a-g-l-a-j-a
28.08.11, 18:22
Nie, nie zrobiłam... widziałam... Na spacerze z psem.
Oba siwiuteńkie, pomarszczone, ale z daleka biło od nich ciepło i szczęscie... Takie gołąbki tulące się do siebie jakby to były ich pierwsze dni, jakby dopiero co zaczęli cieszyć się swoim istnieniem, swoją bliskością... Pomyślałam, ze pewnie jakaś stara miłośc odnalazła ich po latach, bo przecież coś takiego "na wieczność" to absolutne porozumienie ciał i dusz, w które tak bardzo chciałam wierzyć, to nie istnieje... tak mówią, że nie istnieje...
Moja psina zauroczona ich usmiechami i pozytywnym czymś, którego nie sposób było nie poczuć także zapragnęła kilka ich pieszczot dla siebie... Krótka rozmowa.. i nie, nie nowa miłość, to już 40 lat(!)
Piękne... Pozwala wierzyć, ze jednak to zjednoczenie ciał i dusz jest możliwe...
I smutne... Bo jest, ale nie dla mnie... Nie dla kogoś, kto nie potrafi nikogo zatrzymać przy sobie na dłużej niż miesiąc..
Wybrakowana jestem... Nawet do pięknej miłości się nie nadaję..