trusia29
07.06.07, 18:08
Mój kolega (kiedys myslałam - przyjaciel)tkwi w jakims chorym ukladzie. Swego
czasu mial romans z dziewczyna, która w tym czasie kiedy zaczęli sie spotykać
wyszła za mąż (o ironio- ona nawet był na slubie i weselu). Spotykali sie
nadal także po slubie (nie rozumiem po co ona za mąż wyszła???). Po jakimś
czasie okazało się że jest w ciąży, urodzila córkę, która ma teraz prawie 3
lata. Ona raz twierdzi że ojcem jest mąż, raz że ten kolega. Mój kolega kocha
ja caly czas, nie potrafi ułozyc sobie życia bez niej, ona powiedziała mu, ze
wybiera męża i dla dobra rodziny sie nie rozwiedzie. Dodam, ze teraz
mieszkają w innych miastach (na poczatku w tym samym), więc on pisze do niej
sms-y, ona potrafiła go ignorowac tygodniami, ale jak pokłoci się z mężem czy
ma zły dzień znów daje mu nadzieje.... On jest dla niej zrobić w stanie b.
wiele. Kocha i ja i to dziecko (co do którego nawet nie wie na pewno czy jest
jego), choc prawie sie nie widuja i rzadko sypiają ze soba. Ostatnio zacząl
spotykac się z inna kobieta, podobala mu się, troche sie chyba nawet
zakochał, ale gdy tylko dowiedziała się o tym dawna kochanka zaczęla się
wsciekać, robic awantury, straszyć, ze nie zobaczy dziecka a potem dawac mu
nadzieję, ze z nim będzie. Nowa dziewczyna nie wytrzymala psychicznie, bo on
sam nie wiedzial czego chce, oklamywał te nową dziewczynę ciagle, mówiąc, ze
zerwal kontakt z tamtą. I teraz znow utrzymuja kontakt sms-owo telefoniczny z
dawna kochanką... Nic z tego nie rozmumiem... Ona go nie chce, wybrała męza
ale nie pozwala mu ułozyć sobie życia. On z kolei, uzalezniony od niej
niszczy zycie innym (chocby dziewczynie, z która był ostatnio i ktora go
kochala na tyle, ze zewrała ze swoim popzrednim facetem). A ten mąż, który
wychowuje nie swoje dziecko i którego zona zdradza? Ja nie wiem, jak ludzie
umieją żyć w takim kłamstwie. Myślałam kiedyś, że to mój przyjaciel,
pomagałam mu, pocieszalam, ale po tym co zrobil teraz wobec tej drugiej
dziewczyny zaczynam nim gardzić... Nie jestem święta, ale takiej obludy nie
rozumiem, takiej podlości... Czy ja za surowo to oceniam??? I jeszcze jedno -
ja musze zyc z tym co wiem i tez czuje sie nie fair wobec tego oklamywanego
męża przez sama fakt, ze te wiedze posiadam i nigdy sie z nim nia nie
podziele. Jedyne co mi zostalo, to wykrzyczec o na forum, tu przynajmniej
jest sie na tyle anonimowym, bo osoby tego dramatu nigdy nie pozostały
rozpoznane.