Taka luźna myśl:
Wiecie ile pary idzie u faceta na myślenie o kobietach/Kobiecie? Całe mnóstwo.
I tak sobie myślę, zainspirowany wczorajszym wątkiem o idealnej kobiecie i ideale faceta (gdzieś tam padło)... Może to jesień. A może to starość?

... w każdym razie chyba mam dość. Dość dyktatu ideałów. Heliszka kiedyś przytoczyła filozowię "yebiemieto" i coś w tym jest.
Może za 15 lat będe wyglądał tak:
a
na pewno nie będę żadnym ideałem w żadnym z możliwych sensów... Zaczynam się z tego za to cieszyć.