Dziewczyny! Piszę tu, bo wy się lepiej znacie na takich relacjach, ja nie jestem pewna, co myśleć.
Wiem, że to zabrzmi źle, ale o ile rozumiem na tym forum to nie rzadkość - miałam romans z żonatym mężczyzną.
Łączyło nad od lat, jak myślałam, coś wyjątkowego. Pracowaliśmy razem, zaprzyjaźniliśmy się. Wiem, że zawsze go do mnie ciągnęło, ale ja nie chciałam, bo raz, że praca, dwa, że żonaty, trzy, że trochę podrywacz. Tak czy inaczej więź między nami jakaś była, moim zdaniem - silna i niezwykła. On był bardzo opiekuńczy i dumny, ja zafascynowana.
W końcu po latach doszło do czegoś. To było tego lata. Niesamowity romans. Niezbyt intensywny, dosłownie kilka spotkań, ale jak już były, to naprawdę były najsłodsze, najgorętsze, magiczne chwile... Trwało to kilka miesięcy.
Aż żona zaczęła coś wyczuwać, on się trochę zdystansował, w końcu doszło do czegoś w rodzaju konfrontacji między mną a żoną (ale nic nie zostało ujawnione, chodziło głównie o to, że ja jestem zbyt, powiedzmy, kokieteryjna wobec niego - to ona mi zarzucała).
Po tej rozmowie on odwołał nasze spotkanie smsem. A potem zamilkł. Minęło kilka tygodni.
Ja nie napisałam, bo jestem zbyt dumna. Wychodzę z założenia, że skoro on odwołał spotkanie - bez żadnych wyjaśnień i to po takiej rozmowie między mną a jego żoną, to on powinien coś wyjaśnić. I tak takie milczenie między nami trwa.
Wiem, że to trochę wygląda jak jasna sprawa, ewidentny koniec - żona zaczęła coś wyczuwać, więc on się wystraszył, wycofał, koniec. Ale jednak mam wątpliwości.
Głównie dlatego, że my nigdy właściwie się nie kontaktowaliśmy - przez ostrożność. Już bywało tak, że tygodniami czekałam na kontakt z jego strony (choć nigdy aż tak długo jak teraz). Jak już pisał, to po to, żeby umówić spotkanie, zwykle pod jakimś pretekstem. Jak nie było opcji na spotkanie, to wychodził z założenia, że nie ma po co pisać, więc była cisza. A teraz właśnie nie ma raczej za bardzo opcji, bo ja musiałam wyjechać. Wreszcie, ja jestem pewna, że mu podobało się nawet bardziej niż mi. Rozumiem, że żona jest najważniejsza, mu bardzo zależało, żeby się nie dowiedziała. Ale jednak, był totalnie zafascynowany, dosłownie oszalał na moim punkcie. Nie mówię, że składał deklaracje. Ale ja jestem dorosłą kobietą, umiem rozpoznać te wszystkie niewerbalne znaki. I nasze ostatnie spotkanie było jeszzce cudowne - plany, pocałunki, przytulanki. No i w końcu - no kurczę, znaliśmy się od lat. Nawet jesli sam romans nie byl szczególnie intensywny, to chyba nawet ze względu na te lata przyjaźni, coś by mi powiedział - że to koniec. Nie? Nie ma takiej opcji, ze nie chciał mi powiedzieć wprost, że to koniec, bo ja właśnie wyjeżdżałam, gdyby chciał, mógłby z tego zrobić wymówkę.
Jak myślicie, jak mam to rozumieć, co robić? Nie chcę się odzywać, narzucać, to on się wycofał. Ale jak mam ruszyć dalej, to jakieś zakończenie by mi pomogło. A tak to nie wiem. Czy to koniec? Czy jeszcze wrócimy do tematu? Ile mogę czekać na jakiś znak od niego, minęło kilka tygodni... Miałyście kiedyś takie sytuacje, że facet zamilkł? I czy zawsze podejrzenia żony to jednoznaczny koniec?
Niestety, bardzo tęsknię. I bardzo bym chciała, żeby to nie był koniec. wiem, że to i tak nie będzie wiecznie trwać. Ale póki jest tak gorąco, niech trwa...

Więc tęsknię, rozmyslam, marzę i się łudzę. Jeśli powinnam zapomnieć i wyjść z założenia, że on nie odezwie się już nigdy, niech mi to ktoś powie (skoro on tego nie robi).