Dodaj do ulubionych

Druga szansa

09.07.05, 19:19
Mam pytanie, Czy któraś z Was była już zdecydowana na rozstanie , a
postanowiła dać swojemu mężowi jeszcze jedną szansę? I co z tego wynikło? Czy
było warto? Mówi się , że raz można wybaczyć, więcej razy to już
niekoniecznie. Tylko , że jeśli w związku są poważne problemy i da się
jeszcze jedną sznsę i się nie uda ,to wtedy musi być podwójnie ciężko przeżyć
rozstanie. Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • dr_tusia Re: Druga szansa 11.07.05, 07:05
      Dalam.
      I boje sie myslec, co by bylo, gdybym zadecydowala inaczej... Dawno temu,
      bylismy mlodziutcy, ale sprawa byla naprawde powazna, trudna sytuacja, ciezka
      choroba itp... Wydawalo mi sie, ze ktos kto w takiej sytuacji zawodzi, nie
      zasluguje na szanse... Prosil, nie umialam powiedziec "nie"... Z czasem tamto
      wspomnienie przestalo nawet bolec, a ilez pojawilo sie pieknych!
      I nauczylo nas wiele, stal sie niezawodny...
      Druga szansa to wazna rzecz. Nie dalabym jej chyba, gdyby doszlo do zdrady,
      tego bym nie zniosla, nie umialabym odbudowac zaufania. Ale w innej sprawie...
      milosc nie moze byc bezkompromisowa...
    • kobieta23 Re: Druga szansa 12.07.05, 09:04
      Dałam pierwszemu mężowi drugą szansę. Mimo iż lubił sobie bardzo często wypić
      (czego przed ślubem nie robił), i zaczynał szaleć. Postanowiłam odejść gdy mnie
      uderzył, ponieważ zawsze mówiłam oficjalnie że jeśli mężczyzna mnie uderzy to
      odchodzę. Przeprosił, powiedział że się zmieni. Uwierzyłam. Ale drugi raz już
      nie potrafiłam wybaczyć. Jestem po rozwodzie (na który przyszedł pijany !!!).
      Jestem szczęśliwa, od 1,5 roku mieszkam z mężczyzną który jest przeciwieństwem
      pierwszego męża. Jeśli się kocha, zrobi się wszystko dla miłości, niestety
      także rzeczy złe
      • magda010 Re: Druga szansa 12.07.05, 14:39
        A ja teraz walcze o to, zeby dac druga szanse naszemu malzenstwu. U nas sprawa
        nie jest taka prosta, u nas wyszly wielkie roznice w naszych planach zyciowych,
        pogladach, charakterach, do tego ja zranilam meza, bo zauroczyl mnie ktos inny,
        nie bylo zdrady, tylko powiedzialam w przyplywie szczerosci o tym uczuciu,
        ktorego juz z reszta nie ma, ale rana pozostala, ja z kolei uwazam, ze moj maz
        nie ma dla mnie miejsca w swoim zyciu, nie akceptuje mnie takiej jaka jestem,
        kaze mi sie zmieniac, moje potrzeby sie nie licza itd. Moj maz na to, ze on mial
        inny moj obraz przed slubem, myslal, ze ja jestem taka jak on, a tu wychodzi cos
        innego...oczywiscie dla mnie to nieprawda, zawsze byly roznice, tylko ze ja we
        wszystkim ustepowalam i teraz on chce zeby dalej tak bylo pod kazdym wzgledem.
        Sytuacja okropnie trudna, ciagnie sie juz ladnych pare m-cy, a we mnie wstepuja
        sily zeby jednak walczyc, ze mozna sie dogadac, kiedys bylo dobrze to moze byc i
        teraz, oboje musimy chciec. Boli mnie okropnie, gdy moj maz mimo wsyzstko
        zastanawia sie nad rozejsciem, gdy zastanawia sie, czy chce o to walczyc, czy
        zrobi mi ta laske ze ze mna zostanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka