Dodaj do ulubionych

Obrażanie się męża...

22.04.05, 08:01
Jesteśmy małżeństwem od sierpnia 2004r. Jest niby oki, bardzo się kochamy, po
wielu trudnościach jesteśmy razem... Ale mój mąż uważam z byle błahego powodu
się obraża. Mam niewyparzony język, to fakt, ale nigdy to nie są żadne takie
słowa czy powody, aby się obrażać. Mój mąż ostantacyjnie pokazuje, że
został "mocno" urażony i po prostu zabiera się i na noc idzie spac do innego
pokoju, a mnie szlag trafia, bo nie po to mam męża, aby w łóżku spać sama.
Poza tym mam wrażenie, że on się ożenił tylko "na dobre", bo "na złe" to on
ucieka. Przy nim stałam się chyba histeryczką, bo zaraz płacze, że mnie tak
traktuje. Żadne przeprosiny nie pomagają. Może mam dac sobie spokój i jak
chce spać gdzie indziej, to niech śpi? Co o tym myslicie. Albo on a lbo ja
mam problem, a może my... Specjalista? Pozdrawiam. Prosze o poważne rady....
Obserwuj wątek
    • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 09:44
      Znam to z własnego podwórka, też tak miałam i co robiłam jak on szedł do innego
      pokoju - wyciągałam rękę na zgodę, czasem on wracał czasem jeszcze mi
      ostentacyjnie pokzaywał jak bardzo jest urażony. W efekcie doprowadziłam do
      sytuacji, niejako na własne życzenie, że to on biedaczek czuje się urażone,
      nieszanowany, niedoceniany, etc. A teraz po kłótni pakuje się i jedzie do
      mamaui, tak jak wczoraj...
      Moja rada, jak Twój jest taki biedny urażony to nie sobie "pocierpi" zostaw go,
      jesli stosuje metody małego chłopczyka to nie utwierdzaj go w przekonaniu, że
      nim jet jak tak zrobiłam i po 3 latach poważnie zastanawiam się nad rozwodem...
    • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 10:07
      Dokładnie, ty mu pokaz ostentacyjnie, że nie reagujesz na takie gówniane
      zachowanie, tez sobie gdzies pójdż albo od czasu do czasu z byle powodu obraz
      sie i powiedz że śpisz sama, koles sie obnaży w swojej obłudzie, zobaczysz...
      straci grunt pod nogami
    • stefka77 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 10:26
      mam a w zasadzie miałam dokładnie to samo, to co napisałaś ja napisałam kiedyś
      na forum tak samo, jesteśmy małżeństwem od roku i też obrażalstwo mężusia
      poznałam dopiero po ślubie, wydawało mi się że nie mogę tego znieść, wpadałam w
      histerię i płacz a on mi tylko przez to udowadniał że "miał pełne prawo" się na
      mnie obrazić. Zawsze do niego szłam pierwsza wyciągałam rękę a on się jeszcze
      utwierdzał w przekonaniu że ma rację. Zamknięte koło. Spotkałam kiedyś bardzo
      mądrą osobę która powiedziała że najlepiej jest go wtedy zostawić, zignorować i
      co najtrudniejsze, udawać że Cię to nie obchodzi. Z tym ostatnim miałam
      największy problem bo jak się obrażał to ja nie mogłam spać, ale spróbowałam.
      Raz nawet poszłam wytłumaczyć mu (spokojnie tym razem) że zachowuje się jak
      małe dziecko i że małżeńśtwo to nie piaskownica i w ten sposób to ja go
      wyciągnęłam z jakiegoś głupiego stanu. Zobaczył że jest śmieszniutki. I
      przestał. Od kilku miesięcy nie obraził się na dobre ani razu, próbował czasami
      ale znowu zaczynałam spokojnie tłumaczyć tak żeby sam siebie zobaczył jak
      wygląda taki naburmuszony. Jak masz ochotę to napisz na priv albo gg, chętnie
      pogadam z kimś podobnym, może Ty masz jeszcze lepsze środki? gg 1648813
      • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 10:35
        Szczerze jest tylko jeden pewny sposób, najlepeij zostawic takiego faceta na
        dobre, na zawsze, albo długi czas. Wiem to po sobie, tak mnie niektóre klientki
        oduczyły właśnie w ten sposób. :)
        • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 13:26
          To może wytłumaczysz nam co facet chce osiągnąć obrażając się i pakując się do
          mamusi, zamast rozwiązać problem. Bo ja tego nie rozumię.
          Po dzisiejszym przemyśleniach zadzwoniłam do swojego slubnego, żeby
          zaproponować rozmowę przy kolacji i co usłyszałam, że ma dużo pracy. Do
          jasnej .... czy to jest normalne podejście faceta z 30tką na karku. Tylko ode
          mnie oczekuje się zmiany, chyba do kłótni trzeba więcej niż jednej osoby Ja
          żałuję sowjego telefonu i jutro zamierzam zorganizować sobie sama dzień.
          • annb Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 13:30
            niusiak555 zalezy co jest normą
            dla niegi uciekanie do mamusi jest normą a to świadczy ze 30letni gosc nie
            dojrzał do małzenstwa
            albo go wychowasz albo daj sobie spokój
            znaczy się spakuj do końca i zadzwon aby zabrał wszystkie rzeczy

            • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 14:03
              nie wiem czy to już norma czy jeszcze nie 3 lata małżeńtwa 2 wyprowadka puls
              kilka nieudanych prób wyprowadzki - bo to ja prosiłam, żeby nie jechał
              (wniosek: doskonale wie czym mnie zranić i rani bardo skutecznie). Nie starczy
              mi jeszcze odwagi na ostateczny telefon ale myśl o nim jest mi coraz bardziej
              bliższa...
              • annb Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 14:12
                niusiak555 nastepnym razem jak powie ze się wyprowadzi to go spakuj
                bo widzi ze moze cie w ten sposob szantazowac
                małżeństwo to nie piaskownica
                • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:32
                  nie starczy mi odwagi z prostego powodu - jak tak zrobię to on będzie czuł się
                  ofiarą o wszystko mnie obwini i już nie wróci a chyba jeszcze go kocham. Ciekae
                  czy to już toksyczny związek...
                  • annb Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:40
                    niusiak555 nie kochana
                    on bynajmniej nie jest ofiarą
                    ofiara jesteś ty bo musisz sioę godzic na takie traktowanie
                    rozmowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa
                    obrażają to się dzieci w piaskownicy
                    a i jeszcze jedno..dobra matka i tesciowa wywaliłaby z domu takiego
                    obrażalskiego a nie przyjmowała pod skrzydełka
                    ale do bycia tesciową też trzeba dorosnąć
                    • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 19:05
                      temat mojej teściowej to inny wątek, ale zgadzam się z Tobą i z pogładem
                      wyrażonym powyżej na temat teściowej (moja mi powiedziała, że ona stara się nas
                      pogodzić, wyciszyc i nie może podejmować radykalnych kroków, bo przecież to jej
                      rola dać mu jeść, spać i ciepła!) i tego kto jest ofiarą.
                      Ja wiem, że to poziom dzieci z pisakownicy, tylko nie wiem jak wytłumaczyć to
                      facetowi, ktory stawia siebie w roli ofiary...
          • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 14:41
            wiesz dlaczego zdecydowana większość facetów to beznadziejni romantycy??
            Ano dlatego że zakochuja sie często w klientkach, z którymi nawet nie potrafia
            pogadać normalnie. Stad sie biora wypaczone troche związki. Koleś wie , że ani
            nie może za bardzo złapac wspólny język, nie chce mu się podejmowac dyskusji,
            dlatego bierze i wykorzystuje najbardziej prostacką i chamska formę. Bo jednak
            serduszko mówi mu co innego... i potem różne problemy
            • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:01
              No mój drogi, jesli chcesz mi powiedziec, że to moja wina bo mój mąż nie
              potrafi ze mną normalnie pogadac to może przyznam Ci rację. Że nie chce
              podejmować dyskusji - to już nie moja wina, że nie chce albo nie potrafi...
              Przykro mi ale tutaj nie czuje się winna, a w dodatku usiłowałam mu pomóc,
              zadzwoniłam, zaproponowałam kolację i rozmowę, potem tylko kolację I tu się
              czuję winna, to prawda.
              A czy twój męski punkt widzenenia ma pomysł na wyjście z pata, naprawdę
              uważasz, że pozostawienie obrażonego faceta samemu sobie (no i rodzicom, of
              course) ma sens?
              • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:11
                Wiesz co jest najgorsze, że jemu poprostu sie nie chce. Za takie zachowanie
                musi byc przysłowiowy "bat". Zostawienie kogoś jest tylko ogólnie powiedziane,
                chodzi mi bardziej o poczucie, że czegoś mu zaczyna brakować i musi sie starać.
                Jakąś kare musisz mu wymyślić. Nie jest to łatwe bo jesteście w związku, ale
                ogólnie idealnych rozwiązań nie ma. Ważne żeby w najważniejszych kwestiach był
                dialog, reszta to bzdury. Poza tym nigdzie nie mówiłem o żadnej winie, ze
                wskazaniem na ciebie. Obrażanie na dobra sprawę dotyczy tez kobiet, bo nie
                wszystkie sa takie aktywne i w miare komunikatywne.
                • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:25
                  Wiesz, jeszcze do niedawna myślałam, że w powaznym związku nie powinno być
                  miejsca na "odgrywanie się" - bo w pewneym sensie tym jest ta kara o której
                  piszesz, o braku czegoś, żeby musiał się bardziej postarać... Ale zakładałam
                  też że związki ludzi koło 30 tk to związki dorsłe, poważne. No coż postępowanie
                  mojego ślubnego obaliło chyba już na dobre to przekonanie...
                  Raz zadzwoniłam, a dalej już nie robi co chce. Choć wiadome jest, że im dłużej
                  będzie u rodziców, tym trudniej będzie mu wrócić. i nie moge jeszcze pogodzić
                  się z tym, że on tego nie rozumie
                  • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 16:44
                    Normalny przejaw zachowania i reagowania na takie coś nazywasz "odgrywaniem".
                    Jest takie przysłowie. "Mów łagodnie, ale noś przy sobie duży kij". Nastepnym
                    razem nie daj sie sprowokować, tylko zaznacz, że to jego wybór i nic nie możesz
                    zrobić, jak on sie tak obraża. Reaguj w miare racjonalnie i pokaż, że ty tez
                    masz godność.
                    • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 19:10
                      Dzięki, bede się strała następnym razem nie dać sprowokować, masz rację tylko
                      czy będzie ostatni raz.
                      A co mam zrobić Twoim zdaniem gdy on zadzwoni i będzie chciał "negocjować"
                      warunki powrotu do domu a razej obwinić mnie o wszystko i narzucić swoje?
                      Podjęcie tematu pokaże, że mi zależy i pozwoli "umocnić się na pozycji", nie
                      podjęcie z koleji zostanie odebrane jakobrak chęci do porozumienia się a biedny
                      mężuś nadal będzie obrażony i nie będzie na siłach wrócić do tego 'domu, w
                      którym straszy" Masz może przepis na coś w rodzaju złotego środka albo
                      półśrodka?
                      • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 21:48
                        "negocjować"?, jeżeli będzie jakaś pierwsza rozmowa, popierwsze ty mu każ się
                        wytłumaczyć na dzień dobry, im więcej będzie chciał klepać tym lepiej. Na końcu
                        ty powiedz co tym wszystkim sądzisz. Daj do zrozumienia, że to jest śmiechu
                        warte takie zachowanie, taki następny raz zdecydowanie już sie nie powtórzy
                        (wiesz co robić), łaski nie będziesz mu robić. To jest jednak facet powinien
                        sie o ciebie starac a nie ty o niego, zwłaszcza w takiej patowej sytuacji, to
                        jest naprawde śmiechu warte. Męczysz sie z nim jak matka z łobuzem. Myśl
                        alternatywnie, nawet jak on stwierdzi że jednak juz odchodzi( bo cos tam cos
                        tam ) i zrobi to naprawdę, to nawet wtedy sie nie dawaj, zaakceptuj jego wole...
                        • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 22:39
                          Hmm, na tyle co go znam to na mnie będzie wymuszał przeprosin, bo to on czuje
                          sie poszkodowany i nie ma siły chyba nie jestem w stanie mu tego wytłumaczyć,
                          próbowałam poprzednio.
                          Pozostaje zatem następne rozwiązanie - zaakceptować jego wolę. problem tylko w
                          tym, że wcale jej nie akceptuję, kocham go (i wiem, że on mnie też, mimo, że
                          zachowanie pozostawia wiele do zyczenia...)
                          • annb Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 22:44
                            niusiak555 a pytasz dlaczego?
                            ale dlaczego to ja mam cię przepraszac skoro to ty a nie ja wyszedls z domu?
                            dlaczego to ja mam cięprzepraszac skoro to ty a nie ja zostawiłeś mnie samą
                            dlaczego to ja mam przepraszac skoro to ty a nie ja zapomniałeś że ze mną
                            wziąłeś ślub

                            swoją drogą..nie obraż się...niezły dzieciuch z twojego męża...
                            ma jakieś zabawki? samochod, komputer? którymi nie daje ci sie bawic?
                            • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 23.04.05, 08:12
                              Dzieciuch, dziciuch nie obrażam się bo już to wiem. A w dodatku rozpieszczony
                              przez mamusię, z rodzicami mieszkał przez całe zycie (28 lat) aż do slubu i w
                              tym zapewne tkwi duża część problemu.

                              Po oststanie wyprowadzce, na wszystkie puytanie dlaczego słyszałam jedną
                              odpowiedż - bo on była taki biedny w tym domu i musiał ta zrobic a w dodatku w
                              jego przekonaniu wyprowadzka do rodziców nie była niczym wielkim, zadnej
                              krzywdy mi nie zrobil i nie rozumiał mojego rozgorycznia

                              Myslę, że nie pozostanie mi nic innego jak nastepnym razem samej się
                              wyprowadzić, tylko mio rodzice mieszkają 300 km od nas a nie 17.
                          • bejrutek Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 23:06
                            Nie znam ciebie dokładnie, więc podałem taką a nie inna metodę(proste rzeczy są
                            ponoć najskuteczniejsze). Mimo wszystko nie zapominaj jaka jest prawda i co
                            piwnnaś w niektórcyh momentach począć, nikt nie zaczaruje towjego męza, nie
                            zmieni sie od zaraz.
                            • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 23.04.05, 08:18
                              Oczywiście, że wykorzystm twoje rady, troszeczke je zmodyfikuję do sytuacji ale
                              na pewno powrot mężusia zapowiedziany na dzisiaj wieczór, tak tak (zadzwonił z
                              samochodu, którym z kolaga jechal w delegację i zapowiedział powrót. Skoro był
                              obok niego obcy facet to musiałam niestety wykazać się klasą i nie mogłam
                              zapytać dlaczego) wyprowadzi mnie troszeczkę z równowagi i teraz ja trochę się
                              poboczę. Może w ten sposób pokażę mu jak to jest, jak on się obraża
    • moretta1 Re: Obrażanie się męża... 22.04.05, 20:53
      Powiem Ci szczeze ze w moim małżeństwie to ja zawsze jestem stroną konfliktową.
      I kiedyś często mówiłam że mam dość i jadę do mamy (choć nigdy tego nie robiłam)
      moja rada to przy następnej takiej sytuacji możesz powiedzieć mniej więcej
      tak "ślub brałeż ze mną czy z mamą i jeśli każdy najmniejszy problem tak cię
      przeraża że się wyprowadzasz to się wyprowadz ale na stałe, bo i tak wszystkie
      problemy rozwiązuję sama" A prawda też taka że to facet ma być jakąś opoką, i
      jeśli on się obraża zamiast coś zrobić to nie ma sensu tak się męczyć
      pozdrawiam i życzę rozwiązania problemu po Twojej myśli
      • yamadam2 Re: Obrażanie się męża... 23.04.05, 00:24
        Też mam męża,który się obrażał na początku naszego małżeństwa, ale się nie
        wyprowadzał.Raczej to ja go wyżuciłam do mamusi powiedziałam "żeby się
        wyobrażał a jak mu przejdzie to może wrócić".Tak walka trwał pierwsze 1,5 roku
        naszego małżeństwa,też wyciągałam pierwsza rękę, przepraszałam, nadskakiwałam,
        czułam się winna,płakałam choć wcale nie należę do cichych myszek.Krzyczałam,
        prosiłam, tłumaczyłam - i nic.Aż pewnego razu kiedy mój mąż się kolejny raz
        obraził(a nie odzywał się wtedy kompletnie)ja nie zwracając na niego uwagi
        wykrzyczałam mu wszystko co mnie boli - darłam się tak długo jak on się
        obrażał - przez 3 dni od rana do póżnej nocy.(JA POPROSTU BYŁAM ZMĘCZONA
        CIĄGŁYMI FOCHAMI O NIC).Trzeciego wieczora mój mąż się odezwał,
        powiedział,żebym przestała, bo ON już nie może.Przestałam a on się nigdy więcej
        nie obraził.Zdarza się, że się zdenerwuje jak każdy, ale się nie obraża.W tym
        roku mamy 8 rocznice ślubu i nadal bardzo się kochamy.Wierzę, że się
        pogodzicie, bo jeśli się kochacie to nie ma siły, żebyście się nie dogadali.
        Trzymam za was kciuki.
        • niusiak555 Re: Obrażanie się męża... 23.04.05, 08:24
          Hmm, a gardlo Ci nie wysiadło, ja bym straciła glos już pierwszeg dnia :-(( Tak
          więc ten wariant w moim przypadku odpada.
          Ale dzięki waszym wszystkim postom uświadomiłam sobie i bede trwała już w tym
          przekonaniu, że w małżeństwie nie mozna pokazywać ciągłej gotowości do
          wyciągania dłoni na pojednanie, bo bardzo szybko będzie to wykorzystywane
          przeciwko.
          Co z koleji zrobić aby 30latek dorosnął, nie wiem. Na pewno muszę byc
          konsekwentna i wszelkie konsekewncje gówniarskiego zachowania ukazywać
          • dzindzibou Re: Obrażanie się męża... 25.04.05, 10:13
            niusiak555 napisała:
            > Co z koleji zrobić aby 30latek dorosnął, nie wiem. Na pewno muszę byc
            > konsekwentna i wszelkie konsekewncje gówniarskiego zachowania ukazywać

            A na jakim tle sie obraza? Czy aby nie chodzi o meskie ambicje? "Lepiej wiem jak
            wbic gowzidzia/wyprzedac auta/malowac framugi/zarzadzac firma/organizowac
            przetargi!"? Osobiscie spotykalem sie z podobnymi reakcjami na sytuacje w
            ktorych oboje malzonkowie maja probne ambicje (poparte dobrym wyksztalceniem,
            doswiadczeniami zyciowymi i zawodowymi). A ze facet zawsze wszystko odbiera jako
            atak na siebie a nie konstruktywna krytyke ktorej celem jest taki czy inny
            konsensus to zawsze bedzie sie czul osaczony. Zwlaszcza gdy brakuje mu
            argumentow albo nie ma racji. "Tak robil moj dziadek, ojciec i ja tez tak bede
            robil" - to jest jedyny jego argument w takich sytuacjach. Sam jestem facetem,
            mam zone i sam sie obrazam. Tyle ze nauczylem sie rozmawiac o problemach bez
            emocji - oddzielajac opinie od faktow. Najbardziej bolalo przyznawanie sie do
            swoich porazek ale gdy juz sie do tego dorosnie to zycie jest latwiejsze dla
            wszystkich. Moja rada - nie mozesz tolerowac takiego zachowania. Dialog jest
            konieczny. Beznamietny, odary z emocji, placzow i krzykow. Jak rozmowa o
            zachowaniu sasiadow. Moze podziala juz 1 taka rozmowa, moze dopiero 101.

            --
            Suknie ślubne i inne dzindzibouy
    • spragnienie Re: Obrażanie się męża... 23.04.05, 15:51
      Zachowanie Twojego partnera przypomina mi męża mojej koleżanki, z tym, że oni
      mieli ślub we wrześniu, o ile dobrze pamiętam ;-) Nadąsany, zakomplaksioeny,
      winę zwala zawsze na moja znajomą. A ona dźwiga krzyż. I jest z tym szczęścliwa.

      Współczuje takiego partnera. Dla mnie facet nadąsany, humorzasty nie ejst
      mężczzyną. Ale może daltego tak sądzę, bo takie zachowanie jest przypisane nam,
      kobietom???? W takim momencie uświadamiaam sobie jak sama zachwouje sie
      beznadziejnie. Jestem właśnie czasami nadąsaną księzniczką. A z taką miną nikt
      nie wygląda dobrze, niezależnie od płci...


    • niusiak555 do scarlett 25.04.05, 08:50
      Zdominowałam wątek załozony przez Ciebie ale mam nadzieję, ze zauważysz
      podobieństwa i możliy dalszy rozwój sytuacji w Twoim małżeństwie.

      Mój mąż wrócił w sobotę z pretensjami i usiłował wymusić tylko na mnie
      ustępstwa, pół niedzieli się złościł bo mu się nieudało. Dopiero późnym
      popołudniem wytłumaczyłam, że w związku dwie osoby muszą się starać...

      przykro tylko, że takimi metodami, rodem z piaskownicy jak pisali niektórzy
      • gatta5 Re: do scarlett 05.05.05, 23:44
        :-) czy wszyscy faceci są tacy sami? moj też tak robił, ale go jednak
        oduczyłam. tłumaczyłaa, tłumaczyłam i zrozumiał...ale ile to nerwow kosztuje:-)
    • scarlett.o-hara Mam twarde postanowienie... 06.05.05, 07:40
      że dostosuję się do Waszych rad, drogie (i już w tym względzie doświadczone)
      Forumowiczki, i po prostu przestanę się tym przejmować. Mam nadzieję, że
      dotrzymam słowa. Ciężko będzie, ale tak trzeba.Zobaczę jaka będzie reakcja
      mojego Mężusia. Po prostu szkoda moich nerwów. Jak widzę, nie jestem
      osamotniona w moim problemie. "Wszyscy faceci są tacy sami"?! Pozdrawiam
      serdecznie.
    • rommel Re: Obrażanie się męża... 07.05.05, 18:03
      Hey
      Jestem facetem i coś ci powiem na temat obrażaltwa i tzw. fochów;) Powiedzmy że
      miałem kiedyś dziewczynę co o byle gówno się obrażała i mi mówiła wprost "mam
      focha" i wielce nadąsana udawąła księżniczkę......choć często widziłałem że robi
      to specjalnie i czeka aż będę ją przepraszał a ona wielce wspaniałomyślie moze
      mi przebaczy;).......poprostu jesteście żałosne dziewczynki bo to wasza wspólna
      cecha;) Na początku przepraszałem bo widziałem w niej kogoś wyjątkowego i
      zależało mi na niej. Po pewnym czasie zadziałał we mnie wewnętrzny mechanizm
      bezpieczeństwa i przestaliśmy być parą bo poprostu się na nią i jej zachowanie
      wkurzyłem i przeszła mi ochota na amory bo ileż do jasnej ciasnej można. Czułem
      się tak jakbym zamiast dziewczyny miał rozkapryszonego bachora. Zresztą
      zauważyłem że to że dziewczyna (dotyczy to też facetów)jest obrażalska to
      kwestia wychowania przez rodziców i się tego już raczej nie wykorzeni. Moja rada
      jest następująca: życie jest i tak krótkie więc szkoda nawet 5 minut na kogoś
      kto ma wszystko w dupie i się obraża za byle co. Wiem już że są osoby które są
      spoko i umią cieszyć się życiem a obrażalstwo to dla nich dziecinada. Tobie też
      życzę aby ten twój fagas się zmienił w tę stronę na dobre:) Pozdrawiam:)
    • gczern Re: Obrażanie się męża... 13.05.05, 13:49
      > Żadne przeprosiny nie pomagają. Może mam dac sobie spokój

      A może raz tak nie ulec pokusie i nie wypowiadać parzących słów na głos? nie
      trzeba wtedy przepraszać, wieczór uratowany i chłop w łóżku. Nie rozumiem po co
      ludzie teoretycznie sobie bliscy zamiast dawać sobie nawzajem spokój, to
      jeszcze w domu, we własnym azylu muszą sobie dopalać?
      • zabkamonika3 odnosnie obrazania i wyprowadzki 13.05.05, 14:05
        Moj mężulek (obecnie nie do konca) zawsze był naburmuszony i szybko wpadał w
        szał. Zwykle jakies scenki mniejsze czy wieksze i ostentacyjne pakowanie sie. I
        oczywiście moje słowa: "porozmawiajmy, uspokój sie...damy rade, itp". No i sie
        rozpakowywał. Az któregos dnia zebrał najwazniejsze zrzeczy do iwklinowego
        kosza, kosz postawił na srodku pokoju. Ja sobie tak przechodziłam spokojnie
        obok tego, nie reagowałam, on wciaż cos dokładał, ja nadal nic az wreszcie
        wpadł w szał i pyta: "I co, nic cie to nie obchodzi ze sie wyprowadzam?" a ja
        na to: "Dorosły człowiek zwykle sam podejmuje tak poważne decyzje, skoro juz ją
        podjąłeś to ją zrealizuj!". Usiadł, posiedział, rozpakował sie. I było tak
        kilka razy az wreszcie ...sie wyprowadził "na amen" (no prawie):):):)
        • niusiak555 Re: odnosnie obrazania i wyprowadzki 13.05.05, 14:11
          pesymizmem powiało..........
          • zabkamonika3 Re: odnosnie obrazania i wyprowadzki 13.05.05, 14:21
            gdzie tak powiało? :):):):):):):):):):):):):):)
            • niusiak555 Re: odnosnie obrazania i wyprowadzki 13.05.05, 14:39
              wyprowadzką na amen (nie do końca) - chyba tylko część rzeczy zostawił.
              Oczywiście o ile wyprowadzka nie jest wyzwoleniem.
              Ja nadal traktuję wyprowadzki mojego męża jako porażkę związku,na ktorym mi
              zależy
              • zabkamonika3 Re: odnosnie obrazania i wyprowadzki 13.05.05, 15:14
                Tak serio to oczywiście ze to tragedia. Jednak "nie ma tego złego co by na
                dobre nie wyszło" - niestety zawsze sie to sprawdza, do wszystkiego mozna sie
                przyzwyczaić, wszystko zaakceptować i nawet cieszyc sie ze jest tak jak jest
                choć chcialoby sie zeby było inaczej. Ale czasem juz wiecej nic nie mozna
                zrobić. A wyprowadzka mojego meza to była taka raczej do konca - została mi
                kanapa :):):) i tv stary! nowy sobie zabrał :):. Nawet meble mi zabrał! Oj nie
                moge tego wspominać bo mi sie słabo robi na myśl ze zylam sobie z dzieckiem
                przez 3 miesiące z ciuchami zapakowanymi w worki na śmieci. Ale juz sobie
                kupiłam mebelki, fajniejsze :):):) zawsze chciałam miec jasne :):):) i wreszcie
                mam :):)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka