Dodaj do ulubionych

Jak wychować sobie męża... ;)

15.12.04, 09:14
Czytam sobie Wasze posty o tym jacy źli są Wasi mężowie i postanowiłam
założyć watek, w którym będziemy mogły się wymieniać metodami wychowawczymi i
tym samym pomóc koleżankom z forum, które nie maja juz siły mieszkać z
własnymi mężami. :) Dodatkowo można wymienic w punktach różne rady i
przestrogi. Niech powstanie "Encyklopedia Wychowania Męża". :D
To moze ja zacznę. :)

Odkurzanie dywanu - mój Jeszcze-Nie-Mąż odkurzał tylko jak go o to poprosiłam
i zawsze niedokładnie. Mam na to taki sposób: zawsze mówię, ja posprzątam i
wyrzucę śmieci a ty poodkurzaj. Nie proszę tylko mówie wyraźnie. Wtedy on
wstaje i odkurza, ale oczywiście niedokładnie. ZA NIC W ŚWIECIE NIE MOŻNA PO
NIM POPRAWIAĆ! Po prostu jak już zwija odkurzacz to trzeba ze stoickim
spokojem powiedzieć "kochanie, no zobacz, jeszcze tu i tu, zobacz ile
paprochów" i wtedy on musi odwijać wszystko i robić jeszcze raz. Za którymś
tam razem zrobi od razu dobrze. A ostatnio sam mi zaproponował, że
poodkurza. :D
Obserwuj wątek
    • nona_n Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 10:12
      Bardzo mądry wątek.. wychowywać trzeba od pierwszych chwil wspólnego
      zamieszkania.. .zawsze dziwią mnie dziewyczyny, które po wielu latach
      wspólnego życia, bez żadnych z ich strony wymagań NAGLE zaczynają oczekiwać że
      on się domyśli, zrobi, naprawi, sprzątnie itp.. Przez parę lat usługiwanie
      mężusiowi, schodzenie mu z drogi bo mial cięzki dzień a potem zdziewienie że
      mam w domu egoistę i lenia...
      Ja ze swoim przyszłym mężem mieszkam od półtora roku..
      wprowadziłam się zeby zobaczyć jak wygląda codziennośc z tym człowiekiem, na
      randkach każdy jest kochający, czuły, wrażliwy i opiekuńczy, gorzej jak
      przychodzi codzienne zmęczenie, stres, rutyna, powroty po cięzkim dniu z
      pracy..
      Bywało naprawdę ciężko.. potrafił obrazić się jak zwracalam mu uwagę, że nie
      sprzątnąl kuchni po tym jak zrobił sobie kolację, talerza po obiedzie nie miał
      zwyczaju odnosić do kuchni, zostawial na stole w pokoju, tam gdzie jadł
      (czasami zaschnięty talerz stał na stole dwa trzy dni - od razu wyłazi
      wychowanie mmamusi usługującej synkowi).. Mimo że gotowało sie we mnie, a ręce
      same biegły, żeby sprzątnąc po nim - zawzięlam się i spokojnie przypominałam o
      bałaganie.. .. na początku zawsze kończyło się to kłótnią.. jego argumenty? -
      Póżniej, zmęczony jestem, mnie to nie przeszkadza..
      W takich sytuacjach najważniejsza jest KONSEKWENCJA z naszej strony,
      Dziewczyny, oraz spokój i stanowczość. .zawsze powtarzałam mu - "chcesz
      służąca? a podobno jestem Twoją dziewczyną..."
      Dziś jest ok, nie mamy nawet sztywno podzielonych obowiązków - każde robi to co
      jest do zrobienia, jeśli ma akurat czas, bez przepychanek i kłótni. .a jak "Pan
      i władca" cos przeoczy (bo i tak się zdarza) to spokojnie przypominam.. a on
      spokojnie sprząta...
      Dlatego ważne jest wychowywanie od początku.. Gdzieś czytałam że to co uda się
      wyegzekwować, do czego uda się przyzwyczaić faceta przez pierwsze pół roku -
      rok - to procentuje to przez całe późniejsze życie..
    • dyzia81 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 10:13
      "Encyklopedia Wychowania Męża".

      SPRZĄTANIE ;)

      Większość facetów to niestety bałaganiarze, częś po prostu " z natury" a częśc
      bo mamusia wiecznie po synku sprzatała wiec i po co miałby to po slubie robic ?
      Najlepszy sprawdzony u mnie sposób : nie sprzątać po nim. Jesli po kilku dniach
      dywan bedzie zawalony jego skarpetkami, przy monitorze beda sie walać
      dziesiatki kubkow po kawie a na dywanie stosy okruszków po paluszkach, to
      gwarantuje, że w koncu zacznie mu to przeszkadzac :) Tylko nie mozna sie zlamac
      i posprzatac po nim. Ja sprzatalam do czasu, potem stwierdzilam, że skoro on
      nie szanuje mojej pracy, to ja sprzatc nie bede. Wytrzymał w tym syfie 4 dni :)
      i zrozumiał przy okazji ze sprzatanie to czasem ciezka praca, dlatego sam teraz
      pilnuje porzadku. A jak sie obrusza, jak mi sie np. na świezo poscierany stół
      rozleje troche kawy przy stawianiu kubka :) Zaraz leci z recznikiem papierowym
      i ściera :)

      Pozdrawiam,
      M.
      • kasia191273 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 10:46
        SWIETA PRAWDA!I prawda tez,ze nalezy od poczatku egzekwowac.Popelnilam podobny
        blad- na poczatku chcialam zwyczajnie wypasc wspaniale,jako ta kobieta
        niezlomna,co to pracuje,studiuje,sprzata,gotuje,robi zakupy itp.Nie da sie,a
        jesli sie da,to placi sie za to zmeczeniem,zloscia itp.Walke zaczelam z duzym
        opoznieniem-ku zdziwieniu 'niemeza';-) Jedyna metoda moim zdaniem to:nie robic
        za niego,nawet jesli to oznacza,ze gora naczyn sie wylewa z kuchni i nie ma
        czystego widelca.Czekac.Ja czekam,mial umyc naczynia w srode,nie zrobil
        tego,wiec mu sie gromadzi jeszcze z czwartku,piatku...Jak nie ma widelca na
        obiad,bo lezy w brudach,sam musi go wydobyc,jesli chce jesc.ZELAZNA
        KONSEKWENCJA.
      • sol_bianca Re: Jak wychować sobie męża... ;) 28.12.04, 11:43
        > Najlepszy sprawdzony u mnie sposób : nie sprzątać po nim.

        Nie działa. Mojemu bałagan nie przeszkadza. Co gorsza, jak posprzątam po nim, to
        ma pretensje ("co zrobiłaś z moim kubkiem?" - "wyniosłam do zmywania, stał na
        biurku od tygodnia" - "ale ja WŁAŚNIE CHCĘ SIĘ Z NIEGO NAPIĆ, a jego nie ma!!!!")
    • zhudi Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 11:09
      Bardzo podoba mi sie ten watek, i tak sobie mysle ,ze my za czesto chcemy byc
      perfektcjonistakami oraz "zaradnymi" kobietami. Chcemy pokazac ze umiemy
      dzwigac wszystko na naszych barkach a pozniej zalujemy. Jask myslicie moze
      warto czasami wlasnie pograc troche "ksiezniczki" i delikatnym glosikiem i
      mrugajac oczkiem poprosci by zrobil to lub tamto, bo przeciez on jest taki
      silny itd. Zamiast marudzeniem wziasc ich pod wlos. A jak nawyk zdobeda to
      bedzie latwiej.
      • gosza26 Re: Ja miałm podwójny kłopot 15.12.04, 11:19
        Niemąż był ojcem wychowującym syna. Czujecie bluesa co było??!! Supie się tylko
        na historii z porządkiem bo zycie nasze domowe jest wielowątkowe. Czy
        myslicie,że brak kobiety powoduje,że facet lepiej dba o prządek. NIC BARDZIEJ
        MYLNEGO. Niemąż stacił matke w wieku 13 lat MŁody..a to juz inna historia. No
        więć wiecie co ja musiałm zrobić?? Przeremontowac cały dom,żeby nie mieli gdzie
        robić bałaganu. Zakaz jedzenie w dużym pokoju, Młody lekcje odrabiał tylko u
        siebie. ..to wydaje sie całkiem naturalne, prawda?? otóz nie TYLKO KOBIETA moze
        wskazać facetom co gdzie powinno leżeć itp. Chłopaki byli niesamowicie zaradni
        zyciowo, zakupy, obiady na ich głowie...

        Ale jak to mówiła moja prof.od chemii ,,nie chodzi o to by zdać do nastepnej
        klasy, tylko zdać na 5,,. No i wydaje mi sie ze dzzsiaj chłopaki 4 by dostali,
        no w porywach 4+.
    • olunia75 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 12:24
      Fajny wątek, dopiszę swoją radę...

      Mój mąż nagminnie świnił umywalkę, raz - goląc się, raz myjąc zęby. Do tego
      czasu nie rozumiem, jak można myć zęby tak, żeby cała łazienka była upaćkana!
      Pomimo moich próśb, niekiedy nawet awantur - dalej paćkał, aż pewnego razu
      zapowiedziałam, że w takim razie skoro on ma gdzieś czystość umywalki, ja mam
      gdzieś czystość kibelka, i niestety nie będę za każdym razem czyścić go po
      sobie. POSKUTKOWAŁO!!!!Ponieważ mąż jest z kolei przewrażliwiony na punkcie
      czystości toalety.

      REASUMUJĄC: wyczuć punkty na punkcie których partner jest "przewrażliwiony" i
      tu uderzyć!!!

      Pozdr.
      • mama-misia Re: a jak się nie mieszka tylko we dwoje? 15.12.04, 14:00
        to jak nie myć naczyń cztery dni? My mieszkamy z moją mamą która ma chopla na
        punkcie porządku, nawet porządnej awantury nie można zrobić...
        Pozdrawiam cieplutko,
        Martyna
      • ankat80 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 14:14
        nooooooooooo - fajny wątek:-)))
        SZkoda tylko, że ja sama próbuję to wszystko zastosować o czym tu piszecie i
        nic. Tak, po prostu WIELKIE NIC!!!
        Wczoraj przez to tak się ścieliśmy, że iskry leciały - najpierw niepoodkurzane
        (poprawiał), w kuchni syf od 3 dni (bo się zacięłam) i oczywiście ogólny
        bałagan:-(
        Dla niego posprzątać to znaczy odkurzyć po łebkach i zmyć to, co jest w zlewie
        (nic, co stio np. na szafce).
        Nie wspomne już o kurzach, czy łazience... I naprawdę wielu rzeczy już
        próbowałam - prosiłam, groziłam, przestawałam sprzątać po nim...
        i dzis się do siebie nie odzywamy - czasem kłótnie o sprzątanie wymykają się
        spod kontroli:-(((

        Ale jak macie jeszcze jakąś fajna radę, to chetnie skorzystam:-)

        Pozdrawiam,
        A.
        • asia.2611 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 14:38
          U mnie nic by nie pomogło sam mówi że to nie jego działka sprzątanie
          chociaż???? widział jak posprzątałam dzisiaj hall czyli jego obowiąze iiiiiii
          chyba coś poskutkowało bo po wyjściu z kąpieli zawsze zostawiał syf a wczoraj
          zmył zmył po sobie podłogę byłam zaskoczona.
          tylko wychować męża by sprzątał to nie wszystko ważnbe też by doceniał, kochał
          nie krzyczał, wiecznie nie miał pretensji by zobaczył że życie ze sobą powinno
          być parterstwem a nie ciągłym użeraniem się ze sobą!!!!!!!!
      • gosiatytus Re: Jak wychować sobie męża... ;) 06.01.05, 00:09
        pomysl genialny w swojej prostocie-WYKORZYSTAM!
        • gosiatytus Re: Jak wychować sobie męża... ;) 06.01.05, 00:12
          CHODZILO MI O OPCJE UDERZENIA W CZULY PUNKT - W ZLYM MIEJSCU SIE POJAWILO..
    • wilma_flinstone wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie.... 15.12.04, 16:07
      mi sie temat nie do konca podoba... cos jak "wytresuj meza" ...

      moj maz tez nie jest idealem, ale zeby od razu go wychowywac? jestesmy sobie
      ROWNI wobec czego nie moze zaistniec tutaj w ktoras strone"wychowanie". bardziej
      podoba mi sie slowo KOMPROMIS. nie wychowywac ale szukac kompromisu dla dobra
      zwiazku.

      jak chce zeby moj maz zrobil cos w domu(posprzatal itp) to go o to prosze.w
      sumie tu nie chodzi o obowiazki domowe ale o cokolwiek. jesli go prosze to moge
      byc pewna ze zrobi to(chyba ze sensownie mi wytlumaczy dlaczego nie moze tego
      zrobic).
      i jesli dziewczyny maja problemy z mezami to nie dlatego ze sobie ich nie
      wychowaly ale dlatego ze wlasnie TAKICH mezow sobie wybraly! i oczywiscie coz
      innego poradzic takiej dziewczynie jak nie "wychowaj go sobie"!!! bo po co
      powiedziec"staraj sie zrozumiec" "postaraj sie dogadac".

      zastanawiam sie ilu z was spodobaloby sie jakby dzisiaj przyszedl maz z pracy i
      powiedzal:"zoneczko, od dzisiaj cie zaczynam wychowywac".
      • mikams75 Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 15.12.04, 23:56
        wilma_
        powiedz mi, gdzie mozna znalezc faceta, ktory sam z siebie i z wielka checia
        wyszoruje podlogi (porzadnie, nie tylko na srodku), ugotuje i pozmywa?
        Niestety kazdy facet bedzie szukal wymowki, zeby tego nie zrobic bo nie lubi i
        tyle. A jak kobieta na nim wymusi to tez nie bedzie to satysfakcjonujace
        (oczywiscie to kobieta sie czepia). Ale tak to jest, ze my widzimy brud/balagan
        a facet nie.
        Jedyne co dobre jest to, ze jesli ja nie sprzatne, to on tego nie zauwazy.
        Mysle ze zycie z kims takim jest stanowczo lepsze niz zycie z pedantem, ktory
        by bral szklanki pod swiatlo i kazdy pylek zauwazyl.

        Ja na mojego nauczylam sprzatania po sobie i konsekwentnie ale spokojnie
        przypominam, jak tylko wracaja jego nawyki. No i wyrzucanie
        smieci "oddelegowalam" na stale.
        Jedyny wiekszy problem stanowi wycieranie podlogi po kapieli - zawsze twierdzi,
        ze to tylko woda wiec wyschnie i nie bedzie nic!
        I za nic nie dociera, ze jak sie wdepnie w te wode to sie robi male "blotko" i
        jak wyschnie to zostaja slady.

        Prawda jest tez to, ze to mamusie rozpieszczaja swoich synkow. Moj wprawdze nie
        byl taki prosto od mamusi, mieszkal juz samotnie w brudzie iles lat i z dala od
        mamusi. Ale zauwazylam, ze podczas odwiedzin u tesciow jego mama strasznie
        skakala wokol niego i co tylko nie mruknal ze cos chce, to ona natychmiast
        leciala aby spelnic jego zachcianke. Troche ja podpuscilam i sama zauwazyla, ze
        lekko przesadza i teraz juz nie pozwala zeby synek tak nia dyrygowal.
        • saltimbocca Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 16.12.04, 11:54
          ja jestem właśnie takim facetem - lubię sprzątać i drażni mnie gdy jest brudno.
          Tak więc po raz kolejny muszę zaapelować o niegeneralizowanie - na tym forum
          zaskakująco często kobiety z własnych beznadziejnych wyborów wyprowadzają
          uogólnienia typu: "każdy facet jest...." lub "żadnego faceta nie można nauczyć
          porządku". To jest chyba odpowiedź na pytanie skąd się wziął feminizm jako
          teoretycznie mierna ideologia...
          • sol_bianca a propos feminizmu - mały off topic 28.12.04, 11:54
            > Tak więc po raz kolejny muszę zaapelować o niegeneralizowanie - na tym forum
            > zaskakująco często kobiety z własnych beznadziejnych wyborów wyprowadzają
            > uogólnienia typu: "każdy facet jest...." lub "żadnego faceta nie można nauczyć
            > porządku". To jest chyba odpowiedź na pytanie skąd się wziął feminizm jako
            > teoretycznie mierna ideologia

            To nie ma nic wspólnego z feminizmem. Generalizowanie występuje po obu stronach
            (ile jest wątków zakładanych przez mężczyzn, w stylu "czemu wszystkie
            kobiety..."?). To, że mylisz narzekanie na facetów z feminizmem, oznacza, że nie
            wiem czym jest feminizm. Skrócony kurs:
            1. Feminizm występuje przeciwko stereotypom związanym z płcią. Zarówno tym
            krzywdzącym kobiety, jak tym krzywdzącym mężczyzn.
            2. Feminizm zakłada, że patriarchat może działać nie tylko na szkodę kobiet, ale
            czasem też na szkodę mężczyzn, np. stereotyp, że mężczyźni nie powinni okazywać
            uczuć (efekt: zahamowania emocjonalne i frustracje), albo że nie nadają się do
            wychowywania dzieci (efekt: zupełne ignorowanie praw ojca w przyadku rozwodu
            przez polskie sądy).
            3. Feminizm nie dąży do pognębienia mężczyzn i wprowadzenia "seksmisji", tylko
            do równego traktowania obu płci, bez konfliktów i uprzedzeń.
        • bri Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 16.12.04, 13:44
          mój taki jest. sprząta z własnej inicjatywy i często dokładniej niż ja.
          • martaglowacka Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 17.12.04, 10:07
            U mnie to samo - to raczej ja powinnam "być wychowywana" ;)
        • moboj Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 16.12.04, 17:33
          mikams75 napisała:

          > powiedz mi, gdzie mozna znalezc faceta, ktory sam z siebie i z wielka checia
          > wyszoruje podlogi (porzadnie, nie tylko na srodku), ugotuje i pozmywa?
          > Niestety kazdy facet bedzie szukal wymowki, zeby tego nie zrobic bo nie lubi
          i
          > tyle.

          zaraz tam każdy. mój połówek sprząta, pierze, gotuje, szoruje itp i nie muszę
          mu palcem pokazywać, że to i to trzeba zrobić. po prostu połówek tak został
          wychowany przez swoich rodziców i tyle.
      • shemreolin Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 16.12.04, 10:13
        Wilma, czemu tak atakuujesz? Zauważ, że tytuł watku jest z mrugnieciem oka a
        poza tym jest to odpowiedź na wszystkie zale, które wyczytałam w postach
        dziewczyn. I nie o to chyba chodzi żeby kogos wytresować czy wychować żeby
        tańczył jak mu zagrasz, ale raczej o to żeby uczestniczył w partnerstwie,
        zauważał pewne rzeczy, których mu wcześniej nie wpojono. Nie sadzę zeby to była
        jakas wielka krzywda dla faceta (czy też kobiety), ze wreszcie zauważy, że
        trzeba np. umyć po sobie szklankę.

        jesli dziewczyny maja problemy z mezami to nie dlatego ze sobie ich nie
        > wychowaly ale dlatego ze wlasnie TAKICH mezow sobie wybraly! i oczywiscie coz
        > innego poradzic takiej dziewczynie jak nie "wychowaj go sobie"!!! bo po co
        > powiedziec"staraj sie zrozumiec" "postaraj sie dogadac".

        no tak... to teraz taka kobieta powinna cierpiec za swój wybór, który popełniła
        będąc zaślepiona swoim uczuciem itp. Zresztą z tego co czytam duzo dziewczyn
        stosowało wielorakie srodkie od prosby do groźby i nic. Wiec tutaj mamy po
        prostu wynaleźć jakis kobiecy sposób na to by meżowie choć troche pomagali.
        Nawet moja babcia sobie wychowuje dziadka i stosuje najrózniejsze triki i jest
        to moim zdaniem jak najbardziej naturalne.
        • wilma_flinstone do shemreolin 16.12.04, 10:33
          po prostu nie pasuje mi powiedzenie "wychowac meza" bo nie brzmi mi ono ani
          troche partnersko. ja osobiscie nie chce byc "wychowywana" tylko traktowana jako
          ktos rowny z ktorym sie rozmawia a nie narzuca jakies rzeczy(stosujac jakies
          triki czy system nagrod czy grozb).
          oczywiscie jest cos takiego jak "docieranie" sie w malzenstwie ale ja to
          rozumiem jako "lepsze poznawanie swoich wzajemnych potrzeb" co ma sluzyc nie
          temu zeby MI bylo lepiej ale NAM.
          • shemreolin Re: do shemreolin 16.12.04, 10:40
            rozumiem to i oczywiście, ale pragne ci zwrócić uwagę, ze mężowie koleżanek z
            forum też je w pewnym sensie wytresowali na swoje kucharki, sprzątaczki i
            praczki. Oczywiście nie sugeruje tu zemsty czy czegokolwiek, ale niestety nie
            jest aż tak bardzo sielankowo w zyciu, ż eise siada i mówi sie: "kochanie,
            bedziesz msł po sobie naczynia?" a maż odpowiada: "oczywiscie misiaczku" i
            potem juz zmywa po sobie do konca zycia.

            Mam do Ciebie pytanie. Skoro krytykujesz nasze pomysly, ktora nota bene nie sa
            jakieś drastyczne (czy np. moja historia z odkurzaniem jest dla mojego
            meżczyzny ponizajaca twoim zdaniem?) to napisz dokładnie co ty bys zorbiła w
            danej sytuacji, co masz na myśli mówiąc partnerska rozmowa i dogadanie się?

            Bo ja osobiscie uważam, ze jeśli kobieta z głową podejdzie do "wychowywania"
            męża to on nawet tego nie zauwazy. Przeciez od wielu wielu lat jest tak, że to
            meżczyzna jest głową domu, ale kobieta jest szyją. I myślisz, że głowa ma
            wiedzieć o tyym kto nia kręci? W tym cały kobiecy spryt by nie wiedziała.

            I powiedzmy sobie szczerze, ze słowo "wychowanie" padło tutaj czysto umownie.
            • dziewojka do shemreolin 27.12.04, 15:56
              ależ jak mi się to nie podoba, że mężczyzna jest głową rodziny a ja.. SZYJĄ! okropne myślenie, jak na mnie. głowy są dwie, dwie mądre głowy, które wspólnie, a nie jakimś kręceniem, szyjami czy czym, rozwiązują swoje problemy i wiodą wspólnotowe (a nie jednogłowowe) życie.

              a co do encyklopedii...

              kiedy mój ukochany odwiedził mnie pewnego dnia, bo wiedział, że mam lodówke pełną pyszności, które mi babcia przywiozła, wyjął sobie pierożki i pizzę, zawołał mnie i powiedział USMAŻ... podałam mu patelnię i olej, wszak nie musiał wiedzieć, gdzie je trzymam, a on usiadł w kuchni i czekał aż przyjdę, poleję patelnię olejem i usmażę mu wszystko. mocno rozgoryczony po półgodzinie czekania usmażył sobie sam tłukąc wszystkimi naczyniami ze wszystkich sił i zostawiając mi straszny bałagan, a potem najedzony acz obrażony- wyszedł. pomyslałam- ach, głupia, wystarczyło porozmawiać...

              mimo wszystko stawiam rozmowę na najwyższym szczeblu.

              nie mieszkamy razem, zamieszkamy za 2 m-ce, obawiam się dość mocno, czytając wasze posty odnoszę wrażenie, że czeka mnie udręka i nagła przemiana mojego ukochanego :) póki co, gdy spędzamy czasem bez rozłąki tydzień, dwa, trzy.. to po prostu komunikujemy sobie- sprzątnij skarpetki, ja odkurzę więc Ty może pozmywaj, ja idę po bułki, gazetę i ryż, więc sprzątnij w tym czasie pościel kochanie.. komunikowanie rzeczy wprost u nas działa. i na niego... i na mnie :)

              pozdrawiam ciepło.
          • veritas "jak go zwał tak zwał" -ale co robić? 16.12.04, 16:36
            Hmmm.... Temat wątku: "Jak sprawić, aby mąż poczuł się współodpowiedzialny za
            obowiązki domowe ?" jest po prostu za długi, aby się zmieścił.

            Moim zdaniem nie jest istotne samo określenie ale problem, z którym - jak
            widać - wiele kobiet się spotyka: co zrobić, gdy partner do żadnej
            współodpowiedzialności się nie poczuwa?

            Jestem pewna, że z przyjemnością przeczytamy Twoje konkretne propozycje
            rozwiązań. Dla inspiracji - polecam wątek "Ja już nie wyrabiam" (piszę z
            pamięci). Co np. mogłabyś zaproponować jego założycielce?

            Pozdrawiam.
      • cyrka Re: wychowac?dla mnie to brzmi protekcjonalnie... 27.12.04, 15:14
        No to może mi doradzisz, jak mam rozmawiać z mężem, który, gy chcę przeprowadzić
        jakąś sensowną rozmowę milczy jak zaklęty? A jak już coś powie, to najczęściej "
        nie wiem, co ci mam powiedzieć". Cholera mnie bierze, gdy milczy, a gdy słyszę
        takie słowa po prostu ręce mi opadają. Zaczynam sie utwierdzać w przekonaniu, ze
        on mnie po prostu olewa poprzez to milczenie. Na szczescie ja juz coraz mniej
        sie tym wszystki emocjonuje i tez mi zaczyna zwisać. Chyba niedlugo poszerze
        grono rozwodek. Boje sie tylko, ze z etykietka rozwodki (chociaz bez dziecka)
        trudno mi bedzie trafic na jakiegos sensownego faceta.
    • nona_n Re: Jak wychować sobie męża... ;) 15.12.04, 18:06
      Co to znaczy "takich męzów sobie wybrały" ? Czy znaczy to, że ma się raz na
      zawsze ukształtowane nawyki? Czy znaczy to, że jesli moja teściowa rozpieścila
      synusia to - mimo jego licznych zalet - nie mogę z nim być bo dupska z fotela
      nie ruszy żeby sprzątnąć bo zawsze robiła to mamunia? Co to znaczy "postaraj
      się go zrozumieć" ? Postaraj się zrozumiec chlew na stole, bo czeka az ja
      sprzątnę? Zrozumieć że nie sprząta po sobie lazienki, bo stworzony jest do
      wyższych celów? "Postaraj się dogadać" ? A myślisz, że każda z nas nie
      próbowała na początku po prostu dogadać się? Bezskutecznie..
      Niestety większość meżczyzn nie zwarca uwagi na pewne rzeczy. Trzeba ich tego
      nauczyć, przy okazji wykazując się anielską cierpliwością i żelazną
      konsekwencją. I nie oburzaj się tak na słowo "wychowywać".. to naprawdę nic
      złego, zwłaszcza że w związku zawsze obie strony wychowują się nawzajem. .I czy
      nazwiemy to "pójsciem na kompromis", "dogadywaniem się" czy "wychowaniem"
      lub "tresurą" to chodzi przecież o jedno - stworzenie partnerskiego związku.
      A tak na marginesie.. któras z Was powiedziała do swego meża - "Od dziś
      zaczynam Cię wychowywać?" Na pewno nie.. To sie po prostu robi, a nie dumnie
      obwieszcza..

      • wilma_flinstone Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 10:08
        > Co to znaczy "takich męzów sobie wybrały" ?

        to znaczy ze biorac sobie faceta za meza nie mozna powiedziec"a po slubie to on
        sie zmieni"albo"po slubie ja go sobie wychowam" bo ktos kto tak mysli moze sie
        na tym mocno przejechac.

        >Co to znaczy "postaraj się go zrozumieć" ?
        to znaczy potraktuj go jak czlowieka a nie jak psa ktorego sie tresuje bo cos ci
        sie w jego zachowaniu nie podoba.

        >I czy nazwiemy to "pójsciem na kompromis", "dogadywaniem się" czy "wychowaniem"
        > lub "tresurą" to chodzi przecież o jedno - stworzenie partnerskiego związku.

        chyba zartujesz ... jak slowo "tresura" ma dla ciebie wydzwiek "partnerski" to
        masz problemy z jezykiem polskim.

        >któras z Was powiedziała do swego meża - "Od dziś
        > zaczynam Cię wychowywać?" Na pewno nie.. To sie po prostu robi, a nie dumnie
        > obwieszcza..

        "to sie po prostu robi" .... a piesek nie ma nic do gadania ...
    • butik6 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 01:22
      ok, a co zrobic z mężem, który pomoże we wszystkim: gotowanie, sprzatanie,
      smieci, zakupy itd. Jest bardzo czysty. On pracuje, ja nie narazie (ze wzgledu
      na sytuacje). Ale on ma takie zachowanie ktore mnie irytuje tzn. prosi mnie
      żebym mu wszystko podawała. Nie mówie o obiedzie, ale np. podaj telefon, podaj
      obcinaczke, podaj nitke do zębów, podaj papiery, podaj długopis. Czasami
      doprowadza mnie to do szałau. Nawet jak ma bliżej to mnie prosi, mowi że
      zmęczony. Czy powinnam byc wyrozumiała czy to nie wporzadku żebym była
      taką "podawaczką"?
    • wilma_flinstone Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 10:22
      a tak ogolnie do encyklopedi wychowania ;)...

      moze jest tak ze macie sprzeczne pojecie tego jak ma wygladac wasze domowe
      zycie! wystarczy pogadac. jesli maz chce zyc w czystosci i jak najbardziej to
      lubi to prosisz zeby sie wlaczyl w domowe obowiazki i ustalacie jakies
      reguly(jesli sam bedzie mial udzial w planowaniu np"grafiku obowiazkow" to
      chetniej bedzie je wykonywal).a jesli lubi zyc w balaganie a ty nie to zamiast
      non stop zrzedzic mu o tym zeby posprzatal to uzgodnic ze jak chce to niech ma
      balagan np. na swoim biurku(chodzi mi o jakies jego miejsce, nie cala chata bo
      tobie moze to przeszkadzac). chodzi tu tylko o kompromis. i mozna sie dogadac.

      nadal uwazam ze lepsze jest dogadanie sie i pojscie na kompromis niz
      wychowywanie czy tresura.
      • shemreolin Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 10:46
        Co do ustalania obowiazków... ja jesczze nie mieszkam z moim Jeszcze-Nie-Meżem,
        ale jesli sie to w koncu stanie to nie wyobrazam sobie nie ustalic tego kto
        kiedy zmywa, czy kto sie czym zajmuje. Mozna podzielic obowiazki dniami
        tygodnia w zależności kto jak pracuje itp. Ja jestem za partnerstwem, za równym
        podziałem obowiazków. Ale jeśli bedzie tak, że mój mężczyzna nie wypełnia
        swoich obowiazków a ja swoje tak to ja i tak za niego nic nie zrobie chocby sie
        swiat walił.

        Także rada dla młodych mezatek zaczynajacych wspólne życie. Od razu ustalić
        podział obowiazków i trzymac sie go!
        • saltimbocca Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 12:13
          a nie brałaś pod uwagę takiego modelu, w którym robi się coś za kogoś, mimo że
          grafik akurat wskazuje coś innego, tylko dlatego, że się kogoś kocha? Chyba nie
          brałaś... Zrób więc sobie grafik, w którym wiersze wskażą czas, a kolumny
          WSZYSTKIE obowiązki, można jeszcze wprowadzić wagi w czasie ze względu na
          trudność wykonania tego obowiązku. To się nazywa dopiero PARTNERSTWO. A nie
          taniej wyjdzie miec kochanków, a za sprzątanie zapłacić jakiejś bezrobotnej -
          tak z siostrzanej przychylności?...
          • leeloo5 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 13:50
            A ja mysle, ze trzeba od poczatku ustalic pewne reguly. Oczywiscie dopiero po
            jakims czasie dowiadujemy sie, ze nasz wybranek(-ka) nie uznaje zmywania
            podlogi po kapieli, zmywania zeschnietych garow, odkurzania nie tylko "na
            srodku pokoju"...ech...mieszkanie razem to naprawde ciezka praca...Ale razem
            zawsze fajniej, niz osobno:). Jedna wazna uwaga-drogie Kolezanki, jesli macie
            lub bedziecie mialy w przyszlosci synow, to wychowujcie ich tak, zeby Wasze
            synowe nie mialy do Was pretensji:). Ja wiem, ze jesli kiedys bede miala synka,
            to od poczatku bede go uczyc po pierwsze odpowiedzialnosci, a po drugie
            zamilowania do porzadku. Macie racje, to ze musimy "wychowywac" naszych milych
            mezow i niemezow, to wina ich nadopiekunczych mamusiek. Pozdrawiam
          • shemreolin Re: Jak wychować sobie męża... ;) 16.12.04, 13:56
            > a nie brałaś pod uwagę takiego modelu, w którym robi się coś za kogoś, mimo
            że
            > grafik akurat wskazuje coś innego, tylko dlatego, że się kogoś kocha? Chyba
            nie
            >
            > brałaś...

            A gdzie ja napisałam, że nie brałam. Oczywiscie, że biorę! Ale nie w przypadku,
            gdy mam za kogos pracowac, gdy drugiej osobie sie po prostu nie chce. Jesli
            ktos ma zły dzień, jest bardzo zmeczony itd. to dlaczego nie? Ale w tym
            momencie mam nadzieję, ze druga osoba zrobi to samo dla mnie kiedy to ja bede
            zmeczona.

            Zrób więc sobie grafik, w którym wiersze wskażą czas, a kolumny
            > WSZYSTKIE obowiązki, można jeszcze wprowadzić wagi w czasie ze względu na
            > trudność wykonania tego obowiązku. To się nazywa dopiero PARTNERSTWO.

            Jak dla mnie partnerstwo to jest to na co zgadzaja sie obaj partnerzy i tyle, a
            nie to co ty uważasz a partnerstwo. Twoje partnerstwo to nie moje partnerstwo.
            Akurat taki podział obowiazków ani mnie ani mojemu niemazowi nie przeszkadza i
            uwazamy wspólnie, że to jest dobry plan. Po prostu ja np. bede zmywać w takie
            to a takie dni a on w inne. Dopasujemy sobie wszystko według naszego wspólnego
            harmonogramu a potem jeśli trzeba bedzie cos zmienic to zmienimy i tyle.

            A nie
            > taniej wyjdzie miec kochanków, a za sprzątanie zapłacić jakiejś bezrobotnej -
            > tak z siostrzanej przychylności?...

            O ci przepraszam chodzi z tymi kochankami bo nie bardzo rozumiem...? Moim
            zdaniem jesli to jakies insynnuacje to na zuepłnie żenujacym poziomie...
            • saltimbocca Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 09:33
              1. Skoro brałaś taki model pod uwagę, a jednak się nie sprawdza, bo drugiej
              stronie się nie chce, to warto się zastanowić nad sensem takiego związku, a nie
              rozwiązania. Chyba, że ktoś lubi lenia w domu - z takich czy innych przyczyn -
              ale to już jego wybór i nie powinien mieć w takim razie do nikogo pretensji;
              2. "PARTNERSTWO" w moim komentarzu było ironiczne - nietrudno chyba się było
              domyśleć ... . Skoro jednak ktoś MUSI robić grafik, bo inaczej nikomu nie
              będzie się chciało zrobić czegokolwiek z własnej inicjatywy, to trudno to
              nazywać partnerstwem. Raczej jakąś umową, kontraktem;
              3. Skoro: a) druga strona jest leniwa; b) nie liczy się z naszymi potrzebami;
              c) bardziej wymaga niż daje; to taniej wyjdzie mieć niebałaganiących kochanków,
              którzy nie porozrzucają skarpetek po całym mieszkaniu, a zjawią się z kwiatami.
              Tylko tyle, żadnych insynuacji, raczej rada.
              I na zakończenie: moim zdaniem każdy ponosić powinien konsekwencje własnych
              wyborów. Jeżeli kobieta decyduje się na takiego a nie innego partnera, to do
              kogo ma mieć pretensje? Do teściowej, do niego, do Kościoła, do ministra
              Kapery? DO SIEBIE! Trzeba było pomieszkać wcześniej ze sobą i się siebie
              nauczyć. Ja tak zrobiłem.
              Pozdrawiam serdecznie
              • shemreolin Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 09:41
                1. Skoro brałaś taki model pod uwagę, a jednak się nie sprawdza, bo drugiej
                > stronie się nie chce, to warto się zastanowić nad sensem takiego związku, a
                nie rozwiązania. Chyba, że ktoś lubi lenia w domu - z takich czy innych
                przyczyn -
                > ale to już jego wybór i nie powinien mieć w takim razie do nikogo pretensji;


                Rany! Czy ty czytasz moje posty? po pierwsze ja na razie nie mieszkam z moim
                mezczyzna i zamierzamy zamieszkać dopiero w nadchodzacym roku. Jestesmy razem
                juz ponad trzy lata i rozumiemy sie świetnie, wiec nie rozumiem o co ci chodzi?
                Wspólnie ustalamy jak bedzie wyglądało nasze wspólne zamieskanie i to co tu
                opiszę jkest nie moim wymysłem a moim i mojego mezczyzny. Co ty sie tak
                przyczepiłes?

                Jesli ci cos nie pasuje w robieniu grafika to nie musisz go robic i tyle. Ja
                myśle, że to jest dobry pomysł na poczatek zeby ise nie pogubić i tyle. A potem
                wszystko moze zweryfikowac zycie... Nie rozumiem czym sie tak bulwersujesz...
                • saltimbocca Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 10:34
                  Wcale się nie bulwersuję, właściwie to wydaje mi się, że mamy podobny pogląd w
                  tej sprawie, chociaż do końca "grafikowanie" mi nie leży - nie kojarzę go po
                  prostu z partnerstwem i tyle. Pozdrawiam
                  • shemreolin Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 10:44
                    No to myśle, ze sie wreszcie wyjasniło. A zeby wyjaśnmic tak do końca. Ja
                    mieszkam sama a mój meżczyzna czasami u nmie pomieszkuje i wtedy prosze go by i
                    w czyms pomógł ( zazwyczaj własnie z odkurzaniem bo mam dwie klatki ze
                    szczurami, które namietnie wysypuja trocinki na dywan). Chcielibyśmy ustalic po
                    prostu kto czym sie bedzie zajmował zeby potem nie było nieporozumień. Ja wiem,
                    ż ena pewno wszystko sie moze zmienic bo ja po urodzeniu dziecka bede w domu i
                    pewnie wetdy przejme czesc domowych obowiazków, a moze tez być tak ze on straci
                    prace i to on bedzie np. gotował obiady itd. Najważniejsze jednak to od czegos
                    zacząć. I ten bład popełniły koleżanki, które teraz mają problem z leniwymi
                    meżami. A ten temat miał zaczac rozmwoe o tym jak można to teraz naprawic. Bo
                    niestety ale ciezko jest wytłumaczyc komuś, kto sie przyzwyczaił do wygody, ze
                    teraz nagle musi sie zajać róznymi obowiązkami, i że drugiej osobie jest
                    ciezko. Poskutkują raczej inne metody, bo o ile dobrze znam facetów, to takie
                    gadanie odbiora jako zrzędzenie i czepianie sie, bo przeciez sama sie kobieta
                    zgodzła na ten stan rzeczy.
    • jola_ep Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 10:07
      Nie jestem już młodziutką mężatką ;) i zajrzałam na to forum przypadkiem.
      Jak wychować sobie męża?

      Podobno każdy związek przechodzi przez trzy fazy: fascynacji, akceptacji i
      próby zmiany (zachowań partnera). Ja wolę pozostać przy tej pierwszej ;)))
      Nie wychowywałam sobie męża. Na początku próbowałam wprowadzić jakiś podział,
      ale mój mąż był przeciwny. Tak więc ustalił nam się taki układ: ja odpowiadam
      za dom, sprzątanie, gotowanie, opiekę nad dziećmi. Mój mąż za sprawy
      typowo "męskie": naprawy, remont, majsterkowanie (zrobił min. świetny
      sekretarzyk, szafę, szafki, czy pojemnik na zabawki na kółkach, który
      jednocześnie służy dzieciom do zabawy). Zasada jest taka: dbamy o siebie i
      jeśli jedna strona potrzebuje pomocy, to druga jej udziela. Dlatego mój mąż np.
      od paru lat gotuje obiady sobotnio-niedzielne (okazało się, że jest świetnym
      kucharzem). Jeśli jestem zmęczona, znużona, przytłoczona monotnią, to albo nic
      nie robię ;) - albo proszę o pomoc. I zawsze ją otrzymuję. Ale nie na zasadzie
      obowiązku. Jak tak patrzę do tyłu, to jeśli _naprawdę_ potrzebowałam pomocy,
      zawsze ją od męża (w miarę jego możliwości) otrzymywałam. Nawet nie prosząc. Bo
      jak się ludzie kochają, to zauważają swoje potrzeby...

      A tak na codzień funkcjonuje u nas "rodzinny" dowcip: "jak mąż pomaga przy
      sprzątaniu? podnosząc nogi, gdy żona odkurza" ;)))

      A co do opisanej metody nauczenia "odkurzania dywanu". Już to widzę - he, he.
      Nie na moim facecie. No, chyba, że chcę mieć niepodkurzany dywan, zepsutą
      atmosferę i wściekłego męża.

      Pozdrawiam
      Jola
      • elfi2 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 12:00
        a ja wybrałam się z moim ukochanym do sklepu i pytam: "jemy dzisiaj
        chińszczyzne?" - a on "tak, skarbie". No to załadowałam do koszyka, zadowolona
        wróciłam do domu (bo chińszczyznę uwielbiam)i ugotowałam...
        Wołam misia na obiadek a misio na to, że jadł nie będzie, może póżniej.
        Przynajmniej zjem w spokoju i poczytam, pełny relaks. Nocka nadchodzi on
        obiadku nie tknął, chodzi po tej kuchni, wącha, wypatruje, przeszukuje. Aż
        wreszcie zdobył się na odwagę i powiedział, że głodny jest. A chińszczyzna???
        NIe misio zbytnio za nią nie przepada, wiedział że ja lubię i nie chciał
        sprawić przykrości. A ja mam tego tonę na patelni, więc i uciechy do końca
        tygodnia, tak mnie misio uszczęśliwił. Jakoś żal mi się zrobiło i szykuje
        kanapeczki, pyszniutkie!! misio na to: ale nie z sałatą! jak to nie z
        sałatą??? sałatka świeża z własnego ogódka a on nie z sałatą? Chińszczyzny nie
        zjadł i do tego fochy robi??? karygodne. Rzuciłam sałatą i wyszłam z kuchni. A
        misio: dobrze skarbie, niech będze z sałatą. Sałatkę zjadł, o dziwo przeżył i
        nie mamy już takich problemów.
        PS sałatę lubi ale jakoś wtedy nadzwyczajnie nie miał ochoty :)
        • kasia191273 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 12:31
          mnie sie zdaje,ze podzial na 'meskie' i 'damskie' obowiazki jest
          niesprawiedliwy- meskich jest zdecydowanie mniej- przeciez nie przybija sie,nie
          wierci,nie maluje mieszkania na co dzien;-( Za to gotowac trzeba,gary myc,prac
          itp. Nie radze sobie z konsekwencja za bardzo.Zwlaszcza ze moj luby robi
          wszystko z tak zbolala mina i tak powoli,ze mi slabo od razu,wsiekam sie i
          robie szybko sama.Porazka.Nie umie wykonywac kilku rzeczy jednoczesnie-nie
          domysli sie,ze mozna wlaczyc pralke,a jednoczesnie sprzatac,wtedy pralka pierze
          i jest szybciej niz robic wszystko liniowo.Faceci sa pod tym wzgledem naprawde
          ulomni;-))))Wasi tez?
          • leeloo5 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 17.12.04, 16:33
            Oj, moj tez...dla niego to niemozliwe robic kilku rzeczy na raz i uwaza, ze to
            niemozliwe, zeby w ciagu godziny pozmywac, wstawic obiad oraz zrobic i
            rozwiesiec pranie... A moj ukochany przez ta godzine robi sobie plan, co
            najpierw, co potem i nie dziwne, ze sie nigdy nie wyrabia:-)
            • kropk-a Re: Jak wychować sobie męża... ;) 28.12.04, 11:15
              Fajny ten wątek!!! Bardziej doświadczone kobitki, proszę, podajcie więcej rad,
              bo mój mąż jest klasyczym bałaganiarzem i bałagan mu "po prostu nie
              przeszkadza". Mnie (to już wiem) brakuje wspomnianej juz wcześniej żelaznej
              konsekwencji, bo szlak mnie jasny trafia i "mieknę" pierwsza i sprzątam po nim
              lub za niego :(. Niech będzie więcej haseł w naszej Encyklopedii!
    • kitka79 Ja tez prosze o radę.... 28.12.04, 12:41
      Jeszcze przed ślubem mówił, że nie lubi bałaganu itp. Owszem, naczynia bez
      problemu zmyje, ale ciuchów nie może od razu schować do szafy, w łazience nie
      widzi, że trzeba np. kran umyć czy toaletę, że lustro jest zachlapane. Ostatnio
      naprasowałam się jego koszul (chyba z 15 szt.), a teraz się wnerwiłam. Co
      prawda podziękował, ale nie będe go przyzwyczajać, bo w końcu to on nic nie
      bedzie robić. Ja nie wiem, czy wszyscy faceci nie widza "bałaganu" czy to my
      kobiety zawsze musimy sobie jakąś pracę znajdować?? Nie pomyśli tez np., że
      chleb trzeba kupić czy coś innego..... Nie wiem, jak to zrobić, aby sam Zaczął
      myśleć? Znacie jakieś sposoby.......
      • 30i Re: Ja tez prosze o radę.... 29.12.04, 10:10
        Mnie to mój próbuje wychowywac. sam sprzata , dokładniej niz ja ale najcześciej
        z mina cierpietnika.
        dodatkowo tez rozmowy ignoruje poprzez milczenie, albo wydusi "nie wiem", co
        tez mnie doprowadza do szału jak krtórąs z poprzedniczek
      • rabidurbian Re: Ja tez prosze o radę.... 06.01.05, 10:34
        Hmm....tak czytam wasze wypowiedzi drogie panie i chciałbym coś dodać od
        siebie, co mi się nasunęło po przeczytaniu kilku postów. Sprawa ze współżyciem
        mężczyzny i kobiety razem, tworzenia przez nich rodziny, to bardzo trudna
        sprawa. Przedewszytkim, należy zawsze pamiętać, że mężczyzna to istota myśląca,
        czująca i mająca swoje potrzeby. Nie można podchodzić do mężczyzn w
        przekonaniu "wytresowania". Tak samo może mężczyzna "tresować" kobietę. Często
        panie tu piszące zażucają swoim mężą, że ci nie sprzątają, albo że nie dbają
        wogóle o dom. Powiem wam szczerze, że to wierutne kłamstwo. Kobiety zreguły są
        estetkami i lubią przesadzać. Jeżeli dla takowej coś chwilę dłużej gdzieś
        poleży, to już powód do awantur, lub wyrobienia sobie opini "że nie sprząta".
        Nie są w stanie (kobiety, albo nie chcą) zrozumieć punktu widzenia mężczyzn.
        Przeciętny (przepraszam za uogólnienia, ale w tym przypadku jest to konieczne)
        mężczycna lubi żyć w czystości i ładzie, ale jego priorytetami jest odpocząć,
        zjeść, a potem zabrać się za sprzątanie. Wy natomiast wpadacie do
        mieszkań/domów jak burze, i już wszystko przekładacie. Jestem mężem od półtora
        roku i nadal zdarzają nam się sprzeczki na tym tle. Czasami muszę się dobrze
        pilnować, by zadowolić moją wybrankę. Sam chętnie bym rzucił bluzę na krzesło,
        naczynia pozmywał puźniej itp., ale tak nie czynię, bo wiem że moja luba by
        tego nie pochwaliła. Ale doszliśmy do tego obopólnym szacunkiem. Żona wie, że
        są strefy w które nie wchodzi, tak samo jak ja nie wchodzę w pewne jej. Ona
        jest zadowolona i ja jestem zadowolony.
        Powinienem jeszcze dodać, że faktycznie kobiety lubią dodawać sobie pracy. Jak
        mężczyzna się czymś zajmuje, a praca się przeciąga, to jest w stanie to
        zostawić do następnego razu. Na pewno nie będzie zabierał się za parę rzeczy
        równocześnie (jak to lubią czynić kobiety, przynajmniej moja żona ;) )Jak
        kobieta nie ma co robić w danej chwili, to zamiast zająć się jakimś hobby, to
        zaczyna kombinować i zawsze wymyśla kwiatki w stylu "kochanie, może przewiesimy
        ten obraz", albo "pomóż mi w przesadzaniu kwiatków", w momencie gdy facet robi
        coś absorbującego. Taka sytuacja genialnie potrafi wyprowadzić człowieka z
        równowagi.
        Generalnie chodzi o to, by obie strony starały się siebie szanować i nie
        zapominały, że mają inny punkt spojrzenia na te same sprawy.
        Pozdrawiam.
    • minerwamcg Re: Jak wychować sobie męża... ;) 29.12.04, 11:40
      Czytając Wasze posty odnosze wrażenie, że niektóre z Was pojmują partnerstwo
      jako nieustanne bycie Duchem Świętym - wzajemne zgadywanie z oczu partnera, że
      jest zmęczony lub głodny, że chciałby, aby zrobiono to czy owo, że chciałby
      mieć to zrobione tak a nie inaczej. I oczywiście doskonałe godzenie tego z
      własnymi chęciami, potrzebami, wyobrazeniami - koniecznie w idealnych
      proporcjach, żeby nikt nie był pokrzywdzony. Bo jak powiem mojemu miłemu po raz
      trzeci, żeby nie układał naczyń na suszarce w piramidę, bo wszystko leci - to
      przecież już nie będzie partnerstwo, tylko tresura. A jak sama za niego
      poprzekładam, to też nie będzie partnerstwo, bo będę odwalać robotę za niego.
      Jak mu powiem, że nikt nie potrafi odkurzyć tak starannie jak on, to nie będzie
      partnerstwo, tylko żenujące sztuczki, ubliżające jego i mojej inteligencji. A
      jak go poproszę, żeby zrobił jeszcze raz ale porządnie, będzie to znaczyło, że
      go próbuję wychować, co oczywiscie kłóci się z pojęciem partnerstwa. Walnijcie
      się w głowy, dziewczyny. Ludzie są tylko ludźmi i sami zdają sobie sprawę ze
      swojego lenistwa, bałaganiarstwa, skłonności do wygodnictwa etc. Jeżeli
      będziemy chcieli tego nie zauważać w imię nonsensownie pojętego partnerstwa,
      zginiemy w syfie. Trzeba ustalić zasady, czasem bardzo twardo, jeśli wyżej
      wspomniane skłonności w nas są silne, i tych zasad się trzymać. Dostosowując do
      realiów - jeśli mąż lub facet jest na tyle dużym chłopcem, że wie, iż nic w
      domu nie robi się samo, a my nie jesteśmy ostatnimi flądrami lub nie mamy
      tendencji do przekształcania domu w światynię odkurzacza, grafik co kto robi
      nie jest potrzebny, wystarczy wzajemna umowa. Trudno - są rzeczy konieczne,
      które trzeba wykonać, i dopóki nie stac nas na służącą, ktoś musi to robić.
      Dlatego według mnie nie jest grzechem przeciwko partnerstwu ułożenie grafika,
      kto, co, jak i kiedy, jest nim natomiast prowadzenie idiotycznych negocjacji,
      kto ma dzisiaj pościelić łóżka a kto zrobić śniadanie. Pomijając fakt, ze traci
      się na to mnóstwo czasu, na ogół w takich negocjacjach przegrywa strona, która
      ma słabsze nerwy.
    • xapur Partnerstwo czy tresura? 29.12.04, 13:15
      Zauważyłem dwa główne trendy w tym wątku. Jeden prezentowany przez Shemreolin i
      drugi przez wilmę. Przychylam się zdecydowanie do drugiego. Co prawda zdaję
      sobie sprawę, że "wychowanie męża" zaproponowane przez Shemreolin jest nieco z
      przymróżeniem oka, ale jednak z innych wypowiedzi autorki wątku wnoszę, iż
      bliżej jej do "trików", "sztuczek" itp. niż do partnerstwa. Chociaż rada jaką
      proponuje w jednym z postów, by pewne rzeczy ustalić przed wspólnym
      zamieszkaniem jest jak najbardziej słuszna.
      Dla mnie całe to gadanie o wychowywaniu, szyji kręcącej głową itp. brzmi
      sympatycznie dopóki jest wyraźnie z przymróżeniem oka. Natomiast jeśli ktoś
      zaczyna to traktować serio i tak widzi małżeństwo to na taką wizją rzeknę VETO!
      Zgodne współżycie dwojga ludzi nie jest prostą sprawą, ale istnieją pewne
      rzeczy, które są proste. Np. skoro kocham wybrankę to chyba oczywiste jest, iż
      zależy mi na jej szczęściu i satysfakcji. Jeśli kobieta pada ze zmęczenia, a
      facet tylko brudzi w domu no to sorry - GDZIE TU JEST MIŁOŚĆ? Jasne, że czasem
      ludzie mają nawyki niekoniecznie odpowiadające drugiej stronie. Tylko sposobem
      nie są "triki", "sztuczki" i "tresura" lecz zwyczajna rozmowa.
      Niektóre kobiety piszą tutaj, że już rozmawiały i nic. Moje panie, skoro sobie
      wziełyście facetów, którzy was nie słuchają - to teraz sobie radźcie. Może dla
      was "tresura" będzie przydatna?
    • czarnapanna Re: Jak wychować sobie męża... ;) 29.12.04, 20:33
      wiem coś o tym, a wyjście naprawdę jest tylko jedno - ROZMOWA i to spokojna,
      bez nerwów, nam udaje się w ten sposób rozwiązać wiele problemów,np. prosty
      podział obowiązków- ja sprzątam kuchnię, a ty łazienkę, ja gotuję, a ty zmywasz
      itd U nas to działa!
      • ninka25 Re: Jak wychować sobie męża... ;) 31.12.04, 12:52
        Rozmowa, rozmowa... faceci wiedzą, że nie są w porządku, i dlatego unikają tego
        tematu jak tylko mogą! I nie o to chodzi, żeby on mi POMAGAŁ, tylko żeby WZIĄŁ
        POŁOWĘ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA DOM. BEZ PRZYPOMINANIA!!!!! Tak przeczytałam
        w "Dekalogu mądrej żony", wydrukowanym kilka lat temu w TS. Staram się tego
        trzymać ale nie udało mi się doprowadzić do stanu, w którym on by robił, co do
        niego należy.Tak więc znowu szykuje się nam rozmowa, z podziałem obowiązków.
    • dzenifer Re: Jak wychować sobie męża... MAMISYNKA 03.01.05, 19:23
      ... jestesmy 2 lata po slubie i juz chyba nie dam dluzej rady. jestem
      oczywiscie ZLA synowa, ktora sie uwziela na biedna ukochana mamusie. wczeseniej
      mieszkalismy daleko od niej, wydzwaniala co wieczor: moj synus juz wrocil z
      pracy? co mu zrobilas do jedzenia? wyralas? wyprasowalas? od roku miezkamy w
      tej samej wiosce co mamusia (to tylko na chwilke kochanie, szybko sie stad
      wyprowadzimy), wiec POWINNISMY CODZIENNIE mamusie odwiedzac, zachwycac sie jej
      niedogotowanymi/przypalonymi/z wlosami/bezsmakowymi obiadkami/kolacyjkami.
      spowiadac sie z calego dnia, pytac o pozwolenie na wszystko... na dodatek ona
      jest chora na schizofrenie, czego on nie chce przyjac do wiadomosci.
      mam juz tego dosyc i mysle o powrocie do mojego miasta. klocimy sie wlasciwie
      tylko o jego wspaniala mamuisie... gdy mieszkalismy daleko to BYLO TAK
      FAJNIE... chce sie stad wyprowadzic do miasta, ale mamusia ma inne plany... nie
      wiem juz co robic. jak go wychowac? czy sa jakies szanse na uleczenie go z
      mamusi? pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka