Dodaj do ulubionych

delegacja - czy słusznie mam pretensje?

27.07.07, 11:54
Witam Młode Mężatki i od razu proszę o radę!

Mój Mąż wyjechał w delegację z koleżanką z pracy. Odezwał się z hotelu, że
dojechaŁ i pójdą coś zjeść, może na piwo. Poprosiłam, zeby dał znać, jak już
wróci do hotelu. Po 23 zadzwoniłam ja, bo się denerwowałam, jeszcze byli 'w
mieście'. Wrócił po 1 w nocy, już nie bardzo chciałam z nim gadać.
Powiedziałam, że uważam, że to nie było w porządku, że uprawia nocne życie z
jakąś koleżanką i tylko spytałam, czy jeszcze gdzieś się wybiera...
Dziś jeszcze się nie odzywał (ma mieć jakieś spotkanie, ale mimo
wszystko... :/), wieczorem wraca - w założeniu miałam pojechać po niego na
dworzec, ale nie zamierzam, no chyba, że zadzwoni...
Przykro mi.

Czy ja nie przesadzam?
Co byście zrobiły na moim miejscu?

Pozdrawiam,
Paulina, też Młoda Mężatka
Obserwuj wątek
    • agnrek Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 12:01
      Ja wiem, że wyobraźnia podsuwa niesamowite scenariusze, zwłaszcza, gdy siedzimy
      same w domu. Ale pomyślmy, co my robiłybyśmy w delegacji - siedziały w hotelu i
      oglądały tv? Piwo z koleżanką to jeszcze nic strasznego.
      • perforowany Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 12:25
        Pola , angrek ma rację - większość rzeczy dzieje się tylko w naszej wyobraźni.
        Spróbuj sie postawić w odwrotnej sytuacji - Ty jedziesz na delegację z kolegą,
        a Twój mąż do Ciebie dzwoni i ma obawy , być może okazuje zazdrość i ma
        pretensje.
        Tak naprawdę, jeśli nie masz podstaw do niepokoju, to powinnaś się uśmiechnąć i
        pojechać po niego, tak jak zamierzałaś :)

        pozdrawiam
    • annb Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 12:49
      powinien siedziec grzecznie w hotelu
      a na drzwiach
      napisac kredą
      nie wyciągajcie mnie na miasto, mam zonę
      • wielorak Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 13:11
        a ja rozumię założycielkę
        sama wyjeżdżam na delegacje
        owszem, czasem są to niezobowiązujące wyjścia na kolacje czy na piwo a czasem
        naprawdę sie dużo dzieje. kwestia tylko twojego zaufania do niego no i jego
        podejścia do innych kobiet.

        ja bym sobie nigdy na nic nie pozwoliła na delegacji (skoro o niej mówimy) ale
        znam osobiście przypadki małżeńst i związków, gdzie dochodziło do zdrad podczas
        takich "pracowniczych wycieczek"

        ale z tym nie odebraniem go z dworca to juz przesada- wystarczy tylko po
        powrocie porozmawiać i ustalić ewentualnie na przyszłość różne sprawy, żeby przy
        takiej kolejnej delegacji druga strona się nie denerwowała

        • miska77 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 13:51
          oj dzieje sie dzieje za zjazdach integracyjnych i delegacjach...
    • pola12345 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 13:45
      Wiecie, to nie chodzi o to, że ja coś podejrzewam, bo jestem pewna, że mnie nie
      zdradził.
      I nie chodzi o wyjście z koleżanką (bo też nie siedziałabym sama w hotelu).
      Ale są granice.
      Ja widzę subtelną różnicę między wyjściem na piwo, czy coś zjeść, a powrotem w
      środku nocy. Jak dla mnie, to to jest już lekka przesada. I dlatego zrobiło mi
      się przykro.
      Tym bardziej, że wiedział, że ja czekam na telefon, czy wszystko ok.

      • perforowany Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 13:53
        Pola , znów napiszę - postaw się w odwrotnej sytuacji.
        Nie wiem w jakim mieście jest Twój mąż na tej delegacji.
        Ale powiem Ci z autopsji, ze jak ja byłem w tym roku na 4 dniowej delegacji w
        Turynie, to wracałem do hotelu po godzinie 2 w nocy.
        Duże miasta , pełne pięknie wyeksponowanych i podświetlonych zabytków sprzyjają
        takim powrotom.
        Poza tym , ja tam wracałem z pracy do hotelu w ok. godz 19 - więc na miasto
        siłą rzeczy wychodziłem po 20.

        Każda sytuacja jest inna, jak mówiłem nie wiem gdzie pojechał Twój mąż , ale ja
        jestem w stanie sobie wyobrazić wiele powodów tak późnego powrotu do hotelu.
        I to powodów całkiem niewinnych.
      • pronovia Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 14:01
        Przecież zadzwonił, że dojechal! Miał potem zadzwonić, żeby powiedzieć, że
        udało mu się strawić kolację??? Ja cię doskonale rozumiem, mój mąż też jeździ,
        ale to naprawdę normalne, że w delegacji gdzieś się wychodzi wieczorem zjeść i
        pospacerować.
        Głupio zrobił, że powiedział, że zadzwoni jeszcze raz, jak wróci, ale facei tak
        mają, zgadzają się "na odwal się", a potem myślą, że jakoś to będzie :) I
        awantura gotowa.
        Z Twojego posta wynika, że jesteś w stanie zlokalizować go w każdym momencie
        dnia (teraz ma spotkanie, a potem pójdzie siusiu...), wyluzuj. I, na litość
        boską, odbierz go z tego dworca!
        Pozdrawiam
        • wielorak Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 14:23
          "Z Twojego posta wynika, że jesteś w stanie zlokalizować go w każdym momencie
          dnia (teraz ma spotkanie, a potem pójdzie siusiu...), wyluzuj. "

          hola hola
          nic takiego nie wynika z jej postu! napisała, że poszedł na spacer, na kolację i
          być może coś zjeść i tyle a nie tam zaraz jakieś siusiu ;-)

          a czy to źle, że wie co robi jej mąż? tym bardziej, że jest na delegacji z jakąś
          Panią...(?)

          a skoro powiedział, że zadzwoni to powinien tego dotrzymać- przecież (tfu tfu)
          mogło mu się cos stać. a kobieta spokojnie siedzi sobie w domu bo myśli że
          zawsze mówi że zadzwoni a nie dzwoni. to akurat co pronovia napisałaś jest bez sensu
          • wielorak Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 14:24
            -uzupełnienie mojego poprzedniego postu: "i być może na piwo" a nie "i być może
            coś zjeść" ;-)
            • pronovia Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 30.07.07, 10:03
              No dla mnie akurat to, co napisałam jest z sensem :) bo ja się przyzwyczaiłam
              do tego, że faceci mówią, że coś zrobią dla świętego spokoju, a potem tego nie
              robią w nadziei, że może zapomni, albo co...
              Opowiem taką historię: siedziałam na spotkaniu z moim szefem (pan po 40), który
              ma żonę zołzę. Szef jest obcokrajowcem i jego system pracy przewiduje przerwę
              na lunch, którą spędza w domu, bo dość blisko mieszka. Siedzimy na spotkaniu
              ZAPLANOWANYM DO GODZINY 16 (!!!) godzina 13 dzwoni żona: "Tak kochanie, o
              drugiej będę". O 14 zadzwoniła żona z pytaniem gdzie, do cholery się szlaja bo
              żarcie stygnie, "Wiesz kochanie, przedłużyło się, będę w domu o 16".
              Wychodząc ze spotkania o jakiejś 16:30 zapytałam go, czemu nie powiedział od
              początku, że nie przyjdzie na obiad, ale nie potrafił mi powiedzieć.

              To tyle anegdotek, stwierdzenie, że dziewczyna potrafi zlokalizować męża o
              każdej porze wysnułam z pierwszego posta/postu, w którym można wyczytać: "teraz
              nie dzwon, bo miał mieć rano spotkanie", czyli generalnie dziewczyna
              znała "harmonogram" delegacji dość dokładnie, z tym siusiu przesadziła, bo
              lubię przesadzać :)

              Może niech nam pola12345 w końcu napisze, czy odebrała swojego męża z dworca,
              bo mi to sen z powiek spędza :) A może on tam jeszcze stoi i czeka, bidusia...
    • maya28 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 16:07
      Generalnie rzecz biorąc wyjazdy służbowe z koleżankami z pracy z nocowaniem to
      zadna frajda dla zostajacej w domu zony. Ale co zrobic? Wyjezdzajac do nowego
      miasta, gdzie nie ma sie domowych obowiazkow sprzyjaja zabawieniu dluzszemu na
      miescie. Chyba nie ma sensu, zeby siedzial w pokoju hotelowym o 22! I sa dwa
      wyjścia. Stawianie ograniczeń włacznie z godzina policyjną o której ma byc
      grzecznie w pokoju ( jak bedzie chcial to po powiedzeniu Ci kolorowych snów
      wyjdzie dalej sie pobawic) albo zaufac partnerowi, ze jak ma ochote poszalec i
      do bialegpo rana na miescie to niech szaleje. Ale juz robienie focha i
      nieodbieraniem go z dworca to dziecinada.
      Pytanie jest jakie jest Twoje zaufanie do partnera. I jaka wiara w siebie.
      Pamietaj ze takim okazywaniem zazdrosci ponizasz sie.
      • wielorak Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 16:43
        pierwsze słyszę żeby okazywaniem zazdrości "poniżać się"

        jakby mój mężczyzna nie był choć odrobinę zazdrosny to stwierdziłabym, że ze mną
        jest coś nie tak- albo z nim

        odrobina zazdrości jeszcze nikomu krzywdy nie zrobiła, nadmiar owszem, może miec
        jakies negatywne skutki ale to zależy od partnerów

        ale wytłumacz mi gdzie tu jest jakiś związek z poniżaniem?
        • ex.pertka Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 18:30
          Nie badz naiwna.Nie wierze,zeby cos pomiedzy nimi nie zaszlo.Mogl to byc tylko
          flirt,pocalunki,macanki albo ja posuwal.Wydaje mi sie,ze to ostatnie.Jak
          slysze,ze facet spedza czas z "kolezanka" w hotelu,w nocy,no sorrry naiwnosc
          dziecka.
          • belanna_torres Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 27.07.07, 22:39
            Tak, oczywiście, jak się faceta na moment spuści z oka, to zaraz będzie coś
            posuwał na boku. Najlepiej trzymać męża w domu przywiązanego do kaloryfera, z
            zawiązanymi na wszelki wypadek oczami. No miejcież trochę zaufania do ludzi;
            chyba że akurat wyszłyście za nienasyconego buhaja, co jak mu zona nie da, to
            nawet napotkanej przy drodze owcy nie odpuści albo i z dziury w ścianie skorzysta.

            P.S. Sama często wyjeżdżam na konferencje i wbrew obiegowej opinii o rytualnych
            orgiach, które się odbywają na wyjazdach bez małżonków, najczęściej nic
            zdrożnego tam się nie działo, ewentualnie każdy człowiek nie będący
            wzmiankowanym buhajem umiał powiedzieć nie.
          • bswm Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 30.07.07, 11:44
            Akurat tak sie zlozylo, ze jezdze ostatnio non-stop w 3-4 dniowe delegacje.
            towarzystwo jest mieszane - jeden badz dwoch kolegow i kolezanka. Wychodzimy na
            miasto wieczorami na piwo, pozwiedzac, itp... wracamy 1-2 do hotelu i pozniej
            jeszcze do 3-4 siedzimy i gadamy u kogos w pokoju. Absolutnie nic sie miedzy
            nami nie dzieje i nie bedzie dzialo. Ostatnio nawet kolezanka popoludniu
            zorganizowala sobie spotkanie z kuzynka a ja z kolega siedzielismy w pokoju
            (sami! ;P) pilismy piwko i ogladalismy jakis film. Kolega ma dziewczyne, ktora
            kocha, ja mam faceta i naprawde po kumplowsku sobie gadalismy. Wiec prosze bez
            tekstow co to sie wyprawia na delegacjach.
        • maya28 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 30.07.07, 12:05
          Dla mnie ostentacyjne okazywanie zazdrości jest oznaką, że się obawia, że
          partner może zainteresować się kimś innym, a zatem, nie jestem dla niego
          najlepszym partnerem. Po drugie, jestem z kims do kogo nie mam zaufania, a to
          tez nie najlepiej świadczy. Bo jeżeli bezpodstawnie nie masz zaufania - to
          patrz brak wiary w siebie. A jeżeli podstawnie - to szanuj sie i jezeli daje te
          podstawy to skoncz niszczacy związek, a nie obrażać sie jak dziecko ze nie
          pojade po niego na pociąg. I co dalej po tym pociągu? Takie zachowanie byłoby
          dla mnie ponizające.

    • turzyca wymownosc mezow 27.07.07, 18:44
      calosc jest swietna, ale ze wzgledu na temat watku polecam skupic sie na kilku
      pierwszych akapitach, ktore dobrze pokazuja postepowanie przecietnego mezczyzny. :)
      mattkapolka.blox.pl/2007/06/Kaluza-vel-zbiornik-wodny.html#ListaKomentarzy
      • aniatko Re: wymownosc mezow 27.07.07, 19:49
        A gdzie zwykłe, ludzkie ZAUFANIE?
    • kicia031 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 01.08.07, 16:12
      A ja uwazam, ze maz zachowal sie bez kultury i wyczucia. Co innego jesli na
      delegacji wychodzi sie na miasto w szerszym gronie. Natomiast wyjscie nocne sam
      na sam z kolezanka bylo po prostu nieeleganckie.
      Ja bym sie czula niekomfortowo jako partnerka i sama tez takich sytuacji
      unikam, bo wiem, ze moj chlop, hcoc ma do mnie zaufanie tez nie czulby sie
      milo.
      • memphis90 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 03.08.07, 11:20
        Lepiej, żeby został z koleżanką w hotelu?
    • brak.polskich.liter Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 01.08.07, 20:54
      pola12345 napisała:

      > Czy ja nie przesadzam?

      Nie przesadzasz. Wyjscie na piwo zonatego faceta w towarzystwie kolegi czy
      kolezanki jest uwlaczajace i ponizajace dla jego zony. Kategorycznie
      zabronilabym takich niecnych praktyk pod grozba rozwodu.

      > Co byście zrobiły na moim miejscu?

      Na wszelki wypadek przykulabym meza do kaloryfera (co zreszta czesto czynie),
      zeby juz wiecej w zadne delegacje nie jezdzil i nie szlajal sie z zadnymi
      lafiryndami po miescie. O!
    • memphis90 Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 03.08.07, 11:24
      Ok, umówmy się- mąż nawalił, miał zadzwonić, a zapomniał, a Ty miałaś prawo się
      niepokoić. Ale nie ma nic złego w wychodzeniu z koleżanką na pubu, czy siedzeniu
      tam do północy- z dwojga złego, lepiej, że siedzą na piwie, niz razem w pokoju
      hotelowym, prawda ;) Jak ktoś chce zdradzić, to zdradzi, a delegacja, piwo i
      koleżanka z pracy nie będą mu do niczego potrzebne. Trochę zaufania! Wyjdź po
      niego na ten dworzec, uśmiechnij się, pocałuj- marchewka ma większe walory
      "wychowawcze" niż kij. Niech poczuje, że dobrze się wraca do domu.
    • iwobern Re: delegacja - czy słusznie mam pretensje? 04.08.07, 09:01
      Witam, a ja mam jedno do powiedzenia że jak ktoś chce zdradzić to nie musi
      nigdzie wyjeżdżać zrobi to pod nosem i dowiesz się ostatnia. Mój mąż wyjeżdżał
      za granice jako marynarz i zawsze te same teksty od znajomych że marynarz to ma
      do zawodu przypisaną zdradę. Mnie to nie denerwowało nie wkręcałam sobie żadnych
      filmów chociaż wiem że chodzili z chłopakami na dyskoteki i po mieście. Pewnie
      robiła bym tak samo będąc w tylu wspaniałych miejscach. I nim ktoś powie że na
      pewno mnie zdradzał to niech się lepiej nie wypowiada nie znając nas. A to że
      nie zadzwonił to by mnie też wkurzyło, ale jeśli chodzi o zdradę to nie piszcie
      dziewczynie że na pewno ją zdradził jeśli ich nie znacie. Powodzenia i jedz po
      niego na dworzec a potem mu spokojnie wyjaśnij co kłębiło ci w głowie jak nie
      dzwonił i niech się postawi w odwrotnej sytuacji. A wieczorem pokaż mu jaka jak
      jesteś wspaniala żeby wiedział jak co ile ma stracenia. :-)))).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka