Dodaj do ulubionych

Iranda, żyjesz???

22.09.14, 11:06
zaglądasz tu???
u mnie zmiany. przez miesiąc było niezłe zamieszanie, ale powoli się wszystko normuje.
na szczęście:)
pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 23.09.14, 14:06
      Witaj:))
      Oczywiście, że żyję:) U mnie od tamtego roku same niepowodzenia, teraz też siedzę na zwolnieniu, bo kręgosłup siadł, niedługo idę na zabieg do szpitala... ech, życie
      A co u Ciebie? Pisz, zaglądam, czytam:)

      Pozdrawiamy z Shantusią
      • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 24.09.14, 09:42
        czyli z Shanti wszystko w porządku?:)
        u nas zmiany, jak już wyżej wspominałam.
        nie mamy już Finki, naszej mix jamnika.
        w zeszłym miesiącu zauważyłam na jej jakąś dziwne czerwone narośle. ponieważ miałam udać się z nią do weta na szczepienia, przy okazji postanowiłam mu to pokazać i zapytać, co z tym dalej robić.
        to coś wyłaziło błyskawicznie i jak wet to zobaczył, od razu powiedział, że sprawa jest beznadziejna. dostałam od niego lekarstwo, które miałam jej codziennie podawać i przy okazji dowiedziałam się, że pies mi pożyje maksymalnie 6 msc.
        pierwszy tydzień było ok. miała apetyt, chodziła na spacery, bawiła się i skakała, jak szczeniak pomimo swoich blisko 11 lat.
        dwa tyg po wizycie zaczęła tracić apetyt, zaczęła kuleć, ciągnęła się na smyczy, nie umiała wskoczyć na łóżko. z dnia na dzień zaczęła gasnąć w oczach.
        znoiłam ją i wnosiłam po schodach, przestała pić i jeść. z narośli porobiły się rany, z których sączyły się krewi ropa, cuchnęły (dosłownie), mimo przemywania. zakładałam jej opatrunki, ale to nic nie dało.
        no i w piątek ( 5 września) postanowiłam ją uśpić po tym, gdy zobaczyłam, jak schodzi z łóżka i wpycha się we wnękę za szafą/pod kaloryfer, przestaje kontaktować, nie może oddychać. poryczałam się strasznie, zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że jadę dziś ją uśpić.
        przeżyliśmy to strasznie. atmosfera w domu była do bani. mnie wszystko wkurzało i leciało mi z rąk. o godz 5 rano wstawałam i PRASOWAŁAM, żeby nie myśleć i zająć czymś ręce.

        doszliśmy do wniosku, że weźmiemy psa po nowym roku, ale kilka osób z rodziny powiedziało, że nie wytrzymamy i dla nas będzie dobrze, jak weźmiemy niemal od razu innego psa.
        no i tak się stało.
        wypatrzyłam w internecie pieska, zadzwoniłam do osoby, która zajmuje się adopcjami, na drugi dzień psa nam przywieziono.
        od 14 września mamy w domu 2 letniego psa, mixa amstaffa:D
        waży ok 18-20 kg, jest wykastrowany, zaczipowany, z aktualną książeczką zdrowia. tylko w najbliższym czasie podejdę do weta i poproszę o preparat na kleszcze.
        pies jest bardzo kochany, towarzyski, kocha dzieci a to dla mnie jest najważniejsze, bo mam w domu dwoje, całe dnie wyleguje się w łóżku i jest niesamowitym pieszczochem.
        da sobie wszystko wyjąć z pyska, można grzebać mu w misce. nie jest konfliktowy w stosunku do innych psów, no chyba że inny pies będzie w stosunku do niego agresywny.
        musimy uważać, żeby go nie utuczyć, bo pochłania wszystko, jak odkurzacz. nawet suchy chleb.
        jeśli nie śpi, to drepcze za mną po całym mieszkaniu, ogon z radości lata mu na wszystkie strony a jego pysk jest uśmiechnięty od ucha do ucha:)
        • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 24.09.14, 09:45
          a co do mojej suńki, to miała mięsaka. to dziadostwo tak ją załatwiło. w wypadku tej choroby rokowania są niepomyślne.
          pamiętasz może, jak 2 lata temu pisałam, że wet usuwał jej narośl? wtedy to też mogło być to, tylko wtedy to była łagodna odmiana mięsaka. można powiedzieć,że wydłużyliśmy jej wtedy życia o te 2 lata.
        • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 25.09.14, 13:44
          Masakra!!!
          Jak ma na imię Twoje nowe szczęście? Dobrze, że pomogłaś innemu psiakowi. U Ciebie będzie miał jak w Niebie. Powiem Ci, że drugi psiak, to naprawdę cudowne lekarstwo na ten przeklęty ból po stracie kochanego zwierzaczka. U mnie, gdyby nie to, że Shantusia już była z nami, na pewno wzięlibyśmy kolejne szczęście. Niestety, a może na szczęście my żyjemy dłużej, niż nasi pupile, dzięki temu możemy dać miłość wielu z nim. Bardzo mi szkoda Finki, ale masz poczucie, że dałaś jej miłość i szczęście.
          Pisz, opowiadaj i ciesz się szczęściem tegoż stworzenia.

          Pozdrawiam
          • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 25.09.14, 17:33
            od wizyty u weterynarza do jej uśpienia minęło raptem 18 dni. miała żyć pół roku, nie pożyła 3 tygodni.
            najprawdopodobniej choroba rozwijała się od dłuższego czasu wewnątrz, później zaczęła wyłazić na zewnątrz i atakować skórę.
            na początku zmiany skórne miała pod przednią prawą łapą, potem rozłaziło się to jej w kierunku łopatki.

            moje szczęście teraz śpi.
            jak już pisałam wyżej, kochany psiak jest.
            rano szaleje, chce się bawić. rozdziawia tą swoją paszczę i szczypie zębiskami.
            Finka miała mały pyszczek, więc tego szczypania się nie odczuwało, ale w jego wypadku jest już inaczej. pysk duży (głowa amstaffa), szczypie mocniej, ale i tak stara się być delikatny, więc na niego nie krzyczę.

            wypatrzyłam go w internecie przez przypadek w sobotę, przed jego przyjazdem.
            zadzwoniłam pod podany numer telefonu i okazało się, że pies znajduje się 350 km od nas, czyli w Warszawie.
            pogadałam z kobietą, wypytałam co i jak, umowiłyśmy się co do transportu psa.
            na drugi dzień w niedzielę psa nam przywieziono, tylko dołożyliśmy się do paliwa.
            został znaleziony latem w jednej ze wsi pod Warszawą, gdzie został wyrzucony na autostradzie z samochodu.

            teraz są schroniska, których pracownicy dowożą psy na terenie całej Polski, jak w naszym wypadku. do nas wieźli go 4 godziny w jedną stronę.
            spisano ze mną umowę adopcyjną i teraz po 30 dniach od adopcji, mam wysłać na pocztę kobiety, która wydała mi psa, jego zdjęcia.
            kilka już zrobiliśmy, ale on jakiś taki spłoszony siedział i jak zobaczył, że trzaskamy mu fotki, to biedak zwiał.
          • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 25.09.14, 17:44
            a! o imię pytałaś przecież!
            mąż wybrał mu imię Diego:D
            dla Finki wybierałam ja, dlatego tym razem mąż wybrał. gdy do nas przyjechał, nazywał się Cezar.
            mąż myślał jeszcze o Felku,ale gdzie dla niego takie imię. to dla małego pieska. jemu by nie pasowało.
            • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 25.09.14, 18:04
              Brzmi poważnie:)
    • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 06.10.14, 14:13
      Jak się sprawuje nowy domownik?
      • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 13.10.14, 12:05
        jutro minie miesiąc, jak go mamy i oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że lepiej wybrać nie mogłam:)
        w tej chwili chrapie na wersalce.
        jedyny minus, to nie toleruje kotów i drażnią go małe psy, czyli Yorki oraz te wściekle ujadające.
        coś czuję, że chyba nie będę mogła spuścić go ze smyczy, żeby sobie swobodnie połaził albo kupię mu kaganiec na tą okazję, ale nim zacznę go z tej smyczy puszczać, duuuuuuuuużo wody upłynie.

        dwa dni temu dzwoniła do mnie kobieta, która prowadzi schronisko i od której go wzieliśmy. pytała, czy wszystko w porządku i przepisywała na mnie czipa.
        pytała, jak sie pies zachowuje, czy nadaliśmy mu może inne imię. na dniach chcemy porobić mu więcej zdjęć i wysłać do tej kobiety, bo taki jest m.in warunek adopcji psa. chodzi też o to, żeby wiedziała, że mu u nas dobrze i nie mógł trafić lepiej:)

        masz może profil na FB? oni mają tam swoją stronę. to strona DARY DLA ZWIERZAKÓW. mają mnóstwo psów oraz kotów i prawie wszystkim szukają domów w całej Polsce.

        www.facebook.com/darydlazwierzakow
        mojego wypatrzyłam tu
        olx.pl/oferta/cezar-szuka-domu-w-calej-polsce-CID103-ID6UCv7.html#777b0bf614

        a tutaj jego album. w rzeczywistości jest ładniejszy, niż na zdjęciach.
        www.facebook.com/media/set/?set=a.810006365700561.1073742082.630957330272133&type=3
        • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 13.10.14, 14:18
          Cześć:)
          Jest suuuper:D Z tym chodzeniem bez smyczy, to nie takie łatwe. Nasza Shanti dopiero teraz zaczęła być puszczana i to w specyficznym kawałku trasy po której z nią chodzimy. Nie ma zagrożenia psami "wolnobiegającymi", samochodów jak na lekarstwo. Puściliśmy na próbę, ale nas zaskoczyła. Chodzi prawie cały czas przy nodze, jak idzie przodem ogląda się co parę kroków za nami i nie odchodzi daleko. Na pierwszy sygnał przybiega do nas i cieszy się wolnością. Trochę czasu upłynęło zanim zaufaliśmy, a to wszystko przez moją nadopiekuńczość. Nie chciałabym, aby zginęła, bo serce by mi pękło i chyba bym jej szukała do końca świata. Ale gdzie jej będzie lepiej:) Teraz jest przeszczęśliwa i nie może się doczekać wspólnych spacerków.
          Wam też się poszczęści, ale musicie zbudować w nim to poczucie komfortu i bezpieczeństwa, musi wiedzieć, że Wy i tylko Wy możecie dać mu miłość:)
          Pozdrawiamy i spadamy, lecimy na spacerek, póki pogoda sprzyja:)
          Całuski



          ps. Na fb nie istnieje:)
          • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 14.10.14, 12:52
            pamiętam, jak Finkę puściłam bez smyczy pierwszy raz po blisko 3 latach i też się bałam, ale sie pilnowała i chodziła przy nodze.
            oczywiście chodziłam tam, gdzie nie było ludzi/zwierząt, po prostu nikogo.
            jak będzie z nim, pojęcia nie mam i na razie o tym myśleć nie będę. wolę jednak nie ryzykować.
            teraz muszę go wyciągnąć na dwór a on leży brzuchem do góry na łóżku i ani myśli iść.
            na dodatek deszcz pada i mnie sie też nie chce, ale siła wyższa.
            pozdrawiam.
            • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 17.10.14, 21:17
              :( no właśnie te deszcze!!!! Moja niunia już tak się przyzwyczaiła do tych "luźnych" spacerków, że patrzy tęsknie na mnie, ale jak wyjdzie na balkon, to spuszcza główkę, wskakuje na kanapę i wtula się do mnie. Z panem na trzy szybkie i koniec:(
              • jagienka75 Re: Iranda, żyjesz??? 25.10.14, 11:19
                i tak mamy pikną jesień tego roku. deszczu jak na lekarstwo.
                dziś piekna i sloneczna pogoda, ale byłam zmuszona wyciągnąć grubą kurtkę, czapkę i rękawiczki.
                a co do mojego "wariata", to ja o chyba nigdy ze smyczy nie spuszczę.
                jeśli już, to na terenie zamknietym.
                • iranda Re: Iranda, żyjesz??? 26.10.14, 12:43
                  :)
                  tak mówisz, jak ja, ale pożyjemy... zobaczymy:) pewnie, że nie na otwartym, gdzie pokus co nie miara, ale po jakimś czasie na pewno spróbujesz. Mnie zajęło to 4 lata:) Wierzę w Ciebie:D


                  pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka