Dodaj do ulubionych

syndrom Piotrusia Pana

07.02.10, 12:57
Witam Was sedecznie...z mezem bylam 5 lat przed ślubem, w tym 3 lata
mieszkalismy razem... pół roku po ślubie (slub byl w lipcu 2009 r.) mój mąż
odszedł ode mnie tak z dnia na dzień... życie mi sie zawalilo... zaczelam
czytac psychologiczne artykułu i rozpoznałam u swego męża syndrom Piotrusia
Pana... teraz myślę, że odszedł bo naciskałam na dziecko (wieczór przed jego
odejściem pokłóciliśy sie o dziecko, on chce je miec dopiero za 5 lat, a ja
mam już 30 lat).
On teraz mieszka u ojca i nie chce sie ze mna kontaktowac co do zasady, ja i
teść zmusiliśmy go do wspolnej terapii malezenskiej... czy to się da
wyleczyć,czy warto zyć z nadzieją że maz w koncu wydorośleje i wróci... mówi i
robi mi teraz takie rzeczy, że nie tylko nie mam już uczuć ale i stracilam
szacunek do siebie... mimo wszystko chce być wierna przysiędze jaką złożyłam
memu mężowi wobec Boga..
Obserwuj wątek
    • marena7 Re: syndrom Piotrusia Pana 07.02.10, 14:25
      Bardzo źle postąpił ojciec Pani męża. Nie powinien godzić się na to,
      by syn z nim zamieszkał. A tak Pani mąż w sumie nie ponosi żadnych
      konsekwencji swojej niedojrzałości. Wrócił chłopczyk do swojego
      dziecinnego pokoju i już. Mam wątpliwości czy z tego małżeństwa coś
      będzie?
      • pelna_pytan123 Re: syndrom Piotrusia Pana 19.04.10, 11:25
        Zgodze sie z moją przedmówczynią.
        Ojciec żle zrobił przyjmując syna.
        Powinnas porozmawiac z teściem aby ten otwarcie porozmawiał ze swoim
        synem, że u niego nie może mieszkać. Twój mąż jakby znalazł sie na
        bruku może zastanowiłby sie nad swoim zyciem ale ty tez nie powinnas
        przyjmowac go od razu. I wg mnie to małżeństwo nie ma szans
        przetrwac no chyba, że całe życie chcesz być matką dla męza a nie
        zona i partnerką.
        Może warto abyś udała sie na terapię która pomogła by Ci zrozumiec
        ten problem i spojrzeć na niego z boku.
    • horpyna4 Re: syndrom Piotrusia Pana 07.02.10, 14:30

      Ty przysięgałaś uczciwie, a on prawdopodobnie nie.

      Nie znam szczegółów, ale to małżeństwo może być nieważne.
      Porozmawiaj z księdzem, opowiedz o wszystkim.
    • avvg Re: syndrom Piotrusia Pana 07.02.10, 14:45
      Terapia bez sensu. Nie chcę Cię martwić, ale
      jeśli osoba z problemem jest ZMUSZANA do
      terapii, to g... da ta terapia, z
      przeproszeniem. Terapeuta Wam nie powiedział?
      Psychoterapia musi być dobrowolna, bo inaczej
      mąż po prostu odsiedzi swoje kilkadziesiąt
      godzin i tyle. To tak samo jak z alkoholikiem -
      to on musi chcieć przestać pić, a nie
      otoczenie. Jeśli mąż nie chce terapii i trzeba
      go zmuszać - to niech spada, olejcie go, ale
      całym tego słowa znaczeniu. Tatuś niech go
      oleje i niech mu nie zapewnia ciepłego
      kurwidołka, niech się facet weźmie za siebie.
      • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 07.02.10, 15:50
        #

        Ja nie wiem czy mam tyle siły w sobie, żeby to zmienić.. jak mnie zostawiał to
        powiedział, że odchodzi bo od 10 dni poznał koleżankę w pracy w której się
        zakochał i ona jest tego przyczyną bezpośrednią...potem po 2 tyg. przyszedł po
        swoje rzeczy.. jak mnie zobaczył to przytulił mnie i zapytał co mamy zrobić,
        żebyśmy znowu mogli być razem... przytuliłam się do niego i powiedziałam, że
        terapia.. on na to że mnie szalenie kocha i że nie ma żadnej innej (tak tylko
        powiedzial bo cos musiał).. potem powiedizal ze musimy duzo zmienić, że dziecko
        będzie za rok.. zaczeliśmy się całować przytulać..muzyka, świece... namiętny
        seks.. a potem głaz.. zimna osoba, stwierdził, że on nie wie czy mnie kocha i że
        mimio, że jestem. b. atrakcyjną osobą to on nie pożąda mnie tak jakby tego
        chciał i wyszedł.. następnego dnia napisałam mu smsa,że potraktował swoją żonę
        jak prostytutkę i czy nie zasługuję chciaż na odrobinę szacunku...a on odpisał
        czy moglibyśmy uznać,że jego wczoraj nie było u mnie, bo on totalnie pogubił się
        w życiu.. od tego czasu zaczełam się o niego bać...już nie chodzi o nasze
        małżeńtwo bo pewnie jest bez szans.. chce mu pomóc.. bo mimo wszystko kocham go.
        Nie chcę stiwerdzać nieważność tego małżeństwa.. jestem prawnikiem znam prawne
        możliwości rozwiąznia takiego małżeństwa.. póki co chciałabym je uratować.. nie
        chcę prowadzić bezwzględnej walki procesowej tak jak moi klienci, to jest
        dopiero porażka życiowa.
        • kk345 Re: syndrom Piotrusia Pana 07.02.10, 18:49
          on odpisał
          > czy moglibyśmy uznać,że jego wczoraj nie było u mnie, bo on totalnie pogubił
          się w życiu..

          Bardzo wygodne: jak na razie nie ponosi żadnych konsekwencji swojej
          niedojrzałości, ma wygodne mieszkanie u ojca, seks z żoną, a nie musi brać za
          nic odpowiedzialności. Dziwne jest tylko, że zachowuje się tak po 5 latach, więc
          mam pytanie: z czyjej inicjatywy wzięliście ślub? Czy nie jest tak, że
          "biedaczek" poczuł się osaczony, zmuszony do dorosłości i na myśl o dodatkowym
          obciążeniu (najpierw ślub, a teraz dziecko) po prostu zwiał?
          Niepokojące jest, że próbujesz go bronić, leczyć, pomagać mu w imię miłości-
          niestety, moim zdaniem jedynym wyjściem, które pozwoli Ci zachować do siebie
          szacunek jest żądanie, by wprost wyjaśnił Ci o co mu chodzi, przestał zachowywać
          się jak pięciolatek i zdeklarował, jak widzi dalszą sytuację. Jego gadanie o
          "pogubieniu się" jest - wybacz- zwykłą ściemą, coś musiało w nim pęknąć, skoro
          się wyprowadził, wyduś tylko z niego, co to było. A może faktycznie pojawiła się
          jakaś laska, tylko, że go teraz nie chce???
          • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 08.02.10, 00:46
            Rozmawialm z nim i on powiedział mi, że ma już dosyć moich chorych emocji
            (pozwalałam sobie na niego krzyknąć gdy całymi dniami siedzial przed kompem albo
            spał do 14, on ogólnie bardzo źle znosi jak się na niego krzyczy. Chce rozwodu.
            Do ślubu podobno go zmusiłam, tyle że przed ślubem był bardzo szczęsliwy że się
            pobieramy.. w takcie ślubu cały czas mnie przytulał i zapewniał ze b. kocha..
            zreszta zawsze mnie przytulał i mówił że kocha..dlatego jestem zaskoczona
            sytuacją. co do kobiety to być może spotyka się z kimś, a mi tylko tak rzucił że
            to nieprawda.. nie wierze obecnie w zadne jego słowo i szczerze nie wiem jak
            wytrwam w tej terapii.
            • avvg Re: syndrom Piotrusia Pana 08.02.10, 12:28
              Ale przecież on nie chce ratować związku, więc po co terapia? Nie
              marnuj czasu dla niego, idź na terapię indywidualną, rozwiedź się z
              tym dzieciakiem i bądź szczęśliwa.
              • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 09.02.10, 22:42
                Jak mam być szczęśliwa... mam 30 lat.. miałam mieć męża, rodzinę i urodzić
                dziecko .. a teraz wszystko się rozpadło i nawet nie wiem dlaczego bo mój
                ukochany mąż zmienia hipotezy.. moze jutro się dowiem... mamy terapię
                małżeńską.. mam tylko nadzieję, że mnie to nie zabije... powoli oswajam się z
                wizją rozwodu.. poproszę kolegę to będzie moim pełnomocnikiem bo mimo swojej
                profesji nie będę sama siebie reprezentowac:).. jak mam teraz budować życie od
                nowa? nigdy już nie zaufam facetowi... porażka...
                • gizmo-to-ja Re: syndrom Piotrusia Pana 09.02.10, 23:26
                  afrooodyta napisała:

                  > Jak mam być szczęśliwa... mam 30 lat.. miałam mieć męża, rodzinę i urodzić
                  > dziecko .. a teraz wszystko się rozpadło i nawet nie wiem dlaczego bo mój
                  Kochana masz dopiero 30 lat,życie przed tobą !!!To,że plany były inne(dziecko
                  itd.)i na razie nie możesz ich zrealizować to jeszcze nie tragedia.To wszystko
                  możesz mieć ale z dorosłym,odpowiedzialnym mężczyzną a nie z "dzieciakiem"który
                  miewa humory.
                  > powoli oswajam się z wizją rozwodu..

                  Myślę,że to najlepsze wyjście,chcesz całe życie mieć taką huśtawkę...
                  > jak mam teraz budować życie od nowa? nigdy już nie zaufam facetowi... porażka...

                  To nie jest porażka,w życiu różnie się układa,świat Ci się zawalił i brak Ci
                  wiary w siebie i mężczyzn.Na pewno jak dasz sobie szansę spotkasz mężczyznę i
                  będziesz szczęśliwa tylko musisz w to uwierzyć.
                  Życzę powodzenia.
                  • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 10.02.10, 01:19
                    Dzięki za wsparcie...jutro czeka mnie ciężki poranek ...problem polega na tym,
                    że ja sama wybieram zawsze niewłaściwych facetów - ten miał być idealny..
                    najbardziej szkoda mi naszych rodziców bo oni dali nam wszystko, żebyśmy mieli
                    spokojne wspólne życie, a teraz musza na to patrzeć.. szkoda, że mój mąż sobie
                    tego nie uświadamia... napiszę jutro jak wypadła wspólna wizyta u psychologa.
                    • avvg Re: syndrom Piotrusia Pana 10.02.10, 15:53
                      Rodzicami się nie przejmuj, myśl o sobie. Jak
                      okrutnie by to nie zabrzmiało, oni młodość =
                      najaktywniejszą fazę życia mają już za sobą.
                      Możesz być im wdzięczna, ale to nie może się
                      przekładać na współczucie dla nich, że związek
                      się rozpadł. Wasze małżeństwo to nie ich
                      inwestycja.
                      • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 10.02.10, 22:50
                        Bylismy u psychologa.. okazało się że nie ma czego ratowac... każde z nas
                        zmierza w innym kierunku... ja chce pracować, uczyć się i mieć rodzinę,
                        dziecko.... on zaś chce przeżyć swoje życie kawalerskie, kótrego podobno nie
                        miał... był ze mną bo nie interesowały się nim żadne kobiety.. teraz w pracy
                        cieszy sięzaintersowaniem i chce spotykać się z kobietami bawić i pić..zresztą z
                        jedną już jest (to dla niej min. mnie zostawił...on nie chce żadnych zobowiązan
                        i odpowiedzialności... do tego tak naprawde zylismy obok siebie.. on spedzal
                        czas przed komputerem a ja nad praca.. nie poswiecalismy w ogole sobie czasu...
                        ja faktycznie mam problem z emocjami (czeste wahania nastroju) a on z ich
                        okazywaniem.. zylismy przez 5 lat obok siebie.. a nasz zwiazek cementowala jakas
                        więź, która w sumie istniej i dotej pory (jak sie widzimy to chcemy się od razu
                        przytulić)..a le to nie wystarcza.. rozstanie spowodowalo że każde z nas zmiania
                        sowje życie.. kązde z nasm ma jakiś swoj wlasny problem ... i żadne z nas nie
                        chce zebysmy byli znowu razem bo przypomniałby się nam życie z tym problemem...
                        mysle w sumie,że jest między nami jakas wież emocjonalna, ale nie potrafimy
                        zupelnie ze sobą zyc... dam sobie rade..tylko ta myśl że moje małżeństwo się
                        rozpadło i że on ma teraz inną....:(ciekawe czy z nią bedzie szczęsliwy...
                        • gizmo-to-ja Re: syndrom Piotrusia Pana 10.02.10, 23:13
                          Więc tak jak poprzednio napisałam,uwierz w siebie,że jesteś wartościową kobietą
                          i masz przed sobą całe życie i będziesz pomimo tego pechowego początku szczęśliwa!!!
                          Moja droga on na Ciebie nie zasługiwał,a to czy będzie szczęśliwy niech Cię już
                          nie obchodzi(myślę,ze on jak się nie zmieni to z żadną nie będzie
                          szczęśliwy)Liczy się Twoje szczęście.Życzę powodzenia.
    • caysee Re: syndrom Piotrusia Pana 11.02.10, 19:36
      Przemysl sobie, czy naprawde chcesz miec dziecko z kims, kto tego dzieccka nie
      chce oraz kto moze znowu odejsc z dnia na dzien.
      • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 11.02.10, 22:12
        teraz to nie mam juz co myslec... on juz odszedł i do mnie nie
        wroci,bo jest szczesliwy z inna..ktora podobno jest moim
        przeciwienstwem tj.spokojna osoba ... kocham go..ale milosc to
        wolnosc wiec skoro jest szczesliwy z inna to chyba dobrze... ja
        musze teraz poniesc konsekwencje za swoje zachowanie.. gdybym nie
        byla dla niego wredna to by nie odszedł pewnie, z drugiej strony
        swojego dynamicznego charakteru nie zmienie bo nie bylabym
        soba ...ponadto on tez ma problem z soba ... dopiero teraz chce sie
        bawic, spotykac z dziewczynami ..ja ten okres mam juz za
        soba...bawilo mnie to 10 lat temu... najgorsze jest jednak to
        poczucie winy,jesli facet odchodzi od pieknej i madrej kobiety bo
        podobno taka jestem tzn,ze cos nie tak jest z ta kobieta...:((((
        • avvg Re: syndrom Piotrusia Pana 12.02.10, 17:56
          Bawić, spotykać z dziewczynami, haha. On chce sobie po prostu żyć
          bez zobowiązań i tyle. Dlaczego mówi "spotykać z dziewczynami", w
          liczbie mnogiej, skoro ma DZIEWCZYNĘ? Jedną? Bo chce się z nią
          pobzykać i szukać następnej, jak mu się znudzą jej sztuczki w łóżku
          i kolor włosów. Ciesz się, że to wszystko się okazało teraz, a nie
          wtedy, kiedy z oszalała z radości machałabyś mu przed nosem
          pozytywnym testem iążowym. Składaj papiery rozwodowe i szukaj sobie
          jakiegoś fajnego, odpowiedzialnego faceta, a o tym staraj się jak
          najszybciej zapomnieć!

          > musze teraz poniesc konsekwencje za swoje zachowanie.. gdybym nie
          > byla dla niego wredna to by nie odszedł pewnie,

          Nie wiem, czy byłaś wredna czy nie, nie mnie to rozstrzygać, ale
          odszedłby tak czy siak - i zawsze znalałzby jakiś powód: albo
          byłabyś za nudna, albo za dynamiczna. Nie obwiniaj się, bo to
          najgłupsza rzecz, jaką możesz zrobić.
          • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 12.02.10, 20:25
            Dzieki Kochane za wsparcie.. Avvg czy bylas w podobnej sytuacji?...
            piszesz z taka życiowa madroscia.. wiem ze masz racje i mam zamiar
            skupic sie teraz nad soba i dalej ukladac sobie zycie... tyle ze
            jest jedno ale.... kocham go i to uczucie nie minie ..zawasze gdzies
            bedzie we mnie...przeciez jest moim swiadomie wybranym
            mezem...narazie postanowilam odciac sie od niego... urwac calkowicie
            kontakt.. jak juz bede silna to spotkam sie i pogadamy o
            rozwodzie... wiem, że nie bylam bez winy... ale on nawet nie dal nam
            szansy..:(
            • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 13.02.10, 20:54
              Dziś znowu był mój mąż ukochany i niewierny... przylazł po jakies
              dokumenty... stiwerdziłam ze po tym co mi zrobił to go oleje ...
              pokręcił się i stwierdził że idzie.. więc odpwrowadziłam go do
              dzrzwi.. w przedpokoju staliśmy długo i patrzyliśmy się na siebie..
              on powiedzial, że ślicznie wyglądam i potem znowu patrzy się na
              mnie...zasugerowałam drzwi.. a on daje się patrzy.. stwierdził,że
              nie moze mnie widywać .. powiedział to w takim znaczeniu, że wiem że
              jak mnie widzi to chciałby siędo mnie przytulić .. wiem że on dalej
              do mnie coś czuje... więc nie wiem dlaczego odszedł .... czy nie
              można było porozmaiwac jak "ludzie" i próbować jakoś naprawiać nasze
              relacje...on jednak woli ucieczkę...
              • avvg Re: syndrom Piotrusia Pana 14.02.10, 13:01
                Kobito, oszalałaś, już ustaliłyśmy,z kim masz do czynienia, i on też
                głośno to potwierdził. Nie dawaj się nabrać na czułe słówka i
                spojrzejnia pełne zachwytu, bo jestem w stanie się założyć, że
                obrzuca nimi każdą laskkę, którą uważa za atrakcyjną. To na pewno
                przykre dla Ciebie, skoro miałaś być tą jedyną, ale już się okazało,
                że ten pan nie jest z tych, którzy by się przejmowali jakimikolwiek
                deklaracjami - więc Ty też nie masz podstaw, żeby traktować poważnie
                jego westchnienia. Czuje do Ciebie to, co czuje do każdej kobiety, z
                którą się spotyka, skoro tak lekko sobie od Ciebie odszedł.
                Idź na terapię i nie daj się temu gnojkowi. To, że Ty chciałabyś
                przytulić się do niego, nie znaczy, że on chce się przytulić do
                Ciebie - gdyby naprawdę chciał, zrobiłby to, bo jest przyzwyczajony
                do spełniania swoich zachcianek. Uciekaj.
              • sie_nie_gole Re: syndrom Piotrusia Pana 16.02.10, 16:39
                Tym razem męski punkt widzenia..
                Hmm.. dobrze to nazwałaś: on ucieka. Ja go chyba rozumiem. Mam
                bardzo podobnie.. Z kobietą najbliższą mi na świecie byłem kilka
                lat. Choć nie doszło do małżeństwa. Wiem, że mnie bardzo kochała,
                pewnie kocha nadal. Dla mnie jest najlepszą, najwspanialszą
                dziewczyną pod słońcem. I nie jestem w stanie z nią być. Bo się
                boję. Koszmarnie się boję. Akurat w moim wypadku: że się nie
                sprawdzę jako mąż i ojciec. W wypadku Twojego męża może być jakaś
                inna przyczyna. Ja też uciekłem. Znaczy uciekałem wiele razy, czasem
                do innych kobiet. Ona zawsze mnie przyjmowała z powrotem. teraz nie
                mamy kontaktu. Ja wiem, że mam masę rzeczy do przerobienia.(już nie
                kobiety chyba, ale innych pól kilka będzie) Jestem sam. Mam 35 lat.
                I jesem przerażony, że jak już przerobię te swoje rzeczy to Jej już
                nie będzie. Ale muszę to zrobić.
                Ja... tak naprawdę nie wyobrażam sobie, że ktoś inny może być na
                serio. Być może Twój mąż też tak ma. Uciekł od obowiązków, do
                szukania po omacku siebie. I pewnie musi siebie znaleźć. Czy
                znajdzie to w ramionach tej nowej: szczerze wątpię. Raczej chce
                znaleźć proste rozwiązanie i "lekkość". On musi dojrzeć sam. Muszę
                ja też dojrzeć sam...
                • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 16.02.10, 19:14
                  Jestem w stanie to zrozumieć.. tylko jak ja mam się zachowac w
                  takiej sytuacji... czekac ..czy wniesc pozew o rozwod ... kiedy do
                  mnie przychodzi to chce mnie przytulac ... czuje ze nie jestem mu
                  obojetna... nie wiem jak mam sie zachowac... boje sie z nim
                  rozmawiac to raz a dwa i tak juz mu nie ufam...
                  • sie_nie_gole Re: syndrom Piotrusia Pana 16.02.10, 23:10
                    Afroodyto,
                    tak szczerze to nie wiem jak się masz zachować.Przychodzi mi do
                    głowy jedna rada, własnie ją dałbym swojej kobiecie: zadbaj o
                    siebie. Myśl o sobie. Bądź egosityczna. To, wbrew pozorom jemu też
                    pomoże - pokaże Twoje granice, pozowli mu się zdefiniować, dzięki
                    tym granicom - a jest na pewno zagubiony. Z tego co robi tak
                    wychodzi. Nie bądź na każde zaufanie. Może powiedz mu, że go
                    kochasz, (bo przecież kochasz) ale że nie możesz być z nim (no bo
                    piszesz, że nie ufasz, więc nie możesz. Z resztą, on sam mówi, że
                    chce być z inną. Dbaj o siebie. Podejmij decyzję w trosce o siebie.
                    Tak będzie też dobrze dla niego.

                    No i zdaj się na los.

                    I idź na Avatara:)

                    Tak samo bym radził mojej...

    • deczko Re: syndrom Piotrusia Pana 17.02.10, 12:18
      Niesamowite jest to, jak kobiety daja sie ponizac?? Odkrylas, ze
      zylas obok niego przez piec lat, zamiast razem z nim, a mimo to
      chcesz dalej ciagnac zwiazek, ktory od poczatku byl skazany na
      porazke. Przyszloby dziecko, NIC by sie w Waszym zwiazku nie
      zmienilo, wtedy bys pisala na Forum, a myslalam, ze dziecko go
      zmieni. Jednak facet nie chce sie zmienic, kobieta ma sie do niego
      dostosowac. Wlasnie taka znalazl, tamta pewnie akceptuje jego
      siedzenie przed kompem (pewnie na tym etapie mniej siedzi przed
      kompem), jest spokojna, na razie nie moze mu robic zadnych wyrzytw,
      malo go zna. Znam jednak takie kobiety, ktore aby byc z chlopem,
      ktorego sobie wybraly sa zdolne do poswiecen. Tylko, tak sobie
      mysle, czy dla nich to sa poswiecenia, moze dla nich to cos
      naturalnego, ze maz duzo czasu spedza poza domem, lubi wypic i
      siedziec przed kompem?! Moze one wlasnie lubia zyc obok niego, a nie
      razem.

      Ty i maz nie chcecie sie dla siebie zmienic, moim zdaniem nie ma po
      co... W tym wieku powinnas zrozumiec, ze nie powinnas sie wiazac z
      kims, kto Ciebie nie kocha, kto Ciebie jawnie wykorzystal, bardzo
      szybko znalazl druga kobiete i po slubie nagle odkryl, ze chce byc
      singlem.
      Dla kogos takiego nie warto marnowac sobie zycia, a tym bardziej
      brac sie za robienie dziecka, ktore pozniej bedzie musialo zyc w
      takiej, a nie innej patologicznej rodzinie.
      • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 17.02.10, 14:29
        nie zgadzam sie z Toba deczko... w zyciu trzeba przebaczac,ale nie
        zapominac...wychodzac za maz w przeciwienstwie do mojego meza
        zrobilam to swiadomie...malzenstwo zobowiazuje... moj maz
        prawdopodobnie musi przewartosciowac swoje cale zycie.. bedac ze mna
        tego nigdy nie uczyni, bo za rok bedziemy w tym samym punkcie, a
        wiec nic sie nie zmieni.. kazde z nas ma problem, ktory musi
        rozwiazac sam .. jesli uda nam sie to uczynic to moze kiedys
        bedziemy razem....wiem, ze miedzy nami dalej jest uczucie (choc moge
        sie mylic, bo mu nie ufam i nie wiem czy to nie kolejna gra,)w
        kazdym badz razie... licze sie teraz tylko ja, zakreslilam sobie
        konkretne cele, ktore zamierzam realizowac w zyciu, a nasze
        malzenstwo zostawiam uplywowi czasu.. jesli byla to milosc to
        bedziemy ze soba razem pomimo wszystko.... ale prawdziwa milosc
        przetrwa... taki test wstawilam jako podpis na zdjeciach z czolowki
        na plycie slubnej.. tak bo mi sie podobaly... teraz juz wiem,jaki
        jest ich sens...
        • deczko Re: syndrom Piotrusia Pana 17.02.10, 15:35
          afrooodyta napisała:

          > nie zgadzam sie z Toba deczko... w zyciu trzeba przebaczac,ale nie
          > zapominac...wychodzac za maz w przeciwienstwie do mojego meza
          > zrobilam to swiadomie...malzenstwo zobowiazuje...

          Do czego, do alimentow? Zwiazek to zwiazek, bez wzgledu na waznosc
          papierka.

          moj maz
          > prawdopodobnie musi przewartosciowac swoje cale zycie.. bedac ze
          mna
          > tego nigdy nie uczyni, bo za rok bedziemy w tym samym punkcie, a
          > wiec nic sie nie zmieni.. kazde z nas ma problem, ktory musi
          > rozwiazac sam .. jesli uda nam sie to uczynic to moze kiedys
          > bedziemy razem....wiem, ze miedzy nami dalej jest uczucie (choc
          moge
          > sie mylic, bo mu nie ufam i nie wiem czy to nie kolejna gra,)w
          > kazdym badz razie... licze sie teraz tylko ja, zakreslilam sobie
          > konkretne cele, ktore zamierzam realizowac w zyciu, a nasze
          > malzenstwo zostawiam uplywowi czasu.. jesli byla to milosc to
          > bedziemy ze soba razem pomimo wszystko....

          Ale Wy nigdy nie byliscie razem. Przeczytaj co napisalas powyzej,
          zyliscie obok, a nie razem. On sie teraz poczul soba, Ty go
          gnebilas. Moze go pociagalas, ale zycie z Toba okazalo sie za
          trudne, zmudne? Pytam sie gdzie tu milosc?? Jesli jestem w zwiazku i
          jest w nim problem, to WSPÓLNIE rozwiazujemy problem. Problem
          dotyczy Was, a nie jego i Ciebie. A jemu sie odwidzialo i znalazl
          sobie tak szybko jakas kobite? Co to ma byc??

          ale prawdziwa milosc
          > przetrwa... taki test wstawilam jako podpis na zdjeciach z
          czolowki
          > na plycie slubnej.. tak bo mi sie podobaly... teraz juz wiem,jaki
          > jest ich sens...

          Prawdziwa milosc dotyka ludzi dojrzalych emocjonalnie, ktorzy nie
          zrania partnera tego typu ekscesami. Prawdziwa milosc powoduje, ze
          kiedy pojawia sie powazny problem, maz nie ucieka do kawalerskiego
          zycia, a zona nie upaja sie slubna szopka, wmawiajac sobie cos czego
          nie bylo. Bedziesz czekac, az mu sie znudzi, powinie noga i z
          podkulonym ogonem wroci do Ciebie, bo wlasnie zrozumial? Co, ze
          zycie z inna, to tez nie fraszka? Przyjac takiego pod dach i gacie
          mu prac, bo to prawdziwa milosc i trzeba wybaczac. :D
          • afrooodyta Re: syndrom Piotrusia Pana 17.02.10, 19:18
            Masz rację Deczko.... niestety masz pieprzon... rację...:(:(
            zabaloło to co napisałeś, że zycie ze mną okazało się zbyt trudne
            dla niego .. ale to prawda... zabiłam ten związek swoimi chorymi
            emocjami, niestabilnością emocjonaną... a teraz sobie piszę jakieś
            farmazony o wierności i małżeństtwie..:(:(
            • aneta-skarpeta Re: syndrom Piotrusia Pana 17.02.10, 21:49
              jakbys była zrównoważona to on by nie chciał pic i siedziec non stop
              przy komputerze? nie zwracałby uwago na koleznaki, bo ty nie
              krzyczysz?

              z tego co wyczytałam to maz jest niedojrzały emocjonalnie- stąd te
              wahania, nie wie co robic itd,

              nie było mu trudno zyc z Tobą. Jemu trudno zyc jak dorosły
              odpowiedzialny facet

              jego stac na zycie bez zobowiązań i nie jest to Twoja wina. Dlatego
              tylko na to go stac, bo taie życie niczego nie wymaga, żadnej
              aktywnosci. Chce to spi, chce to gra, chce to baluje, chce to sie
              spotka z koleżanką, ale bezprzesady bo on nie chce zobowiązań

            • deczko Re: syndrom Piotrusia Pana 18.02.10, 13:15
              afrooodyta napisała:

              > Masz rację Deczko.... niestety masz pieprzon... rację...:(:(
              > zabaloło to co napisałeś, że zycie ze mną okazało się zbyt trudne
              > dla niego .. ale to prawda... zabiłam ten związek swoimi chorymi
              > emocjami, niestabilnością emocjonaną...

              Ty???? Czemu wciaz opisujac swoje rozstanie obwiniasz albo siebie,
              albo usprawiedliwasz jego. Zwiazek tworza dwie osoby i dwie osoby
              pracuja na koniec/dalszy staz.
              Ja napisalam tylko, ze nie powinnas sie ponizac dla takiego leszcza
              i dobrze, ze zmyl sie tak szybko z Twojego zycia, oby nie wracal!
              Gdzie lezy wina Waszego rozstania? Nie wiem, moim zdaniem on w
              pracy poczul sie zupelnie inaczej niz w domu, jest niedojrzaly
              emocjonalnie, Ty pewnie od niego oczekiwalas zbyt duzo niz on by
              Tobie chcial dac. To co Cie spotkalo, na pewno jest bardzo bolesne,
              teraz wszystko jest zbyt swieze by to omawiac. Jednak ja na Twoim
              miejscu nie dawalabym szans takiemu czlowiekowi, ktory ze wspolnego
              zycia potrafi zrobic miazge w pol roku po slubie!
              • bezzznaczenia Re: syndrom Piotrusia Pana 18.03.10, 20:44
                i jak?
    • agamyszor Re: syndrom Piotrusia Pana 07.10.14, 23:32
      no powiem ci że jest trochę śmieszny jak dla mnie...terapia na pewno pomoże...widać że go kochasz...a on no cóż...może przemyśli...bardzo dobrego psychologa mają w poradni Psychologiczno-Psychiatrycznej Magdaleny Senderowskiej...chodziłam tam z córką...bardzo dużo osób ich chwali....jeśli mieszkasz gdzieś w okolicy to warto

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka