Dodaj do ulubionych

Jak zyc, bo ja nie wiem?

13.09.05, 17:03
Jestem studentka I roku, juz praktycznie drugiego. Studiuje prawo w Krakowie,
na dziennych, bezplatnych studiach. Nie jestem z rodziny prawniczej. Moi
rodzice zarabiaja calkiem niezle (mama jakies 3500, tata 1500). oprocz mnie na
utrzymaniu maja moja siostre (jest w II klasie gimnazjum). Chodzi mi o to, ze
moja mama co miesiac daje mi na zycie 600 zl. Mieszkam z chlopakiem, ktory co
prawda od rodzicow dostaje tez tyle, ale jego matka jest bez pracy, a ojciec
nie zarabia zbyt wiele. On dostaje jeszcze pieniadze od dziadkow, oraz
pracuje, zarabia 1500 zl. Czyli w sumie ma mase pieniedzy. gdyby nie on, to
nie wiem, co bym zrobila. Bo jak przezyc za 600 zl? wynajmujemy razem
mieszkanie, to jest bardzo okazyjny wynajem, placimy po 350 zl plus rachunki
(bez wody). Zima rachunki sa dosc wysokie (gazowe ogrzewanie), siegaja 350
zl.Tak wiec na jedzenie, ubrania oraz pomoce naukowe zostaje mi niecale 100
zl. jak ja mam za to wyzyc? glupio mi byc na utrzymaniu mojego chlopaka,
czesto placze po nocach, bo mam skapa matke. Rodzice splacaja co prawda
kredyt, ale rata przeciez nie jest wyzsza niz 800 zl, tak wiec nie wiem, co
oni robia z pieniedzmi i czy sobie wyobrazaja, ze krakow jest tani, czy co?
Nigdzie nie chodze ze znajomymi, na zadne piwo, do zadnej knajpy, czuje sie i
jestem jak odludek, ale zal mi na to kasy, skoro wiem, ze mi moze na jedzenie
nie wystarczyc. Do kina zawsze chodze na koszt mojego chlopaka, ktoremu nie
przeszkadza, ze mnie utrzymuje. Bardzo chcialam dostac stypendium naukowe, ale
zabraklo mi 0,1 do sredniej. Gdy wybieralam sobie kierunek studiow, mama
wyliczyla, ze bedzie mi dawac 1000 zl co miesiac. Cieszylam sie, bo
pomyslalam, ze moglabym sobie czesc pieniedzy odlozyc, i miec po roku na jakis
wiekszy zakup. Niestety, w pierwszym miesiacu na konto wplacila mi 700 zl,
zdarzaly sie tez wplaty 500 zl... Ja wiem, ze sa ludzie, ktorzy zyja za mniej,
ale juz troche jeste podlamana, a matka nie rozumie nic, w ogole ja nie
potrafie sie upomniec o wiecej pieniedzy... Moze ona mysli, ze jesli ja
przyjezdzam do domu raz na dwa tygodnie (mam daleko, bilety sa po 14 zl w
jedna strone, czyli 56 zl miesiecznie, a moze dwa razy dostalam od taty jakies
jego zaskorniaki na bilet...) i biore troche jedzenia (zwykle dwa kotlety
schobowe, sloiczek salatki jarzynowej, 5 golabkow albo pol kilo miesa
mielonego) to mi to wystarcza? nigdy podczas studiow nie kupilam sobie szynki,
ani zadnej wedliny, ciagle tylko dzem albo pasztet. Czasem moj chlopak cos
kupi... na obiady gotuje najczesciej makaron z tesco (pol kilo za niecala
zlotowke) z jakims sosem, albo ryz. Chodzimy tez na pierogi do taniego baru
mlecznego. Czuje sie jak zebrak. A teraz jeszcze jest nowy rok akademicki,
musze kupic podreczniki za okolo 300 zl (tak mi powiedziala rok strasza
kolezanka), nie ma szans ich dostac w bibliotece, bo to glownie rozne
skrypty... Byc moze uda mi sie je kupic taniej... Przepraszam, ze tak duzo
tekstu, ale sie musialam wyzalic...
Obserwuj wątek
    • karolina_xv Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 17:21
      Xerocopia - rodzice Ci dają 600 zł miesięcznie, nie uważam, żeby to było mało.
      Sama poniekąd jesteś winna sytuacji w jakiej się znalazłaś. Sama sobie wybrałaś
      studia dzienne i to jeszcze poza domem. Trzeba było iść na zaoczne wtedy
      dojeżdżałabyś na studia tylko co 2 tygodnie przez weekend i nie musiałabyś
      mieszkać w Krakowie, który tanim miastem nie jest. Uważam, że Twoi rodzice Ci
      dają i tak za dużo. Jesteś już dorosłą osobą, oni nie muszą Cię utrzymywać.
      Moje koleżanki też studiują dziennie i codziennie dojeżdząją na te studia (mają
      niedaleko). Od rodziców dostają jakieś marne kieszonkowe i to wszystko. Muszą
      się prosić o każdą rzecz, od kosmetyków, przez ubrania, już o pieniądzach na
      kino czy dyskotekę nie wspomnę. Tak to już jest. Napewno mogłyby zapomnieć o
      tym, że rodzice za własne pieniądze wynajęli by im mieszkanie i dawali na
      życie. Jeśli chcesz być samodzielna rozejrzyj się za jakąś pracą w weekendy
      albo wieczorami. Zawsze wpadłyby Ci jakieś pieniądze i nie musiałabyś się
      prosić.
      Uważam, że jesteś trochę wygodna. Ja też bym chciała , żeby mi ktoś wynajmował
      mieszkanie i jeszcze dawał na życie a ja nie musiałabym kiwnąć palcem. U mnie w
      rodzinie było ciężko z pieniędzmi, wiedziałam, że jak pójdę na dzienne to będę
      niestety do 25 roku życia na utrzymaniu rodziców, a oni już i tak nie mają
      lekko. Z tego powodu poszłam na studia zaoczne a w tygodniu normalnie
      pracowałam. Sama mogłam sobie te studia opłacić i na własne potrzeby też
      miałam.
      • karolina_xv Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 17:27
        Dodam jeszcze, że zawsze można się ubiegać od stypendium lub też skorzystać z
        czegoś takiego jak kredyt sudencki.Jest on bardzo nisko oprocentowany. Moja
        koleżanka z pracy coś takiego załatwiła. Przez cały okres studiów dostawała ok
        500 zł co miesiąc. Po ukończeniu studiów dopiero się go zaczyna spłacać.
        • karolina_xv Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 17:29
          w sprawie takiego kredytu poczytaj tu:
          serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,2317776.html
      • gocha221 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 17:42
        Rodzice MUSZA ja utrzymywac do 26 roku zycia, jeśli bedzie sie uczyła. Możliwe
        ze pomyliłam wiek, moze do 24 roku zycia, ale taki obowiązek maja.
        Chyba ze wykazaliby przed sadem ze była bardzo zła córką.
        Po drugie studia to inwestycja w przyszlośc, więc dobrze ze poszłas na studia
        dzienne do dużego i dobrego osrodka akademickiego.
        Po pierwsze szczerze porozmawiaj z rodzicami, a po drugie poszukaj pracy dorywczej.
        Możesz udzielać korków lub np. popracowac troche na kasie w hipermarkecie. parac
        może nei jest suepr przyjemna,ale najczesciej sa dośc elastyczne godziny pracy,
        można to pogodzic.
        jest sporo ofert dla studentów rozejrzyj się troche.
        Aha. twoje mieszkanie nie wydaje mi sie az tak tanie.
        Co prawda jestem z Poznania, ale myśle ze mozna mieszkac taniej w Kraku (moja
        kumpela mieszka:-)
        • pepperann Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 18:29
          Tak, do 24 lat, ale gdyby poszła do sądu to zasądzone alimenty byłyby zapewne
          niższe niż to, co dostaje od rodzicó.
          • gocha221 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 10:27
            Mozliwe, że byłyby nizsze chociaz jezli rodzice wspólnie zarabiaja ok. 5000zł
            to watpię.
            Mi chodziło o samą zasadę obowiązku alimentacyjnego uczacego się dziecka, bo
            dziewczyny w wątku piszą, że rodzice nie musza jej nic dawac, co nie jest
            prawda.
      • natalia.krk Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 29.09.05, 10:13
        Karolino_xv, wydaje mi się, że nie masz racji w podstawowej sprawie - studia
        dzienne na UJ, na dodatek na tak elitarnym kierunku jak prawo, to nie studia
        zaoczne, nawet na tej samej uczelni. Te studia, po prostu nie są sobie równe,
        tak pod względem realizacji programu, jak i w oczach pracodawców. Taki lajf. Ja
        też przyjechałam na studia do Krakowa, zazwyczaj dostawałam od rodziców 500-
        550zł, bo na więcej ich nie było stać. Owszem, na Iwszym roku musiałam
        oszczędzać, nie przelewało mi się. Na książki, kino, inne wyjścia, kosmetyki,
        etc. musiałam sobie sama zarabiać korepetycjami. Na II roku dostawałam
        stypendium, wprawdzie tylko 180zł miesięcznie, ale już np. nie musiałam
        udzielać korepetycji. Na III roku sytuacja finansowa w domu się pogorszyła,
        wróciłam do korepetycji (zarabiałam na nich ok. 150zł miesięcznie), a w maju
        zaczęłam pracować na pół etatu. III rok był ciężki: dużo przedmiotów, dodatkowo
        studiuję filologię hiszpańską, gdzie na większość zajęć trzeba przychodzić,
        przygotowywać się, jest sprawdzana obecność nawet. Przypłaciłam to egzaminami
        we wrześniu, ale i tak uważam, że warto było. Praca mało płatna (400zł
        miesięcznie), ale związana z moimi studiami, także zyskuję doświadczenie.
        Wracając do 600zł miesięcznie - to nie jest tak, że nie da się za to godnie
        żyć. Ja płaciłam za akademik 240zł, na jedzenie wychodziło do 300zł (bez
        głodzenia się i makaronu z Tesco, wliczając okazyjnie piwo :-)). Skrypty,
        książki i inne rzeczy kupowałam stopniowo, nie od razu w październiku, bo to
        najcięższy finansowo miesiąc.
        Myślę, że Karolina ma rację co do rozglądania się za jakąś pracą - nie jest to
        niemożliwe nawet przy studiach dziennych, tylko wymaga dyscypliny i
        samozaparcia. A już te 200zł dodatkowo, sprawiłoby, że podniósłby Ci się
        ZNACZNIE standard życia. Mam tylko jedną wątpliwość: 350zł + rachunki w
        Krakowie, to nie jest okazyjna cena.
        Pozdr.
    • moniagr7 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 17:37
      Nie do końca Cie rozumiem. Nie można cały czas czekać, aż rodzice dadzą. Nawet
      jak mają, to może chcą, abyś rozpoczęła prawdziwe życie, poznała wartość
      pieniądza, zobaczyła, że nic samo nie przychodzi. Twój chłopak pracuje, więc
      dlaczego Ty nie możesz wziąć z niego przykładu i też znaleźć jakąś pracę. Może
      to być coś dorywczo, pełno jest ogłoszeń dla studentów. Wystarczy tylko chcieć,
      a nie użalać się nad sobą. Kiedy ja szłam na studia, miałam już 2 letnie
      dziecko. Moja mama nie miała pracy i nie mogła mi pomóc w żaden sposób
      finansowy. Byłam już na swoim utrzymaniu. Mieszkałam z mamą, ale musiałam
      dokładać się do rachunków. Od mojego ojca otrzymywałam 100 zł. alimentów. Od
      ojca dziecka 150 zł. Nie stać mnie było na studia zaoczne, więc zdecydowałam
      się na dzienne.Pomoc mojej mamy polegała na opiece nad synem, tylko wtedy kiedy
      ja byłam na zajęciach. Złożyłam wniosek o stypendium socjalne, oprócz tego
      pracowałam gdzie się dało. Roznosiłam ulotki, stałam w hipermarketach na
      promocjach, udzielałam korepetycji, sprzątałam i opiekowałam się grobami itd.
      Po pierwszym semestrze otrzymałam już stypendium naukowe. Stać mnie było na
      smakołyki dla syna i jak trzeba było na piwko dla mnie. Nie mówię, że były to
      obłędne sumy, ale wystarczało na zwykłe życie, bez wielkich szaleństw. Udawało
      mi się także odkładać na wakacje, abym mogła z dzieckiem gdzieś wyjechać.
      Wystarczało aby przez 3 miesiące bez wygód, pobyć nad morzem czy w górach.
      Studia skończyłam z wyróżnieniem. Właściwie chyba nikt z bliskich, oprócz mamy,
      nie wierzył, że skończę studia, że za dużo obowiązków. Też nieraz miałam
      wszystkiego dość, ale teraz już wiem, że jak ktoś chce, to potrafi wszystko!
      Rozejrzyj się więc za jakąś pracą. Zobaczysz jak o wiele fajniej wydawać swoje
      zarobione pieniądze. Nawet jeśli nie będą to "kokosy", to i tak podreperują
      Twój budżet i Twoje poczucie wartości. Trzymam za Ciebie kciuki! :)
      • inieitak Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 22:02
        Jej chciałabym dostawać 600 zł od rodziców. Moi rodzice płacą jedynie za moją
        edukację, wychodzi 300 zł miesięcznie - na pozostałe potrzeby muszę kombinować
        sama. Niebawem się wyprowadzam i nie oznacza to że będą dawali mi z tego tytułu
        więcej, wręcz przeciwnie, możliwe że przestaną płacić za moją szkołę.
        • happiest1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 22:52
          A ja mysle ze twoja matka powinna ci wiecej dawac, powiedz jej o tych
          podrecznikach, jak sie odzywiasz, ile placisz za mieszkanie, moze ona mysli ze
          600 to duzo, ale jak wszystko oplacisz to rzeczywiscie niewiele zostaje na
          utrzymanie. A moze nie pojedz kiedys do domu na weekend a jak beda mieli
          pretensje to powiedz ze nie masz na bilet. Moze moglabys udzielac korkow albo
          znalesc jakas dorywcza prace ale domyslam sie ze przy studiach prawniczych
          ciezko byloby Ci to pogodzic.
    • eva_walter Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 22:47
      nie marudz tylko bierz sie do pracy!!! pomyslalas o korepetycjach?z tego mozna
      calkiem niezle dorobic. o staniu na promocjach w weekendy??? mozesz tez
      pracowac jako baby sitter. dostajesz 600 marzysz zeby miec 1000 wiec zastanow
      sie jak dorobic te 400. rodzice maja 5000-600 na ciebie to 4400-800kredyt (a
      moze jest wiekszy? tego nie wiesz przeciez zakladasz ze to 800)czyli zostaje
      3600 na 3 osoby...wcale nie taki majatek, powiedzialabym, ze srednio sie za to
      da zaszalec.
      piszesz: mieszkanie, to jest bardzo okazyjny wynajem, placimy po 350 zl plus
      rachunki
      > (bez wody). Zima rachunki sa dosc wysokie (gazowe ogrzewanie), siegaja 350
      > zl.Tak wiec na jedzenie, ubrania oraz pomoce naukowe zostaje mi niecale 100
      jak to wyliczylas??? nawet jesli placicie po polowie, to tylko zima, powinno ci
      zostac 250, a latem, wiosna i jesienia wiecej, bo nizsze rachunki. Poza tym,
      skoro Twoj facet ma mies ponad 2 tys to nie ejst na tyle dzentelmenski zeby
      zwolnic cie z oplat za mieszkanie, albo zaproponowac mniejszy niz 50% wklad???
      Ach, dziewczyno, zamiast narzekac, bierz sie do roboty. I wiem co mowie bo tez
      na studiach dostawalam z domu niewiele wiecej,a utrzymac sie musialam w wawie,
      a wynajem byl mniej korzystny; wiem jak smakuja zupki chinskie,najtanszy
      makaron i ser topiony, a pracowac na pelny etet przy studiach dziennych
      zaczelam juz na czwartym roku.
      • edavenpo Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 13.09.05, 23:47
        Rodzice sa skapi... Nie sadze. Zazwyczaj rodzice maja znacznie wieksze wydatki niz te o ktorych wiesz
        czy ci o ktorych ci powiedza. Uwazam ze jestes po prostu troche rozpieszczona i tyle.

        Twoj chlopak pracuje - a ty nie mozesz?

        Ja nie wzielam grosza od mojej matki na studia. Najpierw pojechalam do Holandii jako au pair.
        Podszlifowalam jezyki, nauczylam sie samodzielnosci. Potem do Anglii, bo pieniadze byly dobre.
        Zarobilam na pierwszy rok studiow w ten sposob. Potem w kazde wakacje jechalam do Anglii i
        pracowalam przez 3-mce po 12-14 godzin dziennie zeby zarobic na caly rok. Do tego bedac na
        studiach dziennych pracowalam jako nauczyciel angielskiego po 10 godzin tygodniowo, dawalam tez
        prywatne korepetycje. Zylo mi sie dobrze jak na studentke, na wiele rzeczy bylo mnie stac, ale
        wiedzialam ze ciezko na to zapracowalam. Do tego jak zawalilam egzamin to nie plakalam w poduszke
        ze mnie rodzice opieprza za brak wynikow bo placilam za to wszystko sama.

        Uwazam ze nim dzieciak pojdzie na studia to powinien popracowac gdzies przez rok, wyjechac za
        granice zeby docenic wartosc pieniadza i nauczyc sie samodzielnosci. Wtedy byloby mniej
        wymagajacych nastolatek narzekajacych na 'skapych' rodzicow.
    • mik261 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 11:04
      Witaj faktycznie masz problem. Myslę, że powinnaś porozmawiać o tym z mamą.
      Szczerze dziwię się, że rodzice dają ci tak mało pieniędzy. Z tego co napisałaś
      to zarabiają całkiem niezłe pieniądze. Druga sprawa, że gdyby moja córka
      studiowała prawo w Krakowie zrobiłabym wszystko by ułatwić jej życie. Wszyscy
      wiemy jak trudno dostać się na prawo-dzienne. Nie obraź się, ale twoja mama
      jest niezbyt w porządku skoro nie docenia twojego sukcesu. Na prawdę zastanawia
      mnie, że twoja mama nie zdaje sobie sprawy z tego jak drogie jest utrzymanie-
      szczególnie w Krakowie. Nie jesteś już małą dziewczynką, musisz zacząć walczyć
      o swoje, a twoja mama niech sama zacznie oszczędzać a nie każe tobie wyrzekać
      się wielu rzeczy. Piszesz, że nie możesz sobie pozwolić na kupno podstawowych
      produktów - to jest nienormalne. Studenci mają prawo przecież pójść na piwo z
      przyjaciółmi. Musisz otwarcie porozmawiać z rodzicami. Pozdrawiam
      • nemezis26 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 11:37
        Co za bzdura, jak to powinna dawac wiecej, bo jak ne, to znaczy, ze nie docenia sukcesu corci? Daje
        widocznie tyle ile moze i kropka. Wpieprzajace sa takie narzekania. Ja studiowalam w Warszawie, ktora
        jest nawet drozsza niz Krakow. Na pierwszym roku rodzice dawali mi 1000 zl. z czego 500 szlo na
        mieszkanie, bo akademik nie wchodzil w gre. Potem niestey stalo sie tak, ze na utrzymanie mialam
        rente po mamie - 800 zl. I co? I nic, poszlam do pracy na drugim roku studiow - po prostu. W wakacje
        w skiepie z cuichami, w ciagu roku korepetycje, praca dodatkowa (redakcyjna) w domu, potem w jakims
        wydawnictwie. Mozna byc hostessa, kelnerka, opiekunka do dziecka popoludniami. I przy okazji
        studiowac. Korona Ci z glowy nie spadnie. pozdrawiam
        • edavenpo Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 12:33
          mik261 napisala:

          "Nie jesteś już małą dziewczynką, musisz zacząć walczyć
          o swoje, "
          _____

          Dokladnie! Ne jest ona mala dziewczynka wiec powinna isc do roboty i przestac liczyc na rodzicow.


          " twoja mama niech sama zacznie oszczędzać a nie każe tobie wyrzekać
          się wielu rzeczy"
          ______

          Mama ma zaczac oszczedzac zeby corcia mogla sobie pojsc na na piwko? Ludzie trzymajcie mnie.
        • mik261 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 13:10
          Po co ta złość. Skoro dziewczyna się żali to na prawdę musi być jej ciężko. Ja
          też studiowałam w Warszawie i wiem ile kosztuje utrzymanie. Na dodatek
          studiowałam prawo i nie wmówisz mi, że można studiować i pracować jednocześnie.
          Sama się przekonałam jak dużo trzeba się uczyć szczególnie na I czy II roku-
          wtedy najwięcej osób odpada. Ja nie twierdzę, że dziewczyna nie powinna
          dorabiać sobie, ale nie teraz, może później. Ja nadal utrzymuję, że matka
          powinna się bardziej zatroszczyć finansowo o córkę. Moja mama jak ja
          studiowałam robiła wszystko abym mogła się spokojnie uczyć, a nie myśleć gdzie
          tu zarobić- a też nie było łatwo. Skoro nie studiowałaś w Krakowie to skąd
          wiesz, że utrzymanie jest tańsze niż w Warszawie? Pozdrawiam i kończę dyskusję.
          • kira_koslin Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 14:36
            No prosze Cie nie ozsmieszaj sie, sama studiowalas i wiesz ze to wyklucza prace.
            Aha ale nie wyklucza to latania na piwo i zadania wiekszej kasy od rodzicow.
            Niech mama sama zacznie oszczedzac - no0 prosze Ciue nie widzisz ze to Cie
            kompletnie obnaza jako podlą egoistke?????
            A praca w weekendy, dawanie korepetycji, praca w wakacje.
            Nie lepiej wypoczywac, byczyc sie i opieprzyc starych jeszcze jakby co.....
            Brawo Panny.......
            • mik261 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 15:15
              No teraz koleżanko to ty się ośmieszasz. Dziewczyno opanuj się, co ty robisz.
              Ja nie mam ochoty wdawać się z tobą w dyskusje ale aż mi się coś robi jak
              czytam te twoje wredne posty. Wiesz przeczytałam w którymś poście, że
              spodziewasz się dziecka. Ja też ( u mnie to 7 m-c) i powiem ci, że dziwię się
              tobie. Zawsze myślałam, że kobiety w ciąży sa łagodne i uczuciowe. Ty zaś
              dziewczyno okazuję się, że jesteś chłodną i podłą kobietą. Zastanów się
              następnym razem jak znowu postarasz się komuś dokuczyć bądź kogoś ośmieszyć.
              Nic ci to nie da, że starasz się podważyć czyjeś zdanie.Każdy ma prawo do
              swojego zdania. Kończę tę dyskusję i mam nadzieję, że zajmiesz się bardziej
              pożytecznym zajęciem.
              • kira_koslin Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 15:38
                Nie musisz sie wddawac ze mna w dyskusje.

                Bardzo mi przykro ze COS ci sie robi jak czytasz moje posty - wredne posty.
                No bo zasite masz wspaniale poczucie moralnosci, wredne jest zwracanie uwagi
                doroslym Pannicom ze czas najwyzszy przestac zerowac na rodzicach - bo
                absolutnie nie jest wredne wyliczanie nie swoich pieniedzy i radzenie
                spracowanym rodzicom aby zaczeli osczedzac:):)

                Tak spodziewam sie dziecka ale nie mam po prostu zielonego pojecia co to ma do
                rzeczy. Stawiasz teze, ze mimo ciazy jestem chlodna i podla kobieta - ok masz
                do tego prawo.

                Nikomu nie dokuczam i nikogo nie osmieszam - Chyba ze jednak prawda w oczy
                kole:):):)

                Świeta racja = Kazdy ma prawo do swojego zdania!!!!!.........nawet ja:):)

                pozyteczne zajecie mi radzisz - powinnam zadzwonic do mamy po kase???????????

                Pozdrowienia




    • xapur Coś mi się zdaje, że jesteś nieco rozpieszczona. 14.09.05, 13:00
      Co zo znaczy, że rodzice są skąpi? Jesteś już dorosła. Równie dobrze mogliby
      powiedzieć: "Radź sobie sama". To jedynie ich dobra wola, że coś ci dają.
      Pomyśl o tych, którzy nic nie dostają. 600zł to dla ciebie mało? Ja czasem tyle
      zarabiam miesięcznie i jakoś żyję. Niestety nie stać człowieka wtedy na nowe
      buty, knajpy i inne burżujstwa. Żywność + rachunki - to jest standard. Poza tym
      nie jestem przekonany, że 350 zł + liczniki to taki super wynajem. Nie wiem
      jakie są ceny w Krakowie, ale we Wrocku można spokojnie znaleźć pokój za 300zł.
      No, ale jak ktoś chce własne mieszkanie to SORRY.
      Zamiast płakać ciesz się, że masz takiego zaradnego chłopaka. Pomyśl też o
      obniżeniu kosztów. Może kolejna bluzka czy kosmetyk nie są niezbędne?
      Wiem, wiem - kobiety inaczej na to patrzą i są chore jak wyglądają gorzej od
      innej. Ale trudno. Trzeba się dostosować. I tak jesteś w bardzo komfortowej
      sytuacji. Wolałabyś pracować za 600 zł i płacić za studia zaoczne po kilka
      tysięcy? Ciekawe na co wtedy byłoby cię stać. Do knajpy nawet nie miałabyś siły
      się ruszyć. Pomyśl o tym.
    • mixin Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 13:02
      pomagac dzieciom, jak najbardziej, w miare potrzeb i mozliwosci, ale na
      jowisza, nie takiemu bachorowi z roszczeniowa postawa - bo mi sie nalezy;
      rodzice to nie maszynka do robienia kasy dla potomstwa.... tyrali/tyraja jak
      osly i pakuja kaske w corcie - ale perspektywa....
      ja mialam to szczescie ze dostawalam pieniadze na studia, ale w wakacje
      zarabialam na jakikolwiek wyjazd i nigdy nie miauczalam, ze mam za malo...
      kupowalo sie tansze produkty i tyle.... potem stypendium naukowe wiec mozna
      bylo poszalec i prezenty rodzicom zrobic od czasu do czasu ;) bo to milo
      rowniez dawac....
    • monjan Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 13:15
      a moze poszukasz pracy?w Krakowie jest mnostwo mozliwosci!
      jezeli chcesz to sie uda-sama studiowalam dziennie, codziennie pracowalam jako
      kelnerka i jeszcze znajdowalam czas na taniec w zespole i spotkania z chlopakiem
      a srednia mialam naprwde wysoka, studia ukonczylam z wyroznieniem
      i nikogo nie obchodzilo,ze pracowalam do 3 w nocy z na 8 rano nastepnego dnia
      wstawalam na zajecia
      jezeli znajdziesz prace w knajpce jest szansa na lepsze jedziene od czasu do czasu:)
      nie masz kasy-nie ma kina, wyjsc, tylko nauka
      taka jest moja propozycja
    • pepperann Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 16:05
      No ale dlaczego nie pójdziesz do pracy? Nie ma co płakać po nocach, że masz
      skąpych rodziców, tylko zacząć zarabiać. Na korepetycje jest zawsze rynek. Jak
      jesteś wysoka i zgrabna - możesz dorobić chociażby jako hostessa. W Krakowie
      tyle knajp - idź popracuj chociaż w weekendy. Ostatnio moja znajoma, która w
      Krakowie prowadzi knajpę mówiła, że nie może znaleźć odpowiedzialnej osoby do pracy.

      Kiedy miałam 21 lat wyjechałam na stypendium do Szwecji. Pieniędzy z stypendium
      starczyło mi akurat na opłacenie mieszkania. Od rodziców dostawałam 300 zł.
      miesięcznie, co w Szwecji nie starczyłoby na nic. Ale nie pamiętam, żebym miała
      im to za złe. Wstyd by mi było prosić. Przez cały rok pracowałam (na czarno)
      jako sprzątaczka/pomoc domowa i korona mi z głowy nie spadła. Może Twoi rodzice
      chcą żebyś stała się abrdziej samodzielna po prostu?
    • mynia_pynia Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 17:32
      Nie przeczytałam wszystkich komentarzy bo mnie szlak trafił przy pierwszych.
      Ja uważam że skoro rodzice pozwolili ci pójść na studia dzienne to powinni za to
      wziąść obowiązek.
      U nas nie ameryka gdzie dzieci są przyzwyczajone do zarabiania na swoje
      utrzymanie, a pozatym tam jest inny system studiów i mimo że studiujesz dziennie
      to możesz poustawiać sobie zajęcia na jakie godziny ci odpowiada (w granicach
      rozsądku) a tu to sobie jaja ze studentów robią!!!
      I nie mówcie że można sobie poradzić, bo moja koleżanka miała gorszą sytuację z
      rodzicami i wkońcu poszła do pracy, co z tego że wymienała się zmianami i
      pracowała w miłym miejscu skoro chora czy nie chora pracować musiała (bo by ją
      wywalili) i tak się dorobiła zapalenia mięśnia sercowego.
      A pozatym inaczej się sprawę traktuje jak się musi a inaczej jak się chce !!!

      Ja też nie poszłam studiować do Krakowa chociaż chciałam, zostałam we wrocławiu
      ze względu na kase, a i tak się ostro kłuciłam z mamą o pieniądze, mimo że
      zawsze umiałam załatwić sobie książki itp.
      Skończyło się to tym że po tytule inż. powiedziałam że mam dość i ide na zaoczne
      robić mgr bo zdechne z braku pieniędz i nawet sobie prace znalazłam.
      Oczywiście moja mama w płacz że szkoda że jeszcze tylko 1,5 roku, a ja jej
      odrazu wyrzuciłam wszystkie jej docinki że mnie utrzymuje w wieku 23 lat.

      Poszłam na dzienne a o kase już nigdy awantur nie było, powię wręcz że chyba to
      do niej dotarło bo mojej siostrze żyje się na studiach dużo lepiej.

      A teraz odkąd się wyprowadziłam to wogóle jestem super córką ;)
      • pepperann Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 18:28
        Myniu-pyniu: streściłaś w swojej wypowiedzi całe koszmarnie infantylne podejście
        do życia wielu młodych ludzi, którzy oczekują, że rodzice ich będą za rękę
        prowadzić, mają obowiązek kupić im mieszkanie, sfinansować wesele, a oprócz tego
        szanować ich niezależność i dorosłość, która tylko dowodem osobistym w kieszeni
        się przejawia.

        > Ja uważam że skoro rodzice pozwolili ci pójść na studia dzienne to powinni za t
        > o
        > wziąść obowiązek.

        Co to znaczy, że rodzice jej POZWOLILI iść na studia dzienne??? Przecież to jest
        osoba dorosła i odpowiedzialna za swoje życie! Oczywiście, rodzice mogą
        powiedzieć na ile chcą finansować swoje dorosłe dziecko, a ono policzyć co z tym
        zrobić, ale że mieliby nie pozwolić?

        U nas nie ameryka gdzie dzieci są przyzwyczajone do zarabiania na swoje
        > utrzymanie

        Dzieci? Ale przecież studentka nie jest dzieckiem. A skoro rodzice dają jaj 600
        złotych miesięcznie, to naprawdę nie musi się zaharować aż do choroby serca,
        żeby na książki i wyjście do pubu zarobić (bo ne to jej brakuje).
        • azalia10 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 23:17
          ty p.i.z.d.o przeciez napisala ze na jedzenie tez jej brakuje ( je pasztet i
          dzem). 600zl - 350zl za mieszkanie, zostaje 250 na ksiazki,ksera,bilety do
          szkoly i jakies skromnie jedzonko,ciezko ciezko, zdajemy sobie sprawe jak u nas
          w Polsce sie zyje jakie sa koszty utrzymania ( mnie rozwala cena benzyny 4.60
          na litrze jak tu nawet do pracy komus dojechac nawet tylko 40km w 2 strony, bo
          niestety niekiedy pracy szuka sie dalej od miejsca zamieszkania skoro tam jest
          zle) jak z rynkiem pracy po prosru tragedia!!!
          • pepperann Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 15:27
            Uuuu, chyba argumentów rzeczowych ci brak, skoro od p.i.z.d jestem wyzywana.
            A swoją drogą - jak to jest, że są osoby na tyle dorosłe żeby mieszkać ze swoim
            facetem, a na to, żeby dorobić (bo nie nawet w pełni zarobić) to już nie?
            • eva_walter Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 16:43
              sie nie denerwuj, pepperann , w twoim stanie to nie wskazane:-)))a takie
              wypowiedzi to najlepiej ignorowac, po co sie znizac do poziomu autora?
              pozdrawiam wszystkich samodzielnych i bez roszczeniowej postawy wobec
              rodzicow...
      • kira_koslin STARZY DAWAC PIENIADZE ALE JUZ!!!!!!! 14.09.05, 19:42
        bo ja jestem dorosla i musze miec;
        na piwo
        na kosmetyki,
        na ciuchy
        no i oczywiscie na ksiazki.....

        Panny do roboty, dzieciaki ktorym zachcialo bawic sie w doroslosc.
        Praca weekendowa sie klania, dorabianie wieczorami i calowanie rodzicow po
        raczkach ze w ogole maja i chca dawac.
        Ty sie mynia_pynia tak nie oburzaj studia dla kogo inwestycja Ciebie czy
        rodzicow??????????? CIEBIE!!!!!
        Jezu jakie pasozyty, no normalnie az sie zdenerwowalam!!!!!!
        • ryba61 Re: STARZY DAWAC PIENIADZE ALE JUZ!!!!!!! 15.09.05, 09:15
          Ja jeszcze od siebie chciałm dodać że jak chce sie być prawnikiem trzeba być
          nie tylko kujonem ale także zaradbym zyciowo człowiekiem bo skoro nie
          pochodzisz z prawniczej rodziny będziesz miała zawsze pod górę. Popierwsze
          będziesz musiał znaleść kancelarię lub prace w zawodzie i zawsze bronic swojego
          zdania. Nie można użalać się nad sobą a jeżeli chodzi o podręczniki ti jeszcze
          nie słyszałam żeby ktoś kupował podręczniki do prawa. Kodeksy sie kłaniaja i
          biblioteka a nie podręczniki!!! Rany!!!!
          • pimienta1 Re: STARZY DAWAC PIENIADZE ALE JUZ!!!!!!! 28.09.05, 22:02
            buhahaha do prawa nie ma podręczników?????

            Hej prawnicy nauczyliście się TEORETYCZNYCH podstaw jakiegokolwiek przedmiotu
            prawniczego z samego kodeksu???? Na studiach uczy się z podręczników i
            kodeksów, gdyby nie podręczniki studenci nie zrozumieliby bełkotu kodeksowego!!
            załamuję się kiedy czytam te bzdury!!!!
            • pimienta1 Re: STARZY DAWAC PIENIADZE ALE JUZ!!!!!!! 28.09.05, 22:06
              BTW też studiuję dziennie prawo. Moi znajomi, którzy nie dostają dużo pieniędzy
              od rodziców po prostu pracują. Starają się jakoś to wszystko pogodzić. Roznoszą
              ulotki, dają korepetycje z języków i historii, pracują w hipermarketach etc. Na
              pewno na 1 i 2 roku nie jest łatwo wszystko zgrać, ale już od 3 coraz prościej.
        • kosmitos Re: STARZY DAWAC PIENIADZE ALE JUZ!!!!!!! 15.09.05, 10:34
          zgadzam się z tobą w 100%; mi nawet nie przyszło do głowy aby mieć wymagania co
          do kasy, byłam wdzięczna za to co dostawałam; nie wyobrażm sobie powiedzieć
          rodzicom, że ich obowiązkiem jest dawać mi na piwo, kino, kosmetyki
          itp..Koszmar!!!!! A co do autorki wątku-słyszałam, że wśród studentek popularne
          jest obecnie uzyskiwanie kasy od bogatych sponsorów (czyli facetów z kupą kasy
          znudzonych swoimi żonami); myślę, że autorka wątku jest osobą bez zahamowań
          etycznych (wymagania co do rodziców) więc może z tej formy skorzystać
    • steffka82 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 17:49
      Ja żyję za 400zł tez na dziennych i nie narzekam, daję sobie radę i nikt mi nie
      pomaga.
      Pozdrawiam
    • kira_koslin Re: Ula la ale masz postawe 14.09.05, 18:27
      roszczeniowa w stosunku do rodzicow.
      Ja bym Ci w dupe dala za stwierdzenie ze Ty nie wiesz co twoi rodzice robia z
      pieniedzmi. Jak mozesz?????????? A jakie Ty masz podstawy zeby im wyliczac???
      Placa kredyt, czynsz, rachunki i utrzymuja Ciebie i Twoja siostre - wstydz sie
      dziewczyno!
      A nie laska zamiast marnowac czas i biadolic, poszukac pracy na weekendy? Nie
      wiesz gdzie na pewno robote znajdziesz w McDonaldzie, dodatkowo mozesz udzielac
      korkow albo opiekowac sie dzieckiem....
      Moze Twoja Mama probuje Cie nauczyc samodzielnego zycia......
    • titicaka Re: A JA WIEM 14.09.05, 18:42

      Dziewczyno wstydzilabys sie tak pisac ,wielu osob nie jest stac isc na
      jakakolwiek uczelnie ,bo ich rodzice sami zarabiaja 600 zlotych . Moim zdaniem
      przesadzasz ... mysle ,ze twoi rodzice sa ok w stosunku do Ciebie , a tekst
      typu "nie wiem co oni robia z pieniedzmi " mnie zabil , bo to jest ich sprawa
      co oni robia z wlasna kasa .Tak jak napisal juz ktos przede mna alimenty
      przyznane Ci przez sad bylyby pewnie mniejsze od tego co dostajesz teraz !
      Postaraj sie o stypendium lub jesli szukasz pracy na weeken ,a
      jestes "wygadana" , masz mila prezencje (i interesuje Cie praca przy
      promocjach w Krakowie w supermarketach) napisz do mnie na priv
      beatkamonika@yahoo.com

    • azalia10 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 14.09.05, 22:26
      Podziwiam cie, wiele wytrzymalas, gratuluje dostania sie na studia dzienne do
      Krakowa i to na prawo,masz ambicje. Ja pomimo dobrych ocen i zadnych problemow
      w nauce nie dostalam sie do szkoly panstwowej, ucze sie w prywatnej, jest
      dobrze,wysoki poziom, nie odczuwam ze jestem w gorszym miejscu-
      przeciwnie,ciesze sie ze moge tam studiowac. Moge sie jedynie domyslac jak ci
      jest ciezko i naprawde wspolczuje, masz pewien zal, nawet go rozumiem. Ja nigdy
      od rodzicow niczego nie wymagalam i raczej nie musialam, moi na 1 miejscu mysla
      o dzieciach, na moje studia (wraz z oplatami za wynajem,szkole,dojazdy,jedzenie
      itd.) daja mi miesiecznie ponad 2 tys. zł tyle ze ich na to spokojnie stac .
      Znam jednak wiele rodzin slabo zarabiajacych ktore przeznaczaja na nauke dla
      dzieci o wiele wiecej niz 500zl/mc. Na studiach dziennych i na tak ciezkim
      kierunku na pewno trudno znalezc jakas prace nawet weekendowa, musialabys
      dobrze sie porozgladac i zorganizowac czas, mam nadzieje ze znajdziesz
      rozwiazanie i dasz rade, bo za kilka lat bedziesz dobrze zarabiajacym
      prawnikiem:),zycze wiele szczescia i latwiejszej drogi do osiagniecia celu.

      kazdy placi jakas cene .... cos za cos
      • naxalite Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 15:36
        azalia10 napisała:

        Na studiach dziennych i na tak ciezkim
        > kierunku na pewno trudno znalezc jakas prace nawet weekendowa, musialabys
        > dobrze sie porozgladac i zorganizowac czas,
        nie wiem, jak teraz wyglada rozkład zajęc na dziennych na prawie, ale kiedy ja
        studiowalam, prawnicy zaczynali od 14 godzin w tygodniu na pierwszym roku,
        podczas gdy ja na geografii mialam 35 ;) skoro panna ma czas na kino, piwo i
        wypady ze znajomymi, no to przepraszam, ale na pracę też powinna znalezc czas
        bez problemu.
      • olunia75 Re: Mała dygresja! 21.09.05, 09:14
        Jezzzzzzu, mam nadzieję, że nigdy w życiu moje dziecko nie wyrośnie na kogoś
        pokroju tej panienki. Szczerze współczuję i życzę szybkiej konfrontacji z
        realiami bez pomocy finansowej bogatych rodziców.

    • baranka81 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 09:06
      A ja odpowiem inaczej...

      Osobiście zgadzam się z tym, że jak bozia dała 2 ręcę i 2 nogi i trochę rozumu,
      to do pracy iść należy. I sama tak robię w trakcie studiów.

      Ale tu chodzi o coś innego. Autorka sama pisze, że:
      "Gdy wybieralam sobie kierunek studiow, mama
      > wyliczyla, ze bedzie mi dawac 1000 zl co miesiac"

      I uważam, że skoro matka coś takiego powiedziała, to powinna słowa dotrzymać
      (zakładając oczywiście, że nie wydarzyły się żadne nieprzewidziane sytuacje
      związane z poważnymi wydatkami itd. - wiadomo o co chodzi), bo kto oddaje i
      zabiera...

      Pomijając fakt, że zupełnie nie zgadzam się z takim modelem wychowania dzieci
      (daję na wszystko, bo dziecku się należy), to uważam, że skoro tak córkę
      wychowali, powinni się tego trzymać i ponieść konsekwencje błędów
      wychowawczych . I z tego względu nie dziwię się, że autorka jest rozżalona.
      Skoro całe życie była do czegoś przywyczajona, to zmiana sytuacji potrafi być
      bolesna.

      Obiektywnie patrząc, prawnicze studia dzienne na UJ na pewno mogą być powodem
      do dumy, i szkoda było by z nich rezygnować (na rzecz studiów zaocznych) tylko
      ze względów finansowych. To w tym wypadku już lepszy wydaje mi się kredyt
      studencki wspomniany przez karolinę.

      Pozdrawiam, B.

    • florencja29 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 10:29
      Powiem Ci, że i tak sporo dostajesz. Ja mieszkałam w akademiku za ok. 120 zł.
      Byłam na studiach dziennych (inż) 3,5 r. Potem właśnie ze wzgledów finansowych
      wyjechałam na rok do Szwajcarii (pilnowanie dzieci = niezła kasa). Po to żeby
      móc przyjechać i miec na start w mieście, w którym studiowałam (pochodzę z
      mniejszego miasta). Podczas studiów dostawałam od rodziców na prawdę niewiele,
      bo sami niewiele mieli. I na prawdę nie było mi łatwo, wręcz nie chciałabym
      wracać do tamtych czasów, na lepsze jedzenie i czy kosmetyki nie miałam kasy.
      Studia mgr (oczywiście zaocznie)ukończyłam dopiero w tym roku. Mam 31 lat.
      Teraz studia zaczyna moja siostra. Poradziłam jej studia zaoczne, bo wiem, że na
      rodziców to smutne, ale niestey ma za bardzo co liczyć. Będzie studiować w moim
      mieście, więc mieszkanie i jedzenie ma. Ale własnie odbywa 4 -ty rejs
      praktykancki na promie (skończyła technikum hotelarskie), bo chciała sobie sobie
      zarobić na jakis ubrania i też już trochę na szkołę. Za 1 rejs 14-dniowy dostaje
      200 $, za na prawde ciężką pracę, wiadomo praktykant jest od wszystkiego. Juz
      zapisała sie na następny, z którego wróci 1 dzień przed rozpoczęciem zajęć na
      uczelni.
      Niestety, tak dziasiaj jest, chcesz się uczyć i w miarę żyć, trzeba coś samemu
      dołożyć. Trochę mi szkoda mojej siostry, ale wiem, że dzisiaj sama bym poszla
      na zaoczne i pracowała, a wiem też, że ona da sobie radę i bedzie mogła
      powiedzieć, że sama sobie zarobiła na studia.
      A moja rada dla Ciebie, to znaleźć jakąs pracę, może jakieś promocje?
      • titicaka Re: Jak zyc, bo ja nie wiem?Wazne! 15.09.05, 10:36
        Dziewczyny ktoras z Was napisala do mnie na maila w sprawie promocji w
        Krakowie , niechcacy go wykasowalam :/ . Czekam na kolejny mail od
        zainteresowanej.
        Beata
        • mamakasienki1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem?Wazne! 15.09.05, 11:09
          Ty dostajesz mało kasy????????????????????
          Ja przez całe studia dostawałam od mamy po 200 zł co miesiąc bo nie było ją
          stać na więcej miała w domu na utrzymaniu 3 studentów mnie, siostrę i brata
          przy czym mój tata nic nie zarabia.
          Wszyscy dostawaliśmy od mamy po 200 zł. Studia z siostrą skończyłyśmy dzienne
          na dobrych uczelniach i w dużych miastach to było dwa lata temu. tak, że nie
          tak dawno. Od początku studiów pracowałyśmy obie dorywczo i miałyśmy stypendium
          socjalne co starczało na opłacenie akademika później dostawałyśmy też stypendia
          naukowe. Teraz studiuje jeszcze mój brat i dostaje od mamy z tego co się
          orientuję chyba dostaje 350 zł, bo mama ma w domu jeszcze dwójkę młodszego
          rodzeństwa w maturalnej klasie obenie i oni też wybierają się na studia.
          I oim zdaniem wcale nie dostajesz mało tylko do pracy byś się wzięła i nie
          narzekała.
      • florencja29 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 11:15
        Szkoła mojej siostry będzie za 1 mies. kosztowała 300 zł, takze z tych 200 $
        niewiele zostanie. I nie wiadomo ile jeszcze takich rejsów bedzie mogła odbyć.
        Co prawda jest to szkoła prywatna, ale zaoczne na państwwej wynoszą tyle samo i
        jeszcze trzeba od razu zapłacić.
    • ollie1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 15.09.05, 17:51
      Nie wiesz jak żyć? Bardzo prosto: zamiast siedzieć i użalać się na forum weź
      się do pracy! Jesteś dorosłą i pełnoletnią osobą, rączki masz chyba zdrowe dwie
      więc naprawdę nie ma problemu. Zamiast siedzieć i wymagać pieniędzy to od
      rodziców to od chłopaka zastanów się czy nie czas wziąść za siebie samą
      odpowiedzialność. Rodzice spędzili dwadzieścia lat utrzymując, karmiąc i dbając
      o Ciebie a Ty im teraz na starość wyliczasz, że za dużo im zostaje z pensji i
      powinni dać Tobie? Jak można być tak egoistyczną i bez serca?
      Ja też studiowałam dzienne prawo, mieszkałam przez pierwsze lata u rodziców ale
      od samego początku pracowałam bo miałam świadomość, że i tak już dużo mi
      pomogli. Wszelkie własne wydatki pokrywałam z własnej kieszeni i dokładałam się
      do rachunków. I nie dlatego, że moi rodzice mało zarabiali, ale dlatego, że
      chcieli mi wpoić, że moja dorosłość i niezależność to nie tylko słowa ale i
      odpowiedzialność za siebie samą.
      Udzielając korepetycji i współpracując z lokalną gazetą zarabiałam
      wystarczająco dużo aby się wyprowadzić z domu na trzecim roku i mieć
      oszczędności na wakacje. I wcale nie cierpiała na tym nauka, bo miałam również
      stypendium naukowe.

      Także jak widzisz można żyć nawet bez żerowania na rodzicach czy facecie,
      trzeba tylko chcieć.
    • agnieszka_z-d HAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.09.05, 19:17
      Nadobry początek - dam upust swoim emocjom związanym z twym postem -
      HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!

      A teraz poważnie. Tak się składa, że akurat ja studiuję dziennie państwowo w
      Warszawce. I tak się składa, że pracuję. Hmmm..... Ciekawe co?? Jak to robię -
      straszna sprawa - studiować dziennie taaaaaki ciężki kierunek i jeszcze
      pracować... Niesamowite - a jednak. Już na samym początku studiów znalazłam
      sobie pracę jako ankieterka telefoniczna. Nie były to kokosy, ale kasa była no
      i nie musiałam dzień w dzień na 8 godzin do pracy chodzić - miałam elastyczny
      grafik plus pracowałam w soboty. Porem znalazłam lepszą pracę - jako kelnerka
      na dziale bankietów w jednym z hoteli - więcej płacili - i tu już było
      fajnie... I tak samo jak jedna z dziewczyn - pracowałam do późna w nocy a na 8
      na zajęcia - czasem nawet prosto po nocce jechałam do szkoły. I przeżyłam.
      Zaznaczam, że mam stypendium naukowe, więc moja nauka jakoś totalnie nie
      ucierpiała. Teraz trafiła mi się jeszcze lepsza praca i ją planuję pociągnąć
      przez całe studia, a może nawet i po. I nie płaczę: "Mamo daj kasę..."
      Utrzymujemy się sami z Mężem, mamy samochód, właśnie odbieramy nasze własne
      kupione na kredyt na mnóstwo lat (który spłacamy w 100% sami) mieszkanko -
      piękne kochane mieszkanko:-)
      Nie mówcie proszę, że jak Mama jej obiecała to ma dawać. Nie mówcie też, że
      prawo to taki ekstremalnie ciężki kierunek i dziennie studiując nie da się
      pracować. Pomijam już fakt, że można się tak umówić z dziekanatem, że chodzi
      się na część zajęć na zaoczne, żeby mieć w tygodniu czas na pracę. I już
      zdecydowanie niech nikt nie wciska tu gadek w stylu - dosatała się na taki
      super łał elitarny i w ogóle kierunek i jeszcze dziennie - więc wszyscy i
      wszystko powinni się temu podporządkować - dawać kasę, pomagać, głaskać itp.
      Pozdrawiam wszystkich samodzielnych.
      Acha - mam 22 lata. Właśnie zaczynam IV rok - dalej prawa, dalej dziennie,
      dalej w państwowej, publicznej szkole. Jestem 2 lata po ślubie.
      • nemezis26 Re: HAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 15.09.05, 22:07
        Bardzo fajny post, zgadzam sie w 100%, pewnie dlatego ze mam podobna sytuacje.
        Jestem co prawda starsza, ale w wieku autorki tego posta napisałabym to samo.
        Tez pracowałam całe studia, tez spłacam teraz z męzem kredyt na mieszkanie i
        jakos nie umarałam. Niech autorka watku przyjmie do wiadomosci, ze z tego
        tytulu, ze jest sie czyjac corką, NIC jej sie nie nalezy automatycznie. Bo ja
        na przyklad nie chcilabym wyrywac sobie zyl poniewaz zdecydowalam sie na
        dziecko.
    • evensis Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 14:12
      Te wszystkie posty atakujace autorke postu sa beznadziejne.Czy waszym zdaniem
      to jest naprawde\,az tak podle i beznadziejene byc na utrzymaniu rodzicow?czy
      tak samo zrobicie z wlasnymi dziecmi?czy kazecie im po maturze wynosic sie z
      domu albo bedziecie zadali,zeby mimo tego,ze sie ucza i inwestuja w siebie,szli
      do byle jakiej pracy,bo to tragedia,jak w tym wieku dziecko nie utrzymuje sie
      samodzielnie?
      Ja jestem w innej sytuacji niz Xerocopia,chociaz tez studiuje prawo (teraz
      bedzie III rok).Mieszkam w Warszawie z rodzicami,nikt mnie z domu nie wyrzuca i
      moi rodzice nie zdecydowanie wola,zebym sie uczyla,chodzila na dodatkowe kursy
      jezykowe,czytala madre ksiazki i ogladala madre filmy,niz zebym pracowala w
      supermarkecie.I dla moich rodzicow,ktorzy co prawda niezle zarabiaja,nie jest
      to zaden problem.Nie jestem dla nich pasozytem czy darmozjadem,ale ich
      DZIECKIEM.Przeciez taki uklad jest bardzo prosty i przejrzysty:rodzice
      inwestuja we mnie teraz i loza na moje utzrymanie,a ja w przyszlosci,kiedy sama
      bede zarabiac,bede pomagac rodzicom finansowo czy w jaki kolwiek inny sposob.I
      nie tylko dlatego,ze bede im sie za cos rewanzowac,tylko dlatego,ze taki jest
      moj obowiazek.Tak robia moi rodzice w stosunku do dziadkow i uwazam,ze to jest
      wyjscie najlepsze z mozliwych.Bo pewnie mozna powiedziec potem rodzicom na
      emeryturze:jestescie dorosli,to sobie dorobcie.Ja nie wykorzystuje tej
      sytuacji.nie kupuje niewiadomo,ilu ciuchow czy kosmetykow,nie mam postawy
      roszczeniowej i gdyby zycie mnie zmusilo poszlabym do pracy.Ale na razie na
      szczescie nie zmusza.
      Co wiecej wszyscy moi znajomi sa w takiej sytuacji.Moze dlatego,ze wiekszosc z
      nich studiuje prawo i naprawde nie ma za wiele czasu wolnego.Bo ja tez wole
      posiedziec w sobote nad ksiazka i zjesc obiad sfinansowany przez rodzicow niz
      stac za 5 zl za godzine w supermarkecie i zachwalac glupi sos do makaronu i
      chwaic sie,ze sama sobie kupilam za to bulke,a w przyszlosci nauka
      zaprocentuje tym,ze bede lepszym prawnikiem.Takze znajomi poza
      warszawscy,ktorym rodzice oplacaja mieszkania tak robia.Bo madrzy rodzice
      rozumieja,ze jesli dzioecko chce sie uczyc w dobrym osrodku naukowym,to trzeba
      na to troche wylozyc.Poza tym wikszosc studentow prawa,po prostu dla wartosci
      swojej przyszlosci,wybierze darmowa prace w kancelarii,gdzie czegos sie
      nauczy,niz np.kawiarnie.
      Nie wiem czy 600 zl w Krakowie to duzo czy malo.wiem jedno,moja mama teraz nie
      moglaby spokojnie patrzec,gdybym codziennie musiala jesc makaron za zlotowke
      albo tylko dzem.Przeciez tej dziewczynie naprawde nie chodzi tylko o to piwo
      czy kino,ale o zwykle codzienne potzreby,chociazby taka,zeby kupic sobie ot tak
      dla kaprysu sok marchewkowy za 1,60,ktorego kupic nie moze,bo nie starczy jej
      na sos do makaronu.I wcale nie jest tak,ze na prawie nikt nie kupuje ksiazek.W
      Warszawie kupuja je prawie wszyscy i co roku nowe,bo prawo sie czesto
      zmienia.Na poczatku kosztuja ok.250 zl,ale potem okazuje sie,ze jeszcze dobrzez
      miec zrodla,skrypty,kazusy,ustawy,itp.Owszem kodeks jest podstawa,ale tam jest
      tylko sucha formulka,a dopiero w ksiazce jest to,jak ja rozumiec.Pewnie,ze
      mozna sie bez tego przeslizgnac przez egzaminy,ale potem mamy takich
      prawniko,jak widac w telewizji.
      Naprawde wspolczuje osob,ktore swoj zawiazek z rodzicami traktuja w ten
      sposob,ze musza sie od nich jak najszybciej wyzwolic.
      Pozdrawiam autorke i radze szczerze pogadac z mama.Moze ona nie zdaje sobie
      sprawy z tego,jak ci ciezko.I ucz sie.Moze dzieki nam prawo kiedys bedzie
      lepsze :).
      • kira_koslin Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 22:30
        Beznadziejne Moja Panno jest stwierdzenie typu - nie wiem co rodzice robia z
        pieniedzmi.
        Wiekszosci osob tutaj krytykujacych autorke postu chodzi o takie stwierdzenia.
        Przeczytalam ponizej jej kolejne dwa posty autorki i zalamalo mnie ze ona taka
        niezaradna, wiec ja juz sie niczemu niestety nie dziwie.......
        Evensis jakby ci powiedziec zebys zrozumiala...........
        "Bo madrzy rodzice
        > rozumieja,ze jesli dzioecko chce sie uczyc w dobrym osrodku naukowym,to
        trzeba na to troche wylozyc.
        Kochana bajki Ci sie pomyliły a jezeli rodzice nie maja z czego?????

        Na pozostale Twoje bardzo dziecinne argumenty az nie chce sie odpowiadac. Aha i
        jeszcze jedno: WAZNE!
        Tak strasznie podktreslasz tutaj ze to dla jakosci twojej nauki, zeby byc
        leszym prawnikiem i innne bla bla bla, ale Ty masz podstawowe braki, prawnicy
        nie tworza prawa, nie spotkalam sie jeszcze z mozliwoscia inicjatywy
        ustawodawczej przez prawnikow, owszem w jaki sposób uzywac prawa ale dzieki Wam
        prawo moze byc lepsze jak???? Zabrzmialo jak z taniego, łzawego filmu:)

      • pimienta1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 28.09.05, 22:11
        Evensis!!! podpisuję się pod Twoim postem obiema łapkami!!!Też jestem studentką
        prawa, mam taką sam,ą sytuację jak Ty ("pasozytuję na rodzicach" :D) i myślę
        identycznie jak Ty!!!!
        Pozdrawiam!!
    • atra1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 16:38
      Zaraz będzie lincz, ale ja się troszeczkę nie dziwię autorce wątku.
      600zł, to nie mało, ale nie wiem, czy ktoś kto studiował w obcym mieście , jeździł od czasu do czasu do domu, korzystał z bibliotek, księgarni i ksera (a dzień bez ksera dniem straconym) powie, że to starczy. Taki Toruń jest nieco tańszy niż Krków czy Poznań, na przykład, a w Bydgoszczy głupia sieciówka kosztuje ok. 100, a wiadomo z krańca na kraniec miastra autonogami się nie da.
      Ale z drugiej strony..
      NIe trzeba zaraz wynajmować pokoju, są akademiki (co prawda marne szanse jak rodzice zarabiaja ok 5 tys.).
      Zawsze można trochę dorobić - korepetycje dla maturzystów z historii, promocje, choćby sprzątanie, żadna praca nie hanbi. Chociaż wiadomo - pierwszy rok - top lepiej sie skupić na nauce. Ale skoro trzeba...

      Wreszcie - kredyt studencki - ale znowu zarobki rodziców:(

      Więc rozumiem frustrację trochę, ale da się coś zrobić.
      Zawsze możesz poprosić rodziców o dofinansowanie - spisz miesięczne wydatki i im pokaż - może poprostu nie zdają sobie sprawy jakie to są koszty.

      I jeszcze jedno - nigdzie nie jest powiedziane, że wszyscy maja mieć tak samo trudno czy łatwo, i nie widzę w tym nic złego, że rodzice finansują komus studia.

      Pozdrawiam A
      • xerocopia Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 19:22
        Generalnie chodzi o to, ze prawo to dosc ciezkie studia. Owszem, pracowalam,
        roznosilam ulotki, ale dwukrotnie mi nie zaplacono, wiec zrezygnowalam. poza
        tym, chcialam sie wyrobic na stypendium, a to wyamaglo kucia dniami i nocami
        oraz w weekendy. owszem, moj facet placi za wszystko. i tak planujemy slub, ale
        mi jest glupio po prostu. kredyt na pewno wynosi dokladnie tyle. rodzice
        mieszkaja w malym miescie, maja wlasny dom, nie musza placic czynszu. zycie tam
        jest duzo tansze niz tutaj. myslalam o udzielaniu korkow, dalam ogloszenia, ale
        nikt sie nie zglosil (nie chcialam duzo za godzine, 20 zl). nie znam zbyt dobrze
        zadnego jezyka (taka polityka, w SP - angielski, w LO niemiecki, teraz znow
        angielski), wiec nie moge tlumaczyc. Dzieckiem zajac sie moge, ale w co drugi
        weekend - bo jezdze do domu, a mama sobie nie wyobraza, ze moglabym nie
        przyjechac. To jest dosc trudne. na dodatek w tygodniu chcialabym pracowac, ale
        mam zajecia zle poukladane, np. jedne od 10-12, nastepne od 17-19. tak wiec caly
        dzien sie rozlatuje...
        Mieszkanie jest okazyjnie wynajete, pokoj z kuchnia (sprobujcie wynajac
        kawalerke w centrum Krakowa taniej), 700 zl to jest juz z czynszem, a czynsz
        wynosi 300 zl, bo to kamienica. W lecie niby jest taniej, w dodatku tego lata
        pracowalam troche, zarobilam 1200 zl, ale musielismy kupic nowa lodowke, bo
        stara sie zepsula (rodzice nam dali, kurde, 25-letni grat), a nie chcialam, zeby
        moj chlopak placil.
        • atra1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 20:09
          Mnie nie musisz przekonywać, że prawo wymaga, a szczególnie poczatkowe lata - część studiów mieszkałam z przyszłą prawniczką i nikt tak nie kuł jak ona:) Takie studia po prostu. Skoro nie masz innych możliwości - może rzeczywiście spisz wydatki miesięczne (te bez pomocy chłopaka) i pokaż rodzicom. Może nie są do końca świadomi jakie drogie jest życie w dużym mieście. Albo zaznacz, że będziesz troszkę rzadziej przyjeżdzać ze względu na koszty?
          Uszy do góry - gorzej bywa i chwalą, a poza tym - kto ma sobie nie dać rady jak przyszły prawnik:)
          Jeszcze jeden pomysł - na koniec - może praca latem w przyszłym roku? Przez jakąś część wakacji?
          Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki.
          A
          • atra1 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 20:11
            Uch własnie doczytałam o tym, że pracowałaś w wakacje:)
            Sorki za spóźniony pomysł:))
      • xerocopia Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 16.09.05, 19:30
        A jesli chodzi o ubrania - na zakupy chodze dwa razy do roku, i to od dwoch lat,
        kupuje sobie na zmiane spodnie albo jakas bluzke. Co do kosmetykow - nie uzywam
        wielu. Nie mam tuszu do rzes, ani cieni do powiek. Z tego co mam to: dezodorant,
        balsam do ciala, krem do twarzy, korektor i odzywka do wlosow. naprawde nic
        wiecej. jeszcze pilniczek i lakier, sztuk jedna. Moj chlopak pracuje, bo jest na
        po IV roku i to studiow, gdzie moze pracowac, bo nie ma prawie zajec na uczelni.
        I nie chodzi mi o to, zeby latac co chwile na piwo, ale przykro mi, gdy moja
        grupa gdzies wychodzi, do pubu, czy na kawe, a ja musze odmowic, bo albo piwo,
        albo zarcie... A jak juz chodze, to wtedy, gdy moj facet da mi "kieszonkowe".
        dla niego to nie jest problem, chetnie mi daje kase, czasem mnie zabiera do
        sklepu, chce kupic nowego ciucha. ale ja tak nie potrafie - przynajmniej do slubu...
        • niemama Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 24.09.05, 23:02
          Witaj! Przykre jest to co piszesz. Ja tez jestem już na 2 roku mieszkam z
          chłopakiem, za mieszkanie placę 200zł (co 2 miesiąc rach za energię) i również
          tak jak Ty dostaję 600zł. Tylko, że mi zostaję po wszystich opłatach ok 290zł.
          i spokojnie mogę za to wyzyć, tym bardziej, że jak czegos mi brakuję to mama mi
          daje więcej pieniędzy. Jedzienie również wozimy z chlopakiem z domu. Myśle,ze
          powinnaś porozmawiac z rodzicami, że Ci nie wystarcza tyle pieniędzy i
          chciałabyś, żeby dali Ci 100-200zł więcej. Jeśli masz z nimi dobry kontakt
          pewnie Cię zrozumieją. Pokaż jej wszystkie swoje wydadtki, ile Ci zostaje. JA
          tak zrobiłam na samym początku i mama powiedziała mi, że jak zabrknie, to
          będzie dawała mi więcej. Pozdrawiam i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze:)
    • molly101 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 20.09.05, 23:54
      Głowa do góry. Ja mam, a raczej miałam to samo. Tylko, że wyszłam już za tego
      swojego faceta i przynajmniej kasę bez wyrzutów sumienia mogę od niego brać. Jak
      chcesz pogadać bez jakichś niesprawiedliwych oskarżeń to pisz na mój prywatny adres.
      • majka134 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 21.09.05, 13:15
        A ja poszłam do pracy. Był taki okres, że studiowałam na dwóch kierunkach
        równocześnie (dziennie) i pracowałam na całym etacie. Da się. Noce są wtedy
        krótkie, wciąż brakuje czasu, ale da się. I jeszcze można pomóc Rodzicom.
        Trzeba tylko chcieć...
        Powodzenia
        • karolcia44 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 21.09.05, 14:08
          Wprawdzie nie mieszkam w Warszawie ale zastanawiam się co mają zrobić ludzie,
          którzy tam żyją cały czas i pracują za 700 zł miesięcznie. Chyba powinni
          zrezygnować z dzieci na wypadek gdyby któreś zażyczyło sobie co miesiąc 600 zł
          bo studiuje. A może nie zgadzać się na studia? Sama jestem matką i chciałabym
          aby moja córka zdobyła jak najlepsze wykształcenie ale w tej sytuacji wątpię
          aby było mnie na to stać. Na swoje studia zarabiałam wyjeżdżając za granicę
          ale nie chciałabym aby moje dziecko też tak musiało ale....Wydaje mi się, że w
          Polsce rodzice robią błąd, nieprzygotowując dzieci do samodzielności. Zwłaszcza
          Ci co "mają" pieniądze..W biedniejszej rodzinie od samego początku wiadomo, że
          trzeba liczyć tylko na siebie w sprawch finansowych. Liczy się też satysfakcja
          gdy się samemu do wszystkiego doszło...Jeśli rodzice mają to sami zarobili
          a "dzisiejsza" młodzież bardzo wcześnie chce być traktowana jak dorosła więc
          niech zacznie zachowywać się jak dorosła a nie wyciągać pieniądze bo czyjeś
          ciężko zarobione pieniądze...A kochający rodzice, jestem przekonana, że w
          prawdziwej potrzebie zrobią wszystko by pomóc dziecku obojętnie ile by nie
          zarabiali. To mtakie sobie moje rozmyślania na powyższy temat...:)
    • otalia Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 29.09.05, 08:58
      Ja również studiuję dziennie w Krakowie, także mam 600 zł na utrzymanie i te
      pieniądze w zupełności wystarczają !! naprawdę są to godziwe pieniądze. Nie mam
      moze super ciuchów, nei chodze do kina co tydzien,nie zyję w luksusowych
      warunkach, ale nie domawiam sobei spotkan ze znajomymi, jedzenia czy tez kupna
      potrzebnych mi ksiązek! Ja nie wiem, co Ty robisz z tymi pieniędzmi ?! Zmien
      mieszkanie w pierwszej kolejności, bo jest bardzo drogie! Są przyzwoite oferty
      juz za 250/280 zl + media, tylko trzeba dobrze poszukac, a moze akademik? Jesli
      chcesz miec więcej pieniędzy na swoje wydatki, to musisz po prostu je zarobic,
      a nie marudzic. Naprawdę da się dobrze zorganizowac sobie życie w Krakowie nie
      duzym kosztem.
    • gracuuja Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 29.09.05, 09:22

    • viinga Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 29.09.05, 10:11
      Ja z mamą zawsze rozmawiam otwarcie o wszystkim. Zawsze mówiłam co mi trzeba i
      po prostu pytałam się czy da mi pieniądze, czy mam jakoś wykombinować. Na moje
      studia nie szło dużo pieniędzy gdyż studiowałam niedaleko miejsca zamieszkania,
      praktycznie ograniczało się to do biletu miesięcznego, obiady jadałam w domu,
      czasem na uczelni gdy odkupiłam od kogoś bloczek. Ubrania, kosmetyki ze
      stypendium naukowego. W moim przypadku było trudno o prace ze względu na
      miejsce zamieszkania. Na początku zajęcia miałam od rana do wieczora
      poprzerywane 2 godzinnymi pauzami. Ostatni autobus do domu o godzinie 20, nie
      stwarzało to dobrych warunków do pracy.
      kuzynka studiuje w Krakowie rodzinę płaca za jej mieszkanie 1000 zł!!!, do tego
      dostaje 100 zł na tydzień, gdy jej brakuje to dzwoni i mówi mamo trzeba mi na
      książkę, czy na jedzenie itp.. tylko ona jest jedynaczką, nawet jeśli chciałaby
      pracować to pewnie rodzice by jej nie pozwolili, bo ma się uczyć. Chciała
      tańsze mieszkanie, ale rodzice nie zgodzili się by mieszkała z kimś.
      Moim zdaniem jeśli studia nie pozwalają ci na prace to powinnaś powiedzieć
      mamo brakło mi na to czy na to, albo chciałabym sobie kupić nowe buty itp.
      Powinnaś być bardziej otwarta.
      • molly101 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 29.09.05, 23:35
        viinga napisała:

        > Ja z mamą zawsze rozmawiam otwarcie o wszystkim. Zawsze mówiłam co mi trzeba i
        > po prostu pytałam się czy da mi pieniądze, czy mam jakoś wykombinować. Na moje
        > studia nie szło dużo pieniędzy gdyż studiowałam niedaleko miejsca zamieszkania,
        >
        > praktycznie ograniczało się to do biletu miesięcznego, obiady jadałam w domu,
        > czasem na uczelni gdy odkupiłam od kogoś bloczek. Ubrania, kosmetyki ze
        > stypendium naukowego. W moim przypadku było trudno o prace ze względu na
        > miejsce zamieszkania. Na początku zajęcia miałam od rana do wieczora
        > poprzerywane 2 godzinnymi pauzami. Ostatni autobus do domu o godzinie 20, nie
        > stwarzało to dobrych warunków do pracy.
        > kuzynka studiuje w Krakowie rodzinę płaca za jej mieszkanie 1000 zł!!!, do tego
        >
        > dostaje 100 zł na tydzień, gdy jej brakuje to dzwoni i mówi mamo trzeba mi na
        > książkę, czy na jedzenie itp.. tylko ona jest jedynaczką, nawet jeśli chciałaby
        >
        > pracować to pewnie rodzice by jej nie pozwolili, bo ma się uczyć. Chciała
        > tańsze mieszkanie, ale rodzice nie zgodzili się by mieszkała z kimś.
        > Moim zdaniem jeśli studia nie pozwalają ci na prace to powinnaś powiedzieć
        > mamo brakło mi na to czy na to, albo chciałabym sobie kupić nowe buty itp.
        > Powinnaś być bardziej otwarta.


        Sory ale nie każdy ma widocznie tyle szczęścia co ty i taką wspaniałą mamę. Ja
        dostawałam od rodziców 500 zł, 200zł, szło na mieszkanie, reszta miała mi
        wystarczyć na wszystko inne. Sam bilet do domu w dwie strony kosztowal mnie 60
        zł.A gdzie reszta?????????? Choć moi rodzice zarabiali 4000 zł o żadnej
        dodatkowej kasie nie mogło byc mowy. Kiedyś, gdy prawie płakałam do telefonu, że
        potrzebuje pieniądze na leki, uslyszałam, że w tym miesiącu mieli już dużo
        wydatków, bo kupili sobie i mojej młodszej siostrze nowe tel. komórkowe. Byliśmy
        rodziną, ale moim rodzicom nie zależało raczej na mnie zbytnio. Potrzebowali
        mnie tylko po to, aby chwalić się znajomym, że ich córka,dostała się na taki
        oblegany kierunek. Nie jestem leniem i chętnie podjęłabym się pracy,ale studiuję
        farmację. Ktoś kto nie spędza czasem po 12 godzin dziennie na uczelni, nie wie
        co to znaczy. U mnie nie ma zajęć, na których nie sprawdzanoby obecności, nie
        pisałoby się kartkówek... Po 6 godzinnym laboratorium to człowiek pada z nóg. U
        mnie 2 tyg nieobecność = skreślenie z listy studentów. No i nauki jest tyle, że
        na sen zostaje tylko 6 godzin najczęściej. Ciekawe gdzie i jakiej pracy miałabym
        szukać. Było biednie i głodno czasem nawet. No i płakać się chciało jak
        przyjeżdżałam a moja siostrzyczka z nowym snowbordem, czy w nowych ciuchach
        paradowała, a w lodówce psuło się jedzenie, bo nikt nie jest w stanie zjeść
        takich ilości, jakie kupuje moja matka. Potem wpadłam na pomysł avonu i od czasu
        do czasu miałam, dzięki temu ekstra kasę na jakiś ciuch, czy kosmetyk. Czasem na
        bilet do domu, do mojego narzeczonego. Było ciężko. Teraz jestem mężatką i mój
        kochany mąż dba wreszcie o mnie. Dzisiaj nam się tez nie przelewa, ale jest i
        tak o niebo lepiej. Brak pieniędzy nie jest najczęściej najgorszy. Najbardziej
        bolał brak miłości i to odrzucenie przez rodzinę. Pozdrawiam
        • viinga Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 30.09.05, 11:59
          ale o co ci chodzi, wiem że mam wspaniałą mamę, ale ja dostawałam tylko na
          bilet miesięczny 50 zł, na moje widzimisie, ubrania kosmetyki miałam ze
          stypendium, na wydatki szkoleniowe tez dawała mi mama - jak miała pieniadze,
          jak nie to jakoś kombinowałam. Nie wymuszłam nic na mamaie bo utrzymywała mnie
          i moje rodzeństwo sama, bez ojca i wiem, że było jej ciężko.
          Równiez nie miałam czasu na prace, nie tylko na farmacji, spędza się cały czas
          na uczelni. Nie raz wstawałam o 5 rano, by zająć sobie kolejke do profesora bo
          łaskawy pan chciał 150 osób przyjąć w 2 dni. Tez miałam po 6 godzin
          laboratorium ,a do tego jeszcze projekty, które nie raz robiłam do 5 rano, a o
          szóstej ju wychodziłam na uczelnie.
          Nie każdy mam mame taka jak ty i czasmi rozmowa wiele pomoże.
        • molly101 Re: Jak zyc, bo ja nie wiem? 30.09.05, 15:37
          Sory, ale tu nie chodzi o to, żeby się licytować, kto miał cięższe studia.
          Dziewczyna nie napisała też, dlaczego i jakie ma dokładnie stosunki z rodzicami.
          Ja napisałam, jak było u mnie. No i niestety o pracy u mnie nie mogło być mowy,
          może nie wszyscy są tacy super zdolni jak ty, trudno też szukać pracy kiedy
          zajęcia są blokami i co jakiś czas zmieniają się ich godziny. Próbowałam. Teraz
          też mam na oku dwie roboty, jestem już na piątym, ale nie wiem, czy coś z tego
          wypali. Bo co tydzień mam inny plan, ani dnia wolnego i 2 tyg praktyki na pełny
          etat na horyzoncie. No a co do mamy, to ci jej, jeszcze raz podkreślam,
          zazdroszcze. Niestety nie z każdym da się wszystko załatwić rozmową. W mojej
          rodzinie nigdy się nie rozmawiało i trudno uczyć tego własnych rodziców. Moja
          rodzina i pewnie nie tylko, była chora i nie dawała mi żadnego oparcia.
          Pieniądze w moim przypadku uważam, były tylko obrazem naszych relacji i uczuć.
          Nikłych,zresztą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka