Tak sobie rozmawiałam z kolegą (do momentu aż się pokłóciliśmy), o tym czy powinnam się szlajać po imprezach czy nie? Ja oczywiście podeszłam do tej konwersacji na zasadzie: "Ale ja już znam odpowiedź na to pytanie". Przebywanie w gronie dużej ilości nieznajomych osób, głośna muzyka, opary nikotynowo-trawkowe, zapach alkoholu, rozmowy sprowadzone do krzyków, bo discomuzyczka wszystko zagłusza... Jasne, że nie powinnam, bo mi to nie sprawia ani grama przyjemności. Cały mój świat sprowadziłabym tylko do kilku bliskich osób, do wypadów na łono natury i słuchania muzyki do poduszki.
Kolega stwierdził, że jak nie chcę zostać starą panną, to muszę się zmienić. Na co ja, że nie chcę się resztę życia przepychać z imprezowiczem, bo na pewno nie zmienię się i tak dalej i tak dalej... Ale fakt faktem, żem stara panna