emiliawo
25.09.06, 07:51
Mam już dosyć. Niedawno z innymi pocieszałam jedną z dziewczyn na forum,
pisałam że facetom trzeba jasno mówić, czego się chce, a sama mam z tym
problem. Chyba nie potrafię wyrażać się precyzyjnie.
Tydzień temu mieliśmy całą niedzielę cichy dzień, bo P w sobotę poszedł na
imprezę sponsorowaną, choć cały tydzień właściwie się nie widzieliśmy. Wrócił
o 1.30 wstawiony, ja się obraziłam, on nie rozumiał o co, bo "przecież
wiedziałam, że chce tam pójść". No jasne, nie wiadomo, o co mi chodzi.
Kolejny tydzień jak zwykle prawie się nie widzieliśmy. W sobotę wrócił do
domu o 2 w nocy. Rozmawialiśmy (a przynajmniej mi się tak wydaje), mówiłam,
że chcę w niedzielę iść z nim na zakupy, że nie mam butów, ciągle biegam do
pracy w sandałkach a już zimno, że innych ciuchów też nie mam. On wizja nieco
inna - jedziemy na giełdę, bo jego rodzice przymierzają się do kupna
samochodu. Tylko k****, co mnie obchodzi samochów teściów??
No i stanęło na tym, że zaraz po obiedzie męża wywiało z domu (pojechał z
ojcem i bratem obejrzeć jakiś samochód). A ja siedziałam jak głupia sama w
domu.
Najśmieszniejsze, że oni kupili ten samochód. Ale jak on wrócił wieczorem po
6 godzinach do domu, to ja byłam taka zła na niego, że mu po prostu
przyłożyłam. Ze złości biłam mojego męża.
Wstyd mi. Ale nie wiem, czy ktoś z was jest w stanie zrozumieć moją złość,
rozczarowanie, gorycz. Nie chodzi mi o to, że nie poszliśmy na zakupy, chodzi
mi o to, że my nie spędzamy już razem czasu. On ma w d****, co JA chcę robić,
moje potrzeby.
Rano tylko zapytał, ile ma zapłacić podatku. Wprawdzie wczoraj zrobiłam mu
deklarację, ale powiedziałam, żeby raz sam się zatroszczył i obliczył
podatek. Choć wiem, że nie ma o tym bladego pojęcia. Ale mam już dosyć tego,
że muszę pilnować wszystkich papierów i terminów, CHCĘ TROCHĘ ZAINTERESOWANIA
MNĄ!!!
A teraz siedzę w pracy i myślę, czy jednak nie zadzwonić i mu nie powiedzieć,
gdzie jest ten VAT-7.
To posmęciłam :(