańca, specjalizujących się w tangach europejskich,
                                                    wcale nie maleje, choć o wielkim wzroście też nie ma co mówić. Polacy - okazuje
                                                    się - wolą słuchać tanga i oglądać najlepszych tancerzy w akcji, niż stawać na
                                                    parkiecie. Tym bardziej że do tanga trzeba mieć w sobie "to coś". Zdaniem szefa
                                                    jednej z takich szkół Zbigniewa Wardyńskiego minęły już setne urodziny tanga, a
                                                    ono wciąż trwa. - Czemu jest popularne? Ponieważ tango nie zostało wymyślone
                                                    przez choreografów ani mistrzów tańca, lecz jest to naturalny taniec, z
                                                    naturalnymi ruchami, stworzony przez zwykłych ludzi. Taniec namiętności i
                                                    czułej delikatności, taniec dominacji i uwodzenia - mówi Wardyński.

                                                    Ciekawe, że tango podchwyciły zarówno elity, jak i szary obywatel.
                                                    Elity pewnie uważają, że w dobie muzyki dance sympatyzowanie z tangiem jest
                                                    demonstracją intelektualnej i estetycznej wyższości. A szary obywatel
                                                    najzwyczajniej w świecie wzruszy się przy słowach "Tanga Milonga": "czasem coś
                                                    w sercu zapłacze/ Ozwą się dawne, obłędne rozpacze/ Lecz wszystko zgaśnie i
                                                    minie/ nim z melodią tą wstanie brzask".
                                                  • Gość: Ewa Re: Découvrir le corps humains IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 13:00
                                                    L'esprit créatif de Maurice Bejart féconde actuellement plusieurs chorégraphes
                                                    et danseurs dans une plaine liberté. La danse ne vit pas aussi longtemps que la
                                                    musique. Il lui manque les partitions. Elle doit obéir aussi en majeure partie
                                                    à l'image de son époque. Seules de grands oeuvres comme Lac des cygnes,
                                                    Coppelia, Roméo et Juliette, tant la musique que la chorégraphie, ont résisté
                                                    au changements du aux modes. Depuis peu de temps, avec la vidéo, la danse peut
                                                    s'orienter vers une expression plus surréaliste. Nous vivions dans un
                                                    renouvellement perpétuel de la danse et il est possible qu'il y ait encore
                                                    beaocoup à découvrir de ce corps humains peut extérioriser. Il faut souligner
                                                    que le métier de danseur est très dur . Il demande un travail énorme, souvent
                                                    mal récompensé. L'effort physique est comparable avec celui des acrobates du
                                                    cirque. Pour les danseurs de ballet ou de l'opéra, les répétitions ne se
                                                    finissent pas à minuit comme pour les musiciens. Ils doivent répéter leurs
                                                    mouvements avec la claque au en comptant 1,2,3,4... malgré les pieds en sang
                                                    dans les chaussons.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Les conséquences 30.01.03, 21:48
                                                    Amerykańskie stowarzyszenie RIAA (Recording Industry Association of America)
                                                    zamierza ostatecznie zlikwidować proceder kopiowanie nielegalnej muzyki i
                                                    filmów. Sposobem na walkę z piratami ma być kampania uświadamiająca oraz
                                                    współpraca z firmami.

                                                    RIAA już niejednokrotnie próbowało uniemożliwić internatom nielegalne
                                                    kopiowanie i udostępnianie muzyki. Podstawową metodą były proces sądowe
                                                    wytaczane serwisom bezpośredniej wymiany plików; sposób ten się niestety nie
                                                    sprawdził - na miejscu jednego zlikwidowane serwisu P2P pojawiały się trzy
                                                    inne.

                                                    Kolejnym pomysłem było wprowadzenie do sieci P2P podróbek piosenek, które miały
                                                    skutecznie obrzydzić życie piratom. To też nie zadziałało - szybko pojawiły się
                                                    sposoby radzenia sobie z takimi plikami. Trzecim, ponoć najbardziej skutecznym
                                                    rozwiązaniem miały być indywidualne pozwy sądowe przeciw użytkownikom, którzy
                                                    kopiują lub udostępniają szczególnie dużo plików. Sprawę nagłośniono pół roku
                                                    temu - jak dotąd żaden proces się nie odbył.

                                                    Wydaje się jednak, że tym razem RIAA znalazło naprawdę skuteczny sposób na
                                                    walkę z większością piratów. Z danych przedstawionych przez stowarzyszenie
                                                    wynika, że zdecydowana większość najaktywniejszych piratów kopiuje pliki w
                                                    pracy, korzystając z firmowego sprzętu. Dlatego też przedstawiciele RIAA
                                                    rozpoczęli uświadamianie szefów firm, czym może skończyć się przymykanie oka na
                                                    niezgodne z prawem poczynania pracowników. Kilka miesięcy temu odbył się nawet
                                                    proces pokazowy - niewielka amerykańska firma, której pracownicy kopiowali
                                                    nielegalne pliki, zmuszona została do wypłacenia RIAA miliona dolarów
                                                    odszkodowania.

                                                    Przedstawiciele kilku amerykańskich koncernów już poinformowali o wdrożeni
                                                    specjalnych filtrów, które uniemożliwiają pracownikom korzystanie z serwisów
                                                    P2P. Analitycy spodziewają się, że w ich ślady rychło pójdą kolejne
                                                    przedsiębiorstwa - w końcu koszt takiego oprogramowania jest niczym w
                                                    porównaniu z groźbą zapłacenie grzywny w wysokości miliona dolarów. Apel o
                                                    zastosowania takiego rozwiązania RIAA rozesłało do tysiąca największych
                                                    amerykańskich firm.
                                                  • Gość: Ewa Re: Natural rights IP: *.abo.wanadoo.fr 31.01.03, 17:22
                                                    With the growth of the idea of individualism, especially in the 17th cent.,
                                                    natural law doctrines were modified to stress the fact that individuals,
                                                    because they are natural beings, have rights that cannot be violated by anyone
                                                    or by any society. Perhaps the most famous formulation of this doctrine is
                                                    found in the writings of John Locke. Locke assumed that humans were by nature
                                                    rational and good, and that they carried into political society the same rights
                                                    they had enjoyed in earlier stages of society, foremost among them being
                                                    freedom of worship, the right to a voice in their own government, and the right
                                                    of property. Jean Jacques Rousseau attempted to reconcile the natural rights of
                                                    the individual with the need for social unity and cooperation through the idea
                                                    of the social contract. The most important elaboration of the idea of natural
                                                    rights came in the North American colonies, however, where the writings of
                                                    Thomas Jefferson, Samuel Adams, and Thomas Paine made of the natural rights
                                                    theory a powerful justification for revolution. The classic expressions of
                                                    natural rights are the English Bill of Rights (1689), the American Declaration
                                                    of Independence (1776), the French Declaration of the Rights of Man and the
                                                    Citizen (1789), the first 10 amendments to the Constitution of the United
                                                    States (known as the Bill of Rights, 1791), and the Universal Declaration of
                                                    Human Rights of the United Nations (1948).
                                                  • kwasna_cytryna Re: Natural rights 01.02.03, 10:37
                                                    Prawa naturalne to takie, które człowiek posiada w stanie natury (inaczej
                                                    zwanej anarchią). Te prawa istnieją bez konieczności istnienia państwa. [...

                                                    (...) To w takim razie czym różni(ą) się prawo(a) naturalne od praw człowieka?

                                                    Oto różnice:

                                                    - Prawo człowieka: "prawo do własności". Odpowiednikiem tego w prawie
                                                    naturalnym są: "prawo do pełnego dysponowania owocami własnej pracy, w tym
                                                    prawo do handlu", "prawo do ochrony własnych dóbr i dóbr własnej
                                                    rodziny", "prawo do przekazywania prawa ochrony własności na
                                                    społeczność", "prawo do zasiedzenia", "nie kradnij", "prawo dziedziczenia"
                                                    itd...

                                                    [dygresja: najlepszym testem na sprawdzenie poszanowania naturalnych praw
                                                    związanych z własnością przez państwo, jest zbadanie jak szybko właściciel może
                                                    sprzedać swoja własność. Jeśli prawo w państwie w jakiś sposób utrudnia
                                                    zawieranie transakcji kupna-sprzedaży, to narusza naturalne prawo do
                                                    dysponowania owocami własnej pracy. Samo "prawo do własności" nie przeszkadza
                                                    państwu w tworzeniu praw utrudniających handel]

                                                    - Prawo człowieka: "prawo do wolności". Odpowiednikiem tego w prawie naturalnym
                                                    są: "człowiek rodzi się wolnym", "człowiek ma wolną wolę", "chcącemu nie dzieje
                                                    się krzywda", "prawo do rozporządzania własną wolnością" [czyli można się
                                                    sprzedać w niewole], "prawo do swobodnego poruszania się po świecie" itd...

                                                    [dygresja: prawo do wolności i prawo do własności mogą wejść w konflikt w
                                                    momencie, gdy ktoś chce przemieścić się gdzieś, ale nie może tego zrobić, bo na
                                                    drodze ma przeszkodę w postaci cudzej własności ziemskiej. Otóż jeśli nie ma
                                                    możliwości ominięcia tej przeszkody w sposób rozsądny (np aby ominąć trzeba by
                                                    nadłożyć kilka dni w podroży, a właściciel nie pozwala wejść na swój teren
                                                    nawet za opłatą) to naturalne prawo do przemieszczania się jest ważniejsze niż
                                                    prawo do własności i wolno naruszyć cudzą własność i przejść przez cudzy teren
                                                    (ale tylko przejść). Bo prawo do własności ziemskiej nie jest prawem
                                                    naturalnym. Dopiero naturalne prawo do zasiedzenia plus naturalne prawo do
                                                    dysponowania owocami swojej pracy tworzy prawo do własności ziemskiej. Czyli
                                                    dopiero po zasiedzeniu i włożeniu pracy w ziemie można mieć tytuł do jej
                                                    własności. Oczywiście taki tytuł można dostać również droga kupna, bo
                                                    handlowanie jest prawem naturalnym]

                                                    - Prawo człowieka: "prawo do życia". Odpowiednikiem tego w prawie naturalnym
                                                    są: "prawo do obrony życia swojego, i życia członków własnej rodziny", "prawo
                                                    do pozbawienia życia napastnika, który chce pozbawić życia mnie, albo życia
                                                    członków mojej rodziny", "prawo do przekazywania praw do ochrony życia na
                                                    społeczność", "prawo do obrony życia ofiary napaści, agresji czy
                                                    przemocy", "nie morduj" itd...

                                                    - Socjalne prawa człowieka: "prawo do pracy", "prawo do bezpłatnej
                                                    nauki", "obowiązek nauki", "prawo do ubezpieczeń", itd... nie mają swojego
                                                    odpowiednika w prawach naturalnych. Za wszystkie te prawa wystarczą prawa
                                                    naturalne, które podałem w punkcie o prawach związanych z wolnością.

                                                    - Polityczne prawa człowieka: "prawo do wybierania władzy", "prawo do
                                                    sądu", "równość wobec prawa", "prawo do azylu", "prawo do obywatelstwa" itd..
                                                    nie są prawami naturalnymi. Zastępuje je naturalny obowiązek władcy do opieki
                                                    nad poddanymi, tak by były poszanowane prawa naturalne poddanych (w demokracji
                                                    też jest władca i są poddani - a to, że poddani maja wpływ na to, kto jest
                                                    władcą nie ma znaczenia dla prawa naturalnego. W demokracji władza ma również
                                                    naturalny obowiązek respektowania naturalnych praw obywateli). Władca ma
                                                    naturalny obowiązek do tworzenia mechanizmów sprawiedliwego sądzenia, do
                                                    tworzenia prawa równo traktującego każdego poddanego itd..., ale nikt nie ma
                                                    naturalnego prawa do posiadania takiego władcy. Co najwyżej człowiek ma
                                                    naturalne prawo do buntu przeciw władcy, który nie wywiązuje się ze swoich
                                                    naturalnych obowiązków.

                                                    fragment dyskusji ...
                                                  • Gość: Ewa Re: W ramach praw czlowieka IP: *.abo.wanadoo.fr 01.02.03, 17:46
                                                    W ramach praw czlowieka
                                                    mam ochote troche pobrykac-
                                                    koziolki, fikolki,
                                                    wiem co to jest Afryka.

                                                    W ramach praw czlowieka
                                                    pirouette, cacaouette
                                                    lepiej piekna szukac
                                                    niz nad sprawiedliwoscia
                                                    rozprawiac,

                                                    proponuje zmiane;
                                                    co u Shekespeare napisane
                                                    w Snie nocy letniej
                                                    i jak Rossini rozwinal temat muzyczny
                                                    w Cyruliku z Sewilli

                                                    Piruette, cacaouette
                                                    koziolki, fikolki
                                                    Rossini, Fellini,
                                                    Dario Fo i innych
                                                    sto

                                                    wole koziolki fikac
                                                    niz nad sprawiedliwoscia
                                                    rozprawiac,

                                                    pirouette, cacaouette
                                                    dolacz do mnie
                                                    mon coeur.
                                                  • kwasna_cytryna Re: z przyjemnością:-)) 01.02.03, 22:35
                                                    Balonów mgła.
                                                    orkiestra gra,
                                                    zielony sypie śnieg
                                                    i w szklankach dzwoni śmiech.

                                                    Loteria serc,
                                                    co chcesz, to bierz,
                                                    tu za ostatni grosz
                                                    przekupisz własny los.

                                                    Szalalalala, zabawa trwa,
                                                    świat inny wymiar tutaj ma!
                                                    Szalalalala. zabawa trwa,
                                                    za frajer dają fant!

                                                    Za clownem clown,
                                                    tłum obcych ciał.
                                                    : a my objęci wpół
                                                    lecimy głową w dół.

                                                    Szalalalala, zabawa trwa,
                                                    świat inny wymiar tutaj ma!
                                                    Szalalalala, zabawa trwa,
                                                    więc tańczmy, póki czas!

                                                    Ktoś odkrył twarz,
                                                    jak iskra zgasł
                                                    i zanim minął szok.
                                                    z wieszaka głowę zdjął...

                                                    Szalalalala. zabawa trwa,
                                                    świat inny wymiar .tutaj ma!
                                                    Szalalalala, zabawa trwa.
                                                    więc tańczmy, póki czas!

                                                  • Gość: Ewa Re:Danse macabre IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 10:03
                                                    www.feelingsurfer.net/garp/poesie/Baudelaire.Danse_macabre.html

                                                    <- Page précédente Retour à l'index Page suivante ->









                                                    Fière, autant qu'un vivant, de sa noble stature,
                                                    Avec son gros bouquet, son mouchoir et ses gants,
                                                    Elle a la nonchalance et la désinvolture
                                                    D'une coquette maigre aux airs extravagants.

                                                    Vit-on jamais au bal une taille plus mince ?
                                                    Sa robe exagérée, en sa royale ampleur,
                                                    S'écroule abondamment sur un pied sec que pince
                                                    Un soulier pomponné, joli comme une fleur.

                                                    La ruche qui se joue au bord des clavicules,
                                                    Comme un ruisseau lascif qui se frotte au rocher,
                                                    Défend pudiquement des lazzi ridicules
                                                    Les funèbres appas qu'elle tient à cacher.

                                                    Ses yeux profonds sont faits de vide et de ténèbres,
                                                    Et son crâne, de fleurs artistement coiffé,
                                                    Oscille mollement sur ses frêles vertèbres.
                                                    O charme d'un néant follement attifé.

                                                    Aucuns t'appelleront une caricature,
                                                    Qui ne comprennent pas, amants ivres de chair,
                                                    L'élégance sans nom de l'humaine armature.
                                                    Tu réponds, grand squelette, à mon goût le plus cher !

                                                    Viens-tu troubler avec ta puissante grimace,
                                                    La fête de la Vie ? ou quelque vieux désir,
                                                    Eperonnant encore ta vivante carcasse,
                                                    Te pousse-t-il, crédule, au sabbat du Plaisir ?

                                                    Au chant des violons, aux flammes des bougies,
                                                    Espères-tu chasser ton cauchemar moqueur,
                                                    Et viens-tu demander au torrent des orgies
                                                    De rafraîchir l'enfer allumé dans ton coeur ?

                                                    Inépuisable puits de sottise et de fautes !
                                                    De l'antique douleur éternel alambic !
                                                    A travers le treillis recourbé de tes côtes
                                                    Je vois, errant encor, l'insatiable aspic.

                                                    Pour dire vrai, je crains que ta coquetterie
                                                    Ne trouve pas un prix digne de ses efforts ;
                                                    Qui, de ces coeurs mortels, entend la raillerie ?
                                                    Les charmes de l'horreur n'enivrent que les forts !

                                                    Le gouffre de tes yeux, plein d'horribles pensées,
                                                    Exhale le vertige, et les danseurs prudents
                                                    Ne contempleront pas sans d'amères nausées
                                                    Le sourire éternel de tes trente-deux dents.

                                                    Pourtant, qui n'a serré dans ses bras un squelette,
                                                    Et qui ne s'est nourri des choses du tombeau ?
                                                    Qu'importe le parfum, l'habit ou la toilette ?
                                                    Qui fait le dégoûté montre qu'il se croit beau.

                                                    Bayadère sans nez, irrésistible gouge,
                                                    Dis donc à ces danseurs qui font les offusqués :
                                                    « Fiers mignons malgré l'art des poudres et du rouge,
                                                    Vous sentez tous la mort ! O squelettes musqués,

                                                    Antinoüs flétris, dandys à face glabre,
                                                    Cadavres vernissés, lovelaces chenus,
                                                    Le branle universel de la danse macabre
                                                    Vous entraîne en des lieux qui ne sont pas connus !

                                                    Des quais froids de la Seine aux bords brûlants du Gange,
                                                    Le troupeau mortel saute et se pâme, sans voir
                                                    Dans un trou du plafond la trompette de l'Ange,
                                                    Sinistrement béante ainsi qu'un tromblon noir.

                                                    En tout climat, sous tout soleil, la Mort t'admire
                                                    En tes contorsions, risible Humanité,
                                                    Et souvent, comme toi, se parfumant de myrrhe,
                                                    Mêle son ironie à ton insanité ! »


                                                    Charles Baudelaire














                                                  • Gość: Ewa Re: merengue IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 23:22
                                                  • Gość: Ewa Re: merengue IP: *.abo.wanadoo.fr 02.02.03, 23:34
                                                    Bésame,
                                                    bésame mucho
                                                    como si fuera esta la noche
                                                    la ultima vez

                                                    Bésame,bésame mucho
                                                    que tengo miedo a perderte
                                                    perderte después

                                                    Quiero tenerte muy cerca
                                                    mirmarme en tus ojos
                                                    verte junto a mi

                                                    Piensa que tal vez manana
                                                    yo ya estaré lejos,
                                                    muy lejos de aqui

                                                    Bésame,bésame mucho
                                                    como si fuera esta
                                                    la noche la ultima vez
                                                    Bésame, bésame mucho
                                                    que tengo miedo a
                                                    perderte,perderte después
                                                  • kwasna_cytryna Re: spodobalo mi się.. 04.02.03, 21:26
                                                    * * *

                                                    Nie mówcie, że wyczerpany jej skarb,
                                                    że z braku tematu zaniemówiła lira
                                                    może nie być poetów; ale zawsze
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki fale światła
                                                    będą drżeć zapalone pocałunkiem;
                                                    dopóki słońce rozwiechrzone chmury
                                                    w ogień i złoto będzie ubierać;
                                                    dopóki wiatr w swoim łonie będzie nosił
                                                    zapachy przyjemne i harmonie;
                                                    dopóki na świecie będzie wiosna
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki nauka odkryć
                                                    zródeł życia nie potrafi,
                                                    i w morzu lub niebie będą przepaście
                                                    opierające się wyliczeniom;
                                                    dopóki ludzkość wciąż idąca naprzód
                                                    nie będzie wiedziała dokąd idzie;
                                                    dopóki będzie istnieć tajemnica dla człowieka,
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki czuć będziemy, że cieszy się dusza
                                                    chociaż nie śmieją się usta;
                                                    dopóki płakać się będzie, chociaż płacz
                                                    nie zachmurzy zrenicy;
                                                    dopóki rozum i serce
                                                    będą nadal walczyć,
                                                    dopóki będzie istniała nadzieja i wspomnienie,
                                                    będzie poezja.

                                                    Dopóki będą oczy, które odbijać będą
                                                    oczy w nie patrzące,
                                                    dopóki odpowiadać będą wargi wzdychające
                                                    wargom, co wzdychają;
                                                    dopóki czuć się będą mogły w pocałunku
                                                    dwie dusze stopione,
                                                    dopóki istnieć będzie jedna piękna kobieta,
                                                    będzie poezja.


                                                    * * *

                                                    No digáis que agotado su tesoro,
                                                    de asuntos falta, enmudeció la lira;
                                                    podrá no haber poetas; pero siempre
                                                    habrá poesia;

                                                    Mientras las ondas de la luz al beso
                                                    palpiten encendidas;
                                                    mientras el sol las desgarrades nubes
                                                    de fuego y oro vista;
                                                    mientras al aire en su regozo lleve
                                                    perfumes y armonias;
                                                    mientras haya en el mundo primavera,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras la ciencia a descubrir no alcance
                                                    las fuentes de la vida,
                                                    y en el mar o en el cielo haya un abismo
                                                    que al cálculo resista;
                                                    mientras la humanidad, siempre avanzando,
                                                    no sepa a do camina;
                                                    mientras haya un misterio para el hombre,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras sintamos que se alegra el alma,
                                                    sin que los labios rian;
                                                    mientras se llore sin que el llanto acuda
                                                    a nublar la pupila;
                                                    mientras el corazón y la cabeza
                                                    batallando prosigan;
                                                    mientras haya esperanzas y recuerdos,
                                                    !habrá poesia!

                                                    Mientras haya unos ojos que reflejen
                                                    los ojos que los miran;
                                                    mientras responda el labio suspirando
                                                    al labio que suspira;
                                                    mientras sentirse puedan en un beso
                                                    dos almas confundidas;
                                                    mientras exista una mujer hermosa,
                                                    !habrá poesia!


                                                    Gustavo Adolfo Becquer
                                                  • Gość: Ewa Re: Natural rights- powrot do tematu IP: *.abo.wanadoo.fr 05.02.03, 18:29
                                                    Grzebiac w moich starych papierach, a potem nawigujac w internecie powrocilam
                                                    do powyzszego tekstu. To dobrze , ze zawiera watki humorystyczne. Bo jesli
                                                    blizej popatrzec na to,co sie stalo z zadeklarowana 10 grudnia 1948
                                                    Uniwersalna Karta Praw Czlowieka, to robi sie raczej smutno.Wolnosc,zachowanie
                                                    godnosci , rownosc i prawo do posiadania? W pol wieku od tej deklaracji,
                                                    zwlaszcza wobec galopujacej mondializacji, najbardziej abstrakcyjny staje sie
                                                    art. 23, mowiacy ze wszyscy, bez zadnej dyskryminacji, maja prawo do rownego
                                                    wynagrodzenia za rowna prace!!!!Hi, hi hi. To samo z art. 25 wszyscy( w
                                                    znaczeniu uniwersalnym) maja prawo do poziomu zycia, ktory zapewnia odzywienie(
                                                    ma sie rozumiec wlasciwe), ubranie , mieszkanie, dostep do leczenia, emerytury,
                                                    renty itp.; Znowu hi, hi hi, sa kraje , w ktorych system ubespieczenia
                                                    spolecznego wogole nie istnieje , albo kuleje, mimo ze dany kraj w. wspomniana
                                                    karte podpisal..Art. 18 mowi o wolnosci mysli, swiadomosci i religii, jak tez i
                                                    prawie do ich manifestowania.Hi, hi, hi przezywamy fale nietolerancji
                                                    religijnej, nawet w blizej mnie znanym kraju katolickim( ktory podpisal w. wym.
                                                    karte)nie zaprzestaje sie nietolerancyjnych wypowiedzi w stosunku do innych
                                                    religii. W USA po maccartyzmie lat piecdziesiatych na nowo rozwija sie podobna
                                                    tendencja.Francja, ktora wniosla niemalo w tzw. prawa czlowieka tez je lamie,
                                                    zreszta wystarczy przypomniec, ze Condorcet uniknal gilotyny, bo zmarl
                                                    uwieziony zanim dosiegnal go nieodwolalny wyrok w imie deklarowanych przez
                                                    niego praw czlowieka.Wiem ,ze powtarzam truizmy, ze wielkie filozofie i dobre,
                                                    madre mysli wielokrotnie zostaly wykrzywione i ze rasa ludzka, na jej obecnym
                                                    stopniu rozwoju nie dorosla aby wprowadzac w zycie, to co jednostki, lub czesc
                                                    spoleczenstwa wymyslila w imie wspolnego dobra. Na szczescie istnieje
                                                    poezja.Oto wiersz , ktory dzisiaj kilkakrotnie przeczytalam:

                                                    sur la piste de pollen fasse que ja marche
                                                    avec des sauterelle à mes pieds fasse que je marche
                                                    avec la rosée à mes pieds fasse que je marche
                                                    avec la beauté fasse que je marche
                                                    la beauté devant moi fasse que je marche
                                                    la beauté au-dessus de moi fasse que je marche
                                                    la beauté au-desous de moi fasse que je marche
                                                    la beauté tout autour de moi fasse que je marche
                                                    dans le vieil âge errant fasse que je marche
                                                    dans le vieil âge errant sur la piste de la beauté
                                                  • kwasna_cytryna Re: Natural rights a konstytucja... 05.02.03, 23:55
                                                    Długa była dyskusja nad naszą nową konstytucją, a szermowano w niej i takimi
                                                    argumentami z ciemnogrodu:

                                                    "Dzisiaj masoneria stawia sobie cele, ktore proponowana konstytucja spelnia.
                                                    Cele masonerii:

                                                    1. Oddzielic Kosciol od Panstwa przez usuniecie jego wplywu na polityke,
                                                    wychowanie i moralnosc publiczna.

                                                    2. Oddzielic Narod od Panstwa przez zastapienie Narodu obywatelstwem, przez
                                                    zerwanie wiezi historycznych, kulturowych i cywilizacyjnych.

                                                    3. Ustanowienie Stanow Zjednoczonych Europy, a pozniej Swiata oraz Rzadu
                                                    Swiatowego, polaczone z likwidacja panstw narodowych.

                                                    4. Opanowanie finansow wszystkich panstw przez prywatne banki.

                                                    5. Ustanowienie ogolnoswiatowej religii synkretycznej na bazie “zlotej reguly”,
                                                    czyli zasady “nie rob drugiemu co tobie nie milo”. Priorytet spraw ludzkich,
                                                    horyzontalnych, przy eliminacji relacji pionowych, do Boga. Indyferentyzm i
                                                    zrownanie Boga z czlowiekiem.

                                                    6. Promocja aborcji, antykoncepcji, sterylizacji, eutanazji itd.
                                                    poprzez “zasade zrownowazonego rozwoju” promowanej w imie ochrony srodowiska."

                                                    Co dziwniejsze, w czasie gdy przygotowujemy się do referendum unijnego, padają
                                                    dokładnie te same argumenty....
                                                  • Gość: Ewa Re: Konstytucja i matematyka IP: *.abo.wanadoo.fr 06.02.03, 17:40
                                                    Rownania stosujemy w celu okreslenia stanu pewnego ukladu w zaleznosci od
                                                    pewnych warunkow poczatkowych.
                                                    Patrzac na rownania Faradaya-Maxwella-Hertza( od ktorych zalezy winda
                                                    elektryczna w naszym wiezowcu, telewizor, radio, zdjecie rentgenowskie naszych
                                                    pluc i fakt ze mozemy podgrzac hamburgera w kuchence mikrofalowej)mozna
                                                    stwierdzic nastepujaca ciekawostke: otoz gdyby jakims cudem autor biblijnej
                                                    Ksiegi Rodzaju znal rachunek operatorowy i rozniczkowy, to na miejsce "Niech
                                                    sie stanie swiatlosc" moglby podstawic rownania FMH, a losy Wszechswiata nie
                                                    zmienilyby sie ani o jote.
                                                    Podobnie jest z krzykaczami wokol UE. Warunki poczatkowe sa prawie nieznane ,bo
                                                    dotychczas nigdy nie bylo precedensu przemian komunizm-demokracja i wolny
                                                    rynek. Warunki poczatkowe sa znane w innych krajach o dlugiej, ale innej
                                                    tradycji demokracji. Jesli jednak Polska ma przystapic do UE, to jej losy beda
                                                    takie same( po dluzszej lub krotszej drodze),jak innych krajow demokratycznych
                                                    z gospodarka wolnorynkowa.Ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi skutkami.
                                                  • kwasna_cytryna Re: DWIE WIEŻE - CZYSTA MATEMATYKA ... 10.02.03, 00:00

                                                    Dwie wieże, jedna myśl
                                                    Rosły, żyły, liczyły
                                                    - jedna wieża plus druga wieża
                                                    Strony świata zachwalały światu podzielonemu na dwa
                                                    Zachody dodawały do wschodów sumiennie
                                                    słuchały, obiecywały, wierzyły...
                                                    Nie odczytały algorytmów - nie pojęły...
                                                    Runęły!


                                                    Jeden świat plus dwie wiary
                                                    - to dwa światy
                                                    Dwa światy razy jedno pragnienie
                                                    razy dwie metody i jeden cel
                                                    to żal nierówny jedności...
                                                    Dwa światy równe trzem szaleństwom
                                                    - każde z osobna i wspólne
                                                    Jedno szaleństwo, to tysiąc śmierci
                                                    każda śmierć nie równa drugiej i równa
                                                    Dwa stalowe ptaki, to o dwa mniej i za dużo o dwa

                                                    to jedno celne trafienie w chybiony cel...
                                                    Dwie pamięci plus teraźniejszości dwie
                                                    plus wartości przodków w setnej definicji
                                                    minus jeden rozum
                                                    to wciąż młode zmartwienie...
                                                    Jeden płacz, to nie jeden śmiech
                                                    Łza mianownikiem zbyt małym dla myśli
                                                    Dwie otarte łzy - to dwie nowe
                                                    - tysiąc, to o dwie za mało,
                                                    o twoje i o moje dwie...
                                                    Jedno okrucieństwo - o jedną więcej, o sto?
                                                    Równanie nie spełnione!

                                                    Jedno szaleństwo nie wystarczy śmierci
                                                    - śmierć, to nie życie!
                                                    Mury nie równają się ścianom
                                                    gruzy - murom...
                                                    Nie przeliczyłyśmy jeszcze algorytmu śmierci
                                                    - to nie możliwe
                                                    że upadłyśmy tak nisko?
                                                  • Gość: Ewa Re: Dokonujac rachunku IP: *.abo.wanadoo.fr 10.02.03, 17:54
                                                    Dokonujac rachunku rozniczkowego
                                                    sumienia
                                                    najlepiej dojsc pokrotce do wyniku
                                                    zadanego cierpienia
                                                    nawet jesli nie chcialem jest rozgrzeszeniem
                                                    to jednak juz sie stalo-
                                                    nie odejdziesz pomimo przylbicy
                                                    "tak mnie sie wydawalo, nie wiedzialem"
                                                    a jednak zrobiles

                                                    Jesli kochasz siebie, co przewaznie
                                                    jest tobie dane
                                                    zrozumiesz jak boli- nie moge,
                                                    z toba sie rozstane,
                                                    odbiore tobie szczescie obecnosci,
                                                    zapomne, nie wiem
                                                    co to kropla ludzkosci.

                                                    Nie chodzi o wyznanie
                                                    lecz male przed lustrem zatrzymanie,
                                                    zagladniecie do wlasnego oka-
                                                    co widzisz? -lze, zamyslenie, trwoge?
                                                    O co boisz sie naprawde? O siebie
                                                    czy tez o innym zadane cierpienie?
                                                  • kwasna_cytryna Re: pustka ( rachunek serca ) 10.02.03, 21:30
                                                    serce moje gdzie jesteś
                                                    gdzie przywiodłoś mnie
                                                    gdzie ja straciłem cię

                                                    znów złamane jesteś ty
                                                    ja w rozterce ciągle brnę

                                                    czemuś przyszło pod jej dom
                                                    to nie dar twój
                                                    i nie drzwi te

                                                    i znów przed tobą horyzont
                                                    a przede mną znów pustka
                                                    nadchodzących dni
                                                    co robić gdzie iść
                                                    czy odpowiesz mi
                                                    serce moje...
                                                    ...słyszysz mnie ?!
                                                  • Gość: Ewa Re: Szmer serca IP: *.abo.wanadoo.fr 10.02.03, 23:15
                                                    Grum, grum, grum
                                                    szemralo, chlupotalo,
                                                    zastawki otwieraly
                                                    i zamykaly,
                                                    do aorty kraw pchaly

                                                    Fonografia skonczona-
                                                    mowi doktor
                                                    i nie wie, ze za drzwiami
                                                    stoi ona-
                                                    czeka

                                                    Serce powiedzialo,
                                                    zapisane zostalo
                                                    ona kartke wziela
                                                    do piersi przytulila.
                                                    Serca razem szemraly-
                                                    mow do mnie wiecej
                                                    powtarzaly.
                                                  • kwasna_cytryna Re: ŻYWY JESTEM... 10.02.03, 23:34
                                                    Żywy jestem, choć życia brak mi
                                                    I pewności przez to nabieram,
                                                    Że umieram, bo nie umieram.
                                                    Życia w sobie dawno nie czuję,
                                                    Niepodobna istnieć bez Boga;
                                                    Choć go szukam, pusta ma droga,
                                                    Więc byt jaki w duszy znajduję?
                                                    Tysiąc śmierci los mi gotuje,
                                                    Lecz nadziei, by żyć, nabieram
                                                    Umierając, gdy nie umieram.

                                                    To, co życiem język mój zowie,
                                                    Wszak niebytu jest monotonia
                                                    Uciążliwa jak wieczna agonia,
                                                    Aż wyzwolą mnie aniołowie.
                                                    Usłysz, Panie, głos mój co powie:
                                                    Egzystencji tej się wypieram,
                                                    Umierając, gdy nie umieram.

                                                    Gdy Cię, Boże, blisko nie stanie,
                                                    Cóż za żywot jeszcze mnie czeka?
                                                    Jeno cierpień wciągnie mnie rzeka,
                                                    Jeno ciężkie przyjdzie konanie.
                                                    Sam nad sobą mam zlitowanie,
                                                    Lecz ataki żalu odpieram,
                                                    Umierając, gdy nie umieram.

                                                    Gdy się rybę wody pozbawi,
                                                    Ukojenia nie zna w cierpieniu
                                                    Aż w przedzgonnym, krótkim swym tchnieniu;
                                                    Śmierć ta równą męce się jawi.
                                                    A mnie jaka śmierć ulgę sprawi
                                                    Gdy do reszty życiem się steram?
                                                    Mocniej żyjąc, szybciej umieram.

                                                    Gdy złagodzić chcę me katusze
                                                    Spotykając Cię w Sakramencie,
                                                    Myśli błądzą w większym zamęcie;
                                                    Srodzej jeszcze dręczę mą duszę,
                                                    Bo bez Ciebie obejść się muszę
                                                    I z tęsknotą w niebo spozieram,
                                                    Umierając, bo nie umieram.

                                                    Panie, choć się wiarą upajam,
                                                    Że Twe łaski wieńczą mą drogę,
                                                    Wiedząc wszak, iż stracić Cię mogę,
                                                    Moją mękę znowuż podwajam.
                                                    Tak to lękiem serce nastrajam,
                                                    Lecz nadzieją nową wciąż wzbieram,
                                                    Umierając, gdy nie umieram.

                                                    Od śmiertelnej zbaw mnie niedoli
                                                    Boże mój, i daruj mi życie!
                                                    Niech już nie trwam w drętwym niebycie,
                                                    Co jak więzy gnębi i boli.
                                                    Oto ginę w tęsknej niewoli
                                                    I żal taki w duszy zawieram,
                                                    Że umieram, choć nie umieram.

                                                    Godne łzy Twej owo konanie,
                                                    Co obraca wniwecz istnienie,
                                                    Gdy nieczyste moje sumienie
                                                    Z grzechu podnieść się nie jest w stanie.
                                                    Kiedyż przyjdzie ta chwila, Panie -
                                                    Słów szlachetne złoto pozbieram,
                                                    By rzec: Żyję, bo nie umieram?

                                                    San Juan de la Cruz
                                                  • Gość: Ewa Re: Egzystencjalizm IP: *.abo.wanadoo.fr 12.02.03, 11:04

                                                    M e n u
                                                    • home
                                                    • biografia
                                                    • bibliografia
                                                    • cytaty
                                                    • egzystencjalizm
                                                    • subiektywnie
                                                    • mit syzyfa
                                                    • nihilizm i historia
                                                    • the artist...









                                                    Egzystencjalizm to kierunek filozoficzny, formowany zarówno w wersji
                                                    teistycznej, jak i ateistycznej. Jego ideą jest przekonanie, że człowiek, jako
                                                    jedyny z wszystkich bytów sam, ustawicznie tworzy się tym, czym jest, dokonując
                                                    własnych wewnętrznych wyborów, w których wyraża swoją wolność. Jesteśmy wręcz
                                                    na ta wolność skazani, jest ona atrybutem naszego człowieczeństwa. Istnienie
                                                    ludzkie jest zawieszone między przyszłością, a przeszłością, dlatego towarzyszy
                                                    nam poczucie przemijalności, braku, niespełnienia. Nasza wolność wewnętrzna
                                                    jest ciągle zagrożona urzeczowieniem i utratą autentyczności. Dlatego jesteśmy
                                                    wewnętrznie rozdarci i podatni na lęki egzystencjalne, np. przed
                                                    osamotnieniem...



                                                  • kwasna_cytryna Re: Egzystencjalizm 12.02.03, 15:14
                                                    Rodriguez (Dzień z życia egzystencjalisty)

                                                    Egzystencjalista się budzi i niezależnie od godziny czuje się niewyspany.
                                                    Wstaje niechętnie, idzie do łazienki. Myje się, później je śniadanie (wbrew
                                                    przypuszczeniom stara się zdrowo odżywiać; jada płatki z mlekiem i ciemne
                                                    pieczywo). Jest otępiały z niewyspania i to wywołuje w nim, jak zwykle, ogromną
                                                    wściekłość. Parszywe życie - myśli sobie Rodriguez, po czym wychodzi z
                                                    mieszkania (do pracy/ na uczelnię/ po zakupy). W drodze na przystanek zaczyna
                                                    się zastanawiać, czy zamknął za sobą drzwi. I chociaż nigdy nie zdarzyło mu się
                                                    zostawić ich otwartych, wraca, aby się o tym upewnić.

                                                    Jadąc tramwajem egzystencjalista czyta Krytykę praktycznego rozumu i stara
                                                    się zrozumieć, czy wprowadzone przez Kanta trzy postulaty rzeczywiście
                                                    uprawomocniają jego metafizykę moralności. Wygląda przez okno i myśli sobie:
                                                    Warszawa ostatnio bardzo się zmieniła. Ustępuje miejsce jakiejś chudej
                                                    staruszce, Staje przy drzwiach i myśli o wieczornym koncercie.

                                                    W pracy / na uczelni / na mieście rozmawia głównie o sprawach
                                                    towarzyskich. Ten spotkał tego, ona zaczęła spotykać się z tamtym, inna znowuż
                                                    wkrótce będzie miała dzidziusia. Przypadkowo spotyka innego egzystencjalistę,
                                                    któremu przedstawia swoje zastrzeżenia co do koncepcji wolności przedstawionej
                                                    przez Sartre'a. Dyskusję przerywają w najciekawszym momencie, gdyż Rodriguez
                                                    stwierdza z przerażeniem, iż zrobiło się strasznie późno. Po trzech godzinach
                                                    ożywionej dysputy egzystencjalista czuje się zmęczony. Wracając do domu, kupuje
                                                    sobie w budce zapiekankę.

                                                    Przed wieczornym koncertem Rodriguez bierze sobie kąpiel, aby się nieco
                                                    odświeżyć. Siedząc w wannie, czyta Drogi wolności i coraz bardziej utwierdza
                                                    się w przekonaniu, że nie jest to dobra literatura.

                                                    Egzystencjalista siedzi w zadymionej knajpie, słucha jazzu i popija sobie
                                                    whisky z lodem. W przerwie dosiada się do niego jakiś podpity facet, który w
                                                    pierwszych słowach deklaruje się jako niepraktykujący katolik. Rodriguez
                                                    toleruje swojego rozmówcę, chociaż uważa go za skończonego idiotę.

                                                    Po koncercie Rodriguez zamawia kolejną szklankę Ballantine'a i chociaż
                                                    ogałaca to poważnie jego portfel powtarza sobie: być może to ostatnie chwile,
                                                    kiedy mogę sobie na coś takiego pozwolić. Zaczyna dyskutować z jakąś kobietą
                                                    (którą bierze za luksusową prostytutkę) o wartościach narodowych. Po chwili
                                                    dosiada się do nich jakiś wieśniak i z zazdrością zaczyna spoglądać w kierunku
                                                    whisky egzystencjalisty. Dyskusja szybko się urywa. Egzystencjalista dopija (ku
                                                    ogromnej rozpaczy chłopka z wąsem) swojego Ballantine'a, po czym opuszcza
                                                    knajpkę i wraca do domu. Jest nieco przygnębiony i powtarza sobie w myślach:
                                                    być może to ostatnie takie chwile w moim życiu.

                                                    Rodriguez odtwarza przebieg mijającego dnia i jest całkiem zadowolony.
                                                    Jest OK - ocenia. Stojąc przed lustrem podczas wieczornej toalety przychodzi mu
                                                    do głowy nieoczekiwane spostrzeżenie: w gruncie rzeczy jestem przecież
                                                    szczęśliwy. Uśmiecha się do siebie, po czym głośno mówi do swojego odbicia:
                                                    będę musiał sobie zapuścić brodę.
                                                  • Gość: Ewa Re: Pamietniki (fragment) IP: *.abo.wanadoo.fr 12.02.03, 17:02


                                                    ROK PAŃSKI 1659





                                                    Delektowalem się wprawdzie spacyjerem na morzu, ale też raz wielkiego nabrałem
                                                    w się strachu, a to

                                                    z tej racyjej: Zachciało mi się morzem jechać na nabożeństwo wielkanocne do
                                                    Aarhusen, gdzie stał Woje-

                                                    woda, bo i bliżej było morzem niżeli lądem, i dlatego też, żeby koni nie
                                                    turbować. Jechałżem tedy

                                                    w sobotę, bo morze igrało, ale od północka ustawszy, puściliśmy się w drogę
                                                    ufając marynarzom, że nie

                                                    zbłądzą. Była bardzo noc ciemna; udali sie k sobie, ku Zelandyjej. Mnie zaraz
                                                    się to nie podobało, że

                                                    bardzo długo jedziemy mil tylko sześć. Spytałem, czy dobrze jedziemy. Powiedzą,
                                                    że "nam tu nie nowina

                                                    w nocy jeździć; pewnie tu nie zbłądziemy". Dopieroż jak już długo jedziemy,
                                                    poczęli sie trwożyć poznaw-

                                                    szy błąd. Poradziwszy się jeden z drugim, chcieli się lepiej naprostować,
                                                    pojechali gorzej. Jedziemy tedy

                                                    do uprzykrzenia, nie widać, tylko niebo a wodę; więc że ja miałem bardzo,wzrok
                                                    bystry, pierwej niżeli oni

                                                    obaczylem jakieś budynki. "Ecce in sinistris apparet forte civitas." Oni tego
                                                    widzieć nie mogli, mówią:

                                                    "Deus avertat, ne nobis a sinistris appareat civitas; a dextris debet esse
                                                    nostra civitas." Jedziemy bliżej,

                                                    aż okręty stoją w porcie Nikoping. Dopiero trwoga okrutna. Uciszyliśmy się, aż
                                                    zegar począł bić, a wtem

                                                    ruszemy się w bok cichusieńko. A już też nas dojrzał szylwach, zawoła: "Werdo?"
                                                    Nic się nie ozywamy.

                                                    Drugi raz: "Werdo?" Ja mówię owemu swemu gubernatorowi: "Dicas, quia sumus
                                                    piscatores." Takci tedy

                                                    odpowiedział. Spytał: "Skąd?" Odpowiedział: "Z tego tu lądu." Kiedy weźmie
                                                    besztać, źle życzyć:

                                                    "A szelmo! dy to już święto, dy to już Wielkanoc!" Kiedy to weźniemy rznąć w
                                                    sześć pojazd! Udaliśmy

                                                    się do lądu, nie na morze, żeby się nie domyślili. A już się też troszkę
                                                    znaczył świt. A wtem poczęli z armaty

                                                    strzelać w tyle nam; dopierom się domyslił, że to już jutrznia, i mówię: "Ecce
                                                    ibi videtis, quia ibi est Aarhusen,

                                                    ubi iaculantur." - "O, per Deum! non Aarhusen, sed Koppenhagen est, circa
                                                    obsidionem iaculantur".

                                                    Ja jem powiedam, że to u nas jest zwyczaj strzelać podczas jutrzniej
                                                    Resurrectionis Domini.

                                                    Dopiero się reflektowali, że właśnie tam jest Aarhusen, i już poznali owe
                                                    tameczne lądy i port; postrzegli

                                                    się już, w którym są miejscu. Dopieroż oddawszy się P. Bogu, kiedy to poczniemy
                                                    wszyscy robić, aż ziobro

                                                    na ziobro zachodziło, już prosto ku owemu strzelaniu. A wtem, nie ujechawszy
                                                    ledwie z mile od owych

                                                    okrętów, skoro oświtło (a na morzu mila tak się to widzi jak na ziemi kilkoro
                                                    stajań), postrzegli nas:

                                                    kiedy to suną za nami sześcią barek, kiedy my też poczniemy chyżego zaciągać!
                                                    Gonili nas ze dwie mili;

                                                    a postrzegłszy, że tak ten szczerze pracuje, co chce ucieć, jako i ten, co chce
                                                    dogonić, a podobno zrozu-

                                                    miawszy coś po morzu, stanęli, potem się i wrócili. Jedziemy dalej, aż mówi ten
                                                    starszy: "Evasimus de

                                                    malnibus unius hostis, alter imminet ferocior, nempe tempestas. Orandum et
                                                    laborandum est." O! kiedy

                                                    się to znowu weźniemy przeginać, kiedy weźniemy pociągać! Już i Aarhusen
                                                    widziemy dobrze, a morze

                                                    też po kąsku ruszać się poczęło. Okrutny strach i szczere nabożeństwo - tak my,
                                                    jako i lutrzy. Dał

                                                    tedy Bóg Wszechmogący, że nie nagle poczęło igrać, ale z wielką zegarową
                                                    godzinę tak się pierwej ruszać

                                                    poczęło; aż tu już przymykamy się coraz to bliżej miasta, już też woda coraz
                                                    bardziej skacze. To nas

                                                    przecie cieszyło, że wiatr był w bok trochę i tak nam przecie pomagał do lądu,
                                                    nie od lądu, a sternik też

                                                    bardzo umiejętnie podawał. Z miasta nas widzą; patrzą, co takiego od
                                                    nieprzyjacielskiej strony idzie. Do-

                                                    pieroż kiedy sie już woda poruszy, dopiero kiedy weźnie ciskać bardzo, przecież
                                                    jedni robią pojazdami,

                                                    drudzy wodę wylewają już i kapeluszami niemieckimi, czym kto miał, bo nie było,
                                                    tylko jedno naczynie

                                                    do wylewania wody. Co przypadnie wał, to i nas, i barkę przykryje; co ten
                                                    ustąpi, człowiek trochę

                                                    ochłodnie, spojrzysz, aż cię taki drugi dogania, to jakoby cię znowu nowy
                                                    nieprzyjaciel i ostatnia zguba

                                                    potykała; ten minie, inszy zaraz następuje. Barka trzeszczy, co ją przełamują
                                                    wały; wołają lutrzy: "Och,

                                                    Her Jesu Christ!" Oni na samego Syna, a katolicy zaś i na Syna, i na Matkę
                                                    wołają - zgoła weryfikuje

                                                    się owa sentencyja: "Qui nescit orare, discedat in mare." Wpadło mi to przecie
                                                    na myśl, żem musiał

                                                    zawołać: "Boże! nie daj nam ginąć; wszak widzisz: taką tu puściliśmy się
                                                    intencyją, że na chwałę i na

                                                    służbę Twoję." Z miasta ludzie biegną z sznurami, co zwyczajnie ciskaja
                                                    toniącym, wołają na nas, kiwają

                                                    rękami: nie słyszemy nic; co też nasi wołają, oni nie słyszą, bo kiedy morze
                                                    igra, to taki huk uczyni się,

                                                    jako z dział bił. A tymczasem jużeśmy też blisko bulwarków. Co nas przyniesie
                                                    wał do bulwarku, to znowu

                                                    nas impet wody odrzuci na morze; znowu inszy wał przybije, znowu odrzuci. Aż ci
                                                    przecie uchwycili sznur

                                                    i dopiero jak też przytarł wał do bulwarku, to tak sie stało [, kiedy] uderzył,
                                                    że sternik wypadł na bulwark,

                                                    a my wszyscy padliśmy na bok w owę barkę, prawie pełną wody, której siła było,
                                                    choć ją ustawicznie

                                                    wylewano. Takci powyłaziwszy na bulwark jako myszy, cośmy mieli trafić na
                                                    jutrznią, tośmy i mszej nie

                                                    słuchali, przed nieszporem przyjechawszy.
                                                    Jan Chryzostom Pasek
                                                  • kwasna_cytryna Re: Podróże po skarby 12.02.03, 21:40

                                                    Musimy podróżować
                                                    rozglądać się na wszystkie strony
                                                    obejmować wzrokiem w posiadanie
                                                    nowe skarby
                                                    - pozostawione -
                                                    w najdziwniejszych miejscach

                                                    Jak ten pusty kieliszek
                                                    ze wspomnieniem koniaku na zakurzonych ściankach
                                                    Zdjęcia obce
                                                    obrazy miejsc, do których nie dotrzemy nigdy
                                                    bo zaginęły w czasie
                                                    bo nie ma komu ich opisać

                                                    Musimy rozglądać się na wszystkie strony
                                                    podczas podróży nie zapominać
                                                    że nie może zakończyć się
                                                    wraz z rozpakowaniem walizek

                                                    Zbierając wspomnienia jak skarby
                                                    tworzymy nowe światy, które choć trochę
                                                    przypominają - te utracone*

                                                    J. Zielinski
                                                  • Gość: Ewa Re: Un jour, tu verras IP: *.abo.wanadoo.fr 13.02.03, 15:00

                                                    Mouloudji
                                                    Un jour, tu verras






                                                    Un jour tu verras
                                                    On se rencontrera
                                                    Quelque part, n'importe où
                                                    Guidés par le hasard

                                                    Nous nous regarderons
                                                    Et nous nous sourirons
                                                    Et la main dans la main
                                                    Par les rues nous irons

                                                    Le temps passe si vite
                                                    Le soir cachera bien
                                                    Nos cœurs, ces deux voleurs
                                                    Qui gardent leurs bonheurs

                                                    Puis nous arriverons
                                                    Sur une place grise
                                                    Où les pavés seront doux
                                                    A nos âmes grises

                                                    Il y aura un bal
                                                    Très pauvre et tres banal
                                                    Sous un ciel plein de brume
                                                    Et de mélancolie

                                                    Un aveugle jouera
                                                    De l'orgue de barbarie
                                                    Cet air pour nous sera
                                                    Le plus beau, le plus joli

                                                    Puis je t'inviterai
                                                    Ta taille je prendrai
                                                    Nous danserons tranquille
                                                    Loin des gens de la ville

                                                    Nous danserons l'amour
                                                    Les yeux au fond des yeux
                                                    Vers une fin du monde
                                                    Vers une nuit profonde

                                                    Un jour tu verras
                                                    On se rencontrera
                                                    Quelque part, n'importe où
                                                    Guidés par le hasard

                                                    Nous nous regarderons
                                                    Et nous nous sourirons
                                                    Et la main dans la main
                                                    Par les rues nous irons

                                                    Mouloudji





                                                  • kwasna_cytryna Re: "PROSÍM, POZOR!" 13.02.03, 16:04
                                                    "PROSÍM, POZOR!"
                                                    ou Une rencontre inattendue
                                                    Fils du valet de chambre du propriétaire du château de Karlstejn, Josef
                                                    Marktredwitz était né dans ce village. Apprenti gantier a Prague chez un
                                                    artisan juif de la rue Maisel, dont l'un des ancetres avait été le fournisseur
                                                    de l'empereur Rodolphe II, il avait fini par monter un commerce de gants dans
                                                    la rue Petrská, non loin de la compagnie d'assurances ou Kafka allait
                                                    travailler pendant une quinzaine d'années. C'est dans son magasin que Franz
                                                    avait l'habitude de réassortir régulierement ses gants.

                                                    Méticuleux, peu loquace, attentif aux moindres désirs de son client, Josef
                                                    Marktredwitz convenait tout a fait a Kafka qui était tres exigeant, car il
                                                    avait les mains fragiles a cause de ses travaux nocturnes et souffrait du cal
                                                    des écrivains. Il passait au moins une heure a essayer les gants, a choisir les
                                                    peaux les plus fines et la bonne pointure. Il n'aimait pas du tout les articles
                                                    aux coutures un peu épaisses...



                                                    Au retour d'une promenade en bateau sur la Vltava, alors que nous demandions
                                                    dans le tram n° 12 ou se trouvait la tombe de Kafka, un passager d'une
                                                    soixantaine d'années se mit a discuter avec nous. Il nous confia dans un
                                                    allemand impeccable, teinté d'un léger accent viennois, que son grand-pere
                                                    avait bien connu Kafka. François fit assaut d'érudition sur l'auteur de La
                                                    Métamorphose. Ce monsieur fort impressionné nous invita a venir chez lui en
                                                    disant qu'il possédait encore divers objets ayant appartenu a Kafka. Si nous
                                                    avions le temps, il serait heureux de nous les montrer.

                                                    Au troisieme étage d'un immeuble qui ne payait pas de mine du quartier de
                                                    Vinohrady, il nous fit entrer dans un appartement exigu et encombré. Nous
                                                    apprîmes que son pere avait été exproprié en 1949. Lui-meme avait du travailler
                                                    comme électricien dans une usine de wagons a Plzen. L'une de ses filles, blonde
                                                    élancée a taille de mannequin, nous servit un délicieux café et un strudel
                                                    croustillant a souhait.

                                                    Apres un moment de silence, il ouvrit un tiroir et en sortit
                                                    précautionneusement une boîte contenant une paire de gants avec de petits
                                                    boutons-pression, enveloppés dans du papier de soie et couverts de talc.

                                                    D'un autre tiroir il tira plusieurs gants un peu défraîchis. En effet, Kafka
                                                    usait plus vite le gant gauche que le droit, puisqu'a l'époque, pour saluer les
                                                    dames, on tenait toujours le gant droit dans la main gauche. Il nous montra
                                                    ceux que l'écrivain portait le jour ou il commença la rédaction de la Colonie
                                                    pénitentiaire. Avant de les rendre pour les réassortir, il avait griffonné
                                                    quelques striures sur la peau pour se rendre compte de l'effet que produisait
                                                    la machine décrite dans la nouvelle. La date de l'achat correspond a celle
                                                    signalée par Max Brod, ami et exécuteur testamentaire de Kafka.

                                                    Selon notre hôte, le gardien de porte du Proces ressemble comme deux gouttes
                                                    d'eau a son grand-pere. En effet, pour ses romans et nouvelles, Franz Kafka,
                                                    avec beaucoup de doigté, choisissait comme modeles non pas ses amis, mais les
                                                    gens qu'il croisait dans la rue ou qu'il voyait dans les magasins.

                                                    La vue de ces gants nous a vivement émus et encore plus bouleversés que la
                                                    lecture d'un manuscrit. Ce fut un des moments les plus poignants de notre
                                                    séjour a Prague en aout 1997.
                                                  • Gość: Ewa Re Prague-Paris IP: *.abo.wanadoo.fr 14.02.03, 18:06
                                                    Dans le cadre de " Bohemia Magica, Une Saison tchèque en France " (mai-décembre
                                                    2002), le Musée du Montparnasse évoque Kafka (1883-1924), son œuvre, ses
                                                    proches et son époque. Extraits de ses romans, notamment sur ses voyages à
                                                    Paris (1910, 1911), ses dessins à la plume, des tableaux, des photographies de
                                                    Prague, et bien d'autres documents sont rassemblés pour nous inviter dans
                                                    l'univers de cet écrivain tchèque, juif, de langue allemande.


                                                    Les deux voyages de Kafka à Paris (1910 et 1911) avec Max Brod, à travers des
                                                    tableaux et des photographies de l'époque, les peintres tchèques de
                                                    Montparnasse à l'époque de ces séjours (Alphonse Mucha, François Eberl,
                                                    François Kupka), ceux qui ont connu Kafka à Prague, avant leur arrivée à Paris
                                                    (Georges Kars et Othon Coubine du groupe des Huit), les photographies de Roger
                                                    Pic de la mise en scène du " Procès " par Jean-Louis Barrault au Théâtre
                                                    Marigny (septembre 1947), la vie et l'œuvre de Franz Kafka, à travers la vision
                                                    de peintres et de sculpteurs de notre temps, les promenades pragoises de Kafka
                                                    illustrées par des photos d'époque et récentes de Hélène Moulonguet et
                                                    Christian Parisot, la richesse culturelle de Praga Magica, sous l'empire austro-
                                                    hongrois puis dans la Tchécoslovaquie, l'univers onirique de l'auteur du "
                                                    Procès ", son recrutement par une compagnie d'assurance et la chambre de Kafka
                                                    imaginée par Jack Vanarsky ". Cette exposition, c'est cela et autre chose, en
                                                    raison du hiatus entre ses deux titres et son contenu très divers.

                                                    Plus que de " métamorphoses ", il s'agit de présentations, d'inspirations,
                                                    d'adaptations et d'introductions à Kafka. Tels les portraits de la famille
                                                    bourgeoise et commerçante de Kafka par Valerio Cugia. Ou ceux du Cercle de
                                                    Prague par Gerardo Dicrola, et les rêveries des peintres Anne Gorouben et
                                                    Andrea Fortina, ou " Le Château " par Nathalie du Pasquier. Des visions
                                                    teintées de mystère d'une " œuvre peu connue du vivant de Kafka, bannie sous le
                                                    nazisme, redécouverte en France après la guerre par André Gide, André Breton et
                                                    Jean-Paul Sartre ".

                                                  • kwasna_cytryna Re: O "PRZEMIANIE" 15.02.03, 20:45
                                                    To właściwie może się przydarzyć każdemu.
                                                    Porażająca dotkliwość opowiadania Franza Kafki polega na tym, że opisana w
                                                    niezwykle konkretny sposób metaforyczna kondycja Gregora Samsy daje się
                                                    przyrównać do realnej sytuacji kogoś, kto na przykład niespodziewanie utracił
                                                    pracę, która pozwalała jemu i jego rodzinie przeżyć, kto dowiedział się, że
                                                    jest nieuleczalnie - i bezsensownie chory, kto wypadł z orbity czasu i pogrążył
                                                    się w jakimś nieznanym dotąd zaułku rzeczywistości.
                                                    Nagle zdegradowany, nieodwołalnie przemieniony Gregor czuje się winny - dlatego
                                                    właśnie, że został naznaczony innością. A my? Widzowie, ale i współbracia? Czyż
                                                    nie jest tak, że podświadomie odczłowieczamy kogoś, kto poniósł klęskę, lub
                                                    został dotknięty chorobą? Czy nasze współczucie nie bywa podszyte wstrętem,
                                                    który wzmaga skrywaną agresję?
                                                    Doprawdy, Kafka wystawia ludzkie sumienia na ciężką próbę i, co gorsza, na tym
                                                    nie kończy. Zdaje się wręcz, iż na przykładzie rodziny ukazywanej
                                                    w "klinicznych" zbliżeniach bada, jakie są granice współczucia, poświęcenia.
                                                    Być może odrzucając cierpiących, bronimy samych siebie? A więc "przemienieni"
                                                    są winni?
                                                    Współczesny wymiar tekstu Kafki nie tylko nie zaciera ostrości tych dylematów,
                                                    ale doprowadza je wprost do skrajności. Jak sądzi Jarosław Komorowski - "nie ma
                                                    powodu, by odżegnywać się od myśli, że historia Gregora dziś mogłaby się zacząć
                                                    nie od owadziej metamorfozy, lecz od zawiadomienia o pozytywnym wyniku
                                                    testu..." W świecie Kafki takim nieusuwalnym piętnem była gruźlica.
                                                    Żyjemy w biegu, z pewnością szybciej i bardziej "zewnętrznie" niż za czasów
                                                    Gregora Samsy, i w końcu ten, kto już nie może lub nie chce dotrzymywać kroku -
                                                    dla biegnących przemienia się w obrzydliwego karalucha.
                                                    Kafka jest podróżnikiem po zakamarkach wewnętrznych tajemnic, lecz nie pragnie
                                                    niczego oceniać, jakby uznawał, że nie ma do tego prawa. Podpowiada nam
                                                    jedynie: » "Przemiana" nie jest wyznaniem, chociaż - w pewnym sensie - jest
                                                    niedyskrecją«
                                                  • Gość: Ewa Re: Kafka et les jeunes filles IP: *.abo.wanadoo.fr 16.02.03, 12:14
                                                    Milena: de tous les noms liés à celui de Kafka, le plus flamboyant. De tous ses
                                                    amours, le plus impétueux et le plus dévastateur, qui le ravage et achève de le
                                                    déruire. Ce nom comme un signe: en tchèque, Milena signifie"amante" ou "aimée",
                                                    et c'est ainsi que la peignent ceux qui l'ont approchée, en amoureuse vouée
                                                    tout entière à l'amour. Au début, ce nom ne plaît guère à Kafka, qui y voit "un
                                                    Grec ou un Romain égaré en Bohême". Mais la musique tchèque de ces trois
                                                    syllabes l'emporte."Milena, quel nom riche et dense!Si riche, si plain qu'on
                                                    peut à peine le soulever!" lui écrit-il."C'est , prodigieusement, par la
                                                    couleur et par la forme, une femme qu'on porte dans ses bras, qu'on arrache au
                                                    monde, ou au feu, je ne sais, et qui se presse dans vos bras, docile,
                                                    confiante." Seul l'accent glissant du "i" l'arrête, comme s'il pressentait
                                                    qu'elle allait lui échapper.Célébrant son nom, il anticipe leur histoire et
                                                    s'abandonne à un rêve qui se consumera en désespoir.
                                                  • kwasna_cytryna Re: Le journal intime de Zdenek Fibich 16.02.03, 12:24

                                                    Aujourd'hui je vais vous parler d'un journal intime, journal qui n'était pas
                                                    écrit avec des mots, mais avec des notes. C'est vers la fin de sa vie que le
                                                    compositeur tchèque, Zdenek Fibich, s'est mis à créer cette oeuvre par laquelle
                                                    il voulait arrêter le temps, saisir en vol les moments insaisissables et les
                                                    graver à jamais dans sa mémoire. Ainsi a vu le jour un cycle d'innombrables
                                                    petites pièces pour piano intitulé "Etats d'âme, impressions, souvenirs".

                                                    "Sache que la cause du pas décisif que je fais aujourd'hui a été pendant les
                                                    dernières années l'unique ressort et l'unique source de mon art; c'est
                                                    uniquement à cela que je dois toutes mes oeuvres, à commencer par la symphonie
                                                    en mi bémol majeur, les mêmes oeuvres qui sont considérées généralement comme
                                                    les meilleures de ma plume et dans lesquelles tu voyais, toi aussi, une
                                                    nouvelle période de ma création. Tu ne voyait que les résultats, mais tu ne
                                                    sais pas dans quelles circonstances ces oeuvres prenaient corps, que leur
                                                    naissance et leur croissance étaient toujours étouffées et mises en danger. Tu
                                                    ne sais pas que j'étais obligé de me battre presque pour chaque instant de
                                                    travail, que je travaillais ensuite dans un énervement fiévreux, que je devais
                                                    surveiller et protéger cette flamme dans mon for intérieur avec un déploiement
                                                    des forces presque surhumain contre les éléments hostiles cherchant à
                                                    l'étouffer..." C'est par cette lettre écrite, en 1897, par Zdenek Fibich à son
                                                    ami Otakar Hostinsky que le compositeur résume la situation dans laquelle il
                                                    créait "Etats d'âme, impressions, souvenirs."

                                                  • Gość: Ewa Re: Le journal intime de Zdenek Fibich suite-net IP: *.abo.wanadoo.fr 16.02.03, 15:46
                                                    La vie de Zdenek Fibich était relativement courte. Il a vécu juste un demi
                                                    siècle, de 1850 à 1900. Après la mort de sa femme Ruzena, il a épousé en
                                                    secondes noces Betty Hanusova, soeur de Ruzena et célèbre cantatrice. Leur
                                                    mariage semblait heureux jusqu'à l'an 1892. Fibich était déjà quadragénaire
                                                    lorsqu'il s'est épris d'une jeune femme qui devait devenir le plus grand amour
                                                    de sa vie. Elle avait vingt-quatre ans et s'appelait Anezka Schulzova ...




                                                    Zdenek Fibich et Anezka Schulzova étaient attirés l'un vers l'autre non
                                                    seulement par une irrésistible force érotique, ils partageaient aussi leur
                                                    amour pour la musique et l'art. Anezka avait été jadis élève de Fibich, elle
                                                    était très cultivée, elle traduisait des livres, écrivait des articles dans des
                                                    revues littéraires. Elle avait tous les dons pour devenir librettiste des
                                                    opéras de son bien-aimé. C'était un amour absolu qui ne pouvait pas rester
                                                    caché. Fibich a quitté sa femme ce qui a provoqué un scandale et a attisé
                                                    encore sa passion qui allait bientôt se refléter dans sa musique.




                                                    C'est un foisonnement intarissable de motifs et de mélodies inspirés presque
                                                    toujours par Anezka. Le cycle comprend presque quatre centaines de pièces. Il
                                                    raconte d'une façon détaillée l'histoire de cette passion depuis la première
                                                    rencontre des deux amants. Un auditeur attentif décèlera dans ces petites
                                                    compositions l'espoir du bonheur, il peut suivre ensuite la cristallisation de
                                                    cet amour jusqu'à son accomplissement, les moments de bonheur et les moments de
                                                    désarrois, les accès de jalousie, les instants de nostalgie, les grandes et
                                                    petites tristesses, mais aussi les épisodes pleins de gaieté et d'humour. A la
                                                    manière d'un peintre, Fibich brosse aussi un portrait minutieux d'Anezka et
                                                    consacre une composition presque à chaque partie de son corps comme s'il
                                                    voulait la posséder totalement et la protéger contre la vieillesse et la mort.




                                                    Cette liaison hors du commun a duré huit ans et elle s'est terminée par la mort
                                                    du compositeur. Emporté par une pneumonie, Fibich est mort en 1900. Anezka ne
                                                    s'est jamais remise de la disparition subite de son ami. Elle lui a donné tout,
                                                    non seulement les livrets de ses meilleurs opéras, et elle voulait toujours lui
                                                    donner plus. Après sa mort, elle s'enfermait dans sa chambre en attendant le
                                                    moment où elle rejoindrait son bien-aimé. Ce n'était plus une vie, c'était
                                                    l'attente d'une délivrance. Il lui fallait attendre cinq ans avant de rejoindre
                                                    l'homme qui avait transformé en musique son âme, son corps et toute son
                                                    existence et qui avait écrit pour elle aussi cette mélodie qui allait faire le
                                                    tour du monde...




                                                  • kwasna_cytryna Re: music or ... illness??? 17.02.03, 21:20
                                                    Ravel's Bolero comes under psychiatric investigation

                                                    1 September 1997 - A British study, published in today's Psychiatric Bulletin,
                                                    suggests that Ravel's Bolero, reputed to be the most often played composition
                                                    in the repertoire, was the work of a pathological mind. Dr Eva Cybulska, the
                                                    author of the study, claims that the famous melody repeated 18 times without
                                                    change during the course of the piece demonstrates that the French composer was
                                                    possibly succumbing to Alzheimer's disease. The Kent-based psychiatrist claims
                                                    that perseveration, an obsession with repeating words and gestures, is one of
                                                    the more notable symptoms of this pathology. In other words, the repetitive
                                                    nature of the score's principal theme is symptomatic of the degenerative
                                                    condition which began to trouble the French composer in 1927 at the age of 52.
                                                    Was it really Alzheimer's disease or the budding tumor which later killed Ravel
                                                    during brain surgery in 1937?
                                                  • Gość: Ewa Re: Boléro IP: *.abo.wanadoo.fr 17.02.03, 23:39




                                                    To the end of his life, Ravel remained curiously ambivalent on the subject of
                                                    his most popular and frequently performed work. “I have written only one
                                                    masterpiece,” he was once heard to say. “Alas, it contains no music.”
                                                    Ironically, that audacious masterpiece which he also described as “orchestral
                                                    tissue without music” was written almost by accident.

                                                    In the summer of 1928, Ravel was approached by the celebrated dancer Ida
                                                    Rubinstein to produce a ballet on a Spanish subject. The original plan called
                                                    for Ravel to orchestrate several excepts from Iberia, the colorful piano suite
                                                    by Isaac Albéniz. (Rubinstein undoubtedly thought that Ravel would repeat the
                                                    enormous success he had enjoyed 6 years earlier with his version of
                                                    Mussorgsky’s piano suite, Pictures at an Exhibition.) When it was discovered
                                                    that Albéniz, before his death, had assigned the rights of orchestration to his
                                                    former pupil Ferdinand Enrique Arbos, Ravel at first decided to withdraw from
                                                    the project but then suggested he might prefer to write something of his own.

                                                    The first indication of what the new work would be can be found in a rather
                                                    disjointed letter that Ravel wrote to the Spanish composer Joaquín Nin: “No
                                                    form, properly speaking, no modulation, or almost none; a theme, a rhythm,
                                                    orchestration.”

                                                    Years later, after Boléro had become a worldwide sensation, Ravel continued to
                                                    insist that it had been nothing more than a modest experiment. “I am
                                                    particularly desirous that there should be no misunderstanding about this
                                                    work,” he said in an interview published in London’s Daily Telegraph. “It
                                                    constitutes an experiment in a very special and limited direction. Before its
                                                    first performance I issued a warning that what I had written was a piece
                                                    lasting 17 minutes and consisting wholly of one long, unbroken crescendo. There
                                                    are no contrasts, and there is practically no invention except the plan and
                                                    manner of execution. The themes are altogether impersonal – folk tunes of the
                                                    usual Spanish-Arabic kind. And (whatever may have been said to the contrary)
                                                    the orchestral writing is simple and straightforward throughout, without the
                                                    slightest attempt at virtuosity.”

                                                    Like the music of some of today’s Minimalist composers, Boléro is an exercise
                                                    in controlled monotony, though in this case a monotony whose purpose is neither
                                                    to sedate nor hypnotize an audience, but to drive it to the brink of hysteria.
                                                    The structural organization of Boléro is as startlingly simple as it is
                                                    breathtakingly original. A single, maddeningly unforgettable melody in C major,
                                                    with a complementary refrain in a minor key, is repeated over and over without
                                                    variation or ornamentation to the insistent beat of a side drum. Announced by
                                                    the flute, the melody is taken up in turn by the clarinet, the bassoon, the E-
                                                    flat clarinet, the oboe d’amore (a baroque ancestor of the modern instrument),
                                                    a muted trumpet, the tenor and soprano saxophones, and then by various
                                                    combinations of instruments as the orchestral texture becomes increasingly
                                                    complex and the volume – to say nothing of the tension – builds inexorably.
                                                    Finally, when it seems that the listener’ s nerves have been stretched to the
                                                    limits of their endurance, the composer unleashes his master-stroke: a sudden,
                                                    unexpected shift to the key of E major, which has been variously described as a
                                                    dam bursting, a fever breaking or – as the producers of the hit movie 10 (1979)
                                                    correctly surmised – an even more intense form of physical release. An abrupt
                                                    return to the original key of C major, followed by some barbaric fanfares from
                                                    the trombones, leads to the work's shattering conclusion.

                                                    At the first performance in Paris on November 22, 1928, Boléro was an
                                                    instantaneous and overwhelming success, a success that surprised no one more
                                                    thoroughly than Maurice Ravel. While the premiere was also a critical triumph,
                                                    the composer was far more interested in a dissenting opinion that had been
                                                    heard in the audience that evening. It seems that midway through the
                                                    performance one of the city’s bejewelled grand dames began her review of the
                                                    composer’s latest efforts with cries of “He's mad! He's mad!”

                                                    When told of the incident a few days later, Ravel flashed one of his famous,
                                                    boyish smiles. “Aha!” he said with evident satisfaction. “She understood the
                                                    piece.”








                                                  • kwasna_cytryna Re: musieque de Ravel 18.02.03, 21:31
                                                    LES GRANDS CYCLES
                                                    Shéhérazade

                                                    Sur des textes de Tristan Klingsor, ami du compositeur, ces trois mélodies
                                                    (Asie, La Flûte enchantée, L'Indifférent) existent dès leur date de composition
                                                    (1903), en version pour orchestre ou pour piano. Cycle le plus célèbre de Ravel
                                                    et éternel cheval de bataille des sopranos lyriques, il reprend d'infimes
                                                    éléments d'un projet d'opéra que le compositeur destinait à l'illustration du
                                                    thème des Mille et une Nuits et dont seule l'ouverture fut réalisée. Très
                                                    proche de Debussy et de l'orientalisme ces pièces, bien qu'harmoniquement très
                                                    ravéliennes, recherchent la grande forme et une continuité dont le wagnérisme
                                                    pourrait être la source.

                                                    *Asie :
                                                    Pièce de loin la plus développée du cycle, cette longue évocation de l'Orient (
                                                    plus de dix minutes) s'ouvre sur trois fascinants appels au continent inconnu,
                                                    accompagnés par les couleurs raffinées du hautbois, des cordes en sourdine et
                                                    de multiples percussions. Chaque section est introduite par le même vers "Je
                                                    voudrais voir" de plus en plus pressant pour culminer vers l'ultime désir du
                                                    poète "Je voudrais voir mourir d'amour ou bien de haine". Chaque section a sa
                                                    couleur et son rythme spécifiques, ce qui donne à la pièce une forme très
                                                    spéciale : nous sommes devant une suite d'hallucinations, de fantasmes qui vont
                                                    crescendo. La Mélodie se termine par un retour de la section initiale qui
                                                    ramène cette angoissante et fascinante proposition aux dimensions du rêve.

                                                    *La Flûte enchantée :
                                                    Courte scène de harem : le maître dort tandis que la Bien-aimée jouit des
                                                    baisers mystérieux, transmis par les sons enamourés de la flûte, que
                                                    son "amoureux chéri joue". Sans développement aucun, le compositeur nous
                                                    présente juste un instant de félicité dans une histoire impossible : les
                                                    sonorités pleines d'espoir et de mélancolie de la flûte solo s'entrecroisent
                                                    avec la mélodie, comme pour vivre une tendresse, un contact impossibles. Il
                                                    existe une très belle version pour piano, chant et flûte solo.

                                                    *L'Indifférent :
                                                    Peut-être la plus déroutante des mélodies de Ravel, cette évocation de la
                                                    beauté androgyne d'un jeune homme, sorte d'effusion lyrique et pénétrante du
                                                    poète, comme l'aveu d'une attirance toute personnelle, est illustrée de façon
                                                    magistrale par le compositeur. L'accompagnement paresseux de l'orchestre,
                                                    presque languide, évoque cette "démarche féminine et lasse" mais aussi la
                                                    fascination du narrateur pour ce jeune homme. Le dénouement, ancré dans la
                                                    réalité, est traité a capella comme pour évoquer le réveil douloureux au sortir
                                                    d'un rêve trop beau.
                                                  • Gość: Ewa Re: deux mots sur Debussy IP: *.abo.wanadoo.fr 19.02.03, 13:13






                                                    Growning up from humble beginnings to become the most important French composer
                                                    of the early Twentieth Century, Achille-Claude Debussy (1862-1918) was born
                                                    near Paris in the town of St. Germain-en-Laye, where his parents kept a china
                                                    shop. And his father also worked as a travelling salesman, as a printer's
                                                    assistant, and as a clerk. His mother was a seamstress who managed to provide a
                                                    very happy childhood for her son. Debussy's musical talent was discovered by
                                                    his first piano teacher, Madame Mauté de Fleurville, who had been a student of
                                                    Chopin. Mme. Mauté sent Debussy to the Conservatory in Paris, where he studied
                                                    for ten years, beginning in 1872. At first, Debussy wanted to be a virtuoso
                                                    pianist, but he later abandoned the idea after two failures in the piano
                                                    examinations in 1878 and 1879. In 1880 he attended the composition class of
                                                    Ernest Guiraud whose tutelage led Debussy to win the second Prix de Rome in
                                                    1883 and the coveted first Prix de Rome the following year with his Cantata
                                                    L'enfant prodigue, which enabled him to study composition at the Villa de
                                                    Medici in Rome for three years.


                                                    Debussy first entered the Paris Conservatory when he was only ten years old.
                                                    Within a few years, he shocked his professors with "bizarre" harmonies that
                                                    defied the rules. "What rules then do you observe?" inquired one of his
                                                    teachers. "None-only my own pleasure!" "That's all very well," retorted the
                                                    professor, "provided you're a genius." It became increasingly apparent that the
                                                    daring young man was exactly that. His early compositions were highly
                                                    influenced by Chabrier and Fauré, and although later on he would not admit it,
                                                    Wagner's music was also an important influence on Debussy's orchestration and
                                                    harmonic language as he developed into a mature composer.


                                                    Debussy was twenty-two years old when his Cantata The Prodigal Son won the Prix
                                                    de Rome. Like Berlioz before him, he looked upon his stay in the Italian
                                                    capital as a dreary exile from the boulevards and cafés that made up his world.
                                                    By this time, he had already conceived major elements of his mature style. "The
                                                    music I desire" he wrote a friend, "must be supple enough to adapt itself to
                                                    the lyrical effusions of the soul and the fantasy of dreams."


                                                    Debussy worked as the household pianist at the residence of Madame Nadezhda
                                                    Filaretovna von Meck, the eccentric patroness of Tchaikovsky, from 1879-1882.
                                                    He had the good fortune to be recommended by his piano teacher, Marmontel, for
                                                    this position. The wife of a Russian engineer, Madame von Meck had been left a
                                                    widow at an early age, and her large fortune enabled her to bestow a pension
                                                    for a number of years upon the composer, Peter-Ilich Tchaikovsky, whom she
                                                    greatly admired but never met. At the castle of Chenonceau where she often
                                                    resided, she kept a trio of young musicians: a pianist, a violinist, and a
                                                    cellist. In 1879 Debussy replaced his comrade, Jimenez, in this little group.
                                                    While at Chenonceau he was required to play classical music, and no doubt, all
                                                    of Tchaikovsky's chamber music, and he improvised at the piano in accordance
                                                    with the tastes of his hostess. During the Summer, Madame von Meck went to
                                                    Florence, Venice, Vienna, and then to Moscow. She took her pianist with her.
                                                    Debussy's other duties included teaching piano lessons to her children and
                                                    acting as accompanist in all vocal and instrumental performances at the
                                                    residence.


                                                    Very little is known about Debussy's tour with Madame von Meck. At Vienna, he
                                                    attended a performance of Wagner's Tristan und Isolde conducted by Hans
                                                    Richter. This opera, which had then been performed in Germany for some fifteen
                                                    years, was (for a time) highly praised and favored by Debussy. Such music must
                                                    surely have been a revelation to him, and it produced a deep and lasting
                                                    impression on the young composer. Its chromaticism offered Debussy a new
                                                    viewpoint of tonal harmony that he synthesized and later rejected.


                                                    In 1888 and 1889, Debussy visited the Bayreuth Festspielhaus where he heard
                                                    Wagner's great Music Dramas. Initially, Debussy was fascinated by Wagner's
                                                    music, especially Parsifal, but he later rejected Wagner's approach to
                                                    composition as well as most other German Romantic music. Nevertheless, traces
                                                    of Wagnerian harmonic technique exist in some of Debussy's works, such as the
                                                    Cantata La damoiselle élue (1888) and his now famous Cinq poèmes de Baudelaire
                                                    (1889).


                                                    The 1890s were the most productive decade of Debussy's career, and the decade
                                                    culminated in the writing of Pelléas et Mélisande. Based on the symbolist drama
                                                    by the Belgian poet Maurice Maeterlinck, this opera occupied him for the better
                                                    part of ten years. He continued to revise the score up to the opening night,
                                                    which took place on April 30, 1902, at the Opera-Comique. Pelléas was attacked
                                                    as being decadent and lacking in melody, form, and substance. Nevertheless, its
                                                    quiet intensity and subtlety of nuance had a profound impact upon the musical
                                                    public. It became an international success.


                                                    After Pelléas, Debussy was famous. He appeared in the capitals of Europe as
                                                    conductor of his works, and he wrote articles that established his reputation
                                                    as one of the wittiest critics of his time. In the first years of the Twentieth
                                                    Century, he exhausted the Impressionist vein, and he found his way to a new and
                                                    tightly controlled idiom: a kind of distillation of Impressionism.


                                                    From 1887 on, Debussy viewed himself almost exclusively as a composer, and he
                                                    rarely appeared in public as a pianist or as a conductor of his own works. His
                                                    circle of friends did not contain musicians; rather he enjoyed the company of
                                                    the leading Impressionist poets and painters of his day who gathered at the
                                                    home of the poet Stéphane Mallarmé. Their influence is felt even in Debussy's
                                                    first important orchestral work, Prelude to the Afternoon of a Faun (1892-
                                                    1894), inspired by Mallarmé's poem, L'Apres-midi d'un faune, which was
                                                    performed at the Société Nationale on December 22, 1894. This work established
                                                    the style of Impressionist music and initiated Debussy's most productive
                                                    period, which lasted nearly 20 years. During that time he composed the
                                                    orchestral suites Nocturnes (1893-1899), La Mer (1903-1905), and Images (1906-
                                                    1909); most of his piano music, including the two books of Preludes (1910-
                                                    1913); the incidental music to The Martyrdom of St. Sebastian (1911); the
                                                    ballet Jeux (1912); a number of songs and some chamber music; and his one
                                                    completed opera (1892-1902).


                                                    Debussy was associated with many women, some of whom who were of doubtful
                                                    reputation. One of his mistresses, Gabrielle Dupont, threatened suicide. Also,
                                                    as is sometimes the case with artists of passionate intensity, Debussy held
                                                    many thoughts of suicide. In 1899, Debussy married Rosalie Texier, a
                                                    dressmaker. He left her in 1904 for Emma Bardac, an amateur singer and the wife
                                                    of a Parisian banker. He moved into an apartment with Emma in the Avenue du
                                                    Bois de Boulogne, where he spent the rest of his life. Debussy married Bardac
                                                    in 1908, following the birth in 1905 of his one daughter, Claude-Emma,
                                                    the "Chou-chou" to whom the Children's Corner Suite (1906-1908) was dedicated.
                                                    The orchestral works of Debussy have their parallels in much of his piano
                                                    music, which comprise a significant part of the piano repertoire of the early
                                                    Twentieth Century. Debussy's chief impressionistic works for the piano can be
                                                    found in collections published between 1903 and 1913, including the two books
                                                    of Images and two books of Preludes. The features of this music are unique. The
                                                    blurring of the soft pedal against attractive pianistic effects and a delicate
                                                    poetic propensity is always evident. It is important to remember that
                                                    impressionism only forms one aspect in the compositions of Debussy. His piano
                                                    music sometimes
                                                  • kwasna_cytryna Re: deux mots sur Debussy 19.02.03, 22:36
                                                    Federico Garcia Lorca

                                                    Debussy


                                                    My shadow glides in silence
                                                    over the watercourse.

                                                    On account of my shadow
                                                    the frogs are deprived of stars.

                                                    The shadow sends my body
                                                    reflections of quiet things.

                                                    My shadow moves like a huge
                                                    violet-colored mosquito.

                                                    A hundred crickets are trying
                                                    to gild the glow of the reeds.

                                                    A glow arises in my breast,
                                                    the one mirrored in the water.
                                                  • Gość: Ewa Re: Choralu Bacha slysze dzwieki IP: *.abo.wanadoo.fr 19.02.03, 23:28
                                                    Choralu Bacha slysze dzwieki,
                                                    Na niebo ciagna szare mgly
                                                    I wszystko mi juz leci z reki:
                                                    Milosc i rozkosz, prawda, sny.

                                                    I w ktorakolwiek pojde strone,
                                                    Wszedzie jesienny chrzesci chrust.
                                                    A jeszcze nic nie zalatwione
                                                    I nie odjete nic od ust.

                                                    Patrz! dzikiej rozy krzak serdeczny
                                                    W wichurze zeschly traci lisc.
                                                    Ach!I Sad jeszcze Ostateczny,
                                                    Na ktory trzeba bedzie isc.

                                                    Jan Lechon
                                                  • kwasna_cytryna Re: piesni 20.02.03, 09:20
                                                    Ile razem drog przebytych?
                                                    Ile sciezek przedeptanych?
                                                    Ile deszczow, ile sniegow
                                                    wiszacych nad latarniami?

                                                    Ile listow, ile rozstan,
                                                    ciezkich godzin w mistach wielu?
                                                    I znow upor, zeby powstac
                                                    i znow isc do celu.

                                                    Ile w trudzie nieustannym
                                                    wspolnych zmartwien, wspolnych dazen?
                                                    Ile chlebow rozkrajanych?
                                                    Pocalunkow? Schodow? Ksiazek?

                                                    Ile lat nad strof tworzeniem?
                                                    Ile krzyku w poematy?
                                                    Ile chwil przy Beethovenie?
                                                    Przy Corellim? Przy Scarlattim?

                                                    Twe oczy ja piekne swiece,
                                                    a w sercu zrodlo promienia.
                                                    Wiec ja chcialbym twoje serce
                                                    ocalic od zapomnienia.

                                                    K.I. Galczynski [1953]
                                                  • Gość: Ewa Re:A plus tard IP: *.abo.wanadoo.fr 20.02.03, 12:46
                                                    Cela veut dire dans une semaine
                                                  • kwasna_cytryna Re:Un peu plus tard 23.02.03, 13:49
                                                    je suis revenue :-)
                                                  • Gość: Ewa Re:Chanson IP: *.abo.wanadoo.fr 28.02.03, 17:02
                                                    J'attendrai
                                                    Le jour et la nuit
                                                    J'attendrai toujours
                                                    Ton retour
                                                    J'attendrai
                                                    Car l'oiseau qui s'enfuit vient chercher l'oubli
                                                    Dans son nid
                                                    Le temps passe et court
                                                    En battant tristement
                                                    Dans mon coeur si lourd
                                                    Et pourtant, j'attendrai
                                                    Ton retour

                                                    J'attendrai
                                                    Le jour et la nuit
                                                    J'attendrai toujours
                                                    Ton retour
                                                    J'attendrai
                                                    Car l'oiseau qui s'enfuit vient chercher l'oubli
                                                    Dans son nid
                                                    Le temps passe et court
                                                    En battant tristement
                                                    Dans mon coeur si lourd
                                                    Et pourtant, j'attendrai
                                                    Ton retour

                                                    Le vent m'apporte
                                                    Des bruits lointains
                                                    Devant ma porte
                                                    J'écoute en vain
                                                    Hélas, plus rien
                                                    Plus rien ne vient

                                                    J'attendrai
                                                    Le jour et la nuit
                                                    J'attendrai toujours
                                                    Ton retour
                                                    J'attendrai
                                                    Car l'oiseau qui s'enfuit vient chercher l'oubli
                                                    Dans son nid
                                                    Le temps passe et court
                                                    En battant tristement
                                                    Dans mon coeur si lourd
                                                    Et pourtant, j'attendrai
                                                    Ton retour
                                                    Et pourtant, j'attendrai
                                                    Ton retour

                                                    Le temps passe et court
                                                    En battant tristement
                                                    Dans mon coeur si lourd
                                                    Et pourtant, j'attendrai
                                                    Ton retour

                                                    Louis Poterat

                                                  • kwasna_cytryna Re:Chanson 28.02.03, 20:20
                                                    Standing here looking out my window
                                                    My nights are long and my days are cold
                                                    'Cos I don't have you
                                                    How can I be so damn demanding?
                                                    I know you said that it's over now
                                                    But I can't let go

                                                    Every day I want to pick up the phone
                                                    And tell you that
                                                    You're everything I need and more
                                                    If only I could find you

                                                    Like a cold Summer afternoon
                                                    Like the snow coming down in June
                                                    Like a wedding without a groom
                                                    I'm missing you
                                                    I'm the desert without the sand
                                                    I'm the one without a band
                                                    I'm a ring without a hand
                                                    I'm missing you

                                                    Driving 'round thought I saw you pass me
                                                    My rearview mirror's playing tricks on me
                                                    'Cos you fade away
                                                    Maybe I'm just hallucinating
                                                    'Cos my loneliness got the best of me
                                                    And my heart's so weak

                                                    Every day I want to pick up the phone
                                                    And tell you that
                                                    You're everything I need and more
                                                    If only I could find you

                                                    Like a cold Summer afternoon
                                                    Like the snow coming down in June
                                                    Like a wedding without a groom
                                                    I'm missing you
                                                    I'm the desert without the sand
                                                    I'm the one without a band
                                                    I'm a ring without a hand
                                                    I'm missing you

                                                    Yeah, yeah, yeah, yeah
                                                    Yeah, yeah, yeah, yeah
                                                    Yeah, yeah, yeah, yeah
                                                    Yeah, yeah, yeah, yeah
                                                    Said I'm, I'm missing you

                                                    Like a cold Summer afternoon
                                                    Like the snow coming down in June
                                                    Like a wedding without a groom
                                                    I'm missing you
                                                    I'm the desert without the sand
                                                    I'm the one without a band
                                                    I'm a ring without a hand
                                                    I'm missing you

                                                    Like a cold Summer afternoon
                                                    Like the snow coming down in June
                                                    Like a wedding without a groom
                                                    I'm missing you
                                                    I'm the desert without the sand
                                                    I'm the one without a band
                                                    I'm a ring without a hand
                                                    I'm missing you
                                                  • Gość: Ewa Re Apokryf IP: *.abo.wanadoo.fr 03.03.03, 12:25
                                                    Twych ust przeciagla slodycz, smak nie do nazwania,
                                                    Twych oczu glab bezdenna, smutek przerazliwy,
                                                    I glos twoj monotonny, gleboki i tkliwy,
                                                    To wszystko mnie ku tobie, zwatpialego, sklania.

                                                    I kiedy twoje usta ustami otwieram,
                                                    Czuje,jakby mej duszy znow otwieral blizny,
                                                    I pije z nich te slodkie, duszace trucizny,
                                                    Z ktorych moc mam do zycia, od ktorych umieram.

                                                    Lecz czego chce najwiecej, umykasz mi zdradnie
                                                    I kiedy jestem z toba o szarym wieczorze,
                                                    Caluje twoje oczy i widze w nich morze.
                                                    Serce twe jak perla. Lezy w morzu na dnie.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Perła 04.03.03, 00:39
                                                    Ziarnko piasku
                                                    w cichym bólu dojrzewa
                                                    muszla na dnie oceanu jeczy
                                                    i smutną melodie śpiewa.

                                                    Czeka na śmiałka
                                                    który wyłowi ją z wody
                                                    by perłę wyjąć z jej wnętrza
                                                    i światu pokazać cud nowy.

                                                    Kołysana prze syreny śpiew
                                                    nieraz poczuła też Neptuna gniew
                                                    póki co w otchłani morskiej śpi
                                                    ciekawe czy doczeka innych dni.

                                                    Dla próżności kobiety
                                                    z dna oceanu dobyta
                                                    swoim matowym blaskiem
                                                    urzeka i za serce chwyta.
                                                  • Gość: Ewa Re:L'océan IP: *.abo.wanadoo.fr 04.03.03, 15:14
                                                    Dans la nuit de l'océan

                                                    les yeux en dedans

                                                    et par-delà l'infini

                                                    à perte de vue

                                                    espace mouvant



                                                    Le temps s'est arrêté

                                                    dans les vagues d'un rêve luisant

                                                    fantôme flottant

                                                    rêve océan

                                                    bercé

                                                    par les étoiles



                                                  • kwasna_cytryna Re:Laisse le vent emporter tout 04.03.03, 21:31
                                                    Mais tout ce qui s'est passe
                                                    glisse a cote
                                                    comme l'eau sur les joues
                                                    rester comme ça attache
                                                    quand l'autre a quitte

                                                    et tous ces mots qu'on a dit
                                                    mots qu'on a fuit
                                                    ou sont-ils alles
                                                    rester comme ça attache
                                                    ne peut rien changer
                                                    alors va

                                                    je laisse le vent emporter tout
                                                    laisse le vent prendre soin de tout
                                                    je laisse le vent emporter tout
                                                    laisse le vent prendre soin de tout

                                                    je t'ai reve homme sans pied
                                                    dieu ou neve
                                                    ou comme un bruit doux
                                                    la j'irai bien te chercher
                                                    j'ai tellement change

                                                    mais tout ce qui s'est passe
                                                    glisse a cote
                                                    comme l'eau sur les joues
                                                    quand je t'ai pris par la main
                                                    c'etait un matin
                                                    bien

                                                    je laisse le vent emporter tout
                                                    laisse le vent prendre soin de tout
                                                    je laisse le vent emporter tout
                                                    laisse le vent prendre soin de nous

                                                    Paroles: Mylène Farmer
                                                  • Gość: Ewa Re:Avec le vent IP: *.abo.wanadoo.fr 05.03.03, 12:19
                                                    Avec la mer du Nord pour dernier terrain vague
                                                    Et des vagues de dunes pour arrêter les vagues
                                                    Et de vagues rochers que les marées dépassent
                                                    Et qui ont à jamais le coeur à marée basse
                                                    Avec infiniment de brumes à venir
                                                    Avec le vent de l'est écoutez-le tenir
                                                    Le plat pays qui est le mien

                                                    Avec des cathédrales pour uniques montagnes
                                                    Et de noirs clochers comme mâts de cocagne
                                                    Où des diables en pierre décrochent les nuages
                                                    Avec le fil des jours pour unique voyage
                                                    Et des chemins de pluie pour unique bonsoir
                                                    Avec le vent d'ouest écoutez le vouloir
                                                    Le plat pays qui est le mien

                                                    Avec un ciel si bas qu'un canal s'est perdu
                                                    Avec un ciel si bas qu'il fait l'humilité
                                                    Avec un ciel si gris qu'un canal s'est pendu
                                                    Avec un ciel si gris qu'il faut lui pardonner
                                                    Avec le vent du nord qui vient s'écarteler
                                                    Avec le vent du nord écoutez-le craquer
                                                    Le plat pays qui est le mien

                                                    Avec de l'Italie qui descendrait l'Escaut
                                                    Avec Frida la blonde quand elle devient Margot
                                                    Quand les fils de novembre nous reviennent en mai
                                                    Quand la plaine est fumante et tremble sous juillet
                                                    Quand le vent est au rire quand le vent est au blé
                                                    Quand le vent est au sud écoutez-le chanter
                                                    Le plat pays qui est le mien.


                                                    Jacques Brel
                                                  • kwasna_cytryna Re:Avec le vent 05.03.03, 22:11
                                                    Jusqu'au ciel d'azur gris le pré léger s'élève
                                                    Jusqu'au ciel d'azur gris le pré léger s'élève
                                                    Comme une route fraîche inconnue aux vivants ;
                                                    La mouillure de l'herbe et de la jeune sève

                                                    Répand dans l'air rêveur son haleine d'argent.
                                                    Sur les bords de ce pré le bouleau se balance
                                                    Avec le merisier profond dans ses rameaux
                                                    Où des moineaux dorés sautillent en silence
                                                    Comme aux pures saisons d'un univers nouveau.

                                                    Je te pénètre, ô pré que longent des collines
                                                    Où la fougère étend son feuillage en réseau.
                                                    Et j'écoute parler la voix molle et divine
                                                    De la calme nature au milieu des oiseaux.
                                                  • Gość: Ewa Re:W marcu IP: *.abo.wanadoo.fr 06.03.03, 11:24
                                                    W marcu pojawia sie
                                                    gawron
                                                    sroka
                                                    czajka
                                                    puszczyk
                                                    czapla
                                                    postkomunistyczna towarzyszka wrona
                                                    tylko Boga nie widac
                                                    nie chce niewierzacych denerwowac

                                                    J. Twardowski
                                                  • kwasna_cytryna Re:W marcu 06.03.03, 22:53
                                                    Raz do roku, wczesną wiosną,
                                                    Może w marcu, może w kwietniu,
                                                    Gdy na wierzbach bazie rosną,
                                                    Robią wiedźmy zlot na Cietniu.

                                                    Zjawia się nań czarownica
                                                    Z każdej góry i doliny
                                                    Od Kasinki do Szczyrzyca,
                                                    Od Trzemeśni do Kasiny.

                                                    Co dzień dziewka od dojenia
                                                    Krów lub owiec wypasania,
                                                    Raz do roku postać zmienia,
                                                    Swą prawdziwą twarz odsłania.

                                                    Strzeż się, ojcze! Strzeż się, bracie!
                                                    Strzeż się, mężu! Strzeż się, dziecię!
                                                    Może taką w domu macie,
                                                    Chociaż o tym nic nie wiecie?

                                                    Ja mam z taką do czynienia,
                                                    Choć ciut inna jakby była:
                                                    Raz do roku się odmienia
                                                    I jest dla mnie całkiem miła.
                                                  • Gość: Ewa Re:Na marcowej czeresni IP: *.abo.wanadoo.fr 07.03.03, 16:31
                                                    Na marcowej czeresni
                                                    w ogrodzie
                                                    siedzialy dwie sroki.
                                                    O czym rozprawialy?
                                                    O minionym chlodzie,
                                                    o prymulkach rozsypanych
                                                    wsrod trawy byle jak,
                                                    potem przysiadl sie szpak.

                                                    O czym tak panie rozprawiacie?
                                                    Och, panie bracie
                                                    po dlugiej zimie trzeba
                                                    aby dorobic sie chleba
                                                    najpierw pogwarzyc,
                                                    gniazdo naprawic,
                                                    o potomstwie pomyslec.

                                                    Wiosna szybko przejdzie
                                                    potem lato, jesien
                                                    i znow zima.
                                                    Och-niech pani na galezi
                                                    sie trzyma,
                                                    korzystajmy z promieni slonecznych
                                                    siedzac w ogrodzie
                                                    na marcowej czeresni.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Julio Cortazar - Gra w klasy 07.03.03, 23:18
                                                    Och, Maga, w każdej kobiecie, która była do ciebie podobna, niby
                                                    ogłuszająca cisza wybierało jakieś wyostrzone krystaliczne oczekiwanie,
                                                    klęsnące pośród smutku, jak mokry parasol, który się składa. Tak
                                                    właśnie jak parasol, Maga.

                                                    Może przypomniałabyś sobie ten, który przeznaczyliśmy na straty na
                                                    wzniesieniu parku Montsouris w lodowate, marcowe popołudnie...
                                                    Wyrzuciliśmy go tam bo znalazłaś go, już trochę nadłamany, na Place de
                                                    la Concorde i używałaś bardzo dużo, przeważnie pakując w żebra
                                                    pasażerom metra czy autobusu, gdy roztargniona myślałaś o malowanych
                                                    ptaszkach lub o rysunku, który muchy pozostawiają na suficie.

                                                    Tego popołudnia spadł drobny deszcz i pełna dumy chciałaś otworzyć twój
                                                    parasol, kiedy wchodziliśmy do Parku, a zamiast tego w ręku wybuchła ci
                                                    katastrofa zimnych błyskawic i czarnych chmur, strzępów poszarpanego
                                                    materiału i migotania wywichniętych drutów, i mieliśmy się zmoknięci,
                                                    przekonani, że parasol znaleziony na Placu powinien godnie umrzeć w
                                                    Parku, nie zaś włączać się w nieszlachetny cykl koszów do śmieci i
                                                    rynsztoków; więc zwinąłem go jak mogłem najlepiej i zanieśliśmy go w
                                                    wysoko położoną część ogrodu, obok mostku, przez który przejeżdża
                                                    pociąg, i stamtąd cisnąłem go z całej siły w dół, w głąb parowu, w mokrą
                                                    murawę, ty zaś wydałaś okrzyk, w którym zabrzmiało coś niby
                                                    przekleństwo Walkirii. Zatonął w głębi trawy jak statek, uległy zielonej
                                                    wodzie, wodzie zielonej i burzliwej, à la mer qui est plus félonesse en été
                                                    qu'en hiver*, w perfidnej fali, Maga, zgodnie z wyszczególnieniami,
                                                    którym oddaliśmy się przez dłuższą chwilę, zakochani w Joinville i w
                                                    Parku, sami spleceni jak zmoknięte drzewa albo jak para aktorów z
                                                    drugorzędnego węgierskiego filmu. A on pozostał nieruchomy wśród
                                                    zieleni, niewielki i czarny niby zdeptany owad. I nie poruszył się, żadna z
                                                    jego sprężyn nie powróciła do poprzedniej pozycji. Koniec. Skończone. I
                                                    och, Maga, nie byliśmy zadowoleni...
                                                  • Gość: Ewa Re:Gabriel Garcia Marquez De L'amour et autres IP: *.abo.wanadoo.fr 09.03.03, 11:30
                                                    A la mi-mars, les risques de la rage semblaient conjurés. La marquis, heureux
                                                    de sa chance, se proposa d'amener le passé et de conquérir le coeur de sa fille
                                                    grâce à la recette du bonheur suggérée par Abrenuncio. Il fut tout à elle. Il
                                                    s'effonça d'apprendre à coiffer et à trsser ses cheveux, s'efforça de lui
                                                    enseigner à être une Blanche, de renimer pour elle ses rêves envolés de noble
                                                    créole, et de lui ôter le goût de l'inguane en escabèche et de la soupe de
                                                    tatou.Il s'efforça de tout faire, ou presque, sauf de se demander si s'était la
                                                    bonne manière de la rendre heureuse.
                                                  • kwasna_cytryna Re:Stéphane Mallarmé 10.03.03, 10:52
                                                    LE PHÉNOMÈNE FUTUR

                                                    Un ciel pâle, sur le monde qui finit de décrépitude, va peut-être partir
                                                    avec les nuages : les lambeaux de la pourpre usée des couchants déteignent dans
                                                    une rivière dormant à l'horizon submergé de rayons et d'eau. Les arbres
                                                    s'ennuient et, sous leur feuillage blanchi (de la poussière du temps plutôt que
                                                    celle des chemins), monte la maison en toile du Montreur de choses Passées:
                                                    maint réverbère attend le crépuscule et ravive les visages d'une malheureuse
                                                    foule, vaincue par la maladie immortelle et le péché des siècles, d'hommes près
                                                    de leurs chétives complices enceintes des fruits misérables avec lesquels
                                                    périra la, terre. Dans le silence inquiet de tous les yeux suppliant là-bas le
                                                    soleil qui, sous l'eau, s'enfonce avec le désespoir d'un cri, voici le simple
                                                    boniment : « Nulle enseigne ne vous régale du spectacle intérieur, car il n'est
                                                    pas maintenant un peintre capable d'en donner une ombre triste. J'apporte,
                                                    vivante (et préservée à travers les ans par la science souveraine) une Femme
                                                    d'autrefois. Quelque folie, originelle et naïve, une extase d'or, je ne sais
                                                    quoi! par elle nommé sa chevelure, se ploie avec la grâce des étoffes autour
                                                    d'un visage qu'éclaire la nudité sanglante de ses lèvres. A la place du
                                                    vêtement vain, elle a un corps; et les yeux, semblables aux pierres rares, ne
                                                    valent pas ce regard qui sort de sa chair heureuse : des seins levés comme
                                                    s'ils étaient pleins d'un lait éternel, la pointe vers le ciel, aux jambes
                                                    lisses qui gardent le sel de la mer première. » Se rappelant leurs pauvres
                                                    épouses, chauves, morbides et pleines d'horreur, les maris se pressent : elles
                                                    aussi par curiosité, mélancoliques, veulent voir.

                                                    Quand tous auront contemplé la noble créature, vestige de quelque époque
                                                    déjà maudite, les uns indifférents, car ils n'auront pas eu la force de
                                                    comprendre, mais d'autres navrés et la paupière humide de larmes résignées se
                                                    regarderont ; tandis que les poëtes de ces temps, sentant se rallumer lers yeux
                                                    éteints, s'achemineront vers leur lampe, le cerveau ivre un instant d'une
                                                    gloire confuse, hantés du Rythme et dans l'oubli d'exister à une époque qui
                                                    survit à la beauté.
                                                  • Gość: Ewa Re:Stéphane Mallarmé IP: *.abo.wanadoo.fr 10.03.03, 17:28
                                                  • Gość: Ewa Re:Ame slave IP: *.abo.wanadoo.fr 10.03.03, 17:50




                                                    L'Ame slave

                                                    L'air slave
                                                    J'ai l'air slave
                                                    Je suis né à Ville d'Avray
                                                    Mes parents étaient bien francais
                                                    Ma mère s'app'lait Jeanne et mon père Victor
                                                    Mais j'm'appelle Igor

                                                    Mon prénom n'évoque
                                                    Pas le languedoque
                                                    Plutôt moscovite
                                                    Il est explicite
                                                    Quand on m'imagine
                                                    On me voit un barine
                                                    Qui s'apprête à boire
                                                    A son samovar

                                                    L'air slave
                                                    J'ai l'air slave
                                                    Et ça me poursuit depuis tellement longtemps
                                                    Que je suis devennu slave malgré moi et sans
                                                    M'en apercevoir

                                                    L'âme slave
                                                    J'ai l'âme slave
                                                    J'ai jamais été plus loin que la barrière de Pantin
                                                    Tout c'que j'ai d'russe en moi c'est le prénom
                                                    Mais ca suffit bien

                                                    Aforce d'entendre
                                                    Tous les gens me prendre
                                                    Pour russe authentique
                                                    J'en ai tous les tiques
                                                    Je vis de zakouski
                                                    Je bouffe des piroschi
                                                    Je bois de la vodka
                                                    Au milieu des r'pas

                                                    L'âme slave
                                                    J'ai l'âme slave
                                                    Je suis tellement influencé par mon prénom
                                                    Qu'à toutes les f'nêtres de la maison je viens d'faire mettre
                                                    Des rideaux de fer
                                                    Mais j'les laisse ouverts ... L'âme slave...

                                                    Boris Vian




                                                  • kwasna_cytryna Re:Michele Feltrinelli 10.03.03, 20:34
                                                    Michele Feltrinelli

                                                    Senza titolo

                                                    This will not tell me what action to take
                                                    And thus for this love I will have to pray
                                                    Hoping God has mercy, showing the way
                                                    Happiness for lovers may sorrow make

                                                    Her love like a hurricane my heart breaks
                                                    Like Aurora she lights the darkest way
                                                    Full of sun was my life after that day
                                                    Like fallingleaves my feelings she takes

                                                    Autumn come led her to her grave
                                                    My feelings grave, my fears have no refrain
                                                    My endless passion chains me like a slave
                                                    And mu life by pain iswasted in vain

                                                    Angry as the sees my spirit brave
                                                    My folly driving me to death insane.
                                                  • Gość: Ewa Re:Aeneidos(fragment) IP: *.abo.wanadoo.fr 10.03.03, 23:04
                                                    PUBLI VERGILI MARONIS
                                                    AENEIDOS


                                                    LIBER I


                                                    ARMA virumque cano, Troiae qui primus ab oris
                                                    Italiam, fato profugus, Laviniaque venit
                                                    litora, multum ille et terris iactatus et alto
                                                    vi superum saevae memorem Iunonis ob iram;
                                                    multa quoque et bello passus, dum conderet urbem,
                                                    inferretque deos Latio, genus unde Latinum,
                                                    Albanique patres, atque altae moenia Romae.

                                                    Musa, mihi causas memora, quo numine laeso,
                                                    quidve dolens, regina deum tot volvere casus
                                                    insignem pietate virum, tot adire labores
                                                    impulerit. Tantaene animis caelestibus irae?

                                                  • kwasna_cytryna Re:ROMAN DIALECT 11.03.03, 20:29
                                                    Even the most confident Italian-speaker may have a few problems in
                                                    understanding spoken roman dialect, but much greater difficulties would be
                                                    encountered in attempting to read it.
                                                    Unlike other dialects (in Italy almost every city has its own), the structure
                                                    of the sentence is rather similar to the Italian one, but in roman dialect many
                                                    words are spelled and pronounced in a different way.
                                                    The roman dialect spelling is not standardized by strict rules, since it tries
                                                    to reflect the actual pronounciation of the words as an average Italian speaker
                                                    would read them. Therefore, the spelling follows the standard phonetics of
                                                    written Italian.
                                                    Sometimes the same word is spelled in different ways, either because its
                                                    pronounciation changes according to the sentence, or because some authors
                                                    prefer to leave the reader free of interpreting the pronounciation, so to avoid
                                                    an excessive distortion of the standard Italian spelling, yet having to rely on
                                                    the reader's knowledge of roman dialect sounds.

                                                    Podobnie jest z moją znajomością łaciny ;-)))
                                                  • Gość: Ewa Re:ROMAN DIALECT IP: *.abo.wanadoo.fr 11.03.03, 23:31
                                                    I am so sorry.....
                                                  • Gość: Ewa Re Dyskobol IP: *.abo.wanadoo.fr 11.03.03, 23:40
                                                    Jakby z tchnienia Myrona,
                                                    jak z milosci hellenskiej,
                                                    daleko od jabloni,
                                                    od gajow elidejskich-

                                                    robi obrot-rzezbiony
                                                    mistrzoska reka, dlutem
                                                    od stop do glowy,
                                                    zamarl-
                                                    w zywym kamieniu kuty-

                                                    nie zatrzymany w ruchu
                                                    przez kamery filmowe,
                                                    uskrzydla ciezar,
                                                    siega
                                                    znow po liscie laurowe.

                                                    Tadeusz Kubiak
                                                  • kwasna_cytryna Re: DZIECIŃSTWO 15.03.03, 21:28
                                                    Poezja starych studni, zepsutych zegarów,
                                                    Strychu i niemych skrzypiec pękniętych bez grajka,
                                                    Zżółkła księga, gdzie uschła niezapominajka
                                                    Drzemie - były dzieciństwu memu lasem czarów...

                                                    Zbierałem zardzewiałe, stare klucze... Bajka
                                                    Szeptała mi, że klucz jest dziwnym darem darów,
                                                    Ze otworzy mi zamki skryte w tajny parów,
                                                    Gdzie wejdę - blady książę z obrazu Van Dycka.

                                                    Motylem potem zbierał, magicznej latarki
                                                    Cuda wywoływałem na ściennej tapecie
                                                    I gromadziłem długi czas pocztowe marki...


                                                    Bo było to jak podróż szalona po świecie,
                                                    Pełne przygód odjazdy w wszystkie świata częście...
                                                    Sen słodki, niedorzeczny, jak szczęście... jak szczęście...

                                                    L. Staff
                                                  • Gość: Ewa Re: Dary deszcu wiosennego IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.03, 23:05





                                                    Świat naprzeciwko zolbrzymiał:
                                                    Po snach przewala się ciężko dzień otwarty jaskrawo
                                                    i bolą wspomnienia wieków przebytych,
                                                    zarastające
                                                    urojonym morzem podróżnym i przydrożną trawą.
                                                    Dziś: kiedy deszcz wiosenny, drzewa sztywne jak karton,
                                                    w pokoju:
                                                    pies patrzy w zaprzestrzeń otwartą -
                                                    dalszą niż mój wzrok.
                                                    Szczeka - wywołuje zaświat ukryty w jaźni.
                                                    Dzień odprężony deszczem urywa się w oknie
                                                    i najwyraźniej
                                                    w obcych ulicach słyszę swój nabrzmiały krok,
                                                    gdy ulatuje szary szerszeń szmeru.
                                                    Pamiętam, w miastach starych, nie odszukany przez czas,
                                                    chodzę długo ulicami - jasnymi kolumnami słoty,
                                                    i na najwyższej wieży zegarów
                                                    brzask
                                                    znajduje mnie nagle skutego w niebo jak w gotyk.
                                                    Pamiętam twój uśmiech nie odszukany
                                                    w śpiewnym wyrazie krynolin,
                                                    wsród srebrnych sygnaturek deszczu
                                                    i serce, które boli
                                                    wszystkimi domami tych miast opuszczonych.
                                                    O norymbergi, awiniony moich wędrówek!
                                                    okna wasze - oczy powrotu - gasną.
                                                    To ostatnia wieża z daleka ujrzana
                                                    jak ołówek
                                                    wypisuje w przestrzeni rachunek czasu.
                                                    O wiośnie, o lasce złamanej wzrokiem
                                                    odnoszę ten ciężar miast przeżytych
                                                    do nieskończonych alej kasztanów, do troski mojej,
                                                    do mitu.

                                                    Krzysztof Kamil Baczyński






                                                  • kwasna_cytryna Re: Dary deszcu wiosennego 15.03.03, 23:19
                                                    O nieba płynnych pogód,
                                                    o ptaki, o natchnienia.
                                                    Nie wydeptana ziemia,
                                                    nie wyśpiewane Bogu
                                                    te drzewa, te kaskady
                                                    iskier, ten oddech nieba,
                                                    w ramionach jak w kolebach
                                                    zamknięty. Jak cokoły
                                                    drzewa z szumem na poły;
                                                    serca jak dzbany łaski,
                                                    takie serca jak gwiazdki,
                                                    takie oczu obłoki,
                                                    taki lot - za wysoki.

                                                    Słońce, słońce w ramionach
                                                    czy twego ciała kryształ
                                                    pełen owoców białych,
                                                    gdzie zdrój zielony tryska,
                                                    gdzie oczy miękkie w mroku
                                                    tak pół mnie, a pół Bogu.

                                                    Twych kroków korowody
                                                    w urojonych alejach,
                                                    twe odbicia u wody
                                                    jak w pragnieniach, w nadziejach.
                                                    Twoje usta u źródeł
                                                    to syte, to znów głodne,
                                                    i twój śmiech, i płakanie
                                                    nie odpłynie, zostanie.
                                                    Uniosę je, przeniosę
                                                    jak ramionami - głosem,
                                                    w czas daleki, wysoko,
                                                    w obcowanie obłokom.

                                                    K.K. Baczynski
                                                  • Gość: Ewa Re: Piosenka IP: *.abo.wanadoo.fr 16.03.03, 23:03





                                                    Wprost, na przełaj, przez pola zardzewiałe zmierzchem
                                                    pojedziemy w głąb nocy, smutni Don Kiszoci,
                                                    po to tylko, by kiedyś (może w baśni progu)
                                                    rozerwał nam świadomość zabłąkany pocisk

                                                    Nasze istnienie cierpkie jest, na pół przytomne,
                                                    czekające na nowość - nastanie nieznane.
                                                    Lękiem w noc wyczekiwań serce pięścią bije,
                                                    nie wie, czy błądzić dalej, czy czekać na ranek.


                                                    Wiatraki rozszalałych, wirujących myśli
                                                    drą nam jaźnie purpurą, powstających godzin.
                                                    Los nasz tętni, za słońca ukryty zachodem,
                                                    zbudzi się może szczęściem w jutrzni słońc narodzin.


                                                    Szczęścia jest tylko tyle, ile go wymarzysz,
                                                    kiedy ręce ugrzęzną ci palcami w błocie.
                                                    Ty!... pamiętaj o baśni, co cię kiedyś zbawi,
                                                    lecz nie walcz o nią z ludźmi, smutny Don Kiszocie.


                                                    Krzysztof Kamil Baczyński







                                                  • kwasna_cytryna Re: Jesteś o tyle spojrzeń... 16.03.03, 23:29
                                                    Jesteś o tyle spojrzeń ode mnie.
                                                    Jest mi o tyle twych spojrzeń samotniej.
                                                    Ciemniej opada każdy wieczór bez słów, trudniej słowa rzucone, kwiaty na drodze
                                                    podnieść.
                                                    Cztery spojrzenia ścian miasto zamyka na smutek,
                                                    a obce czyny i ludzie ulatują obok.
                                                    W którym wieczorze jak ten odnajdę
                                                    ciszę przechodzącą przez ugór czasu Bogiem i tobą?
                                                    Oto jest znów ulica niedzielna zamknięta w miejski kurz.
                                                    Obcy flet kroków, gdzie Szopen płacze z okien.
                                                    Tak samo, tak samo, tak samo jak kiedyś
                                                    niebo patrzy obłe, jak smutek głębokie.
                                                    Dni ulatują w trwogę o ciebie,
                                                    noc obca gwiazdami zarasta i bladą miejską trawą.
                                                    Wiatr wspomnienia - chmurom oderwana gałąź.
                                                    A przecież
                                                    te same gwiazdy co tam kołyszą noc nad Warszawą.

                                                    K.K. Baczyński
                                                  • Gość: as Re: Le journal intime de Zdenek Fibich IP: *.dynamic.chello.pl 07.04.13, 17:17
                                                    ojejj
                                                  • Gość: Ewa Re: mowienie po turecku IP: *.abo.wanadoo.fr 20.01.03, 15:59
                                                    Sarı, sessiz günlerdir
                                                    Mağrur ve soylu:
                                                    Nişanlı bir kız gibidir şimdi yaz

                                                    Şimdi yağmur yağsın beklenir
                                                    Çocukluk resimlerine bakılır gibi
                                                    Renklere ad verilir durgun denize bakılarak
                                                    Garip bir intihar gibi arada bir hatırlanan
                                                    Kan göğü götürür yüreklerde
                                                    Ve gülümseyerek deler geceyi
                                                    Kendi zehirinde açan zambak

                                                    Şimdi sarhoşuz, mızıka çalıyoruz
                                                    Dudaklarımızda bulanık söylencelerin izleri:
                                                    -hem duası hem ihaneti zamanın-
                                                    Ne yazılır böyle vakitlerde insana dair
                                                    Bir orman karanlığına benziyorsa hüznü
                                                    Haydi sevişelim, sevişmek biraz devrimci, biraz muhafazakâr
                                                    Bu temmuzun ilk günleri, hain, hınzır
                                                    Denir ki insanın kendisidir yollara savrulan kar

                                                    -Sevgili, o ince yollarda yaz
                                                    Bir anason kokusudur beyaz
                                                    Tetin Cenqiz

                                                    Wspolczesna poezja turecka, wydawaloby sie egzotyczna w porownaniu z bogata i
                                                    dluga tradycja europejska, nie wnosi nowych, jaskrawych elementow. W wiekszosci
                                                    adresuje sie do przyrody, kontemplujac ja w spokojnym zachwycie.Nie ma w niej
                                                    romantycznych porywow, ani "szczypiacej" prostoty jak u Jacquesa Préverta, ani
                                                    filozoficznego zadumania jak np. u Wislawy Szymborskiej.Byc moze iz skutkiem
                                                    aktualnej sytuacji w Turcji, poeci spia, tak jak slomiany chochol u
                                                    Wyspianskiego.Z pewnoscia nie brakuje utalentowanych poetow, ktorzy woleliby
                                                    tworzyc poezje zaangazowana. Ale na nia, jak narazie nie ma miejsca. Porownujac
                                                    aktualna sytuacje Turcji do innych krajow, w ktorych panowal system totalitarny
                                                    z rozngo rodzaju represjami( wlaczajac wypelnione dysydentami wiezienia i kare
                                                    smierci), mozna przypuszczac iz w owczesnej Turcji istnieje nieoficjalny
                                                    poetycko-litercaki prad, dostepny tylko dla wtajemniczonych. Oficjalnie poeci
                                                    tureccy wola prezentowac poezje pozbawiona kolorystyki impresjonistycznej.
                                                    Pozostaje tylko zalowac ze tak sie dzieje w dzisiejszej Turcji, bo zagladajac
                                                    do historii powszechnie wiadomo za na jej terytorium kwitla kiedys kultura
                                                    antycznej Grecji i pozniej imperium Bizantyjskie. Zrodla aktualnej kultury
                                                    Europy.
                                  • messja Re: wysylka 07.12.02, 19:26
                                    Gość portalu: sw. Mikolaj napisał(a):

                                    > SANJSKI KLIC
                                    >
                                    > JOJ, KAKO SEM ŽE ZASPANA!
                                    > PROSIM, SKRIJ ME V SVOJ ŠEPET.
                                    > NAJ NASLONIM TRUDNE MISLI
                                    > NA BLAZINO IZ BESED.
                                    >
                                    > JOJ, KAKO SEM ŽE ZASPANA!
                                    > SLIŠIŠ TIHI SANJSKI KLIC?
                                    > NAJ NASLONIM TEŽKO ČELO
                                    > NA BLAZINO TVOJIH LIC.
                                    >
                                    > Translation into polish language is:
                                    >
                                    > Nymphe, noster amor, Libethrides, aut mihi carmen,
                                    > quale meo Codro, concedite (proxima Phoebi
                                    > uersibus ille facit) si non possumus omnes,
                                    > hic arguta sacra pendebit fistula pinu.
                                    >
                                    > Loves Eve

                                    bardzo zabawne, ale "Polish" pisze sie z duzej litery. oczywiscie istnieje
                                    slowo "polish" pisane z malej litery o zupelnie innym znaczeniu, ale z tego,ze
                                    po nim nastapilo slowo "language" wnosze, ze jednak uzylas go w
                                    znaczeniu:"polski". i przed rzeczownikami w jezyku angielskim zwykle stawia
                                    sie "article" (oczywiscie jest cala masa wyjatkow, ale nie sadze,
                                    by "translation" do tych wyjatkow sie zaliczal). myle sie?


                                    messja
                                    • Gość: Ewa Re: dla Rb13 IP: *.abo.wanadoo.fr 07.12.02, 23:00
                                      Hallo rb13!

                                      Jak Twoj francuski?

                                      Sadze (jak wielu innych) ze poezje najlepiej czytac w orginale.

                                      Pozdrowienia i serdecznosci

                                      E
                                    • Gość: Ewa Re: wysylka IP: *.abo.wanadoo.fr 07.12.02, 23:26
                                      Nie potrafie odpowiedziec na pytanie. Natomiast dodam ze Lucius Annaeus Seneca
                                      powiedzial:"dluga i zmudna jest droga pouczen, krotka i skuteczna przykladow."
                                      Pozdrowienia
                                      Ewa
                                      • messja Re: wysylka 07.12.02, 23:49
                                        Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                        > Nie potrafie odpowiedziec na pytanie. Natomiast dodam ze Lucius Annaeus
                                        Seneca
                                        > powiedzial:"dluga i zmudna jest droga pouczen, krotka i skuteczna przykladow."
                                        > Pozdrowienia
                                        > Ewa

                                        Seneca bardzo dobrze powiedzial. nie chcialam cie poczuczac, ale mialam dziwne
                                        wrazenie, ze ten dzwny kolaz byl specjalnie dla mnie. wypadalo wiec jakos
                                        zareagowac. a przyklad czego mialabym dawac? poprawnie zbudowanego zdania w j.
                                        angielskim?:)
                                        • Gość: Ewa Re: Smierc kochankow, dla messia IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 08:06
                                          Wysylka nie byla adresowana do Ciebie.
                                          A propos anglais par exemple:

                                          For your sake I said I will praise the moon,
                                          tell the colour of the river,
                                          find new words for the agony
                                          and ecstasy of gulls.

                                          ....

                                          Leonard Cohen "Owning everything"
                                          • Gość: Ewa Re: Condorcet IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 18:49
                                            "Le 30 septembre, l'Aassemble nationale tient sa dernière séance. Elle vote
                                            encore quelques textes, et notamment une amnestie générale pour tous ceux qui
                                            avaient participé à des émeutes ou à des révoltes depuis 1788. Puis, raconte
                                            Brissot, <Louis entra dans la salle(grands applaudissements) il prononça un
                                            discors sentimental(très grands applaudissements);le président fit une réponse
                                            phrasée (nouveaux applaudissements). Enfin, Louis se retira (très longs et vifs
                                            applaudissements); ensuite, le président annonça que la mission de l'Assemble
                                            constituante était remplie, et ses séances termines (applaudissements de toute
                                            la France)..< "

                                            E. et R. Badinter
                                          • messja Re: Smierc kochankow, dla messia 08.12.02, 18:53
                                            Gość portalu: Ewa napisał(a):

                                            > Wysylka nie byla adresowana do Ciebie.
                                            > A propos anglais par exemple:
                                            >
                                            > For your sake I said I will praise the moon,
                                            > tell the colour of the river,
                                            > find new words for the agony
                                            > and ecstasy of gulls.
                                            >
                                            > ....
                                            >
                                            > Leonard Cohen "Owning everything"

                                            jesli nie do mnie, to przepraszam.
                                            zamieszczony fragment bardzo mi sie podoba, zastanawima sie tylko, co w tym
                                            kontekscie znaczy slowo "gulls"?
    • ja__ Re: Śmierć kochanków 15.12.02, 22:07
      Obloku bialy , obloku szczesliwy,
      Gdyz niewiedzacy ! Jak owoc , owalny ,
      Na lazurzyste wytoczony niwy
      Przez wiatr morski , pustynny czy halny...
      Czyjez bo zycie nad twoje szczesliwsze?
      Z bytu masz zmiennosc - sen pustka ci sluzy -
      I nie czas tobie dluzy sie leniwcze ,
      Lecz ty czasowi wleczesz sie i dluzysz ...

      - Coz , ze wiatr zdmuchnie ksztalty twoje oble?
      Nie masz serca , sam siebie pokochac nie mogles ...

      m.pawlikowska-jasnorzewska
      • kwasna_cytryna Re: [Niebo to jednak studnia...] 15.12.02, 22:16

        Niebo to jednak studnia
        a wiec tyle cembrowin
        ile smutku i gwiazd

        Lecz najsmutniej jest wtedy
        kiedy skalpel ksiezyca
        otwiera oblok
        jak brzuch delfina


        Edward Stachura
        • ja__ Corka Jaira 15.12.02, 22:31
          Milosc umarla . Stygnie twarda i niezywa,
          jak cudne cialo wiecznym ogarniete cieniem
          Spadl na nia glaz milczenia - kamienna pokrywa .
          Tydzien minal - i nikt juz ratunku nie wzywa ...
          O , jak corke Jaira racz ja zbudzic , Panie !
          Wstap w piwnice grobowa smutna nieskonczenie ,
          i z usmiechem litosci rece poloz na niej ,
          mowiac : Ja ci powiadam wstan ! piekne kochanie !

          m. pawlikowska-jasnorzeska
          • kwasna_cytryna Re: lustra milczenia 15.12.02, 22:40
            kiedy tak milczysz
            wierzę znów
            że gdzieś powroty
            że wszystko zależy tylko od nas
            że milczenie-
            muzyką skrawków ostatniego spojrzenia
            milczenie w twoich ustach
            brzmi ciszej
            niż sen traw
            niż kroki niezauważonego przechodnia
            za którym przeciesz tęsknota
            zamykam oczy
            i widzę kolorowo-
            co zechcę


            Pawel Szydel
            • ja__ pasterka 15.12.02, 22:52
              Lecisz mily ptaszku , przez olszowe gaje ,
              Zaspiewaj mi przecie , gdzie moj Jas zostaje.
              Wez te fijoleczki ode mnie zerwane ,
              Moje ich szukaly oczy zaplakane.
              Przynies miu je w dziobku , kedykolwiek bedzie ,
              powiedz mu , ze o nim tylko dumam wszedzie .
              Ale ptaszek leci po swierkowym lesie ,
              Do swego gniazdeczka zdziebelko w dziobku niesie.
              Ty lecisz ptaszyno do kochanki twojej,
              Nie dziwisz sie placzom i tesknocie mojej .

              k.brodzinski
              • kwasna_cytryna Re: tesknota 15.12.02, 23:04

                tesknota
                to chlod palcow dziesieciu
                moja skora od tak dawna
                spragniona
                twojego dotyku
                to zmudne ukladanie
                ciebie
                z kilku kruchych
                wspomnien
                to dzien po dniu
                mozolne
                wypelnianie pustki

                Dorota Ryst
                • ja__ Re: tesknota 15.12.02, 23:11
                  Ja wiem , ty jestes mi nagroda
                  Za bolu i mozolu lata.
                  Za to , ze nigdy mnie za mlodu
                  Nie zwiodly blaski tego swiata.
                  Za to ,ze nigdy nie mowilam
                  Ukochanemu: "Tys kochany".
                  Ze wszystkim wszystko przebaczylam,
                  Aniolem moim ty sie staniesz .

                  z.dmitroca
                  • kwasna_cytryna Re: anielskie chóry 15.12.02, 23:17
                    Anielskie śpiewają chóry
                    W gwiaździstym błękitów morzu,
                    Wśród nocnej ciszy, przy łożu
                    Sennej natury.

                    Śpiewają tej biednej ziemi,
                    Co wiecznie w świeżej żałobie
                    Jak matka płacze na grobie
                    Za dziećmi swemi.

                    Śpiewają ludziom, co dyszą
                    W codziennym a krwawym trudzie,
                    Lecz biedni, zmęczeni ludzie
                    Pieśni nie słyszą.

                    I tylko ci, którzy toną
                    W wielkiej miłości pragnieniu,
                    Ci słyszą w serc swoich drżeniu
                    Tę pieśń natchnioną!


                    Asnyk Adam
                    • ja__ Re: anielskie chóry 15.12.02, 23:28
                      O Panie , dales mi trudna mlodosc,
                      Tyle smutku na moich drogach.
                      Jak ofiarowac Ci dusze uboga,
                      Aby siegnac umiala bogactw?
                      O jasnej slawie dlugo , pochlebczo
                      Los spiewa nam piesn zwodnicza.
                      Kim jestem,Panie? Twoja niezreczna,
                      Tak marna niewolnica.
                      Ani jako roza , ani jako bylinka
                      Nie znajde sie w Twoim ogrodzie.
                      Ja drze nad kazdym najblachszym pylkiem,
                      Nad glupca beztroskim slowe

                      aleksander ziemny
                      • kwasna_cytryna Re: Czterej glupcy 15.12.02, 23:35

                        Jeden chciał mieć wiele pieniędzy
                        Wiele pieniędzy i już nic więcej
                        Drugi czynił owe podboje
                        By mieć złoto na nowe stroje
                        Ci pierwsi pili na swoich dworach
                        Obaj byli w zgodnych humorach
                        Trzeci i czwarty zagryźli zęby
                        I rzekli: - Nie przejdziecie tędy

                        Posłuchaj, posłuchaj tej dawnej opowieści
                        O czterech głupcach, których los nigdy nie pieścił
                        Posłuchaj, posłuchaj o końca ich przyczynie
                        Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie

                        W górze jeszcze na niebie słońce stało
                        Gdy już ich ciała obgadali
                        Siła nienawiści jednego do drugiego
                        Powaliła i starego, i młodego
                        Nie trwoń tylko rzymskiej chwały
                        Przechodza wojownicy nowej wiary
                        Jak to się stało, kto pyta nie błądzi
                        Zwycięzców nikt nie sądzi

                        Posłuchaj, posłuchaj tej dawnej opowieści
                        O czterech głupcach, których los nigdy nie pieścił
                        Posłuchaj, posłuchaj o końca ich przyczynie
                        Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie

                        Jeden chciał mieć wiele pieniędzy
                        Wiele pieniędzy i już nic więcej
                        Drugi czynił owe podboje
                        By mieć złoto na nowe stroje
                        Trzeci i czwarty zagryźli zęby
                        I rzekli: - Nie przejdziecie tędy
                        Jak to się stało, kto pyta nie błądzi
                        Zwycięzców nikt nie sądzi

                        Posłuchaj, posłuchaj tej dawnej opowieści
                        O czterech głupcach, których los nigdy nie pieścił
                        Posłuchaj, posłuchaj o końca ich przyczynie
                        Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie


                        KULT
                        • ja__ ... 15.12.02, 23:52
                          Odszedles .I nie po zwyciestwo
                          Po smierc . BEZSENNYCH NOCY GLEBIE!
                          Aniel , obys lepiej nie znal
                          Udreki , co mnie teraz gnebi.
                          Lecz jesli raju sloncem bialym
                          Rozswietli sie lasu droga.
                          Lecz jesli polny ptak struchlaly
                          Wyleci z klujacego stogu
                          Ja wiem: to wlasnie ty zabity ,
                          Pragniesz wyjawic mi to wszystko
                          I znow widze pagor zryty ,
                          I Dniestru krwawe rozlewisko.
                          Zapomne dni milosci , slawy
                          Mlodosc zaginie w niepamieci ,
                          W mej duszy mrok , drogi lukawe,
                          Ale twoj obraz , czyn twoj prawy
                          Zachowam do godziny smierci.

                          bo przeciez

                          Nikt spotkania tego nie wyspiewal
                          I bez piesni zale ustaly.
                          Przyszly lata chlodnego powiewy ,
                          Jakby nowe zycie nastalo.
                          Do sklepienia podobne jest niebo ,
                          Gdy je zolty ogien poskromi.
                          Bardziej nizli chleba powszedniego
                          Lakne slowa jednego o nim.
                          Kiedy rose opuszczasz na trawy ,
                          Daj mej duszy pokarm wiadomosci -
                          Nie dla zadzy , ani dla zabawy ,
                          A dla wielkiej , ziemskiej milosci.

                          e.biedka
                          • kwasna_cytryna Re: Nie zapomnisz nigdy 16.12.02, 07:25

                            W poniedziałek powiedziałem
                            Że się w Tobie zakochałem
                            Choć o Tobie nie wiedziałem
                            Prawie nic

                            Nie wierzyłaś mi z początku
                            Ale gdzieś około piątku
                            Wszystko było już w porządku
                            Co tu kryć

                            Przysławiłaś mi pół świata
                            Byłaś mi królową lata
                            Kilka dni

                            Zaszumiało w uszach lato
                            Zaświeciło w oczach kwiatom
                            Kto ponosi winę za to - Ty !
                            Tylko Ty !

                            Nie zapomnisz nigdy, nie zapomnisz nigdy
                            Tamtych dni
                            Będziesz moja piękna, myślą do nich biegła
                            Aż po świt

                            Nie zapomnisz nigdy, nie zapomnisz nigdy
                            Tamtych miejsc
                            Będziesz moja piękna, myślą do nich biegła
                            Nie zapomnisz nie !

                            Szybko biegną dni przed siebie
                            Wiatr wciąż chmury gna po niebie
                            A ja znów o Tobie nie wiem
                            Prawie nic

                            Za oknami wciąż to samo
                            Ktoś powiedział mi dziś rano
                            Że widziano Ciebie samą
                            Co tu kryć

                            Nagle lato się skończyło
                            Wczoraj mżyło, dzisiaj mżyło
                            Idzie niż

                            Na ekranie moich wspomnień
                            Nie ma Ciebie już koło mnie
                            Ale kto miał nie zapomnieć
                            Ty, Ty, tylko Ty
                            • ja__ Re: Nie zapomne , oj nie - "pieklo" 16.12.02, 19:50
                              na dancing oswietlony z gory i okrutnie
                              wyciagnieto blada laure
                              drzacego filona
                              i za gzy jaworowe
                              za rozane klotnie
                              kazano im tanczyc charlestona

                              m.pawlikowska-jasnorzewska
                              • kwasna_cytryna Re: jak żyć ... nie w piekle 16.12.02, 20:37
                                Gabriel Garcia Marquez

                                13 Rad jak żyć

                                1. Nie kocham cię za to kim jesteś, ale za to jaki jesteś kiedy przebywam z
                                tobą.

                                2. Nikt nie zasługuje na twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje na pewno nie
                                doprowadzi cię do płaczu.

                                3. Jeżeli ktoś nie kocha cię tak jakbyś tego chciał, nie oznacza to, że nie
                                kocha cię on z całego serca i ponad życie.

                                4. Prawdziwy przyjaciel jest z tobą na dobre i na złe.

                                5. Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok
                                niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie twoja.

                                6. Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny, ponieważ
                                nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w twoim uśmiechu.

                                7. Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi
                                jesteś całym światem.

                                8. Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą.

                                9. Być może Bóg chciał abyś poznał wielu złych ludzi zanim poznasz tę dobrą,
                                abyś mógł ją rozpoznać kiedy ona się w końcu pojawi.

                                10. Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że ci się to
                                przytrafiło.

                                11. Zawsze znajdzie się ktoś, kto cię skrytykuje. Zdobywaj zaufanie ludzi i
                                uważaj na tych, których zaufanie już raz straciłeś.

                                12. Stań się lepszym człowiekiem. I zanim poznasz kogoś upewnij się, że znasz
                                siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce, ale będziesz sobą.

                                13. Nie biegnij za szybko przez życie, ponieważ najlepsze rzeczy zdarzają się
                                nam, wtedy gdy najmniej się ich spodziewamy.



                                Wszystko co się nam przytrafia, dzieje się zawsze z jakiegoś powodu.

                                • kwasna_cytryna Re: post 200 16.12.02, 20:50
                                  Kobieta powinna wiedzieć, jak daleko może iść za daleko.


                                  JEAN COCTEAU
                                  • ja__ lubie smak slodko - kwasny:) 16.12.02, 21:21
                                    kwasna_cytryna napisała:

                                    > Kobieta powinna wiedzieć, jak daleko może iść za daleko.
                                    >
                                    >
                                    > JEAN COCTEAU
                                    >
                                    Badz zdrowa![jak dziwnie brzmi dzwon!]
                                    Badz zdrowa![leca liscie z drzewa...]
                                    Badz zdrowa![milosc jest jak zgon...]
                                    Badz zdrowa![wiatr zlowrogi spiewa...]
                                    ......................................
                                    ......................................
                                    ......................................
                                    • kwasna_cytryna Re: lubie smak slodko - kwasny, calkiem tak ja :) 16.12.02, 21:45
                                      "Badz pozdrowiony Gosciu nasz ,
                                      w radosne progi nasze wejdz ,
                                      --my zapalimy zamiast lamp
                                      szczesliwe ognie naszych serc..."
                                      • ja__ Re: lubie smak slodko - kwasny, calkiem tak ja :) 16.12.02, 22:07
                                        Nie zasne dzis , jak zawsze,
                                        z gwiazda w oczach.
                                        Rozprysnie sie w dzwieku dzwonka ,
                                        przyjda po mnie.

                                        Wiem ,umre.

                                        Gwiezdzie ogromnej
                                        co noc zmartwychwstajacej w moich oknach
                                        siebie nie przekaze.
                                        Nikomu nie objawi wieczna , nieprorocza
                                        nawet mojego spojrzenia w gore.
                                        Lecz ty lezysz z otwartymi oczyma,
                                        drzysz , choc udalas sen , coraz bledsza.

                                        To ty mnie w swej zrenicy zatrzymasz,
                                        a nie gwiazda z tej nocy zeszla.

                                        j.przybos
                                        • kwasna_cytryna Re: czekaj na kwiat 16.12.02, 22:15
                                          Czekaj na kwiat,
                                          Czekaj na kwiat,
                                          Co ma zakwitnąć po burzy...

                                          Czekaj na świt,
                                          Czekaj na świt,
                                          Co się ze zmierzchów wynurzy...

                                          Czekaj na głos,
                                          Czekaj na głos,
                                          Co wyjdzie z cichej pustyni...

                                          Czekaj na sąd,
                                          Czekaj na sąd,
                                          Co sprawiedliwość uczyni...


                                          Maria Konopnicka

                                          • ja__ dusze rozane 16.12.02, 22:34
                                            kwasna_cytryna napisała:

                                            > Czekaj na kwiat,
                                            > Czekaj na świt,
                                            > Czekaj na głos,
                                            > Czekaj na sąd,
                                            >
                                            > Maria Konopnicka
                                            >

                                            Kwitnac chcialy wszystkie!
                                            Walcza zapamietale
                                            O miejsce,slodki udzial!
                                            W majowym szale!
                                            Lecz miejsca - zawsze malo!
                                            Wiec jedne - kobietami,
                                            A te, co nie zdolaly ,
                                            Zakwitaja rozami.
                                            I raz rece dziewczyny
                                            Roze z platkow odarly,
                                            A raz roza rozkwitla
                                            Przy dziewczynie umarlej...

                                            m.pawlikowska-jasnorzewska
                                            • kwasna_cytryna Re: kto potrafi 16.12.02, 22:48
                                              Kto potrafi
                                              pomiędzy miłość i śmierć
                                              wpleść anegdotę o istnieniu
                                              zgarniam brunatne plastry książek
                                              Nasłuchuję brzęczenia słów
                                              pomiędzy miłość i śmierć
                                              wpleść
                                              nikt nie potrafi

                                              i tylko czasem
                                              naprzeciw słońca
                                              w zmrużonych oczach błysk
                                              chwila roztrącona na tęczę
                                              twarzą w twarz
                                              naprzeciw słońca
                                              w oślepłych oczach
                                              treść niknąca...
                                              na krańcach
                                              miłość śmierć

                                              Halina Poświatowska
                                              • ja__ Re: kto potrafi - proza zycia 16.12.02, 23:26
                                                gora , gora , zielony las,
                                                dzisiaj razem nie bedzie nas,
                                                ani dzisiaj , ani wczora,
                                                nie ma juz dla nas wieczora,
                                                kto ja widzial , niech mi powie,
                                                moje serce niech uzdrowi.
                                                z gor zielonych strumien scieka,
                                                moja mila tys daleka.
                                                za gorami , za wodami
                                                stygnie milosc miedzy nami.
                                                ty za gora , za wysoka,
                                                ja za woda , za gleboka.
                                                ja za gora , ty za woda,
                                                gory , wody nas rozwioda .
                                                • kwasna_cytryna Re: list 16.12.02, 23:31

                                                  Oczekiwałem na list. Nikt nie pisał do mnie listów; nie miałem nikogo
                                                  bliskiego; ani tutaj, ani w kraju, ani na całym świecie; byłem już starym,
                                                  samotnym człowiekiem. „Ba! — myślałem sobie nieraz. — Przecież nie
                                                  wszyscy mogą mieć bliskich: to naturalne; a ludzie samotni są także
                                                  potrzebni, aby inni rozumieli, jak straszną rzeczą jest samotność, i starali
                                                  się przed nią uchronić”. Lecz mimo to czekałem na list. Wiedziałem, że
                                                  nie nadejdzie on nigdy, lecz niemożliwe wydawało mi się, aby nikt z
                                                  żyjących na świecie pewnego dnia nie zechciał napisać do mnie listu.
                                                  Ludzie najbardziej nawet nieszczęśliwi nie wierzą nigdy w c a ł k o w i t o ś
                                                  ć swego nieszczęścia, potrzebna im jest maleńka szpareczka, dzięki
                                                  której mogą oddychać; tak samo jak chyba z samotnymi; zawsze mamy
                                                  maleńkie okienko, przez które kogoś wyglądamy. Ja czekałem na list.

                                                  Marek Hłasko
                                                  • ja__ Re: list 16.12.02, 23:42
                                                    moze kiedys , nieoczekiwanie ,
                                                    przyjdzie list ten , i nic sie nie stanie.
                                                    tylko patrzac w oczy panu bogu
                                                    rzekne z cicha : " ...za pozno moj panie..."

                                                    m.p-j
                                                  • kwasna_cytryna Re: mowisz .... 16.12.02, 23:51
                                                    Mówisz
                                                    Gdybyśmy byli razem
                                                    przynosiłbym rano
                                                    bułki i mleko
                                                    Mielibyśmy
                                                    wspólne drzwi
                                                    wspólne światło
                                                    wspólną noc

                                                    Lecz dzielą nas
                                                    klucze
                                                    schody
                                                    mieszkania
                                                    oczy mężczyzny
                                                    oczy kobiety
                                                    nawet płacząca wierzba na podwórku
                                                    pod którą nam nie wolno się całować

                                                    Mówisz
                                                    Jesteś dla mnie
                                                    jak wschód słońca

                                                    żeby go zobaczyć
                                                    odwracam się od ludzi plecami


                                                    Małgorzata Hillar
                                                  • ja__ Re: mowisz ....dobranoc 17.12.02, 00:05
                                                    do was dzis nalezy caly swiat,
                                                    na trzy ksiezyce klne sie moi drodzy-
                                                    a swierszcz na moscie kwili , a ten wiatr
                                                    oddech wasz z oddechem laczy nocy.
                                                    tyle gwiazd zaczelo swe spadanie!
                                                    jak maly bak zza wegla sierpien patrzy.
                                                    rzuccie kwiat , chocby najmniejszy , dla niej.
                                                    rzuccie kwiat , ta noc dzis dla was tanczy.

                                                  • kwasna_cytryna Re: mowisz ....dobranoc 17.12.02, 00:09
                                                    Noc

                                                    Wiem, ze nie chcesz jeszcze spac
                                                    Wiem, ze myslisz o tym co ja
                                                    Ze musisz zrobic cos czego nie chcesz
                                                    Ze musisz wybrac miedzy zlem a niebem

                                                    Jest zbyt pozno, prosze spij
                                                    Jest zbyt pozno, wiec nie mow mi
                                                    Ze ktos sie potknal i przeszedl zbyt blisko
                                                    Chcial powiedziec slowo, a powiedzial wszystko

                                                    Myslovitz

                                                    Dobranoc :-)))))
                                                  • ja__ Re: mowie Ci dobranoc :)) 17.12.02, 00:15
                                                    nad nami noc ,w obliczu gwiazd
                                                    ogluchlych od bitewnych krzykow ,
                                                    jakich zwyciezcow przyszly czas
                                                    i nas odmieni - niewolnikow ?

                                                    t.borowski
                                                    milych snow :))))
                                                  • kwasna_cytryna Re: Pierwszy raz jam niewolnik... 17.12.02, 07:29
                                                    Pierwszy raz jam niewolnik z mojej rad niewoli:
                                                    Patrzę na ciebie, z czoła nie znika pogoda;
                                                    Myślę o tobie, z myśli nie znika swoboda;
                                                    Kocham ciebie, a przecież serce mi nie boli.

                                                    Nieraz brałem za szczęście chwileczkę swawoli,
                                                    Nieraz mię obłąkała wyobraźnia młoda
                                                    Albo słówka zdradliwe i wdzięczna uroda,
                                                    Lecz wtenczas i rozkosznej złorzeczyłem doli.

                                                    Nawet owę, gdy owę kochałem niebiankę,
                                                    Ileż łez, jaki zapał, jaka niegdyś trwoga,
                                                    I żal teraz na samę imienia jej wzmiankę.

                                                    Z tobą tylko szczęśliwy, z tobą, moja droga!
                                                    Bogu chwała, że taką zdarzył mi kochankę,
                                                    I kochance, że uczy chwalić Pana Boga.


                                                    Adam Mickiewicz
                                                  • ja__ ! 17.12.02, 21:55
                                                    tanczyli sny wachlarze brylantowe tecze
                                                    ktos komus szepnal w tancu : tak - na smierc i zycie -
                                                    wszedl steward rzekl , a wszyscy staneli jak wryci
                                                    ladies and gentelmen
                                                    danger

                                                    :))
                                                  • kwasna_cytryna Re: Zostawcie Titanica 17.12.02, 22:43
                                                    Ja wierzę, oni tańczą wciąż
                                                    Oni żyją swoim życiem
                                                    I dopłyną tam gdzie chcą
                                                    I wierzę w ich podwodny świat
                                                    A orkiestra, która grała
                                                    Do tej chwili gra

                                                    Piękna aktorka
                                                    Mierzy kolię swą
                                                    Kelner się potknął
                                                    Pada twarzą w tort

                                                    Nieprawda, że już nie ma ich
                                                    Oni płyną, tylko wolniej
                                                    Tak jak wolno płyną sny
                                                    I nieprawda, nie znajdziecie ich
                                                    Tyle mil już przepłynęli
                                                    Tyle przetańczyli dni

                                                    Młody milioner
                                                    Dziś zakochał się
                                                    Bal już się zaczął
                                                    Wszyscy tańczą - więc...
                                                    Nie przerywajcie tego !

                                                    Zostawcie Titanica !!!
                                                    Nie wyciągajcie go !
                                                    Tam ciągle gra muzyka
                                                    I oni tańczą wciąż

                                                    Piękna aktorka mruży oko i...
                                                    Młody milioner puka do jej drzwi
                                                    Pozwólcie im śnić !

                                                    Zostawcie Titanica !!!
                                                    Nie wyciągajcie go !
                                                    Tam ciągle gra muzyka
                                                    A oni w tańcu śnią

                                                    Niezatapialnie śnią
                                                    Nieosiągalnie śnią
                                                    Nieosiągalny, niezatapialny sen

                                                    Zostawcie Titanica !!!
                                                    Nie wyciągajcie go !
                                                    Tam ciągle gra muzyka
                                                    A oni w tańcu śnią

                                                    Zostawcie Titanica !!!
                                                    Nie wyciągajcie go !
                                                    Tam ciągle gra muzyka
                                                    A oni w tańcu śnią

                                                    Niezatapialny sen...

                                                    Zostawcie Titanica !
                                                    Zostawcie Titanica !
                                                    Zostawcie Titanica !
                                                    Zostawcie Titanica !


                                                    Grzegorz Ciechowski
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka