Pewnie podstawowe zagadnienie tego forum. Przepraszam, ale nie mam z kim pogadać i w ogóle ciężko mi jest. Oboje w związkach małżeńskich. Pan mnie uwodził pewne z 2 lata zanim nasza znajomość przerodziła się w romansową. Potem długi etap sielanki, gdzie robił wrażenie ogromnie zakochanego, Tęsknił już chwile po rozstaniu. Potem rozpoczęło się zaniedbywanie, inne sprawy, inne wyzwania, więc uznałam że z mojej perspektywy nie ma to sensu. On uprzejmie przyjął to do wiadomości i nie walczył o mnie. Moja decyzja, która on szanuje. Z dziewiętnastowiecznego dżentelmena zamienił się w buca. W sumie standard i do tego momentu zrozumiałe. Jednak po kilku miesiącach nasza znajomość się nieco odrodziła. Wysyłanie smsów buziaczkami rano i wieczorem, trzymanie czułe za rękę i oczywiście propozycje sam na sam (które odrzuciłam). Jednak pan teraz sugeruje że już nie kocha i że to taki koleżeński racjonalny układ. O ile jestem w stanie zrozumieć że ludzie się kochają ale że ze sobą nie sypiają to w tę stronę po prostu nie rozumiem. Nie wyczuwam tez bynajmniej oziębłości w jego zachowaniu. Nie chodzi o żadna uczciwość wobec żony bo on żadnych skrupułów nie miał. Nie rozumiem tez czemu nie jestem w stanie się skutecznie wyzwolić z tego związku